Elusive - 2016-04-04, 17:44 Klacz miała doświadczenie, wypraszam sobie Tylko po nieodpowiednim traktowaniu, charakter stał się kompletnie inny, niż kiedyś. Start na Elce był mówiąc kolokwialnie - lekkomyślny. Co prawda crossu nie startowała jeszcze, ale ujeżdżenie i skoki to była inna bajka. Może gdyby nie trudny charakter klaczy, to bez większych problemów, przyszło by im przejechanie crossu, ale tak? Ciężki orzech do zgryzienia, szesnaście skoków to wbrew pozorom całkiem sporo Gniada nie spodziewała się tego, że ktoś ją w ogóle weźnie na zawody. Z wyraźną niechęcią przyjęła pojawienie się kobiety, w stajni jeszcze jako tako udało się nad nią zapanować, rozgrzewka jednak to było istne rodeo. Była wyraźnie poddenerwowana, nawet nie samymi zawodami, ale ludźmi i końmi będącymi w pobliżu oraz amazonką siedzącą na jej grzbiecie. Kobieta nawet ogarniała dość klacz, ale co ogarnęła to znów się coś działo. Udało im się choć trochę popracować, rozgrzały się wstępnie i na tyle, by móc spokojnie wziąć udział w zawodach.
Kiedy nadeszła ich pora, kobieta skierowała obie na linię startu. Mieliła wędzidło, szastając ogonem na boki. Kiedy odesłana została do galopu, weszła w niego to fakt, ale do ideały było daleko. Klacz nie chętnie szła do przodu, praktycznie starając się zniechęcić kobietę do zrobienia czegokolwiek. Jednak Court była uparta, co dobrze rokowało na ich znajomość, przynajmniej tą dzisiejszą crossową. Na widok pierwszej przeszkody, uniosła łeb pomimo za pewne sprzeciwów kobiety, robiąc dość małe kroki na sam koniec, dojechała pod przeszkodę, nie chętnie wybijając się w górę i składając w locie. Poniekąd nie miała wyboru, bo uciec z pod przeszkody też nie mogła, parsknęła nerwowo i pojechała dalej. Wykręciły lekki łuk i wyrosła kawałek przed nimi druga przeszkoda, klacz ponownie opierała się przed nią, robiąc krótkie foule z podniesionym łbem do góry, parskała nerwowo. Doprowadzona pod nią, dość sztywną ją przeskoczyła, nawet specjalnie nie składając się w locie, bo nie było sensu. Dobrze, że choć jedna z nich była spokojna i wyluzowana, mowa o Court of cors, bo o klaczy powiedzieć tego nie można było. Pozbycie się kobiety okazało się, prawie nie wykonalnym zadaniem, może to lepiej? Po prostej pojechały w kierunku trójki, mimo oporów klaczy, krótkich foule i wysoko uniesionego łba, kobieta odesłała ją do skoku. Klacz sztywno, niechlujnie to wykonując, odbiła się od podłoża i złożyła lekko w locie. Po lądowaniu, odczuła na ciele krople deszczu, co spotęgowało jej irytację tylko. Czwórka mniej więcej wyglądała tak samo, cóż się jednak dziwić? Klacz chyba robiła wszystko co mogła, by tylko nie dojechać do mety. Faktycznie wszystkie przeszkody to jakieś odmiany belek, bo także piątka wyglądała jak belka z drewna. Krótkie foule galopu, zadarty pysk ku górze, obicie się od ziemi, złożenie nóg i dość niechlujny skok, lekko krzywy, mało efektowny, nogi jakieś pokraczne. W dodatku ciągle padający deszcz, szóstka ją lekko spłoszyła, szarpnęła się kobiecie, ale tej udało się na szczęście utrzymać klacz i doprowadzić do przeszkody, która dość bezpiecznie, mimo problemów przeskoczyły. Siódemka nie była zbyt wymagająca, była dość niska, taka chyba sobie. Kiedy do niej dojechały, klacz nawet całkiem dobrze ją skoczyła, pewnie jedyna przeszkoda taka z szesnastu. Ósemka nieco im wyszła podobnie jak siódemka, krótkie foule, niechęć klaczy, zdecydowanie nie równy skok.One Million - 2016-04-04, 23:46 Ciekawe co skłaniała ją do jechania na samych kucach? W sumie to były jej pierwsze zawody i w sumie, taki dość porządny trening. Kasztanka była spokojnym, opanowanym i bezproblemowym koniem. Kiedy tego dnia dokładnie ją wyczyszczono, wiedziała już, że się coś święci. Bez oporów, po odpowiednim dopełnieniu końcowych zadań, ruszyła za kobietą na rozprężalnie. Dokładne rozstępowanie, by ostatecznie przejść do kłusa, galopu, by ostatecznie skoczyć kilka niskich przeszkód. Klacz dobrze reagowała na pomoce, chętnie szła do przodu, Faktycznie niosło to za sobą pewne ryzyko, ale bez ryzyka byłoby nudno, życie w sensie byłoby nudne.
W końcu zbliżał się ich przejazd, weszła w wyższe tempo, kierując się do bramek startowych. Jak na kucyka dość szybko biegała, nie miała większych problemów z utrzymaniem średniego tempa. Czy taka niska to ja nie wiem Klacz była uważnym kucykiem, bez problemu skupiła się na kobiecie oraz przeszkodzie którą miała pokonać. Po dojechaniu do przeszkody, niecały 150cm kucyk odbił się od podłoża, gładko składając w locie, by zaraz wylądować po drugiej stronie przeszkody. Kolejno wyjechały dość ciasny zakręt w lewo, wyprostowanie toru jazdy i kierunek dwójka. Lekko przyspieszyły w tempie, co by nie ociągać się zbytnio po drodze i mieć w miarę dobry czas. Utrzymywały mocne, ale zarazem odpowiednie tempo, co by dojechać do mety. Na widok przeszkody zastrzygła uszami, pewnie się kierując wprost na nią. Przeszkody pod względem wysokości, mogły być nieco problematyczne dla kuców, ale nie aż tak przesadnie myślę. Po dojechaniu do przeszkody, ponownie po odpowiednich sygnałach od kobiety, Pokonanie na czysto tego domku i galop do trójki, dystans był całkiem spory. Przyspieszyły nieco w galopie, jak na kuca, była dość szybka, no ale dupy nie urywało. Klacz wspierała się na pomocach kobiety, jednocześnie sporo dawała od siebie, co by nie było, że obija się podczas jazdy. Trójka z budowy co najmniej była dziwna, jednak nie na tyle, by nie dać rady jej pokonać. One nie dadzą rady? Dobre sobie. Klacz cały czas utrzymywała pełne skupienie na kobiecie, torze i tym co ma robić, kiedy i jak. Udało się im pokonać tą ławkę, bez trudu. Kolejne dwie przeszkody nie wymagały specjalnego zaangażowania, to tylko dwa konary, które powinny przeskoczyć bez trudu. Ruda nieco źle odmierzyła wysokość pierwszej i za lekko skoczyła, ale udało się jej utrzymać na nogach i pogalopować dalej. Czekała ich bardzo długa trasa do szóstki, spory dystans jak na trasę dla kucyków. Klacz ładnie, mocno, tempem pędziła po trasie, wyginając się na zakrętach, tu czy tam rozjeżdżając, ale nic poważnego. Tym samym za kilka chwil dostrzegły kolejną przeszkodę, ponownie przewrócona kłoda na drodze. Po dojechaniu do niej, gładko przeskoczyły szóstkę i pognały dalej, w siną dal. Teren był dość trudny, ale nieźle sobie z nim radziły. Coś dużo tu tych przewróconych drzew Zachęcona łydką, po dojechaniu do przeszkody, mocno odbiła się od ziemi, składając się w locie, ponownie gładko przeleciała kolejną z przeszkód. Po lądowaniu dość bezpieczne tempo, bo droga do ósemki była kręta, dziwna. Przeszkoda też była nieco pod skosem, bo sam tor tak właśnie stał sobie. Klacz mimo obaw kobiety, dojechała gładko do przeszkody, którą zaraz na czysto pokonała. Nieco może po skosie, ale to mały pikuś w porównaniu do wpadki. Kucyki czasem były lepsze od typowych sportowców, co widać na załączonym obrazku, zero problemów. Droga do dziesiątki również była dość kręta, udawało im się w odpowiednim tempie jechać na przód, choć do ideału było daleko, jednak dla ich wspólnego dobra, można takie tempo zachować. Kolejna kłoda, mogli by wymyślić coś bardziej twórczego, nie sądzisz? Po łydce klacz nieco przyspieszyła, atakując mocniej tą przeszkodę, na szczęście trasa im na to pozwoliła. Bez trudu pokonały na czysto dziewiątkę, by skierować się ku 10. Ta przeszkoda również płynnie została przeskoczona, odbicie się w idealnym miejscu od podłoża, złożenie i lądowanie.Mistrz Gry - 2016-04-05, 18:48 Temat postu: Sebastian Collins & Volano De La Barre
SEBASTIAN COLLINS & VOLANO DE LA BARRE - BEGINNERS
REZULTAT RZUTU
27; Bolesny skurcz; Jeździec odczuwa bolesny skurcz w nogach, rękach lub plecach, który dekoncentruje go lub upośledza mechanikę ruchową. Przekroczenie normy czasu
REZULTAT RZUTU
118; Lwie serce; koń idzie wyjątkowo odważnie na kolejne przeszkody, nie waha się ani razu, pokonuje trudności bez najmniejszych problemów odznaczając się wysoką klasą.
REZULTAT RZUTU
41; Szybko zmieniające się warunki pogodowe; Nagłe wahania pogodowe w postaci; urwania chmury/opady śniegu;
Opis
Pomyslnie ukończony cross, z lekkim przekroczeniem normy czasowej.
Bastian Collins - 2016-04-05, 20:56 Kolejnym z koni, którego Collins miał przepchnąć przez zawody był nowy domownik stajni – Volano, przed którym ostrzegało go już kilka osób. Koń ponoć nie należał do najłatwiejszych w prowadzeniu i lubił pokazać charakterek, przez co Bastian już na samym początku postawił sobie za cel próbę zdominowania ogiera i wypróbowania go na crossie. W realnym świecie nigdy w życiu nie wziąłby się za tego typu przedsięwzięcie – całe szczęście, że tutaj, w Eastbourne, wszystkie chwyty były dozwolone a większość ludzi niezrównoważona psychicznie. Już przy samym oporządzaniu uwiązał konia na dwóch uwiązach i wyczyścił go nie okazując nuty strachu. Oczywiście zachowywał przy tym wszystkim zdrowy rozsądek, niektóre z czynności wykonując nieco wolniej czy ostrożniej, ale nie dał się złapać na ani jednym zawahaniu czy niekontrolowanym ruchu. Osiodławszy konia wyszedł z nim ze stajni i ruszył na teren zawodów gdzie rozprężył go, już od samego początku chcąc się przekonać na ile ogier chce sobie pozwolić i jak bardzo trzeba będzie kontrolować go na trasie. Po rozsądnej rozgrzewce i wywołaniu swego imienia, wraz z karym ruszył w samobójczą podróż po torze przełajowym.
Przejazd
Trasa, którą w dniu zawodów odwiedzał już dwukrotnie była mu doskonale znana, a ten fakt mógł go jedynie podnieść na duchu – zdawał sobie bowiem sprawę, że wcale nie była trudna, a przeszkody nie należały do najwyższych, toteż powinien w jakiś sposób poradzić sobie z przeprowadzeniem konia od linii startu do linii mety. Już od samego początku wyraźnie kontrolował ogiera, mocno zamykając go w łydkach i udach oraz ograniczając na pysku, choć należy zaznaczyć, że nie szarpał go, a jedynie sugerował opamiętanie się i zwracał na siebie uwagę karego.
Ustawiwszy na wolcie odpowiednie tempo zwrócił konia ku rozpoczęciu trasy i wraz z nim, w chwilę później, przekroczył celowniki, od razu ruszając na pierwszą z przeszkód, którą była obalona kłoda. Jako że niespecjalnie zależało mu na czasie przejazdu a zwyczajnie na tym, by go przeżyć, wciąż utrzymywał konia w spokojnym galopie, całą jego uwagę starając się skoncentrować na jedynce, w tym celu przekazując koniowi półparady i wyznaczając tor „na wprost”, ograniczając go łydkami z obu stron ciała. W ten sposób mógł kontrolować nie tylko kierunek biegu ale także zniwelować możliwość „spłynięcia” tuż przed przeszkodą, przed którą właśnie się znaleźli i którą pokonali po chwilowej walce o wybór miejsca odskoku. Mimo różnicy zdań co do jego wyboru udało im się pokonać jedynkę, a Bastian w tym celu uniósł się w strzemionach i oddał ogierowi wodze, podążając za jego ciałem, kiedy tylko znalazło się w powietrzu. Pochwalił konia na zachętę zaraz po wylądowaniu i obciążywszy mocniej lewe strzemię poprowadził go po łuku ku kolejnemu wyzwaniu jakim było kolejne obalone drzewo – tym razem nieco niższe niż poprzednie. Kontynuując w tym samym tempie przeszedł do półsiadu aby nie zaburzać rytmu ogiera, cały czas trzymając go krótko na pysku i nie dopuszczając do zwiększenia tempa galopu. Już w chwilę później pokonywali przeszkodę numer dwa, do której Bastian musiał nieco dogalopować ogiera aby wybić się w odpowiednim miejscu i docisnął mocniej łydki do jego ciała, aby wnet ponownie dotknął kopytami podłoża i kontynuując jazdę po łuku udać się do przeszkody numer trzy. W dystansie pomiędzy nimi karosz zaczął się trochę buntować, przez co Bastian usiadł w siodło aby mocniej zadziałać dosiadem i zacisnąwszy uda oraz pociągnąwszy go lekko na pysku zasugerował by ogier się opamiętał. Nie miał zamiaru zginąć podczas przejazdu w najłatwiejszej trasie, więc szybko musiał ogarnąć konia i wymusić na nim podporządkowanie się jego sugestiom.
Przez siłowanie się z ogierem nie zauważył nawet kiedy dotarli pod przeszkodę numer trzy, przed którą miał teraz niewiele czasu na reakcję. Wyprostował konia na kilka foulee przed oddaniem skoku i zdążył jedynie skrócić wodze aby już w chwilę później oddać wraz z koniem niezbyt efektowny skok. Wybicie, z resztą, było na tyle felerne, że Collinsowi pośliznęła się noga w strzemieniu i aby ponownie je złapać musiał wykonać na tyle dziwny manewr, że złapał go skurcz w łydce, przez który mężczyzna zaklął siarczyście pod nosem. Nie mógł sobie pozwolić na utratę koncentracji w przejeździe z trudnym koniem a piekący ból w łydce wcale nie ułatwiał mu zadania. Kontynuował przejazd starając się odciążać nieco lewą nogę, choć przez to jej działanie na ogiera było dużo mniejsze. Robił wszystko co mógł – zadzierał w górę palce u stopy aby pozbyć się „chodzących mrówek” i zacisnął zęby, starając się skupić swoje myśli wyłącznie na przejeździe. Nie zauważył nawet kiedy ogier trochę zbyt bardzo się rozpędził, a więc przez kolejne kilka sekund siłował się z nim by ponownie wyprosić uprzednio narzucone tempo. Całe szczęście, że dystans pomiędzy trójką a czwórką był prosty niczym linijka, dzięki czemu nie musiał skupiać się na prowadzeniu konia, wyłącznie starając się ograniczać jego zapędy.
Wygląd i wysokość kolejnej z przeszkód zdawała się nie robić na ogierze wrażenia i, mimo że ze stulonymi uszami, pokonał ją w dość ładnym stylu, czego nie można było powiedzieć o Bastianie, który nadal nie mógł porządnie oprzeć się na lewym strzemieniu przez co jego półsiad na skoku był średnio efektowny. Niemniej jednak kontynuowali trasę, a skurcz delikatnie zaczął odpuszczać, choć mięsień nadal był spięty do granic możliwości. Mrówki już jednak nie chodziły po jego nodze co ułatwiło mu podpieranie konia w każdym z zakrętów, które teraz stanowiły wyzwanie na trasie ku ósemce. Bastian przytrzymał karego na sobie, pilnując aby ogier na pewno zwolnił do odpowiedniego tempa i dokładnie wyjeżdżał z nim każdy łuk, starając się wybrać najbardziej optymalną drogę, nie zmuszającą do ciągłego zmieniania ustawienia. Przeprowadziwszy konia po tym slalomie, półparadami wskazał mu kolejną z przeszkód ponownie nie robiących większego wrażenia i do złudzenia przypominających poprzednie skoki. Wyprostował konia na kilka foulee przed przeszkodą, wciąż trzymając go bardziej na sobie by w chwilę później oddać delikatnie wodze i pogłębić półsiad, podążając za ruchem konia, który właśnie pokonał przewróconą kłodę. Od razu po lądowaniu przed ich oczyma pojawiła się szóstka, która tym razem stanowiła niejakie wyzwanie – swoim wyglądem nie przypominała żadnej z poprzednich przeszkód i mogła być dla ogiera nieco trudniejsza. Kiedy tylko ogier postawił uszy, bacznie przyglądając się szóstce, Bastian półparadami skupił uwagę konia na swojej obecności oraz zbliżającym się skoku mówiąc do niego, przy tym, kilka uspokajających słów. Z początku kary wyraźnie chciał uciec w jedną ze stron i tulił uszy na biały domek, ale jeździec szybko zareagował, zamykając ogiera w korytarzu z pomocy, które podpowiadały jedyny prawidłowy kierunek ruchu – na przód, wprost na przeszkodę numer sześć. Po chwilowej walce z Hanowerem Anglikowi udało się wymusić na nim najazd i w moment później znaleźli się za przeszkodą, która – jak się okazało – wcale ich nie zjadła. Pochwaliwszy konia za dobrze wykonaną robotę pozwolił mu na wytracenie nadmiaru mocy prosząc o bardziej energiczny galop – doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że przeszkoda numer siedem praktycznie nie odrastała od ziemi a do ósemki dzielił ich spory dystans, który można było wykorzystać na różne sposoby. Bastian zdecydował się na przyspieszenie ze względu na doświadczenie w pracy z własnym koniem – czasem to właśnie szybsze tempo było lekarstwem na końskie bunty. Nie przestał ani na sekundę, jednak, kontrolować ogiera i wciąż kontynuował galop ze zdrowym, rozsądnym tempem. W łukach zamykał ładnie konia, podpierając go w łydkach, aby ładnie wpisać się w każdy z nich i chwilę później zwyczajnie przegalopować nad leżącym drążkiem. Nie pokwapił się nawet o oddanie wodzy czy inne manewry potrzebne do wykonania skoku – Volano i tak zdawał się jedynie przelecieć nad siódemką dążąc teraz do przeszkody zamykającej pierwszą część przejazdu. Ósemka majaczyła przed nimi już z daleka, swym wyglądem ponownie powielając wcześniej skakane przeszkody. Collins wziął ogiera bardziej na siebie i zadziałał zwalniająco dosiadem aby nie zabić się na kolejnym punkcie trasy, do którego spokojnie podprowadził niezadowolonego ogiera i wraz z którym w chwilę później znalazł się po drugiej stronie kłody. Zachmurzone do tej pory niebo zrobiło się nieco ciemniejsze, a z chmur zaczęła siąpić delikatna mżawka. Świetnie – tylko tego im teraz brakowało.Mistrz Gry - 2016-04-06, 14:07 Temat postu: Logan Lerman & Lux in Tenebris
LOGAN LERMAN & LUX IN TENEBRIS - BEGINNERS
REZULTAT RZUTU
103; Zgubienie strzemienia; W trakcie przejazdu bądź skoku jeździec gubi strzemię bądź dwa, co wpływa na jego równowagę, najczęściej zakłócając ją. Od 102 do 106
REZULTAT RZUTU
119; Lwie serce; koń idzie wyjątkowo odważnie na kolejne przeszkody, nie waha się ani razu, pokonuje trudności bez najmniejszych problemów odznaczając się wysoką klasą.
REZULTAT RZUTU
93; Najlepszy jeździec; jeździec wyróżnia się niebywałą szybkością działania, reakcją. W niebywały sposób komunikuje się ze zwierzęciem, prowadząc go gładko i w miły dla oka sposób. Zwierze dzięki pomocy spisuje się znakomicie.
Opis
Pomyslnie ukończony cross.
Moorlands Guinevere - 2016-04-06, 16:35 Gniada niedawno trafiła do stajni i od tej pory nikt jej nie odwiedził, może z wyjątkiem stajennych, którzy po prostu wykonywali swoją pracę. A tu proszę! Pewnego dnia pod drzwiczkami jej boksu zjawił się obcy mężczyzna, którego oczywiście powitała jak starego przyjaciela. Parsknęła z zadowoleniem, zaraz dotykając chrapkami jego policzka. Nie należała do koni nieufnych. Gdyby obiecał jej jabłko, prawdopodobnie poszłaby za nim do domu. Z początku myślała, że Bastian chce zabrać ją na trening, ale jedna rzecz nie pasowała - siodło. Wyglądało inaczej niż to dresażowe, co zaabsorbowało klacz w znacznym stopniu. Co prawda skakała, przygotowano ją do klasy P, ale robiła to dość rzadko. Nie protestowała jednak, jako, że już polubiła nowego jeźdźca. Ruszyli w stronę rozprężalni i dopiero tam ją olśniło. Przecież to zawody! Najprawdziwsze zawody! Nigdy jeszcze w żadnych nie startowała, to chyba najwyższy czas. Rozejrzała się w poszukiwaniu czworoboku, ale takiego tu nie było. Czyżby oznaczało to skoki? Parsknęła z podekscytowania, spoglądając na człowieka błyszczącymi oczkami. Na tym etapie znajomości uważała go już za dobrego przyjaciela.
Rozgrzali się w każdym z trzech chodów, wyjeżdżając wolty, wężyki czy serpentyny. Starała się jak najlepiej wpisywać w okrąg, nie wypadać zadem. Ciężar ciała lekko przeniosła na zad, do pełnego podstawienia czekało ją jednak trochę pracy. Za to całkowicie skupiła się na jeźdźcu i pomocach przez niego stosowanych. Powinni jakoś sobie poradzić.
Gdy wyczytano ich nazwisko, posłusznie ruszyła ku linii startu. To zdecydowanie nie parkur, a więc cross. Zarżała, w ten sposób próbując porozumieć się z Bastianem. Zagalopowała, czując impuls od łydki ze strony jeźdźca. Zakręcili dwie wolty, „wskoczyła” w wygodne dla siebie i akceptowane przez zawodnika tempo. Minęli celowniki, od tego momentu naliczano im czas.
Po kilku pierwszych foule wyrosła przed nimi pierwsza przeszkoda, wyglądająca dość przyjaźnie. Guin bez wahania szła przed siebie, w razie potrzeby mogła liczyć na zawodnika. W odpowiednim miejscu uniosła przody, ciężar przenosząc na zadnie kończyny. Z gracją przeleciała nad jedynką. Słysząc pochwałę zastrzygła uszami. Naturalnie poruszała się bardzo dokładnie, ale starała się utrzymywać tempo, czego zresztą pilnował także jeździec. Wyjechali lekki zakręt, by po chwili znaleźć się na przeciwko dwójki. Oddała nad nią ekonomiczny, ładny technicznie skok, pozostawiając nieco zapasu. Majtała ogonem na boki, ukazując przez to swą radość. Zauważywszy trzecią przeszkodę, postawiła uszy na sztorc i nieco przyspieszyła. Niestety, ich plan na pokonanie trójki był widocznie nieco inny, bo gdy Bastian próbował ją przytrzymać, Holenderka jeszcze przyspieszyła, wybijając się w najdogodniejszym miejscu. Zaważyło to na równowadze mężczyzny, który najzwyczajniej w świecie zgubił strzemię. Wylądowała miękko, orientując się w miarę w zaistniałej sytuacji, ale ani myślała zwalniać. Galopowali po prostej, nie mając na swojej drodze żadnych udziwnień, więc powinien odnaleźć zgubę w miarę sprawnie. Chciała mu to jakoś wynagrodzić, więc przed czwartą przeszkodą czekała na sygnał do odskoku. Wyciągnęła szyję, za którą podążyła reszta ciała gniadej. Oddali efektowny jak na typowego dresażowca skok. Zgodnie z prośbą zawodnika, na trasie między czwartą a piątą przeszkodą zwolniła, dając mu czas na odetchnięcie. Rozejrzała się na boki, słysząc szczekanie psa zastrzygła uszami, ale pozostawała w pełnym skupieniu, natychmiastowo reagując na pomoce, które w jej przypadku powinny być delikatne, jako że zaliczała się do niezwykle wrażliwych koni.
Piątka nie zrobiła na klaczy większego wrażenia, zdążyła się przyzwyczaić do kłód leżących na trasie. Przyspieszyła tempa, co zresztą bardzo jej odpowiadało. Zaraz po odskoku złożyła przednie kończyny nadgarstek do nadgarstka, obniżyła pysk, zaokrągliła grzbiet. Kilka metrów dalej już czekała szóstka, która gniadej niezwykle przypominała stajnię, w której niegdyś mieszkała. Obrzuciła ją uważnym spojrzeniem. Najechali prostopadle na przeszkodę, we wcześniej wymierzonym miejscu wybiła się do skoku. Przeleciała na drugą stronę, prezentując prawidłowy baskil. Guinevere wyjątkowo odważnie pokonywała kolejne metry toru crossowego. Zdawała się zupełnie nie zwracać uwagi na trudność przeszkód, każdą kolejną pokonując coraz pewniej, a ponadto poprawiając swoją technikę.
Możliwie ścinali zakręty, zachowując przy tym równowagę. Nad siódmą przeszkodą oddała płaski skok, nie przejmując się nią zanadto.
Trzymając równe tempo, dogalopowali do ósemki, stanowiącej największe do tej pory wyzwanie, a równocześnie kończyła pierwszą połowę przejazdu. Do odskoku wykorzystała trochę więcej energii, skumulowanej w zadzie. Wyciągnęła się nad przeszkodą, po lądowaniu prychając cicho. Dostosowała się do tempa, jakie narzucał jej zawodnik. Musieli nieco uspokoić galop, by bez problemów dotrzeć do dziewiątki.Bastian Collins - 2016-04-06, 19:16 Jeśli klacz faktycznie bardzo nakręcała się na kolejną z przeszkód Bastian zareagował natychmiastowo – wziął klacz bardziej na siebie i przysiadł w siodle, aby lepiej zapanować nad gniadą, która niemal natychmiastowo poddała się jego niemym prośbom. I bynajmniej nie zrobił tego ze strachu – zwyczajnie zachował zdrowy rozsądek biorąc pod uwagę fakt, że dystans pomiędzy ósemką a dziewiątką obfitował w ostre zakręty, na których mężczyzna podpierał klacz w łydkach i skracał jeszcze bardziej, jeśli występowała taka potrzeba. Dał jej trochę więcej luzu dopiero przed przeszkodą, przed którą wyprostował klacz w odpowiednim czasie by w chwilę później, po odmierzeniu odpowiedniego miejsca odskoku, dać jej mocniejszą łydkę i jednym susem pokonać obaloną kłodę. Jak na ujeżdżeniowca klacz radziła sobie z biegiem przełajowym całkiem sprawnie, a jako że nie sprawiała jeźdźcowi, do tej pory, żadnych problemów, ten nagrodził ją sowicie ustną pochwałą.
Dystans do dziesiątki był w miarę prosty i już z daleka majaczył pojawieniem się przeszkody wodnej. Bastian wykorzystał więc niewielką ilość nierówności trasy na odpowiednie przygotowanie do niej Moorlands Guinevere, którą mocniej złapał w łydkach i przytrzymał na pysku, mówiąc do niej uspokajające słowa. Jeśli chciała odbiec na bok reagował natychmiastowo, spychając ją uparcie na obraną przez siebie ścieżkę. Zamknięta w stworzonym z pomocy korytarzu została zmuszona do wejścia w przeszkodę numer dziesięć choć zrobiła to bardziej chętnie niż Bastian mógłby się spodziewać. Widząc, że rozpryskująca się woda sprawia klaczy niemałą radość pozwolił jej na szybszy galop, przez co już w chwilę później cali mokrzy wypadli z powrotem na trawę i kontynuowali idealnie prostą ścieżką ku jedenastce, do której jeździec niezbyt kombinował z tempem. Pozwoliwszy klaczy kontynuować bieg bez żadnych ingerencji, upewnił się, że dystans do przeszkody jest odpowiedni, a już w chwilę później wraz z gniadą powędrował w powietrze nad przeszkodą, pogłębiając nieco półsiad i oddając jej wodze.
Tym razem, zaraz za przeszkodą, skrócił ją trochę aby nie biegła na oślep po krętej drodze. Dokładnie obserwował podłoże po którym biegli i starał się pomagać klaczy w obraniu trasy, która nie mogła zaszkodzić ich bezpieczeństwu. Jednocześnie ścinał zakręty i zachęcał ją do maksymalnie szybkiego galopu jak na panujące warunki, aby nieco nadrobić czas, który przecież wliczał się do końcowej oceny ich przejazdu. Już w kilka foulee później na ich horyzoncie pojawiła się kolejna przeszkoda i ta ponownie nie mogła zaskoczyć gniadej, która tego typu kłody pokonywała dziś kilkukrotnie. Jeździec zachęcił więc do przyspieszenia przed przeszkodą, którą oboje chętnie zaatakowali a już kilka sekund później znaleźli się po jej drugiej stronie. Wylądowawszy miękko na trawie Collins ponownie poprosił klacz o zwolnienie i wprawnie wprowadził ją w łuk prowadzący do przeszkody numer trzynaście. Podpierał klacz w łydkach pilnując aby nie wypadła z zakrętu i mocniej napierał na lewe strzemię aby biegła odpowiednio wygięta. Wychodząc z zakrętu skrócił wodze i od razu wyprostował jej głowę, gdyż przeszkoda znajdowała się od razu przy pojawieniu się prostej ścieżki. Uprzedził klacz o tym fakcie kilkoma półparadami i dał jej mocniejszą łydkę w odpowiednim momencie, prowokując do oddania kolejnego skoku. Zaraz po wylądowaniu skontrolował zmęczenie konia, nie chcąc dopuścić do tego by spuchła na kilka skoków przed linią mety, a gdy uznał, że jej kondycja jest nienaganna, pozwolił Guinevere nieco przyspieszyć w dłuższym dystansie do przeszkody numer czternaście. Dał jej trochę większy luz na pysku i cmoknięciem zachęcił do kontynuowania przejazdu w szybszym tempie. Cały czas podpierał ją w łydkach i wybierał optymalną trasę, nie przestając jednocześnie kontrolować podłoża, po którym biegli.
Skrócił ją na kilka foulee przed przeszkodą, półparadami przy tym zwracając uwagę konia na dość dziwny wygląd przeszkody. Zamknął klacz w łydkach, nie pozwalając na spłynięcie w żadnym kierunku i posłał jej jeszcze dwa impulsy wodzami, aby w chwilę później dać klaczy mocniejszą łydkę i oddać rękę tuż nad trzecią od końca przeszkodą.
Od mety dzieliły ich już tylko dwa skoki, a od kolejnej przeszkody zaledwie kilka foulee, wobec czego Bastian przysiadł w siodło dla lepszej kontroli nad klaczą i przytrzymał ją na sobie, aby ładnie wpisali się w wytyczony dystans. W efekcie podprowadził Holenderkę spokojnie pod przedostatnią przeszkodę, która – ponownie rysując się w postaci obalonej kłody – nie stanowiła żadnego problemu dla młodej gniadoszki. Ta ponownie otrzymała ustną pochwałę od jeźdźca a ten pozwolił klaczy popędzić przed siebie ile dusza pragnie – no dobrze, ostatecznie to on miał ostatnie słowo jeśli chodzi o tempo, którego nabierali z każdą chwilą, ale specjalnie nie ograniczał Moorlands, dając jednocześnie nieco więcej luzu na jej pysku. Cmokaniem zachęcał do kontynuowania biegu, a kiedy przed nimi pojawiła się kolejna z przeszkód, posilił się jedynie o odmierzenie miejsca odskoku i jeśli należało skorygować tempo – zrobił to, delikatnie ją na sobie przytrzymując. W odpowiednim momencie skrócił nieco wodze i dał klaczy mocniejszą łydkę, a w efekcie niemal przelecieli nad ostatnim punktem trasy, którą po lądowaniu kontynuowali w tym samym tempie aż do mety, po której Bastian pozwolił gniadej przejść do kłusa a następnie obdarował ją wieloma poklepaniami i dobrymi słowami.
Rozstępował ją porządnie by po przebytym wysiłku nic nie stało się w jej nogami, a kiedy uznał, że można odprowadzić ją do boksu, zsiadł z gniadej i wraz z nią ruszył do stajni. Po dotarciu tam odpowiednio się nią zaopiekował i nagrodził klacz stosem przepysznych marchewek.
ztMoorlands Guinevere - 2016-04-06, 21:20 Na dystansie między ósemką a dziewiątką czekało na nich kilka wymagających zakrętów, poruszała się więc aktywnym, choć spokojniejszym niż poprzednio galopem, we względnej harmonii i dobrej równowadze, po części dzięki doświadczonemu jeźdźcowi. Podekscytowanie wprawdzie jej nie opuściło, ale nieco opadło, więc mogli bez stresu kontynuować przejazd. Prostopadle najechali na dziewiątą przeszkodę. Czując mocniejszą łydkę położyła po sobie uszy, prychając przy tym z dezaprobatą. Wybiła się jednak natychmiastowo, podciągając przednie kończyny pod brzuch, a szyję wyciągając. Zaraz podążyła za nią reszta ciała i po chwili znaleźli się z drugiej strony przeszkody. Nic raczej nie mogło zrobić już na niej większego wrażenia, przeważnie na trasie napotykali kłody. Ale o to wyłonił się zbiornik wodny. Nie próbowała uciekać, jej niewiedza przemieniła się raczej w ciekawość. Jedno ucho skierowała w stronę Bastiana, nasłuchując, co też miał jej do powiedzenia. W odpowiednim momencie wskoczyła do wody niczym zajączek, rozchlapując ją na boki. Zawodnik pewnie był już mokry, ona zresztą też, ale nie powstrzymywało jej to przed zamiataniem powierzchni cieczy ogonem. Niechętnie opuściła zbiornik, w duchu licząc na to, że jeszcze przez jakiś przegalopują. Jedenastka stała dokładnie po prostej, kilka fouli od nich. Trzymała dość szybkie tempo, nie czekając przy tym na sygnały od Bastiana. Sama wybrała najdogodniejsze miejsce do odskoku, by w końcu poszybować w powietrze, korzystając możliwie z oddanej jej wodzy. Trzeba przyznać, że radziła sobie nieźle. Wprawdzie miała typowo dresażowy rodowód, ale od zawsze lubiła skakać i nie sprawiało jej to większej trudności. Prawidłowy baskil odziedziczyła pewnie od rodziców matki. W każdym bądź razie prezentowała się dość efektownie.
Podczas gdy Bastian monitorował warunki drogowe, Holenderka skupiała się na dostosowywaniu tempa do jego wymagać. Szła więc pewnie i całkiem szybko, by zmieścić się w normie czasu. Do tej pory nie zdobyli punktów karnych, warto byłoby to więc utrzymać.
Dwunastka, nawiasem mówiąc kolejna kłoda, pojawiła się przed nimi w mgnieniu oka. Gniada wybrała dobre miejsce, w którym wybiła się z zadnich nóg, a następnie wyciągnęła nad przeszkodą. Po wylądowaniu została poproszona o zwolnienie, do czego bez wahania się zastosowała. Wyjechali łuk prowadzący do pechowej trzynastki, w który ładnie się wpisała. Musiała szybko się naprostować, bo przeszkoda stała zaraz za zakrętem. Pokonała także i tą przeszkodę bez chwili wahania, przyjmując odpowiednią pozę. Zostały im tylko trzy. Wprawdzie odczuwała zmęczenie, ale nie planowała nagle odmówić dalszego galopu. Miała jeszcze wystarczająco dużo energii, by pokonać tor na czysto i w czasie. Znowu przyspieszyła, gdyż od czternastki dzielił ich większy kawałek terenu. Skróciła wykrok na kilka fouli przed przeszkodą, przez chwilkę lustrując ją wzrokiem. W porównaniu do poprzednich prezentowała się wcale ciekawie. Powtórzyła sekwencję konieczną do pokonania jej w dobrym stylu, składając się ładnie.
Kiedy Collins przysiadł w siodło, na chwilę cofnęła uszy, zaraz jednak na powrót stawiając je na sztorc. Meta musiała być blisko. Gniada odważnie szła na kolejną kłodę, która nie kryła żadnych udziwnień. Stanowiła więc małe wyzwanie, ale mimo wszystko nie można go było zlekceważyć. Poderwała się do lotu, przecinając ogonem powietrze z niezwykłą zaciętością. Motylem jestem! Natomiast jeśli chodzi o pokonanie dystansu dzielącego ich od szesnastki... Hulaj dusza, piekła nie ma! Rozwinęła prędkość, skracając wykrok dopiero przed przeszkodą, kiedy zmusił ją do tego jeździec. Inaczej wleciała by w nią z niebywałym impetem. Uniosła przody, opierając ciężar ciała na lekko zgiętych zadnich kończynach, by wreszcie oddać imponujący skok. Na sam koniec trzeba się postarać, prawda?
Do mety popędziła tak szybko, jak tylko mogła. Po przekroczeniu celowników zwolniła do kłusa, oddając się rozkoszy wysłuchiwania pochwał. Rozstępowana, ruszyła za Bastianem do stajni, gdzie mogła zjeść smakowite marchewki. Chyba musi częściej odwiedzać tor crossowy.
/ztChaos Amir - 2016-04-06, 21:52 Ogier bardzo radośnie zareagował na odwiedziny właściciela. Co prawda na tym etapie nie miał pojęcia co się święci, nie mniej jednak lubił przebywać w jego towarzystwie. Nie robił większych problemów przy siodłaniu, co jakiś czas jedynie zaczepiając Sebastiana, lub zadziornie go szturchając. Był jeszcze w miarę rozluźniony i współpracujący, chociaż na świętowanie było jeszcze zdecydowanie za wcześnie. Pierwsze schody pojawiły się wraz z przejściem na rozprężalnie. Achał widząc tłumy ludzi i kopytnych, zaczął się ekscytować. Rżał co jakiś czas, caplował w miejscu i skupiał się na wszystkim, oprócz jeźdźca. We wszystkich chodach utrzymywał charakterystyczne spięcie i był mocno rozproszony. Przejeżdżając koło przedstawicieli swojej rasy kulił uszyska, emanując wręcz swoim niezadowoleniem. O ile na odznace zaprezentował się wzorowo, to dzisiaj zdecydowanie nie był jego dzień i zdawało się, że Bastian również zdążył to zauważyć. Normalny człowiek z pewnością nie zdecydowałby się na start na Chaosie, który był całkowicie nieprzewidywalny. I to właśnie było najlepsze - obydwoje byli zdrowo walnięci i poniekąd uzupełniali się swoimi szalonymi charakterami.
Wraz z nadejściem ich kolei, ogier ochoczo zagalopował, prąc mocno do przodu. Ustawienia tempa przez jeźdźca dało niewiele, aczkolwiek nie mieli czasu się ze sobą szarpać. Kopytny przeszedł przez celowniki niczym burza, bystrymi ślepiami wypatrując majaczącą na horyzoncie przeszkodę. Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek z Bastianem skakali cross, ale co tam! Zawsze musi być ten pierwszy raz! Dla nieustraszonego i skorego do skoków Tekina, jedynka nie stanowiła żadnego problemu. Tak jak to miał w zwyczaju, zaczął się napalać i znieczulać na pomoce Sebastiana. Szedł swoim tempem, z zadartą do góry głową i lekko usztywnionym grzbietem. Szeroko otwarte oczy wlepił w konstrukcję, ignorując sygnały Collinsa i skacząc ją po swojemu. Zmysł i tym razem go nie zawiódł. Zmieścił się niemalże perfekcyjnie, lądując z lekkim stęknięciem. Jego zapał jednak nie postanowił się w magiczny sposób ulotnić. Mocno odepchnął się kopytami od podłoża i wypruł przed siebie. Bardzo nie odpowiadało mu zachowanie Bastiana, który przekornie postanowił trzymać go krótko. Gniadosz zaczął szarpać głową na boki w celu wyrwania wodzy z dłoni bruneta, nie chcąc tak łatwo się podporządkowywać. Skrócił się trochę, aczkolwiek nadal próbował ugrać coś na szybkości. Następna konfiguracja przeszkód faktycznie nie prezentowała się już tak zachęcająco. Na szczęście Anglika, Amir był koniem, który skakał niemalże wszystko. Tak więc nie tyle przeszkody stanowiły dla niego problem, a publika, która skutecznie odwracała jego uwagę od zadania. Łypnął okiem po zgromadzonych ludziach, podkulił uszy i ciężko parsknął. Nie miał jednak czasu na zbytnie rozczulanie się nad niedogodnościami losu, jako że znaleźli się pod dwójką. Ogier zgodnie z założeniem oddał mocny i daleki skok, mentalnie przygotowując się do trójki i czwórki. W obu przeszkodach było podobnie. Chaos naszedł na nie trochę po swojemu, ostatecznie oddając czyste, harmonijne skoki. Co prawda w trójcę nieznacznie zaczepił kopytem, ale było to bardzo drobne, niegroźne uchybienie. Tak więc zaraz po lądowaniu mocno odbił się od podłoża i w ogóle nie wzruszony minionymi skokami, popruł przed siebie. Dopóki nie zdążył się wystarczająco zmęczyć, dopóty nie próbował nawet odpuszczać. Walczył z właścicielem za każdym razem, gdy ten próbował zrobić coś przeciw niemu. Skutek tego był różny - raz odpuszczał dla świętego spokoju, ale innym za wszelką cenę starał się postawić na swoim. Ot tak, dla czystej przekory. Po za tym różne elementy pojawiające się na trasie (w tym przeklęta publiczność) wcale nie ułatwiały zadania. Zdekoncentrowanie Chaosa raz rosło, raz malało, ale ani razu w pełni nie zniknęło. Nawet półparady, które Bas zawzięcie mu serwował nie były w stanie skupić rozpierzchłych myśli Achała do kupy. Jeśli się tak działo, to tylko do czasu, aż ten znowu zauważył coś ciekawego i złapał zawieche. Na szczęście nie wpływało to jak na razie na przejazd, co dawało mu jako takie usprawiedliwienie.
Na możliwość galopu oczywiście zareagował z entuzjazmem. W końcu bez większych oporów mógł iść swoim rytmem. Na odcinku spłaszczył nieco foule, skupiając się przede wszystkim na poruszaniu do przodu. Zaczął się zbierać dopiero kilka fouli przed piątką. Spiął się też mocniej, z wyraźnym zawahaniem łypiąc na hydrę. Szedł zbyt szybko by wyhamować tuż przed bez uszczerbku na zdrowiu. Jedynym wyjściem było wyłamanie w bok. Odszedł jednak i od tego pomysłu, skutecznie ograniczany na pomocach. Chcąc nie chcąc oddał skok, lekko smyrając kopytami po wystających gałązkach.
Po lądowaniu Achał oczywiście skorzystał z nadarzającej się okazji i znowu wyciągnął galop, idąc bardzo lekko i sprężyście. Nie był to jednak ten sam, szaleńczy galop co na początku. Wyraźnie było widać, że kopytny odrobinę spuścił z tonu i zaczął się wyciszać. A może było to tylko pozorne zachowanie? Z nim w końcu nic nie było wiadomo na 100 procent.
Do szeregu podszedł nieco sceptycznie. Mocno zwolnił przed stołem, trochę się wahając. Ostatecznie odbił się jednak mocno z zadu, ale bynajmniej nie był to skok przyjemny dla jeźdźca. Przed 6B ponownie się zawahał, aczkolwiek pokonał corner na czysto, mocno przyciągając przednie kończyny do klatki piersiowej i wyciągając umięśnioną szyję do przodu. Siódemka w porównaniu do innych występujących tu elementów, była bułką z masłem. Ogier podszedł do niej trochę lekceważąco, ale trzeba przyznać, że zrobił to w całkiem dobrym stylu i już po chwili pędzili do kolejnego szeregu. Tutaj jednak wystąpił kolejny, nieoczekiwany problem. Niespodziewanie pod nogami sportowca wyrósł średnich rozmiarów korzeń, który niepostrzeżenie umknął jego uwadze. W skutek owego zdarzenia Słowak potknął się, uginając na przodach, szarpiąc do przodu głowę i cicho stękając. Przed nieszczęśliwym upadkiem uratował go jednak refleks i koń zdołał zrobić kolejny krok, chroniąc tym samym siebie jak i Collinsa przed upadkiem. W związku z owym zdarzeniem, pojawiła się jednak nowa fala buntu. Tekin wyraźnie postanowił odmówić kontynuowania przejazdu, podbijając przody, cofając się i machając głową na wszelkie możliwe kierunki. Trwało to chwilę, ale argumenty Sebastiana okazały się mocniejsze, niżeli zakładał początkowo. Bardzo niechętnie ruszył dalej, kuląc uszy i parskając co kilka kroków (bardziej ze zdenerwowania niżeli ze zmęczenia). Spienił się również niemiłosiernie, zawzięcie międląc kawałek metalu w pysku. Od pory nieszczęśliwego incydentu Amir poruszał się dosyć nerwowo, ale przynajmniej nie zamieniał się w demona prędkości. Ot, takie szczęście w nieszczęściu. Samoistnie zaczął też bardziej zwracać uwagę na to, co ma pod nogami. Nie przestał jednak okazywać swojego niezadowolenia, co jakiś czas rzucając łbem. Przed dziewiątką przeszedł mu przez myśl pomysł ucieczki, aczkolwiek zachęcony przez Sebastiana serią pomocy, odpuścił sobie kombinowanie. O ile przy owej przeszkodzie pojawił się moment zawahania, to z dziesiątką problemów nie było. Szedł jak burza, pokonując ją w pełnej harmonii i równowadze. Jedenastka ponownie wydała mu się nieco łagodniejsza, toteż ochoczej na nią zareagował. Postawił nawet uszy, idąc do przodu ładnie zaokrąglonym, sprężystym galopem. Przeskoczył ją bez żadnego ale, chwilę po lądowaniu strzelając sobie radosnego baranka.Prescription Boy - 2016-04-06, 23:45 O tam, zawody to genialna rzecz <3 Gdyby od niego zależało, mógłby startować w każdych, w każdych. Niestety, żeby startować w czymkolwiek i tak był skazany na łaskę ludzi, w tym głównie swojej właścicielki. Start na doświadczonym życiowo i konkursowo koniem, z pewnością będzie łatwiejszy na koniu, który startował raz czy dwa razy. Boże wszyscy w jakieś deprechy popadają, co się dzieje teraz na tym świecie? Nie ma co się bać, trzeba po prostu działać ! Wiedział, że coś się szykuje, popłoch i ruch panujący w stajni coś zwiastował, coś dużego. Kiedy Nad stawiła się pod jego boksem, jak zwykle entuzjastycznie ją powitał, by zaraz ruszyć za nią na myjkę. Tam po oczyszczeniu i osiodłaniu, rudy ruszył za nią na rozprężalnie, tam krótko, ale solidnie się rozgrzali, by zachować siły na start.
W końcu nadeszła ich pora, po wejściu w kłus, skierował się na linię startu. Gotowy do działania na starcie, czekał tylko na impuls. Po dzwonku zaraz go otrzymał, więc wypruł do przodu mocnym, ale nie przesadnym galopem. Da sobie radę, na pewno da, nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Zaraz dojeżdżali do pierwszej przeszkody, skupiony na niej i pomocach od kobiety było gotowy. Po dojechaniu do pierwszej przeszkody, po sygnale od kobiety, koń bez cienia zawahania, odbił się od podłoża i złożył w locie. Ma czysto przeskoczył jedynkę, parsknął z siebie zadowolony. Nie mogli spoczywać na zbytnich laurach, w końcu jeszcze piętnaście przed nimi. Po lekkim łuku w lewo, kierowali się na drugą przeszkodę, dość niską. Jednak nie mogli się zwieść wyglądem, po dojechaniu do niej, po prostu ją przeskoczył, bez większego cyrdolenia się, bo nie miało to sensu. Do trójki prowadził ich delikatny łuk w lewo, trójka ponownie była znów nieco bardziej wymagająca, ale to dobrze. Po dojechaniu do przeszkody, koń ponownie po sygnale od kobiety, odbił się od podłoża i złożył w locie. Ładnie łapał równowagę w locie, co gwarantowało bezpieczny skok. Kierunek czwórka, przeszkoda nie robiła specjalnego wrażenia na rudym, widywał gorsze. Bez problemu dał się doprowadzić pod przeszkodę, by po łydce znów wznieść swoje masywne cielsko w fazę lotu. Ogier być może za wcześnie, za szybko wyciągnął pysk do przodu, kobieta za nim nie nadążyła, ogier dostał wędzidłem po pysku, opierając się na nim, przez co to kobietą mocniej szarpnęło, udało mu się gładko wylądować, ale ruch przez kilka foule był zaburzony, chaotyczny. Ogier mocno oberwał po partiach szyjnych, próbując to rozprostować w dystansie, co nie było wcale takie proste. Na szczęście kolejną przeszkodę, mimo wcześniejszych trudności, udało się pokonać nieco koślawo, ale na czysto - uf. Kolejna przeszkoda, tym razem szósta wyglądając jak domek, nieco wzbudziła podejrzeń ogiera. Być może spowodowane to było tym, że nadal szyja go bolała. Jednak nie należał do tych co się łatwo poddają, nie on. Po dojechaniu do szóstej przeszkody, koń ponownie gładko dość odbił się od ziemi, składając w locie, lekko wyciągając z powodu bólu szyi. Jednak lepiej się nieco ograniczyć, niż złapać jakąś paskudną kontuzje. Do siódemki ponownie było po delikatnym łuku, a sama przeszkoda nie wymagała super nie wiadomo jakich umiejętności. Po dojechaniu do niej, ogier po prostu zrobił obszerniejszy skok i pogalopował dalej. Do ósemki w większej mierze prowadziła prosta i delikatny, na prawdę subtelny łuk. Mimo problemów pary z poruszaniem się, pokonywali kolejne przeszkody na czysto, tak również było w przypadku ósmej.Carte Blanche - 2016-04-08, 18:20 Chociaż mogłoby się wydawać, że aktywnym galopem w dystansie uda im się nadrobić stracony na incydencie przy czwartej przeszkodzie czas, było ono dosyć mylne: po pierwsze, klacz, odzwyczajona od długotrwałego wysiłku i w dość słabej kondycji, zaczęła odczuwać zmęczenie i niechętnie przystawała na propozycje przyspieszania, a po drugie, strata była na tyle duża, że musiałyby się bardzo postarać, aby jakoś się zrehabilitować. Mimo spadającego z fouli na foulee poziomu energii, Blanche karnie przemierzała kolejne metry dystansu; póki co zmęczenie nie dawało się jej we znaki aż tak bardzo, co nie zmieniała faktu, że wystarczało kilka nieostrożnych dodań i z dojechaniem do linii mety mogłyby pojawić się kłopoty. Brak stałego treningu robił swoje. Gdy w polu jej widzenia pojawiła się dziewiąta przeszkoda, zastrzygła z zainteresowaniem uszami, na moment zapominając o otoczeniu i koncentrując się wyłącznie na postawionym przez dosiadającą ją dziewczynę zadaniu; rzucając entuzjastycznie łbem, wraz z nadejściem odpowiedniego momentu "przysiadła" na okrągłym zadzie, by oddać ekonomiczny skok nad konstrukcją o dość prostym, powtarzającym się na tej trasie wiele razy i mało niecodziennym wyglądzie. Utrzymywała jednostajne, dość optymalne tempo, które pozwalało jej oszczędzać energię na tyle dobrze, by nie mieć kłopotu z poruszaniem się. Postawiła uszy w stronę dwóch pojedynczych słupków, nie spodziewając się, że za niewielkim progiem znajduje się woda; pogalopowała w stronę przeszkody pewniej niż można byłoby się spodziewać, a gdy w ostatniej chwili ujrzała pomarszczoną taflę wody, gwałtownie zwolniła, oddając skok z miejsca i wybijając się wysoko do góry, zdziwiona i zniechęcona koniecznością wejścia do wody. Wylądowanie z dość dużej wysokości na nierówny grunt sprawiło, że kobyłę złapał skurcz w jednej z tylnych nóg. Gdy tylko poczuła dyskomfort, automatycznie starała się odciążać ów nogę, prezentując tym samym nieregularny, dość chaotyczny galop. Z ulgą przyjęła fakt zwolnienia, nadal oszczędzając bolącą nogę, a dopiero z chwilą, gdy ból ustał, rozluźniając się nieznacznie i tym samym wznawiając poprzednie tempo galopu. Równie pewnie pogalopowała ku jedenastce; przeszkody nie były dla niej wymagające czy przerażające. Jedyne, czego mogłaby się ewentualnie przestraszyć to dźwięki wydawane przez publiczność, blask fleszy, etc, ale z całą pewnością nie mogłaby to być przeszkoda. We wskazanym przez amazonkę miejscu Carte wzbiła się w powietrze, pozostawiając po sobie niewielki, dosyć ekonomiczny, aczkolwiek widoczny zapas i z łatwością przelatując na drugą stronę, by tam wznowić galop. Wesoło strzygła uszami na wszystkie strony, z wyraźnym zaciekawieniem lustrując otoczenie, a w szczególności kolorowe elementy typu płaszcze publiczności, parasolki czy inne ciekawe przedmioty. Na całe szczęście tym razem nie pojawiły się żadne problemy z ruchem: Carte mimo wątpliwości w poszczególnych momentach utrzymywała jednostajne tempo, a już zwłaszcza jeśli była pilnowana przez Lynette. Podobnież było w wypadku dwunastej i trzynastej przeszkody, obu łudząco do siebie podobnych, o bardzo niewielkiej wysokości i dziecinnie prostej konstrukcji. Przeleciawszy nad kłodami bez najmniejszego kłopotu, po pokonaniu krótkiego odcinka dystansu, wyszła czternastce naprzeciw, kierując gniade radary w kierunku już nieco bardziej skomplikowanej i trudniejszej przeszkody. Zangersheide miała moment zawahania, ale zachęcona przez Skye w ostateczności oddała skok nad przeszkodą, składając się w książkowy sposób i zostawiając po sobie niewielki, acz satysfakcjonujący zapas. Piętnastka, szesnastka - żadna z tych dwóch przeszkód nie stanowiła dla gniadej wyzwania, dlatego mimo odczuwalnego już zmęczenia nie miała kłopotu z ich pokonaniem. Ostatnia prosta, prawdopodobnie najciekawszy moment całej trasy... Kobyła, pomimo wyraźnie obniżonego poziomu energii, starała się zrobić wszystko aby zadowolić swojego jeźdźca, dlatego też wyciągnęła foulee, przyspieszając i w takim - nie ukrywajmy - morderczym tempie przekroczyła bramki. Odczuwając rozluźnienie dosiadającej jej dziewczyny automatycznie rozpadła się - najpierw do kłusa, w następnej kolejności do stępa, by finalnie zatrzymać się i zacząć czerpać powietrze szybkimi, gwałtownymi haustami. Jej oddech ustabilizował się dopiero po dłuższej chwili. Przykryta i rozstępowana, wróciła u boku Lynette do stajni, gdzie zmęczona ułożyła się w kącie swojego boksu.
/zt.Naughty Boy - 2016-04-09, 01:34 Nie był to jego pierwszy start w crossie, bo biorąc pod uwagę jego dyscyplinę, niejednokrotnie miał z nim do czynienia i wręcz można było powiedzieć, że miał doświadczenie, co miało zapewnić Adele spokój. Nawet gdyby była całkowicie niewtajemniczona, miał odważnie zaprowadzić ją na koniec trasy - taki już był urok tego kuca. Niemniej pomimo tego był nieco zestresowany tym startem, choć ich ostatnie (a jednocześnie pierwsze) wspólne zawody okazały się strzałem w dziesiątkę. Kucyk z charakteru był spokojnie usposobiony, dlatego wbrew pozorom rozgrzewka przebiegła pomyślnie, choć nie dało się ukryć, że bez problemów.
Wraz z wyczytaniem i sygnałami od dziewczyny przeszedł do kłusa, zaciekawiony rozwojem sytuacji i kolejnymi wydarzeniami. Będąc w małej, zamkniętej przestrzeni, zestresował się nieco, zarzucając łbem i błyskając białkami oczu. Nie panikował i nie szalał, a wraz ze zbliżającym się startem zaczynał się powoli wyciszać. Nastawienie Adele zaczynało mu się udzielać, a wraz z dzwonkiem wyrzucił z siebie wszystkie emocje, przekształcając je na galop, którym zaraz się puścił. Początkowo próbował bez opamiętania pędzić przed siebie, całkowicie nieświadomy długości całej trasy. Przytrzymany nie protestował, pozostając w pośrednim, mocnym tempie z wyraźnie poszerzoną foule. Pierwsza przeszkoda nie była bardzo oddalona od linii startu, więc nie miał okazji do zaprezentowania swojej prędkości, której z pewnością mu nie brakowało. Przeszkody, choć nie były przesadnie wysokie, wymagały od niego skupienia i precyzji. Skakał dużo wyższe przeszkody, więc również leżące kłody pokonał bezbłędnie, równie dobrze lądując na ziemi już za przeszkodą. Parsknął głośno i kontynuował galop, chociaż dalej był nieco zdezorientowany, a jego chód momentami był przez to chaotyczny. Mimo to chętnie szedł do przodu, przez co nie prezentowali się z tak złej strony. Zgodnie z oczekiwaniami właścicielki z przyspieszeniem również poradził sobie dobrze, nie zagłuszając taktu i równowagi pary.
Druga przeszkoda nie wyglądała już tak przyjaźnie jak poprzedniczka, tym bardziej, że wymagała dalszego skoku. Izabelowaty niejednokrotnie obawiał się "skoków w dal", chociaż z okserami z reguły nie miał problemów. Dopiero tripplebarre były jego wrogiem, a toporny wygląd dwójki również nie przypadł mu do gustu. Schował jasne uszy w białej wręcz grzywie, zadzierając nieco wyżej łeb w geście protestu. Na szczęście odpowiednio przypilnowany oddał skok, pozostawiając sobie dość spory zapas. Wykorzystał dłuższy dystans do przyspieszenia, równając się z małą wyścigówką . Energii mu nie brakowało, ale mimo to po tych kilku sekundach pędzenia bez ładu i składu chętniej wrócił w wolniejsze tempo, dysząc głośno. Nie był zmęczony, ale przejęty, a to akurat w przypadku tego osobnika miało dobry wpływ. Poza tym młoda Solve dzięki długiej znajomości potrafiła jeszcze lepiej wykorzystać to bojowe nastawienie, więc wyglądali na naprawdę świetnie dogadaną i harmonijną parę.
Dostrzegłszy wrogo wyglądającą trójkę, kwiknął z niezadowoleniem, chwilami próbując wręcz odmówić skoku, choć dalej galopował naprzód, ostatecznie odbijając się w wyznaczonym przez jeźdźca miejscu. Podkurczył pod siebie nogi w celu uniknięcia trącenia konstrukcji, jednocześnie wysuwając i obniżając umięśnioną szyję. Wbrew swoim obawom skok zakończył się pomyślnie, co jednak nie przyczyniło się do rozluźnienia kucyka. Dalej był nieco zestresowany, ale starał się zignorować to uczucie i nie zawieść swojej ukochanej Adele <3. Wylądowawszy parsknął głośno, obijając ogonem o seksowny zad, po czym kontynuował galop, pierwszą foule wydłużając. Finalnie jednak nie przyspieszał tak, jak poprzednio, pozostając w aktywnym, ale nie przesadnie szybkim tempie. Przeszkoda z numerem cztery była już łatwiejsza i przyjaźniejsza dla końskiego oka, który tym razem nawet się nie zawahał. Była nie tylko prostej budowy, ale także niska, stąd też wyczuwalne rozleniwienie Boy'a, oczywiście nie na dłuższą metę. Po prostu nie chciał pakować całej swojej siły w tak łatwy skok, patrząc w przód i przewidując, że te musi oszczędzać.
A wracając do tematu. Nie wyrywając się do przodu, dojechał do leżącego konara, przed którym prężnie się odbił. Zdawał się nie przejmować tym, że dziewczyna tym razem nie pomagała mu w ocenie miejsca do skoku. Nie tylko potrafił zrobić to samodzielnie, ale po prostu ufał jej na tyle, by robić to bez zmrużenia oka. Tak więc z klasą pokonał czwórkę, podobnie jak i piątkę, gdzie zachowywał się dokładnie tak samo. Wydawał się być lekko znudzony tą trasą, która nie była przystosowana do jego umiejętności. Skakał przeszkody dużo wyższe, również te typowo crossowe, pomimo że przed niektórymi ciągle się wahał. Składało się na to głównie jego przejęcie całymi tymi zawodami, ale i tak jako profesor nie napalał się na przeszkody tak jak niektórzy . Przede wszystkim zachowywał spokój dzięki piętnastolatce, która sprowadzała go na ziemię, dzięki czemu jeszcze żyli ;>.
Tuż po wylądowaniu już za piątką puścił się galopem, widocznie szybszym od poprzedniego (mam tu na myśli oczywiście ten między przeszkodami 3-4-5), ale pomimo takiej chęci nie pędząc na złamanie karku. Słuchał się amazonki i w wybranych miejscach skracał lub przyspieszał, nie mając z tym żadnych problemów. Nie był kucem problematycznym, jedynie łasuchem o wielkim sercu i żołądku, który po prostu chciał wypaść dobrze, bo kto wie, czy nie dostanie za to garści smakołyków? Przyzwyczaił się już do tego, że jako pierwszy podopieczny Adele był przez nią rozpieszczany, ale nie wykorzystywał tego. Dojeżdżając do szóstki, skierował nań oboje uszu, lustrując bystrym wzrokiem podobną do poprzednich przeszkód i oceniając jej trudność. Finalnie jednak oddał gładki, bezbłędny skok, prezentując przy tym nienaganną – choć oczywiście adekwatną do wysokości „przeszkody” - postawę. Podciągnął pod siebie oba przody, natomiast tylne nogi wyciągnął za sobą, by w ostatnich fazach lotu przygotować się do lądowania, które wykonał bez naruszenia równowagi swojej ani jeźdźca. Wzrokiem namierzył następną przeszkodę, której kształt zaczynał być już dla niej monotonny. Wszystkie wyglądały wręcz identycznie i nie obejmowały nawet 1/3 jego umiejętności. Niemniej nie miał jak zaprotestować, a raczej nie chciał zdenerwować młodej, więc po prostu poddał się jej woli i skupił na wykonaniu prawidłowego skoku. Te cały czas były w jego przypadku wyjątkowo oszczędne i ekonomiczne, ale dalej bezpieczne i dalekie od choćby muśnięcia.
W tym samym stylu pozostawił za sobą siódemkę, za którą podbił nieco zadem, wyrzucając dziewczynę z siodła, ale, jak mniemam, nie miała problemów z odzyskaniem równowagi. Na otwartym terenie mógł sam dojrzeć następną przeszkodę, która w końcu minimalnie różniła się od pozostałych. Dalej była prosta, ale pierwszy raz NB nie wydawał się być znudzony nią. Zastrzygł uszami, finalnie kierując je w stronę ósemki. Chcąc uniknąć bolesnego uderzenia o dość twardą konstrukcję składającą się z dwóch kłód, zostawił sobie dobre kilkanaście centymetrów zapasu. Wręcz idealnie wymierzał odległości do odbicia, kiedy tylko miał okazję do zaprezentowania tej zdolności. Lądując, wysunął prawy przód przed siebie, by już na ziemi ruszyć galopem na tę nogę. Miękko niósł Solve na swoim grzbiecie, w dystansie przyspieszając nieco przez dodanie i na ten krótki czas pozwalając sobie na rozejrzeniu się po pokonywanej polance. Wraz z wkroczeniem na zalesiony teren jednak wrócił na ziemię i swoje zainteresowanie skupił na jeźdźcu oraz przeszkodzie, która zamajaczyła przed nim (ten pies, co na zdjęciu to w komplecie? ). Chociaż nie uczęszczał na tereny często, nie był rozkojarzony przez obecne wszędzie drzewa i dźwięki lasu. Jedynie wędrujące na wszystkie strony uszy świadczyły o tym, że nie pozostawał obojętny na śpiew ptaków – prawdziwy esteta! Oddychając nieco głośniej zaatakował dziewiątkę, nie mając większych problemów z jej pokonaniem. Nie był skłonny do wyłamywania czy kombinowania, a długoletnia znajomość z Adele gwarantowała świetne dogadanie się i komunikację między zwierzęciem i człowiekiem. Pod tym względem byli na zdecydowanie wyższym poziomie niż większość biorących udział par, co zagwarantowało im prowadzenie – chociażby w ich klasie, ale to zawsze coś. Powoli, małymi kroczkami zaczynali osiągać sukcesy, co cieszyło nie tylko piętnastolatkę.
Dopiero dziesiąta przeszkoda i reakcja Gortata mogła przestraszyć Adele. Znowu nie był zbyt chętny do tego skoku. Skulił uszy i zamiótł gęstym ogonem. W geście protestu zadarł łeb najwyżej jak potrafił, błyskając białkami ślepi. Nie tyle obawiał się tego wyzwania, a bardziej z czystego lenistwa nie chciał aż tak się przemęczać. Z doświadczenia wiedział, że to nie jest jeszcze koniec. Mimo obaw, z większą lub mniejszą pomocą amazonki przed przeszkodą przysiadł nieco na tyłach, z których wkrótce odbił się mocno. Pozostawił sobie prawie pół metra zapasu, skacząc swoją wyimaginowaną metrową przeszkodę, wyraźnie zaznaczając baskil. Znacznie obniżył szyję i zaokrąglił grzbiet, wykonując dobry, wystarczająco daleki i wysoki skok.Jessie - 2016-04-09, 12:41 Była zadowolona z dotychczasowej współpracy z klaczą, o czym najlepiej świadczył szeroki uśmiech obecny na twarzy Jess. Trasa doprawdy była na tyle prosta, by pokonać ją bez stresu i dobrze się przy tym bawiąc; szczególnie jeśli miało się taki bagaż doświadczenia jak Jess, dzięki któremu nie musiała się przejmować takimi drobnostkami.
Następna przeszkoda, dziewiąta, niczym nie różniła się od poprzedniej. Ściągnęła nieco łopatki w trakcie najazdu, tym samym biorąc klacz nieco na siebie. Jednocześnie cały czas prowadziła ją w łydkach, nie dopuszczając do ewentualnego spłynięcia z przeszkody. Jak zawsze posłużyła Argent wskazówką odnośnie miejsca wybicia, dając jej łydkę w wymierzonym miejscu. Kolejno podążyła za jej ruchem, nie przeszkadzając w pokonaniu przeszkody ani w lądowaniu. Dalej czekał na nie zbiornik z wodą, co było największą niespodzianką na tej trasie. Siadając w siodle, aktywnym galopem prowadziła gniadą na wprost, parę foule przed zeskokiem ściągając uwagę Argent paroma półparadami. Na skraju dała jej łydkę, pozostając odchyloną by przypadkiem nie wpaść widowiskowo do wody... Oddała jej przy tym trochę wodzy, aby nie szarpnąć za pysk, zaś już w wodzie pogoniła ją śmiało do przodu, by po kilku susach galopu z powrotem wskoczyć na ląd. Następna przeszkoda także nie powinna wzbudzać w Star większych wątpliwości. Doprowadziła do niej klacz dynamicznym, równym krokiem, motywując do oddania skoku we wskazanym miejscu. Bez trudu za nią nadążyła, pomagając w pomyślnym pokonaniu jedenastki. Przy ich tempie pozostało im zaledwie parę minut do ukończenia trasy; z zadowoleniem mogła też stwierdzić, że gniada miała dobrą kondycję, co świadczyło o dobrze wykonanej pracy w zimowym sezonie. Dwunasta i trzynasta przeszkoda były najzwyklejszymi kłodami, których pokonały już kilka tego dnia, więc myślę, że nie ma co się rozpisywać przy nich; wspomnę tylko, że para była ze sobą na tyle zgrana, mimo niewielkiego doświadczenia konia, że bez problemu pokonywała przeszkodę za przeszkoda. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że biegły teraz po zwycięstwo.
Dopiero czternastka mogła na nowo zaciekawić Argent swoim wyglądem, czemu jednak Jess potrafiła doskonale zaradzić. Po prostu ostatnie foule do przeszkody pojechała nieco mocniej, aczkolwiek wciąż ze spokojem ducha, pilnując holsztynki w pomocach. Gotowa na to, że gniada może oddać wyższy niż dotąd skok, uważniej wczuła się w jej ruch, co poskutkowało oddaniem pięknego i harmonijnego skoku. Ostatnie dwie przeszkody także były kłodami, choć wyższymi niż wszystkie poprzednie; stąd w najeździe do każdej z nich wycofała lekko klacz, prowokując do oddania bardziej okrągłego i wyższego skoku, niż do kolejnego płaskiego lotu. Tym samym ukończyły cross z bardzo dobrym czasem, przez co była bardzo zadowolona ze swojej podopiecznej. Przeszła do kłusa, klepiąc gniadą po szyi. Dopiero po paru minutach, w których koń uspokoił swoje tętno i oddech, przeszła do stępa natychmiast zsiadając. Przy pomocy luzaka rozsiodłała klacz, zostawiając ją w samym ogłowiu. Została rozstępowana w ręku przez luzaka aż do całkowitego wyschnięcia, a potem otoczona należytą opieką w stajni, podczas gdy Jess siadała już na kolejnego konia. /ztNaomi Eaton - 2016-04-09, 13:30 Zauważyła, że z każdym kolejnym skokiem Dark podchodziła do przeszkód coraz śmielej. Wciąż była jednak lekko "zablokowana", zdecydowanie za dużo się przyglądała, co jednak było naturalnym zachowaniem dla młodzików. W miarę treningu powinno jej to przejść. Głównym zadaniem Naomi było jednak przeprowadzenie klaczy przez całą trasę, co nawet nie musiało wyglądać wielce profesjonalnie. Liczyła się przede wszystkim skuteczność oraz równa, aktywna jazda do przodu, a to jak folblutka skakała i jakie drobne błędy popełniała, nie miało teraz większego znaczenia. Z czasem miała nabrać doświadczenia, ale pierw musiała się obyć z atmosferą zawodów oraz samym wyglądem przeszkód.
Dziewiąta przeszkoda także była kłodą, ale to nie zwolniło Naomi z obowiązku zachowania pełnego skupienia. Jeśli tylko Dark zaczynała się przesadnie wpatrywać w przeszkodę, półparadami odwróciła jej uwagę, skupiając bardziej na sobie. Cały czas prowadziła ją aktywnie w łydkach, nie dopuszczając do spływania z przeszkody czy skracania się. Przy tym wszystkim zachowywała niezakłócony spokój, co pewnie także miało jakiś wpływ na samopoczucie Dark.
Kolejna przeszkoda była ciekawa, wiele koni miało opory przed wchodzeniem do wody, ale przyszli WKKWiści powinni się z nią jak najszybciej oswoić. Usiadła w siodle, by zrównoważonym, równym galopem doprowadzić Princess do brzegu. Tam dała jej łydkę, prowokując do wskoczenia do wody; gdyby czuła jej zachwianie w trakcie najazdu, wspomogła się także palcatem. W trakcie samego skoku pozostała raczej odchylona, siedząc cały czas w siodle. Po tym, jak folblutka wskoczyła do wody, Naomi dała jej jeszcze jedną łydkę, prowokując do dynamicznego pokonania zbiornika i następnie wyskoczenia na brzeg. Pochwaliła ją krótko, dodając tym samym otuchy i wskazała jedenastą przeszkodę, także dość nietypową. Algorytm postępowania pozostał jednak jednakowy, co pomogło parze w pokonaniu następnej przeszkody, bez zadnej szarpaniny czy większego stresu. Princess zdecydowanie miała potencjał, ale nie mogło być inaczej ze względu na jej pochodzenie. Na ten moment blondynka mogła tylko pomarzyć o koniu takiej klasy, jakim był Desperado... i pewnie nigdy nie miało to wyjść poza sferę marzeń, bo ani nie miała takiej kasy, ani umiejętności, by samodzielnie zrobić takiego konia.
Tak czy inaczej kolejne dwie przeszkody były już dobrze znanymi Dark kłodami; stąd nie będę się też rozpisywać w ich temacie, bo proces ich pokonania niczym się nie różnił. Miejmy tylko nadzieję, że gniada małymi kroczkami coraz śmielej podchodziła do przeszkód.
Przed nimi pozostały raptem trzy przeszkody. Pierwsza z nich, czternastka, ponownie mogła nie zachęcać folblutki do jej pokonania. Mimo to Naomi konsekwentnie prowadziła ją na wprost, nie pozwalając na nic innego niż oddanie skoku we wskazanym miejscu. Powtórnie poczekała na gniadą, by zgrać się odpowiednio z jej ruchem i nie przeszkodzić w pokonaniu przeszkody.
Ostatnie dwie były kłodami, lecz wyższymi niż dotąd. Stąd jedyną różnicą w postępowaniu Naomi było subtelne wzięcie konia na siebie, by sprowokować go do oddania wyższego skoku. Jak się okazało, z powodzeniem, bo już chwilę później miały za sobą całą trasę.
Po minięciu mety przeszła do kłusa, by po paru minutach zatrzymać klacz do stępa. Zsiadła, rozsiodłała ją i występowała w ręku, by następnie odprowadzić ją do stajni i tam należycie się nią zaopiekować. /ztJessie - 2016-04-09, 18:58 Pokonawszy odcinek dzielący ich do ósmej przeszkody, a właściwie dwóch stojących w linii oznaczonej numerem ósmym, skupiła uwagę siwka na zbliżającej się przeszkodzie - dość przyjemnej w odbiorze. Tradycyjnie naprowadziła go na wprost zamkniętego w pomocach, dzięki czemu uniknęła niepowodzenia i pomyślnie pokonała z Angelem przeszkodę, jednakowo postępując z drugim członem.
Do kolejnej, dziewiątej przeszkody śmiało rozgalopowała ogiera, korzystając z dłuższego odcinka pozbawionego jakichkolwiek przeszkód. W odległości dziesięciu foule od przeszkody przysiadła w siodle, aby wyregulować tempo i precyzyjnie dostosować je do rodzaju przeszkody, która była bardzo wąska. Nieco przytrzymała konia w momencie, gdy wyraźniej widziała odległość i doprowadziła go do samej przeszkody zamkniętego w korytarzu z pomocy. W wymierzonym miejscu dała mu łydkę, prosząc o odbicie; kolejno wyszła za jego ruchem, przechodząc w półsiad i elastycznie oddając rękę. Przy lądowaniu wycofała się, by nie zaburzyć równowagi siwka i tuż po nim natychmiast go podniosła, by przygotować do pokonania drugiej, identycznej przeszkody.
Mając je za sobą, swobodnym łukiem w prawo, który wyznaczała trasa, poprowadziła konia do kolejnych przeszkód. Kolejne dwie przeszkody nie były wielce zaskakujące - prosto zbudowane i przede wszystkim szerokie, stąd w najeździe do nich nie starała się specjalnie skręcać ogiera. Pozwoliła mu skoczyć z szybkiego galopu, wcześniej jedynie ściągając delikatnie łopatki i paroma półparadami koncentrując ogiera na nadchodzącym zadaniu.
Wieńcząc skok po dwunastej przeszkodzie, ręką klepnęła krótko siwego po spoconej szyi, niejako motywując do dalszej pracy i chwaląc za dotychczasową robotę. Do następnej przeszkody jechała w niskim półsiadzie, umiarkowanie szybkim galopem. Lądowanie miało swój koniec w wodzie, co mogło zniechęcać ogiera do oddania skoku. Stąd też w pewnej odległości od przeszkody usiadła w siodle, aby mieć większą kontrolę nad siwkiem. Doprowadziła go do przeszkody i przed dała mu wyraźną łydkę, motywując do oddania skoku. Pozostała w siodle, odchylając się mocniej do tyłu, jako że skok był bardziej zeskokiem niż lotem w górę. Kolejno żwawym galopem pokonali zbiornik, jadąc na czternastkę, która wiązała się z wyskoczeniem z wody. Zmotywowała więc konia do silnego odbicia, dosiadem dojeżdżając go do ręki, lekko przytrzymując i unosząc rękę, aby zaangażował zad i odciążył przód. Dała mocniejszą łydkę, po czym zabrała się za ruchem konia, zaraz po wyskoczeniu na ląd wracając w siodło i kontynuując żwawy galop. W niedalekiej odległości czekał drugi człon czternastki, który pokonali raczej bez żadnych problemów - dopóki tempo i komunikację ze sobą mieli dobrą, nic im nie groziło. Piętnastka wyglądała na potężną przeszkodę, lecz wysokością nie różniła się wcale od pozostałych. Stąd też Jess tylko trochę przytrzymała konia, motywując do większego zaangażowania zadu i doprowadziła go do owej przeszkody, w wymierzonym miejscu dając łydkę do odbicia, wraz z którym oddała rękę Angelowi i przeszła w półsiad.
Do następnej przeszkody trzymała jednakowe tempo, była one przede wszystkim szerokie, więc pewna prędkość była wskazana, aby stawić czoła tejże przeszkodzie. Co też wyszło im pomyślnie, bo chwilę później byli po drugiej stronie.
Trudność siedemnastej przeszkody polegała głównie na tym, że nie budziła zaufania. Choć Jess nie myślała o tym, wyczuła zachowanie Angela. Zaczął się bowiem wyraźnie skracać, na co zareagowała siadając w siodle i natychmiast dając mu łydkę wraz z ostrogą, a także wysyłając go do przodu "z łokcia" co jednak nie odniosło w ostatecznym rozrachunku pożądanego skutku. Mimo prawidłowej odpowiedzi i zamknięcia w pomocach, koń wyłamał przed przeszkodą. Od razu spięła go krótko ostrogą, niejako karząc za niesubordynację i raz jeszcze naprowadziła na tę samą przeszkodę, co niestety kosztowało ich spore posunięcie w czasie. Niemniej ponownie rozgalopowała konia do przeszkody, pewnie prowadząc go w łydkach, w korytarzu z pomocy. W momencie odbicia wspomogła się nie tylko ostrogą, ale też klepnięciem palcata, by koń tym razem skoczył i... jak się okazało, nie było to jednak takie straszne, bo jednak to zrobił. Odpuściła mu więc trochę po lądowaniu, na parę foule pozwalając lekko opuścić łeb i chwaląc głosem.
Dalej pojechała na osiemnastą przeszkodę, która również stała na brzegu zbiornika z wodą. Postąpiła więc podobnie jak ostatnim razem, po chwili z powodzeniem wieńcząc skok w wodzie, przez którą szybko przegalopowali. Wyskoczywszy na ląd natknęli się na dość wąską przeszkodę, która jednak nie stanowiła dla nich problemu. Byli już niemal u końca trasy, niestety bez żadnych szans na wygraną, ale mimo to postanowiła ukończyć cross choćby po to, aby siwy nabierał doświadczenia. Kolejne dwie przeszkody były wąskie, ale nie powinny być niespodzianką dla konia. Stąd też doprowadziła go do nich umiarkowanie mocnym tempem, celując w środek. W obu przypadkach zgrała się z ruchem oldenburga, dzięki czemu z powodzeniem pokonali oba człony.
Do przedostatniej przeszkody dodała w galopie, choć trochę chcąc uratować czas; dopiero 10 foule przed 21tą przeszkodą przytrzymała lekko konia, by bezpiecznie doprowadzić go do przeszkody i oddać skok we wskazanym miejscu. Po dalekim lądowaniu pozostała im jeszcze tylko jedna przeszkoda, do której podeszli w podobnym stylu, tym samym kończąc cross. Minąwszy celowniki przeszła do kłusa, po paru minutach w tym chodzie przeszła do stępa i od razu zsiadła z konia, oddając go w ręce luzaka, który go rozsiodłał, schłodził i rozstępował długo w ręku, a później otoczył odpowiednią opieką. /zt