Narcyza - 2013-09-25, 20:01 *bardzo, bardzo przepraszam, że tak długo...*
Cytat:
Klacz nie zauważyła krwi, gdyż to nie było w jej przypadku możliwe, ale wyczuła ją. Znała ten zapach, a koń jak koń, miał dość wyostrzony zmysł węchu. Skuliła uszy i bryknęła jeszcze kilka razy, choć nieco delikatniej i ociężale, po czym ruszyła stępem, tak jak Cyzia sobie życzyła.
Słysząc jej słowa, zatrzepotała jedynie uszami i prychnęła. Wpatrywała się w miejsce w którym jeszcze przed chwilą stał kot, którego tak się wystraszyła.
Zerknęła na wchodzącą parę i kwiknęła nerwowo. Nie spodziewały się towarzystwa. Nie pasowało jej ono, nie znała tamtego konia i nie miała też ochoty na nowe znajomości. Jeżeli tylko Harley podjechał swym zwierzem zbyt blisko Agray, ta bez zawahania rzucała się z kopytami.
- Spokojnie, spokojnie...
Nie lubiła widoku krwi, w zupełnym przeciwieństwie do niektórych osób. Jakoś Próbowała utrzymać wyprostowaną postawę. Nie straciła niby dużo krwi, ale i tak już czuła się słabo. Dla niej samej było to dziwne, czasem w przeszłości traciła więcej szkarłatnej cieczy, a jakoś nic jej wtedy nie było. Nie zastanawiała się jednak nad tym zbytnio, bardziej nad tym, żeby spokojnie rozluźnić klacz i odprowadzić ją do stajni. Kiedy inna para weszła na maneż pilnowała, żeby nie podjechać gdzieś blisko, spokojnie rozstępowały się na trzecim śladzie placu. W końcu zatrzymała klacz, poluźniła popręg i zwinęła strzemiona, żeby w końcu móc wyruszyć do stajni.
/ zt
*trochę skrótowo, ale nie chciałam Ci jej więcej zatrzymywać.*Jackson - 2013-09-29, 20:19 Wprowadził na maneż gniadego ogiera o imieniu Monte Casino. Poklepał go jeszcze zanim przekroczyli "próg" placu do jazdy. Zatrzymali się gdzieś na obrzeżach i tam chłopak podpiął ogierowi popręg. Jednym szybkim ruchem wszedł na jego grzbiet. Jeżeli koń stał w bezruchu Jackson poklepał go i dał impuls łydką i biodrem, aby ten ruszył stępem. Jeśli zaś od razu ruszył stępem, mężczyzna, podobnie jak podczas nauki Luxa, zatrzymał go i chwilę kazał stać. Potem dopiero dał sygnał do stępa i po tym poklepał Pana Casino.
Na luźnej wodzy starał się utrzymywać dość równe i żywe tempo. Co jakiś czas, gdy gniady był grzeczny, gładził go po szyi. Raz na jakiś czas zmieniał kierunek marszu, wydłużał krok, a potem skracał, dodawał wolty. Na koniec zaczął pracę z pyskiem i ustawieniem całego konia. Wewnętrzną wodzę przytrzymywał i odpuszczał, a zewnętrzna pozostawała napięta. Wszystko wspomagał aktywną łydką.Monte Cassino - 2013-09-29, 20:41 Monciak wędrował wesoło u boku ogiera. To sobie odskoczył w bok, bo go zaatakowała rzesza zabłąkanego piasku, to sobie podgalopował w miejscu, bo przecież chciał być ogierem. Różnie to bywało. Stanął sobie, gdzie tam go Jackson ustawił. Zastygł, wpatrując się z niebywałym zaciekawieniem w przestrzeń. Łebsko trzymał w tej chwili wysoko, coby wszystko dobrze zobaczyć. Nawet nie zauważył kiedy chłopak na niego wsiadł, był zbyt zajęty bezczynnym gapieniem się w nieokreślony punkt. Więc kiedy dostał od chłopaka sygnał, usztywnił kark, unosząc wysoko ryjec i momentalnie ruuszył do przodu wyciągniętym kłusem. Matko, jakie to było wielce przerażające !Jackson - 2013-09-29, 20:52 Od razu przyhamował gniadego, przechodząc jednak do stępa i w tym chodzie prowadząc go dookoła maneżu. Nadal starał się ustawić poprawnie ogiera, pracując nad całokształtem qnia. Kiedy wyszło i Holsztyn podporządkował się właścicielowi, ten poklepał go i zaczął kręcić niewielkie woltki w celu powyginania zwierzaka. Raz w prawo, raz w lewo.
Po upływie mniej więcej 15 min. Pozbierał porządnie wodze wchodząc na kontakt z czarnogrzywym. Wypchnął go z biodra tym samym przechodząc do kłusa. Po dwóch krokach konia, gdy wyczuł odpowiednią nogę, zaczął anglezować. Monte był wygodny i miękki, także nie było żadnego problemu. Jeździł dookoła maneżu, skupiając się tylko i wyłącznie na 6-latku. Jak ładnie szedł- klepał go. Cały czas dążył do idealnego ustawienia.Monte Cassino - 2013-09-29, 21:08 Monczak tkwił przez chwilę w stanie totalnego otępienia, aż dotarły do niego pomoce Jacksona. Zwolnił do stępa. Poruszał się bardzo energicznie. Zad miał podstawiony, dobrze pracujący. Trakcja przodów także nienaganna. Kiedy po mniej więcej połowie minuty, koń zszedł z ryjem w dół, niosąc go samowolnie na wysokości nadgarstków, do pracy dołączył także grzbiet konia. Ogier co prawda starał się kombinować, co jakiś czas ryjem wracając w górę. Małe chamidło.
Co do wolt, było mu bardzo ciężko. Początkowo, chciał je pokonywać na zasadzie kwadratu. Doszedł jednak do wniosku, że kwadratowe koło nie jest tym, czego Jack oczekuje. Z resztą, zapewne chłopak sugerował w ogóle co innego. Monte wygiął się więc w potylicy tak, jak się robiło przy prawidłowym poruszaniu się na wolcie. Owijanie się wokół łydki chłopaka szło mu o wiele oporniej. Było tak nikłe, że prawie niewyczuwalne. W lewo było lepiej, ale prawa strona zostawała katastrofą.
Zbieranie wodzy zostało przez ogiera odebrane w dosyć dziwaczny sposób. Na początku próbował się bronić, na siłę wisząc Jacksonowi na ręce. Jednakże wystarczył jeden konkretny sygnał łydką, żeby koń został przywrócony do porządku. Kolejne polecenie, wykonał natychmiast. Tempo dobre, energiczne. Trakcja nóg prawidłowa, grzbiet pracujący, ryjec na kontakcie. Łażenie wzdłuż ściany wzmagało w nim różnorakie pomysły. Raz wieszał się chłopakowi na ręce, raz próbował się chować za wędzidłem. Dwukrotnie na długiej ścianie zdarzyło mu się wybić z rytmu, przyśpieszając. Z wyjeżdżaniem narożników ciężko, bo gniady nie do końca lubił się wyginać.Jackson - 2013-09-29, 21:31 -Co z Tobą dzisiaj jest Monte?- zapytał brązowego. No nic, w takiej sytuacji nie pozostawało mu nic jak ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Chwilę jeździł jeszcze po całym maneżu, jednak nie widział w tym żadnego sensu- koń robił sobie co chce, nudziło go to, do tego czuł że zamiast zbliżając się do siebie we współpracy- oddalali się, a przecież nie o to chodziło. Wjechał zatem na średnią woltkę, siadając w niej w siodło, aby jeszcze bardziej i jeszcze jaśniej wszystko ogierowi wytłumaczyć. Delikatnie zaczął na nowo masować mu jęzor i całe wnętrze pyska wędzidłem, wracając do ładnego ustawienia. Ponownie zaczął wyginać Holsztyna. Działał wewnętrzną łydką, jednak zewnętrzna nie pozostawała bierna- pilnowała by koń nie wpadał ani nie wypadał łopatką, czy zadem. Chciał go jak najbardziej rozluźnić, aby ten stał się miękki i elastyczny. Dążył do zgięć zaparcie. Wygląda na to, że ich dzisiejszy trening będzie mocno ujeżdżeniowy, czego Jackson nie lubił, ale czasem trzeba jak widać. Gdy Casino choć trochę odpuścił i podporządkował się, chłopak zmienił kierunek i to samo w drugą.Monte Cassino - 2013-09-29, 21:48 Gniady zwróciły tylko jedno z uszu w stronę Jacka, kiedy ten się odezwał. Wszedł na woltę tak, jak go o to prosił chłopak. Towarzyszyło temu potrząśniecie łbem, które było krótkim wyrazem dezaprobaty. Zabawa wodzami, wzmogła u ogiera skupienie. Nie zaciskał już szczęk na wędzidle, a swobodnie je przeżuwał, ryjek ustawiając w prawidłowy sposób. Ponowne próby wyginania i ponowne próby sprzeciwów. Casino był na tyle nie uległy, że początkowo na chama kładł się podczas jazdy po kole. Potem wypróbował technikę wygięcia wyłącznie szyi, którą powoli zaczynano mu wybijać skutecznie z głowy. Po krótkim czasie, kiedy doszedł wreszcie do wniosku że jest mu nie wygodnie. Starał się więc próbować zrozumieć i zaakceptować pomoce chłopaka. Na dobry początek wygiął się w potylicy. Następnie wystąpiła próba owijania się wokół łydki Jacka. Chodź na wstępie nieudolna, potem wszystko zaczynało tworzyć całkiem ładny obrazek. Wcześniej minimalnie usztywniony krok Monte, stał się w tej chwili bardzo luźny.
Zmienił kierunek, kiedy przyszła na to pora. Tutaj ogier chciał zrozumieć, ale nie mógł. Próbował wyginać się na zewnątrz. Potem znów wrócił do chodzenia po kwadracie. Ostatecznie doszło do tego, że mózg Cassino przyjął to w sposób prawidłowy, dając Jacksonowi powód do krótkotrwałej dumy.Jackson - 2013-10-01, 17:34 Za każde, chociażby chwilowe wykonanie zadania prawidłowo- klepał go i chwalił słownie. Nie denerwował się gdy im nie wychodziło, w końcu Monte nie był ujeżdżeniowym koniem, a Jack w tej dziedzinie też wiele się nie orientował, jednak wymagał od swoich pociech chociażby banalnych podstaw, bo to w zasadzie jest podstawą do skoków.
Gdy gniady opanował wygięcia i zgrał się z jeźdźcem, chłopak wyjechał z wolty i przekłusował kilka okrążeń po śladzie, po to, aby po kilku minutach wjechać na cztery drągi ustawione na kłus. Drążki były delikatnie podniesione do góry, także Holsztyn musiał troszeczkę popracować. Dojechał do drążków, cały czas podpierając łydką ogiera, każda poprzeczka to pojedynczy impuls łydkami. Dzisiaj chciał się skupić nad takimi właśnie "pierdułkami" jak wyginanie, slalomy, drążki, kawaletki, żywy parkurowy galop itd. Czyli bardziej taka zabawa, niż konkretna praca. Takie treningi też są potrzebne, zwłaszcza u koni sportowych. Jutro zabierze Monte na skokowy trening, już typowo pod zawody.
No nic, skupmy się na jeździe... Wracając do drążków- nie wykonywał na nich półsiadu- anglezował. Jedynie wodzę delikatnie poluźnił, aby gniady mógł zapracować szyjką. Jeśli nie puknął ani jednego drewienka i nic nie skopał- dostał pochwałę. Nakręcili ponownie na przeszkódki i to samo zagranie ze strony jeźdźca. Potem zmiana kierunku i znowu dwa najazdy.Monte Cassino - 2013-10-01, 18:03 Monciak podążał na wolcie swoim wymyślonym sposobem, od czasu do czasu wyginając się prawidłowo. Chwalenie przez Jacka dało mu do myślenia. Początkowo nadal nie łapał, ale po chwili jego zgięcie zaczęło pojawiać się coraz częściej. Potylica zgięta, reszta ciała w miarę możliwości także.
Wszedł na ślad, według zaleceń chłopaka. Po dwóch okrążeniach, w których czasie Monciak pilnie przysłuchiwał się pomocy Jacksona. Szedł ładnie pozbierany, delikatnie opierając się o wędzidło. Zad podstawiony, pracujący. Ruch przednich nóg podyktowany przez dobrze zbudowane łopatki. Grzbiet rozciągnięty, pracujący. Czyli ogólnie wszystko super fajnie.
Kiedy gniady ujrzał przed sobą drągi, wybałuszył na nie bursztynowe oczy. Uniósł ryjca do góry i bez zastanowienia pokonał je za pomocą skoku-wyskoku, nawet przez moment nie dotykając żadnej z belek. Rzucił dwukrotnie zadem, niezwykle poddenerwowany. Szedł absolutnie spięty, zestresowany wręcz. Wizja puknięcie wydawała Su się tak okropna, że aż biedakowi serce zaczęło szybciej bić. Zamachnął się kilkakrotnie łbem, wracając do poprzedniej postawy.Jackson - 2013-10-01, 18:43 Wzmacniał dobre zachowania konia klepaniem i pochwałami głosowymi. Cieszył się gdy im wychodziło, jednak gdy tak nie było- nie załamywał się. Wyjechał z wolty i podążył na drągi. Po ich "poprzeskakiwaniu" Jack przytrzymał go delikatnie, hamując jednocześnie do kłusa.
-Monte! Nie poznaje Cie!- wymamrotał pod nosem, ale nadal dążył do swego. Może nie z uporem, aby koń pokonał przeszkódki spięty i na przymus- bo tak byłoby najłatwiej, ale na spokojnie, żeby zrozumiał, iż nic mu nie grozi.
Jeszcze raz naprowadził ogiera na drągi, tym razem nieco spokojniejszym kłusem. Uspakajającym głosem szeptał coś do niego. Nie przestawał jednak podpierać brązowego łydką, a także pilnował go na wodzy, aby ten nie zwiał gdzieś w bok.Jeśli udało się- poklepał. Jeśli nie- próbował ponownie. Gdy w końcu jako tako wyszło, dał Monte odpocząć, przechodząc do stępa i poluźniając delikatnie wodzę.Monte Cassino - 2013-10-01, 20:33 Monciak skierował uszka w stronę Jacka, kiedy ten się odezwał. Wszedł z powrotem na kontakt, według zaleceń kierując się na drągi. Żądanie wolniejszego tempa, zostało przez niego zaakceptowane. Przystosował się, w tej chwili idąc sobie spokojnym krokiem w stronę drągów. Kiedy je zobaczył, w jego oczy wdarła się panika. Nieco wykrzywiony, gdyż zaczął wypadać niespodziewanie łopatkami w bok, wszedł na drągi. Ryjek w tym momencie zadarł w stronę słońca, bardzo wysoko go niosąc. Nogi podnosił z ogromnym dystansem do drągów, obawiając się przed ich okrutnym uderzeniem. Po nich, ponownie doprowadził się do porządku. Naprowadzony na nie po raz kolejny, znów zrobił to samo co poprzednio. Ponowne naprowadzenie i poprawa względem głowy, gdyż Monciak ryjcem zszedł nieco niżej, pozostając na minimalnym kontakcie. Jeszcze jedno naprowadzenie, a koń został już w prawidłowym ostawieniu, zapracowując grzbietem i szyją. Nóg nie raczył jednak podnosić w inny sposób. Wolał utrzymać jakiś dystans.Jackson - 2013-10-02, 15:54 Obficie poklepał konia, ciesząc się zarówno z jego sukcesu, jak i swojego. Klepał go jakiś czas, a potem dał odsapnąć w stępie, tak jak już wcześniej zostało to powiedziane.
-Dobrego mam konia!- pochwalił go jeszcze słownie i sam chwilowo się odprężył.
Po upływie jakiś 7 min. Pozbierał wodzę, wchodząc na kontakt z koniem. Chwilkę poświęcił na pracy z pyszczkiem, trochę wyginania się w stępie, a następnie dał adekwatny do zagalopowania sygnał biodrem i łydkami. Ze stępa bo ze stępa, ale to chyba nie był problem dla konia, o takim stopniu wyszkolenia, nieprawdaż?
Jeśli udało się, po prostu galopował przed siebie, zachowując równe i okrągłe tempo. Starał się tak prowadzić ogiera, aby ten krok nie był zmienny, lecz stały. Trzy całe okrążenia w prawo, a potem wjazd na przekątną, zmiana lotna i w drugą strone także 3 okrążenia.
Nie przestał jednak galopować. Wjechał na prostą i łydkami, a szczególnie tą zewnętrzną, zaczął spychać Mnte do środka. Będąc już mniej więcej na środku placu obciążył wewnętrzną stronę konia i tym razem użył wewnętrznej łydki, aby wykonać kontrgalop, tym samym wracając na ślad, po którym wcześniej brnął. Jeśli wyszło- a koń nie zmienił nogi lotnie, został poklepany, a ćwiczenie jeszcze dwukrotnie powtórzone. Jeśli nie wyszło- po prostu spróbował ponownie.Monte Cassino - 2013-10-02, 19:02 Monciak przeszedł do stępa i jeśli Jack mu pozwolił, wyciągnął ryjca do przodu. Prychnął po słowach chłopaka, okazując rozluźnienie. Maszerował sobie energicznie, w pewnej chwili wracając z powrotem na kontakt. Początkowo nachalnie wręcz, wieszał się Jacksonowi na rączkach. Czuł nijakie zirytowanie, spowodowane powrotem do pracy. Zdążył się już rozleniwić. Potem jednak zaczął iść już normalnie, dając chłopakowi nijaki luz. Wyginania i tym razem szło mu dosyć opornie. Pierwszy raz wykonał to dobrze, potem gorzej. Ostatecznie jednak doszło do bardzo dobrego zaakceptowania pomocy.
Z zagalopowaniami ogier nie miał żadnych problemów. Wykonał przejście natychmiastowo, po odczytaniu pomocy. Tempo Monte chciał podyktować początkowo swoje. Bo po co ma się wlec, skoro może sobie pobiegać ? Jednakże z racji iż Jackson był bardzo "nachalny", Casino z mocnego, szybkiego biegu, przeszedł w ładny, okrągły, energiczny galop. Cały czas szedł na kontakcie, delikatnie opierając się o wędzidło, które z resztą pieczołowicie przeżuwał. Wszedł na przekątną. Lotną wykonał jeszcze przed dostaniem sygnału. Ale kiedy ten już do niego dotarł, wybił się z czterech nóg w powietrze, dyktując groźnie wyglądającego barana. Przegalopował te trzy okrążenia, co jakiś czas próbując swoich rewolucji, które polegały na zmianach tempa.
Przekazanie przez Jacka pomocy do ustępowania, ogier zaakceptował dobrze. Przynajmniej początkowo, bo do środka wszedł wręcz perfekcyjnie. Próba zepchnięcia go z powrotem na zewnątrz, zakończyła się dwukrotnym wyrzutem zadu. W sumie nie było to takie złe, bo gniady od razu po tym ruszył w kierunku ściany.Jackson - 2013-10-07, 14:48 Po ustabilizowaniu tempa w galopie, poklepał konia i jeszcze jakiś czas pozostał na śladzie w tym chodzie. Po kilku min. zaczął dodawać niewielkie wolty, raz na jakiś czas zmieniając lotnie nogę. Starał się, aby woltki były w różnych kierunkach, aby nie były ani za ciasne, ani ze obszerne. Tempo także starał się utrzymać jednakowe. Wymagał od ogiera choć lekkiego zgięcia, aby jako tako to wyglądało, a także aby koń tym samym się rozluźnił.
Po jakiś 6/7 min. kręcenia kółek, Jack naprowadził Monte ponownie na ślad, po to aby w pewnym momencie odbić do środka maneżu, kierując go na jednego "koziołka" pod postacią cavaletti. Do końca trzymał ogiera, aby ten nie uciekł, a także podpierał go łydką. Ten niewielki podskok nad przeszkodą, niemalże wysiadywał. Na prawdę minimum unosił tyłek. Wodzę oczywiście oddawał, tyle ile koń potrzebował do zapracowania szyjką. Powtórzył to polecenie kilka razy w jedną i w drugą, do momentu aż wychodziło idealnie. Potem po prostu przeszedł do kłusa- tu jeszcze jedno/dwa kółka na rozluźnienie i odprężenie się, a potem stęp.
Poklepał konia mocno po szyi w nagrodę za pracę, a potem poluźnił wodzę i dał mu już spokój. Nie ma co przeginać przed zawodami.
Po rozstępowaniu wyszli do stajni, gdzie Monte został rozsiodłany, wyczyszczony i dopieszczony smakołykami. W ostateczności chłopak zamknął go w boksie i odszedł. ztMonte Cassino - 2013-10-07, 19:46 Wolty były dla Monciaka początkowo trudnym zdaniem. Jednakże pomoce Jacka bardzo mu pomogły, przez co ogier zaczął się wyginać, co w tym chodzie wychodziło mu o stokroć lepiej, niż w kłusie czy stępie. Delikatnie opierał się na wędzidle, krnąbrnie je przeżuwając. Ryjek miał dobrze ustawiony, zad podstawiony, pracujący, w grzebiecie także rozluźniony. Czego tu więcej chcieć. Przy lotnych gniady wyskakiwał w powietrze, oddając wyrzuty z grzbietu, za każdym razem następowała inna ilość. Ale nogi zmieniał i to bardzo efektownie. Nie tracił przy tym ustalonego poprzednio tempa, wciąż utrzymując ten sam, jednostajny rytm.
Po siedmiu minutach, ciało ogier był już delikatnie spocony. Wszedł na ślad, według zaleceń szatyna, w skupieniu przecinając uszkami powietrze. Zdążył się już rozluźnić i skupić na jeźdźcu. Odbił od ściany, zauważając kilka fouli przed sobą koziołka. Wybałuszył na niego oczy, po czym zmienił charakter galopowania, wyczuwalnie poruszając się pod górę. Wybił się w dobrym momencie, lecąc sporą odległość nad drągiem. Szanowanie nóg wrodzone. Po przeszkodzie pomachał ryjem, wyrzucając z zadu i po raz kolejny wszedł w trasę, która prowadziła do tego samego miejsca co poprzednio. Reakcja ponownie taka sama. Po jakimś czasie, kiedy wreszcie Monciak wręcz przeszedł kozła, odczuł sygnał do przejścia w niższy chód. Wykonał polecenie, za pozwoleniem przechodząc w żucie. Potem stęp, który z resztą pokonywał z ryjem w piachu i go do stajni, w której zachowywał się dziwnie grzecznie.