Foudre Rouge - 2016-12-26, 00:25 Podczas stępa wypuścił nisko łeb parskając przy tym głośno, chwilowy odpoczynek był mu potrzebny i to zdecydowanie. Obijając gęstym ogonem o stawy skokowe maszerował spokojnie, nie rozglądając się nawet na boki. Kątem oka zerkał jedynie w stronę obsługi, która poprawiała drągi na galop.
Ruszając kłusem po okręgu, bezproblemowo zagalopował od zadu prezentując płynny i lekki galop, niosąc spokojnie głowę pozostawał oparty miękko na wędzidle. Nakierowany na drągi poruszał się po nim w równym tempie, sprawnie pokonując po jedynym podczas każdego kroku w galopie. Powtarzając ćwiczenie nie nudził się choć jego bystre ślepia szukały w otoczeniu nowego obiektu zainteresowanie.
Mając teraz do pokonania drągi po łuku musiał nieco bardziej się skrócić i postarać aby wyjść z tego z twarzą. Jako, że szanował drągi to nie pozwalał sobie na to aby trącić którykolwiek z nich. Po opuszczeniu koła, po którym pokonywali dotychczas drągi dostrzegł stojącego krzyżaka. Zarówno z wskazówką z jednej jak i drugiej strony, przeżuwając krótko metal w pysku.
O ile drągi nie wywoływały w nim żadnych emocji to stojąca koperta już tak, nakierowany na wprost przeszkody, starał się wyciągnąć Jess do niej. Mocniej zapierając się na pysku wyrwał, w zawrotnym tempie pokonując krzyżaka. Co prawda ledwie wyrobił się pomiędzy drągami ze względu na swoje gabaryty ale poradził sobie dobrze.
Na drugą stronę był już o wiele spokojniejszy i niejako dawał się kontrolować Jess. Po pokonanej przeszkódce, przeszedł do kłusa, a później stępa. I ponownie kontynuując galop potrząsnął nerwowo łbem, zdążył się podekscytować obecnością przeszkód i skakaniem, które zawsze sprawiało mu ogrom frajdy.Jessie - 2016-12-26, 01:17 Tym bardziej wprowadzała przejście do niższych chodów, a nawet zatrzymania między skokami, by mieć szansę zapanować nad entuzjazmem konia. Niby dobrze, że był taki chętny, ale z drugiej strony nie chciała dopuścić do sytuacji, w której Foudre zacząłby ją wozić po parkurze. A mógłby, w końcu miał dużo więcej siły...
Niemniej, kolejnym obiektem zainteresowania padł szereg złożony z dwóch przeszkód - stacjonaty i oksera, oddalonych od siebie o dwie foule galopu, z drągiem przed stacjonatą. Pokonawszy ostatni raz krzyżaka, Jessie obrała dość ciasny najazd na wspomniany szereg, nie chcąc jechać go z daleka co mogłoby niepotrzebnie nakręcać konia. Tworząc korytarz z pomocy doprowadziła go do pierwszego członu i zgrała się z ruchem konia w trakcie skoku. Tuż po wylądowaniu wyraźnie go przytrzymała by nie wyrwał do oksera i dopiero przed nim dała mu łydkę, wskazując miejsce odbicia i wraz z nim przeszła do półsiadu, oddając wątrobianemu wodze. Po skoku pogalopowała na ścianę i w zależności od tego jak mu poszło, albo zrobiła powtórkę na tej samej przeszkodzie, albo naprowadziła Foudre na oksera ze sztucznym rowem. Nie unikała takich przeszkód na treningu wiedząc, że mogłoby to grozić niemiłą niespodzianką na zawodach, toteż od początku przyzwyczajała swoje konie do dziwnych podmurówek czy rowów.Foudre Rouge - 2016-12-26, 01:39 Wyciszał się powoli choć w żyłach płomienno grzywego wciąż buzowała adrenalina i był wyraźnie pobudzony. Mimo to skupiał się na stawianych mu wyzwaniach i oczekiwaniach jeźdźca.
Galopując spokojnym tempem po pokonaniu krzyżaka nawet nie pomyślał o stojącym szeregu, dopiero po wyjechaniu zakrętu ujrzał szereg. Podnosząc wyżej głowę przyjrzał mu się uważnie mocniej napierając na wędzidło, nie miał szans rozpędzić się zbyt mocno ale nawet przy oddaniu pierwszego skoku, Jessie mogła poczuć z jak wielką siłą wybił się do góry, składając mocno i jednocześnie ciągnąc szyją po przodu. Po wylądowaniu miał mało miejsca we względu na oddany solidny skok na pierwszym członie, stąd też przytrzymanie było jak najbardziej potrzebne.
Mocniej podstawiając zad skoczył niemalże z miejsca, mocno musząc nadrobić z zapasem aby przypadkiem nie strącić drągów. Powtórka szeregu wyszła już znacznie lepiej, nauczony doświadczeniem rudzielec nie ciągnął już tak mocno z obawy przed wbiciem się w przeszkodę.
W dystansie galopował o dziwo spokojnie, pozwalając się prowadzić niemal w kilku palcach, dopiero przed przeszkodami pokazywał rogi i tak razem było podobnie. Galopując spokojnie do czasu, zaczął atakować okser parę metrów przed mocno się rozpędzając, wobec jego siły Jessie nie miała żadnych szans. Zbyt szybkie tempo poskutkowało tym, że rudy co prawda oddał skok, ale tyłami zdjął drugi drąg oddając płaski skok. Lekko zbarowany przy kolejnym skoku był już znacznie bardziej ostrożniejszy i spokojniejszy.Jessie - 2016-12-26, 02:07 Starała się zapobiec wyciągnięciu do przeszkody, ale nawet odchylenie się do tyłu i wyrazista seria półparad na nic się nie zdały. Nie zostało jej nic innego niż zabrać się z koniem w skoku, jeżeli nie chciała się przypadkiem rozstać z siodłem... Nawet udało jej się nie spóźnić z ręką, ale koń i tak zdjął drugi drąg, o czym chyba przekonali się wszyscy obecni zważywszy na ogromny huk. Na szczęście drąg nie zaplątał się ogierowi między nogi, toteż udało im się bezpiecznie wylądować. Jess od razu przeszła do kłusa nie tylko dając obsłudze czas na podniesienie drąga, ale też by sprawdzić czy koń nie kuleje. Trochę też skoczyło jej ciśnienie, ale mimo wszystko podjęła kolejną próbę pokonania oksera i ponownie zagalopowała, by po uregulowaniu tempa raz jeszcze skoczyć przeszkodę, tym razem pod większą kontrolą i na czysto. Od razu pochwaliła Foudre klepaniem po szyi i po chwili przeszła do kłusa, wjeżdżając na koło na którym poprosiła konia o żucie z ręki. Tym akcentem skończyła trening, przeszła do stępa i stępowała przez 15 min na drugim śladzie. Przed opuszczeniem hali zsiadła i okryła konia derką, po czym wyprowadziła go do stajni. /ztFoudre Rouge - 2016-12-26, 02:20 Atakując okser kolejny raz był o wiele bardziej uważny i ostrożniejszy niż za pierwszym razem. Spokojnie i w dość równym tempie podszedł pod okser i oddał skok z naprawdę solidnym zapasem, nie chcąc zahaczyć chociażby krawędzią kopyta.
Pokonując przeszkodą na czysto wylądował miękko i elastycznie, amortyzując siłę skoku. Poklepany chętnie przeszedł do kłusa parskając głośno i zrzucając z siebie nadmiar emocji. Parując poruszał się lekko kłusem nos wypuszczając w dół i bawiąc się wędzidłem. Dopiero po przejściu do stępa mógł odpocząć i pozwolić sobie na lenistwo.
Nakryty derką razem z Jess opuścił halę.
/ztJessie - 2016-12-27, 15:15 Wróciła na tę samą halę; raz, że wciąż było tu niewiele koni, dwa, że rozstawione dla niej poprzednio drągi i przeszkody wciąż były tu obecne. Zanim dosiadła Watchmana poprosiła kogoś z obsługi o parę zmian, po czym zdjęła z karosza derkę, podciągnęła popręg i po założeniu kasku w miarę sprawnie dosiadła jego grzbietu, chociaż przez rosnący z tygodnia na tydzień brzuszek wcale nie było to takie proste... Niemniej nie omieszkała się pochwalić czterolatka jeżeli stał grzecznie podczas wsiadania i wzięła wodze na kontakt, pozostawiając je jednak na tyle długie, by koń mógł w początkowej fazie rozgrzewki swobodnie nieść szyję. Prowadziła go po drugim śladzie, innym parom pozostawiając wolną ścianę. Naturalnie wymagała od konia aktywnego kroczenia naprzód, póki co nie kłopocząc go żadnymi skomplikowanymi ćwiczeniami - zmieniała jedynie od czasu do czasu kierunek przez przekątną lub półwoltę, najeżdżała na leżące płasko drągi ustawione na stęp, generalnie dając Watchmanowi czas na rozbujanie się w stępie.Watchman - 2016-12-27, 16:37 Pewnie wkroczył na halę, łypiąc na białe świetlówki i porozstawiane drągi, przeszkody. Kilka z nich wyraźnie przykuło jego uwagę, choć raczej nie pozytywnie - kask był nieodzowny podczas dosiadania karusa, ogier był na tyle pobudliwy i elektryczny, że zrezygnowanie z takich środków bezpieczeństwa było poważną lekkomyślnością.
Zaczekał aż Jessie znajdzie się na jego grzbiecie, wyciągnął w dół szyję i ruszył swobodnym stępem wzdłuż trasy wyznaczonej przez amazonkę. Przy kilku przeszkodach spinał się wyraźnie, zadzierał wysoko łeb, fukając niepewnie na zbyt barwne drągi. Potrzebował chwili nie tylko na rozbujanie się fizycznie, ale i umysłowo - tego rodzaju bodźce po przerwie w pracy na nowo jawiły mu się jako potencjalnie niebezpieczne, wymagające zbadania. Wystarczyła jednak krótka chwila, podczas której karus mógł się przyjrzeć dokładniej swoim lękom i od razu odpuszczał. Wyraźnie rozluźnił krok, lekko podstawił zad i zaczął powoli mielić wędzidło. Teren zbadany, więc młodzieniec jest gotów do pracy! Na inne konie spozierał tylko z lekkim zainteresowaniem, o wiele bardziej interesowała go jednak amazonka. W miarę płynnie wyginał się na łukach, chętnie przekraczał drążki, wyżywając nagromadzoną podczas przerwy energię.Jessie - 2016-12-27, 16:55 Była równie czuja co ogier, zwyczajnie nie chcąc zostać zaskoczoną nagłym zrywem. Nie oznacza to jednak, że się usztywniła; wciąż płynnie podążała biodrami za kołyszącym ruchem konia, pilnując go przede wszystkim w dostawionych łydkach. W przypadku Watchmana również musiała postawić pierw na rozładowanie nadmiaru energii, toteż po paru minutach stępa i lekkim skróceniu wodzy od razu zarządziła ruszenie kłusem, ćwiczenia w stępie odkładając na później. Najlepszą metodą na strachy i głupie pomysły była aktywna jazda do przodu, toteż Jessie od razu narzuciła młodemu aktywne tempo kłusa, podczas którego oczywiście anglezowała, dając jego plecom czas na rozgrzanie się. W kłusie podobnie jak w stępie, krążyła po całej hali, nie unikając "strasznych" narożników i przeszkód. Skupiała jednak uwagę konia pojedynczymi półparadami lub podstawową gimnastyką na kole (poruszanie się w wygięciu, powiększanie i zmniejszanie średnicy koła), tak by nie stwarzać Watchmanowi okazji do płoszenia się.Watchman - 2016-12-27, 19:29 Płynnie przeszedł w bardzo żwawy, rytmiczny kłus. Ba! Parł do przodu nawet odrobinę za szybko, do porządku przywołała go pierwsza półparada po której delikatnie obniżył łeb, podążając za wędzidłem i podstawił lekko zad. Nie był jeszcze dość wyrobiony w mięśniach, by zaokrąglić się mocniej, nie tracąc na rytmie i równowadze. Przez pierwsze kilka minut był mimo wszystko dość spięty - nie uwypuklił grzbietu, jego ruchowi brakło płynności.
Nie działo się to jednak bez powodu - musiał w końcu zmierzyć się ze swoimi lękami! Skupienie na pracy i spokój jeźdźca pozwoliły mu jednak na uświadomienie sobie, że to właściwie nic takiego strasznego. Stopniowo przekierowywał, więc uwagę na pracę i amazonkę, tracąc zainteresowanie tymi wybitnie kolorowymi drążkami. Spokojnie pożuł wędzidło, wyraźnie odpuszczając w szyi i uwypuklając lekko grzbiet. Gimnastyka, trochę wyginania zachęciło go do rozluźnienia.
Ćwiczenia nie były jednak ponad poziom jego umiejętności - bez problemu radził sobie z wpisywaniem się w wyznaczone łuki, bez tracenia na balansie.Jessie - 2016-12-30, 15:24 Pomagała mu w osiągnięciu rozluźnienie poprzez utrzymywanie optymalnego tempa kłusa. Nie goniła go, pozwalała mu iść spokojnie, w swoim tempie - oczywiście bez popadania w drugą skrajność, bo bez porządnego ruszenia się nie miał też szansy na pozbycie się trzymających go jeszcze spięć.
Niebawem wplotła w jazdę drągi, tym ruchem kategorycznie zmuszając konia do zaakceptowania ich obecności. Zdając sobie sprawę z tego, że na początku robił na nie duże oczy, przy najeździe na leżące na ziemi drągi w ilości sztuk pięciu mocniej zamknęła Watchmana w łydkach, dodatkowo go aktywizując. Jednocześnie pilnowała kontaktu na wodzy, zmniejszając ryzyko ewentualnego spłynięcia w bok. Za poprawne pokonanie drągów nagrodziła konia klepaniem po szyi, po czym wykonała nawrót by przejść przez drągi także z drugiej strony, a następnie powrócić na chwilę do wcześniejszych ćwiczeń w kłusie. Po nich ponownie zainteresowała się drągami, tym razem robiąc nieco więcej powtórzeń, po których wróciła na ścianę z zamiarem zagalopowania. Wykonała je w narożniku, ułatwiając koniowi zagalopowanie na dobrą nogę i gdy tylko przeszedł do oczekiwanego chodu, przeszła do półsiadu by także w galopie odciążyć grzbiet czterolatka. Pozwoliła mu galopować żywo i w miarę swobodnie, tak jakby robił to luzem.Lisa - 2017-01-13, 22:24 Wybrała ta halę, bo wszędzie indziej chyba był tłok i masa koni a ona wolała raczej w spokoju przeprowadzić tą jazdę. To nie tak, że się obawiała, ale łatwiej gdy Loczka nie będą rozpraszać inne konie. Tak więc uprzedziła głosem o swoim wejściu, po czym zamknęła za sobą drzwi. Od razu podprowadziła ogiera do schodków, podciągnęła popręg i dość sprawnie wsiadła.
Nasunęła rękawiczki na palce, jednocześnie dając mu lekką łydkę do jazdy naprzód. Wodze na razie całkiem luźno. Dziewczyna swobodnie siedziała w siodle, nie okazując żadnych objawów lęku. Może jeszcze nie wiedziała co ją czeka . A może Lockhard okaże się dzisiaj grzeczny. Skierowała go na ślad, w swobodnym stępie wykonując pełne okrążenia i często zmieniając kierunek po dużych łukach.Lockhard - 2017-01-13, 22:35 Lockhard oczami wyobraźni zapewne już widział jak wchodzi na dużą halę i robi wejście smoka, ale Lisa zniweczyła jego plany zabierając go w o wiele bardziej kameralne miejsce. To jednak nie przeszkodziło mu w napuszeniu się na widok innych koni, na czym jednak poprzestał. Przynajmniej w tej chwili. Pozwolił się w spokoju dosiąść, generalnie nie dając Lisie żadnych podstaw do niepokoju. Był grzeczny jak baranek, więc nawet rzucone wodze nie były dla niego zachętą do pokazania rogów. Póki co jedynie raźno kroczył przed siebie, wszędzie tam, gdzie dosiadem kierowała go Lisa i oglądał sobie inne konie oraz halę niczym na wycieczce krajoznawczej. Brakowało jeszcze żeby zatrzymywał się w celu kontemplacji, ale na szczęście nie miał takich pomysłów, bo coś mu podpowiadało, że ten długi bat spokojnie dosięgnąłby jego zadka w takiej sytuacji, a to przecież niedopuszczalne .Lisa - 2017-01-13, 22:52 Po kilku minutach takiego luźnego stępa zatrzymała go przy jednym ze stojaków. Jedna ręką trzymając za wodze, drugą zdjęła polarową derkę i odwiesiła na stojak. Pchnęła go lekko biodrem do ponownego ruchu naprzód i zaczęła powoli zbierać wodze. Krzyżem i kością ogonową pracowała trochę "pod siebie", aby angażować zad karusa. Łydka działała lekko aktywizująco, ale sygnały przez nią dawane były bardzo subtelne. Na razie nie chciała od niego ustawienia, starała się mu zaokrąglić szyję tak, aby z nosem został dalej w dole i zaangażował mięśnie grzbietu. Aby trochę go pogimnastykować już w stępie wjechała na obszerne koła, często zmieniała kierunek. Co jakiś czas też zatrzymywała go, starając się używać głównie dosiadu. Tym samym próbowała go wyczulić na swoje pomoce - tzn. bardzo lekką rękę i delikatną łydkę. Co jakiś czas działała półparadą aby został z nosem w dole, trochę jak przy żuciu z ręki.Lockhard - 2017-01-13, 23:20 Zatrzymał się przy jednym ze stojaków i podczas zdejmowania derki gwałtownie się spiął, jakby miał zaraz odfrunąć. Skończyło się jednak tylko na głośnym fuknięciu i zamaszystym ruchu ogona, co delikatnie wskazało na nadmiar energii Lockharda. Nie bał się przecież derki, po prostu szukał sobie pretekstu do świrowania. Po skróceniu wodzy i wypchnięciu biodrem do stępa, ruszył jednakowo aktywnie co z początku, z tą różnicą, że od razu zaokrąglił dotąd wyprostowaną szyję i lekko naparł na wędzidło. Z boku wyglądało to ładnie, ale w rzeczywistości oszukiwał z ustawieniem, którego nawet nikt od niego teraz nie chciał. Wystarczyła mu jednak chwila by porzucić ten pomysł: nie mógł być przecież obojętny na pracę dosiadu i półparady, które prosiły go o coś innego niż zaproponował na początku. W rezultacie powoli zaczął używać mięśni w pożądany sposób, to jest uruchomił bardziej zad i lekko podniósł grzbiet, co z kolei pomogło mu się zrównoważyć inaczej niż dotychczas. Od razu stał się lżejszy na ręce i chociaż szyja wciąż była lekko zaokrąglona, to nie było to już wymuszone i sztuczne, tylko naturalne. Wciąż jednak nie dało się oprzeć wrażeniu, że skrycie był jakiś spięty, jakby nabuzowany - ciągle próbował wyprzedzać myśli Lisy i dopóki nic się nie działo, zachowywał luz, ale wystarczyło choćby zatrzymanie by na ułamek sekundy budził się w nim nerwus. Zdradzał to co prawda jedynie mocniejszym machnięciem ogona czy odrywaniem jednego z kopyt od ziemi w trakcie stój, zupełnie jakby chciał ruszyć do przodu, ale jednak było to zauważalne. Prawdopodobnie jednak miało się to zmienić wraz z postępem rozgrzewki.Lisa - 2017-01-14, 18:11 Czuła, że się spina i denerwuję ale po prawdzie nie dziwiła mu się. Dawno nie chodził pod siodłem, nie mówiąc już o stałym i systematycznym treningu. Dlatego dzisiaj postanowiła nie stawiać przed nim wysokich wymagań i skupić się na rozluźnieniu i płynności chodów. Jeżeli będzie im dane dalej pracować wspólnie to na pewno dojdą do tego inne rzeczy.
Poklepała go lekko po szyi, chwaląc za dotychczasową pracę w stępie. Przyłożyła łydkę do kłusa, była jednak przygotowana na wystrzał do przodu . Była jednak stanowcza co do tempa, wymagała od niego dokładnie takiego jakiego chciała. A chciała standardowego kłusa roboczego, z zaangażowanym zadem ale bez pędzenia do przodu. Jej ramiona były znacznie wycofane do przodu, tylko sama miednica anglezowała w przód, tym samym pilnowała obszerności wykroku. W dalszym ciągu prosiła go aby pozostał z nosem w dole, z zaokrągloną szyją.
Kiedy względnie się z nim dogadała skierowała go na koła i ósemki, oraz proste jechane prze środek hali lub linią ćwiartkową. Na łukach wymagała adekwatnego wygięcia, na prostej oczywiście prostej kłody i ruchu w dwóch śladach.