To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Hala - Duża hala

Red Star d'Argent - 2020-04-08, 20:08

Holsztynka nie była zbyt oporna na naukę ani tym bardziej złośliwa, więc kiedy tylko zostało jej dosadnie pokazane, o co chodziło, dało się zauważyć dużą poprawę w jej pracy. Przy drążkach nie traciła równowagi ani nie obciążała bardziej przodów przez przesunięcie środka ciężkości, odnajdując dzięki temu lepiej optymalne tempo. Poklepana po szyi, parsknęła głośno i wjechała na koło, na którym przeszła do stępa. Nie była jeszcze zmęczona, ale przyjęła tę krótką przerwę z ulgą, bo mogła odsapnąć i przejść w galop z pełną werwą. Zagalopowawszy, tylko na początku chciała obrać nieco szybsze niż wypadało tempo, ale przytrzymana przez Hayley nie oponowała przed lekkim zwolnieniem, dzięki któremu nie miała tak szybko opaść z sił. Sporo wysiłku miało ją kosztować zmienienie kierunku jazdy, bo lotne zawsze były jej piętą achillesową, szczególnie po takiej przerwie od pracy. Nie zignorowała co prawda sygnałów do zmiany, ale wykonała ją bardzo nieporadnie, niemalże potykając się o własne nogi, co zaowocowało tym, że od razu sama przeszła do kłusa, w którym postawiła parę nerwowych, krótkich kroczków, żeby następnie zagalopować na drugą nogę. Zestresowała się przy tym nieco i zlała potem, ale był to tak krótki moment, że nie wpłynął znacząco na jej dalszą pracę. Dalsze wolty sprzyjały odzyskaniu przez nią rozluźnienia, z kolei inicjowanie przejść zmuszało do większego skupienia. Przejścia w dół sprawiały, że bardziej podstawiała zad i płynnie je wykonywała, pozostając w stałym ustawieniu.
Hayley - 2020-04-08, 21:50

Starała się nie dopuszczać do takich sytuacji, w których koń samodzielnie przechodził do chodu niższego, ale w tej chwili niewiele mogła już na to poradzić. Wiedziała, że będą musiały porządnie popracować nad lotnymi, a żeby zrobić je dobrze w ujeżdżeniowym znaczeniu należało włożyć w to wszystko ogromną ilość pracy. Dziś planowała wyłącznie trening skokowy, dlatego po porządnym rozgrzaniu konia w końcu zdecydowała się najechać na pierwszą przeszkodę. Ustawiona była mniej więcej w połowie ujeżdżalni, tak że dało się najeżdżać na nią po zniekształconym odrobinę kole (prostowanie przed i po przeszkodzie) i wypracowywać prawidłowe wyjeżdżanie łuków. Wjechała więc na duży okrąg, starając się mimo wszystko przed przeszkodą prostować klacz i wyrabiać jej elastyczność oraz ustawienie na pomoce. W narożniku skupiła się szczególnie mocno na prawidłowym wygięciu oraz w miarę łagodnym łuku, później na wyprostowaniu i lekkim zaangażowaniu zadu. Przeszkódka nie była wysoka. Miała około 80cm, ale stwarzała idealną podstawę do ćwiczeń. Jak zwykle Hayley starała się miękko poprowadzić na nią wyprostowaną już klacz i utrzymać to wyprostowanie jeszcze przez kilka foul dopóki nie weszły w kolejny zakręt. Na wysokości przeszkody, po przeciwnej stronie poprosiła o zatrzymanie, zagalopowanie na odpowiednią nogę i znowu najazd na przeszkodę. Takie ćwiczenie powtórzyła jeszcze kilkakrotnie, za każdym razem starając się zauważać odległości, nie wyprzedzać ruchu zwierzęcia i nie pozostawać bierną. Następnie zmieniła kierunek, gdzie wykonała podobną ilość powtórzeń.
Red Star d'Argent - 2020-04-08, 23:10

Zabrana na koło, wygięła się delikatnie wokół wewnętrznej łydki kobiety, nie mając większego problemu nawet z mocniejszym wygięciem. Jako raczej drobny koń była zwinna i elastyczna, co sprzyjało ciasnym parkurom i pozwalało na bardziej ryzykowne zwroty i manewry oraz skróty. Do tego potrzebna była jednak silna więź z koniem, aby móc mu zaufać i zwyczajnie czuć się na nim pewnie, chociaż charakter Argent raczej miały w tym pomóc. Wyprostowana bezpośrednio przed niewysoką przeszkodą, skierowała na nią oboje uszu i zlustrowała wzrokiem, nie dając się ponieść ekscytacji. Spokojnym tempem podeszła do stacjonaty, przed którą odbiła się w najwygodniejszym dla siebie miejscu, od razu podsuwając pod siebie przednie nogi. Charakteryzowała ją raczej oszczędność w oddawaniu skoków, więc nie zostawiała sobie wielkich zapasów, dzięki czemu Hayley raczej nie miała większego problemu z utrzymaniem równowagi w siodle. Zatrzymanie krótko za przeszkodą znowu nieco ją zaskoczyło, niemniej wykonała je dość karnie, chociaż przestąpiła z nogi na nogę w zniecierpliwieniu. Zaraz zagalopowała na wybraną nogę i najechała ponownie na przeszkodę, zabierając się do skoku, który i tym razem był raczej ekonomiczny.
Hayley - 2020-04-09, 09:26

Przy każdym takim powtórzeniu starała się zwracać szczególną uwagę na jakość zatrzymań, które być może dla Argent były dość trudne ze względu na emocje towarzyszące skokom, ale z całą pewnością miały swój cel. Właśnie dlatego ćwiczenie zakończyła dopiero, kiedy na obie strony udało im się zrobić po 2 prawidłowe zatrzymania, przy których klacz równo obciążała cztery nogi, nie tracąc przy tym na jakości oddawanych nad przeszkodą skoków. Ostatecznie Hayley zdecydowała się przejechać parkur rozstawiony na drugiej połowie hali, toteż chwilę pokręciła się w stępie między przeszkodami i rozplanowała trasę. Przeszkody miały najwyżej metr wysokości i chociaż były całkiem spore, nie zraziło to Hay przed spróbowaniem swoich sił z Argent. Chciała wiedzieć też czy kobyłka będzie w stanie podołać, tym bardziej że przy jeżdżonej już osiemdziesiątce nie sprawiała wrażenie jakby oddawanie skoków sprawiało jej szczególny problem. Najechała więc na pierwszą przeszkodę, od razu starając się wyprostować klacz i równo doprowadzić do stacjonaty. Na oko była trochę niższa niż reszta przeszkód, przez co Hay starała się również zaobserwować zachowanie kobyłki przy czymś trochę wyższym niż pokonywana wcześniej stacjonata na zniekształconym kole. W tym czasie Blondynka pewnie zamknęła ją w pomocach, odezwała się przyjaźnie i dodała łydkę tuż przed skokiem, by pomóc Argent w wymierzeniu odległości. Jeśli bez problemu pokonały 1, Hayley od razy zatoczyła obszerny łuk w prawo, zwracając przy tym szczególną uwagę na nogę i wyprostowanie, po czym nakierowała klacz na drugą przeszkodę. Tym razem był to okser, więc dodała odrobinę łydkę, by Gniada rozciągnęła się przed skokiem jednocześnie pilnując zaangażowania zadu.
Red Star d'Argent - 2020-04-09, 14:20

Wprowadzanie zatrzymań w takich momentach miały dać Hayley pewność kontroli nad wierzchowcem i zwyczajnego sprawdzenia go oraz tego, jak ustawiony na pomoce był. Argent ciągle była lekko rozkojarzona, co wynikało głównie z podekscytowania, ale zabieganie o jej uwagę nie było specjalnie trudnym zadaniem. Już przy drugim powtórzeniu zaczęła łapać sens tego ćwiczenia, a przy kolejnych wykonywała je bez większych zarzuceń, obciążając równo cztery nogi i pozostając w gotowości.
Podczas "spaceru" stępem pomiędzy przeszkodami znowu wydawała się być trochę zbyt radosna. Nie wynajdywała strachów w przeszkodach, a jedynie oglądała je, wykazując dość spore zainteresowanie. Wkrótce zagalopowała i podeszła do pierwszej przeszkody, przed którą została wyprostowana. Stacjonata nie budziła w niej większego wrażenia, tak więc pewnym, mocnym krokiem podeszła do niej, żeby po chwili zabrać się do lotu. Prawie metrowe przeszkody wymagały od niej już nieco więcej zaangażowania, ale dalej były w jej zasięgu, więc przeskoczyła jedynkę na czysto. Wylądowała na prawo i w tamtym kierunku skręciła, obszernym łukiem wymijając pozostałe przeszkody i po chwili znajdując się przed dwójką. Okser był dla niej już dużo większym wyzwaniem, więc zastrzygła jednym uchem i w dystansie wyciągnęła bardziej swój wykrok, żeby następnie odbić się z impetem od ziemi i poprawić jeszcze zadem. Wykazała szybką akcję przodów, przy czym lekko zaokrągliła szyję i wyciągnęła sylwetkę, po czym miękko opadła na podłoże.

Hayley - 2020-04-09, 15:14

Najchętniej poklepałaby klacz po szyi, ale tuż po lądowaniu za okserem musiały wykonać dość ciasny łuk, w którym Hayley zdecydowanie musiała się skupić i nieco skrócić krok kobyłki. Odchyliła się nieco do tyłu, przytrzymując za wodze, po czym dojechała łydką, by mimo wszystko zachować galop i poprowadziła Argent na trójkę. Kiedy tylko miała możliwość odrobinę rozciągnąć najazd, wykorzystała to, zyskując więcej czasu na wyprostowanie klaczy na prostej przed przeszkodą. Tak jak wcześniej starała się zamknąć ją w korytarzu z pomocy i dojechać łydką tuż przed przeszkodą. Miała tendencję do wychodzenia do skoku przed samym odbiciem, dlatego całą uwagę skupiła na wyczuciu odpowiedniego momentu i obciążenia lewego strzemienia, dzięki któremu Argent mogła wylądować na prawidłową nogę. Nakierowała ją na czwórkę ustawioną pod lekkim skosem, znów zmuszona wykonać kolejny mocniejszy łuk żeby zdążyć wyprostować klacz przed szeregiem i przede wszystkim dobrać odpowiednie tempo. Dla niewielkiej Argent mogło być ono nieco większe niż dla dużego konia, który w tak ciasnym ustawieniu mógłby nie zmieścić się pomiędzy dwiema kolejnymi przeszkodami.
Red Star d'Argent - 2020-04-09, 15:33

Zgodnie z wolą amazonki po wylądowaniu zagalopowała na lewo i weszła w trudniejszy zakręt w stronę trójki. Parkur nie należał do najłatwiejszych przez wymagające najazdy, chociaż nie było większych przeciwwskazań, żeby przejechać go właśnie na grzbiecie Argent. W dystansie do trójki skróciła się subtelnie, znowu bardziej zaokrąglając swój krok, a dzięki temu umożliwiając sobie manewrowanie pomiędzy ustawionymi przeszkodami. Przez to, że były ustawione w takim skupisku, czuła się nieco przytłoczona, ale nie stawiała większego oporu. Przed trzecią przeszkodą znowu skorzystała z możliwości wyciągnięcia się, gwarantując sobie kolejny czysty skok. Po wylądowaniu galopowała kilkanaście kolejnych metrów wzdłuż ściany hali, wykorzystując tę chwilę na delikatne podbicie zadem połączone z wesołym kwiknięciem, które miały dać upust jej radości. Nie było to w zasadzie nic groźnego, ale wpłynęło na ich kolejny skok, bo prawie w tej samej chwili została zabrana na lewo na czwartą przeszkodę. Nieco wytrącona ze swojej chwilowej ekscytacji spłaszczyła ten łuk i wykonała skok pod kątem, przez co nie miała wiele czasu na odpowiednie wyjechanie dystansu. Oddała dość spłaszczony skok, który zaowocował puknięciem w górny drąg stacjonaty, który ostatecznie jednak nie spadł. Argent skuliła nieznacznie uszy, ale po wylądowaniu kontynuowała posłusznie galop, po chwili wchodząc w dużo łatwiejszy niż przed chwilą najazd do szeregu 5ab. Głęboki zakręt sprawił, że miały sporo czasu na wyprostowanie się przed przeszkodami, a wraz z tym wycelowaniem prostopadle na ich środek.
Hayley - 2020-04-09, 16:40

Na szczęście dużo uwagi poświęcała prawidłowej postawie, przez co bryknięcie w półsiadzie było mniej wyczuwalne i nie doprowadziło do znaczącego zachwiania równowagi. Mimo tego nieco zdziwiła się takim zachowaniem, głównie śmiechem kwitując radość zwierzątka i kontynuowała przejazd jakby nic się nie stało. Dopóki klacz nie miała wobec niej złych zamiarów, nie tłamsiła jej radości i starała się miękko prowadzić klaczkę do kolejnych przeszkód. Tym razem czekał je dość obszerny łuk na lewo, ale spodziewając się bryknięć, Hayley starała się troszkę zmniejszyć najazd tak, by nie stracić na jego wartości. Wyszło dość średnio, bo własnie przez to zrobiły trochę za ostry łuk i tak musząc zmierzyć się z kolejną prostą. Nie pozostało jej więc nic innego niż odrobinkę zaprzeć się w strzemionach i dopiero przed kolejną stacjonatą znów wrócić do próby skumulowania klaczy i podstawienia na zadzie. Tym razem nie wyprzedziła jej ruchu, równo z koniem wychodząc do skoku i oddając rękę. Skupiła się na lądowaniu na prawo znowu prosząc o najazd na 7 przed którym zadziałała dokładnie w ten sam sposób, co wszystkie poprzednie razy i znów troszkę ostrym zakrętem poprowadziła klacz na 8. W tym miejscu ilość przeszkód faktycznie robiła się przytłaczająca, ale mimo wszystko Hayley starała się nie dać zwierzęciu powodów do niepokoju.
Red Star d'Argent - 2020-04-09, 16:54

Nigdy nie miała na celu skrzywdzić człowieka czy inne zwierzę, a takie występki były najczęściej efektem emocji czy znudzenia. Było to też bardzo łagodne bryknięcie, które nie wpłynęłoby na jej równowagę nawet gdyby się tak nie pilnowała. Jej krótki śmiech upewnił jednak klacz, że kobieta nie miała jej tego za złe. W zakręcie dojechały niemalże do ściany, kręcąc tak obszerny łuk, w trakcie którego gniada starała się sprostać oczekiwaniom Hayley i wygiąć wokół jej lewej łydki. Przeskoczyła zgrabnie pierwszy człon piątego szeregu, w dystansie do części b musząc mimowolnie poszerzyć krok, aby dokryć odległość i nie odbić się za wcześnie. Następnie zagalopowała tym razem na prawo, skąd podjechała pod bandę, gdzie ustawiona była stacjonata pełniąca rolę szóstej przeszkody. Znowu wykazała się opanowaniem przed nią i podeszła do niej spokojnym galopem, unosząc się bardziej na przodach na rzecz wzmocnionej pracy zadu. To własnie z niego czerpała siłę, żeby przeskoczyć stacjonatę i wkrótce zakręcić znowu na prawo. Ten kolejny raz był nieco trudniejszy, ale robocze tempo galopu i zewnętrzne pomoce jeźdźca sprawiły, że gniada nie wypadła z niego. Niemniej miały trochę mniej czasu na wyprostowanie przed siódemką, przez co ryzykowały skokiem pod skosem. Szczęśliwie tym razem Argent wyratowała sytuację bez puknięcia w drąg, wykonując wystarczająco wysoki skok. Lądując, wysunęła obie przednie nogi przed siebie i miękko powróciła na ziemię, po czym weszła w kolejny najazd na ósmą przeszkodę.
Hayley - 2020-04-09, 17:06

Za wytarowanie ich nad przeszkodą znowu pochwaliła klacz głosem do 8 doprowadzając ją już w znacznie większym skupieniu. Cały czas jadąc przed siebie, dopilnowała łydek i równego kontaktu, po czym dała sygnał odbicia i znów wyszła do skoku wraz z koniem, oddając przy tym rękę. Naparła lekko na lewe strzemię, od razu odwracając głowę w kierunku jazdy i poprowadziła Argent za trzecią przeszkodą, by dać sobie szansę na prawidłowy najazd na 9. Pokonały ją w takim samym stylu jak wszystkie poprzednie przeszkody, po czym Hayley poklepała klacz po spoconej szyi i poprowadziła na duże koło, by tym razem wydać sygnał na kłus. Nie chcąc zanadto męczyć kobyłki od razu zaczęła nieco luzować wodze, by zaraz wjechać na koło i wykonać żucie z ręki. Cały czas prosiła o aktywne tempo i podążenie za wędzidłem, by po kilku kołach zmienić kierunek i powtórzyć ćwiczenie. Następnie przeszła do stępa na luźnej wodzy, złapała za sprzączkę i cały czas klepiąc konia, stepowała kobyłkę aż do wyschnięcia co chwilę zmieniając przy tym kierunki. Dopiero kiedy jej sierść była już całkiem sucha, zjechały do stajni.
/zt

Red Star d'Argent - 2020-04-09, 18:07

Podejście do ósemki było już dla niej nieco trudniejsze przez znajdującą się blisko przeszkodę 5b, która zwyczajnie znowu nieco przytłaczała gniadą. Z tego powodu nieznacznie spłynęła na prawo, odbijając się w wyznaczonym miejscu, ale niemalże przyklejając do prawego stojaka, przez co Hayley musiała uważać na swoją nogę. Udało im się jednak uniknąć wpadnięcia w przeszkodę, a podczas lotu klacz nieznacznie wyciągnęła szyję, łapiąc w ten sposób lepiej równowagę. Na koniec czekał je prawdopodobnie najtrudniejszy element tego parkuru, jakim było samo dostanie się do wieńczącej go dziewiątki. Skręcając na lewo i wymijając trzecią przeszkodę, Red Star musiała niemalże przykleić się do ściany hali, żeby zmieścić się w niewielkiej odległości między nią a stojakiem trójki. To natomiast zaowocowało tym, że klacz nieznacznie zwolniła, dzięki temu sprawnie mieszcząc się i wkrótce najeżdżając na ostatni okser. Przed nim znowu wykonała subtelne wyciągnięcie angażujące wszystkie partie mięśni, po czym odbiła się, zostawiając sobie niewielki zapas, który jednak nie spowodował zrzutki. Po zakończeniu parkuru zeszła na koło, na którym zwolniła do kłusa i w nim stopniowo zaczęła wychodzić z nosem do dołu, podążając za wędzidłem i rozluźniając przy tym grzbiet i szyję. Był to raczej lekki trening jak na jej możliwości, ale w zupełności wystarczał do tego, żeby czuła satysfakcję po jego skończeniu, tym bardziej, że Hayley nie szczędziła jej pochwał. Kolejnych kilkanaście minut stępowały po hali, a kiedy gniada obeschła już z potu i uspokoiła oddech, skierowały się do stajni.
/zt

Luke - 2020-04-20, 18:28

Ukryj: 
Aaren Wayford napisał/a:
W żadnym wypadku, Aaren nie zarzucała Luke’owi tego, że kazał jej rozciągać nierozgrzanego konia o sztywnej szyi. Oboje jako jeźdźcy ujeżdzeniowi znali te wspomniane skróty myślowe i to właśnie nimi posługiwali się w trakcie treningu.
Pomoc Luke’a była nieoceniona jednakże odczucia Aaren z siodła często bywały odrobinę odmienne od tego co widział z ziemi pan trener. Utrzymywała nieruchomość do momentu, który sobie założyła, ale też nie chciała nadmiernie niecierpliwić Otella, co z kolei mogłoby przynieść odwrotny skutek.
Wykonując trawers dbała o to, aby ogier wykonywał ćwiczenie od jak najsubtelniejszych pomocy, w tym przeniesienia ciężaru chciała czy chociażby mocniejszego obciążenia danej kości kulszowej. Zgodnie z uwagami Luke’a starała się korygować konia na bieżąco, czy to przy pomocy bacika, którego używała doprawdy subtelnie, czy też mocnego zaakcentowania łydką.
Dbała jednak o to, aby był to jedynie krótki i wyraźny impuls, a nie nieustanne maglowanie konia łydkami i upominanie batem. Mając sporą wiedzę, umiejętności i staż jeździecki radziła sobie całkiem nieźle, aczkolwiek osoba z dołu często była niezbędna, aby korygować to, czego jeździec nie mógł zobaczyć z dołu. Bo choć wydawać by się mogło, że wszystko w góry wygląda okej, to często z dołu nie do końca tak było.
Dociągając popręg przy pomocy Luke’a dopiero wraz z jego komendą poprosiła Otella o równy i elastyczny ruch naprzód, przy czym biorąc do siebie uwagi Sugarmana, starała się pracować ciężarem ciała. W ten sposób mocniej angażowała zad i ustalała tempo kłusa. Prowadząc konia swobodnie pozwalała mu pozostać w dole na długiej szyi.
Dopiero po wstępnym rozkłusowaniu na łukach i zmianach kierunku, zdecydowała się na wprowadzanie łopatek, trawersów i rozciągania, przy czym cały czas na uwadze miała swojego ukochanego Synka. Naturalnie przy wykonywaniu elementów podniosła ogiera chcąc mieć lepszą kontrolę. Mówiła do niego i chwaliła go jednocześnie, każde nawet najmniejsze spięcie starając się przepracować spokojem i konsekwencją działań. Na szczęście w miarę upływającego czasu i postępu w treningach ogier stawał się spokojniejszy i odrobinę bardziej zrównoważony, choć wciąż nie brakowało mu ekspresji i wybuchowej głowy. <3
Po pracy nad elastycznością, o ile Otello zdołał się w pełni rozluźnić i przyjść do ręki oboje wraz z Lukiem rozpoczęli pracę nad przejściami i zatrzymaniami, które często po efektownym kłusie nie wychodziły do końca tak jak powinny.


Otello napisał/a:
Dodatkowa pomoc w treningu Otella była nieoceniona. Siedząc na nim ciężko było samemu wszystko zauważyć, głównie z tego względu, że praca z Otellem należała do bardzo emocjonalnym i nawet najspokojniejsza osoba prędzej czy później mogłaby się na nim zafiksować, pogarszając tym stan gniadego. Z Aaren dodatkowo łączyła go taka specyficzna relacja, w której pozwalał sobie na trochę więcej niż względem Luke'a, więc to, że ten miał dziś na nich oko, było naprawdę pomocne. Przede wszystkim Aaren nie musiała zgadywać, bo Luke znał już gotowe rozwiązanie na niektóre problemy i na spokojnie mógł przekazać ciemnowłosej tą wiedzę. Otellowi też to dobrze robiło, o czym Aaren i Luke mogli się przekonać chociażby na przykładzie wykonywanego właśnie ćwiczenia. Podpowiedź Luke'a sprawiła, że reakcja ogiera na łydkę przesuwającą zad znacznie się poprawiła, bez zbędnego zgadywania i żmudnego szukania rozwiązań. Zaczął wykonywać ćwiczenie lepiej, najwyraźniej szybko się ucząc i zadowalając się subtelnymi sygnałami, którymi starała się operować Aaren.
Więcej problemów miały przynieść te same ćwiczenia w kłusie, do którego Otello przeszedł nad wyraz chętnie. Miał sporo energii, która prowokowała go do spieszenia się, więc Aaren podczas pierwszych chwil musiała być bardzo konsekwentna. Reagował jednak na półparady i dosiad, więc ten pędzący kłus prędko przerodził się w coś lepszego - we wciąż aktywny, ale bardziej sprężysty ruch od zadu, w którym zachęcany do tego Otello szedł w niskim ustawieniu, rozciągając umięśnioną szyję i całą górną linię. Miał już sporo siły, która wymagała jednak tego, by czasem zareagować dosadniej, ale niosło to też ze sobą wiele plusów. Przede wszystkim mógł więcej, ale... nie zawsze chciał, co dało się zobaczyć po włączeniu tych samych ćwiczeń, co w stępie. W gruncie rzeczy były wykonywane poprawnie, bo Otello dobrze rozumiał oczekiwania Aaren, ale dopóki myślał o bieganiu, w niesmak było mu wykonywać łopatki i trawersy, na co zwyczajnie się boczył. Wiązało się to chcąc nie chcąc z lekkim usztywnieniem, a może bardziej niezadowoleniem, bo poza szastaniem ogonem, kulił też momentami uszy i wyraźnie pokazywał, że praca nad szeroko pojętymi chodami bocznymi nie jest jego ulubioną. Napinał się najbardziej podczas trawersów w lewo, które było jego słabszą stroną, na co nie było innej rady niż po prostu cierpliwie nad tym pracować. Ewentualnie wrzucić Otella na jakieś uspokajacze na trwałe, żeby tak nie przeżywał wszystkiego i trochę zwolnił ten szalony bieg myśli. :lol:
Mimo wszystko dało się z nim osiągnąć wystarczające porozumienie by dołączyć do rozgrzewki jeszcze przejścia, ale jak zostało już wspomniane, z taką energią i nastawieniem ciężko było mu wykonywać przejścia w dół w równowadze. Najczęściej po prostu wybijał się z rytmu i denerwował, ale nawet ciężko było się za to na niego gniewać, bo nie robił tego złośliwie, tylko po prostu ciągnęło go do biegania, przy czym był na tyle miły, że nie odwalał pod siodłem.



Rozpoznając w zachowaniu ogiera większe zapotrzebowanie na mocny ruch naprzód i to charakterystyczne dla niego napięcie, którego gimnastyka w chodach bocznych i przejścia nie były w stanie w dostatecznym stopniu rozładować, doszedł dość prędko do wniosku, że powinien zaproponować parze aktywność, która odpowiednio przeprowadzona potrafiła pomóc koniowi spuścić trochę pary.
- Dobra, jako, że nam się chłopak ewidentnie potrzebuje wybiegać, po tej małej gimnastyce którą zrobiliśmy do tej pory najlepiej będzie przejść do rozgalopowania, żeby się w końcu odważył wziąć większy oddech. - Kiedy zaczynał mówić, Aaren akurat chwilę wcześniej po raz któryś przeszła do stępa z kłusa, więc była to odpowiednia chwila, żeby ją poinstruować co do przebiegu zadania. - Przez moment daj mu po prostu skupić się na samym stępie, dodając naprzemienne, krótkie ustępowania albo wzdłuż linii środkowej, albo od ściany i z powrotem do ściany, tak żeby to proste zadanie jednak kazało mu myśleć w odpowiednim, nadawanym przez ciebie rytmie i nieplątaniu sobie nóg. Kiedy odczujesz, że jego głowa się choć trochę uspokoiła, wykonaj nieco dłuższe ustępowanie w stronę ściany, albo z linii środkowej, albo z połowy wolty, albo z innego dowolnego punktu. Dwa metry od ściany uprzedź go kilkoma wyraźniejszymi półparadami, a przed samym powrotem na ścianę sprawnie ale delikatnie przestaw pomoce, tak, żeby płynnie z ustępowania zagalopować. Staraj się już od wypchnięcia do galopu każdą foule wyjeżdżać głęboko, każąc mu aktywnie pracować tyłem, a przy tym jadąc go wyraźnie w zaokrągleniu w dół, jeśli będzie grzeczny to chętnie na dłuższej szyi, ale bez utraty kontaktu. Ważne, żebyś to ty kontrolowała cały czas tempo, ale jak wiesz, nie przez jazdę "wstecz", tylko za pomocą półparad. - Kiedy pani Wayford przystała już na jego sugestię, a w końcu po wykonaniu iluś ustępowań w stępie w różnych kombinacjach (podczas których oczywiście czuwał nad zachowaniem jak największej poprawności wykonania) zagalopowała, wówczas poinstruował ją, aby przez pierwsze okrążenie po prostu podążyła wzdłuż ścian hali, dbając o ustalenie aktywnego acz kontrolowanego rytmu. Podpowiadał jej, kiedy powinna była wyraźniej przejechać go łydką w rozluźniającej półparadzie, a niedługo zaprosił ich na koło wokół siebie, z początku standardowe, dwudziestometrowe.
- Możesz go na kilka foule subtelnie ustawiać do zewnątrz bez zmian w wygięciu, bez utraty kontroli nad tempem. Jak już zrobisz to kilka razy, zacznij stopniowo zmniejszać koło, działając ku temu zarówno odrobinę wzmocnionym ograniczeniem od zewnątrz, jak i wyważonym wyjeżdżaniem jakby od zewnątrz do środka dosiadem. Tylko uważaj, żeby nie zapadać się w postawie, bo nieumyślnie zaczniesz go ciężarem wypychać na zewnątrz. Na coraz mniejszym kole pamiętaj o podtrzymaniu impulsu, myśl o jeszcze większym opieraniu ruchu na tylnych nogach. - Kiedy powiedział wstępnie, jakie jest zadanie, wspierał koleżankę wskazówkami na bieżąco, by później poprosić o powiększenie i ponowne stopniowe zmniejszanie koła (nawet do średnicy 10 metrów), i jeżeli gniadosz sprawiał wrażenie mentalnie gotowego na przejście, zaproponował zmianę kierunku i nogi poprzez stęp i powtórzenie ćwiczenia dwa razy na drugą nogę. Jeśli jednak nie od razu tak było, wówczas prosił Aaren o skracanie go podczas zmniejszania koła i ponowne rozjeżdżanie podczas zwiększania, tak, aby dorzucić mu bardziej wymagające przejścia w ramach chodu, skoro to zmiany chodu go tak zżerały psychicznie. A jak już trochę się w tym galopie rozładował, to może dalsza praca mogła się okazać już przyjemniejsza i spokojniejsza.

Angel's Wings - 2020-04-22, 18:42

Naomi Eaton napisał/a:
...


To, że Naomi nie usiłowała go hamować w tempie, stawiając jednak na zrównoważenie, zdecydowanie spotkało się z pozytywnym odbiorem Angela, któremu nadal towarzyszył ten optymizm doskonały humor i niegroźne ożywienie. Przy tym zgodnie z pomocami od Naomi i pomimo żwawego tempa nie uwalał się na przodach, podstawiając zad i angażując się odpowiednio, również już po przejściu do kłusa, który w jego wykonaniu również był żwawszy. Siwek był całkiem zadowolony z takiego obrotu spraw. Wkrótce Naomi skierowała go na ósemkę, której centrum stanowił drąg. Zachowanie wciąż aktywnego i żywego tempa nie przeszkodziło mu w dokładnym wyginaniu się od jej wewnętrznej łydki na brzuszku ósemki, aby precyzyjnie wpisać się w ten łuk. Natomiast dojeżdżając do środka ósemki, tam gdzie stał pojedynczy drąg Angel po naprostowaniu z lekkością go pokonał, płynnie zmieniając nogę, zachowując przy tym równe, chociaż zgodnie ze swoim dzisiejszym upodobaniem aktywniejsze tempo.

Naomi Eaton - 2020-04-24, 00:17

Oferowane przez Angela tempo stanowiło dobrą bazę pod rozgrzewkę i sam trening, z czego Naomi była nad wyraz zadowolona. Z taką energią wszystko inne przychodziło łatwo, co dało się zauważyć głównie po tym, że oboje nie męczyli się przy wykonywaniu zadań. Krótko mówiąc, Nao mogła się cieszyć jazdą, a nie siłować i męczyć, co zresztą działało w obie strony, o czym też była przekonana czując że Angel porusza się lekko i chętnie. W miarę możliwości chciała jeszcze pogłębić ten stan, a więc po kilku minutach kłusa, w trakcie których nieraz wykorzystała ósemkę lub poprosiła siwka o dodanie/skrócenie kłusa, zaproponowała mu inne, trudniejsze ćwiczenie. Wjechała na koło o średnicy około piętnastu metrów, ale tym razem nie prosiła konia o wygięcie do wewnątrz, tylko na zewnątrz, gimnastykując go i rozluźniając. Kiedy dostrzegła jakieś oznaki pogłębiającego się rozluźnienia - lżejszy przód, parskanie, przeżuwanie i inne - poklepała oldenburga po wewnętrznej stronie szyi i wkrótce dodała do tych ćwiczeń jeszcze przejścia do stępa i ponowne zakłusowania. Każde przejście poprzedzała półparadą, nie chcąc zepsuć uzyskane rozluźnienia, no i oczywiście chcąc być fair wobec konia. Wykonywała je głównie od dosiadu, ale nie zapominała o wykończeniu przejść podparciem łydkami i krótkim przymknięciem ręki, żeby Angel pozostał podczas nich zwarty jak dotychczas.
Angel's Wings - 2020-05-07, 13:45

Poruszał się dalej aktywniejszym tempem nie pchając się też jednak przesadnie do przodu w tempie, usatysfakcjonowany obecną sytuacją. Pomimo swojego ożywienia był skupiony, nie zapominał o istnieniu Naomi, a jego krok faktyczne pozostawał lekki, Angel pomimo zapasów energii był rozluźniony, ale absolutnie nie rozleniwiony. Bez problemu poruszał się po wytyczonej mu przez Naomi ósemce, skracając lub dodając w kłusie w odpowiedzi na pomoce od właścicielki.
Nowe zadanie Angel przyjął z entuzjazmem, bo w końcu ile można kręcić same ósemki. Zaczęli wyjeżdżać koło, jednak zamiast wyginać się do wewnątrz Naomi poprosiła go o wyginanie się w drugą stronę. Na samym początku nieco się z tym pogubił, ale szybko zrozumiał o co chodzi, wyginając się na zewnątrz, co miało dodatkowo go rozluźnić. I w tym przypadku skupił się na ćwiczeniu, zachowując stałe tempo i szybko wykazując oznaki większego rozluźnienia w postaci lżejszego przodu i delikatnego, jakby od niechcenia przeżuwania wędzidła. Następnie ćwiczenie zostało wzbogacone o zwolnienie do stępa i ponowne przejście do kłusa, z czym siwek nie miał problemów, jego przejścia były płynne, tempo aktywne, a krok nadal lekki i elegancki (chociaż oczywiście nie mógł się tu mierzyć z dresażowcami), co wskazywało po prostu, że Angel dobrze się czuje na treningu.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group