To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Las - Główny szlak

Bastian Collins - 2013-11-06, 17:11

Jak kiedyś wspominałem Sebastiana dzieliła krótka granica od odwagi do głupoty. Właściwie można powiedzieć, że balansował raz po jednej, raz po drugiej stronie. Z której był teraz? Cóż. Teraz siedział na koniu, przodem, i nie można było orzec, która szala przeciążała. Ciężko mówić o zaufaniu do konia, na którym siedzi się drugi raz w życiu. On też po prostu musiał się wyszaleć, podobnie jak koń. Ale nie bał się, że spadnie. Nie raz konie go ponowiły, więc mężczyzna zdążył już do tego, poniekąd, przywyknąć.
Gdy fryzyjka zbliżała się do męskiej pary, Collins już wiedział, że achał nie będzie chciał dać za wygraną, więc przygotował się do tego, że ruszy szybciej.
Wtem na horyzoncie pojawiła się przewalona kłoda. Bastian skrócił trochę wodze i przysiadł w siodle, przytrzymując konia lekko udami, aby ten za bardzo się nie napędzał. Wiedział doskonale, że skoczą przeszkodę, ale chciał wylądować w miarę bezpiecznie po udanym locie. Kiedy koń napędziłby się za bardzo, mógłby zadziałać niczym katapulta. Życie było mu miłe, toteż zastosował wszelkie środki ostrożności, a kiedy dotarli do kłody, oddał achałowi lekko wodze i pozwolił aby zwierzę uniosło się w powietrze.
Konia nie trzeba było długo namawiać. Wybił się przed kłodą i oddał piękny skok ze sporym zapasem. Wylądowali miękko po drugiej strony kłody, a Bastian przytrzymał nieco ogiera, aby nie pędził przed siebie gdzie go nogi poniosą. Zdawał sobie sprawę z kondycji ogiera i gdy wyczuł, że sam z siebie zwalnia, zwyczajnie pomógł mu podjąć decyzję o niego mniej żwawym galopie. Zaraz trzeba będzie trochę odpocząć.

Nemesis - 2013-11-06, 18:04

Klacz zbliżała się niewyobrażalnie szybko do torującej im drogę przeszkody. Bynajmniej z perspektywy dziewczyny, zapewne. Czuła niepewność siedzącej na niej White. W końcu czując dosyć łatwy do wyczucia znak, wykonała to, co w danej sytuacji zinterpretowała. 'Przysiadła' lekko na zadzie, ryjąc kopytami dwa długawe, równoległe do siebie ślady. W efekcie kara zatrzymała się jeszcze sporawą odległość od kłody, a Elizabeth poznałą epickość sliding stop'u. Czyżby dziewczyna się rozmyśliła? Możliwe, choć bardziej prawdopodobne było niewielkie przeczulenie Nemki na hamowanie, a może zmiana stylu jazdy :-P
Otrzepała łeb, parskając i wlepiając ślipia w pień. Jedno ucho postawione miała na sztorc, drugie zaś odchylone w tył, czekając na polecenia ze strony dżokejki. Jak porządnie przyspieszą, to nie będą musiały nawet się cofać przed ruszeniem.
Zapewne kara dostałą łydkę, o ile mocniejszą, to ruszyła galopem, wybijając się od ziemi i śmigając nad pniem, jak peeegaz :lol2: Miękko wylądowała po drugiej stronie i pobiegła dalej za towarzystwem, nie ciągnąc już tak szalenie jak wcześniej do przodu. U niej też kondycha chyba leżała i kwiczała. Cóż, stanie w boksie nie daje najlepszych efektów, to nie to, co regularny trening.

Chaos Amir - 2013-11-06, 20:34

Rzeczą oczywistą było, że skok Chaosa był udany i nie ucierpiał na nim ani ogier, ani jego jeździec. W sumie to owa ,,straszna,, przeszkoda, była dla gniadego bułką z masłem. Ten kto go znał, ten wiedział że potrafi skakać wyżej i lepiej, ot co.
Niestety teraz jego zapasy energii skończyły się definitywnie. Jeżeli Bastian mu na to pozwolił, Chaos zwolnił za kłodą do kłusa a po chwili do stępa.
Zwiesił nisko łeb i dysząc głośno próbował ustatkować swój oddech. No to było coś! Wreszcie się wyszalał do woli i teraz mógł już iść spać. Niestety czekała ich jeszcze ewentualna długa droga powrotna, no chyba że ludzie postanowią o kontynuacji podróży... W sumie to jemu było wszystko jedno. I tak będzie musiał iść i tak, więc te dodatkowe metry nie miały dla niego większego znaczenia.
Trzeba jednak przyznać że był dziś grzeczny prawda? I niech mi ktoś powie że nie zasłużył na marchewkę!

Elizabeth White - 2013-11-06, 21:06

Po efektownym ślizgu i skoku, Elizabeth zaskoczona zwolniła do stępa i zrównała się z Bastianem oraz jego achałem.
- Remis? - zapytała chłopaka, rzucając mu podejrzliwe spojrzenie. Liczyła się z tym, iż szatyn być może będzie chciał się wykłócać o jego wygranej jednak Eli nie miała na to siły. Zbyt dużo wrażeń jak na jeden dzień... Najchętniej teraz wróciłaby do stajni, wzięła prysznic i udała się do Sebastiana w odwiedziny (tak, w dalszym ciągu pamiętała o zaproszeniu).

/. Wybaczcie że tak krótko, ale wcześniej opisałam się jak głupia i mnie wylogowało x.x Nie miałam siły żeby drugi raz to katować.

Bastian Collins - 2013-11-06, 21:26

On także nadal pamiętał nadal o zaproszeniu. Nie miał zamiaru ani przez chwilę się z tego wykręcać.
Kiedy skoczyli, przegalopował konia jeszcze przez kawałek, a następnie pozwolił mu przejść do kłusa i stępa. Poklepał go po szyi, która była już mokra. Koń się spisał i na pewno zasłużył sobie na marchewkę. Ba! Na niejedną. Bastian skontrolował jeszcze stan ochraniaczy na nogach achała, a kiedy stwierdził, że wszystkie są na swoim miejscu kiwnął sobie głową.
Już w moment później dojechały do nich dziewczęta. Obie wyraźnie zziajane, dokładnie tak samo jak oni.
- Niech Ci będzie - mruknął, uśmiechając się kącikiem warg. - Ale następnym razem nie będzie tak miło - puścił jej oczko i wyrównał krok, aby znów mogli iść obok siebie.
Strzelił łopatkami, które nadwyrężyły się nieco przez ciągły półsiad i lekko napięte ręce. Odetchnął głośno.
- Wracamy?

Elizabeth White - 2013-11-06, 21:46

- Wracamy. - przytaknęła swojemu towarzyszowi i zmieniła kierunek robiąc pół wolty. Zapewne bocznymi dróżkami można było szybciej wrócić do stajni, jednak brunetka wolała już dzisiaj nie eksperymentować. Oddała Nemesis wodze, na tyle żeby mieć tylko jako taką kontrolę nad nią i obrała kierunek - stajnia.
Nie mogła powiedzieć że dzisiejszy wypad jej się nie podobał. Była szczęśliwa. Tak prawdziwie szczęśliwa, jak nigdy w przeciągu najbliższych miesięcy. Poza tym dzień się jeszcze nie kończył i a dalsza jego część zapowiadała się równie ciekawie...

/zt Eli + Nemesis

Nemesis - 2013-11-06, 21:57

Smołka tylko czekała, by móc zwolnić. Podobnie jak achał, wyhasała się i w sumie mogłaby zasnąć w przytulnym boksiku. Ewentualnie choć chwilę odpocząć. I jak na zawołanie, faceci zatrzymali się, a Elizabeth postąpiła tak samo.
Zatrzymując się, Nem spróbowała otrzepać wilgotną szyję, choć nie za bardzo to poskutkowało. Zwieszając nisko łeb, stanęła obok Chaosa, zwrócona łbem w tą samą stronę co i ogier. Kara zaciągała powietrze rozszerzając szeroko chrapy - też nieźle się zmachała.
W pewnym momencie jednak uniosła łeb dosyć gwałtownie, stawiajac uszy. Przestąpiła kilka razy z nogi na nogę, patrząc się gdzieś w lewą stronę. Zarżała nieco niespokojnie, 'wiercąc się już chwilę'. Coś było nie teges, a ona już nosa do tego miała - trzeba przyznać.

edit.
Zaraz zawróciła posłusznie, ruszając z kopyta na kłodę, a gdy znalazła się po drugiej stronie, zwolniła do kłusa i w tym tempie poczłapała w kierunku stajni.
z/t

Bastian Collins - 2013-11-06, 22:06

Oni także ruszyli za dziewczętami. Collins skierował konia boczną ścieżką, aby ten ominął przewalone drzewo. Nie chciał go zbytnio nadwyrężać, toteż darował sobie ponowne rozpędzanie zmęczonego konia i pominął przeszkodę, ruszając w stronę stajni.

//zt x2

Sayen - 2013-12-21, 16:47

Naprowadziła spokojnym tempem Devona na ścieżkę leśną. Aura tego miejsca nigdy nie przestanie być dla niej przyjemna i przyciągająca. Magnes, czysty magnes dla Sójki. Wielbiła tereny, zwłaszcza mogąc czerpać przyjemność z tego. Czasem bywało tak, że koń z jeźdźcem całkowicie nie mogli się dogadać. Jaka z tego przyjemność? Ano żadna. A siedząc na grzbiecie andaluza czuła się zrelaksowana. Zaczęła mówić do niego, żalić się, skarżyć, ale też opowiadać o wszystkim tym, co w niedawnym czasie miłego ją spotkało. Takie monologi były dla niej pomocne. Tylko kopytnym mogła się wygadać. Tak też było z wałaszkiem. Po, jakże długim i ciężkim zapewne do zniesienia, monologu stwierdziła, że wystarczająco był rozstępowany. Chcąc nie chcąc, jej wywód zajął porządne dziesięć minut, jak nie więcej. Po ostatnim zdaniu, które zakończyła głębokim westchnięciem, półparadką dała mu znać, że po przynudzaniu, do jakiego został przymuszony, musi się obudzić. Choć trochę rozbudzić. Łydeczką dodatkowo dociskała miarowo. Kiedy poczuła, że Maślany jest gotowy, dorzuciła dosiad i cmoknęła krótko. Prowadząc go spokojną ręką po ścieżce, cieszyła oczy otoczeniem.
Devon Heir - 2013-12-21, 17:16

Kroczył spokojnie, nie wykazując jakichkolwiek oznak niezadowolenia. Wciągnął leśne powietrze głęboko do płuc, po czym wypuścił je, ale tym razem z jego chrap wydobyła się lekka mgiełka, spowodowana mrozem, który panował dookoła. On, identycznie jak Sójka cieszył oko tutejszą okolicą, zawsze lubił długie wypady w teren, można by nawet rzec, że wolał je bardziej od monotonnych treningów na halach, czy innych przeznaczonych do tego, ogrodzonych miejscach. Pomimo iż nie rozumiał wszystkich słów kierowanych do niego, starał się je zrozumieć. Poza tym, ton osoby mówi czasem więcej, niż słowa, toteż wałach próbował zrozumieć bardziej jej ton, niż same wyrazy, czy zdania. Z postawionymi uszami, powoli sunął żwawym stępem, ani myśląc o zatrzymaniu się... Choć chętnie by przyśpieszył, ale spokojnie. Pewnie do tego dojdą. Dla większego odprężenia co jakiś czas obijał ogonem o boki. Uważnie lustrował widoki. Zima... Zima to piękna pora, czasem nawet piękniejsza niż lato, czy wiosna. Niewielu lubi zimno, ale jemu to nie przeszkadzało. Oczywiście, że wsłuchując się w długi wywód dziewczyny nieco zwolnił, jednak nie na tyle by zaraz stawać. Czując wyraźną pomoc do "obudzenia się" podniósł wyżej łebek i dostojnym, bardziej żwawym stępem ruszył ścieżką. Na cmoknięcie obrócił uszy najbardziej jak mógł, jedno z nich cofnęło się w tył by zaraz znów stanąć na baczność obok drugiego. Bez stresu szedł spokojnie, prowadzony niepośpiesznie. Oo, Maślany? Czyli mamy nową ksywkę... Pseudonim artystyczny. :lol:
Sayen - 2013-12-21, 18:04

Maślany! Maślane oczka, maślana sierść, maślany konik! :lol:
Zima jest piękna. Mroźna, ale piękna. Puch sprawia, że wszystko wygląda po prostu magicznie. Widoki niesamowite, a zwłaszcza w lesie. Pierzyną pokryte drzewa, droga... biel, biel wszędzie.
Widząc, że chętny jest do żwawszego tempa podciągnęła go pomocami do kłusa. Oczywiście anglezowanie, co by odciążyć grzbiet. Dłonie ustawiła na przednim łęku i ustabilizowaną ręką prowadziła go po ścieżce. Wpierw spokojnym, miarowym tempem. Później nakierowała go na wytyczony szlak między drzewami. Dociskając łydki przy łukach starała się powoli podejść do podstawienia. Chwilę się pomęczą, potem zrelaksują urokami natury.

Devon Heir - 2013-12-21, 18:13

Maślany... Czemu nie? :lol:
O tak, co jak co, ale zima to piękna pora roku, wszystko pod delikatną kołderką białego puszku dodaje uroku nie jednemu miejscu. Nie raz pora ta dawała swe znaki, kiedy to zasypywała wszystko dookoła, nie dając nawet możliwości do swobodnego poruszania się. Lodowe ścieżki też do najprzyjemniejszych nie należą, jeden zły krok i leżysz! Ale miejmy nadzieję, że tutaj nie było zamarzniętych kałuż na których Maślany mógł się poślizgnąć, toteż bez obaw przeszedł w równie żwawy kłus. Pod Sayen czuł się nadzwyczaj swobodnie. Nie pierwszy raz ktoś go dosiada, ale ona, dawała mu poczucie stabilności, sam nie wie czemu. Może to jej usposobienie, którego tak naprawdę, do końca nie znał? Kto by o tym teraz myślał, po prostu polubił Sójkę, pomimo tak krótkiej znajomości. Oczywiście nieprzerwanie kłusował, kierowany dość przydatnymi pomocami dziewczyny. W tej chwili skupił się bardziej a ruchu, niż na otaczającej ich przyrodzie. Ale jeszcze będzie wiele okazji do zwiedzania. Trochę wysiłku się im przyda... A przynajmniej jemu - Maślanemu :lol: .

Sayen - 2013-12-21, 19:14

Specjalnie wypatrywała ścieżek bez oblodzeń lub możliwych niedogodzeń. Nie chciała ryzykować kontuzją czy jakimkolwiek uszczerbkiem zdrowotnym Maślanego. Zamknęła go w łydkach, wodzami wyznaczając kierunek. Po slalomie powrócili na ścieżkę.
- To co, Maślaku? Ochotka na małe co nieco? - Dłonią pogładziła szyjkę andaluza, kolejną półparadką zaznaczyła zmianę i hop! Dosiad, łydka i galop. Usiadła miękko w siodło, wysiadując takty. Odrobina szaleństwa jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Jednak po niedługim odstępie półparadka i zmiana tempa na lżejsze. Kłus. Delikatny.
- Wybacz, zapomniało mi się. - Kłus przerodził się w stęp. Tak głównym traktem przeszli do stajni.

/zt

Devon Heir - 2013-12-21, 19:44

Co nas nie zabije to nas wzmocni, a pewnie aż tak źle być nie mogło. Po raz kolejny słysząc głos dziewczyny, który tak bardzo go uspokajał cofnął jedno ucho w tył, coby lepiej się jej przysłuchać. Nie przestawał kłusować. Dopiero kiedy kolejna pomoc weszła w życie zadowolony przeszedł we wdzięczny galop. Dumnie biegł przed siebie, jeszcze bardziej uwagę skupiając na drodze. Długa grzywa i ogon powiewały na chłodnym wietrze dodając Maślanemu, tego majestatu! Oczywiście zwolnił do kłusa, niechętnie lecz zwolnił. Lekko zmęczony, lecz nadal chętny do zwiedzania, żwawym kłusem pokonywał ścieżkę. Spodziewał się, że kroki ich skierowane były już ku stajni - szkoda. Ale przynajmniej się dzisiaj rozruszał, a może jego pani jeszcze dziś gdzieś go wycoągnie? Ostatecznie zwolnił do stępa i tym chodem pokonał resztę trasy powrotnej.

zt.

Anne Howard - 2014-01-15, 17:47

Wjechała na główny szlak na Arianie. Cały czas pilnowała stępu klaczy, by nie tracił swojego stałego tępa. Na razie nie skrócała wodzy, bo chciała, żeby od początku jazdy była jak najbardziej zrelaksowana. Chwilę wsłuchiwała się w cichy jak na tę porę roku szum nagich drzew. Jej myśli powróciły jednak do Ariany. Ścisnęła jej boki łydkami, dając znak do przejścia w kłus. To oczywiście poprzedziła półparadą. Na samym początku chciała dać karej czas na rozgrzanie odrobinę zastałych mięśni.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group