Eva - 2017-04-18, 14:14 Kobieta też dotarła na swojej kucynce do miejsca docelowego. Rozsiodłała ją pod częścią dla koni i wpuściła do zagrody, by udać się do swojego miejsca spania. a tam już wszyscy byli na miejscu.
-Hey, Eva. - przedstawiła się do tych, co jeszcze jej nie znali. Wpadła akurat na temat podziału pokoi, a ona wolałaby jednak spać z kobietą w pokoju oczywiście. Przebywanie z facetem skończyłoby się bezsenną nocą za pewne czy coś. Wpakowała się za pewne do pokoju razem z Nicole, rzucając rzeczy na swoje łóżko. Jej by to przeszkadzało w porównaniu do koleżanki, ale to efekt zjechanej psychiki po gwałcie. Szybko przebrała się w bardziej wyjściowe ciuchy i wyszła przed domek. Kiedy kobieta ruszyła na plażę, blondynka poszła za nią.
-Długo tu jesteś? - zagaiła jakąś rozmowę.Unbridled Life - 2017-04-18, 14:18 Chociaż Unbridled mogła sobie teraz odpocząć, była bardziej skupiona na Unexie niż na odpoczynku Nerwowo krążyła po wybiegu wodząc za nim wzrokiem. Dlatego w pierwszej chwili nie zwróciła uwagi na biednego Unn'a, który jechał z nią w grupie. Latała po wybiegu w tę i z powrotem, nabuzowana. W końcu uniosła lekko przody i zarżała donośnie i wyzywająco w stronę swojego ojca. Niech dobry tatuś się nią zainteresuje, gorzej, że jej nie rozpoznaje.
Po odstawieniu tego cyrku zwróciła w końcu uwagę na ogiera, który był do niej nawet przyjacielsko nastawiony. Z początku jednak zwróciła się do niego nieufnie, jednak zbliżyła się do niego, na tyle na ile to było możliwe i odpowiedziała mu przyjacielskim rżeniem. To dobrze, że romanse mu nie w głowie, bo miałby szlaczek z jej kopyt na łbie. A co tam, jeżeli postanowił odstawić jej spa and wellness przez drapanie ją po kłębie, to czemu miałaby nie skorzystać i nie odwzajemnić się tym samym. Tak właśnie postąpiła. W pewnym momencie trochę za mocno podrapała ogiera w kłąb, tak w ramach złośliwości. Ambulansu jednak nie było trzeba wzywać, nie krwawił ani nic w tym stylu.Unannounced Pleasure - 2017-04-18, 14:29 Kiedy ta lekko złośliwie go potraktowała kwiknął i cofną się krok kładąc uszy po sobie. Nie mniej jednak stwierdził, że trzeba jeszcze kogoś pozaczepiać. Ruszył kłusem w stronę Unexa, oczywiście oglądając się za siwą, czy idzie za nim. Jeśli nie szła wzdłuż płotu za nim, to rżał zachęcająco w jej stronę i tupał przystając miejscami. W końcu dotarł do ogiera otaczając go z nastawionymi na sztorc uszami i skierowanymi w jego stronę. O ile zainteresował się nim trochę zarżał przyjaźnie i prychnął w jego stronę grzebiąc nogą w podłożu i zapraszając go do ganiania krótkim odbieganiem. O ile nie był tym zainteresowany to ogier prychnął niezadowolony i pobiegł znów wśród koni zaczepiając losowo wybrane wierzchowce... nie no, trafiło na First Night. Zarżał przyjaźnie w stronę klaczy i tupnął kopytem otaczając płot a raczej biegając wzdłuż niego szukając jej i zapraszając do ganiania. O ile nie była zbytnio zainteresowana odbiegł po prostu od niego obserwując wszystkich przy ogrodzeniu z daleka.Drew Pascail - 2017-04-18, 14:49 A jakże, Drew też dotarł bezpiecznie i szczęśliwie z Hanky do miejsca, w którym znajdował się ich obóz. Zaprowadził Hanky do jednej z zagród, tam ją rozsiodłał, pozbył się z jej grzbietu tobołka i zostawił jej dwie marchewki w nagrodę. Potem skierował się w stronę bungalowów. Okazało się, że dzieli go z Caroline, co bardzo go ucieszyło. Także obecność Lary[b] była milą niespodzianką, a z [b]Nicol też się pewnie dogada.
No faktycznie podział mógł się wydawać niezbyt szczęśliwy. Z trzema kobietami w bungalowie Drew mógłby założyć harem. Tyle, że żadne takie myśli nie krążyły mu po głowie, bo nie był szejkiem arabskim, a poza tym miał monogamistyczne podejście do związków.
- Tez mi się wydaje, ze tak będzie najlepiej - powiedział do Caroline. W końcu znał ją, a gdyby wylądował w jednym pokoju np. z Nicol żadne z nich nie czułoby się komfortowo. Kiedy kwestię kto śpi gdzie mieli za sobą Drew zajął wolne łózko w pokoju z Caroline i przebrał się w luźniejsze, wygodniejsze ciuchy.
- Dokładnie tak. - odpowiedział Larze i posłał jej uśmiech. Zawahał się przez chwilę, gdy zapytała co komu przynieść. Chętnie by się napił jakiegoś browara, czy ogółem czegoś zimnego, jednak jego maniery kłóciły się z tym, żeby kobieta miała mu przynosić piwo. To on powinien przynieść je sobie i reszcie towarzystwa.
- Możesz mi przynieść jakieś zimne piwko, jeśli to nie będzie problemem. - odezwał się uprzejmie.Nadya - 2017-04-18, 15:28 Takoż ona, razem z Boyem dotarła do obozu. Tam zaprowadziła kasztana do zagrody, gdzie go rozsiodłała, sprawdziła jak się ma i czy nic sobie nie zrobił podzas podróży. Zostawiła mu ze dwie marchewki i opuściła zagrodę, taszcząc swój tobół. W tym czasie Leon, na którego liczyła, jeśli chodzi o rozłożenie namiotu, gdzieś jej zniknął. Pewnie zrobił to celowo. Towarzystwa dotrzymała jej Tate, która zaczęła ją wypytywać o Leona. To deczko zdziwiło Nadyę, bo Tate zadała pytanie, które mogłaby skierować do małżeństwa z wieloletnim stażem, tymczasem Bravo była w stanie upierać się, że od kiedy wrzucił ją do wody na zeszłorocznym rajdzie, wcale go nie lubi i że jest na tyle pamiętliwa, by nadal robić mu o to wyrzuty. Nie była i tak naprawdę go lubiła, a po mimo to zachowywała się czasem wobec niego tak, jak się zachowywała - niezbyt przyjaźnie. Na żadnych torturach nie wyciągnęliby z niej informację o jej sympatii do chłopaka, bo co innego coś odczuwać a co innego się do tego przyznawać.
W rozmowie z Tate sięgnęła po nadzwyczajne zapasy cierpliwości, z których istnienia nie zdawała sobie dotąd sprawy.
- Masz rację to gbur. - zgodziła się, mając nadzieję, że Leonowi teraz zaczerwienią się uszy. Niech wie, że o nim plotkują, nie do końca pochlebnie.
Brunetka powstrzymała się od śmiechu, gdy dziewczyna obeszła ciało klaczy w poszukiwaniu Leona. Nadya nadal taszczyła swoje tobołki i wcale jej się to nie podobało.
- Chyba nie mamy wyjścia. - odpowiedziała, planując, że Leon jeszcze od niej oberwie, za swe zniknięcie. Zakładając, że w końcu go znalazły na plaży pozwoliła się im przywitać, po czym upuściła swoje bagaże na piasek. Kiedy Tate znalazla kilka kamieni i poszła rzucać kaczki, Bravo obejrzała się za nią z uniesioną brwią i lekkim uśmiechem. Przez to zapomniała ukarać Leona za jego zniknięcie. Wypakowała namiot do złożenia i cały ekwipunek do tego potrzebny, po czym spojrzała znacząco do Leona.
- Zabieraj się do pracy. - powiedziała nawet uprzejmie, po czym okrążyła go i wpakowała się do jego namiotu, tak, że wystawały z niego tylko jej nogi, którymi majtała. Miała nadzieję, że Leon nie miał w namiocie jakichś bardzo prywatnych rzeczy, w rodzaju walających się wokół bokserek, bo naprawdę nie wiem, jak Rosjanka by zareagowała.Seth - 2017-04-18, 15:58 Dla większości osób zainteresowanych rajdem dotarcie do obozu nie przedstawiało trudności. Jeźdźcy i inni, który potrafili jeździć i nie mieli oporów przed jazdą w siodle mogli pojechać konno Zmotoryzowani mogli przyjechać samochodami.
Problem był taki, że Seth nie należał do żadnej z tych grup. Najpierw musiał stoczyć ze sobą niezłą batalię. Względy, że na miejscu obecność weterynarza będzie in plus go przekonały. Chociaż oczywiście nie życzył żadnemu z rumaków problemow zdrowotnych podczas rajdu.
Nie mógł przyjechać konno to było jasne. Co więcej nie posiadał koni mechanicznych. Miał prawo jazdy, dyskusyjnym było jednak, czy zostałoby ono zaakceptowane, skoro zostało wydane przez jeden z amerykańskich stanów. Nie mógł też poprosić któregoś ze znajomych o podwózkę, bo nie miał ich wielu, a jeśli już, jechali konno. W końcu Seth postanowił zaryzykować i zawitał do wypożyczalni samochodów Ku jego uldze przełknęli jego prawo jazdy. Wypożyczył pick upa i w dzień rajdu zapakował do niego swoje rzeczy. Mógł w związku z tym spakować więcej rzeczy i to z resztą zrobił.
Jechał oczywiście inną trasą niż jeźdźcy i ich konie. Powinien być na miejscu przed nimi, jednak musiał się oswoić z prowadzeniem samochodu, poza tym nie chciał być pierwszy. Dotarł więc do obozu wtedy, kiedy grupy jeźdźców i koni również tam dotarły. Zaparkował pick upa w przeznaczonym do tego miejscu, wziął swój namiot i inne rzeczy. Zatrzymał się przy jednej z zagród, gdzie pewnie poczęstował zainteresowane konie smakołykami i ruszył dalej na plażę. Gdyby nie to, że miejsce, które Ruth wybrała na rozłożenie namiotu, jemu również się nie spodobało mógłby jej w ogolę nie zauważyć. Nie chwalił się, że jedzie na rajd. Z lekkim uśmiechem zakradł się w jej stronę. Może mu się to udało, bo stała do niego plecami.
- Pomóc panience? - zapytał, gdy podszedł do niej tak blisko,jak to było możliwe. Banan na całą twarz zastąpił poprzedni, lekki uśmiech a Allen nawet nie zdawał sobie z tego sprawy.Harley Davidson - 2017-04-18, 16:02 Pochylił się, by potarmosić futro psicy. Gdy będzie cieplej, będzie można się kąpać, może wybiorą się na spacer nad morze? Na razie Harley obawiał się, że jeśli zamoczy nogi choćby do kolan to Joy z radości wepchnie go dalej w wodę albo że mu nóżki zamarzną. Chwilę poszwędał się po obozowisku, sprawdzając czy nikt (a w szczególności piękne panie) nie potrzebuje pomocy z rozkładaniem namiotów. Ostatni uczestnicy dojeżdżali, powoli rozpalano ognisko... Tak! Gdy wszystko się rozpoczęło zgarnął sobie do kieszeni spodni butelkę browara, nabił na kijek kiełbaskę, jedną, mniejszą zabrał dla owczarzycy i zajął miejsce niedaleko płomieni. Zmrużył ślepka i wziął się za przypiekanie mięsiwa. Gdzie są wszyscy? Co oni tak długo te bungalowy zwiedzają?
Surową kiełbaskę podał Joy, z browcem czekał na lepszy moment... Na przykład aż obok pojawi się ktoś inny z butelką i będzie można otworzyć butelkę o butelkę. Takie czary.
//jak ktoś już siedzi przy ognisku a pominąłem to przepraszam x:Ruth - 2017-04-18, 16:13 Słysząc głos za sobą odskoczyła wpierw do przodu, potem automatycznie cofając się, aż wpadła na mężczyznę. Odwróciła się migiem z szeroko otwartymi oczami i zarumienionymi policzkami spoglądając na twarz mężczyzny. Nie rozpoznała jego głosu - w końcu kompletnie się tu Setha nie spodziewała. Nie mniej jednak jego obecność bardzo ją ucieszyła co mógł zauważyć poprzez jej szeroki uśmiech i złagodnienie przestraszonej mimiki twarzy. Położyła rękę w miejscu, gdzie w praktyce jest serce i cichutko odetchnęła.
-Z nieba mi spadłeś.-Zaśmiała się i padła obok niego na koc kompletnie załamana, ze skwaszoną miną.
-Ten namiot to jakaś czarna magia. Tego nie da się rozłożyć!-Wręcz bez sił schowała twarz w ręce i przetarła kciukami skronie następnie znów podniosła głowę i wstała zdając sobie sprawę z komizmu jej zachowania. Przeczesała włosy ręką i wyciągnęła rękę, aby pomógł jej wstać, bo jednak po takim kawałku drogi trochę odczuwała zimowe zastanie i z uroczym uśmiechem wyszeptała mu do ucha stając na palce.
-Zdecydowanie nie obrażę się na pomoc z namiotem ale wiesz... shh...bo wyjdzie, że nie jestem jednak tak samodzielna i jednak potrzebuję męskiej pomocy.-Po czym zaśmiała się i puściła mu oko wskazując kupę kijków, dziwnego materiału pozwijanego z szamańskie kształty i pustej już puszki piwa, którą jak już zauważyła to od razu zgarnęła.
-Pójść po coś do picia w tym czasie?-Zaoferowała się jak gdyby w zamian, choć przecież przyniesienie trunku nie równało się niczym z rozłożeniem wrednego, głupiego, dziwnego i niefajnego namiotu.Eviline - 2017-04-18, 16:24 Powoli zaczął się już robić ruch, więc Ev stwierdziła, że czas ruszyć swój tyłek w stronę ogniska. Najpierw jednak ogarnęła namiot, a raczej go zamknęła, by nic jej nie wyleciało w razie jakiegoś silniejszego podmuchu wiatru, w końcu nigdy nic nie wiadomo. W drodze do ogniska chwyciła za piwo i rozejrzała się dookoła. Trochę się dziwiła, że nie widzi swojego brata. Wiedziała, że musiał tu być, ale czekała, aż ten dupek będzie leżał napruty na piasku. Cóż, widocznie jeszcze go nie było, więc kobieta ze spokojem mogła usiąść przy ognisku, przy którym nadal było dość pusto, bo zauważyła jedynie Harleya. Skinęła mu głową i ulokowała się gdzieś niedaleko. Wyciągnęła zapalniczkę i w dwóch ruchach otworzyła swój napój, jednocześnie łapiąc spadający kapsel w dłoń. Nie lubiła śmiecić, więc kapsel włożyła do kieszeni. Pociągnęła spory łyk piwa i stwierdziła, że przydałby się papieros. Wyciągnęła paczkę, następnie samego fajka i po upewnieniu się, że dym będzie leciał w stronę przeciwną od kogokolwiek, odpaliła go i zaciągnęła się ze spokojem. Tak, teraz było zdecydowanie lepiej, bo kompozycja papierosa i piwa zawsze smakowała jej najbardziej.Mistrz Gry - 2017-04-18, 16:57
PRAWDA CZY WYZWANIE?
Zasady:
1. W jednej rundzie bierze udział tylko 6 osób.
2. To, czy otrzymasz pytanie czy wyzwanie jest losowe.
3. Nie można odmówić wykonania wyzwania.
4. Udział biorą tylko pełnoletnie postaci i świadome tego, że wyzwania mogą być... różne.
5. Uczestnicy zobowiązują się do sprawnego odpisywania.
6. Nie można w żaden sposób zmienić otrzymanego pytania lub wyzwania.
7. Jedna runda przewiduje 6 losowań. Może być tak, że jakaś osoba nie zostanie nigdy wylosowana, a jedna kilka razy (maksymalnie dwa razy w ciągu gry). Po szóstym losowaniu i wykonaniu zadania, rozpoczyna się nowa runda (jeśli będą chętni; osoby mogą się zmienić).
Przebieg gry:
1. MG ustala kolejność, w jakiej siedzą uczestnicy gry (siedzą w kole, każda osoba ma przydzielony numer od 1-6).
2. MG rzuca zwykłą kostką do gry - wylosowana liczba odpowiada osobie, od której gra się zaczyna. Osoba dostaje pytanie/wyzwanie, także wylosowane z puli przez MG.
3. Wylosowana osoba realizuje wyzwanie lub odpowiada na pytanie w swoim poście. Następnie pisze, że kręci butelką.
4. MG losuje kolejną osobę, przebieg gry się powtarza aż do końca.
Mistrz Gry - 2017-04-18, 17:17
PRAWDA CZY WYZWANIE?
RUNDA 1:
Harley (1) -> Eviline (2) -> Eva (3) -> Christian (4) -> Elizabeth (5) -> Jessie (6)
Wszyscy siedzą w kole, w takiej kolejności jak podana. Przykładowo Harley ma po swojej prawej Eviline, a po lewej Jessie.
LOSOWANIE #1 Gracze biorący udział w pierwszej rundzie zasiedli nieopodal ogniska. Niebawem jedna z osób zakręciła butelką, której gwint wycelował w Elizabeth. Osoba: Elizabeth
Pytanie czy wyzwanie? Pytanie.
Patrząc po innych graczach, kto twoim zdaniem ma najlepsze ciało?
Elizabeth White - 2017-04-18, 17:30 Po krótkim zwiedzeniu bungalow, do którego trafiła z Aaren, Tonym i Lukiem, zeszła na plażę pod klifem, gdzie miało odbyć się ognisko. Ludzie powoli zaczęli zbierać się na miejsce, aczkolwiek znaczna część z nich w dalszym ciągu montowała namioty lub urzędowała w wynajętych domkach. Niestety panna White nie miała tym razem ze sobą żadnej bliższej osóbki, a to z kolei skłoniło ją do zawarcia kilku nowych znajomości.
Wzięła piwo z obozowych zapasów i przyszła pod palące się już ognisko, krótko omiatając spojrzeniem siedzące tam osoby. Od razu rozpoznała Harleya, z którym miała przyjemność być w grupie podczas rajdu. Bez większego namysłu udała się w jego kierunku, ostatecznie zajmując miejsce tuż obok mężczyzny.
- Mógłbyś mi z tym pomóc? - zagadnęła, wyciągając w jego kierunku butelkę z trunkiem. Biedna niestety nie zaopatrzyła się w otwieracz, a ławki miały zaokrąglone ranty, co dodatkowo utrudniało sytuację. Z własnego doświadczenia wiedziała, że otwieranie kapsli ząbkami było złym pomysłem, więc tym razem wolała nie ryzykować utratą zęba lub chociażby jego kawałka
Wkrótce grono spragnionych alkoholu oraz rozrywki jeźdźców zaczęło się powiększać, aż padła propozycja gry w butelkę. Oj Elizabeth doskonale pamiętała zeszłoroczną rozgrywkę i to, jak prawie wymiotowała po wykonaniu zadania. Te miłe wspomnienia nakłoniły ją do bezzwłocznego zgłoszenia się do zabawy. Co prawda nie sądziła, że zostanie wylosowana jako pierwsza, ale skoro tak się stało, cóż... Nie pozostało jej nic innego jak odpowiedzieć!
Powiodła spojrzeniem po grupce grających osób, z góry odrzucając wszystkie dziewczyny. W tym wypadku wybór oscylował między Christianem, a Harleyem i bynajmniej nie był łatwy.
- Wydaję mi się, że Christian, chociaż musiałabym zobaczyć obu Panów bez koszulek - kącik jej ust powędrował lekko do góry, po czym pochwyciła leżącą na środku okręgu butelkę i energicznie nią zakręciła.Mistrz Gry - 2017-04-18, 17:35
PRAWDA CZY WYZWANIE?
RUNDA 1:
Harley (1) -> Eviline (2) -> Eva (3) -> Christian (4) -> Elizabeth (5) -> Jessie (6)
Wszyscy siedzą w kole, w takiej kolejności jak podana. Przykładowo Harley ma po swojej prawej Eviline, a po lewej Jessie.
LOSOWANIE #2 Zakręcona przez Elizabeth butelka tym razem zatrzymała się naprzeciw Jessie. Osoba: Jessie.
Pytanie czy wyzwanie? Wyzwanie.
Tak seksownie jak tylko potrafisz, zatańcz taniec hula.
Harley Davidson - 2017-04-18, 17:45 Skinął na przywitanie Eviline. Możliwe, że już gdzieś się spotkali, bo dziewczę wyglądało znajomo... Dał jej jednak spokojnie wypalić papierosa, miał zamiar zaczekać aż towarzystwo się zejdzie. Nim grupa się zebrała, zdążył zjeść swój podwieczorek i miał zamiar zabrać się już za browara. Wtedy pojawiła się Elizabeth, normalnie z nieba mu spadła!
-Oczywiście!
Zahaczył o siebie brzegi kapsli obu butelek i sprawnym ruchem otworzył obie na raz. Wysączył porządnego łyka, czekając aż zacznie się prawdziwa zabawa i pojawią się jakieś rozrywki. Tak jak standardowa gra w butelkę... Zgłosił się od razu do pierwszej rundy i czekał, kogo wybierze los.
-Jeśli to ma przeważyć wynik, to nie ma problemu - rzucił siedzącej niedaleko Elce rozbawione spojrzenie.
Nie miał żadnych problemów, jeśli o świecenie klatą chodzi. Chwilę później butelka już kręciła się dalej, więc szatyn nie był pewien, czy powinien przystępować do pojedynku z Christianem. Gra zaczęła się interesująco... Ciekawe tylko, jak się rozwinie i czy będzie tylko wstępem do grubszej imprezy? Popił browara, lekki uśmieszek z mordy mu nie schodził. Od razu spojrzał w kierunku Jessie, która miała im dzisiejszego wieczoru przybliżyć hawajską kulturę. Jessie - 2017-04-18, 18:14 - No dobrze - zgodziła się na propozycję Aidena odnośnie podziału na pokoje, po czym zostawiła rzeczy w sypialni, którą miała dzielić z Anais. Zanim jeszcze wyszła z pokoju, przebrała się szybko i zaraz była gotowa do wyjścia. - Ja już pójdę na plażę, zobaczyć jak inni sobie radzą - zwróciła się do znajomych z domku, po czym wyszła na zewnątrz, od razu kierując się na plażę, na której płonęło już ognisko. Tak jak inni, wzięła sobie butelkę schłodzonego piwa i zakręciła się między ludźmi, co nie mogło się skończyć inaczej niż zainicjowaniem gry w butelkę. Jess była wielką fanką rozrywek tego rodzaju, więc bezzwłocznie zgłosiła się do pierwszej rudny i usiadła w kółku między Elizabeth i Harley'em, popijając czerwone Sommersby.
- Zawsze możesz nam pokazać bez powodu - odezwała się żartobliwie do Harley'a, gdy gwint butelki wycelował właśnie w jej stronę. - Omg, serio - rzuciła słysząc postawione przez Elizabeth wyzwanie. - Dobra, potrzymaj - oddała kobiecie butelkę, po czym się podniosła, gdy ktoś z obserwatorów nagle podsunął Evie bębenek, żeby zagrała . Jess nie potrzebowała niczego więcej, nawet alkoholu, więc gdy tylko złapała rytm wybijany przez Evę na bębenku, zaczęła do niego tańczyć hula, a przynajmniej coś podobnego, bo w gruncie rzeczy nigdy się nie uczyła tego tańca. Krążąc po wnętrzu niedużego koła, które tworzyli siedzący, kołysała biodrami w rytm muzyki, jednocześnie falując rękoma i przemieszczając się to dwa kroki do przodu, to dwa w bok, w tył... Nie zabrakło też obrotu, podczas którego miała na twarzy szeroki uśmiech, częściowo przysłonięty przez burzę ciemnych loków, które opadały swobodnie na ramiona. Całe to przedstawienie potrwało maksymalnie minutę, bo bez kwiatków i spódniczki i tak nie miało to duszy :/.
Usiadła z powrotem na swoim miejscu i zakręciła butelką, po czym wzięła od Elki swoje piwo.