Soul Eater - 2016-05-09, 22:03 Na pierwszy postoju korzystał z czasu wolnego głównie pijąc wodę i gryząc trawę. Ściganie się w terenie trochę go zmęczyło, no i ten późniejszy galop też zrobił swoje.
Pod koniec ich trasy już stępował, kiedy dotarli na miejsce większość osób już rozkładała namioty i paliła ogniska. Spojrzał w kierunku zagrody, gdzie puszczone były konie. Jak on już chciał do nich dołączyć. Zatrzymał się, by mężczyzna mógł z niego zejść i go rozsiodłać. Ogier był cały spocony, więc nie marzył o niczym innym tylko odpoczynku. Potrząsnął głową i ziewnął, a gdy znalazł się już na ogrodzonym terenie od razu uwalił się na ziemi i zaczął tarzać, by pokryć swoje cielsko piachem. Leżał tak chwilę, nie mając ochoty się podnieść, ale z obawy, że ktoś mógłby go zdeptać wstał i otrzepał się. Napił się jeszcze wody i zaczął skubać trawę, co chwila obijając ogonem o swoje boki.Caroline Hathaway - 2016-05-09, 22:03 Na szczęście selle się nad nią zlitowała, chwała bogu <3 Na szczęście, dość ładnie skupiała się na kobiecie, mimo tysiąca rozproszeń, popracujemy nad tym, zobaczysz ! W końcu i tak miały przejść do galopu, to pozwoliła klaczy go kontynuować, jednak robiły to, w rozsądnym tempie i uważając. Kiedyś musiały na moment zwolnić, by dojechać do mety Kiedy się tak stało, odezwała się do El, która się pojawiła obok.
-To prawda. - odparła krótko, podążając dalej. W końcu po kilku godzinach oraz przerwie, znaleźli się na końcu trasy. Tutaj rozebrała klacz, zamieniając ogłowię, na kantar i wpuściła na jedno z pastwisk - ogrodzonych, dziękując za pracę.
-Bywają gorsze, Bastian. - odparła na słowa chłopaka, który zaraz potem, wraz z El gdzieś odszedł, do innej grupy, Ona zabrała się rozbijanie namiotu, a kiedy skończyła, wyprostowała się i spojrzała, po zebranych. Dojrzała znajomą twarz <3
-Drew, ty też tu. - podeszła do chłopaka, odzywając się jednocześnie. Nie spodziewała się go tu, ale mogła się domyśleć.Alain - 2016-05-09, 22:04 Po pewnym czasie dookoła zebrało się zdecydowanie zbyt wiele osób, by w całym tym tłumie i rozgardiaszu bezproblemowo móc dostrzec przybyłą Monroe. Francuz podejrzewał, że dziewczyna już zakończyła swoją jazdę, bowiem godzina stawała się już dość późna, niemniej jednak nie zamierzał jej szukać. Jemu o wiele trudniej byłoby ją znaleźć w tłumie, zaś jedyny samochód był o wiele łatwiejszy do dostrzeżenia. Posługując się tym tokiem myślenia, nie ruszał się z miejsca. Przez chwilę krążył dookoła pojazdu, a to tylko ze względu na to, że nogi zaczynały mu drętwieć i pozycja stawała się coraz bardziej niewygodna. Ostatecznie ponownie oparł się o auto i w tym samym czasie dostrzegł zbliżającą się, jasnowłosą postać. Na twarzy bruneta pojawił się mimowolny uśmiech, który mimo wszystko dość szybko zbladł. W odpowiedzi na powitanie uniósł rękę i skinął głową, już po chwili słysząc pierwsze narzekania. Przewróciwszy ostentacyjnie oczami, dał dziewczynie pierwszy powód do odpowiedzi na zaczepkę.
-Może pomasować?- rzucił lekko rozbawionym tonem, szczerząc się głupkowato.
-Wybacz, ale muszę cię rozczarować.- odpowiedział, nawet nie zwracając uwagi na skwaszoną minę jasnowłosej. Po prostu go tym nie zaskoczyła i w żaden sposób nie zdziwiła. -Jak nie przestaniesz marudzić to zaraz sama go poskładasz.- oderwał się od samochodu i posłał przyjaciółce znaczące spojrzenie. Wyjął z kieszeni paczkę papierosów i jednego z nich umieścił w ustach, zaraz starając się o to, by go zapalić. Nim schował pudełko, zaproponował zapalenie Monce. Później już tylko wziął torbę, w której był namiot i zarzucił ją na plecy, wypuszczając kolejny kłąb dymu. Umieściwszy papierosa w ustach, podciągnął spodnie.
-Gdzie sobie pani życzy zamek?- spytał nieco niewyraźnie, bowiem nie wyjmował peta z ust.Jessie - 2016-05-09, 22:09 Ze zwycięską miną odprowadziła Hayley wzrokiem, nie musząc długo czekać na jej powrót w towarzystwie Tonego, na którego widok, podobnie jak Mia, ledwie była w stanie opanować głupi uśmiech.
- Cześć! - Przywitała bruneta z entuzjazmem, najwyraźniej wciąż nie przyjmując do wiadomości, że on nie darzył jej równie dużą sympatią. Jakby nigdy nic zaczęła pokornie porządkować stworzony przez ich cudowne trio bałagan, nie mogąc jednak zignorować min Aidena czy znaczących spojrzeń dziewczyn. Oczywiście najmniej przejmowała się spiętą Hayley, bowiem przyzwyczaiła się do tego - w towarzystwie Tonego zawsze zachowywała się inaczej, że niby dorośle i poważnie. Jess wiedziała jednak jak temu zaradzić szybko i bezboleśnie... Alkohol!
- No nie? - Odparła Anais konspiracyjnym szeptem, spoglądając krótko na Tonego, do którego to zaraz znowu uśmiechnęła się szeroko. - Wiesz, jakbyś stwierdził, że jednak wolisz spać z kimś, to my będziemy mieć jedno miejsce - odezwała się entuzjastycznie, chyba nie zauważając pewnego istotnego szczegółu. Skoro Tony siedział przy namiocie z Aaren, to pewnie z nią się dogadał, ale... Może jej też tylko pomógł składać namiot? - Na przykład obok Hayley albo Aidena - dodała nagle, przypominając sobie o preferencjach Tonego.Aaren Wayford - 2016-05-09, 22:16 // Widzisz Harłak, ja to mam łeb :D.
Nawet kogoś takiego jak Aaren da się zaskoczyć, tym bardziej tak otwartym gestem, na który kompletnie nie była gotowa. Czyżby Bastian się zakochał, skoro tak promienieje ? Zmierzyła go wzorkiem podobnie jak jego towarzyszkę.
- Lepiej mnie tak dzisiaj nie atakuj.- ostrzegła go nie podając na chwilę obecną powodu, dla którego musiał uważać. Może niedługo ten powód sam mu się przedstawi ahahah .
Spojrzała tęsknie za fajką, aczkolwiek nie zamierzała po nie sięgać, obecnie powoli dopijała swoje piwo, które było już na wykończeniu.
Podając nieco niechętnie rękę Elizabeth uśmiechnęła się niemrawo w jej kierunku, nigdy nie przepadała za nowym towarzystwem, ale nie oznaczało to, że pałała do niej niechęcią. Po prostu taka już była, nieco sceptycznie nastawiona wobec nowych znajomych.
- Jak chcesz to Pani porucznik zaraz da Ci wycisk, podskakuj dalej.- zagroziła mu palcem wskazującym, zaraz dźgając go nim w żebra, co by przypadkiem nie zapomniał, że ona też potrafi być upierdliwa i zadziorna.
- Nie dziękuję.- odprowadziła wzorkiem Elkę, dopiero teraz całkowicie się rozluźniając i nieco bliżej pochodząc do Bastiana. - Będziemy musieli porozmawiać przy innej okazji, chodzi o to co zawsze.- naturalnie chodziło o mafię, a jako, że nie miała mu okazji opowiedzieć o swoim mało przyjemnym incydencie to zamierzała uczynić to w najbliższym czasie, teraz jednak odpuszczając sobie ten niewygodny temat, którego nie chciała poruszać na rajdzie.
- Zostaliśmy sami.- posyłając mu czarujące spojrzenie uśmiechnęła się prezentując szereg białych zębów.Casello - 2016-05-09, 22:21 Był koniem mądrym i szybko uczącym się, ale także kapryśnym i momentami skłonny do psot - tak jak teraz. Nie robił tego jednak złośliwie, bo wbrew pozorom był naprawdę kochaną istotką, która po prostu czasami chciała znaleźć jakiś sposób na wszechogarniającą nudę. Jeszcze skorzystał z tego, że nie był ograniczony już żadną siłą, by uciec w bok, kiedy Gerard spróbował go złapać. Jednak ten jeden, pojedynczy skok wystarczył, by dalej oddać się w ręce właściciela. Nieco rozluźnił się dzięki tej chwili beztroski, dzięki czemu bezproblemowo dał się przeprowadzić przez most, za którym znowu przygarnął na swój grzbiet kilkudziesięciokilogramowy balast. Już do końca trasy zachowywał się spokojnie, czerpiąc zdecydowanie więcej przyjemności z tego rajdu - między innymi dlatego, że trzymali dystans od całej grupy, co gwarantowało Wayfordowi bezpieczne dotarcie do reszty. Nie da się ukryć, że jego kondycja nie była w świetnym stanie, więc można powiedzieć, że cudem go tam dowiózł, ale czterdziestolatek najwyraźniej zdecydował się zrewanżować za to, wypuszczając holendra na część z klaczami. Ten jednak był na tyle wymęczony i wypruty z sił, że nawet na żadną nie spojrzał, ale zajął się swoim pustym żołądkiem i nieustającym pragnieniem, szybko zapominając o męczarniach, jakie przeżył.Nadya - 2016-05-09, 22:22 Poklepała Zetterholma, gdy ten zagalopował i pozwoliła mu obrać wygodne dla niego tempo o ile nie zaczął szaleć, wtedy go korygowała. Podobnie było ze zwolnieniem: gdy Zetka zaczął zwalniać, gdy zaczęła zauważa u niego oznaki zmęczenia, lub gdy jakiś element terenu wydał jej się podstępny zwolniła go do kłusa i prowadziła rozsądnym tempem do postoju. Na po do kłusa aż do postoju zeskoczyła z jego grzbietu, żeby trochę go odciążyć, poczęstowała smakołykiem. Sama napiła się wody i rozprostowała nogi, prowadząc siwego w ręku.
Gdy wrócili na trasę nadal prowadziła go w kłusie, aż dotarli nad jezioro. Na miejscu obozu rozsiodłała go i wypuściła na ogrodzony padok. Pewnie jeszcze do niego zajrzy zanim ruszą w drogę powrotna. Najpierw chciała mieć z głowy rozłożenie namiotu, co było dla niej czarną magią. Znalazła jak najmniej zatłoczone miejsce i i zabrała się do rzeczy. Przed wyruszeniem zapoznała się wielokrotnie z instrukcją i nawet raz trenowała, ale teraz nic nie szło po jej myśli! Robiła wszystko krok po kroku, ale konstrukcja namiotu nie chciała stanąć solidnie i po kilkunastu minutach nadal była w powijakach. Wściekła się i wyprostowała, rozglądając wokół nieufnie. Z jednej strony nie chciała nikogo prosić o pomoc, z drugiej.. no halo, dama w potrzebie! Wyglądało na to, że może spędzić tę noc pod gołym niebem.Bastian Collins - 2016-05-09, 22:28 - Nie psujmy sobie zabawy – mruknął jedynie na wspomnienie o mafii, wyraźnie się tym faktem irytując. Nie miał zamiaru poruszać tego tematu w tak miłych okolicznościach i głupia wzmianka była w stanie doprowadzić go do białej gorączki. Powoli przestawało mu się podobać życie niegrzecznego chłopca, choć chcąc nie chcąc nadal musiał brać udział w tych zabawach rozgrywanych pod osłoną nocy. Kiedy raz już w to wejdziesz, bardzo ciężko będzie się uwolnić.
- Może to ja Ci dam wycisk jeśli później zostaniemy sami? – zagaił, chcąc w jakiś sposób rozładować atmosferę, a kiedy Elka zaproponowała piwo, chętnie kiwnął głową w odpowiedzi na jej pytanie. Cóż, od alkoholu nigdy nie stronił, a w tym momencie należał mu się on jak psu buda. Zaciągnął się jeszcze kilkukrotnie papierosem, aby w chwilę później pożegnać dziewczynę, obdarowując ją przy tym obietnicą wspólnego picia w późniejszym czasie, kiedy ognisko się już rozkręci. Sam ruszył w stronę panny White, a jeśli ta już niosła mu browarka, chętnie go od niej odebrał, zatrzymując się przy ognisku. Otworzył oba piwa za pomocą zapalniczki, jeśli Elizabeth jeszcze nie otworzyła swojego i uniósł w górę kącik warg, ostatni raz zaciągając się fajką, którą rzucił gdzieś na ziemię.
- Kurwa, prawie nikogo tu nie znam – oświadczył, jedną głową drapiąc się po tyle głowy, podczas gdy drugą podawał sobie pod wargi piwo.Delfinek - 2016-05-09, 22:30 Zauważając mężczyznę zbliżającego się do niej obejrzała go od góry do dołu. Jak on się... Coś na D? G? Niee, jakoś inaczej chyba. Skojrzyła go z listy i stajni. Raz, może dwa go minęła. Kiedy usiadł obok uśmiechnęła się delikatnie i zagadnęła.
-Ładnie tu- brawo dla Delph mistrzyni zagadywania. Może jeszcze powie, że ładna pogoda? Ehh, nic ambitniejszego? Skupiła swoją uwagę na mężczyźnie i poprawiła oficerki na nogach. Da sobie uciąć rękę, ale nikt nie da rady zdjąć jej tych oficerek. Pasowały na styk, a przy takiej jeździe mięśnie znacznie nabrzmiały przes co ni trochu się nie chciały ruszyć. Westchnęła więc i usiadła w wygodniejszej pozycji spoglądając co raz na Drew. Może też nikogo tutaj nie zna? Albo przynajmniej mało osób. Albo w ogóle jest odludkiem z innej planety, kto go tam wie. Jednak skoro usiadł to głupio wyjść na niemowę.
-Jestem Delph- uśmiechęła się i wyciągnęła w jego stronę rękę. Tak, tak. To facet powinien pierwszy pla, pla, pla. Kto teraz przestrzega takich zasadDrew Pascail - 2016-05-09, 22:32 Chyba na chwilę się zapomniał, czy zamyślił, może po prostu cieszył się możliwością wyprostowania się po godzinach w siodle i orzeźwiającą puszką coli. Znajomy głos wyrwał go z zamyślenia. potoczył wzrokiem po horyzoncie by dotrzeć znajomą kolorową czuprynę. Prawdę mówiąc ulżyło mu, że chociaż kogoś zna. Nie jest tak najgorzej!
- Cześć Caro. - przywitał się z kobietą. Jej widok wcale go nie zdziwił, ale i tak cieszył się, że tu jest, - Nie byłem pewny, czy jechać, w końcu nikogo tu chyba nie znam prócz ciebie, ale w końcu jestem. - wyjaśnił.Desperado - 2016-05-09, 22:32 Zaalarmowany okrzykiem Sergeia, napiął się jak struna, zadzierając łeb i oglądając się za siebie. Kiedy w pełnym galopie minęło go kilka koni, drgnął niespokojnie, mimo wszystko pozostając pod kontrolą jeźdźca i ani ośmielając się drgnąć. Mimo tego, że również był gorącej krwi i teoretycznie ściganie się w miał we krwi, zdołał powstrzymać swoje żądze. Nie miał szans z tymi końmi - były o wiele niższe, a przez to szybsze. Spojrzał więc za końmi, cierpliwie czekając, aż im przyjdzie wreszcie się trochę poruszać. Na szczęście nie musiał długo czekać; już po paru minutach przeszli do kłusa, a następnie do galopu. W obu przypadkach ogier nie miał problemu z zachowaniem tempa, nie starając się doścignąć nikogo z przodu. Niekiedy był zmuszony wejść na woltę na życzenie jeźdźca, nie traktując tego jednak jako karę - cały czas był skupiony przede wszystkim na Rusie, nie mając dziwnych ciągot do lecenia na łeb, na szyję.Sensationet - 2016-05-09, 22:33
5
Na szczęście obyło się bez większych problemów, a dalej mogli ruszyć żwawym kłusem, przed siebie. O tam, pewnie się trzymali blisko swojego zastępu, w końcu nie rozsądne byłoby, oddalać się nagle, nie wiadomo gdzie. Wypchnięta do galopu, przeszła do niego nieco zbyt mocno, jednak szybko wyrównując tempo. Klacz była szybka i zwrotna, więc nie miała problemów z zwykłym końmi, wyścigowców jednak, nie dogoni. Długo galopowali na przód, aż do momentu, kiedy musiała nieco odsapnąć. Więc wrócili do stępa, potem kierowali się kłusem, jeszcze długo szli w trasie, z jednym postojem po drodze. Kiedy dotarli na miejsce, klacz była szczęśliwa, bo będzie mogła sobie odpocząć. Po dotarciu, na padok i uwolnienia, ze zbędnego balastu, poszła, w swoją stronę.Anonymous - 2016-05-09, 22:35 cztery.
Francesca napisał/a:
.
Parsknąwszy krótko, dalej kroczył spokojnie przed siebie, aż do momentu gdy pojawił się przed nimi most. Wałach niespecjalnie się tym przejął, niejednokrotnie przechodząc przez takie miejsca. Ba, nawet gdyby musiał przejść przez rzekę to i tak by się nie zawahał.
Jednak nie musiał martwić się o nic, gdyż dziewczyna wybrała most. Odważnie ruszając przed siebie, jedynie zerkał na strukturę mostu, nasłuchując jak ten oddaje odgłos jego kopyt. Nieco zdziwiony ruszył kłusem, mocniej akcentując pierwsze kroki. Nie wiedział dlaczego nagle ruszyli szybciej, jednak się dostosował, będąc mocno wyrozumiałym. Zwalniając za kolejnymi nieznanymi końmi, postawił uszy, bacznie się im przyglądając i wędrując dalej niewzruszony.Monroe - 2016-05-09, 22:35 Nic nie zrobiła sobie z jego zaczepki, posyłając mu jedynie krótkie spojrzenie i wzruszywszy ramionami, zaśmiała się cicho. Właściwie miała ochotę pokazać mu środkowy palec, przypominając, że niedawno pogardził, ale nie chciała psuć sobie wieczoru.
- A już byś chciał – odparła, odchylając głowę w tył. Zamknęła oczy aby w pełni delektować się ostatnimi promyczkami zachodzącego już słońca, zupełnie niespiesznie analizując gdzie postawić namiot. Dopiero na kolejne słowa Alaina, powróciła spojrzeniem na jego twarz, wzruszając ramionami.
- Zawsze musisz wszystko utrudniać. Zawsze – mruknęła bez grama złości i powoli oderwała się od maski, by rozprostować nogi. Zrobiła parę kroków, wreszcie zaczynając czuć się dobrze we własnej skórze. Niemal natychmiast też nabrała lepszych kolorów, a odpalając fajkę, zaciągnęła się dymem papierosowym.
- Przy fosie – odparła krótko, nie do końca przewidując, że to właśnie tam, przy jeziorze, niedługo będzie najwięcej komarów. Z drugiej jednak strony od czegoś mięli siateczkę przy wejściu, a w samym namiocie, z założenia, spędzą mało czasu. Poza tym... tam było najładniej i nie obchodziły ją sprzeciwy mężczyzny, skoro dał jej już wolną rękę w kwestii doboru miejsca.
- Chodź, Królewiczu... – mruknęła nieco ironicznie z lekkim półuśmiechem i chwyciła złożony namiot w ręce. Ot, nie będzie przecież czekać aż Alain go tam zaniesie, toteż sama rozpoczęła dziarski marsz w stronę wody.Aaren Wayford - 2016-05-09, 22:38 - Masz rację.- przyznała mu, sama chcąc choć na chwilę oderwać się od problemów i zapomnieć o tym felernym wieczorze, którego skutki odczuwała do teraz. Po paru solidnych godzinach spędzonych na grzbiecie konia nie czuła już swojego tyłka i nóg, dodatkowo odzywały się powoli żebra.
- Patrz bo zarobisz w zęby i nie mów potem, że nie ostrzegałam.- nie zamierzała lądować z nikim innym pod namiotem niż z Tonym, tymczasowo będąc głucha na wszelkie inne zaloty ze strony panów, nawet takiego wciąż przystojnego Bastiana.
Pożegnała się z brunetem, trzymając go za słowo co do wspólnego picia. Sama odprowadziła go wzorkiem, mając chwilowo czas dla siebie. Rozbudzone pragnienie nikotyny odezwało się nie w porę, dlatego też wypaliwszy jedną fajkę położyła się w namiocie tak, że wystawały z niego tylko same nogi przybrane w oficerki, których jeszcze nie zdjęła.
Liczyła na krótką drzemkę i odpoczynek, do połowy skryta w namiocie pozostawała tymczasowo anonimowa, mogą ulżyć swoim styranym nogom i biednemu tyłkowi.