To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Archiwum - Jezioro Bewl Water

Vivianne Feron - 2016-05-09, 22:40

Przytakiwała głową na każde z wyjaśnień, które Harley składał Sarze, jakby upewniając ją w przekonaniu, że nie łączy ich kompletnie nic prócz przyjaźni. Nie chciała by Davidson miał przez nią problemy toteż prócz wcześniejszego uwieszenia mu się na szyi nie doprowadziła do żadnego więcej pouchwalania się. Na propozycję jedzenia pokręciła głową, powoli sącząc przy tym piwo.
- Na razie chce mi się tylko pić. Ale jak zgłodnieję to na pewno się do Ciebie zgłoszę – puściła chłopakowi oczko i jeszcze przez moment siedziała przy ognisku, wpatrując się w liżące drewno języki ognia. Wrzuciła peta po wypalonym papierosie w odmęty spopielonych gałęzi by wraz podnieść się z trawy i przeprosiwszy na jakiś czas przyjaciela, udała się na bok by wreszcie stawić czoła stawianiu namiotu. Miała ochotę poprosić Harłaka o pomoc, ale zdawała sobie sprawę z tego, że ostatnio miewali z Sarą problemy i zwyczajnie nie chciała odbierać mu możliwości porozmawiania z dziewczyną. Pewnie po tak długiej rozłące chcieli spędzić trochę czasu razem, na co uśmiechnęła się delikatnie. Zazdrosna czy nie – chciała by brunetowi wszystko się poukładało, toteż czym prędzej oddaliła się od ogniska.
Rozłożywszy plecak na ziemi wyciągnęła z niego wszystkie potrzebne rzeczy, szybko próbując rozpracować jak działały poszczególne części służące z pewnością do rozkładania namiotu. Pierwszy raz miała z nim w ogóle do czynienia, a ten dziwny rodzaj sypialni pożyczyła od kogoś znajomego, kto również nie potrafił podać jej instrukcji obsługi. Była dzielną dziewczynką i szybko się uczyła, więc istniało duże prawdopodobieństwo, że ze wszystkim sobie poradzi. Oby właśnie tak było.
Tę chwilę, którą spędzała we własnym towarzystwie odebrała ze swoistą ulgą. Nie czuła się dobrze w towarzystwie osób, których w ogóle nie znała, a nie chciała też siedzieć ciągle na głowie Gerarda, który pewnie będzie chciał spędzić choć trochę czasu z synem. Nie wiedziała także czy mężczyzna w ogóle dotarł na miejsce toteż zajęła się sobą, raz po raz klnąc pod nosem, kiedy próby rozłożenia tych wszystkich rurek po raz kolejny legły w gruzach. Może w stajennym vanie znajdzie się jakiś śpiwór, w którym będzie mogła ogrzać się pod gołym niebem?
Nie poddawała się jednak, wciąż walcząc z upierdliwym przedmiotem. Czy doprawdy nie mogła pożyczyć takiego, który sam się rozkładał? Albo który można było po prostu nadmuchać?

Naomi Eaton - 2016-05-09, 22:43

-wciąż-jestem-w-terenie-bo-jestem-sierotą-
Odpowiedziała Franczesce na powitanie, w międzyczasie pokonując strumień; uśmiechem odpowiedziała na zachowanie ogiera, któremu najwyraźniej podobało się pluskanie w wodzie. To dobrze, może zechce później wejść z nią do jeziora równie chętnie? Tuż po tym, jak cała ich grupa bezpiecznie przekroczyła strumień, Naomi kontynuowała swobodną pogawędkę z Adele, najpewniej na okołokońskie tematy. Wszyscy razem przeszli też do kłusa, w którym od początku anglezowała, nie chcąc przeciążać Szerkera. I tak miał przed sobą ciężkie zadanie. Nie spodziewała się po nim żadnych problemów, ale na wypadek gdyby przesadnie się rozbujał, umiejętnie sprowadziła go na ziemię, półparadami studząc jego zapał i mocniej, ciężej siadając w siodle.
W galopie zresztą było podobnie, chociaż tutaj pozwoliła mu chwilę poszaleć, dotrzymując kroku folblutowi Sergeia.

Hayley - 2016-05-09, 22:51

Właściwie było odwrotnie; inaczej zachowywała się w towarzystwie tej czwórki, a właściwie trójki, gdyż z Anais łączyło ją najmniej głupich wspomnień. Może dlatego, że dziewczyna nie należała do osób tak szalonych jak Mia czy Jess, a Hayley sama w sobie również nie dążyła do ataku głupawki. Tony znał ją właśnie z tej perspektywy, dzięki czemu mógł być pewien, że go nie zawiedzie, a przynajmniej będzie się starała. Niestety, każde spotkanie z Jessie rzutowało w jakimś sensie na jego negatywną opinię na temat znajomych blondynki i zdawała sobie z tego sprawę. Z drugiej strony ciężko mu się dziwić...
Kiedy Anais podzieliła się swoim spostrzeżeniem z panną Reese, Hayley odwróciła głowę piorunując je wzrokiem. Mimo, że w tym miejscu nie było słychać żadnych słów, to szept już jak najbardziej, choć to i tak nie było tak złe jak kolejne słowa dziewczyny. Hayley niemal natychmiast poczerwieniała słysząc swoje imię, ale zanim zdążyła coś powiedzieć padło jeszcze miano jej kuzyna.
- Jess! – upomniała, zaczynając się dodatkowo stresować. Głównie dlatego, że nie chciała, by mężczyzna zraził się do jej osoby przez znajomych, dlatego zaraz wyprostowała się, posyłając dziewczynom rozzłoszczone spojrzenie.
- Tony przyjechał tu z AAREN, ma z kim spać.– mruknęła wyraźnie akcentując imię brunetki, by uzmysłowić Jess dodatkowo, że jest to KOBIETA. Już chyba nie miała siły tłumaczyć.

Sara - 2016-05-09, 22:59

//Gubię się w tych postach :lol2:

Westchnęła cicho i przygryzając dolną wargę, ułatwiła sobie powstrzymanie się od uśmiechu, bowiem chciała zagrać bardziej stanowczą, co względem tego osobnika nie zawsze jej wychodziło. Kręcąc pobłażliwie głową, ani na moment nie oderwała wzroku od mężczyzny. Po tych ośmiu godzinach musiała mu się dokładniej przyjrzeć, ale najwidoczniej na pierwszy rzut oka wyglądał na dużo mniej zmęczonego w porównaniu do blondynki.
-Gorzej jak nie zechcę udzielić ci tej opieki.- mruknęła, a po chwili rozejrzała się ukradkiem, chcąc zarejestrować twarze wszystkich zebranych osób. Niestety nie znała zbyt wielu z nich, co jednak nie wpływało negatywnie na jej humor. -Na szczęście dookoła masz sporo ładnych pań, więc możesz miało je prosić o pomoc.- dodała, kiedy tylko skończyła swoje wnikliwe obserwacje. Z założonymi n piersi rękami, uważnym wzrokiem świdrowała mężczyznę, chcąc poznać jego reakcję. Westchnęła cicho i momentalnie rozluźniła zmęczone mięśnie, gdy Harley odwrócił się w jej stronę, oferując ten subtelny gest. Fantazjować to zacznie dopiero wtedy, kiedy spożyje już odpowiednią porcję procentów. :lol:
-Zaraz to zrobię.- odparła, nadal uważnie przyglądając się Davidsonowi. Wzrok blondynki zmierzył w innym kierunku dopiero, kiedy Vivianne pojawiła się dość blisko - na tyle blisko, by instruktorka mogła śmiało stwierdzić, że brunetka zmierza dokładnie w ich kierunku. Uniosła lewą brew i nie robiąc niczego poza tym, zwyczajnie obserwowała reakcję nieznajomej, kompletnie nie wiedząc o co chodzi. Była lekko zdziwiona, jednak mimo to odwzajemniła się krótkim i nikłym uśmiechem oraz lekkim skinieniem. -Sara.- przedstawiła się bez zbędnych wywodów. Nie snuła zbędnych podejrzeń, choć zastanawiało ją to, skąd u Viv taka reakcja. Ku swojej uciesze, Harley pospieszył z wyjaśnieniami, na które tylko przytaknęła, dając znać, że pojęła o co chodzi w ich relacji. Chyba nie powinna być zazdrosna? :lol: Chętnie odebrała od dziewczyny butelkę piwa, dziękując treściwie.
-Śmiem wątpić w twoje umiejętności łowieckie, drogi Harleyu, dlatego podziękuję.- stwierdziła, a coby nie miał jej z złe tego powątpiewania, chwilowo przylepiła się do niego, opierając głowę na ramieniu. Odprowadziła brunetkę wzrokiem, nie próbując jej zatrzymywać - nie dlatego, że za wszelką cenę chciała się jej pozbyć, po prostu nie widziała w tym sensu. Skoro chciała iść, miała wolną drogę. -Pójdę poszukać pianek, chcesz coś jeszcze?- zagadnęła, odrywając się od Harleya. Nie czekała zbyt długo na odpowiedź i bez względu na to jaka padła, po prostu poszła, wcześniej odstawiając piwo.
Nim ruszyła po pianki, wzięła jeszcze swoje rzeczy i odniosła do namiotu, który wskazał jej Harley, dopiero potem kierując się we właściwą stronę. Cel swojej podróży znalazła stosunkowo szybko, bowiem słodkie pianki były na samym wierzchu. Wzięła ze sobą jedno opakowanie, które zdecydowanie powinno wystarczyć. Tego słodkiego cholerstwa nie da się zjeść w zbyt dużych ilościach, to wykluczone. Wróciwszy, rzuciła słodkości na ziemię i bez ceregieli przysiadła na trawie, od razu wyciągając nogi. Dopiero teraz dosadnie poczuła zmęczenie, które wcześniej jakby w ogóle jej nie dotyczyło.
-Byliście w jednej grupie?- zagadnęła, spoglądając na Davidsona. -Moja to była jakaś porażka...- mruknęła, kręcąc nieznacznie głową.

Diego Montana - 2016-05-09, 23:01

Oczom Diego szybko ukazała się znana sylwetka, uśmiechnął się szeroko, na widok Briana. Po rozstawieniu swojego namiotu, ruszył, w jego kierunku. Nie ogarniam kto tu obok stoi, dlatego wpierw tyrpnął Briana, w ramię i podał mu dłoń na powitanie.
-Cześć, Diego. - odparł za równo, do przyjaciela, jak i do zebranych przy ognisku. Może jakieś wodowanie z końmi, czy coś? W końcu, żal nie wykorzystać, takiej okazji.

Caroline Hathaway - 2016-05-09, 23:06

Poczułam się, tak bardo olana Del :lol2: Jednak zostaje ci wybaczone, prawie się nie znacznie skrzywiła, na widok chłopaka, w towarzystwie jakieś kobiety. Nie znała jej, więc nie będzie od razu oceniać, ale lepiej się mniej na baczności :lol2: O tak, nie ruszanie się, po morderczym szaleństwie na końskim grzbiecie, wydawało się rajem. No tak, w końcu kogoś zna dobrze, a drugą osobę poznaję.
-No widzisz, ty zawsze masz szczęście. - właśnie po to, były takie rajdy, by się poznawać oraz robić, inne ciekawe rzeczy.
-Caroline. - odezwała się do dziewczyny, co prawda można mówić Caro. Jednak chyba wolała, swoje pełne imię, bo zdrobnienia używały, tylko nie liczne osoby.

Anonymous - 2016-05-09, 23:11

Czuł się... obserwowany. Delikatnie mówiąc. Starał się ignorować spojrzenia przyjaciół Hayley oraz komentarze, które wymieniali między sobą. Niby dyskretnie, ale dziwnym trafem domyślał się, o czym mogli rozmawiać - w końcu siedziała pośród nich Jess. Sprawczyni ostatniej homo-afery. Szczerze mówiąc obawiał się wykonać jakikolwiek ruch, bo jakże weseli znajomi Hayley mogli to odczytać nie tak, jak powinni. Ciekawe tylko skąd o wszystkim wiedzieli... Pierw obrzucił ciężkim spojrzeniem Hayley, a następnie Jessie, która w tym samym momencie uśmiechnęła się do niego, odsłaniając chyba wszystkie zęby. Boże. Tylko nie to.
- Właściwie to... - nie zdążył wypowiedzieć się do końca, gdy nie tylko blondynka weszła mu w słowo, ale też Jess odebrała mu mowę swoim kolejnym pomysłem. Uniósł tylko brwi, niemal jednocześnie zaciskając szczęki. Cierpliwość kończyła mu się w zastraszającym tempie, ale skoro Hayley już wszystko powiedziała...
- Dzięki za troskę, Jess, ale możesz zachować to miejsce dla swojego kolegi. Albo koleżanki - odezwał się dość szorstko, naprawdę nie przejmując się tym, co mogli teraz o nim pomyśleć. Miał tylko nadzieję, że ta drobna zgryźliwość uciszy brunetkę przynajmniej do czasu, aż złożą namiot i Tony będzie mógł wrócić do siebie.
W mniej lub bardziej gęstej atmosferze udało się im wreszcie uporać z namiotem, w reakcji na co odetchnął głęboko.
- Proszę bardzo. Należy mi się buziak, Hayley - zwrócił się do dziewczyny, pokuszając się o szelmowski uśmiech, którym chciał niejako rozładować napięcie. W zasadzie nie mówił poważnie, ale specjalnie odczekał chwilę, ciekaw czy dziewczyna potraktuje to na serio i zaczerwieni się swoim zwyczajem. A może nawet go zaskoczy...?
- Napijemy się jeszcze na ognisku, mam nadzieję - rzucił, odwracając wzrok na Mię, Anais, Aidena i Jess. - A teraz wybaczcie, ale AAREN na mnie czeka - z niejakim rozbawieniem położył nacisk na imię dziewczyny, po czym wykończony tym doświadczeniem jakim było obcowanie z "wesołą ekipą", wrócił do swojego namiotu. Ku swojemu zaskoczeniu zobaczył tylko wystające buty. Zajrzał więc do środka, a widząc przysypiającą Aaren, uśmiechnął się lekko.
- Zabij mnie - jęknął, wchodząc do środka i od razu zaczynając się rozbierać, bo już serdecznie dość miał końskich ciuchów.

Francesca - 2016-05-09, 23:12

4


Kobieta wolała chyba jednak, chudszy, ale bezpieczniejszy most. Od ciągle płynącej rzeki, nie równego jej dna, wolała nie siać czarnych scenariuszy. Zrobiła jak zrobiła, uważała to, za lepsze rozwiązanie, po prostu. Kiedy wrócili do stępa, ponownie poluzowała mu wodzę, będąc jednak na kontakcie. Czemu nagle ruszyli kłusem? Nie chciała zostać, w tyle grupy, wolała się trzymać jednak, dorosłych. W końcu zgodnie Naomi stwierdziła, że przyspieszą do kłusa, Fran nie zamierzała się opierać. Lekko ponownie, podebrała wodzę kasztana, prosząc przez wypchnięcie z krzyża, o wejście w wyższy chód. Podobnie jak instruktorka, zaczęła anglezować, w siodle, pozwalając Secondowi, na swobodny ruch. Jednak miała go cały czas pod kontrolą, na uwadze, w razie co reagując wróceniem, w siodło. Jednak, nie spodziewała się, po nim takich zagrań. Nie pewnie, ale jednak poniekąd zmuszona, przeszła po jakimś czasie, z wałachem do galopu, powtarzając tą samą czynność co wcześniej.

Delfinek - 2016-05-09, 23:16

Znów chłopak tak trochę olał Delfina. No cóż, lajf is brutal. Kobietę spostrzegła właściwie dopiero po tym jak ta się odezwała. Przez pierwsze sekundy zapomniała języka w gębie myśląć nad czymś, lecz po chwili otrząsnęła się z tego i spojrzała na kobietę.
-Wybacz... Mów mi Delph- uśmiechnęła się delikatnie a na jej policzkach pojawił się rumieniec wstydu. Cóż, trochę głupio być przyłapaną na uciekaniu w jaźnię, nic więc dziwnego w jej gorących policzkach.

Szerker - 2016-05-09, 23:19

Naomi napisał/a:
-wciąż-jestem-w-terenie-bo-jestem-sierotą-
Odpowiedziała Franczesce na powitanie, w międzyczasie pokonując strumień; uśmiechem odpowiedziała na zachowanie ogiera, któremu najwyraźniej podobało się pluskanie w wodzie. To dobrze, może zechce później wejść z nią do jeziora równie chętnie? Tuż po tym, jak cała ich grupa bezpiecznie przekroczyła strumień, Naomi kontynuowała swobodną pogawędkę z Adele, najpewniej na okołokońskie tematy. Wszyscy razem przeszli też do kłusa, w którym od początku anglezowała, nie chcąc przeciążać Szerkera. I tak miał przed sobą ciężkie zadanie. Nie spodziewała się po nim żadnych problemów, ale na wypadek gdyby przesadnie się rozbujał, umiejętnie sprowadziła go na ziemię, półparadami studząc jego zapał i mocniej, ciężej siadając w siodle.
W galopie zresztą było podobnie, chociaż tutaj pozwoliła mu chwilę poszaleć, dotrzymując kroku folblutowi Sergeia.


Wystarczył mu wzmocniony nacisk łydki, by gładko przejść do kłusa. Poruszał się swobodnie, do przodu szedł z chęcią, ale nie wyrywał się nadmiernie, cały czas biorąc pod uwagę polecenia jeźdźca. Strzygł trochę uszami, czujnie nasłuchując równych dziwnych dźwięków, ale nie płoszył się. Nawet listek na pysku nie był taki straszny, wystarczyło lekko machnąć łbem. Wpatrywał się uważnie w drogę przed sobą, płynne pokonując kolejne metry bez żadnego zawahania. Zagalopował od razu, z niejaką radością rozciągając mięśnie. Czując, że amazonka pozwala mu na więcej rozszerzył foulę, swobodnie gnając za dość sporym koniem prowadzącym. Swobodnie pracował szyją, pewnie stawiał i odrywał kopyta od ziemi, rozciągając swoje ciało coraz bardziej. Jak na tak wiekowego konia w dalszym ciągu miał pewien motor w zadzie i bez wahanie szedł do przodu, chociaż w dalszym ciągu był skupiony na Naomi. W odróżnieniu od niektórych koni podczas galopu nie machał łbem jak opętany, całą siłę przeznaczając na bieg. Oddychał równo, korzystając w pełni z szerokiej klatki piersiowej. I ponownie przyśpieszył, najwyraźniej chcąc zaprezentować swojego możliwości. Może i nie miał olbrzymich szans z Desperado, ale z pewnością dotrzymywał mu kroku. Było przecież mówione, dzieciaki mogą mu pozazdrościć :lol2:

Alain - 2016-05-09, 23:22

-Jak rozkażesz.- mruknął, jednocześnie w pełni zgadzając się z wyborem miejsca. Jednak zaciągnąwszy się dymem, a po chwili wypuściwszy szary obłok, zmarszczył lekko brwi. Strzepnął nadmiar popiołu i przestępując z nogi na nogę, poprawił pakunki, które opierał na swoim grzbiecie. -Jesteś pewna, że tam? Wolałbym nie obudzić się obok flaka z doszczętnie wyssaną krwią.- parsknął pod nosem, powstrzymując się jednak od śmiechu. Zaraz przywołał na swoją twarz odrobinę więcej powagi i nie odzywając się już, westchnął cicho. Mimo wszystko te cholerne komary i tak jakimś cudem dostaną się do środka namiotu, a wtedy nie będzie już tak spokojnie. Jednak brunet nie chciał narażać się na samym początku, więc odpuścił i nie zmieniał już swojego zdania. Niech Monroe ma tę uciechę podczas wybierania miejsca do rozstawienia namiotu.
-Idę, Królewno.- odparł z tą samą ironią i posłusznie ruszył za Monroe. Zaznaczę, że namiot, a właściwie wszystkie jego części były we wspomnianej torbie, którą niósł Francuz. :lol: W międzyczasie pozbył się papierosa i do wolnej już ręki zabrał drugą torbę, w której była reszta potrzebnych rzeczy. Szedł za jasnowłosą niczym tragarz, tylko czekając na liczne zmiany zdania, które mogły nastąpić po drodze. Sądzę jednak, że ostatecznie dotarli do tego upragnionego miejsca i brunet we wskazanym miejscu mógł rzucić wszystkie pakunki.
-Ja niosłem, ty rozkładasz.- stwierdził, wymownie spoglądając na przyjaciółkę. Podparł się pod boki, nie dając jej żadnych powodów, do tego, by mogła myśleć, że to on zacznie rozkładać ten pieprzony namiot. -Ja co najwyżej mogę czytać ci instrukcję i wszystko wypakować.- dodał, po chwili kucając i wyjmując wszystkie części. Zerknął ukradkiem na blondynkę, chcąc zarejestrować jej mimikę, która pewnie w tym momencie mówiła aż zanadto.

Drew Pascail - 2016-05-09, 23:24

Ponownie zwrócił uwagę na Delphine, gdy ta się do niego odezwała, mówiąc coś o urokliwości obozu nad jeziorem. Trudno byłoby się z tym nie zgodzić, więc odpowiedział jej uśmiechem. Właściwie powinien ruszyć tyłek, podejść do niej i uścisnąć dłoń, lub pocałować powietrze nad nią, chociaż ostatnio tego nie robił, bo kobiety dziwnie się na niego patrzyły, ale póki co ciemnowłosa kobieta, która przedstawiła się jako Delphine siedziała niedaleko, więc trudno było by mu to wykonać.
- Drew. - przedstawił się, rozwiewając w końcu jej wątpliwości co do swojego dość oryginalnego imienia. Chociaż nie tak niecodziennego jak Delphine. Po chwili zastanowienia znów do niej przemówił.
- Wydaje mi się, że widziałem cię wcześniej, to znaczy podczas rajdu. Jechałaś na angliku, wyścigowcu? Wyglądał mi na konia z ADHD - odezwał się w dobrych intencjach, nie chciał obrazić Scho Can Do ani tym bardziej Delphine swoim komentarzem.
Spojrzał ponownie na Caroline, z utrzymującym sie na jego twarzy urokliwym uśmiechem.
- I rozumiem, że to szczęście to ty? - zażartował. Czuł się zaszczycony obecnością i uwagą dwóch pięknych pań i w żadnym razie nie chciał dopußcić do tego, by któraś z jego towarzyszek poczuła się pominięta.

Aaren Wayford - 2016-05-09, 23:26

Nieświadoma tego ile razy jej imię padło podczas dynamicznie toczącej się dyskusji w grupie pierwszej, która jako jedna z wielu miała problem z rozłożeniem namiotu.
Powoli faktycznie zaczynała przyspiać, pozwalając ciału rozluźnić się na ten krótki moment, odpoczynek nie trwał jednak długo, bo już po chwili namiot wpuścił do środka znacznie więcej światła wraz z powrotem Tonego. Momentalnie otworzyła oczy namierzając uśmiechniętą twarz.
- Jak tam, poradziliście sobie ?-zapytała zaciekawiona całym tym zamieszaniem z namiotem i wesołą gromadką.
- Za co mam Cię zabić, za to, że właśnie się przede mną rozbierasz ? - unosząc łuk brwiowy przyjrzała się nagiej klacie Tonego. - Nie przeszkadzaj sobie, kontynuuj.- wymruczała podkładając sobie splecione ręce pod główę.

Anonymous - 2016-05-09, 23:31

Francesca napisał/a:
.

Przyglądając się uważnie temu, co dzieje się dookoła niego, postawił uszy i ruszył chętniej do kłusa, gdy został o to poproszony. Trzymając swobodne tempo, nie miał problemu z tym by dotrzymać kroku pozostałym koniom przed nim. Poniekąd reagował trochę za swoją amazonkę, na podstawie tego co działo się przed nim, a skoro wszyscy przeszli do galopu, Second nie śmiał zostać z tyłu. Sprawnie odpowiedział na pomoce i ruszył na prawą nogę. Wpierw łagodne foule, które szybko zastąpiło mocniejsze tempo dyktowane przez czołowe konie. Co z tego, że między nimi poniekąd była mała rywalizacja. Kasztan po prostu nie chciał odstawać, nie mając jednak na celu podejmowanie próby wyścigów z pozostałymi końmi.
Nie mniej jednak mocno się rozciągał, mając na uwadze swojego jeźdźca. Nie chciał jej skrzywdzić, jednak musiała mu pozwolić utrzymać takie tempo, by nie została gdzieś z tyłu.

Sergei - 2016-05-09, 23:34

Grupa 4 i ogół

Poklepał swojego podopiecznego po łopatce, nagradzając go za przyzwoite sprawowanie. Wydłużył jeszcze trochę wodzę i choć pozostawał na kontakcie był on dość lekki, bardziej chodziło o to, by Desperado nie zapomniał o jego obecności. W pewnym momencie pozwolił mu nieco przyśpieszyć na ładnej, równej prostej, która ciągnęła się między nimi. Niech sobie chłopak polata nieco, co mu będzie Rus zabraniał. Co jakiś czas, nie zważając na pęd obracał głowę (delikatnie, by nie zaburzyć sobie równowagi) i sprawdzał tym samym, co dzieje się z grupą. Gdy uznał, że gniadosz dostatecznie się wyszalał usiadł w siodło, nabrał wodzy i zaczął stopniowo zwalniać. Wydawał komendy "do kłusa" i "do stępa" w odpowiednich odstępach czasu, dając grupie czas na reakcję. W nieco ostrzejszy zakręt wjechali już opanowanym kłusem, mężczyzna ponownie pogładził podopiecznego po łopatce, po czym dał sygnał do stępa. W tym tempie bez większego problemu dotarli już z występowanymi końmi nad jezioro.
- Drogie panie, koniec wycieczki, dotarliśmy do upragnionego punktu - powiedział, salutując im po raz kolejny.
Spokojnie podjechał gdzieś na ubocze, by nikogo nie staranować i zszedł z gniadosza, powstrzymując stęknięcie. To nie na jego wiek, ale zabawa i tak była przednia. Spokojnie odpiął wędzidło oraz wodze, by móc zrobić użytek z samego kantara, rozsiodłał Desperado, zdjął ochraniacze, po czym poklepał go i ruszył w stronę ogrodzeń. Wypuścił go na jedno z ogrodzonych pastwisk, zastanawiając się, czy nie wprowadzić go może do jeziora. Z drugiej strony, najpierw należał mu się chyba odpoczynek, a przede wszystkim Rus musiał zaopatrzyć go w wodę, jak ten już ostatecznie się odpręży. W międzyczasie zobaczył stojącego na uboczu Winning Mooda, co było dość dziwne. Pracował kiedyś z siwkiem i wydawał mu się naprawdę porządny, tak więc podszedł bliżej ogrodzenia i zacmokał cicho. Powiedz, Mood, co tam się dzieje?



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group