Judith Henderson - 2017-10-23, 18:17 Na pierwsze podejście wybrała nieco bardziej odosobnione miejsce, na którym nie było żadnych innych trenujących par. Przy okazji obie panie mogły nacieszyć się jeszcze pogodą, na co może nie być większych szans w przyszłym miesiącu. Na pierwsze podejście wybrała nieco bardziej odosobnione miejsce, na którym nie było żadnych innych trenujących par. Przy okazji obie panie mogły nacieszyć się jeszcze pogodą, na co może nie być większych szans w przyszłym miesiącu. Tak jak zostało jej powiedziane, po drodze na obiekt nie było problemu ze znalezieniem pracownika stajni, który miał służyć brunetce pomocą w kwestii ustawiania przeszkód. Zanim jednak miało do tego dojść, Judith musiała wgramolić się jakoś na pokaźnych rozmiarów klacz, do czego miały jej posłużyć stojące na uboczu schodki. Sprawnie podpięła popręg, opuściła dopasowane jeszcze w stajni strzemiona i trzymając w ręku wodze wspięła się na siedzisko. Nie pozwoliła Promise się wyrwać z ruszeniem dopóki się nie ułożyła w siodle i nie doszła do wniosku, że wszystko gra. Dopiero wtedy, wyrównawszy wodze na długości raczej dość swobodnej, acz niepozbawionej lekkiego kontaktu. Posyłała klacz biodrami i delikatną łydką do aktywnego stępa, w którym od samego początku wywijały najróżniejsze szlaczki. Angielka już teraz wydawała komendy co do ustawienia przeszkód, widocznie czując się nieźle w takiej roli. Oczywiście nie oznaczało to, że nie poświęcała uwagi klaczy, wręcz przeciwnie, cały czas kontrolowała ją łydkami jak i lekką wodzą podczas wyginania po łukach z początku głównie większych, dopiero potem i mniejszych. Chciała, żeby się dopasowały jeśli chodzi o skrętność, bo to przecież ważna cecha konia skokowego. Po kilku minutach zaczęła ją też zatrzymywać, sprawdzając jej czujność i gotowość do reakcji. Za jakiś czas podpięła jej też popręg i po tym czynie skróciła wodze, po czym posłała jej impuls do kłusa. I tutaj także zaczęła od razu od kół, serpentyn i wszelkich możliwych wywijasów czy to po prostu na obiekcie, czy wokół przeszkód, nie chciała bowiem pozwolić, by siwa się nudziła. Ze swojej strony dobierała pomoce elastycznie, wnioskując po reakcjach klaczy, gdzie czego brakuje. Wymagała dobrego wpisywania się w krzywe linie oraz aktywnego tempa od zadu. I oczywiście pamiętała o zmianach nogi w kłusie, które musiała wykonywać często, jako że często decydowała się na zmiany kierunku, chcąc rozgrzać Promkę jak należy.Integrity Promise - 2017-10-23, 22:29 W sumie faktycznie dobre jak na pierwszy ich wspólny raz. Siwa nie miała raczej problemu z innymi pracującymi parami, chyba że nie potrafiły się zachować. Pogoda faktycznie dziś była całkiem znośna, więc to dobrze rokowało na ich trening na placu. Klacz po chwilowej wariacji po wyjściu ze stajni, dalej szła już stosunkowo grzecznie. Rozglądała się bacznie dookoła, by w końcu dotrzeć do celu. Faktycznie klacz była dość wyrośnięta za sprawą swoich genów, aczkolwiek były większe konie w tej stajni od niej. Klacz cierpliwie zniosła ostatnie poprawki, nie mogąc się doczekać konkretnych zadań. Zadrobiła niegroźnie w miejscu, niecierpliwiąc się po prostu. W końcu Jud znalazła się na górze, a siwa odchyliła na nią jedno z uszu. Klacz niemal wystrzeliła od łydki w przód, bo roznosiła ją energia. Jednakże zdołała zapanować nad sobą - względnie. Obstawiam że nieco szarpnęło kobietą w siodle przy jej energicznym ruszeniu, acz jednak jej chód mieścił się w granicach górnych energicznego stępa. Siwa nie była zbytnio miłośnikiem rozgrzewki, ale co poradzić? Z czasem się nieco bardziej wyciszyła po wykonaniu licznych mniejszych lub większych łuków. Szła nadal energicznie, jednak zdecydowanie bardziej spokojnie. Klacz niechętnie się zatrzymywała, ale dla odmiany nadal energicznie ruszała. Buła czujna i skupiona, ale nabuzowana energią i musiała ją gdzieś spalić na czymś konkretnym. Radośnie zareagowała w końcu na przejście do kłusa, energicznie i nieco przesadzone. Jednak nie tak jak poprzednio, acz podobnie. Tutaj również wykręciły parę kół, serpentyn i innych zawijasów po obiekcie. Klacz ładnie się wyginała, ale jeśli chciała zobaczyć lepszą pracę zadu powinna jednak nieco bardziej ją zebrać.Judith Henderson - 2017-10-28, 02:03 W trakcie rozgrzewki brunetka rzeczywiście stopniowo "podbierała" siwą, chociaż może bardziej trafne byłoby opisanie zjawiska, bo to słowo dla niektórych bywa mylące. Otóż Jud dbała nie tylko o wygięcie sylwetki na łukach, ale też o wygięcie sylwetki samej w sobie, a konkretnie o podnoszenie pleców i podstawianie zadu, czyli najprościej mówiąc zaokrąglała Promise dzięki aktywizującej zad łydce oraz działaniu półparad, które nie powinny pozwolić klaczy na rozpędzanie się a wręcz przeciwnie, skłonić ją do stopniowo coraz większego zaangażowania. Dość lekka ręka z czasem podjęła się wyraźniejszego kontaktu z pyskiem, niemniej ciągła praca półparadą i dawaniem miejsca na wodzy miała się przyczynić do tego, by szyja Integrity stawała się coraz bardziej zaokrąglona, ale jednocześnie wyciągnięta w przód-dół.
Kiedy przeszkody już stanęły na miejscu, Judith poprosiła pomocnika o ułożenie jej drągów na kłus z uwzględnieniem rozmiaru kobyły. Sztang na ziemi leżało pięć i ustawione były na linii środkowej, na którą Angielka pokierowała Promkę. Najazd wyszedł precyzyjnie po prostej linii, Henderson trzymała siwą w korytarzu pomocy nie pozwalając jej spływać na boki ale także pracą dosiadu starała się zapobiec wyrwaniu klaczy do przodu. Jej pomysłem na dalszy etap pracy przygotowującej do skoków miało być aktywne ale opanowane przejście nad drągami - z jej strony w kłusie anglezowanym - po czym zagalopowanie na lewo bądź prawo, pół koła w galopie, przejście do kłusa i w efekcie ponowne wyjechanie w kłusie na drągi, ponowne przejście i zagalopowanie tym razem na inną nogę niż poprzednio. Warunkiem koniecznym do rozpoczęcia galopu tuż po drągach było kontrolowane tempo, stąd dopóki Jud nie udało się go wyegzekwować od siwej, to po prostu klepały same sztangi, oczywiście z urozmaiceniami po drodze, czyli jakimiś dodatkowymi zawijasami przed wyjechaniem na linię środkową czy też przejścia. Brunetka nie była szalona i chciała podjąć się skoków na koniu dopiero wtedy, kiedy byłaby w stanie go wyczuć i przy tym odnosić wrażenie, że jest się w stanie z nim dogadać i nad nim mimo wszystko zapanować.Integrity Promise - 2017-11-05, 23:40 Za pewne ma rację. Klaczy trochę brakowało treningów i takiego samozaparcia w sobie, by nie rozsypać się przypadkiem z ustawienia. Nie była ani młodzikiem ani nie była nowa w tej kwestii, ale brak regularnych treningów potrafił zrobić swoje. Klacz starała się jak najlepiej wyginać na wszelakich łukach, acz powiedzmy sobie szczerze na początku nie było to takie idealne. Z czasem można było zauważyć znaczącą różnicę, to znaczy po kilku wykonaniach takich łuków. Klacz wtedy naprawdę ładnie pracowała zadem, pchając się z niego wyraźnie naprzód i pozostając na miękkim kontakcie z ręką kobiety. Przeżuwała lekko wędzidło, idąc gładko przed siebie. Widocznie miała chęć i potencjał do pracy, bo nie sprawiała kobiecie większych problemów. Trzeba tu przyznać że siwa nie była wcale aniołkiem, jednakże obecnie zachowywała się względnie spokojnie. Przyjrzała się krótko ustawionym tutaj przeszkodą, pomijając fakt ze uciekło mi przejście do kłusa? Drągi i niskie przeszkody nie były specjalnym wyzwaniem dla siwej, nie oznaczało to jednak że planowała się na nich obijać. Nie należała też do najmniejszych koni, więc niskie przeszkody z reguły nie stanowiły dla niej wielkiego problemu. Dała się bez większego problemu naprowadzić na pięć ułożonych na ziemi sztang, jadąc spokojnym kłusem wprost na nie. Klacz nie szarpała się, płynnie poruszała się naprzód w skupieniu czekając na odpowiedni moment do uniesienia nóg. To też się stało nad nimi, bezproblemowo uniosła wszystkie kończyny i przeszła gładko na drugą stronę. Przejście jednakże do galopu zaraz po nich wyszło nieco zanadto energicznie, gdzie za pewne Judith w pierwszej chwili musiała ją nieco ostudzić. Wtedy klacz mogła się skupić na zrobieniu półkola, by zaraz zwolnić do kłusa w którym ponownie najechała na drągi. Pokonała je w taki sposób jak na poprzednią stronę Tempo w kłusie potrafiła zachować jednakowe, ale przejście do galopu w tą stronę również było nieco przesadzone. Nie mówimy tu o szaleństwach klaczy, bo prawdopodobnie wystarczyło ją upomnieć. Jeśli wałkowały przy tym dalej drągi, to klacz po chwili przejścia miała płynne bez lekkiego szaleństwa. Nie miała obiekcji przed wykonaniem jakiś zawijasów po drodze, ponieważ lubiła ciekawe - urozmaicone treningi nie wiejące nudą vel wykonywaniem po sto razy jednego zadania. Promise odziedziczyła po ojcu wysokie loty, doskonałą technikę i duże serce do skoków. Po matce natomiast nieco wredny charakter. Kobieta mogła mieć świadomość wysokich klas skakanych przecz klacz - zawartych w jej informacjach, jednak nie musiała się na to z nią porywać od razu. Siwa pod pewnym i doświadczony jeźdźcem nie sprawiała trudności w prowadzeniu po parkurze, jednak jak ktoś się wahał i nie był zdecydowany to zdecydowanie mógł zaliczyć samotny lot nad przeszkodą.Judith Henderson - 2017-12-04, 19:33 Kłus był już chyba w poprzednim poście.
Także Judith nie była zwolenniczką wykonywania w kółko tego samego, stąd też to wplatanie różnorakich urozmaiceń na łukach, aby nie znudzić ani klaczy, ani też siebie. Musiała jednak "przewałkować" te zagalopowania tuż po drągach aby wychodziły pewnie i płynnie, ale też nie mogła mieć odczucia, że w pierwszych krokach nie panuje nad siwą, ponieważ wiązało się z tym zaplanowane przez brunetkę ćwiczenie. Gdy więc wyczuła stałą poprawę w opanowanym zagalopowywaniu, wówczas zrobiła Promce małą przerwę od tego zdania, tym razem zabierając ją po prostu na prawą rękę i najnormalniej w świecie zagalopowała na większym kole czy nawet dookoła, dając jej mniej więcej minutę lub w zależności od kondycji troszkę dłużej na swobodne, luźne rozgalopowanie się, podczas którego Angielka przechodziła do odciążającego dosiadu jednocześnie przesuwając trzymające wodze dłonie w przód-dół i dojeżdżała siwą do nich łydką, coby zeszła jeszcze bardziej w dół, w końcu dopiero takie luźne rozgalopowanie mogło przynieść pożądane przez amazonkę rezultaty. To samo powtórzyła na drugą nogę by następnie dać klaczy moment na zrelaksowanie się na dłuższej wodzy w stępie, podczas gdy Jud konsultowała jeszcze wysokość poszczególnych przeszkód na placu, który obecnie prezentował się >tak<. Drągi miały pozostać niezmiennie na środku z odległościami na kłus, stacjonaty stojące pod kątem na dobry początek dostały każda po metrze, stacjonaty w szeregach miały po metr dziesięć, z kolei oksery z obu stron miały po metrze, z prawie metrowym ostępem od siebie stojaków. Wiedziała, że kobyła chodziła już wysokie klasy, ale też nie chciała od razu ustawiać im tutaj parkuru C klasy, szczególnie, że dopiero miały się tak naprawdę poznać.
Po ustawieniu każdej z przeszkód na taką wysokość, na jaką obmyśliła to panna Henderson, obie dziewuchy mogły już przystąpić do działania. Bereiterka ponownie nabrała wodze na kontakt i zakłusowała z siwą, tak jak poprzednimi razy kierując ją prosto na drągi (dajmy na to, idąc "w górę" obrazka). Postępowała identycznie jak jeszcze kilka minut temu motywując ją do wyższego podnoszenia nóg, jednocześnie zapobiegając przyspieszaniu, następnie tuż po minięciu ostatniej sztangi posłała ją do galopu na prawą nogę i skierowała ją na łuk podobny do tego niebieskiego, tym samym najeżdżając ją na przeszkodę. Była zdecydowana aby przeskoczyć na drugą stronę, wobec czego nakierowywała ją wyraźnie do przodu dosiadem, jednocześnie łydkami podtrzymując impuls do galopu i podobnie jak wodzami, ograniczając także możliwość zboczenia z obranego toru. Przy odmierzonej odległości posyłała jej energiczny sygnał do wyskoku i gdy ta się odbiła, dziewczyna płynnie przechodziła do półsiadu, rękę przesuwając odpowiednio do przodu. Przy lądowaniu miękko wracała w siodło i na razie zwalniała Promise do kłusa aby wykonać taką zniekształconą półwoltę (nie czarną pętelkę jak na obrazku, raczej pierwsza część niebieska a druga dopiero czarna) i gdy tylko zmieniły kierunek ponownie posłała ją do galopu aby z tego chodu podejść do stacjonaty od drugiej strony. Zachowała tu jeszcze większą determinację bo chociaż wysokość nie była porażająca, to w połączeniu z niełatwą linią poziom trudności zadania znacznie wzrastał. Dodatkowo już w locie zamieniła pozycję łydek i rozkład ciężaru, prosząc klacz o lądowanie na lewą nogę. Zakładając, że skok się udał, poklepała siwą po szyi by pojechać naokoło przeszkód i po wykonaniu mniej więcej połowy takiego prawie-koła zwolniła ją do kłusa by zaraz ponownie pokierować ją na drągi, za nimi tak jak poprzednio zagalopować na prawo na stacjonatę i tym razem pozostać na niebieskim łuku po lądowaniu, tym samym zabierając kobyłę na szereg stacjonat z jedną foule pomiędzy. Ponownie posłała jej energiczną łydkę do wybicia po czym złożyła się miękko do półsiadu. Szybko i na krótko wróciła do siodła tuż po lądowaniu, chcąc ją świadomie najechać na drugi człon szeregu. I dalszy rozwój wydarzeń zależy od tego, jak im to wszystko do tej pory wyszło. Integrity Promise - 2017-12-09, 21:52
Judith Henderson napisał/a:
[...]
To wiesz jak się nazywa? Skleroza Oj tak to miały cechą wspólną, siwa też nie lubiła robić jednego i tego samego. Klacz ładnie się wpisywała w łuki, które kobieta przed nią stawiała. Była względnie spokojna i grzeczna, ale siwa była często jak tykająca bomba. Ostatnio niemal pewna amazonka nie latała sama przez okser Tam to jednak był wynik jej błędu, a nie bezspośrednio zachowania klaczy. Doszły już do galopu? Promka tak pierwsze dwa przejścia podobnie jak w niższym chodzie, robiła nieco nad energicznie. Wynikało to jednak nie z jej złośliwości, a z nadmiaru energii który w sobie miała. Jednak stosunkowo szybko się siwa wyciszyła, więc powinno być dobrze. Potem już nie miała większego problemu ze spokojnym galopem, krążąc po wybranej przez kobiecie trasie. Pozostawała jednak stosunkowo czujna za równo na jeźdźca, jak i na same otoczenie. Promise galopowała chętnie i swobodnie przed siebie, prezentując jak na skoczka nie najgorszy galop. Powtórzyły to samo na drugą stronę, by zejść do stępa na moment i odpocząć. Z zainteresowaniem przyglądała się budowie toru, nie mogąc się doczekać samych skoków. Klaczy widok samych przeszkód nie przerażał, ponieważ skakała większe i miała już obycie w zawodach wyższych rang. Może względnie powiedziałby nie jeden że nie zbyt duże, ale w ostatecznym rozrachunku narzekać nie może. Klacz nie znała się na klasach, odróżniała względnie różnice w wysokościach przeszkód. Dla niej głównie czy to z treningu czy z zawodów, liczył się fakt że mogła coś robić i to skakać. Klacz spokojnie powróciła do kłusa, kierując się od razu na drągi. Klacz pewnie najechała na przeszkodę, podnosząc energicznie nogi w górę i nie dotykając żadnego z drągów przypadkiem. Bez żadnego również trudu po przebrnięciu przez ostatni drąg, klacz zagalopowała na prawą nogę. W tym że chodzie skierowały się na przeszkodę, klacz uniosła lekko łeb ku gorze mierząc przeszkodę spojrzeniem z bliska. Można powiedzieć że zdecydowane pomoce działały na korzyść kobiety, bo prawie wykluczały szansę jej samotnego lotu który klacz mogła jej zaoferować. Galopowała pewnie i mocno przed siebie z zadu, dając się kobiecie bez większego problemu prowadzić. W miejscu które jej wyznaczyła, Promise mocno odbiła się od podłoża wychodząc do skoku. Sprawnie złożyła się do skoku i wyciągnęła nad przeszkodą, przelatując nad nią z zapasem. Po lądowaniu niechętnie z lekkimi oporami, ale jednak przeszła z kobietą do kłusa. Wykonały po przejściu lekko koślawą półwoltę, by powrócić do galopu. Wtedy na nowo najechały na tą stacjonatą tylko z drugiej strony. Zmieniła lotnie nogę, a ciasne najazdy nie były jej obce. Klacz co prawda do najmniejszych nie należała, ale dzięki wielkości i sile potrafiła też wybrnąć z trudnych sytuacji. Udało się i tą przeszkodę pokonać, a przy okazji po lądowaniu oddała z zadu. Ten ruch nie powinien pozbawić Judith pozycji w siodle, bo nie był aż taki przesadzony. Wyjechała już po chwili spokojnie naokoło przeszkód, by zwolnić do kłusa i ponownie najechać na drągi. Klaczy ponownie udało się je pokonać i zaraz zagalopowała na prawą nogę, by najechać po łuku na stacjonatę. Pokonały ją bez pobrykiwania po skoku w tej samej jednak technice, by po lądowaniu po łuku nakierować się na szereg złożony z dwóch stacjonat na 1 foule. Klacz sprawnie dojechała do przeszkód, miękko wybijając się do skoku i prezentując w locie nienaganny baskil. Po lądowaniu za pierwszym członem, klacz przygotowała się do oddania drugiego skoku i ?. No chyba dały radę się wzbić na tą jedną foule w lot, by i nad tą przeszkodą przelecieć na czysto.Judith Henderson - 2017-12-13, 15:30 Mimo wszystko szereg nie był przestronny, ustawiono go na jedną foulę odległości między skokami uwzględniając wymiary takie, jakimi kierowali się budowniczy parkurów na zawodach, zatem dla wysokiej Promise było tutaj dosyć ciasno. Odbiło się to na puknięciu przodami drąga, który co prawda nie spadł na ziemię, ale dla Judith był to już sygnał, że odbiły się trochę za późno i prawdopodobnie za bardzo przed siebie zamiast w górę. Niemniej poklepała siwą po szyi i zwolniła ją do kłusa i potem stępa, w któym zostały na chwilę by złapać oddech. Brunetka pokierowała klacz na niewielkie koło coby pozostać w tej samej części placu, ponieważ planowała powtórzenie ostatniej sekwencji skoków chcąc nanieść pewne poprawki podczas najazdu na szereg i potem pójść o krok dalej, dokładając do ich parkuru kolejne przeszkody.
A zatem po zakończeniu koła posłała ją do energicznego kłusa aby raz jeszcze skierować jej kroki na drągi, na każdym zaznaczając impuls do wyższego uniesienia nóg. Kolejno płynnie wypchnęła kobyłę do galopu na prawą nogę i płynnie odbiła z nią na stacjonatę, dokładając wszelkich starań, aby skok wyszedł tak jak poprzednio - w punkt, poprawnie. Dalej po łuku zabrała siwą w stronę szeregu, tym razem dbając o skrócenie galopu jeszcze przed pierwszym członem, mniej więcej w połowie drogi biorąc Integrity "na siebie", nie pozwalając jej na spłaszczenie fouli. W taki sposób zachowawszy tendencję pod górę w galopie o krótszej fouli doprowadziła ją do pierwszej stacjonaty, przed którą jasno ograniczyła jej łydkami jak i wodzami możliwość spłynięcia do boku, natomiast dosiadem podczas całego najazdu nakłaniała ją do podejścia do przeszkody. W uznanym za dogodne do wybicia miejscu posłała jej energiczną łydkę do wyskoku po czym przeszła płynnie do półsiadu, gotowa jednak do prędkiego powrotu w siodło tuż po lądowaniu. Dzięki temu przed drugim członem nie dopuściła do poszerzenia wykroku, co przełożyło się na możliwość wybicia się w znacznie lepszej niż poprzednio odległości od stacjonaty, do czego oczywiście ponownie zachęciła Promise. To zaowocowało wyższym niż poprzednio skokiem, a zatem od stuknięcia przeszkody były daleko. Skoro więc zadanie zostało wykonane poprawnie, mogły podnieść poprzeczkę, o co zadbała Judith poprzez pokierowanie Promki "pomarańczowym" szlakiem na oksera, po którym miały zostać na "czarnym" śladzie aby zaliczyć tam pełną rundkę. Bezpośrednio przed okserem posłała jej żywszy sygnał łydką do wydłużenia sylwetki, za czym poszło minimalne oddanie ręki, z jednej strony umożliwiające poszerzenie ram, z drugiej nie tracące kontaktu. Następnie przed konstrukcją wysłała klacz do wyskoku energicznym impulsem od łydek i tak jak przy każdym skoku, wraz z wyjściem siwej do lotu dziewczyna także złożyła się na jej grzbiecie w półsiad, umożliwiając swobodne balansowanie ciałem nad przeszkodą. Po lądowaniu zostały na tę samą nogę i po łuku zmierzały w stronęstacjonaty, za którą miało się zrobić na chwilę trudniej. W locie nad nią poprosiła klacz o lądowanie na lewą nogę a po powrocie na ziemię postarała się, aby pojechać kawałek naprzód i po chwili wybrać się na ciasny zakręt w lewo, wykorzystując maksimum miejsca jakie miały do końca placu, tak aby finalnie po wykręceniu takiej ciasnej pętelki wyjechać prosto na oksera. Ze względu na skomplikowaną linię musiała wyraźnie podtrzymać impuls i jasno posłać klacz do wydłużenia się przed oddaniem kolejnego skoku, na którym ponownie przestawiła pomoce aby wylądować na prawo i móc później skierować się na kolejną stacjonatę po skosie, by tam powtórzyć manewr z zakrętem i najazdem na oksera. Mając to już za sobą ponownie sprowadziła siwą do stępa, dając jej czas na odpoczynek a sobie na analizę ewentualnych błędów.Integrity Promise - 2017-12-14, 19:15 Klacz faktycznie należała do dużych koni, a swój wzrost odziedziczyła głównie po rodzicach z naciskiem na matkę. Faktycznie miała problem ze zmieszczeniem się czasem w ciasne szeregi, ale nadrabiała wysokimi lotami i często dzięki temu ratowała skoki. Teraz nie do końca tak było, bo puknęła w górny drąg przeszkody. Jednakże na szczęście on nie spadł. Skuliła na to uszy i nie była do końca z tego zadowolona, dlatego chętnie zwolniła do kłusa. Kolejno po chwili do stępa, by nieco ochłonąć. Po chwili już była na nowo zmotywowana, wykonując niewielkie koło. Nie mogła się też doczekać kolejnych skoków, które miała nadzieje że jeszcze nastąpią. Po zakończeniu koła wróciły do kłusa, by raz jeszcze najechać na drągi. Klacz bez problemu jak poprzednio je pokonała, unosząc wysoko nogi nad nimi. Kolejno płynnie przeszła do galopu na prawa nogę, by dojechać i wybić się do stacjonaty. Wybiła się w odpowiednim miejscu, by bez problemu przelecieć nad przeszkodą. Po lądowaniu po łuku najechały w kierunku szeregu, starając się bardziej niż poprzednio dobrze w niego wejść. To też w połowie drogi do niego osiadła na zadzie, unosząc się bardziej na przodach i skracając się. Klacz płynnie dojechała do pierwszej stacjonaty, gdzie pod galopowała do niej pewnie i chętnie. W zasugerowanym przez kobietę miejscu, odbiła się do skoku i wykonała poprawny baskil nad przeszkodą. Pozostała w zebraniu, więc sprawnie dojechała do drugiego członu i wybiła się do niego. Teraz lot wyszedł im wyżej, dzięki czemu nie dotknęły przeszkody. Po lądowaniu skierowały się na okser, gdzie siwa znacząco do niego poszerzyła swoją sylwetką i popchnęła się mocniej z zadu w przód. Klacz ponownie wyszła do skoku w miejscu, które wskazała jej kobieta. W locie składając i wyciągając się nad przeszkodą, przelatując w końcowym efekcie nad nią na czysto. Po lądowaniu zostały na tę samą nogę i po łuku pojechały na stacjonatę, po której miało zrobić się naprawdę trudno. Klacz w trakcie lotu zmieniała nogę na lewą, by po powrocie na ziemię pojechać naprzód i zaraz wykręcić zakręt w lewo. Finalnie wyjechały prosto na okser, który tworzył skomplikowaną linię. Wydłużyła ponownie swoją sylwetkę, pchając się istotnie mocno z zadu w przód. Wyszła w odpowiednim miejscu do skoku, by przelecieć na czysto nad przeszkodą. Wylądowała na prawo i skierowała się na stacjonatę po skosie, by tam powtórzyć manewr z zakrętem i najazdem na oksera. Udało im się go jednak pokonać bez większych jak widać problemów, by potem zwolnić do stępa i złapać nieco oddechu.Judith Henderson - 2017-12-17, 17:26 Siwa wywiązywała się ze stawianych przed nią zadań dlatego w chwili przerwy Judith poklepała ją z zadowoleniem, chwaląc przy tym miłym słowem. Kiedy tak stępowały, na prośbę amazonki wszystkie przeszkody zostały podwyższone o 10 centymetrów i gdy już wszystko było gotowe, brunetka ponownie pozbierała Promkę, skierowała na lewo i na lewo też wypchnęła ją do galopu by następnie pokierować ją po miękkim łuku na oksera będącego "w prawym górnym rogu" areny. Bezpośrednio przed przeszkodą ją wyprostowała i zdecydowanie podprowadziła ją pod konstrukcję, biodrami nieprzerwanie zachęcając ją do ruchu naprzód, łydkami jak i wodzami nadzorowała niespływanie klaczy na boki na rzecz nakierowania jej prosto na przeszkodę. Musiała też zaprosić ją do lekkiego rozciągnięcia sylwetki aby lot, do którego wysłała ją energicznym sygnałem od łydki, nie wyszedł zbyt krótki. W locie przestawiła pomoce na galop w prawo by kobyła wylądowała właśnie na tę nogę i analogicznie jak wcześniej przeciurała ją po czarnym szlaku za każdym razem pamiętając o zmianie nogi i dostatecznym ograniczaniu siwej od zewnątrz przy jednoczesnym podtrzymaniu impulsu od wewnętrznej łydki. Gdy do zamknięcia pełnej rundy zostało im tylko ponowne pokonanie oksera, Jud zaplanowała już inną kontynuację, a konkretnie tym razem w locie nie ruszała w żaden sposób swoich pomocy by Promise została po lądowaniu na lewo i wróciwszy w siodło po lądowaniu amazonka najpierw dosiadem wyciszyła nieco tempo siwej a następnie przeszła do lekko odciążającego grzbiet półsiadu, w którym podtrzymując ustaloną prędkość pokierowała Integrity po łuku do ustawionego wzdłuż ściany szeregu. Naprostowawszy ją na pierwszy człon wróciła miękko i pewnie do siodła swoim ciężarem by mieć pełną kontrolę nad kopytną podczas dojazdu, o który postarała się, by był z jednej strony pewny i chętny, z drugiej jednak opanowany. Prowadząc siwkę w korytarzu pomocy dobrnęła z nią pod stacjonatę i w upatrzonej od niej odległości posłała Promce energiczną łydkę do wyskoku, zaraz składając się do półsiadu gdy ta odbiła się od podłoża. Po powrocie na ziemię nie czekała na rozwój wydarzeń by ją zaskoczył tylko wzięła sprawy w swoje ręce, nie pozwalając kobyle się rozpędzić podczas tych dwóch fouli dzielących ich od kolejnej przeszkody. Zdecydowane działanie bereiterki w połączeniu ze współpracą Integrity pomogły im zostawić za sobą i tę stacjonatę zapewne bez zrzutki. Tutaj też był koniec zaplanowanego przez Henderson męczenia siwej więc ponownie sprowadziła ją do stępa by poluzować szelki już na dobre, no chyba, że gdzieś po drodze poważnie powinęła im się noga, wówczas brunetka zmuszona była przez własne zasady do powtórzenia skoku bądź ich serii, coby zostawić na koniec treningu poprawione wykonanie. Finalnie jednak dała jej długą wodzę, zatrzymała tylko na zarzucenie przez czuwającego tutaj pracownika derki odprowadzającej pot a tak to stępowała z nią przez kilka do nawet kilkunastu minut, tak aby oddech jej się uregulował, więc w zależności od potrzeb. Po wszystkim opuściła obiekt na grzbiecie klaczy, kierując ją stępem do stajni.
ztIntegrity Promise - 2017-12-20, 23:11
Judith Henderson napisał/a:
[...]
Siwa starała się, o ile jeździec też się starał. Kobieta wydawała się kompetentna i klacz nie miała powodów do uprzykrzania jej życia. Parsknęła z zadowoleniem na pochwałę kobiety, stępowała spokojnie w czasie podwyższania przeszkód. W końcu było wszystko gotowe, więc pozbierały się i pojechało w lewo. Na tą nogę też zagalopowała i po łuku pojechały na okser. Naprostowała się do przeszkody i pojechała mocniej w jej kierunku. Galopowała z zadu mocno w przód i dojechawszy do miejsca wybicia, wyszła do skoku. Gładko i sprawnie wyszła do skoku, by zaprezentować nad przeszkodą poprawny baskil i wylądowała kolejno na prawo. Pojechały analogicznie po wyznaczonym szlaku, nie zapominając o zmianie nogi i utrzymaniu poprawnego tempa. Do zamknięcia pełnej rundy został im do pokonania ponownie okser, najechały na niego i go pokonały. Wylądowawszy na lewą nogę, spokojniejszym nieco tempem po łuku najechały na ustawiony wzdłuż ściany szereg. Naprostowała się na pierwszy człon, by bez cienia zawahania dojechać do stacjonaty i w odpowiednim do tego miejscu wyjść do skoku. Ładnie złożyła i wyciągnęła się w locie nad przeszkodą, by podczas lądowania unieść się do drugiego członu i na dwie fule zmieściła się do drugiego członu szeregu. Bez większej trudności odbiła się do przeszkody, by na czysto nad nią przelecieć. Siwa już była dość zmęczona i spocona, co wynikało z wzmożonej pracy. Po lądowaniu przeszły do stępa, gdzie mogły w końcu odpocząć. Po kilku chwilach stępa, mogły spokojnie wrócić do stajni.
z.tNaomi Eaton - 2017-12-28, 15:56 Rekreacja nie miała łatwego życia i Naomi przekonywała się o tym niemal codziennie. W sezonie halowym hale były oblegane przez zawodników i głupotą byłoby pchać się między nich z początkującym, który mógłby zejść na zawał i jeszcze napsuć innym krwi. Dlaczego często nie było innego wyjścia niż ciepło się ubrać i wyjść na dwór, gdzie było pusto i... błotniście. Temperatury w Anglii były jednak stosunkowo wysokie, wynosiły średnio 10 stopni więc Nao nie miała oporów by wyjść na dwór nawet z ogolonym koniem, tym bardziej, że na stępa dała Tortudze polarową derkę. A że było błoto... Cóż. Skakać nie zamierzały, więc to nic takiego. Zwłaszcza, że place w Orchardzie miały dobry drenaż i na powierzchni nie stało aż tyle wody.
Stanęła bliżej środka, sprawdziła popręg i poczekała aż Liliana założy kask. Następnie pomogła jej wsiąść - podstawiając schodki lub po prostu "podsadzając" przy wsiadaniu z ziemi. Skontrolowała długość strzemion, po czym odesłała gniadą na koło, na początek prosząc oczywiście o aktywny stęp, który egzekwowała batem do lonżowania, umieszczonym za zadem klaczy. - Zaczniemy od krótkiej rozgrzewki - poinformowała Lilianę, po czym zleciła jej pierwsze ćwiczenia, takie jak krążenia ramion w tył i w przód, skręty tułowia, ściąganie i rozluźnianie łopatek. Nie bez powodu były to ćwiczenia związane z górnymi partiami ciała, jako że rozgrzewka miała przebiegać "poziomowo".La Tortuga - 2018-01-02, 13:08 Tortuga także nie miała nic przeciwko ćwiczeniom na dworze. Jej tłuściutkie ciałko skutecznie grzało ją od środka, a wspomagane derką gwarantowało klaczy duży komfort, który uzyskałaby także na hali. Tu jednak nie było kurzu, innych koni, a świeże powietrze wynagradzało wszelkie błotne niedogodności, toteż gniada chętnie wciągała duże hausty przez nozdrza, rozskoszując się nieprzypominającą zimy zimą.
Stała grzecznie podczas gdy Naomi podciągała popręg i pomagała amazonce zasiąść na jej grzbiecie, w trakcie czego klacz wyłącznie odciążyła jedną nogę. Równie spokojna była także podczas regulowania strzemion i grzecznie czekała, aż obie blondynki gotowe będą do rozpoczęcia pracy. Była koniem nadającym się naprawdę dla każdego, dlatego Liliana mogła czuć się przy niej naprawdę pewnie i swobodnie.
Weszła na koło dopiero w momencie, w którym została przez to poproszona przez instruktorkę i utrzymywała ładny, aktywny stęp, nie pozwalając sobie na powłóczenie nogami. Na machanie rękoma czy nogami nie zwracała większej uwagi, zwyczajnie przyzwyczajona do wszelkich tego typu manewrów.Liliana - 2018-01-07, 23:36 Rekreacja chyba nigdy nie miała łatwego życia, ale była dobrą równowagę dla codziennych treningów pełną parą. Liliana cieszyła się że instruktorka wybrała miejsce mniej zatłoczone, bo mniej świadków jej nieporadności. Istniała też duża szansa, że właśnie doprowadziłaby ich do szewskiej pasji tym. Błoto i niższa temperatura to nie problem, można się ubrać i umyć nie? Choć w przypadku tej pary, to raczej klacz wyjdzie z tego bardziej brudna. Ubrała kask i sprawdziła go raz jeszcze, by dosiąść klaczy. Pewne drobne trudności wystąpiły, ale tylko drobne. Ogólnie wsiadanie i zsiadanie nie sprawiało jej aż tak ogromnych problemów, ale czasem jej się zdarzały. Usadowiła się wygodnie na gniadoszce, starając się zachować przy tym odpowiednią postawę. Nie chciała wypaść słabo przy Naomi albo żeby pomyślała że jej się pogorszyło.
-Jasne. - odparła do Naomi, zerkając na nią kątem oka. Starając się utrzymać przy tym prostą postawę i wzrok utkwiony przed siebie, a między uszy gniadej klaczy. Zaczęła wykonywać pierwsze polecenia kobiety. Zaczęła wykonywać krążenia ramion w tył i w przód, a także skręty tułowia oraz ściąganie i rozluźnianie łopatek. Czasem się chwiała nieco w siodle szczególnie przy skrętach tułowia, jak czasem z nimi nieco przesadzała. Miała już kilka treningów za sobą, więc względnie udawało się jej wypadać dość dobrze.Naomi Eaton - 2018-01-08, 20:47 - Puść nogi luźno, nie podciągaj ich do góry - poradziła Lilianie widząc, że zdarzają się jej problemy z równowagą podczas ćwiczenia, które w zasadzie nie powinno sprawić takich problemów. Chyba, że ktoś się właśnie niepotrzebnie kurczył i spinał.
- Dobrze, teraz spróbuj dosięgnąć lewą ręką nasady ogona, obracając się do tyłu - poprosiła, po chwili prosząc o zrobienie tego samego drugą ręką. Kolejne ćwiczenie zaproponowane przez Naomi było podobne, chodziło mianowicie o dosięgnięcie jedną, a potem drugą ręką uszu Tortugi, co mogło sprawić problemy zwłaszcza jeśli klacz postanowiła się w tym momencie schylić.
Po wykonaniu owego ćwiczenia, nadeszła pora na ostatnie z tych, które polegały na rozciąganiu górnych partii ciała - mianowicie na dosięgnięcie lewą ręką prawej kostki, a następnie prawą ręką lewej kostki, co było jak najbardziej wykonalne i stosunkowo proste pod warunkiem, że uczeń nie bał się wychylić. Oczywiście gdyby Liliana miała jakieś opory, Naomi nie zamierzała jej zmuszać, a jedynie zachęcała ją i ośmielała, starając się jej udowodnić, że jest w stanie zrobić coś takiego.
Po skończonym ćwiczeniu postanowiła zmienić kierunek i w tym celu przywołała klacz do siebie, stopniowo zwijając lonżę. Przepięła ją i z powrotem odesłała Tortugę na koło, po czym wdrożyła kolejne ćwiczenia.
- Teraz spróbuj stanąć w strzemionach i utrzymać się w tej pozycji jak najdłużej.La Tortuga - 2018-01-09, 16:43 Tortuga dzielnie kroczyła przed siebie, nie zwracając dużej uwagi na to, co działo się w siodle. Doskonale kojarzyła taką pracę na lonży z niedoświadczonymi jeźdźcami, dlatego cały czas była spokojna i dzielnie znosiła wszelkie wygibasy. Starała się także kroczyć w równowadze by jak najmniej przeszkadzać Lilianie, a łeb trzymała cały czas w tej samej pozycji.. jeśli oczywiście coś na podłożu jej bardzo nie zainteresowało.
Ściągnięta ku środkowi przez Naomi, spokojnym krokiem ruszyła w stronę dziewczyny, niewiele sobie robiąc z przepinania lonży i zmiany kierunku. Prychnęła może krótko, a odesłana na koło z powrotem stawiała kroki w stępie, aktywnie, acz równo, prąc przed siebie.