To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tor crossowy - Konkursowy tor crossowy

Clementine - 2016-03-28, 23:03

Pokonując ósmą przeszkodę znaleźli się w połowie trasy. Zerkając na zegarek kontrolowała w miarę czas. Wiedziała, że sytuacja, która miała miejsce przy czwórce wybiła ich z rytmu i straciły przez to chwilę cennego czasu. Nie chciała jednak zaprzątać tym głowy w chwili obecnej, bo do pokonania miały jeszcze kolejnych osiem przeszkód.
Dalej utrzymywała aktywne tępo, chcąc jakoś dogonić stracone sekundy. Mimo to nie miała zamiaru męczyć konia ponad jego siły. Wiedziała, że jeśli źle rozłoży tempo, Carte może nie wytrzymać do końca crossu, dlatego też była w swoich czynach ostrożna. To nie oznaczało jednak, że już przekreśliła ich start. Jeszcze mają szansę zająć porządne miejsce, muszą tylko porządnie się postarać. W czasie galopu co jakiś czas dawała klaczy półparadę by ją przebudzić, gdyby galop wydał jej się zbyt monotonny. Chciała, aby była czujna, bo w czasie przejazdu crossowego wiele może się zdarzyć.
Na ich liście następna była dziewiątka. Wyglądała w miarę zwyczajnie, podobnie do poprzedniej przeszkody. Miała więc nadzieję, że zangersheide nie będzie mieć żadnych oporów przed jej pokonaniem. Gdyby jednak tak się stało, zamknęła ją w korytarzu z pomocy i uniemożliwiła wyłamaie się. W odpowiednim miejscu dała gniadej łydkę, by mogła swobodnie się wybić i unieść ciało nad przeszkodę. Tuż przed lądowaniem zasygnalizowała galop na prawą nogę, delikatnie przenosząc ciężar ciała na prawe strzemię.
Dziesiątki obawiała się najbardziej, bo skok do wody zawsze był ryzykowny. Starała się jednak nie stresować zbyt mocno, by być dla Carte oparciem podczas skoku. Odważnie naprowadziła ją na przeszkodę, wjeżdżając między słupki. W odpowiednim momencie dała jej łydkę, by pokonała niewielki próg, a następnie czekała tylko na charakterystyczny dźwięk pluśnięcia i mogły podążać dalej. Niestety nie wszystko poszło po jej myśli. Kilka foule po rowie z wodą wyczuła w wykroku Blanche sztywność i nieregulatność, charakterystyczną dla skurczu mięśnia. Zaklęła pod nosem, uspokajając galop by koń mógł dojść do siebie. Nie miała zbyt dużego pola manewru by móc cokolwiek zrobić. Gdyby nie były podczas przejazdu, zatrzymałaby się i zafundowała jej delikatny masaż… czy coś. :lol2: Niestety w tym momencie jedyne co mogła zrobić to zwolnić i poczekać, aż skurcz minie. Przez cały czas mówiła do niej spokojnie, by się nie stresowała.
Kiedy poczuła, że koń odzyskał pełnie sił, poklepała gniadą po szyi, by dodać jej trochę otuchy. Dobrze się spisywała, jednak do końca trasy zostało im trochę przeszkód, a one już straciły niepotrzebnie czas.
Pognała ją znów do aktywnego tempa, zmierzając w stronę jedenastki. W odpowiednim momencie posłała klaczy półparadę, chcąc zwrócić jej uwagę na przeszkodę. Zacmokała, dając jej również łydkę w odpowiednim momencie, by się swobodnie wybiła. Uśmiechnęła się w duchu, gdy wszystko poszło dobrze, a one ruszyły ku następnej przeszkody. Dwunastka i trzynastka przypominały budową dziewiątkę, toteż miała nadzieję, że koń nie będzie zaskoczony ich wyglądem. Wykonała tę samą sekwencję przy każdej z nich, jak zawsze wykonując poprawny najazd i pomagając koniowi znaleźć miejsce do wybicia się. Lądując bezpiecznie, znów dała jej sygnał do utrzymania aktywnego tempa.
Czternastka również nie wydawała jej się skomplikowana, jednak dla bezpieczeństwa dała Carte sygnał, by miała się na baczności. Zacmokała, w odpowiednim momencie dając jej łydkę. Wyczekała, aż klacz swobodnie pokona przeszkodę, by ruszyć z nią dalej. Chciała na sam koniec podkręcić tempo, bo i tak podczas trasy straciła więcej czasu, niż mogłoby się jej zdawać. Piętnastkę pokonały w ten sam sposób co dziewiątkę, więc na ich celu pozostała już ostatnia przeszkoda… szesnastka. Znacznie przyspieszyła tempo, chcąc zaoszczędzić chociaż kilka sekund. Przeszkodę pokonały bezproblemowo, toteż teraz nie miała żadnych obiekcji do tego, by puścić Carte pełnym galopem przed siebie, niczym podczas wyścigu na torze z prawdziwego zdarzenia! Wprawdzie folblutem nie była, ale także posiadała spory wachlarz umiejętności, które miała nadzieję, że uda się jej szlifować. Nie spuściła z tempa dopóki nie przebiegły przez bramki kończące trasę. Wtedy też rozluźniła się w siodle, pozwalajac gniadej z spokoju się zatrzymać. Kiedy już pierwsze emocje minęły, rozkłusowała ją porządnie, po czym pozwoliła w wpokoju się występować. Oczywiście pochwałom nie było końca, wciąż gładząc i klepiąc jej szyję. Zsiadła z grzbietu klaczy podchodząc do jej pyska i dając jej buziaka prosto w czoło :lol2:
Następnie założyła jej derkę i w chwaląc ją całą drogę słownie, ruszyły ku stajni.
z/t

Misza - 2016-03-29, 15:46

Michael poklepał swoją rudą podopieczną po łopatce, spokojnie czekając na moment, gdy dostanie pozwolenie na poprowadzenie jej w kierunku bramki startowej. Po intensywnej rozgrzewce skupił się na spokojnym stępie, by miała okazję odpocząć jeszcze chwilę przed startem. To były ich pierwsze wspólne zawody, było dużo koni, dużo nerwów, hałasów i panowała zupełnie inna atmosfera niż z reguły, jednak Charmeur i tak spisywała się świetnie. Wystarczyło być opanowanym i dać jej zajęcia, a od razu pokazywała pełną klasę. Zapowiadał się całkiem dobry debiut, chociaż mężczyzna martwił się odrobinę kondycją podopiecznej. Niemniej był dobrej myśli, a w odróżnieniu od co niektórych zawodników nie wydawał się być zestresowany nawet w jednym procencie. Był raczej podekscytowany, bo dla niego cross również był nowym doświadczeniem, ale zdecydował, że pokażą wraz z Rudą pełną klasę.
Ponowne wejście na stały, aczkolwiek elastyczny kontakt, prośba o kłus i wjazd w bramkę startową. Zatrzymanie i krótkie poklepanie Charm po łopatce, by wiedziała, że cały czas ją wspiera. Na dźwięk dzwonka od razu mocna łydka, zachęcające cmoknięcie i przesunięcie rąk do przodu wraz z ruchem pyska podopiecznej. Od razu półsiad, by odciążyć jej grzbiet i śmiało, chociaż kontrolowanie, do przodu. Nie mógł pozwolić sobie na szalone tempo, nie zamierzał zniszczyć podopiecznej przez nie wiadomo jakie ambicje. Ten start miał być dla nich zabawą, sprawdzianem zaufania, a także oderwaniem od monotonnej rzeczywistości. Pierwsza przeszkoda - kłoda, nie była zbyt wymagająca, chociaż kolorowe kwiatki mogły odwrócić uwagę kasztanki od samej przeszkody, dlatego Michael skoncentrował ją na wyzwaniu przez krótką półparadę, mocniejszą łydką wskazał miejsce wybicia (ze względu na brak doświadczenia rudej), a w momencie, gdy wychodziła już w górę, gładko przeszedł do półsiadu, ręce przesuwając nieznacznie do przodu. Wysokość przeszkód nie była imponująca, dlatego faza lotu specjalnie długa nie była, niemniej praca szyi i tak była wymagana. Po wylądowaniu od razu podparcie łydką, by nie straciła na tempie. Do drugiej przeszkody mieli kawałek, dlatego Forrester pozwolił klaczy na nieznaczne wydłużenie fouli i w gruncie rzeczy swobodny galop. Zachował lekki kontakt, by mieć ją pod kontrolą (w końcu była młodym koniem), ale pozwolił jej po prostu na żwawe podążanie do przodu. Przed dwójką półparada, wskazanie miejsca wybicia, półśiad i oddanie ręki. Jak na razie szło im świetnie, ale w końcu, jak nie oni, to kto? Trzecia przeszkoda wyglądała już zupełnie inaczej niż poprzednia, była też nieznacznie wyższa, dlatego też w linii prostej do przeszkody Michael usiadł w siodło, przeniósł nieco ciężar swoje ciała na tył, by przypomnieć rudej, że siła skoku ma brać się z zadu oraz podpierał ją łydkami, by ta nie miała szansy na wahanie się. Zamknięcie w pomocach (spłynięcie również nie było mile widziane), w miejscu wybicia od razu sygnał, a potem standardowo zgrabne przejście do półsiadu i elastyczne oddanie wodzy. Po wylądowaniu od razu głosowa pochwała, mężczyzna był wręcz przyjemnie zaskoczony, że kasztanka radziła sobie tak świetnie, zupełnie, jakby była do tego wprost stworzona. Jakby tego było mało, pogodna była cudowna, wprost idealna na cross, co z pewnością miało wpływ na nastrój zarówno jego jak i Charm. Piękny jest ten świat :lol2:
Teraz znów w półsiadzie równy galop do czwórki, kolejnej kłody, która raczej nie powinna stanowić większego wyzwania dla rudej, jednak dla pewności własnej i podopiecznej przysiadł w siodło, raźnie wysyłając ją pomocami do przodu. Nie wychodził przed nią podczas skoku, nie zostawał też z tyłu, gładko balansując swoim ciałem, starając się jej jak najbardziej pomagać, a nie przeszkadzać. Gdy tylko Charmeur wylądowała, przesunął nieco ręce do przodu, oddając jej wodze i pozwalając jej spokojnie galopować bez jego większej ingerencji, chyba że nadmiernie się rozpędzała. Wolał ją oszczędzać, tym bardziej, że przed nimi jeszcze całkiem pokaźny kawałek crossu, a nie chciał, by jutrzejszego dnia ledwo mogła się ruszać. Nigdzie się nie paliło, to miała być dla niej przyjemność, a nie stresujący obowiązek. Suma summarum, przed piątką, którąś już kłodą z kolei, kolejna półparada, potem mocniejsza łydka, półsiad i oddanie wodzy. Zaraz po pokonaniu przeszkody usiadł w siodło, zwrócił jej uwagę na cięższą przeszkodę półparadą, potem od razu zamknął ją w pomocach, by przypadkiem nie zaczęła kombinować. Biały kolor był dość krzykliwy, dlatego domek mógł wydawać się straszny, jednak jak dotychczas Ruda nie wyglądała na płochliwą. Mimo to do końca podpierał ją aktywnie łydkami, by pamiętała jego obecności (chociaż raczej ciężko było zignorować jego ciężar :lol2: ). Mocniejsza łydka, eleganckie podniesienie tyłka z siodła i elastyczne oddanie wodzy. Po wylądowaniu głosowa pochwała, poklepanie po łopatce i optymistycznie do przodu. Siódma przeszkoda była dość zabawna, dlatego pozwolił ją "przekroczyć" podopiecznej w dynamicznym galopie, jedynie wcześniej sygnałami pokazując jej, że to też jest element toru, którego nie należy się bać. Zbliżali się już do ósemki, kolejnej kłody, która była wyznacznikiem połowy trasy. Jak na razie szło im śpiewająco jak na tak stresujące zawody, dlatego też bez większego stresu śmiało posłał swoją podopieczną na kolejne wyzwanie. Łydka, półsiad, wodza. Po wylądowaniu zerknięcie na zegarek w celu skontrolowania czasu i kolejne pochwalenie kasztanki. Szło im świetnie.

Jonah Wrens - 2016-03-30, 00:26

Tym razem na crossie pokazałem się nie z nikim innym jak z moim wierzchowcem. Miałem miłą okazję pokazania mu jak można się zrelaksować na takich zawodach. Oczywistym było to, iż nie brałem tego typu przejazdów na poważnie, tutaj się bawiłem i pozwalałem tej ,,ułańskiej fantazji" dojść do głosu.
Na przygotowanym wizualnie, fizycznie i oklejonym siwku (coby się nie przegrzał w dystansie), stanąłem na starcie, gotów do zabawy.

Prosząc go o zagalopowanie z lewej nogi, zostałem na początku w siodle, wiedząc że zaraz i tak będzie przeszkoda. Prowadziłem ogiera w korytarzu z łydek, biorąc go jeszcze na siebie, aby zbytnio się nie rozpędzał i skojarzył sposób pokonywania specyficznych przeszkód. Bo w odróżnieniu od naszych "codziennych" parkurów, tutaj nic nie spadało, więc trzeba było być mocno dokładnym.
Tak czy siak, po zbliżeniu się do przeszkody numer jeden, byłem rozluźniony od swojej strony nie prowokując go do kombinowania. Lekko zwężając korytarz z wodzy, doprowadziłem go do samej przeszkody, dając mu sygnał do oddania skoku. Gotowy na pierwszy mocniejszy wyskok Holendra, śmiało wyszedłem z półsiadem oddając mu też rękę. Po pokonaniu przeszkody, poklepałem go po szyi i oddałem nieco wodzy, zostając w półsiadzie. Galop w dystansie, właśnie tutaj zaczął się nasz relaksujący wypad.
Zauważając już kolejną przeszkodę, wycofałem się i usiadłem w siodle biorąc siwensa na siebie, przy okazji mało drastycznie zwalniając. Miałem czas, dlatego nie chciałem się z nim szarpać, a zrobić wszystko harmonijnie i bezstresowo. Mając go już pod kontrolą, dopilnowałem tego, aby na pewno korzystał z zadu i na nowo w mniej ciasnym korytarzu podprowadziłem go pod samą przeszkodę. Tutaj ponownie bez jakiegokolwiek stresu, dałem mu łydkę do oddania skoku, po czym wyszedłem razem z nim do skoku.
Po skoku nie dałem mu się rozpędzać ze względu na to, iż niemalże od razu mieliśmy kolejne przeszkody, na takiej samej zasadzie podprowadziłem go pod przeszkodę numer trzy, na której ponownie wszedłem w półsiad i nie zaburzając równowagi Holendra dałem mu robić swoje. Dużo się uczył na tego typu przeszkodach, a dodatkowo zaczął się bardzo starać. Zauważyłem jak zaokrągla się podczas skoku i chętnie korzysta z oddanej wodzy. Tym samym nie zostawiając podwozia samemu sobie. Byłem z niego dumny, już na samym początku trasy.
Z racji, że kolejna przeszkoda była mocno podobna do poprzedniej to śmiało dałem mu większy luz, nie robiąc już korytarza z wodzy, zostawiłem jedynie ten z łydek. Dodając Schockowi odwagi do pójścia wprzód, pilnowałem aby nie rwał się do przodu, a zachował równe i aktywne tempo. Oczywiście bez zbędnych szaleństw, bo tego nam nie było trzeba. Dochodząc do czwórki, znowu dałem mu sygnał i wyszedłem razem z nim do przeszkody.
Po pokonaniu jej, poklepałem siwe szyjsko i dałem mu luz na wodzy. Ponownie przeszedłem w półsiad dając mu się wyszaleć w galopie. Oczywiście miałem na uwadze długość trasy, toteż nie dawałem mu przeholować z tym tempem. Miał się rozluźnić, a nie wykończyć.
Widząc już w niedalekiej odległości piątkę, pozwoliłem sobie jedynie zrobić półparadę i wrócić do siodła, domykając go zarówno w łydkach i korytarzu z wodzy. Zbytnio nie zwalniałem tempa, cofając się tylko po to, aby miał większe obciążenie na zadzie i z tego intuicyjnie skorzystał. Po daniu mu sygnału do skoku, przeszedłem w półsiad, nawet oczekując że kopytami muśnie miękką część hydry.
Po skoku oddałem mu luz, który miał jeszcze przed chwilą.
Na następny szereg już go zwolniłem, tak jak wcześniej robiąc to stopniowo. Biorąc ogiera na siebie, wymusiłem wycofanie jego sylwetki i przeniesienie ciężaru na zad. Tym razem przeszkoda była szersza i musiałem go trochę ogarnąć, by uniknąć ewentualnego nieszczęścia. Wracając, robiąc półparadę poprosiłem go o uwagę i dopasowałem foule do miejsca wybicia, po czym już razem z siwkiem leciałem nad przeszkodą 6a.
Nie dając mu się rozszaleć po jednym członie, skorygowałem ewentualne jego wymknięcie się z ustawienia, czy pomocy przy czym tutaj korytarz się zwęził zważywszy na niewielką szerokość przeszkody. To było stresujące dla konia, dlatego też musiałem mu pokazać, że takie pierdki też się skacze. Nie mając nic przeciw, posłałem go do skoku i po kolejnym udanym locie, oddałem mu wcześniej zabrany luz i po łuku na lewo galopowaliśmy do siódemki.
Kolejna przeszkoda nie wyglądała mocno strasznie, jednak tak jak wcześniej zwolniłem Schocka i wziąłem go na siebie, by pokonać siódemkę na spokojnie. Po oddanym skoku, kontynuowałem luźną jazdę na lewo.
Będąc przed szeregiem, zwolniłem go, również wracając na siodło. Mimo tego, iż była to hydra i skok nie musiał być konkretnie ponad całą przeszkodą, to zaraz za jednym członem czekał drugi. Dlatego potraktowałem to jak zwykły szereg, na którym nie można się zbytnio rozciągać. Musiał być zwarty i gotowy do oddania skoku. Tak czy inaczej, prowadząc go na pierwszy człon, od razu po przeszkodzie wróciłem do siodła, biorąc go ponownie na siebie, aby nie stracił uzyskanego tempa i dałem mu sygnał do oddania skoku, wychodząc razem z nim. Po pokonaniu szeregu 8a i 8b, ruszyliśmy dalej w pełnej swobodzie na lewo. Oczywiście nie obyło się bez nagrody w postaci klepnięcia szyi, a nawet pochwały głosowej.

Friskey Whiskey - 2016-03-31, 02:34

Podobnie jak Viv czuł ogromne poekscytowanie, które właścicielka roztaczała wokół siebie od samego rana. Zawody crossowe nie były dla ogiera niczym nowym, w przeszłości wiele razy brał udział w konkursach wkkw, czy też właśnie w crossie. Był o tyle dobrym koniem, że nie cudaczył zbytnio i chętnie szedł przed siebie. Odwaga konia i determinacja przydawały się w takich momentach, zdobywając doświadczenie za młodu, teraz mógł spokojnie przewieźć Viv przez tor, o ile tylko zamierzała mu w tym pomóc. Podczas rozgrzewki był nieco spięty i elektryczny, dlatego też na tor wkroczył energicznym kłusem, wzorkiem śledząc żywo otoczenie.

Przejazd

Parsknął krótko w odpowiedzi na klepanie masywnego szyjska, które miał lekko zaokrąglone w rogal. Intensywnie żuł wędzidło uszami strzygąc na prawo i lewo, o ile pogodę zdawał się ignorować to publiczność, liczne krzyki i wiwaty, a także flesze aparatów. Poproszony o galop, ruszył energicznie przed siebie dopiero teraz wyciszając się i skupiając na tym, że właśnie mieli do pokonania trasę przełajową. Nauczony doświadczeniem momentalnie przestawił się na tryb pełnego skupienia i zaciętości jaką się charakteryzował. Galop miał bardzo obszerny ale w dobrym tempie, nie pędzący. Do pierwszej przeszkody dał się podprowadzić bez problemu niemal samodzielnie odmierzył sobie miejsce skoku, niezwykłe płynnie i gładko składając się nad przeszkodą nazwaną „domkiem”. Technika skoku konia była naprawdę godna podziwu, już na pierwszy rzut oka dało się dostrzec, że Friskas czuł się znakomicie w swoim żywiole niezwykle chętnie i odważnie prąc do przodu.
Druga przeszkoda zdecydowanie wywołała w ogierze więcej emocji, wyglądała na znacznie okazalszą dlatego ogier podniósł łeb ku górze, mierząc ją uważnie wzorkiem, a także nabierając przy tym tempa. Niepotrzebne próby przytrzymania siwego skończyły się tak, że faktycznie miejsce odskoku wypadło zbyt daleko. Ale Whiskas rozciągając się potężnie nad przeszkodą bez problemu wyratował sytuację. Viv chcąc nie chcąc musiała mu nieco bardziej zaufać pozwalając koniowi też myśleć samodzielnie.
Siąpiący deszcz zdekoncentrował siwka, sprawiając, że stał się jeszcze bardziej podminowany niż wcześniej. Zimne krople deszczu wtapiały się w krótką, przystrzyżoną sierść Oldenburga, dając uczucie nieprzyjemnego chłodu, który nie przynosił wcale ulgi rozgrzanych i wprawionym w ruch mięśniom. Głos amazonki faktycznie zdawał się działać, bo już po krótkiej chwili jabłkowity ponownie skupił się na tym aby dzielnie galopować przed siebie i zaatakować trzecią z kolei przeszkodę, która swoimi gabarytami nie wywarła na nim wrażenia. Dużą rolę odgrywała współpraca Vivianne, pomagając i nie przeszkadzając Friskowi tylko ułatwiała mu pokonywanie trasy. Pracując intensywnie grzbietem, szyją oraz silnymi nogami, wybijał się i składał do skoku niczym profesjonalista, dając z sienie tyle ile był w stanie. Choć jego kondycja pozostawiała jeszcze wiele do życzenia to naprawdę starał się jak mógł.
Pozostawiwszy za sobą czwórkę, oddalili się od niej pełnym galopem, pomimo deszczu siwy nie ślizgał się tak na tej mokrej trawie jak mogłoby się wydawać. Wkręcone w podkowy hacele znacząco ułatwiały poruszanie się po grząskim terenie, sprawiając, że ogier wbrew pozorom miał całkiem dobrą przyczepność, choć jego mięśnie i ścięgna były wystawione na solidny wysiłek.
Skracając wykrok i mocniej osiadając na zadzie dal się przytrzymać tuż przed żywopłotem, w ambitnie wykonanym skoku ledwo czyszcząc puszkami kopytowymi zieleń. Poprawa warunków pogodowych tylko im pomogła, siwek nie musiał tak bardzo przymykać ślepi aby uciec przed nieprzyjemnie wkradającą się do nich wodą. Co prawda calutki był mokry, nie przeszkadzało to jednak parze w pokonywaniu kolejnych elementów trasy. Po pokonaniu przeszkody, wylądował miękko i zwinnie oparł się z powrotem tyłami o podłoże. Znacznie zwiększając tempo galopu, zmotywowany cmokaniem, jeszcze silniej wprawiał w rozruch swoje mięśnie, nabierając naprawdę solidnego tempa w dystansie. Niechętnie dał się przytrzymać i opanować przed szóstką, adrenalina mocno napędzała go do działa, pyzatym dawno nie miał okazji jechać crossu, więc doszło do tego poekscytowanie, razem tworząc dość wybuchową mieszankę. Mimo wszystko respektował prośby swojej właścicielki do przeszkody dając się podprowadzić w dobranych przez nią tempie. Pokonał pierwszy człon, długim lecz sprawnym susem, przed kolejnym znacznie wytracając prędkość dzięki czemu przy skróconym kroku Viv, na spokojnie podprowadziła siwka do kolejnej, wąskiej części przeszkody.
Wchodząc w łagodny zakręt, strzygł uszami wyłapują miękki i spokojny głos amazonki, który pozwalał mu się wyciszać i nie pędzić szaleńczo przed siebie w ferworze walki. Pojawiające się słońce, także nie przyniosło parze ukojenia, mocno wdzierając się pomiędzy białe rzęsy siwka.
Znajomy widok przeszkody, którą pokonywali jako pierwsza dodał konisku trochę otuchy, dzięki czemu pokonał ją naprawdę lekko i przyjemnie, nie wyrzucając brunetki zbyt mocno z siodła.
O ile w dystansie galopował naprawdę dzielnie i z werwą, to widok dwóch pionowych i dość solidnej wysokości żywopłotów mocno zachwiał jego odwagą. Próbował uciec jakoś bokiem od konieczności oddania skoku na szczęście bezskutecznie. Nieco tanecznym krokiem przypominającym bardziej wykonanie ciągu w galopie niż sam galop, został doprowadzony do przeszkody przez zdeterminowaną amazonkę. W ostatniej chwili zdecydował się na oddanie skoku, niczym sprężyna wyskakując do góry w dość zamaszystym skoku, po którym momentalnie wylądował na ziemi od razu składając się do kolejnego susa. Pokonując obydwa człony głośno wyrzucił powietrze przez nozdrza ponownie nabierając tempa, odciążenie grzbietu przyniosło mu ulgę, przez co rozciągnął się nieco w dół podczas galopu, jeszcze aktywniej galopując do dziewiątki.
Ponownie skrócony i poskładany do kupy, nieco przyjaźniej dał się przytrzymać, też ze względu na powoli pojawiające się zmęczenie. Powoli i dokładnie dokraczajac do niewielkiej drewnianej lecz wąskiej przeszkody, wykonał lekki skok pracując przy tym grzbietem, tak aby nie wylądować zbyt daleko. To pozwoliło by pozbierać się do góry i kontynuować galop do dziesiątki, którą pokonali równie gładko i precyzyjnie jak poprzedzającą ją dziewiątkę.
Kolejny odcinek galopu wymagał nieco więcej wysiłku, głownie przez zakręty jakie musieli pokonać. Rozłożenie sił na crossie było kluczową kwestią, przecież żadne z nich nie chciało, aby pod koniec trasy zarówno koń jak i amazonka byli kompletnie wyczerpani.

Wavantos - 2016-03-31, 17:27

Od kolejnej przeszkody dzielił ich kawałek drogi, na którym ogier nieznacznie przyspieszył. Była spora szansa na to, że jednak nie zmieszczą się w czasie i wpadną im punkty karne, ale póki co najważniejsza sprawa to ukończenie przejazdu w dobrym stylu. Wavantos parsknął cicho, chcąc zwrócić uwagę Jess. Mogłaby się jakoś do niego odezwać. Chyba, że mają ciche dni, a on o tym nie wie :<
Trzynasta przeszkoda wywołała w nim mieszane uczucia. Z początku myślał, że krasnale są żywe. Przykleił uszy do potylicy, uważnie obserwując dziwne istoty. Półparada skutecznie przerwała jego rozmyślania i postawiła do pionu, rzec można. Spiął mięśnie, ciężar ciała przeniósł na tył, by następnie odbić się od ziemi i ładnie złożyć nad przeszkodą. Zawodniczka zasugerowała mu lądowanie na inną nogę niż dotychczas, widocznie musiała mieć w tym jakiś cel, więc jej posłuchał. Dopadało go coraz większe zmęczenie, kropelki potu spływały po jego szyi. Oddychał też ciężej niż na początku trasy, ale cóż się dziwić? Miał swoje lata. Do czternastki trzymał tempo, jakie dyktowała mu właścicielka. Oddał mocny skok w najdogodniejszym miejscu, wyciągnął szyję, za którą podążyła reszta ciała. Kończyny podciągnął pod brzuch. Niedaleko stała kombinacja trzech przeszkód, a mianowicie stacjonata, rów i bankiet. Pierwsza z nich nie robiła na ogierze wrażenia, bez chwili wahania oderwał się od ziemi, prezentując prawidłowy baskil. Następnie oddał płaski acz daleki skok nad rowem. Odbili lekko na lewo, "atakując" 15c, nad którą przefrunął w książkowym stylu.
Przejechali po równym terenie, nie kryjącym żadnych niespodzianek, co było swego rodzaju niespodzianką. Przy takiej trudności trasy można się spodziewać wszystkiego. Zaraz wyrosła przed nimi szesnastka. Najazd na sam środek przeszkody uniemożliwiała mu zarówno sosenka, jak i Jessie, upierająca się, by skoczyć nieco z boku. Zupełnie, jakby taki krzaczek miał go powstrzymać! No, ale cóż zrobić. Musiał się posłuchać. Napiął mięśnie, uniósł przednie nogi, zadnie kończyny ugiął. Oderwał od ziemi swoje cielsko, zaokrąglił grzbiet, a pysk obniżył. Przy lądowaniu udało mu się zachować równowagę. Teren od tej pory lekko opadał, następnie przechodząc w zbiornik wodny. Gniady postawił uszy na sztorc, wyraźnie zainteresowany kolejną przeszkodą wodną. O, tak! Wkroczył do korytarza dość gwałtownie, decydując się na urządzenie Jess późnego Śmigusa Dyngusa. Udało mu się wypatrzyć siedemnastkę, która wprawdzie pomalowana została w dość ciekawe kolory, jednak na nim nie zrobiła wrażenia. To miała w sobie tego czegoś :lol: Bynajmniej jej nie zlekceważył, zawsze mogło się okazać, że jest szalenie trudna, a po prostu wygląda tak niepozornie. Oddał ekonomiczny skok, zaraz lądując miękko. Przegalopowali kolejny odcinek trasy, zanim dotarli do osiemnastki. A obok niej, o zgrozo, stał olbrzymi, drewniany ŚWISTAK! Wavantos zarżał basowo, łypiąc wściekle na figurę. Skądże się to wzięło?! Aż do momentu odbicia obserwował potencjalnego wroga. Znalazłszy się po drugiej stronie, ogarnął go smutek z powodu świstaka. Może jednak źle go ocenił? Obiecał sobie jeszcze odwiedzić drewnianego kolegę i przeprosić za swoje karygodne zachowanie.
Pogalopowali wprost na szereg oznaczony numerem 19ab. Tym razem wiedział, że skok trzeba oddać w najniższym punkcie przeszkody, więc Jess nie musiała się tak przejmować, że nagle zejdzie z trasy. Poczekał na odpowiedni moment, sugerował się także impulsem od łydki, jaki przekazała mu Zawodniczka, by w końcu odbić się z ziemi, szastając przy tym ciemnym ogonem. Podciągnął kończyny maksymalnie pod brzuch, przybierając odpowiednią pozę. Również drugi człon, identyczny zresztą, nie sprawił żadnych problemów. Instynktownie wyczuł, że zbliżają się do mety, co go ucieszyło. Myślał już tylko o kolacji. Do dwudziestki Jessica jechała w półsiadzie, co nieco odciążyło grzbiet holendra. Zapatrzył się na drewnianego lisa, dopiero półparady pomogły mu się na powrót skupić na zadaniu. Oddał harmonijny skok, zakończony miękkim lądowaniem. Jedna z ostatnich, bela drewna oznaczona jako 21, stała na wzniesieniu. Mocniej zaangażował zad, przygotowując się do oddania skoku. Spiął mięśnie, uniósł przody, opierając się na tylnych noga. Przeleciał nad przeszkodą, pozostawiając niewielki zapas. Lądując, widział już dwuczłonową dwudziestkę dwójkę. Pierwsze pytanie, jakie nasunęło mu się na myśl po zobaczeniu 22A, brzmiało: Cóż to za brzydki łeb? Parsknął, nakłaniając Jess do przyjrzenia się. Niestety, dostał sygnał do wybicia i skończyło się podziwianie. Przecinając ogonem powietrze, odskoczył, ładnie baskilując nad przeszkodą. Tę sekwencję powtórzył po kilku sekundach przy B. Tym sposobem pozostała im już ostatnia przeszkoda. Na drodze do niej przyspieszył, jako, że nabijano im już punkty karne. Wyrównał tempo parę fouli przed 23. Postarał się o to, by pokonać ją naprawdę efektownie, w jak najlepszym stylu. Dotarli do celowników, przekraczając je w pełnym galopie. Następnie, za pozwoleniem Jess, zwolnił do kłusa, oddając się pochwałom. Przez dłuższą chwilkę uspokajał oddech. Potem zatrzymał się, by właścicielka mogła zsiąść. Został wreszcie rozsiodłany, nogi schłodzono mu glinką. Musiał stępować przez pół godziny, co go specjalnie nie cieszyło, ale zabrakło mu siły na opieranie się. Wrócili do stajni.

/zt

Charmeur - 2016-04-01, 01:55

Atmosfera zawodów znacząco udzieliła się Charmeur, która tęsknym rżeniem nawoływała konie na rozprężalni, czekając już tylko na wejście w bramki startowe. Ruda panienka, pięknie malowana, starannie wypucowana i przyodziana w najwyżej klasy sprzęt, czekała dzielnie na sygnał od swojego właściciela. Jako młoda kobyłka prezentowała się naprawdę dobrze na tle doświadczonych już i obytych z atmosferą zawodów koni. Pomimo ogólnego rumoru, hałasów, okrzyków i nieustającej wrzawy, Charm zachowywała należyty spokój, strzygąc tylko rudymi radarami na boki zainteresowana wszystkim co nowe i nieznane. Jako tak młody koń, miała znakomitą psychikę co było właśnie teraz zauważalne.
Wbrew przypuszczeniom Miszy, wszechstronne przygotowanie klaczy już za młodu, teraz tylko owocowało samymi profitami. Kondycja może nie była na najwyższym poziome, ale z pewnością dorównywała nią niejednemu rywalowi, który znacznie dłużej był od niej w treningu.
Wyraźnie czuła podekscytowanie jeźdźca, co udzielało się także jej. Widać to było po wyraźnie uniesionej i bystrej głowie płomiennogrzywej , a także po wyraźnie roziskrzonych bursztynowych ślepiach.
Ruszyła miękkim i elastycznym kłusem niemal od razu odpowiadając na pomoce mężczyzny. Wsparcie Miszy było jej bardzo potrzebne toteż z naprawdę wielką ulgą parsknęła wchodząc w bramkę startową. Dźwięk dzwonka, następnie wyraźny sygnał do galopu. Ruda ruszyła pełną parą przed siebie czując, że wreszcie ma możliwość się wygalopować i rozładować nadmiar kłębiącej się w niej energii. Dopiero po chwili zrozumiała, że szaleńcze tempo nie jest niczym pożądanym. Skontrolowana przez jeźdźca nieco rozważniej zaczęła pożytkować swoją energię.
Unosząc wysoko łeb przyjrzała się już z daleka przeszkodzie, stawiając jednocześnie dwa rude radary na baczność. Aktywnie pchając się zadem, nie zawahała się nawet ma chwilę, całkowicie ignorując straszaki w postaci kwiatków i tego typu pierdów. Nie wywierało to na niej wrażenie, była odważną młodą rudą panną. Z łatwością oddała skok, składając się delikatnie lecz nie przesadnie nad kłodą. Nie była to zawrotna wysokość, a w dodatku chodziło tu o dokładne pokonanie crossu, a nie szaleńczy wyścig z czasem.
Tuż po jedynce ruszyła nieco żywszym tempem przed siebie, na lekkim kontakcie ale wciąż z uwagą na prośby i pomoce dowodzącego jeźdźca. Dwójkę pokonała jednym sprawnym susem, nie rozwodząc się ani nie zastanawiając nad przeszkodą. Tak niewielka gabarytowo, nie stanowiła większego wyzwania.
Dopiero przy trójce, Charm nieco mocniej się nakręciła chcąc zaatakować przeszkodę, na szczęście Michael skutecznie ostudził jej zapędy, pomagając wybić się z zadu i wykonać lekki i przyjemny skok, a nie dziki skok przez płot. Podczas skoku pracowała mocno szyją jak i grzbietem, wprawiając w ruch i pracę wszystkie mięśnie.
Piękna pogoda wpływała nie tylko na jeźdźca ale też i na konia, który niczym nie dekoncentrowany, mógł w pełni skupić się na swoim zadaniu i kolejnych wyzwaniach. Zachęcona do kroku na przód, podeszła odważnie do czwórki, gładko oddając skok z wyraźną pracą zadu jak i grzbietu, który giętko i miękko amortyzował ciężar jeźdźca podczas lądowania. Znakomity dosiad jeźdźca, wychodząca do przodu ręka i zdecydowanie w najazdach znacznie ułatwiały klaczy pokonanie po raz pierwszy crossu na zawodach. Oboje debiutowali, a Charm tym bardziej, bo nigdy wcześniej nie miała okazji startować z jakichkolwiek zawodach.
W galopie pozwalała mężczyźnie narzucać tempo, dostosowując się całkowicie pod jeźdźca. Piątek pokonali w oka mgnieniu, bo gdy tylko ruda zdążyła przełożyć nogi nad przeszkodą to zaraz lądowała. Dopiero przeszkoda numer sześć wzbudziła nieco więcej emocji, sprawiając , że kasztanka zaczęła się czaić w dojeździe do przeszkody. Zdecydowanie bruneta, a także nieznosząca sprzeciwu determinacja jeźdźca, upewniły ja w tym, że powinna oddać skoku zdając się na doświadczenie mężczyzny. Ze znacznym zapasem pokonując szóstkę, wylądowała na trawie strzygąc uszami na dźwięk słownej pochwały.
W trakcie tego aktywnego galopu nawet nie dostrzegła tego jak przegalopowała przez leżące drewniane drągi, które okazały być się przeszkodą numer siedem. Ósemka była znacznie ciekawsza, dlatego Charm chętnie i bezproblemowo podeszła do przeszkody oddając skąd, mocna praca grzbietu i szyi mogą zostać odczuta przez mężczyznę, bowiem ruda nieco wyżej niż powinna przeleciała nad kłodą, nurkując nosem za przeszkodę.
Parskając głośno, przyjęła następną pochwałę, prąc odważnie i naprawdę chętnie do przodu. Nie pokazywała po sobie na razie żadnych oznak zmęczenia poza lekko spoconą sierścią w okolicy słabizny i szyi, a także przyśpieszonego oddechu.

Vivianne Feron - 2016-04-01, 20:52

Po wyjeździe z zakrętu nadal utrzymywała równe tempo galopu, mimo że droga nie była tak kręta jak wcześniej. Musiała zadbać bowiem o rozmyślne rozłożenie sił ogiera, gdyż nie byli jeszcze nawet w połowie trasy. Kontrolowała równy krok Siwego i obierała strategicznie jak najmniej krętą trasę, którą mogli podążać, często ścinając zakręty czy niedokładnie je wygalopowując. Nie miała potrzeby eleganckiego prezentowania się – niejednokrotnie bowiem z toru crossowego schodziła upaćkana cała w błocie – toteż dbała przede wszystkim o wygodę i niesprawianie problemów ogierowi w biegu przed siebie.
Nawet nie wiedziała kiedy minęła im droga ku przeszkodzie numer 11, przed którą poprosiła ogiera o nieco bardziej ekspresywny galop. Przyspieszenie miało na celu nadrobienie odrobiny czasu, ale także prawidłowe odmierzenie miejsca odskoku ku przeszkodzie, która jawiła się w postaci dobrze znanego im domku z przeszkody numer jeden. Brunetka przypilnowała ogiera w łydkach zdając sobie sprawę z tego, że Friskey mógł kojarzyć domek także z dużą ilością widowni, która zajmowała miejsce przy starcie biegu i która bynajmniej nie zachowywała się cicho, a więc maksymalnie wyczulona naprowadziła go na środek jedenastki, starając się wychwycić każdą zmianę w zachowaniu siwego i każdą próbę ucieczki od skoku. Pozytywnie zaskoczona, że nic takiego nie miało miejsca, już w chwilę później szybowała wraz z ogierem nad przeszkodą, która była przepustką do kontynuowania trasy.
Po skoku prędko wróciła rękoma ku swojemu ciału i ponownie przytrzymała ogiera na sobie, aby nie pędził ślepo przed siebie. Pozwoliła, co prawda, na nieco szybsze tempo, zachowując przy tym zdrowy rozsądek i zalążki kontroli, co sprawiło że już w chwilę później najeżdżali prostopadle do środkowego punktu przeszkody, którą ponownie był domek – tym razem nieco innych gabarytów i kolorów, ale te nie zdawały się specjalnie rozpraszać siwego. Oddała mu rękę, kiedy znaleźli się w powietrzu i pogłębiła półsiad, aby zaraz po lądowaniu odchylić się nieco i ponownie wziąć go na siebie. Opierając konia na łydkach wprowadziła go w łuk, który pojawił się zaraz po dwunastce i spokojnym tempem galopu prowadziła go dalszą trasą, nabierając w płuca nieco więcej powietrza. Wzięła ogiera nieco bardziej na siebie, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że przed nimi szykował się wskok do wody, której, prawdę mówiąc, obawiała się najbardziej ze wszystkich przeszkód ustawionych na przełajowej trasie. Nie wiedziała jak Friskas zareaguje na bajorko, przez które będzie musiał przegalopować, ale nastawiała się raczej pozytywnie – do tej pory jeszcze jej nie zawiódł i nie widziała powodu, dla którego miałby zrobić to teraz.
Zwolniła jeszcze bardziej tuż przed samym wskokiem do wody, a kiedy wyczekiwany moment nastąpił, zaparła się mocno w strzemionach i przygotowana dosłownie na wszystko, dała oldenburgowi nieco mocniejszą łydkę, by w chwilę później znaleźć się w wodzie. Całe swe ciało odgięła w tył podczas poruszania się ku dołowi, a gdy bez problemu udało im się wylądować w tej wielkiej kałuży, wróciła do poprzedniej pozycji, wysyłając ogierowi polecenie nieco pewniejszego galopu. Prowadziła go przez wodę wprost na przeszkodę numer czternaście, nie zwracając nawet najmniejszej uwagi na to, że wypadające spod kopyt ogiera krople brudzą jej strój. Czerpała przyjemność z tego doświadczenia, szczególnie że Friskas nie dawał jej najmniejszych powodów do zamartwiania. Te jednak pojawiły się w chwilę później – kiedy z wody trzeba było wyskoczyć. Utrzymując nieco szybsze tempo pewnie podprowadziła ogiera pod przeszkodę numer czternaście i zaparłszy się mocno w strzemionach oddała mu ręce, wyprowadzając je nieco bardziej w przód niż w dotychczasowych skokach by po krótkim cmoknięciu wraz z Whiskiem znaleźć się z powrotem na trawie. W tym miejscu przysiadła w siodło by wziąć ogiera bardziej na siebie i nieco ostudzić jego zamiary pędzenia przed siebie, skróciła też wodze, aby złapać lepszy kontakt z jego pyskiem, i dzięki tym kilku zabiegom spokojnie podprowadziła go pod drugi człon przeszkody, którą udało im się pokonać bez większych problemów. Brunetka pochwaliła ogiera głosem za dobrze wykonaną robotę i utrzymując to samo, nieco mniej aktywne tempo, prowadziła go po dość ostrych łukach ku kolejnemu punktowi na trasie. W zakrętach podpierała ogiera w łydkach, chcąc ułatwić mu robotę i nie wypadanie z równowagi, a sama znów przeszła w półsiad by nie zaburzać jego ruchu. Miała świadomość tego, że ogier jest już nieco zmęczony, więc nie wymagała od niego pędzenia – z resztą teren wcale tego nie ułatwiał, co utwierdzało jedynie Vivianne w przekonaniu, że postępuje odpowiedzialnie i z korzyścią dla ogiera.
Po wyjściu z ostatniego ostrego łuku na horyzoncie pojawiła się kolejna przeszkoda, przed którą dziewczyna zdążyła wyprostować Siwego i dodać trochę łydki, by wziął większy rozbieg przed piętnastką, która wymagała nieco bardziej rozciągniętego skoku zarówno z powodu swej wysokości jak i szerokości. Vivianne cmoknęła kilkukrotnie, choć to zdawało się zbędne, gdyż ogier sam wymierzył zarówno odległość jak i tempo, dzięki czemu już w chwilę później jej jedyną rolą było utrzymanie się w siodle i oddanie mu rąk by nie szarpnąć konia za pysk. W tej części trasy Friskey zdecydowanie się poprawił, czym wywierał na swej amazonce niesamowite wrażenie. Dzięki temu zaraz po wylądowaniu mógł usłyszeć kolejne słowa wsparcia. Nawet lekki deszcz, który ponownie zaczął padać z nieba nie zdekoncentrował ogiera, który całą swoją uwagę zdawał się skupiać na trasie, bardzo angażując się w przejazd. Tak zaangażowanego konia lepiej i przyjemniej prowadziło się po torze, co dziewczyna robiła z wielką ochotą, wciąż dzielnie podpierając go łydkami na zakrętach i prowadząc jak najmniej inwazyjną trasą.
Kolejna z przeszkód pojawiła się zaraz po wyjechaniu łuku, co utrudniało wyprostowanie konia tuż przed oddaniem skoku. Vivianne zrobiła jednak co w jej mocy i ponownie dodała łydkę, aby ogier bardziej rozciągnął się nad przeszkodą. Jej wygląd nieco go rozproszył, ale delikatna aluzja ze strony amazonki w postaci korygujących łydek oraz półparady sprawiły, że ostatecznie przeszkoda numer 16 nie była taka zła i już w chwilę później znajdowali się tuż za nią prąc prze siebie niemal prostą trasą w stronę kolejnego punktu. Panna Feron starała się prowadzić konia środkiem drogi i nie raz ścinając niewielkie zakręty, dzięki czemu ogier nie musiał tracić czasu na wpisywanie się w łuki czy utratę stabilności poprzez ciągłe zmiany obieranej ścieżki. Ostatni łagodny zakręt ponownie zwiastował pojawienie się przeszkody, do której brunetka przytrzymała lekko ogiera, dzięki czemu udało im się wybrać odpowiednie miejsce odskoku, aby w chwilę później wylądować w ładnym stylu.
Przeszkoda numer osiemnaście ponownie dawała parze możliwość styczności z wodą, która tym razem nie wywołała na amazonce takiego wrażenia jak poprzednio. Nauczona przez Friskasa chęci galopowania przez rozbryzgującą się na wszystkie strony ciecz, pewnie najechała na przeszkodę, już w trakcie skoku zapierając się mocno w strzemionach i odchylając swe ciało w tył, aby uniknąć upadku czy utraty równowagi. Trzymała konia na kontakcie, choć starała się nie szarpać go za pysk, aby dzięki temu zaraz po wylądowaniu móc wziąć go na siebie i posłać do przodu ku kolejnej przeszkodzie, którą okazał się wąski corner z żywopłotem. Zwolniła trochę już na długi czas przed oddaniem skoku i pilnowała konia w łydkach, przesyłając półparadą informacje o tym, że powinien skupić się na kolejnym wyzwaniu. Wąska przeszkoda zainteresowała, co prawda, siwego, ale nie zdawała się robić na nim większego wrażenia. Vivianne poprosiła o jeszcze wolniejsze tempo na trzy foulee przed odskokiem, dzięki czemu ten wypadł w dobrym miejscu, a Friskas zmieścił się między chorągwiami. Zadowolona z konia właścicielka poprosiła o kontynuowanie trasy w tym samym tempie galopu – miało to dać Siwemu chwilę wytchnienia a także zmusić do skupienia na kolejnej przeszkodzie, której oba człony zdawały się być jeszcze węższe niż na przeszkodzie numer dziewiętnaście. Kanadyjka prowadziła konia ostrożnie, z daleka półparadami zwracając mu uwagę na wąskie, okrągłe przeszkody. Uwierzcie mi, że wepchnięcie tak gabarytowego konia, jakim zdecydowanie był Friski, w tak małą przeszkodę było nie lada wyzwaniem – sama podczas skoku musiała nieco przyciągnąć stopy do jego boków aby nie zahaczyć o żadną z chorągiewek, ale ostatecznie okazało się, że Oldenburg wspaniale poradził sobie z tym skokiem. Zaraz po nim brunetka ponownie przysiadła w siodło, wzięła go na siebie i ścisnęła uda, w ten sposób prosząc go o krótsze foulee i półparadami skupiła jego uwagę na członie B, który do złudzenia przypominał ten, który właśnie pokonali. Już w kilka kroków później podeszli pod przeszkodę, którą także pokonali bez większych problemów. Przed nimi zostały już tylko dwie przeszkody do zakończenia trasy, która z pewnością wykończyła już nie tylko ogiera, ale także samą amazonkę.
Jako że ogier mógł nieco odpocząć podczas wolniejszego galopu między kilkoma ostatnimi przeszkodami, teraz Vivianne poprosiła go o jeszcze odrobinę wysiłku kiedy wyszli z ostrego łuku, sugerując szybsze tempo galopu. Oczywiście cały czas kontrolowała czy koń nie ma już dość i wszystkie decyzje dostosowywała do jego formy i możliwości. Cmokając zachęcała do parcia przed siebie, zwolnienie sugerując dopiero na kilka foulee przed przeszkodą, przed którą przytrzymała go na sobie aby złapać lepszy kontakt z pyskiem siwego lecz zorientowawszy się, że tempo jest odpowiednie, po prostu kontynuowała w jego rytmie aż do przeszkody numer dwadzieścia jeden, nad którą szybowali już w chwilę później. Brunetka oddała ogierowi wodze, aby swobodnie mógł wyciągnąć się nad przeszkodą i niczego nie zmieniwszy podążała wraz z nim ku ostatniej przeszkodzie, będącą przepustką do odpoczynku zarówno dla Oldenburga jak i dla niej. Ostatni punkt trasy również wymagał nieco większego wyciągnięcia się przez konia, co gwarantowało aktywne tempo i nieco wcześniejsze miejsce odskoku, aby w chwilę później brunetka oddała mu ręce, pogłębiła półsiad i wraz z Friskim poleciała nad ostatnią przeszkodą, aby w chwilę później odchylić swe ciało, zaprzeć w strzemionach i miękko wylądować na trawie, aby kilka szybkich foulee później znaleźć się za celownikami.
Dopiero w tym momencie pozwoliła ogierowi przejść do kłusa i dała mu długą wodzę, sowicie nagradzając za przejazd klepaniem po szyi i łopatce. Nie szczędziła mu także pochwał głosowych, a po kilku chwilach w kłusie pozwoliła na przejście do stępa by w tym chodzie spędzić z ogierem jakieś pół godziny. Nie chcąc aby na jego nogach pojawiły się opoje zrobiła to porządnie i wraz z nim udała się do stajni, w której ogier otrzymał stos marchewek oraz odpowiednią pielęgnację swego siwego cielska.

zt

Jessie - 2016-04-02, 12:17

Spotkawszy się ze wznowieniem buntu przy zagalopowaniu, naturalnie nie przekroczyła linii startu dopóty nie dogadała się z kucykiem. Dla Jessie było to równie męczące i stresujące, co dla Strawberry. Z żadnym innym koniem nie musiała się tyle szarpać. Sprawę dodatkowo komplikowało to, że nie mogła przesadzić, obserwowana bacznym okiem sekretarzy, sędziów i innych zawodników. Najprościej byłoby zrezygnować, ale nie mogła teraz odpuścić kasztance. Wiedziała, że były to tylko jej fanaberie - zdrowotnie nic jej nie dolegało, nie była też autentycznie czymś przerażona. Była po prostu złośliwa, a tego tolerować nie mogła. Doświadczenie Jess umożliwiało jej pozostanie w siodle mimo coraz wymyślniejszych akrobacji konia. Najgorzej było, gdy Strawberry stawała na dęba, na przemian ze strzelaniem z krzyża. Wymagało to od brunetki niebywałej zwinności oraz zachowania zimnej krwi, przy jednoczesnych, nieustających próbach ogarnięcia klaczy. Co najważniejsze, unikała szarpania jej za pysk - gdy stawała dęba, nie próbowała jej na hama ściągać do dołu. Zamiast tego oddawała jej rękę, balansem swojego ciała sugerując stanięcie na ziemi. Ewentualnie delikatnie skrzywiała jej szyję, w ten sposób wytrącając z równowagi. Nie miało to jednak nic wspólnego z chamskim trzymaniem za pysk, które tylko prowokowało takie zachowania. Cały czas była mocno zaparta w strzemionach, przeważnie odchylona do tyłu, za wszelką cenę nie dając się zrzucić. W pewnym momencie Truskawka stanęła nieruchomo, co jednak nie uśpiło czujności Jess. Jak się okazało - słusznie, bo ta zaraz wyrwała galopem. Okej. Jonah pewnie kupił takiego konia z premedytacją .
Ostatecznie rozpoczęły trasę, niestety nie do końca tak, jak życzyłaby sobie tego Jess. Tempo było zbyt szybkie, klacz biegła wręcz na złamanie karku, a co gorsze nie reagowała na żadne pomoce. Stwarzała o tyle kłopotliwą sytuację, że naturalnym ludzkim odruchem było złapanie konia za pysk i zatrzymanie go w ten sposób. Jess w tym momencie ledwo nad tym zapanowała, po raz pierwszy od dawna czując nieprzyjemny ścisk w brzuchu mimo tego, że wysokości - całe szczęście! - nie były wysokie. Nie lubiła nie mieć kontroli, a na razie nie zapowiadało się, aby miała ją odzyskać. Klacz mimo regularnych półparad nie zwalniała, w dodatku niemożliwym okazało się usiąść w siodle - tempo było zbyt szybkie, by Jess miała na to szansę bez usztywniania się, które też nie było wskazane. Stąd pozostała w niskim, bardzo stabilnym półsiadzie i jako ostatnią deskę ratunku, otworzyła rękę dając Truskawce więcej luzu. To okazało się uratować zawodniczce tyłek, klacz wyczuwalnie oprzytomniała mimo tego, iż pozostała w szybkim galopie. Przeszkoda wzmogła jej uwagę, a Jess aby uniknąć gwałtownego zatrzymania się, mimo wszystko podparła kasztankę łydką, prowokując do pójścia na kłodę. Co prawda kucynka odbiła się przedwcześnie, ale brunetka mogła się tego spodziewać. Zabrała się razem z nią, nawet minimalnie nie pozostając w tyle, co pozwoliło klaczy na swobodny skok. Półsiad zrobiła co prawda wysoki, zupełnie tak, jakby przyszło jej skakać przeszkody rzędu 1,6m - ale jakby nie patrzeć, przy takim skoku na małym koniu, który skoczył z ogromnym zapasem, była to bardzo podobna sytuacja. Elastycznie oddała rękę, umożliwiając swobodne rozprostowanie szyi. Przy lądowaniu błyskawicznie się wycofała, zaś po przeszkodzie kontynuowała galop do następnych przeszkód. W międzyczasie Strawberry znowu zaczęła brykać, ale tym razem nie zrobiło to na Jess najmniejszego wrażenia. Galop był zbyt szybki, aby klacz mogła wysoko oderwać zad od ziemi. Ratunkiem najpewniej okazała się druga przeszkoda, stojąca w niedalekiej odległości. Z tego tempa najpewniej dopadły jej już po paru sekundach. Tym razem Jess także była gotowa na ewentualne przedwczesne wybicie, niemniej jednak starała się doprowadzić kasztankę jak najbliżej, unikając przy tym szarpania. Na szczęście nie zapowiadało się na to, aby miała się chamsko zatrzymywać przed przeszkodami, choć już teraz mogła być pewna tego, że na najbliższym treningu solidnie się wezmą za naprawianie tego...
Po pokonaniu dwójki czekał ich dłuższy odcinek pozbawiony przeszkód. Wykorzystała go na uspokojenie Truskawki. Mianowicie stanęła nieco wyżej w strzemionach, pozwalając klaczy na swobodny galop, skoro miała na niego taką ochotę. Odpuściła także na pysku podejrzewając, że dzięki temu kobyła zacznie zwalniać, albo przynajmniej myśleć. Gdyby tak było, nie popędzała jej za karę tak, jak zrobiłaby to z każdym innym koniem. Pozwoliła jej na uspokojenie galopu i o ile takowe nastąpiło, poklepała ją po szyi, chwaląc też głosem. Załóżmy, że jednak udało się im dojść do porozumienia, przynajmniej chwilowo; Jess przyjęła to z ogromną ulgą, będąc już okropnie zmęczoną, chociaż był to dopiero początek trasy. Uspokoiła się jednak wewnętrznie i z większym skupieniem prowadziła Truskawkę na kolejne przeszkody. Czekała ich teraz kombinacja złożona z trzech przeszkód; pierwszą z nich była niewielka ławeczka, a później dwa leżące na ziemi bale drewna, które można było zwyczajnie przegalopować.
Jadąc na trójkę, postanowiła zaryzykować i nie ingerować zanadto w ruch Truskawki, nie chcąc jej powtórnie rozeźlić. Skupiła się na tym, aby elastycznie podążać za jej ruchem, cały czas jadąc w niskim półsiadzie. Nie rozpędzała jej przed przeszkodą, ani też nie zwalniała. Zareagowała tylko jeśli Truskawka zaczęła się wyczuwalnie skracać, co mogło wróżyć chęć odmowy. Jechała ją równo w łydkach, trzymając lekki, aczkolwiek stabilny kontakt na wodzach, co powinno ograniczyć ryzyko spłynięcia z przeszkody. Nie denerwowała jej niepotrzebnie półparadami czując i widząc, że obecność przeszkód samoistnie wymuszała na niej koncentrację. Co by nie powiedzieć, głupim koniem nie była. Po prostu... "trochę" ciężkim i upartym, ale za to z wyraźnym potencjałem, któremu jednak mógł zagrażać fatalny charakter.
Na odskoku ponownie zabrała się z Wine, nie zakłócając jej równowagi i tym samym prawdopodobnie nie dając jej konkretnych powodów do złości. Półsiad i stopień oddania wodzy dostosowywała do jakości skoku, bardzo uważała na to aby ani nie szarpać konia, ani też nie kłaść mu się na szyi. W siodło wracała tylko na krótki moment tuż po wylądowaniu, co też miało miejsce u końca skoku za trójką. Dalej czekały ich wspomniane dwa bale drewna, które najprościej rzecz ujmując, należało przegalopować, choć spodziewała się po swoim wierzchowcu przesadnej reakcji. Jaka by nie była, pokonały zarówno czwórkę jak i piątkę, a Jessice dodatkowo udało się nie zostać na drzewie, które w tym odcinku gęsto rosły...

Amelie - 2016-04-02, 15:01

Pomimo potknięć na nierównościach, które wybijały ich z z ustawienia i koncentracji, jak dotąd ich przejazd nie był może perfekcyjny, ale chyba mieścił się w przedziale "całkiem nieźle". Przede wszystkim, pomimo powyżej wspomnianych trudności, nie przekroczyli (bynajmniej jeszcze) normy czasu, a przeszkody nie sprawiały im większych trudności. Po pokonaniu szeregu ruszyli na dziewiątkę. Długi najazd, który Amelie wykorzystała by popracować nad tempem i samym galopem Tym razem jeśli Carthago się już potykał, to znacznie rzadziej, a amazonka też zaraz reagowała, by jak najszybciej przywrócić swojego podopiecznego do ustawienia. Tak czy inaczej polepszyli swoje tempo w porównaniu z poprzednią częścią toru. Dojechali do dziewiątki, przed którą białowłosa zamknęła ogiera lekko w pomocach, usiadła w siodło przed przeszkodą, wyznaczyła mu odpowiednie miejsce do wybicia, dodając łydkę, oddała wodze na kontakcie, wróciła do półsiadu i wyciągnęła nadgarstki, podążając za jego ruchem. W ten sposób pokonali dziewiątkę. Blisko była dziesiątka, więc dziewiętnastolatka pozostała skupiona, prowadząc siwego na kolejną przeszkodę - podobną, jeśli nie identyczną w wyglądzie co wcześniejsza. Podobnie jak z dziewiątką, z dziesiątką również nie mieli problemów i pokonali ją na czysto.
Ruszyli z kolei na jedenastkę, najpierw czekał ich długi najazd, co też Halley starała się jak najlepiej wykorzystać. Zbliżając się do przeszkody znowu zamknęła holendra w pomocach, wróciła w siodło, dodała łydkę do wybicia, oddała wodze przy szyi wierzchowca, uniosła się z siodła, zgrywając z koniem w skoku, podążyła za jego ruchem i została w półsiadzie po lądowaniu. Jasnowłosa pokierowała siedmiolatka na dwunastkę aktywnym, równym galopem, o co cały czas się starała. Przy dwunastce stworzyła mu korytarz z "uszytych na miarę" dla Carthago pomocy, co pozwoliło im pokonać kolejna przeszkodę na czysto, co oczywiście napawało Amelie coraz większym optymizmem, chociaż mieli jeszcze większą część toru przed sobą.
Kolejne dwie przeszkody wiązały się z obawami ze strony Amelie,ze względu na to, że były to przeszkody z wodą, dlatego jeszcze staranniej przygotowała ogiera przed trzynastka, bardziej stanowczo niż zwykle zamykając go przed przeszkoda, nie chcąc by ją wyłamał. Zasugerowała siwemu wybicie, dodała łydkę, oddala stosowna ilość wodzy, uniosła się z siodła, podążając za jego ruchem. Gdy wylądowali pozostała skupiona, ściągając nieco wodze ogierowi, poprowadziła go ku kolejnej przeszkodzie przez bajorko, gdzie powtórzyła cały proceder. Odetchnęła z ulgą, gdy znaleźli się na suchym lądzie. Teraz czekał ich jednak drugi człon szeregu 14B. Jasnowłosa naprowadziła holendra na środek przeszkody, wspierając go swoimi pomocami. Dzięki ich współpracy 14B również mieli za sobą, pokonaną bez problemów.
Ruszyli dalej, Mel skupiona cały czas na swoim podopiecznym i czekających ich przeszkodach. Zbliżając się do piętnastki dziewczyna naprowadziła siedmiolatka na środek przeszkody, zaykając go w pomocach, usiadła z powrotem w siodło, pozwoliła Carthago lekko przyśpieszyć, dodała łydkę zachęcając konia do dynamicznego wybicia, które powinno im pozwolić spokojnie pokonać drewnianą, solidnie wyglądającą przeszkodę - i tak się stało. Niemka oddała mu wodze, przeszła w półsiad, pochylając się nad grzbietem ogiera i zgrywając z nim w skoku, wyciągnęła nadgarstki, pozostając w połsiadzie, po lądowaniu. Dojeżdżając do nieodległej szesnastki Amelie powtórzyła cały proceder, prosząc dodatkowo siwka o siłę z zadu i lekkie przody. W ten sposób zostawili za sobą również i tą przeszkodę na czysto, co na skupionej twarzy amazonki wywołało uśmiech zadowolenia. Ale nie mów hop, póki nie przeskoczysz wszystkich przeszkód, na których teraz skupiła się jasnowłosa.
Na siedemnastkę znowu czekał ich dłuższy najazd co Mel jak zwykle starała się lepiej wykorzystać, wypracowując jak najlepsze tempo i ewentualnie w miarę możliwości poprawiając elementy, które korekty wymagały. Naprowadziła Carthago na siedemnastkę, lekko zamykając go w pomocach i wracając w siodło, po czym znajdując odpowiednie miejsce do wybicia. Kiedy ogier oderwał się od ziemi dziewczyna oddała mu wodze, uniosła się z siodła i podążyła za jego ruchem. Osiemnastka była znowu przeszkodą z wodą, jednak białowłosa już się jej tak nie obawiała, niemniej dobrze przygotowała siwego przed przeszkodą. Nabrała jeszcze trochę wodzy przed przeszkodą, zamknęła go w pomocach, dzięki którym holender pokonał przeszkodę numer 18 na czysto. po pokonaniu tej przeszkody obrali kurs na dziewiętnastkę. Naprowadziła siedmiolatka na środek przeszkody, gdzie powtórzył się cały proceder, ponadto Halley poprosiła wierzchowca o siłę z zadu, która pozwoliła im i tym razem "przefrunąć" spokojnie nad przeszkodą.
Następnie czekał ich szereg 20AB. Podczas najazdu na pierwszy człon jasnowłosa jak zwykle pilnowała równego, aktywnego tempa. Znowu zamknięcie w pomocach, powrót w siodło, łydka do wybicia, oddanie wodzy, półsiad, wyciągnięcie nadgarstków i dość gładko pokonali 20A. Drugi człon był blisko, więc amazonka pozostała skupiona, po prostej prowadząc Carthago na 20B. Wcześniej zamknęła go w pomocach, usiadła w siodło właściwie w ostatniej chwili, stworzyła dla siwego korytarz z jak najlepiej dla niego dobranych pomocy. Dzięki ich współpracy pokonali szereg na czysto. Zostały im dwie przeszkody, jednak póki co Niemka była skoncentrowana na tu i teraz. Jeszcze wiele mogło się zdarzyć, jednak Mel miała nadzieje, że nic co miałoby im popsuć przejazd się nie zdarzy. Podczas najazdu na 21 poprosiła jeszcze Carthago, żeby lekko przyśpieszył, o ile miał jeszcze na to siły. Starała się je jak najlepiej rozłożyć podczas całego przejazdu, jak i najazdu na 21. Przed przeszkodą zamknęła ogiera lekko w pomocach, zgrabnie usiadła w siodle, dodała łydkę, oddala wodze na kontakcie, przeszła do półsiadu, pochylając się na grzbiecie siedmiolatka, zgrywając z nim w skoku, wyciągnęła nadgarstki, podążając za jego ruchem. Została im jedna przeszkoda, a Amelie nie miała zamiaru niczego schrzanić przed linią mety. Chociaż wiadomo, że różnie z tym bywało, jednak tym razem naprawdę niczego nie schrzaniła. Dojechali do 22, przeszkody, którą pokonali podobnie jak poprzednie, na czysto. Chętnie dałaby upust radości, ale najpierw musieli minąć linię mety. Gdy ją minęli stopniowo zwolnili, a zadowolona Mel zaprowadziła siwka na rozprężalnię. Tam porządnie go rozstępowała, sama też się rozluźniła, po czym odstawiła go do boksu, zostawiając mu kilka smakołyków w nagrodę, na którą sobie zasłużył.

/zt

Jessie - 2016-04-02, 16:17

Angel był jedynym koniem, na którym startowała w tej klasie. Potraktowała ten star jako urozmaicenie, głównie kierunkując konia na parkury. Próba crossowa mogła jednak korzystnie na niego wpłynąć, co było głównym celem Jessie. Stosownie przygotowała konia do dzisiejszego dnia, włączając w to kondycyjne treningi, by nie wyciągnął nóg w połowie trasy...; przed startem natomiast rozgrzała go porządnie, nastawiając na wysiłek, który mieli podjąć.

Wreszcie nadeszła ta chwila, w której po otrzymaniu startu minęli linię startu, rozpoczynając trasę od ustalenia dynamicznego galopu o szerokiej foule, aczkolwiek wciąż stosunkowo okrągłego. Jechała w niskim, stabilnym półsiadzie, utrzymując elastyczny kontakt z pyskiem wierzchowca.
Przed każdą przeszkodą z osobna dokonywała drobnej korekty, jeżeli była taka potrzeba. Spodziewała się, że widok niektórych przeszkód mógł sprawić, że ogier miał ochotę się przed nimi skrócić; wówczas zdecydowanie pchała go do przodu, zamykając w łydkach i w razie konieczności wspomagając się ostrogami. Najwięcej uwagi zwracała jednak na jego czujność i skupienie. W crossie nie było miejsca na nieuwagę i ospałość, bo na pozór niewinne zahaczenie o przeszkodę lub potknięcie się mogły spowodować niebezpieczny upadek. Stąd też jadąc na pierwszą przeszkodę, paroma półparadami ściągnęła uwagę ogiera na konstrukcję, nie wytrącając go przy tym z prędkości, z jaką galopowali. Pozostając w bliskim kontakcie z siodłem, zamknęła siwka w korytarzu z pomocy i pomyślnie doprowadziła go do jedynki, spod której wybili się w optymalnym ku temu punkcie. Zabrała się za jego ruchem, wstając niewiele wyżej w strzemionach oraz oddając mu rękę. Po wylądowaniu kontynuowała galop na wprost, na nieco wyższą oraz szerszą przeszkodę, do której pozwoliła mu dodać by zyskał energię niezbędną do pokonania dwójki. W trakcie skoku zachowała się podobnie, nie mając problemów z równowagą, dzięki czemu Angel mógł swobodnie skakać. Kolejne dwie przeszkody stały w niedalekiej odległości, toteż wieńcząc skok na dwójce jedynie podniosła ogiera, biorąc go nieco na siebie by na powrót wszedł głębiej zadem pod kłodę. Czuła, że przy pierwszych paru skokach był wyjątkowo niepewny, lecz z każdym kolejnym skokiem owe uczucie mijało. Znała Angela już na tyle dobrze, że przyjemnie się im razem pracowało - a dzisiejszy dzień nie był od tego wyjątkiem. Do obu przeszkód - trzeciej i czwartej - doprowadziła go równym galopem, w łydkach pilnując przed spłynięciem na którąś ze stron. Pomagała mu też w ocenie miejsca wybicia, jako że nie był jeszcze wysoce doświadczonym koniem. Lepiej też widziała odległości, jako że wcześniej zapoznała się z całą trasą.
Do piątej przeszkody dzielił ich odcinek pozbawiony przeszkód, na którym to pozwoliła sobie na dodanie w galopie. W międzyczasie pochwaliła konia, niejako dodając mu otuchy swoim dobrze mu znanym głosem. Piątka była wąska, ale za to przyjemna wizualnie i technicznie, toteż przede wszystkim skupiła się na doprowadzeniu do niej konia w równej linii, półparadami odrobinę go zwalniając oraz koncentrując na skoku. Podparła go łydką przy odskoku, po czym wyszła za jego ruchem, nie spóźniając się i nie zaburzając jego równowagi. Elastyczna ręka na kontakcie zadbała też o to, aby nie przytrzymać konia ani tym bardziej go nie szarpnąć. Dalekim lądowaniem zwieńczyli skok, by następnie kontynuować galop, z ponownym dodaniem. Dopiero dziesięć foule przed (mniej więcej) kolejną przeszkodą odchyliła się lekko, ściągając łopatki i biorąc wierzchowca na siebie, co by nie skakał z pełnego galopu tak masywnej przeszkody. Prowadząc go aktywnie w łydkach do stołu, na równych wodzach, pomyślnie zdołała doprowadzić hanowera pod szóstkę, spod której to odbili się i oddali długi, mocny skok. Lądując szybko pozbierała go z powrotem, jako że dosłownie kawałek dalej stał drugi człon szeregu, bardzo wąski. Wycelowała w wąską przestrzeń, w dojeździe mocno pilnując siwego przed pływaniem między pomocami, po czym we wskazanym miejscu odskoku dała mu łydkę, motywując do oddania następnego skoku. Dalej lekkim łukiem skierowali się na już siódmą przeszkodę, bardzo podobną do tej, która rozpoczynała trasę. Zachowując niezmieniony schemat działania, przy współpracy ogiera zdołała z nim pokonać domek, tym samym kończąc pierwszą część trasy.

Angel's Wings - 2016-04-02, 21:08

Angel do tej pory nie miał zbyt wiele do czynienia z crossem. Właściwie od momentu w którym się obudził i zjadł śniadanie spodziewał się czegoś, po atmosferze panującej w stajni i właściwie wyczekiwał momentu, w którym zobaczy znajomą sylwetkę przed swoim boksie. Chyba byłby zawiedziony, gdyby Jessie się nie pojawiła. Mimo oczywistego podekscytowania zachowywał się dość spokojnie podczas przygotowania i rozgrzewki przed samym startem.

Przed startem był skoncentrowany i niemal rwał się do przeszkód, jednak nadal zachowywał się przyzwoicie. Po starcie ruszył naprzód dynamicznym galopem, najchętniej jeszcze by przyśpieszył, jednak trzymał się tempa wyznaczonego przez Jessie. Gdy zbliżyli się do jedynki ogier skoncentrował na niej swój wzrok, pozostając wrażliwym na pomoce od kobiety, reagując na nie, tak jak można się było tego po nim spodziewać. Rzadko miał do czynienia z podobnymi przeszkodami, jednak dzięki pomocom od właścicielki wybił się w wyznaczonym miejscu ładnie układając się w skoku i zgrywając z amazonką, by dość gładko wylądować po drugiej stronie. Dalej ruszyli na wprost, siwy ochoczo trochę przyśpieszył, gdy Jessie mu to zasygnalizowała. Mimo pewnych obaw związanych z przeszkodami, które w pewnym stopniu były dla niego nowe, odważnie ruszył na przeszkodę, stosując się do pomocy od Jessie, wybił się we wskazanym miejscu, pokonując na czysto również dwójkę. Równym galopem ruszył na kolejne przeszkody. Wiele ułatwiały mu pomoce od Jessie, które utrzymywały go w koncentracji i zapobiegały przed instynktowną reakcją jak np spływanie na boki. Ponadto oldenburg znał swoją właścicielkę już na tyle dobrze, że mógł na niej polegać i rzeczywiście jemu też dobrze się z nią pracowało. Dzięki ich współpracy Aniołek na czysto i dość płynnie pokonał przeszkody trzecią i czwartą, co przysłowiowo (i bardzo a propo) dodało mu skrzydeł.
Podczas kolejnego odcinka trasy przed piątką dwunastotek jeszcze przyśpieszył w galopie, na razie sił mu nie brakowało, chociaż był to dopiero początek toru. Nie miał już takich obaw przed przeszkodami, wręcz przeciwnie, chętnie wychodził naprzeciw wyzwaniom. Równymi liniami dojechał do piątki, zwalniając nieco przed przeszkodą. Wybił się w wyznaczonym miejscu, zgrabnie baskilując nad przeszkodą, zgrywając się z Jessie, wylądował za przeszkodą z bezpiecznym zapasem. Póki co dawał z siebie 200% normy - a przynajmniej jak zwykle się starał, co dawało efekty. Po drodze na następną przeszkodę ponownie dodał trochę w tempie. Dojeżdżając do przeszkody - stołu w wyznaczonym przez kobietę miejscu wybił się mocno, ponownie pokonując przeszkodę na czysto. Jednak drugi człon szeregu był zaledwie kawałek dalej. Ogier skupił się dzięki pomocom od Jessie na kolejnej przeszkodzie, na którą amazonka go naprowadziła. Utrzymując się w skupieniu i ustawieniu, nie uciekając przed przeszkodą, wybił się w wyznaczonym miejscu, pokonując i tę przeszkodę, po czym ruszyli na siódemkę, którą również dzięki owocnej jak dotąd współpracy z Jessie udało mu się pokonać.

Dark Princess - 2016-04-03, 00:02

Jeśli sądziła, że Jess ją zaskoczyła, to co miała powiedzieć w tym momencie gniada? W końcu to jej pierwsze zawody, w dodatku pod nie swoją właścicielką. Powiedziałabym, że stresik podwójny. Jak miał im pójść cross, mniej my nadzieje, że dobrze. Gdyby, nie daj boże coś się wydarzyło, kolejne zawody mogłyby nie być tak przyjemne na gniadej. Dark miała dość ugodowy charakter, więc pozytywnie zareagowała, na obecność Naomi, pod swoim boksem. Kiedy kolejnego dnia wszyscy się krzątali, konie i ludzie, gniada wiedziała, że coś się święci. Potulnie stała, gdy Nao ją oporządzała oraz rozgrzewała, dokładnie się przykładając do stawianych przed nią zadań.

Klacz za to się nieco stresowała, wszystko było nowe, miejsce, zapachy, przeszkody. Oparta na pomocach kobiety, starała się jednak zachowywać choć trochę, tak jak powinna. Prychnęła krótko i ruszyła galopem przed siebie, po tym jak otrzymała sygnał od Nao. Skupienie było pomocne, bo gniadoszka kilka foule, jechała ciut roztrzepana. Kiedy jednak zaczęły się zbliżać do pierwszej przeszkody, prychnęła kilka krotnie, mimo sporego potencjału i zaangażowania, pierwszy start był trudny. Kłoda nie kłoda, jednak coś nowego, innego, strzygła uszami to na kobietę to na przeszkodę. Im bliżej, tym nieco niepokój narastał, zablokowana w pomocach, jechała płynnie do przodu. W odpowiednim miejscu z lekkim zawahaniem, odbiła się od podłoża, składając i wyciągając w locie. Skok wyszedł jej z nieco przesadnym chyba zapasem, ale to może kwestia tego, że bardzo nie chciała w nią uderzyć. Kiedy wylądowała po drugiej stronie, w pewien sposób nawet się ucieszyła. Dała radę ! Nieco podbudowana tym faktem, pogalopowała dalej do dwójki. Na widok drugiej przeszkody, dość niskiej na oko, klacz podobnie jak poprzednio wydała z dwa parsknięcia, zastrzygła mocniej uszami. Po dojechaniu pod tą przeszkodę, w zamkniętych pomocach i w pełnym skupieniu, klacz ponownie odbiła się od podłoża, składając lekko nogi w locie pod siebie, nie była zbyt wysoka, więc nie musiała wykonywać swojego "baskilu". Skoki nie były idealnie proste, baskil był nieco zachwiany, no i nogi takie jeszcze krzywe podczas składania, ale wyrobi się. Na szczęście te przeszkody tutaj, nie były super nie wiadomo jak wysokie. Idealne dla początkującego konia, klacz powtarzała te same czynności co przy poprzednich dwóch. Kiedy dojechała w końcu do trójki, ponownie gładko odbiła się od ziemi, przelatując ją i gnając dalej do czwórki. Kolejna przeszkoda była dość podobna do tych poprzednich, ponownie parsknięcie, zastrzygnięcie uszami. Nieco żwawiej do niej pogalopowały, nadrabiając cenne sekundy. Przed przeszkodą lekko została przytrzymana, wyrównując tempo do pośredniego, po dołożeniu łydki do jej boku, klacz od razu wzbiła cielsko w powietrze. Ładnie nawet złożyła nogi pod siebie, ale do ideału daleko im jeszcze. Po lądowaniu kontynuacja galopu w kierunku piątki, z chęcią przyjęła kilka chwil rozluźnienia. Klacz utrzymywała wszystko w stosunku, co Nao każe, ona robi. Krótko przed piątką, jednak poskładała ponownie klacz, po dojechaniu do przeszkody, klacz nieco koślawo, ale na czysto przeskoczyła i tą. Po ojcu odziedziczyła ! Ja nie wiem czy należało się cieszyć, że szósta przeszkoda się różniła od poprzednich. Na szczęście wsparta na pomocach kobiety, jakoś radziła sobie z stresem i dość ładnie skakała i zachowywała się na torze. Nieco uniosła pysk dojeżdżając do domku, za pewne Nao nie zdążyła tego skorygować, podczas skoku dół klaczy był ok ułożony, natomiast łeb miała dość wysoko. Udało im się jednak przeskoczyć go na czysto, okropna jesteś - fe :lol2: Siódemki prawie by nie zauważyła na swojej drodze, gdyby Nao jej o niej nie uprzedziła. Podczas pokonywania przeszkody, po prostu zrobiła mały skok nad nią, nawet się nie składając do niej. Przyzwyczajona poniekąd do widoku kłody, ósemka zrobiła na niej pośrednie wrażenie. Kiedy otrzymała pomoce, klacz odbiła się od podłoża, składając nogi i wyciągając się lekko nad nią.

Red Star d'Argent - 2016-04-03, 02:52

Zabranie Red Star na zawody crossowe miało swoje zalety, jak i wady. Co prawda nie były to jej pierwszy start, ale za każdym razem przeżywała je na swój sposób, mocno różniący się od innych. Z drugiej strony jak na konie na jej poziomym miała świetną kondycję, jednocześnie będąc przy tym szybką. Jessie zdążyła odpowiednio przygotować holsztynkę do tego konkursu, dzięki czemu miały zaprezentować się z jak najlepszej strony - oczywiście jak na najniższą klasę, choć nie był to pierwszy start Argent. Niestety, w sam dzień zawodów była nieco rozkojarzona, głównie ze względu na wszędzie krzątające się pary i związany z tym bałagan w stajni i poza nią. Było mnóstwo chętnych na tenże konkurs, co poskutkowało jeszcze większym zaaferowaniem kobyły, a towarzystwo innych koni zdezorientowało ją, momentami wręcz irtując.
Mimo dość chaotycznie przeprowadzonej rozgrzewki jakoś udało im się przeżyć, a nawet - dojechać na początek trasy i wystartować wraz z sygnałem! :lol2: Wraz z dzwonkiem puściła się energicznym, szybkim galopem, początkowo całkowicie nie potrafiąc skupić się na jeźdźcu. Hałas "na widowni" rozpraszał ją, o czym świadczyły wędrujące we wszystkie strony jasne radary. Dopiero pojawienie się czegoś nowego przed nią - przeszkody - sprawiło, że zainteresowała się całym przejazdem na tę krótką chwilę. Przeszkody nie były specjalnie udziwnione, dlatego bez żadnego zawahania Argent ruszyła jej naprzód, oddając sprężysty, ekonomiczny skok.
Ze skokami miała styczność już niejednokrotnie, podobnie jak z crossem, więc bezproblemowo odnalazła się w całej tej sytuacji. Utrzymywała mocne tempo galopu, nie biegnąc jednak na przeszkodę na złamanie karku - wbrew pozorom nie była aż tak lekkomyślna :lol2: . Dojeżdżając do dwójki, skierowała w jej stronę oboje uszu. Pomimo wcześniejszych półparad od Jess podeszła do niej lekceważąco ze względu, że była jeszcze niższa od poprzedniczki. Niemniej nie zepsuła ich przejazdu na wejściu, oddając płaski i niski skok, ale dalej bezbłędny. Parsknęła głośno z wyraźnego podekscytowania, traktując te zawody jako swego rodzaju zabawę czy zwykły trening. Nie była zestresowana, choć dalej przyłapywała się na odbieganiu uwagą od amazonki.
Dopiero trzecia przeszkoda miała sprawdzić przygotowanie holsztynki do tego typu konkursów. Różniła się wyglądem i budową od tych typowo skokowych. Mimo to gniada nie zawahała się i nawet przez chwilę nie wykazała się jakimikolwiek wątpliwościami. Utrzymując wyrobione wcześniej tempo galopu, dojechała do trójki, którą gładko pokonała, jedynie przy lądowaniu nieznacznie się potykając. Na ich szczęście poradziła sobie z tą sytuacją i szybko odnalazła równowagę, by po prawie prostej linii zaatakować najwyższą z dotychczasowych przeszkód, kolejną kłodę. Ta jednak była nieco bardziej masywna od poprzednich, co miało w jakimś stopniu zniechęcić konia do skoku, ale Gwiazda była na tyle odważnym osobnikiem, by nie zwracać na to uwagi. Naprawdę mało rzeczy zdołało ją przestraszyć, a już na pewno nie te, które występowały na torze. Gdyby nie rozkojarzenie kobyły, prezentowałyby idealny przejazd - szybki, gładki, bez odmów skoku czy wolt. Tak samo zakończyło się pokonywanie wcześniej wspomnianej czwórki - przechodząc w fazę lotu, wyciągnęła masywne szyjsko i podkurczyła pod siebie przody, które wysunęła pod koniec skoku.
Do piątki dzieliła je spora ilość metrów, więc wręcz domyślnie przyspieszyła, nie mając najmniejszego problemu z utrzymaniem takiego mocnego galopu, a nie ukrywajmy - prędkości jej nie brakowało, więc zaprezentowały całkiem wysoki poziom. Zbliżając się do kolejnej przeszkody, zwolniła nieco, by mentalnie przygotować się do następnego skoku. Czerpała z tego samą przyjemność, nie potrzebowała ku temu żadnych zachęt czy innych tego typu pomocy. W wyznaczonym przez Jessie miejscu odbiła się prężnie, bezzwłocznie składając się do skoku i tym przym prezentując całkiem przyjemny dla oka baskil. Szóstka przedstawiała najmniej pozytywny moment ich przejazd, a przynajmniej według zdania kobiety, bo ośmiolatka naturalnie nie potrafiła przewidzieć, co dalej ma ją czekać. Rzeczywiście na moment zapomniała się i nieco zwolniła, nie pałając do prowizorycznego domku sympatią czy zaufaniem. Położyła płasko po sobie oboje uszu, chowając je w czarnej grzywie i parskając wrogo w stronę szóstki. Finalnie jednak nie zrezygnowała z dalszej jazdy i poddała się woli właścicielki, pokonując przeszkodę w prawidłowy i płynny sposób. Dla własnego poczucia bezpieczeństwa pozostawiła sobie spory zapas, będąc daleką od choćby muśnięcia "dachówek".
I o ile szósta przeszkoda była tą "najtrudniejszą", to kolejna wydawała się tak prosta, że aż śmieszna. Utrzymując to samo, typowo crossowe tempo, z którego wyszła do kolejnego skoku nad leżącymi drążkami. Ich wysokość była na tyle niska, by nie musiała przykładać się do wykonania owego skoku, więc maksymalnie go skróciwszy, oddała nieco z zadu, aby następnie ruszyć naprzeciw ósemce - jednej z bardziej topornych przeszkód. Na krótki moment wycofała uszy, aby wyłapać pochwałę od amazonki, by zaraz ponownie skupić się na jeździe. Nie próbowała usilnie zmienić tempa galopu i nie traciła rytmu, pozostając w tym narzuconym przez jeźdźca. Zebrała całą swoją energię do prawidłowego pokonania przeszkody. Oddała wysoki, okrągły skok, szybko reagując kończynami, przy lądowaniu sapiąc jednokrotnie. Powoli traciła siły, bo nawet ona nie miała nieskończonej i nieograniczonej ilości energii, chociaż zmęczeniem nie dało się tego nazwać.

Vivianne Feron - 2016-04-03, 14:21

Do tej pory dogadywali się naprawdę dobrze dzięki czemu Vivianne czuła się na ogierze nieco pewniej i zdecydowała się pozwalać mu na nieco szybszy galop i odważniejsze ruchy. Z tego co zauważyła, Jimmy jest naprawdę dobrze ułożonym koniem i pomimo niektórych nieco zbyt dynamicznych reakcji, wciąż odpowiadał na polecenia amazonki co tylko utwierdzało ją w przekonaniu, że dalsza część biegu przełajowego przebiegnie bez większych komplikacji.
Wiedziona swym postanowieniem w dystansie pomiędzy dziesiątką a jedenastką pozwoliła ogierowi na szybsze, bardziej dynamiczne tempo. Nie traciła w tym jednak głowy – wciąż kontrolując poziom zmęczenia ogiera dobierała taki galop, który bez szwanku miał doprowadzić ich do mety, nie dopuszczając by ogierowi przedwcześnie zabrakło sił. Uważnie podtrzymywała konia w łydkach wyjeżdżając każdy zakręt i nadal starała się mu zbytnio nie przeszkadzać, utrzymując niezachwianą równowagę półsiadu i trzymając z ogierem elastyczny kontakt, który pozwalał na nieszarpanie go za pysk a w razie potrzeby umożliwiał zaingerowanie pomocną wodzą.
Trasa ku jedenastce minęła bardzo szybko, więc już przed nimi majaczyła kolejna przeszkoda w postaci domowego daszku, którego kolory nie powinny budzić w gniadym niepokoju. Vivianne nie ingerowała w tempo najazdu, które zdawało się być odpowiednie do prawidłowego miejsca odskoku, a jedynie półparadą podpowiedziała Jimowi skupienie na przeszkodzie, którą w chwilę później pokonali bez większych komplikacji. Przy lądowaniu brunetka zaparła się mocno w strzemionach a gdy już znaleźli się na ziemi poprosiła gniadego o kontynuowanie przejazdu, decydując się nie zmieniać tempa, którym jechali chwilę wcześniej. Niedaleki i niezbyt kręty dystans ku przeszkodzie numer dwanaście dobrze nadawał się do nadrobienia kilku sekund przed nieco trudniejszą częścią przejazdu, która jawiła się w postaci kolejnych, dość trudnych, przeszkód a także krętych ścieżek, które nie sprzyjały szybkiemu galopowi. Póki więc mogli parli przed siebie dynamicznie i ochoczo, aby w chwilę później znaleźć się pod przeszkodą numer dwanaście. Vivianne wyprostowała ogiera już na kilka foulee przed miejscem odskoku i skorygowała odległość poprzez delikatne dodanie, dzięki czemu ogierowi miało być także łatwiej pokonać dwunastkę w postaci kolejnego, nieco różniącego się od poprzednich, domku. Jeszcze przed nim brunetka ponownie zwróciła uwagę gniadego półparadami i zamknąwszy go w korytarzu z pomocy naprowadziła na sam środek przeszkody, by już w powietrzu oddać mu rękę, a tą cofnąć z powrotem ku swemu ciału zaraz po zetknięciu się kopyt z podłożem. Tym razem poprosiła Oldenburga o wolniejsze tempo, zaciskając przy tym uda i biorąc go nieco bardziej na siebie. Nie miała zielonego pojęcia czy ogier boi się wody czy nie – było to ryzyko, które musiała ponieść startując na koniu, którego dosiadała pierwszy raz w życiu – i nie chciała go wpędzać do tej „wielkiej kałuży”, dając sobie jednocześnie możliwość reakcji, jeśli miała się nadarzyć ku temu potrzeba. Już na chwilę przed wskokiem do wody zaczęła zwracać uwagę ogiera na to co za chwilę miało się wydarzyć, acz gdy tylko Jim postawił uszy zorientowała się, że jej przypuszczenia miały się potwierdzić. Gniadosz wyraźnie wystraszył się wszechobecnej wody i zdawał się nie być zachwycony tym, do czego próbowała namówić go amazonka. Ta zamknęła go w pomocach, uważnie pilnując by nie spłynął jej na żadną ze stron i spokojnymi słowami próbowała uspokoić Beama, trzymając równe wodze, którymi starała się go nie szarpać, aby nie zniechęcić jeszcze bardziej ogiera do wykonania wskoku.
Te kilka chwil, które udało im się nadrobić chwilę wcześniej stracili teraz na dogadywanie się co do przeszkody, która nie bez kozery zdawała się posiadać ten felerny, pechowy numer. Ostatecznie jednak Vivianne udało się przekonać Oldenburga by ten podszedł do kłody i choć bardzo niechętnie (i ze stulonymi wciąż uszami) wskoczył do wody, decydując się nawet na rozgalopowanie dzięki namowom amazonki. Ta odetchnęła krótko, zadowolona że udało jej się namówić konia do kontynuowania trasy, ale nie mogła teraz spocząć na laurach. Szybko więc odgoniła od siebie zadowolone myśli, koncentrując się wyłącznie na kontynuowaniu trasy, do której wciąż zachęcała także wierzchowca. Galop przez wodę nadal nie wydawał się dla niego czymś zachwycającym, ale ufając pomocom amazonki udało im się pokonać ten wielki lęk, który z resztą chwilę później opuścili poprzez wyskok z wody nad pierwszym członem przeszkody numer 14. Amazonka oddała ogierowi nieco bardziej rękę, kiedy wylecieli w powietrze, ale zaraz po wylądowaniu na trawie cofnęła ręce i usiadła w siodle, aby wziąć go na siebie i móc mocniej zadziałać dosiadem. Nie chciała by ogier zbytnio napędził się ku wąskiemu członowi B, a więc uważnym, spokojnym krokiem podprowadziła go tuż pod drewniany punkt, aby zaraz po odskoku unieść się ponownie w strzemionach, oddać mu rękę i móc udać się ku dalszej części trasy. Zaraz po skoku pozostała w półsiadzie, aby nie zaburzać równowagi ogiera a przekazawszy mu nieco mocniejszą łydkę, pozwoliła na kontynuowanie w nieco szybszym galopie od tego, który zastosowała w dystansie pomiędzy członami czternastki.
Uważnie wyjechała oba ostre zakręty, które pojawiły się na drodze, w każdym z nich podpierając konia w łydkach i starając się prowadzić go najmniej inwazyjną trasą dzięki czemu już w chwilę później znaleźli się przy kolejnej przeszkodzie. Brunetka skorygowała tempo ogiera, tuż po tym jak wyprostowała jego głowę, dodając nieco ku piętnastce. Była ona trochę wyższą i dłuższą przeszkodą od poprzednich, toteż Jimmie potrzebował nieco więcej siły do wybicia się tuż przed nią. Po wybraniu odpowiedniego miejsca odskoku Kanadyjka dała ogierowi mocniejszą łydkę i wraz z dwunastolatkiem pokonała, bez większych problemów, kolejną z przeszkód, z każdym kolejnym skokiem znajdując się bliżej upragnionego końca trasy.
Dwa ostre zakręty, które jawiły się w dystansie do kolejnej przeszkody, dały parze niemałe powody do strachu – droga w nich była bardzo nierówna, a rozsypane wszędzie kamienie nie sprawiały, że przejazd stawał się łatwiejszy. Vivianne poprosiła ogiera o wolniejsze tempo galopu, w tym celu biorąc go na siebie i przysiadając w siodle dla lepszego kontrolowania ogiera dosiadem, ale nawet to nie uchroniło ich przed potknięciem się ogiera. Pierwsze wydawało się nawet całkiem niegroźne, ale sprawiło, że Jim stracił równowagę, co zaowocowało jeszcze kilkoma potknięciami o kamienie i wystające z ziemi korzenie. Vivianne także nie miała się najlepiej. Z całych sił próbowała utrzymać się w siodle, nie chcąc przerywać przejazdu właściwie tuż przed jego zakończeniem i choć przez chwilę wyglądała na ogierze jak worek ziemniaków, to ostatecznie udało jej się opanować i utrzymać w siodle. Gdy tylko to zrobiła, za wszelką cenę starała się pomóc w powróceniu do równowagi ogierowi, który wyraźnie wystraszył się następujących na trasie komplikacji. W myślach brunetki pojawiło się kilka soczystych przekleństw, które – wierzcie lub nie – pomogły jej odzyskać koncentrację i prędko ustawić konia z powrotem na pomocach. Ogarnąwszy się w siodle podtrzymywała go w łydkach, uważnie dobierając każdą przesłaną mu pomoc, a kiedy już oboje byli w stanie kontynuować przejazd w niezachwianym tempie, okazało się, że na ich drodze już stoi kolejna przeszkoda. Na szczęście mieli przed sobą jeszcze kilka kroków, a brunetka zdecydowała się na lekkie dodanie by koń swobodnie mógł rozciągnąć się nad szesnastką i pochwaliła go tuż po wylądowaniu za nią. Gniady okazał się być naprawdę dzielnym koniem – mimo widzenia tylko na jedno oko i komplikacji, które pojawiły się w trakcie przejazdu chętnie szedł na kolejne przeszkody i nie sprawiał wrażenia, jakby miał się czymkolwiek przejmować. Zadowolona brunetka wypowiedziała w jego kierunku jeszcze kilka krzepiących słów, nie tracąc przy tym skupienia na trasie. Serce niemalże wyskakiwało jej z klatki piersiowej gdyż cały czas nie mogła się otrząsnąć po potknięciach ogiera, ale zmusiła się do koncentracji na kolejnej części trasy, nie mogąc sobie pozwolić na więcej komplikacji.
Po wyjechaniu łuku, w którym dokładnie podpierała ogiera łydkami naciskając nieco mocniej na prawe strzemię, wyprostowała go i bez potrzeby korygowania tempa, najechała równym galopem ku kolejnej przeszkodzie, nad którą jedynie lekko oddała mu wodze – drewniana przeszkoda nie była zbyt wysoka ani wymagająca, toteż pokonanie jej było jedynie formalnością. Jim Beam zdawał się odzyskać zapał do kontynuowania przejazdu i chętnie, z postawionymi uszami, kontynuował bieg do kolejnego punktu. Tym razem, przy najechaniu na wodę, nie zrobił amazonce żadnych niespodzianek – ładnie szedł przed siebie, nie pokazując żadnych oznak zdenerwowania, co Vivianne udało się wykorzystać w najeździe na osiemnastkę i szybszym wskoku do wody, poprzez zastosowanie niewielkiego dodania tuż przed przeszkodą. Zaparła się w strzemionach, obrywając nieco wodą po twarzy, przez co kilkukrotnie musiała zamrugać powiekami, i zaraz po wylądowaniu poprosiła ogiera o kontynuowanie w tym samym tempie, co spowodowało soczyste rozbryzgiwanie wody na wszystkie strony świata. Gniady zdawał się czerpać z tego przyjemność, gdyż raz po raz dzielnie uderzał kopytami o taflę wody i bez potrzeby ingerowania brunetki, raźno biegł przed siebie, z postawionymi ku górze uszami.
Szybkie tempo skończyło się wraz z wyjechaniem z wody, kiedy to na horyzoncie pojawiła się kolejna wąska przeszkoda. Vivivanne zmuszona była skrócić konia, półparadami skupić jego uwagę na dziewiętnastce i wreszcie przysiąść w siodło, by mocniej zadziałać udami. Łydkami w tym czasie zadziałała na niego ograniczająco, nie pozwalając na spłynięcie w którąś ze stron i w takim, utworzonym z pomocy, korytarzu naprowadziła wierzchowca na przeszkodę, przed którą otrzymał mocniejszą łydkę. Poszybowawszy w górę otrzymał od amazonki dłuższe wodze, a ta również odciążyła jego kręgosłup poprzez przejście w półsiad.
Po wylądowaniu za dziewiętnastką kontynuowała przejazd w tym samym tempie, jako że oba człony dwudziestki nie grzeszyły szerokością i wymagały równie uważnego najazdu co właśnie pokonana przeszkoda. To jednak nie stanowiło dla nich większego problemu – ogier ładnie dał się naprowadzić w miejsce odskoku bez potrzeby korygowania tempa, a jedyne co zrobiła Vivianne, to zwracała jego uwagę półparadami od początku zarówno na człon A i B. W dystansie pomiędzy nimi przysiadła w siodle, dla lepszej kontroli ogiera, co okazało się nie do końca potrzebne, gdyż ten sam wybrał sobie odpowiednie tempo i miejsce kolejnego odskoku. Dzięki temu kontynuowali właśnie przejazd ku przedostatniej przeszkodzie, a Vivianne ponownie skontrolowała stan kondycyjny ogiera. Był już bardzo spocony i oddychał głośno, ale wciąż nie było to zagrożenie, z którego powodu należałoby się niepokoić. Amazonka zdecydowała się więc na szybszy galop ku przeszkodzie numer 21, nie napawając się jeszcze wizją ukończenia startu – nadal podpierała ogiera łydkami w zakrętach i pomagała mu na trasie jak tylko mogła.
Już po chwili znaleźli się przy przedostatnim punkcie, do którego Vivianne specjalnie nie musiała nawet korygować tempa. Za pomocą półparady zwróciła uwagę ogiera na przeszkodę i wraz z nim oddała ładny skok, kontynuując tym samym galopem do ostatniej przeszkody.
Hydra, która pojawiła się już wcześniej na trasie nie zrobiła na Gniadym specjalnego wrażenia, a brunetka pozwoliła mu na kontynuowanie trasy w tym samym tempie, które z resztą było całkiem pomocne w locie nad taką przeszkodą. Pilnowała go w łydkach, półparadą ponownie zwróciwszy uwagę na skok, i wraz z dwunastolatkiem zrobiła ostatni sus, oddając mu wodze, które zostawiła bliżej pyska konia aż do momentu, w którym przekroczyli linię mety. Dzięki temu koń mógł się swobodnie wyciągnąć i przyspieszyć jeszcze bardziej, co z pewnością pozwoliło im zaoszczędzić kilka setnych.
Zaraz po zakończeniu przejazdu Vivianne poprosiła konia o chwilę kłusa, a następnie przeszła do stępa, w którym to chodzie nagrodziła konia. Poklepała go po szyi i wypowiedziała kilka miłych słów – poradził sobie naprawdę świetnie i była zeń bardzo zadowolona, toteż nie szczędziła mu pochwał ani marchewek, które miał otrzymać zaraz po powrocie do stajni. Rozstępowała konia porządnie, nie chcąc dopuścić by coś wydarzyło mu się po wspólnym starcie, a kiedy uznała, że minęło odpowiednio dużo czasu, zsiadła z konia i odprowadziła go do stajni, jeszcze kilka razy poklepując go po szyi.

zt.

Sensationet - 2016-04-03, 23:55

To mogli sobie podać rękę i kopyto, ona również niewiele z nim miała wspólnego. Mniej my nadzieje, że jednak się to zmieni. Klaczy odwagi oraz zapału nie brakowała, więc powinna dość dobrze sprawdzić się w crossie. W końcu najniższa z klas, więc jak mogła być trudna? Nie licząc kucyków, ale ona się do nich nie zaliczała. Wiedziała, że się coś święci, duży chaos, pełno ludzi, ale on był jedyny w swoim rodzaju <3 Po krótkim powitaniu, ruszyła za nim na myjkę, gdzie została wyczyszczona i osiodłana. Potem kierunek rozprężalnia, tam się dokładnie rozgrzali i wyczekiwali startu.

W końcu kiedy naszedł ich czas, skierowali się na linię startu. Była mocno podekscytowana tym, co miało się zaraz wydarzyć. Po dzwonku, od razu klacz ruszyła pełnym galopem przed siebie, mocnym tempem, ale nie morderczym. Widziała gorsze przeszkody, więc na widok tej, nie spięła się jakoś specjalnie. Dojechała bez błędnie do przeszkody, odnajdując wraz z facetem idealnie miejsce do odbicia się od podłoża, kiedy do nastąpiło, złożyła się w locie i delikatnie wyciągnęła. Przeszkody nie były zbyt wielkie, więc nie musiała się bardzo wysilać. Po miękkim lądowaniu galop kilka foule po prostej, skręt w lewo i kierunek dwójka. Dwójka w ogóle była przeszkodą bardzo niską, po dojechaniu do niej, klacz praktycznie przeskoczyła ją, bez większego trudu. Nie musiała się specjalnie ani składać, ani wysoko unosić w powietrze, wystarczył nie wielki skok i galop do trójki. Do tej przeszkody był spory kawałek do pokonania, utrzymywali nadal średnie tempo, które gwarantowało im zmieszczenie się w normie czasu. Klacz ogólnie była bardzo odważna, pewna siebie i mocno idąca do przodu, więc cóż się dziwić, że całkiem niezły mieli przejazd? Trójka już jednak była przeszkodą, a nie takim sobie nie wiadomo czym. Klacz spokojnym, ale energicznym tempem galopowała do niej, by w odpowiednim miejscu odbić się od ziemi, złożyć nogi pod siebie i lekko wyciągnąć. Mieli długą prostą do czwórki, jechali mocnym, energicznym galopem, jednocześnie takim co, by nie padli ze zmęczenia przed metą. Czwórka złożona była z dwóch kłód, ułożonych jedna na drugiej. Klacz po dojechaniu do nich, bez większego oporu przeskoczyła na czysto. Po lądowaniu skierowali się na piątkę, przeszkoda również nie należała do specjalnie trudnych. Po dojechaniu pod nią, klacz ponownie po sygnale miękko odbiła się od podłoża, unosząc nad przeszkodą i lekko składając. Najazd może był nieco krótki, ale nie przesadzajmy, że aż tak masakrycznie. Klacz skupiona w pełni na pomocach od chłopaka, przeszkoda była nieco dziwna, ale klacz odważnie szła do przodu. Po dojechaniu do przeszkody, ponownie dość gładko weszła w fazę skoku, pokonując przeszkodę na czysto. Do siódemki prowadził ich znowu dość długi dystans + przeszkoda, no cóż, nieco trudno nazwać ją typową przeszkodą. Przecież tą przeszkodę to by można na dobrą sprawę przejść, nie trzeba skakać, coś ala duże cavaletti. Klacz po prostu siódemkę przeskoczyła przekładając energicznie wpierw przody, potem dostawiając tyły. Nie musiała się nawet do niej składać na dobrą sprawę, ósemka była nieco znowu bardziej wymagającą przeszkodą. Dziwny jej wygląd z pewnością nie ułatwiał zadania, jednak przy odpowiednim najeździe i pomocach, przeskoczyli na czysto i pognali dalej.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group