To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Morze - Klif

Jonah Wrens - 2017-11-19, 13:58

-W żadnym wypadku.
To była moja wyprawa i nikt poza mną, albo nawet ja nie będzie wiedział jaki miała przebieg. Chociaż liczyłem na to, że nie zachleję mordy tak, żeby urwał mi się film bo mogłoby być nieciekawie.
-Nigdy Cie nie uderzyłem, więc raczej wiem.
Ile razy miałem ochotę jej oddać, tyle razy wisiała na moim barku albo robiłem jej inne nieprzyjemne rzeczy typu wiszenie do góry nogami. Dokuczałem jej, nie mogąc inaczej jej "oddać".
Kiedy wyrwała mi butelkę, najpierw zaprotestowałem, a potem zacząłem się z tego śmiać.
-I jak smakowała Ci moja ślina? Zupełnie jakbyśmy się całowali, nie?
Nie umiałem już być poważny i może to była bardzo dobra decyzja ze strony Lorien, ze zabrała mi alkohol.
-Może do kiedyś.
Przyłożyłem wskazujący i środkowy palec do czoła, żeby jej "zasalutować" i uśmiechnąłem się lekko w reakcji na jej jakże troskliwe pożegnanie. Sam zostałem przy ognisku dopóki nie zgasło i stwierdziłem, że zabiorę butelki, zostawiając tylko krzesełka i koce. Jak nie zapomnę to następnego dnia je zgarnę, a nawet jeśli nie to, nie było mi ich szkoda. Po wyrzuceniu butelek do śmietnika ruszyłem dalej w miasto, w znanym tylko sobie kierunku.
/zt

Naomi Eaton - 2018-07-24, 22:58

Gdy Lottie wyszła z Belkiem przed stajnię, Naomi zaproponowała wyjazd na plażę. Niektóre z nich, szczególnie te rozciągające się wzdłuż klifu, były puste nawet w sezonie, więc dziewczyny mogły sobie pozwolić na taką przyjemność. Była to zresztą najlepsza z opcji - było słonecznie, gorąco, a w dodatku nad morzem nie było natrętnych owadów. Naomi miała tylko nadzieję, że oba konie będą się dobrze czuć na plaży, bo prawdę mówiąc - niewiele wiedziała o swoim dzisiejszym wierzchowcu.
Dotarcie do wspomnianych, spokojnych miejsc wiązało się jednak z dłuższym spacerem stępem po okolicznych łąkach. Nao jeszcze nie była pewna, w której pozycji Latte będzie czuła się najpewniej - na czele czy na ogonie - dlatego póki co jechała w bezpiecznym odstępie równolegle do Belvedere, prowadząc w łydkach gniadą i dając jej sporo swobody z przodu.
- To jak ci się u nas podoba? - Zagadnęła dziewczynę. Ich ostatnie spotkanie miało miejsce gdy Charlotte dopiero co zawitała w stajni, więc Naomi była teraz ciekawa jej wrażeń po tylu tygodniach. Z jakiegoś powodu została, więc chyba nie było źle...
Chylące się ku horyzontowi słońce przyjemnie grzało w plecy, wywołując prawdziwe wakacyjny klimat. Naomi uwielbiała tę porę roku, szczególnie jeśli chodzi o długie wycieczki wierzchem. Aż szkoda, że rajd zawsze był organizowany wiosną! Z uczniami niestety nie miała czasu jeździć tak daleko, więc jeśli już jechała z nimi na plażę, to tylko zimą, a przecież lato dawało znacznie więcej możliwości. Jak na przykład galopy po wodzie...

Latte Macchiato - 2018-08-06, 00:32

Zerkała co rusz na Belvedere z lekkim strzyganiem uchem, odsuwając się od niego i fukają, aby sobie nie pomyślał, że może się do niej zbliżać! CO TO TO NIE! Dla Naomi zdawała się być bezproblemowa - posłuszna. Reagowała na najmniejszy sygnał, posłusznie kierowała się we wskazanym kierunku, i choć wolała iść na czele, była skłonna iść wszędzie, nawet w przeciwnym kierunku. Typowy profesor, choć zaawansowani jeźdźcy nie mieli z nią zawsze tak łatwo - gdy czuła, że ktoś więcej od niej wymaga, wtedy i ona wymagała od niego więcej. Tym samym kończyło się próbami ucieczki od przeszkody, czy zagryzaniem wędzidła, co rzadko zdarzało się pod młodymi jeźdźcami... bądź początkującymi. Z czasem podróży zaczęła się przyzwyczajać do obecności Belvedere, nie spinała się już tak i szła normalnie starając się reagować na pomoce Naomi w nawiększej czułości. Skupiała się na niej, co było widać po choćby jednym uchu, skierowanym na nią, rozluźnieniu czy momentalnej reakcji na pomoce. Mimo to obserwowała także teren wokół, zerkając ostrzegawczo na wszystko, co wydawało się jej nowe, mimo to nie reagowała na nic strachem, zdając się na jeźdźca i fakt, ze ten się nie bał.
Im bardziej wychodzili z terenu stajni, tym bardziej się obawiała, zdawała się to czasami pokazywać krótkim spięciem bądź zwolnieniem, wystarczyła jednak lekka sugestia, by ruszyła dalej. Tyle strachów, tyle nowych rzeczy, ale ufała i zdawała się na Naomi, być może dlatego, że nigdy zaufanie wobec ludzi nie doprowadziło jej do niczego złego?

Charlotte - 2018-08-06, 08:38

Po przygotowaniu Belvedere wyprowadziła go ze stajni, zauważyła Naomi do której krótko się uśmiechnęła, zgadzając się na wyjazd na plażę. W rodzinnych stronach bardzo często wybierała się na fiordy, obserwując stamtąd wraz z kopytnymi piękne, norweskie krajobrazy. Wsiądwszy na Belvedere wzięła go na lekki kontakt, prowadząc w pobliżu Nao, ale w odległości. Może mu jeszcze coś odwalić przy klaczy i nie daj Boże, Lottie sobie nie porwadzi?
- Jest naprawdę fajnie. Na początku się trochę bałam, bo Orchard wygląda na stajnię stricte sportową, ale przekonałam się, że tak nie jest. - Uśmiechnęła się delikatnie do blondynki, która była pierwszą poznaną przez nią osobą w Orchardzie. Pierwotnie miała się odważyć wsiąść na nowego konia, właśnie przy niej, finalnie jednak odważyła się będąc w Londynie i tak ta odwaga przetrwała do ponownego odwiedzenia Orchardu.
Prawdą było, że jeździć umiała, gorzej pierwotnie było z jej strachem, finalnie jednak go przemogła, i to jak!
- Długo już tu pracujesz? I tylko tu, czy masz jeszcze jakąś inną pracę? - Nie chcąc pozostawać bierną, przemogła się do powiedzenia czegoś więcej, nadal była jednak trochę zestresowana i nieśmiała, jak gdyby nie umiała mówić po angielsku, bądź lękała się Naomi - ani tak, ani tak nie było, co blondynka mogła wiedzieć już po jej pierwszym spotkaniu. Wtedy Lottie także była dość małomówna, wręcz przestraszona, co zmienia się tylko w momencie, gdy znajduje się w pracy. Profesjonalizm i walka z własnymi lękami, tego uczy swoich podopiecznych, musi więc także to pokazywać. Ważny jest też fakt, że na siłowni czuła się bardziej pewnie ze względu na swoją wiedzę - jak ryba w wodzie, a większość osób z jakimi pracowała byli do niej zależni. To dawało lekkiego kopa w dupę

Belvedere - 2018-08-06, 19:39

Tereny może nie były dla ogiera codziennością, ale rzadkością również nie. Stosunkowo często był zabierany na przejażdżki do lasu, ale zwykle w samotne, więc towarzystwo klaczy podczas dzisiejszego wyjścia była dla niego niemałą atrakcją. Dystans, jaki trzymały amazonki między końmi, pozwalał Belvedere na zapanowanie nad swoimi emocjami. Był zainteresowany Latte i to na nią ciągle patrzył, strzygąc uszami i niejednokrotnie "odzywając" się do niej przy jednoczesnym caplowaniu, ale mimo tego wszystkiego, pozostawał pod kontrolą Lottie. Jego zachowanie było po prostu lekko uciążliwe, ale na pewno nie groźne. Zresztą z czasem zaczęło mu przechodzić, wszakże było to nużące i męczące, więc zaczął odpuszczać, zwłaszcza, że Latte nie podzielała jego entuzjazmu...
Kroczył więc raźno przed siebie, miękko niosąc Lottie na swoim grzbiecie i lekko kołysząc ją w siodle. Szyję niósł delikatnie zaokrągloną, opuszczoną, łagodnie oparty na wędzidle. Ogonem odganiał się od much, których nie było znowuż tak dużo, bo nie kierowali się w stronę łąk ani lasu, mieli więc ten problem z głowy. Towarzystwo dodawało mu odwagi więc nie stresował się rzeczami, które w samotnych terenach zwykle budziły w nim niepewność. Najczęściej "płoszył" się w lesie, do miasta będąc przyzwyczajonym, także ten pierwszy odcinek ich wycieczki zaliczał się do raczej przyjemnych i spokojnych, gdyby nie jego myślenie męskością przez pierwsze kilkanaście minut... Charlotte nie powinna jednak żałować, bo poza tym nie było się do czego przyczepić, a miało być jeszcze lepiej. Miejmy taką nadzieję.

Naomi Eaton - 2018-08-09, 23:30

Mając na uwadze komfort klaczy, pilnowała stałej odległości od ogiera i nie pozwalała na to, żeby konie wchodziły ze sobą w jakąkolwiek interakcję. Z początku, gdy Latte nerwowo reagowała na towarzystwo Belvedere, Naomi używała także głosu, żeby ją uspokoić i wyciszyć. To wyjście za stajnię miało być przyjemnością dla wszystkich, zarówno jeźdźców, jak i koni.
- Cieszę się - podsumowała, nie kłamiąc, że cieszyło ją "zyskanie" kolejnej osoby w ich społeczności. Może nie wszyscy dobrze się znali, ale gdy przychodziło co do czego, zawsze można było liczyć na pomoc i wsparcie ze strony innych ludzi przychodzących do Orchardu. - Właściwie odkąd tu przyjechałam, czyli trzy lata. Na razie pracuję tylko tutaj, ale szukam właśnie drugiej pracy. Jednak ciężko wyżyć z samej szkółki - przyznała, ale bez żalu, bo zawsze było to jej marzeniem. Jakoś sobie radziła, wcale nie najgorzej, ale jednak chciała więcej od życia i większej swobody, stąd była jej potrzebna druga praca...
Nie przeszkadzało jej, że Charlotte była mało rozmowna, zaakceptowała ją taką już podczas pierwszego spotkania. - A ty właściwie czym się zajmujesz? - Zagadnęła, nie przypominając sobie, żeby się tego dowiedziała wcześniej.
Gdy już przeszły tę mniej ciekawą część terenu pod względem krajobrazowym, którą zresztą spędziły na miłej pogawędce, mogły wreszcie bardziej pomyśleć o koniach. - Chcesz jechać pierwsza? Tak powinny być spokojniejsze - zaproponowała, sugerując Lottie wjechanie na czoło ich "zastępu", celem późniejszego zakłusowania, wciąż polną drogą, ale z każdym metrem coraz dzikszą, przybliżającą ich do klifu. Gdy zakłusowały, Naomi zaczęła anglezować, rytmem anglezowania wyznaczając gniadej tempo. Koń z przodu mógł ją prowokować do spieszenia się, ale dbała o utrzymanie stałego dystansu, oddziałując na klacz nie tylko dosiadem, ale też półparadami, jeśli była taka potrzeba. Poza tym nie spinała się, raczej na luzie podchodząc do tej przejezdżki, jaka by ona nie była. Latte też miała się odprężyć - w końcu nie były na treningu, tylko na spacerze, więc Nao dawała jej też sporo swobody, oferując ustawienie na dość długiej i niskiej szyi.

edit. 27.08: zawieszam do odwołania

Robeen - 2018-09-29, 09:33

Szliśmy z Aidenem przez miasto powoli kierując się w stronę morza. Sklep zaliczyliśmy po drodze gdzie napomknęłam blondynowi, że w razie gdyby ja swój prowiant mam i w zasadzie mogę się nim podzielić.. Ale o tym jaką decyzję ostatecznie podjął chłopak witając się ze sprzedawcą nie miałam bladego pojęcia. Do czasu aż wyniósł coś w reklamówce ale wciąż nie wiedziałam co w niej jest.
Kiedy już dreptaliśmy po piachu zatrzymałam się by zdjąć swoje, czerwone trampki i dopiero teraz postanowiłam kontynuować temat mojego imienia. Oblizałam suche wargi zadzierając nieco głowę, by obdarzyć wesołym spojrzeniem towarzysza.
-Prawdę mówiąc nie.. Ale jak poznamy się lepiej, może poznasz prawdziwe. - Uśmiechnęłam się zadziornie wyciągając prawą rękę przed siebie, po to by zaczepnie uszczypnąć go w bok, a następnie rozpędziłam się biegnąc przed siebie niczym wariatka i krzyknęłam będąc już kawałek przed blondynem.
-Berek! - Tak, czy ktoś mówił, że z zabaw dla dzieci trzeba wyrastać? Ja jeszcze jak widać nie zamierzałam. A w szczególności kiedy dopadał mnie znakomity humor, który jeszcze się mnie trzymał. Choć będę musiała go zaraz podlać procentami, co by za prędko nie przygasł.
Przystanęłam na chwilę nie spuszczając wzroku z mężczyzny.

Aiden Craven - 2018-09-29, 16:16

Mimo wszystko zdecydował się wstąpić po drodze do sklepu i kupić do jedzenia coś, czym mogliby się podzielić oraz zimną colę w szklanej butelce. Jeśli jej prowiant ograniczał się do wspomnianych dwóch dwusetek i Aidenowi było dane się o tym dowiedzieć, to właśnie tym spowodowana była jego decyzja, choć hojności nie mógł odmówić Robeen.
Droga od sklepu do plaży nie była długa, więc wkrótce dotarli na plażę. Zupełnie opustoszałą, głównie dlatego, że było już prawie ciemno i od morza wiał dosyć mocny wiatr. Wzrok jednak szybko przyzwyczajał się do półmroku, więc Aidenowi zupełnie to nie przeszkadzało. Naciągnął jedynie kaptur bluzy na głowę i szedł tak obok dziewczyny, aż go nie zaczepiła. Trochę go zaskoczyła tym nagłym zrywem, ale zaśmiał się i podłapał temat, ruszając w "pościg". Nie trwał on długo, zwłaszcza, że Robeen najwyraźniej nie zamierzała daleko uciekać. W każdym razie złapał ją w pasie, otaczając jednym ramieniem i po paru sekundach puścił ją, wyprzedzając dosłownie o krok. - Chodź, musimy wejść na górę - rzucił, zbaczając z plaży w stronę klifu, na który musieli się wdrapać. Aiden znał jednak jedno dosyć łagodne wejście i właśnie nim poprowadził Robeen na górę, po drodze podając jej rękę, jeżeli miała problem z pokonaniem jakiegoś bardziej stromego odcinka. W każdym razie ostatecznie znaleźli się na górze i blondyn zaprowadził dziewczynę do miejsca, gdzie niemal przy samej krawędzi klifu leżało powalone drzewo. Można było na nim usiąść i patrzeć stąd na morze. Za dnia wyglądało to znacznie lepiej, ale wieczorem też nie było źle. - Może być? - Upewnił się, oglądając na Robeen. Po paru porzuconych puszkach można było wywnioskować, że nie oni jedyni mieli ten pomysł, ale cóż... Nie wszyscy mieli wystarczająco kultury by później zabrać swoje śmieci. Był to jednak niewiele znaczący minus w obliczu plusów, jakie miało to miejsce.

Robeen - 2018-09-29, 21:25

To nie tak, że miałam nic lepszego w plecaku poza dwiema butelkami przezroczystego płynu. Przecież zakąska w postaci 7daysa nie jest taka zła, prawda?
No dobra.. dla dwojga dość słaba dlatego nie protestowałam. Ah, zapomniałam wspomnieć jeszcze o soku pomarańczowym, który był umiejscowiony w litrowym kartonie.
Zabawa w berka okazała się strzałem w dziesiątkę, zwłaszcza w momencie kiedy wyszło na jaw iż Aide do drętwych nie należy i podłapał temat dołączając się. Śmiałam się zadowolona, że nie ma sztywnej atmosfery. Cieszyłam się chyba z samego faktu, że natrafiłam na naprawdę fajnego człowieka. Czasem opłacało się mieć chyba na tyle odwagi, by zwyczajnie podejść i zaczepić.
-Jasne Panie Przewodniku, prowadź. - Rzuciłam wesoło chwytając jego dłoń, którą podawał mi przy stromym odcinku. Muszę przyznać, że niby zwyczajny dotyk ale jakoś, zrobiło mi się tak przyjemnie. Nie mieliśmy zbyt dużo szczęścia jeśli chodzi o pogodę, bo byłaby idealna gdyby nie ten piekielny wiatr. Aczkolwiek potrafiłam się zabezpieczyć. Miałam w plecaku zapasową jeszcze koszulkę na wszelki wypadek, gdyby było zdecydowanie chłodniej. Może mnie to jakoś będzie ratowało. Ale czekałam cierpliwie na właściwy moment, by ją włożyć.
Minęliśmy stromą część, więc szybko odskoczyłam w bok.
-Chwilę, daj mi chwilkę! - Wrzasnęłam odwracając się tyłem do Aidena, (i nie, nie chciało mi się siusiu!) zdjęłam bluzę, by na bokserkę jeszcze nałożyć bluzkę z rękawem 3/4 i z powrotem tę najcieplejszą część odzieży. Starałam się zaraz dobiec do chłopaka i widząc drzewo nad sama krawędzią klifu, wypowiedziałam długie
- Woow. - Klasnęłam dwukrotnie w dłonie spoglądając na blondyna z uznaniem.
-Podoba mi się to miejsce. - Oznajmiłam szturchając go lekko z bara zaczepnie, a co! Ruszyłam przed siebie by zaraz zasiąść na "ławce". Nie miałam jakiś zahamowań, więc przysiadłam okrakiem ruszając głową na boki, zupełnie jakbym sobie coś nuciła. Obejrzałam się za blondynem.
-Szybciej bo alkohol wyparuje, a muszę coś uczcić.- Oznajmiłam radośnie uderzając melodyjnie dłońmi o drewno.
Myślę, że kwestii puszek nie będę poruszać, bo doskonale zdawałam sobie sprawę że ludzie nie szanują miejsc.
Chyba uważali, że przyroda połyka ten cały syf i trawi. Szkoda, że w szkołach nie uczyli ich wystarczająco. Ja sama pochodząc z bidula miałam czasem więcej pojęcia, niż pozostali wywodzący się z "normalnych" domów.

Aiden Craven - 2018-09-29, 22:36

Aiden miał w sobie jeszcze trochę z dziecka i właśnie dlatego był skłonny do wszelkiego rodzaju zabaw i zachowań, które już mu nie przystawały w tym wieku. Ale lubił to w sobie i ciągle pielęgnował te wewnętrzne dziecko, bo nie bardzo ciągnęło go w dorosłość. Taki Piotruś Pan, z którym łączyło go naprawdę sporo.
W przeciwieństwie do Robeen, nie miał dodatkowej ochrony przed zimnem. Musiała mu wystarczyć bluza, ale zdawał się nie odczuwać chłodu. Może nie licząc coraz zimniejszych dłoni, co zapewne nie umknęło uwadze dziewczyny, gdy przez chwilę się za nie trzymali. Była to jednak jego cecha charakterystyczna, podobnie jak dość blada cera i lekko podkrążone oczy, jakby brakowało mu snu. Poczekał więc aż Yeva się przebierze i dołączy do niego na drzewie.
- Cieszę się - uśmiechnął się, oglądając krótko na wzburzone morze. - Co takiego? - Spojrzał na nią z zainteresowaniem, jednocześnie wyciągając swoją colę, której kapsel ściągnął bez większego trudu, umiejętnie podważając go kluczem. Być może miał się napić razem z Robeen. Zawsze miał z tyłu głowy myśl o tym, że ojciec powiesiłby go na najbliższym drzewie za takie zachowanie. Albo nawet zafundował noc w areszcie, co miałoby go nauczyć dobrych manier. Teraz co prawda nie miał nad nim żadnej kontroli, ale jakiś taki uraz mu został i niewiele mógł na to poradzić.

Robeen - 2018-09-29, 23:31

-Co takiego? - Powtórzyłam jego pytanie machając nieznacznie nogami, miałam pełno energii i jeszcze nie do końca wiedziałam jak ją spożytkować.
- Czekaj, robiłeś kiedyś orła na piachu? - Zapytałam znienacka wpatrzona na dół, na plaże. Jakoś mnie nagle naszedł ten pomysł. Już sobie wyobrażałam nas dwoje tarzających się w piachu. I wcale nie byłabym zaskoczona jakby w końcu do tego doszło. Ja byłam zdolna do wszystkiego.
-Wróćmy do Twojego pytania. - Zaczęłam wpatrując się w twarz blondyna.
- Fajne towarzystwo.- Uśmiechnęłam się udzielając mu w końcu upragnionej odpowiedzi. Chwilę później zajęłam się wyciąganiem butelek z plecaka. Rogalika też wydostałam.
- Chcesz pół? - Zaczęłam rozpakowywać słodycz co jakiś czas zerkając na Aidena.
Międzyczasie zanim cokolwiek odparł podałam mu butelkę.
- Co prawda nie wiem czy Ci wystarczy bo duży z Ciebie chłopak ale.. może się przyda. - Wzruszyłam delikatnie ramionami powracając do rozpieczętowania 7daysa.

Aiden Craven - 2018-09-30, 00:14

- Na piachu? Nie - odparł wesołym tonem, uśmiechając się na samą myśl. - W śniegu jak najbardziej - dodał, w jednej chwili zaczynając tęsknić za zimą. Ale taką prawdziwą, jaka w Anglii prawie nigdy się nie zdarzała. Bo poza deską właśnie sporty zimowe były jego ulubionymi i miał nadzieję, że tego roku również uda mu się pojechać na narty lub snowboard...
Odwzajemnił uśmiech i napił się coli, która była tylko trochę cieplejsza od jego dłoni. - Właściwie co cię przyciągnęło do skateparku? - Zapytał, zainteresowany jej motywami. Jak już wspominałam wcześniej, gapie się zdarzali, ale rzadko wchodzili w interakcje ze skaterami. Dlatego zachowanie Yevy było dość niecodzienne. Już pomijając fakt, że była sama, a dziewczyny zwykle chodzą stadami, jak przynajmniej wynikało z obserwacji Aidena.
- Chcę - odparł, lekko marszcząc brwi, gdy wyciągnęła do niego butelkę. - Żartujesz? Nie umiem pić... Wcale - przyznał się, choć było to nieco wstydliwe. Może trochę przesadzał, bo jeszcze nie zdarzyło mu się zrobić niczego idiotycznego po alkoholu, ale generalnie niewiele potrzebował by poczuć jego wpływ. I po prostu raczej nie przekraczał tej granicy. Obracał się też w takim towarzystwie, któremu to nie przeszkadzało, więc nigdy nie był z tego powodu wyobcowany. Po prostu był grzecznym chłopcem... Może aż za.
Mimo to nie odmówił Robeen napicia się. Nikt przecież nie powiedział, że musi wypić całe, choć prawdopodobnie taka dwusetka niewiele by zrobiła. W tym sensie, że pewnie po pierwszym "szoku" otrzeźwiałby równie szybko co Robeen teraz.

Robeen - 2018-09-30, 00:24

-W śniegu to robiłam też, ale kiedy to było. - Zdecydowanie za dawno. Zdałam sobie właśnie sprawę, że sporo czasu upłynęło. Ale jak się okazało czasem lepsze chwile w bidulu też się zdarzały.
Ona nie umiała jeździć ani na nartach ani na snowboardzie. Ani nie miała sprzętu, a tym bardziej pieniędzy więc nie mogła za tym tęsknić. Ale kto wie? Może kiedyś jej się uda?
Przepołowiłam starannie rogalik za wszelką cenę próbując go nie dotknąć paluchami. Po chwili poczęstowałam chłopaka połową, a drugą wpakowałam do ust odgryzając spory kęs.
-Chciałam sobie poobserwować te wasze sztuczki i przypomnieć jedne z nielicznych fajniejszych momentów mego życia. - Odparłam odgryzając kolejny kawałek słodyczy.
-A że wpadłeś mi w oko, to wyszło jak wyszło. - Skwitowałam jak gdyby niby nic wzruszając ramionami. Po prostu jakoś przyciągnął moją uwagę. Wyglądem, trikami? Jakby tak wszystko zebrać do kupy to miał coś " w sobie" co akurat przyciągało.
-Stwierdziłam, że albo teraz albo wcale. Szczególnie, że pomyślałam, że faktycznie może kiedyś mnie coś nauczysz z tych sztuczek. - Rzekłam uśmiechając się serdecznie.
-Poważnie? Nie umiesz pić? O jedyna rzecz, której mogę Cię nauczyć!- Rozpromieniona uderzyłam dłonią delikatnie w drzewo między swymi nogami. W końcu siedziałam okrakiem, przodem do chłopaka.
- Zjemy rogala i dajemy w gaz. Ty jedną butelkę, ja drugą. Może nas weźmie ale na krótko. - Uderzyłam palcami o jedną z butelek.
-Na taki wieczór to chyba lepsze by było zioło.. ale niestety nie mam. - Przegryzłam dolna wargę rozczarowana owym faktem.

Aiden Craven - 2018-09-30, 01:16

Podziękował za swoją połowę rogalika, biorąc do ręki. Zanim jednak spróbował, pierw wysłuchał odpowiedzi na zadane pytanie. - Mam to wypisane na twarzy czy jak? - Zażartował, bo co by nie powiedzieć, nie mogła wybrać sobie lepiej. Wielu chłopaków w jego wieku było zwykłymi dupkami i była to ostatnia rzecz, jaką można było powiedzieć o Aidenie. Dlatego nie tylko mógł ją czegoś nauczyć i to z przyjemnością, ale również zwyczajnie dotrzymać towarzystwa. Co prawda innego niż teraz się spotykało, ale Robeen widocznie szukała kogoś takiego jak on. Wyjątkowego w swojej normalności, można by powiedzieć.
- No nie umiem... Mam słabą głowę - rozwinął trochę myśl. Tak naprawdę nie była to jedyna rzecz, jakiej mógłby się od niej nauczyć. I szybko utwierdziły go w tym jej kolejne słowa. Tym razem jednak nie wspomniał o tym, że nigdy nie palił zioła. Ani nawet papierosów. Czuł się z tym trochę niezręcznie, ale z drugiej strony wcale nie chciał tego zmieniać. Nigdy też nie przeszkadzało mu, że jego znajomi w większości mają takie doświadczenia. Chyba tylko o Ryann mógł powiedzieć, że była taka sama. Albo może nie wiedział o niej wszystkiego, bo nigdy na ten temat nie rozmawiali.
- Dobra, jak coś to będzie na ciebie - rzucił, trochę się z nią drocząc, a gdy zjadł rogalika, odstawił na bok colę i otworzył swoją butelkę wódki. Poczekał aż Robeen zrobi to samo, a potem podniósł ją do ust. - To za znajomość? - Rzucił pytająco na chwilę przed tym, jak wziął pierwszy łyk, który solidnie go wykrzywił. Chyba potrzebował dopingu by pić to szybciej, a nie cedzić przez zęby... :lol:

Robeen - 2018-09-30, 08:04

-Chyba tak. Wiesz, taki napis informacyjny „szkółka tulko u Aidena” :lol: - Zachichotałam opowiadajac blondynowi. Zjadłam w miarę szybko rogalika, a prawdę mówiąc to go pochłonęłam. Najprawdopodobniej głód zaczął doskwierać.
Wyjęłam z pleca również sok, niestety nie zdandrzając, bo chlopak zdołał wypić poerwszy łyk, po którym go wykrzywiło. A mnie to pierońsko rozbawiło bo zaczęłam rechotać.
-Widać, ze nie umiesz pic ale to fajne. - Oswiadczylam otwierajac sok.
-Swoja droga, najlepiej najpierw wziac lyka soku, albo coli i dopiero brac sie za wodke. To za znajomosc. -Oznajmilam usmiechajac sie szeroko po czym przystapilam do skonsumowania swojego alkoholu. Po upiciu soku wzielam z gwinta pierwszy duzy lyk. Sama sie troche skrzywilam bo jakby patrzec nie byla juz wodka zmrozona.
- Sluchaj i tak sie nie opijesz tak zebym mogla robic z Toba na tyle wszystko co bym chciala.O. Chociaz cos mi mowi, ze zrobimy dzisiaj orly na plazy. - Obrzucilam
twarz Aidena szczwanym wzrokiem 8-) .
Ja bylam grzeczna i ulozona ale w wybranych kwestiach. Raczej w tych, na ktorych mi zalezalo. Ale nie bylam dzieckiem idealnym bez skaz. Aczkolwiek nie bylam ani alkoholiczka ani cpunka. Do tego bylo mi daleko.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group