To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Hala - Hala rekreacyjna

Lockhard - 2017-01-14, 19:04

Na łydkę do kłusa odpowiedział niezwłocznie, rzeczywiście z początku próbując narzucić szybkie tempo. Zgodził się iść z łbem na wysokości kłębu, ale nie do końca można było mówić o uległości, bo chociaż dostosował się po pewnym czasie do Lisy, to wciąż mogła mieć poczucie, że siedzi na tykającej bombie. Prawdopodobnie gdyby nie zabiegała uparcie o to, aby mocniej zaangażował zad zamiast lecieć do przodu, to uwiesiłby się jej na ręce i radośnie wywiózł do przodu, na nic nie reagując. Tymczasem był pilnowany już od pierwszego kroku, co choć niezbyt mu się podobało, to trzymało go w ryzach. Szedł dynamicznie, każdym jednym krokiem dając wyraz rozpierającej go energii, ale w odbiorze było to całkiem przyjemne, choć nie dawał Lisie chwili wytchnienia w tym kontekście, że wciąż musiała go pilnować i zajmować, by utrzymać taki kłus. Z dwojga złego jednak lepiej tak, niż żeby miała wyduszać z niego każdy krok; w końcu jakby nie patrzeć, chętnie pracował, choć próbował negocjować swoje warunki. Sporo też bawił się wędzidłem, chociaż na razie przypominało to bardziej wyżywanie się niż przeżuwanie, które mogłoby mu rzeczywiście pomóc w osiągnięciu rozluźnienia. Był przy tym w miarę elastyczny, więc gdy Lisa zabierała go na koła i ósemki nie kaleczył ich mocno, chociaż nie był jeszcze tak plastyczny jak mógłby być. Niemniej nie zdarzyło się tak, by wchodził w zakręty prosty jak dyszel, bo jednak poddawał się w jakimś stopniu pomocom jeźdźca. Znacznie lepiej wychodziła mu jednak jazda na wprost, choć trzeba przyznać, że jazda po łukach dobrze wpływała na jego głowę.
Lisa - 2017-01-14, 20:39

Po prawdzie zawsze wolała konie elektryczne i z tendencja do przodu. Najgorszy możliwy scenariusz to koń, którego trzeba nieustannie zmuszać do ruchu naprzód bo jak nie to się zatrzyma :lol: .
Pilnowała Loczka cały czas, nie pozwalając sobie na chwilę rozkojarzenia. Na takiej bombie mogłoby się to źle skończyć. W zakrętach nie był idealny, ale ciężko oczekiwać od niepracującego konia, że będzie super elastyczny. Aby więc poprawić nieco jego rozluźnienie i gięcia zaczęła trochę zawężać koła. To wymagało troszkę większego zgięcia do środka i większego zaangażowania z jego strony. Jednocześnie też zaczęła zbierać wodze, stopniowo przechodząc do normalnego kontaktu. Dalej chciała niskiego ustawienia, wysokie ujeżdżeniowe nie byłoby w tej chwili pożądane i mogłoby okazać się dla karusa zbyt dużym obciążeniem. Pilnowała aby podczas wchodzenia na kontakt nie utracił rytmu.
Teraz do pracy włączyła przejścia step-kłus i kłus-stęp, starając się by miękko i płynnie przechodził z jednego chodu w drugi.

Lockhard - 2017-01-15, 16:52

Zwiększenie wymagań spotkało się z pozytywną reakcją. Ogier co prawda wciąż miał pewne trudności z pięknym wygięciem się, ale pogłębione zaokrąglenie z minuty na minutę zwiększało zakres jego możliwości. Najważniejsze, że nie zniechęcał się wzrastającą trudnością wykonywanych ćwiczeń i chętnie stawiał im czoła. To znacznie ułatwiało jakąkolwiek pracę, w końcu unikał dzięki temu zbędnych usztywnień i stopniowo zwiększał elastyczność, która przez brak treningów rzeczywiście ucierpiała w ostatnim czasie. Zachęcony do pewniejszego wejścia w kontakt skorzystał z niejakiego zaproszenia bez śladu oporu. Ręka Lisy była przyjemna, Lockhard zatem nie miał wobec niej zastrzeżeń, dzięki czemu póki co wszystko szło po myśli jeźdźca. Nawet przejścia z kłusa do stępa i ze stępa do kłusa nie były tak szarpane, jak można było się tego spodziewać po zachowaniu Lockharda. Co prawda wciąż tętnił energią, ale w dużej mierze przerobił ją na zaangażowanie w trening i myślenie. Mnogość stawianych przed nim zadań zwyczajnie zmusiła go do tego, by nie myśleć w przód, o pędzeniu przed siebie; w zamian zaczął się wsłuchiwać w Lisę, automatycznie przestając się aż tak gotować przy każdej najmniejszej zmianie. Był przyjemnie uważny i elektryczny podczas wykonywania przejść, ani razu nie uciekając z ustawienia, w czym niewątpliwie pomagało mu precyzyjne operowanie pomocami.
Lisa - 2017-01-15, 18:04

Oczywiście co jakiś czas nagradzała go klepnięciem czy pochwałą słowną za dobrze wykonane ćwiczenia. Za szczególnie dobre przejście czy giecie nagrodą natomiast było żucie, gdzie prosiła go aby wypuścił głowę w dół, pozostając na lekkim kontakcie a następnie by powrócił do poprzedniego ustawienia. W dalszym ciągu chciała by pozostał względnie nisko z szyją i angażował plecy.
Zadbała by podczas tej kłusowej rozgrzewki spuścił z siebie trochę pary, w końcu nie chciała żeby wywiózł ja gdzieś przy galopie :lol: . Zanim jednak do galopów przejdziemy - dziewczyna dała mu chwilę odpocząć w stępie na luźnej wodzy. Sprawdziła też popręg i podciągnęła go o dziurkę. Musiała przyznać, że jak na razie zachowywał się bardzo dobrze i wykonywał wszystkie jej polecenia z zaangażowaniem.
A przechodząc do galopów - zaczęła przygotowania od pozbierania wodzy i ruszenia do kłusa. Kilka wolt aby znowu wejść w dobre ustawienie. Kiedy oboje byli gotowi w jednym z narożników siadła w ćwiczebny, elastycznie dostosowując się do jego ruchów, wykonała półparade i przełożyła łydki do galopu. Cały czas czujnie sprawdzała, czy nie wystrzeli jak z procy - dlatego od razu wjechała na koło., wyginając go do środka. Aby dać upust emocjom najpierw pogalopowała trochę w jedną stronę, aby następnie zrobić zwykła zmianę przez kłus i zagalopować na drugą nogę. Zanim przejdą do ćwiczeń w galopie chciała żeby sie rozluźnił i uelastyczniła a to pewnie trudne gdy buzują mu emocje.

Lockhard - 2017-01-15, 20:08

Pochwały przyjmował z olbrzymim entuzjazmem. Na każde jedno klepnięcie czy nawet dobre słowo odpowiadał parsknięciem i lekkim wysunięciem nosa do przodu, co właściwie nie było takie złe zważywszy na fakt, że dotąd raczej się chował. To był faktycznie dobry moment na wprowadzenie żucia, bo już przy pierwszej próbie chętnie zszedł do dołu, cały czas się dobrze równoważąc i nie przenosząc ciężaru ciała na.przód, co mogłoby mu odebrać swobodę ruchu.
Po przejściu do stępa zdołał nawet zachować spokój. Korzystając z luźnej wodzy, uniósł nieco wyżej głowę, szyję jednak pozostawiając rozluźnioną, tak samo jak grzbiet. Nie gotował się już od samego faktu istnienia, więc przynajmniej tyle zmieniło się od momentu wejścia na halę. Galop jednak okazał się punktem zapalnym. O ile po ponownym nabraniu wodzy do kłusa przeszedł bez nerwów, szybko poddając się Lisie, to w galopie wstąpiły w niego nowe pokłady energii. Dziewczyna pokrzyżowała mu jednak plany niemalże natychmiastowym zabraniem na koło, na którym zwyczajnie nie chciało mu się kombinować. Miał dobrą równowagę, ale po przerwie w treningach nie czuł się na tyle pewnie by zacząć uskuteczniać powietrzne manewry podczas balansowania cielskiem na łuku. Niemniej galopował dynamicznie, zaokrąglony, mocno uderzając kopytami o ziemię i głośno przy tym oddychając, czasami też parskając. Nie korciło go do psot dlatego, że był złośliwy, ale dlatego, że roznosiła go energia, więc gdy tylko choć na chwilę wyszli na prostą, nie mógł się oprzeć i natychmiast wykorzystał okazję by wziąć łeb między nogi. Łuk, który stworzyło jego ciało, zdawał się mieć swój szczytowy moment w odcinku lędźwiowym, więc żeby pozbyć się tego napięcia, 'niewinnie' podrzucił zadem. Prawdopodobnie nie zagroził tym Lisie w najmniejszym stopniu, chyba, że miała spóźniony refleks i nie zdążyła się połapać w jego ruchach... Tak czy inaczej, od odrobiny rozrywki i gimnastyki nikt jeszcze nie umarł :lol: <3.

Lisa - 2017-01-15, 21:20

Przemilczała tego baranka, który jej ani nie zaskoczył, ani nie zaszkodził - była na to dość przygotowana. Praca z wieloma różnymi, młodymi i trudnymi końmi wiele ją nauczyła, między innymi tego aby być stale czujnym :lol: . Kontynuowała jeszcze przez chwilę galop po całej hali aby spuścił z siebie radość i energię. Chciała go jednak zająć jakąś konkretniejszą pracą niż samo bieganie w kółko (chociaż było to bieganie w ustawieniu). Kolejnym ćwiczeniem jakie chciała wprowadzić była zwykła zmiana nogi przez kłus na przekątnych. W tym celu wyjechała z łuku na przekątną, chwilę przed X stosując półparadę i działając wstrzymująco dosiadem. Łydki pilnowały aby był całkowicie wyprostowany w tym momencie, były też przyłożone aby zaraz po przejściu utrzymać aktywny kłus do przodu. Ćwiczebnym dojechała do kolejnego narożnika aby zaraz zagalopować na drugą nogę. Jeżeli był jakiś problem z wejściem w ustawienie, zgieciem czy zagalopowaniem - robiła w tym miejscu mniejszą woltę aby poprawić co trzeba. Przede wszystkim skupiła się na harmonijnych przejściach, miękkim i elastycznym grzbiecie oraz podstawionym zadzie. Całość powtórzyła po kilka razy na każdą stronę, bez żadnych przerw na stępa.
Miała nadzieję, że dzięki temu ćwiczeniu stanie się bardziej elastyczny i wyczulony na jej pomoce.

Lockhard - 2017-01-15, 21:59

Trudno powiedzieć, czy poczuł się zawiedziony czy zdekoncentrowany, gdy nie usłyszał żadnych pisków. Na pewno zauważył, że brykanie nie robi na Lisie wrażenia, więc nie powtórzył już tego manewru. Spuścił parę w inny sposób - skoro zostali na ścianie, zaczął galopować nieco żywiej, choć wciąż pod kontrolą. Nie było mu w głowie ponoszenie, po prostu pokazał więcej mocy w galopie niż dotychczas. W momencie, w którym zaczął parskać i samodzielnie schodzić łbem do dołu, był już gotowy by dalej trochę popracować. Wszedł na przekątną, prawdopodobnie w bardziej ogarniętym galopie i w oczekiwanym momencie przeszedł do kłusa. Od początku szedł rytmicznie, aktywnie od zadu, wyraźnie zaczynając się coraz lepiej otwierać przodem i równoważyć. W porównaniu z początkiem nie było w nim już ani grama złości, tylko sama czysta, pozytywna energia. W narożniku gładko przeszedł w wyższy chód, generalnie nie mając kłopotu z podstawami, ale nie fair byłoby wymaganie od niego ciężkich rzeczy po takiej przerwie. Takie ćwiczenia były jak najbardziej w porządku, tym bardziej, że dopiero się rozkręcał. Z chwili na chwilę stawał się coraz przyjemniejszy, ale to jednak nie powinno zwieść Lisy, bo pewnie gdyby tylko poczuł, że się rozkojarza i mu odpuszcza, to zacząłby kombinować. Póki co bardzo dobrze robił mu brak przerw na stępa, bo nawet mimo przerwy był bardzo wydolny.
Lisa - 2017-01-16, 18:23

Jak to się stało, że w trakcie treningu awansował na Championa? :lol2: Liska musiała mieć na niego jednak świetny wpływ! <3
Tutaj tak samo jak poprzednio, nagradzała go klepnięciem czy głosem za dobre przejścia. Czuła, że robił się oraz lepszy, co utwierdzało ją w przekonaniu, że dobrze dobiera ćwiczenia a poziom trudności go nie przerasta. Oczywiście, że potrafił wykonywać takie elementy, ale po przerwie mógłby mieć problem z prawidłowymi lotnymi czy ustępowaniami a przejścia potrafiły czasem dużo zdziałać. Postanowiła teraz wprowadzić trudniejszy element - zamiast przejść z kłusem - przejścia ze stępem. To już wymagało większego skupienia i podstawienia zadu. Wyraźnie dała mu znać, że teraz robimy przejścia galop-stęp i stęp-galop. Pewnie z zagalopowaniami problemu nie będzie, przejścia jednak mogą się okazać trudniejsze przy jego nadwyżce energii. Dlatego nie zrażała się ewentualnymi niepowodzeniami, kontynuowała spokojną do momentu uzyskania zadowalającego efektu na obie strony. Następnie dała mu chwilę odpocząć, znowu wypuszczając wodzę i pozwalając na swodobne wyciągnięcie szyi. Sprawdziła na ile zdążył się już spocić, w planach były jeszcze łopatki i jakieś drobne, łatwe ustępowania pod ścianę.

One Million - 2017-01-17, 22:42

Klacz nie rozumiała ich wymiany zdań, więc tylko strzygła z uwagą uszami i czekała na dalsze polecenia. Podobnie jak dziewczynka chętnie przeszła do stępa i dała sobie nieco więcej luzu, ale nadal dość aktywnie kroczyła przed siebie. W końcu jednak skończył się czas przerwy i znów trzeba było się wziąć do pracy, ale czy komuś się chciało? Ruda nie miała jednak zbytniego wyboru, musiała spiąć zad i wrócić do właściwej pracy. Klacz poprawnie wróciła do poprzedniego ustawienia, by zmienić kierunek jazdy. Tym razem udało im się zachować linię prostą, co na pewno było godne pochwały. Klacz nieco rozumiała jej pomoce, a częściowo się domyślała o co jej chodzi. Nie żeby wysyłała sprzeczne albo nie dokładne, ale były dość delikatne i takie niepewne. Jednak to było dość zrozumiałe biorąc pod uwagę fakt, że dziewczynka się jeszcze uczyła. Klacz jednak bez większych problemów przeszła z powrotem do kłusa, gdzie powtórzyły ćwiczenia z poprzedniego razu. Klacz starała się nie zwracać uwagi na problemy dziewczynki z ogarnięciem się w siodle, ale starała się jednocześnie pomagać jej w tym wszystkim jak najlepiej potrafiła. Poruszała się aktywnym kłusem ani nie za szybko ani nie za wolno. One mimo dość żadnego treningu wkładała w trening całą siebie, więc żadna z pań nie powinna narzekać. Klacz po wykonaniu określonej liczby kółek w kłusie, przeszła ponownie do stępa i nieco odetchnęła przed galopem. Galop może i byłby dobrym rozwiązaniem, ale klacz i tak nie mogła się w nim wyszaleć tak jakby chciała. Choć nie ukrywajmy że zamiana by się przydała i to bardzo, ale była koniem dość posłusznym i nie w głowie jej głupoty. Chyba przerobili by ją na kabanosy gdyby pozbyła się jeźdźca od tak po prostu, była profesorem od niej wymagano, oczekiwano i się spodziewano pewnych zachowań. Zdawało się powiedzieć że pomoce raczej minimalne, jednakże klacz jakoś sobie poradziła. Nieco spóźniona ale jednak przeszła do kłusa, a zaraz miała zagalopować. Klacz wysunęła lewą nogę do przodu i odczytawszy pomoce od kobiety - zagalopowała. Przejście w wyższy chód mogłoby jednak być lepsze, a nie można też było całej winy zrzucić tylko na dziewczynę. Klacz też z jakiegoś powodu się nie spisała do końca, ale dość szybko naprawiła swój błąd.
Lockhard - 2017-01-19, 16:14

Po prostu spłynął na niego jej blask... :lol2:
Chociaż stopień trudności znacznie wzrósł - szczególnie, jeżeli mówimy o przejściach w dół - to Lockhard zaskoczył chyba wszystkich łącznie ze sobą, bo ani razu się nie zagotował podczas przejścia z galopu do stępa. Zagalopowania rzeczywiście nie sprawiały mu najmniejszego kłopotu, zresztą wykonywał je bardzo chętnie i płynnie, od razu wchodząc w robocze tempo galopu. Wobec przejść w dół rzeczywiście można było mieć obawy, ale dzisiaj ogier wyjątkowo łagodnie je przyjął, za co jednak odpowiadało wcześniejsze rozluźnienie i zrzucenie nadmiaru energii. Jak wspomniałam, teraz rozpierała go ona w pozytywnym sensie, więc zwalniając nie uwalał się na przodzie, tylko hamował zadem w rezultacie wchodząc nim głęboko pod kłodę, dzięki czemu zachowywał zwartą sylwetkę i rozłożenie równowagi. Był zresztą łasy na pochwały, więc szybko się nauczył, że za posłuszeństwo i staranie się otrzymuje je niemal zawsze, co dodatkowo go motywowało.
Chętnie jednak skorzystał z przerwy w stępie, podczas której rozciągnął się, nie tracąc jednak na zaangażowaniu zadu. Jeżeli chodzi o stopień zmęczenia, to był wyraźnie ciepły i miejscami wilgotny mimo zgolonej sierści, dzięki czemu pocił się przecież znacznie mniej. Nie miał jednak szczytowej kondycji, wcześniej się zresztą sporo nakręcał, więc miał prawo by nieco się zmachać.

Naomi Eaton - 2017-01-19, 16:35

Trudno, żeby rekreacyjny, uczący się jeździec zdołał wykonać w pełni poprawne zagalopowanie i utrzymać galop od górę, skoro na tym etapie była to czarna magia. Naomi wystarczył fakt, że One nie rozpędziła się w kłusie przed zagalopowaniem i w miarę gładko weszła w pożądany chód. Tak jak wspomniałam, Naomi przymknęła oko na te drobne niedociągnięcia. Zamiast tego skupiła się na samym galopie. - Rozluźnij ramiona i biodra. Wyobraź sobie, że ich ruchem zabierasz zad konia do przodu - poinstruowała Jessamine w trakcie galopu wokół hali. Dziewczynce powinno być prościej to zrobić niż na przykład dorosłemu, jako że wciąż miała o wiele bardziej plastyczne i elastyczne ciało, co należało wykorzystać. - Trzymaj kontakt - wspomniała, wiedząc, że najmniejsze poluźnienie wodzy One może wykorzystać jako pretekst do przejścia do kłusa, co nie byłoby dziwne ani trochę - doszłoby wówczas do zaburzenia i tak wątpliwej równowagi. O ile nastąpiła jakaś poprawa, Naomi podkreśliła ten moment chwaląc uczennicę, po czym poprosiła ją o wjechanie na koło o średnicy dwudziestu metrów, po którym miała bezpośrednio zacząć ósemkę. W jej połowie miało nastąpić przejście do kłusa i ponowne zagalopowanie w celu dokończenia ósemki i pozostania na owym brzuszku w celu zrobienia pełnego koła, analogicznie do sytuacji sprzed chwili. Po uporaniu się z tym ćwiczeniem Jessamine miała wrócić na ścianę, na której miała już przejść do kłusa, a po jednym okrążeniu do stępa. Wówczas Naomi omówiła z nią lekcję i po rozstępowaniu wyszła z nimi do stajni. /zt

/Kończę, bo tak już się to rozciągnęło, że chyba lepiej zacząć nowe...

Watchman - 2017-01-19, 22:39

Jessie napisał/a:
Pomagała mu w osiągnięciu rozluźnienie poprzez utrzymywanie optymalnego tempa kłusa. Nie goniła go, pozwalała mu iść spokojnie, w swoim tempie - oczywiście bez popadania w drugą skrajność, bo bez porządnego ruszenia się nie miał też szansy na pozbycie się trzymających go jeszcze spięć.
Niebawem wplotła w jazdę drągi, tym ruchem kategorycznie zmuszając konia do zaakceptowania ich obecności. Zdając sobie sprawę z tego, że na początku robił na nie duże oczy, przy najeździe na leżące na ziemi drągi w ilości sztuk pięciu mocniej zamknęła Watchmana w łydkach, dodatkowo go aktywizując. Jednocześnie pilnowała kontaktu na wodzy, zmniejszając ryzyko ewentualnego spłynięcia w bok. Za poprawne pokonanie drągów nagrodziła konia klepaniem po szyi, po czym wykonała nawrót by przejść przez drągi także z drugiej strony, a następnie powrócić na chwilę do wcześniejszych ćwiczeń w kłusie. Po nich ponownie zainteresowała się drągami, tym razem robiąc nieco więcej powtórzeń, po których wróciła na ścianę z zamiarem zagalopowania. Wykonała je w narożniku, ułatwiając koniowi zagalopowanie na dobrą nogę i gdy tylko przeszedł do oczekiwanego chodu, przeszła do półsiadu by także w galopie odciążyć grzbiet czterolatka. Pozwoliła mu galopować żywo i w miarę swobodnie, tak jakby robił to luzem.


Przyczyna tychże spięć była nie tylko fizyczna. O ile aktywne tempo kłusa, narzucenie sobie tylko trochę wymagającego rytmu pozwoliło mu na częściowe rozluźnienie się... Okazję by odpuścić całkowicie zyskał dopiero, gdy stanął oko w oko z drągami, które tak go zaniepokoiły na początku. Początkowo uniósł łeb, cofając lekko szyję, zupełnie, jakby miał zamiar zatrzymać się w miejscu, zahamowany nagle przez ścianę. Łydka zmusiła go jednak do postąpienia naprzód... Karosz delikatnie stulił uszy, wargi dotąd mielące nieśmiało wędzidło zamarły. Pierwszy krok. Nic. Drugi krok. Nic. Wysoko unosił kopyta, prezentując nieco przesadny respekt wobec drągów - zrozumienie, że nie został jednak zaatakowany przez te barwne potwory, pozwoliło mu się rozluźnić. Już na ostatnich dwóch drągach powrócił do normalnego ustawienia, nie robiąc już z siebie niepewnej żyrafy, a i stopniowo opuściły go spięcia. W końcu odpuścił i psychicznie, co zostało tylko wzmocnione przez nagrodę od amazonki. Po nawrocie nie było już żadnych problemów - Watch zachował równy rytm i pilnowany dosiadem amazonki nie spływał na boki, utrzymywał równowagę.
Kolejne ćwiczenia w kłusie wykonywał w coraz większym rozluźnieniu, załapał pewny kontakt z wędzidłem i delikatnie je mięlił, doceniając możliwość rozruszania się i popracowania ze swoim ulubionym dwunogiem. Kolejne najazdy na drążki nie wiązały się już z żadnym strachem - może raz czy dwa zdarzyło się delikatne puknięcie, bo ogier źle wymierzył krok. Spokojnie powrócił na pierwszy ślad i wedle wskazania wygiął się w narożniku, prawie od razu po sygnale łydki wchodząc w galop na właściwą nogę. Wyjątkowo nie wyrwał do przodu jak szaleniec, ale spokojnie wkroczył w wyższy chód. Na odciążenie grzbietu zareagował próbą wyciągnięcia lekko kroku i wyciągnięcia fouli, to nagłe odciążenie wręcz zachęcało do chwilowego, przyjemnego przyspieszenia.

Lisa - 2017-01-20, 18:27

Dała mu tyle stępa, aby trochę ochłonął ale żeby nie zaczął jej stygnąć. Przed sobą mieli jeszcze kilka ćwiczeń w kłusie. Niechybnie na następny trening będzie musiała go wziąć na jakąś lonżę albo coś innego lekkiego ale uaktywniającego mięśnie - bo po dzisiejszym treningu będzie miał pewnie zakwasy.
Zbieranie wodzy zaczęła od delikatnej łydki, wzięła go na kontakt, dojechała dosiadem i łydkami do ręki. Powyginała go chwilkę w stępie na łukach aby wrócić do poprzedniej przepuszczalności. Następnie chwilę popracowała w kłusie, tym razem narzucając nieco wolniejsze tempo, ale dalej z równie mocno zaangażowanym zadem. W takim też kłusie zamierzała wykonać kilka łopatek na obie strony. W tym celu wjechała na ścianę na lewą rękę, przesunęła wewnętrzną nogę nieco za popręg żeby zad został na ścianie, a zewnętrzną wodzą przenosiła łopatki do środka. Nie zrobiła tego jednak od razu, bo nie wiedziała na ile karus pamięta to ćwiczenie. Pogłębiała łopatkę stopniowo i powoli, tak aby jasne dla niego pozostało, że nie może wejść do środka. Ćwiczenie powtórzyła naprzemiennie na 3 strony, korygując kiedy trzeba ale ogólnie starając się jak najmniej używać ręki. Bardzo istotne dla niej były rytm i równowaga, dlatego nie pozwalała mu ani zwolnić ani przyspieszyć.
Dała mu chwilę kłusa w żuciu z ręki, zapraszając do wyciągnięcia nosa w dół i do przodu. Po tej formie nagrody i odpoczynku ponownie zebrała wodzę i wjechała kłusem na linię ćwiartkową. Wygięła go wokół łydki przesuwającej i starała się go przesunąć kilka kroków w bok pod ścianę. Wybrała taki sposób aby nieco ułatwic Loczkowi zadanie.

Alexander - 2017-01-20, 22:25

Carcassonne napisał/a:
[...]


Na razie ich współpraca była dość krótka, ale owocna w same pozytywne sukcesy. Byli młodą parą z małym doświadczeniem, ale czas w końcu je kiedyś zdobyć nie? Stąd też ten trening, chciał za równo go lepiej poznać jak i potrenować z nim do kolejnych zawodów. Zawsze może go Alex pozbyć drażniącego problemu, ale to będzie raz na zawsze. Nie szarpał się z nim, ale też nie pozwalał mu na ociąganie się czy niepotrzebne zatrzymywanie. Kiedy ogier przesadnie wyparł do przodu, chłopak delikatnie ale stanowczo zarazem zwolnił go do stosownego pośredniego tempa. Nie pozwalał mu na samowolne przyspieszanie, anu też na zwalnianie choć ich nie koniecznie się spodziewał. Mniej więcej identyczną ilość kół wykonali na drugą stronę, gdzie dopiero wtedy pozbierał konia do konkretniejszego ustawienia. Skrócił wodzę na kontakt, by aktywnym dosiadem i łydkami zachęcić ogiera do aktywniejszej pracy zadu. Kiedy mu się to udało, wykonali kolejne dwa koła na prawo i lewo wraz ze zmianą kierunku przez przekątną. Chłopak dokładnie pilnował ustawienia konia, tempa w jakim się poruszał i ogólnego wrażenia. Dopiero wtedy zjechał na konkretniejsze figury, a dokładnie wyjeżdżanie wolt, serpentyn i wężyków. Oczywiście wszystko robił na obie strony w stępie, wysyłając mu dokładne i czytelne sygnały. Głównie owijał sobie go od wewnętrznej łydki, a zewnętrzną pilnując jego zadu. Wewnętrzną wodzą nadawał mu kierunek i zgięcie, a zewnętrzną domykał i pilnował wszystkiego. Wraz ze zmianą kierunku przez przekątne, następowały zmiany ustawienia pomocy i robili to wtedy właśnie na drugą stronę. Nadal go dość pilnował, nie chciał na każdym kroku błędów i potknięć.

Lockhard - 2017-01-21, 00:49

Wystarczająco odsapnął w stępie by spokojnie, bez nerwów wrócić do przerwanego w treningu. W odpowiedzi na łagodne, aczkolwiek konsekwentne działanie Lisy, bez walki przyszedł jej z powrotem do ręki i przyjemnie się zaokrąglił. Kolejno przeszedł do kłusa, w którym przyjął tempo narzucone przez jeźdźca - nie myślał już o przejęciu kontroli i na ten moment prezentował zupełnie inny obrazek niż na początku jazdy. Z pewnością o wiele milszy nie tylko dla potencjalnego obserwatora, ale również dla samej Lisy, która nie musiała już walczyć. Nie równało się to jednak ze spoczęciem na laurach, jak się okazało już po chwili. Łopatki były jak najbardziej znanym ogierowi elementem, ale od zawsze opierał się wszelkim próbom uczynienia go pingwinem - może dlatego, że niemal od początku źle się do tego zabrano? Lockhard znał wiele elementów, ale ich wykonanie pozostawiało wiele do życzenia, w czym nie pomagała mu gorąca głowa. W przypadku łopatki jak i ustępowań miał brzydką tendencję do nadmiernego zgięcia i niejakiej dysproporcji między ruchem do przodu i w bok, ale Lisa zaskoczyła go stosunkowo łagodnym początkiem. Dzięki temu miał szansę bez nerwów pogłębić zgięcie do pożądanego stopnia i nie popełnić takiego błędu jak przykładowo nieoczekiwane złamanie się w szyi czy przesadne wejście do środka, przez które szedłby nie po trzech, a pewnie po czterech śladach. Kontrola tempa była wskazana, ale nie potrzebował wiele by trzymać właściwe tempo. W ostatecznym rozrachunku całkiem dobrze poradził sobie z owym elementem, niemal jednakowo wykonując go w obu kierunkach. Przerwę w formie żucia z ręki przyjął chętnie, głęboko schodząc nosem do dołu przy jednoczesnym podniesieniu grzbietu. Kolejno wrócił do poprzedniego ustawienia i zabrany na linię ćwiartkową, odpowiedział na spychające działanie wewnętrznej łydki, kierując się ku ścianie. Od razu jednak było widać i czuć, że wymaga albo mocniejszego sygnału do ruchu w bok, albo przytrzymania (a pewnie najlepiej jednego i drugiego), jako że ruch w przód okazał się tym dominującym, mimo iż karus niby krzyżował ze sobą kończyny.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group