To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Hala - Duża hala

Luke - 2019-10-05, 00:30

Oczywiście mówiąc o pracy z ustawieniem nie miał na myśli suchego i sztucznego zginania sztywnej szyi, tylko oczywiście posługiwał się skrótem myślowym w którym chodziło o taki rodzaj rozluźniającej i rozciągającej gimnastyki. Szczególnie supportował podtrzymanie tendencji jeżdżenia konia od tyłu do przodu, co zapobiegało spięciom w takich okolicznościach i przyczyniało się właśnie do założonych, pozytywnych efektów. Podczas zatrzymań, albo już samych postojów, starał się z dołu pomagać Aaren głosem, jakkolwiek absurdalnie to nie brzmi w tym momencie. Kiedy sam jeździł na Otello, zawsze starał się nadal w ramach jego spokoju jednak utrzymywać go w tej nieruchomości bez wytrącania z równowagi, więc próbował go przechytrzać poprzez nieznaczne wydłużenie każdego kolejnego postoju, podczas którego chwalił go za cierpliwość i przemawiał doń przyjemnym, głębokim głosem, mając nadzieję na utrwalenie tego zjawiska i skojarzenia miłych słów z dzielnym staniem i czekaniem. Oczywiście teraz też nie naciskał na przeciąganie struny i przymuszanie pary do wytrwania w posągowej pozycji, a przy tym starał się pomóc Aaren w odnajdywaniu takich momentów, w których to ona decydowała o powrocie do ruchu bez dopuszczenia do gotowania się główki jej podopiecznego.
- Staraj się mieć jeszcze najbardziej neutralne przyłożenie pomocy przed inicjowaniem zepchnięcia zadu do wewnątrz, tak, aby po półparadzie Otello mógł jeszcze łatwiej wyłapać zmianę. Kiedy już masz cofniętą zewnętrzną łydkę i delikatnie nią pulsujesz w rytm kroków, a reakcja jest mierna, albo szybko go wyprostuj, wszystko wyrównaj i płynnie zacznij od nowa, albo od razu dosłownie dotknij go końcówką bata za łydką bądź w zad od zewnętrznej strony. Zad, kiedy ćwiczenie wychodzi słabo ze względu na zaangażowanie tyłów, za łydką, kiedy za mało przesuwa od niej tył do wewnątrz. - W swoich wskazówkach starał się nie tylko doradzać przy obecnej sytuacji, ale przy okazji podawać sposoby rozwiązań problemów, które mogą się pojawić także pod jego nieobecność podczas treningów pary. Bardzo się angażował w rozwój swoich podopiecznych i po tym właśnie było widać, że jego priorytetem nie jest zarobek, a pomoc innym jeźdźcom w postępach.
Gdy wykonali jeszcze kilka poprawkowych powtórzeń w stępie, ewentualnie pomógł koleżance z podpięciem popręgu zanim zarządził przejście do kłusa po jeszcze kilku, nawet krótkich, ale spokojnych zatrzymaniach.
- Skup się najpierw nad jego lekkością, anglezując pracuj ciężarem w strzemionach wstając, tak aby wyciągnąć nogę jeszcze bardziej do dołu, osadzić się jeszcze lepiej w siodle i tym samym jeszcze bardziej oddziałując na zad. Dzięki temu niewielkim nakładem pracy będziesz zarówno wymagać jak i ułatwiać mu sprężyste odbijanie się w kłusie. Standardowo najpierw robimy rozkłusowanie na łukach, z częstymi zmianami kierunku, a potem wprowadzamy też to co w stępie, czyli rozluźnianie i gimnastykowanie przez zmiany ustawienia, łopatki na kole i prostych, także zad do wewnątrz, na prostych, wzdłuż ścian, możesz też oczywiście do zewnątrz i zad, i łopatkę. Przejścia do stępa i zatrzymania zrobimy po tym, kiedy w efekcie jeszcze wyraźniej nam się chłopak oprze dziś na pomocach. - No i podobnie jak wcześniej czuwał nad poprawnością poszczególnych elementów/jakością kłusa, dawał Aaren znać, kiedy coś zostało wykonane nie do końca poprawnie, w niewystarczającym stopniu jak i oczywiście dobrze. Chwalił ich, owszem, choć zawsze wychodził z założenia, że wszystko można poprawić, nawet jeśli już się to zrobiło świetnie. :lol:

Aaren Wayford - 2019-10-05, 19:05

W żadnym wypadku, Aaren nie zarzucała Luke’owi tego, że kazał jej rozciągać nierozgrzanego konia o sztywnej szyi. Oboje jako jeźdźcy ujeżdzeniowi znali te wspomniane skróty myślowe i to właśnie nimi posługiwali się w trakcie treningu.
Pomoc Luke’a była nieoceniona jednakże odczucia Aaren z siodła często bywały odrobinę odmienne od tego co widział z ziemi pan trener. Utrzymywała nieruchomość do momentu, który sobie założyła, ale też nie chciała nadmiernie niecierpliwić Otella, co z kolei mogłoby przynieść odwrotny skutek.
Wykonując trawers dbała o to, aby ogier wykonywał ćwiczenie od jak najsubtelniejszych pomocy, w tym przeniesienia ciężaru chciała czy chociażby mocniejszego obciążenia danej kości kulszowej. Zgodnie z uwagami Luke’a starała się korygować konia na bieżąco, czy to przy pomocy bacika, którego używała doprawdy subtelnie, czy też mocnego zaakcentowania łydką.
Dbała jednak o to, aby był to jedynie krótki i wyraźny impuls, a nie nieustanne maglowanie konia łydkami i upominanie batem. Mając sporą wiedzę, umiejętności i staż jeździecki radziła sobie całkiem nieźle, aczkolwiek osoba z dołu często była niezbędna, aby korygować to, czego jeździec nie mógł zobaczyć z dołu. Bo choć wydawać by się mogło, że wszystko w góry wygląda okej, to często z dołu nie do końca tak było.
Dociągając popręg przy pomocy Luke’a dopiero wraz z jego komendą poprosiła Otella o równy i elastyczny ruch naprzód, przy czym biorąc do siebie uwagi Sugarmana, starała się pracować ciężarem ciała. W ten sposób mocniej angażowała zad i ustalała tempo kłusa. Prowadząc konia swobodnie pozwalała mu pozostać w dole na długiej szyi.
Dopiero po wstępnym rozkłusowaniu na łukach i zmianach kierunku, zdecydowała się na wprowadzanie łopatek, trawersów i rozciągania, przy czym cały czas na uwadze miała swojego ukochanego Synka. Naturalnie przy wykonywaniu elementów podniosła ogiera chcąc mieć lepszą kontrolę. Mówiła do niego i chwaliła go jednocześnie, każde nawet najmniejsze spięcie starając się przepracować spokojem i konsekwencją działań. Na szczęście w miarę upływającego czasu i postępu w treningach ogier stawał się spokojniejszy i odrobinę bardziej zrównoważony, choć wciąż nie brakowało mu ekspresji i wybuchowej głowy. <3
Po pracy nad elastycznością, o ile Otello zdołał się w pełni rozluźnić i przyjść do ręki oboje wraz z Lukiem rozpoczęli pracę nad przejściami i zatrzymaniami, które często po efektownym kłusie nie wychodziły do końca tak jak powinny.

Lucas - 2019-10-06, 00:00

Gdy tempo stawało się niepotrzebnie zbyt wesołe, Lucas nie hamował ogiera chamsko na ręce, zaś próbował załatwić to dosiadem. A skoro kary wcale nie rwał się do galopu, to mocniej akcentowane anglezowanie powinno załatwić sprawę. Po za tym był zadowolony z tego, jak skoczek współpracuje na łukach. Cieszył się, że jego równowaga nie jest najgorsza i nie będą musieli zaczynać ze wszystkim od zera. Co prawda nie kazał mu tutaj kręcić piruetów, ale w dalszym ciągu czuł, że ewentualnie wypadnięcia nie są kwestią równowagi, a nieznaczących niedociągnięć, które owszem, mogły się zdarzać.
W każdym bądź razie, po serii tych wszystkich łuków, których przerobili naprawdę sporo, Vaugier przeszedł do kolejnego ćwiczenia, nie widząc tu potrzeby by już teraz robić jakąkolwiek przerwę. A precyzując, zamierzał teraz wykorzystać pięć leżących drążków, by trochę zmobilizować Whatevera to unoszenia nóżek. Nie było to co prawda nic trudnego, ale skoro już tutaj były i leżały to grzech z nich nie skorzystać!
Utrzymując w dalszym ciągu aktywny, sprężysty kłus, zaprowadził karego na przeszkodę, celując w sam jej środek. Pilnował, by kopytny nie spłynął mu z najazdu ani nie zmienił tempa, nad każdym drążkiem lekko pukając go łydką i zachęcając do faktycznego zaangażowania, a nie tylko niemrawego poruszania kończynami. W taki sposób wykonał po dwa najazdy na jedną i dwa na drugą stronę, każdy kończąc obszerną półwoltą, z której wyjeżdżał na kolejny najazd. Jeżeli wszystko było w porządku i nic nie wymagało radykalnej poprawy, teraz pochwalił kopytnego głosem i pozwolił na powrót do stępa bardziej w ramach nagrody niżeli faktycznego odpoczynku.

Otello - 2019-10-07, 19:59

Dodatkowa pomoc w treningu Otella była nieoceniona. Siedząc na nim ciężko było samemu wszystko zauważyć, głównie z tego względu, że praca z Otellem należała do bardzo emocjonalnym i nawet najspokojniejsza osoba prędzej czy później mogłaby się na nim zafiksować, pogarszając tym stan gniadego. Z Aaren dodatkowo łączyła go taka specyficzna relacja, w której pozwalał sobie na trochę więcej niż względem Luke'a, więc to, że ten miał dziś na nich oko, było naprawdę pomocne. Przede wszystkim Aaren nie musiała zgadywać, bo Luke znał już gotowe rozwiązanie na niektóre problemy i na spokojnie mógł przekazać ciemnowłosej tą wiedzę. Otellowi też to dobrze robiło, o czym Aaren i Luke mogli się przekonać chociażby na przykładzie wykonywanego właśnie ćwiczenia. Podpowiedź Luke'a sprawiła, że reakcja ogiera na łydkę przesuwającą zad znacznie się poprawiła, bez zbędnego zgadywania i żmudnego szukania rozwiązań. Zaczął wykonywać ćwiczenie lepiej, najwyraźniej szybko się ucząc i zadowalając się subtelnymi sygnałami, którymi starała się operować Aaren.
Więcej problemów miały przynieść te same ćwiczenia w kłusie, do którego Otello przeszedł nad wyraz chętnie. Miał sporo energii, która prowokowała go do spieszenia się, więc Aaren podczas pierwszych chwil musiała być bardzo konsekwentna. Reagował jednak na półparady i dosiad, więc ten pędzący kłus prędko przerodził się w coś lepszego - we wciąż aktywny, ale bardziej sprężysty ruch od zadu, w którym zachęcany do tego Otello szedł w niskim ustawieniu, rozciągając umięśnioną szyję i całą górną linię. Miał już sporo siły, która wymagała jednak tego, by czasem zareagować dosadniej, ale niosło to też ze sobą wiele plusów. Przede wszystkim mógł więcej, ale... nie zawsze chciał, co dało się zobaczyć po włączeniu tych samych ćwiczeń, co w stępie. W gruncie rzeczy były wykonywane poprawnie, bo Otello dobrze rozumiał oczekiwania Aaren, ale dopóki myślał o bieganiu, w niesmak było mu wykonywać łopatki i trawersy, na co zwyczajnie się boczył. Wiązało się to chcąc nie chcąc z lekkim usztywnieniem, a może bardziej niezadowoleniem, bo poza szastaniem ogonem, kulił też momentami uszy i wyraźnie pokazywał, że praca nad szeroko pojętymi chodami bocznymi nie jest jego ulubioną. Napinał się najbardziej podczas trawersów w lewo, które było jego słabszą stroną, na co nie było innej rady niż po prostu cierpliwie nad tym pracować. Ewentualnie wrzucić Otella na jakieś uspokajacze na trwałe, żeby tak nie przeżywał wszystkiego i trochę zwolnił ten szalony bieg myśli. :lol:
Mimo wszystko dało się z nim osiągnąć wystarczające porozumienie by dołączyć do rozgrzewki jeszcze przejścia, ale jak zostało już wspomniane, z taką energią i nastawieniem ciężko było mu wykonywać przejścia w dół w równowadze. Najczęściej po prostu wybijał się z rytmu i denerwował, ale nawet ciężko było się za to na niego gniewać, bo nie robił tego złośliwie, tylko po prostu ciągnęło go do biegania, przy czym był na tyle miły, że nie odwalał pod siodłem.

/Sorka, że jakoś tak bez ładu i składu, ale nie umiem się ogarnąć jak jest tyle rzeczy w jednym poście. :lol:

Monroe - 2019-10-25, 08:14

Zaraz po zajęciu miejsca w siodle, włożyła nogi w strzemiona, sprawdziła ich długość i oceniając, że wszystko jest jak należy, dodała łydkę aktywizującą. Póki co użyła jej tylko do ruszenia, jednocześnie pilnując by zakręty i łuki, zwierzę wykonywało przede wszystkim dzięki działaniu dosiadu. Takie ćwiczenia, miały na celu wyczulenie Belvedere na jeźdźca czy też delikatne, niemal drobne prośby bez zbędnego użycia wodzy czy łydek. Oczywiście, na dalszym etapie treningu, te dwa dodatkowe elementy były niezbędne, ale póki co wodze wisiały luźno tak długo jak ogier pozostawał spokojny. Co chwilę, uważając na pozostałych jeźdźców, kręciła wolty, półwolty i wężyki o dużych, niezbyt ostrych łukach. Już na tym etapie starała się pozostawać na koniu prosta, nie przechylać się na żadną konkretną stronę i tylko subtelnym działaniem kości kulszowych precyzować swoje prośby. Co więcej wewnętrzne kolano starała się "ciągnąć" w kierunku ruchu, dzięki czemu w zakręcie jej własne ciało (prawami fizyki) nie pozostawało w swojej wewnętrznej stronie lekko z tyłu, a wciąż zachowywało prostą, prawidłową postawę. Dla postronnego obserwatora było to niemal niedostrzegalne, ale Belvedere zapewne dużo lepiej rozumiał o co prosiła go w danym momencie. Jeśli taka rozgrzewka przynosiła efekty, Monroe postanowiła pójść o krok dalej: wydłużenia i skrócenia wykroku w stępie tylko przy pomocy dosiadu. Na początku wyjechała na długą ścianę, od razu siadając mocniej na kościach kulszowych, a jednocześnie pilnując prostych pleców, by przez przypadek niepotrzebnie nie odchylić się do tyłu. W wiszących na ścianie lustrach sprawdziła postawę, zapewne od razu czując chociaż lekkie przyspieszenie ze strony Belvedere. Swoją pozycją umożliwiała mu aktywny ruch naprzód, licząc się z tym, że mógł jedynie przyspieszyć - nie wyciągnąć mocniej nogi. Dopóki stępowała na długiej wodzy, nie mogła nic na to poradzić, satysfakcjonując się jedynie prawidłową odpowiedzią, która dawała nadzieję na wypracowanie wszystkiego w przyszłości. Zamierzała również za chwilę zebrać wodze i zacząć używać łydek, więc na ćwiczenie właściwe przyjdzie jeszcze czas. Póki co, po dojechaniu do krótkiej ściany, "obróciła" miednicę lekko w przód, by tym razem nieco zwolnić, a jeśli nie zareagował, nieco usztywniła biodra, w taki sposób, by zbyt aktywny ruch sprawiał mu trudność. Póki co oczekiwała od niego wyłącznie wyczulenia się na jej sygnały.
Belvedere - 2019-11-05, 13:52

Ciężko mówić o spokoju w takich warunkach - na hali co prawda znajdowała się poza nimi tylko jedna para, ale jej rozmiary sprawiały, że rozchodził się tu straszny pogłos i wszystkie dźwięki odbijały się od ścian, trafiając z powrotem do uszu konia. Nie podobała mu się też ta pusta przestrzeń, która w połączeniu z energią rozpierającą jego ciało, prowokowała go do nieciekawych pomysłów. Na szczęście nikt nie galopował ani nie skakał, co mogłoby już przerosnąć Belvedere, który po wejściu na halę od razu zaczął nerwowo przeżuwać wędzidło i niespokojnie machać ogonem.
Na szczęście mimo tych wszystkich niesprzyjających czynników ogier miał wystarczająco ogłady, by nie ignorować jeźdźca na swoim grzbiecie. Co prawda wszystko w jego mowie ciała wskazywało na to, że w najmniej oczekiwanym momencie był gotów nagle odpalić wrotki, ale póki co trzymał nerwy na wodzy i tylko energicznie kroczył przed siebie. Była to miła odmiana po tym, jak na początkowych treningach ledwie się snuł, ale dzisiejsza zmiana nie do końca wynikała z postępów w treningu. Wszystko wynikały z emocji, które prowokowały konia do bardzo zamaszystego, aktywnego stępa, co jednak miało swoje plusy - faktycznie się w nim "bujnął" mimo iż brakowało mu rozluźnienia, ale że spięcie rodziło się przede wszystkim w głowie, to Monroe nie mogła na ten moment za wiele na to poradzić.
Nawet wykonywane po drodze wolty, półwolty i wężyki nie zajmowały wystarczająco jego głowy. Prawdę mówiąc nie przykładał się do ich wykonywania, ale pocieszające było to, że reagował na łydkę jakkolwiek, co na początku przecież było nie do pomyślenia. Gdy zaczynali, skręcał raczej przy udziale ręki, aniżeli łydki, tymczasem wszystko się odwróciło i wróciło do normy, jaką poznał jako pierwszą.
Zważywszy na okoliczności, założę, że zaczęli raczej od zwolnienia stępa, niż jego przyspieszenia, bo w przeciwnym razie Belek wpadłby w kłus. W każdym razie, poproszony o zwolnienie stępa, w pierwszym odruchu zignorował Monroe i dopiero gdy zaczęła go "uwierać", cofnął uszy i z niezadowoleniem zwolnił krok, chwilowo się spinając, ale i równie szybko zapominając o dyskomforcie, dzięki czemu po paru sekundach wszystko wróciło do normy, a koń już tak nie pędził przed siebie. Z czasem stał się trochę bardziej uważny, ale też częściowo zeszła z niego para i otoczenie przestało robić na nim aż takie wrażenie.

Jessie - 2019-11-20, 16:42

Na miejsce treningu wybrała dużą halę, na której akurat trenowali ujeżdżeniowcy (albo i nie, nevermind). Taki układ pozwalał wszystkim na skorzystanie z hali w pełni, zwłaszcza, że pingwinów była naprawdę nieduża garstka w całym Orchardzie.
Od razu podeszła z koniem do schodków, przy których opuściła strzemiona i podciągnęła popręg, po czym wsiadła nie zdejmując jeszcze derki. Jeśli podczas wsiadania koń stał grzecznie, nie omieszkała nagrodzić go kostką cukru, dopiero potem dając łydkę do stępa. Wodze od razu wzięła na kontakt, nie skracając ich jednak przesadnie, żeby koń miał szansę się porządnie rozgrzać podczas początkowego stępa. Chciała mieć jednak nad nim kontrolę, tym bardziej, że był młodym ogierem, który miał prawo się nadmiernie ekscytować i spieszyć. Gdyby tak było, że faktycznie spieszy się w stępie i jest mało uważny, Jess zaczęła przemycać dyskretne ćwiczenie, które miało na celu zrównoważyć konia - jadąc po ścianach lekko go wyginała tak, jakby chciała zrobić trawers, nie robiąc go jednak. Dzięki temu koń powinien się bardziej skupić i przenieść ciężar ciała na zad, a więc w efekcie stępować równiej i spokojniej. Jeśli natomiast problem był przeciwny, to jest Abaddon szedł niespiesznie, to Jess egzekwowała od niego energiczny marsz w łydkach.

Abaddon - 2019-11-22, 03:05

Zaraz po wejściu na halę rozejrzał się po niej dokładnie, wyginając delikatnie szyję w stronę, w którą akurat patrzył i w pewnym momencie zarżał krótko, co odbiło się po hali wyraźnym echem. Przystanął w bezruchu w dogodnym dla kobiety miejscu, dopiero na podciągnięcie popręgu reagując skuleniem uszu i przestąpieniem z nogi na nogę. Nie był jednak na tym punkcie przewrażliwiony, by próbować ją podczas tego ugryźć, a nawet szybko puścił to w niepamięć, dając jej się spokojnie dosiąść.
Jeszcze w stój, przyjął od niej chętnie kostkę cukru, na chwilę wyginając szyję w rogalika, tak by ułatwić sobie dostęp do nagrody. Kolejno przeszedł do stępa od łydki, od razu przyjmując żwawe tempo. Jak się okazało, nie potrzebował korekty w tej sprawie, na razie pozostając spokojnym, z racji braku rozpraszających go czynników na hali. Również to, że wcześniej regularnie jeżdżony i padokowany sprawiało, że nie miał w sobie nadmiaru energii, co Jessie z pewnością odczuła w pierwszych minutach stępa, mając porównanie z końmi, które chodziły jak tykające bomby.
Z początku z racji tego, że nie był jeszcze rozluźniony, trzymał głowę wyżej, niż powinien, a jego sylwetka ogólnie dawała wiele do życzenia. Przynajmniej nie rozglądał się nadmiernie po hali, już wcześniej stwierdzając, że nie ma tu zbytnio niczego, co mogłoby go bardziej zainteresować.

Jessie - 2019-11-24, 17:08

Tym póki co się nie przejmowała, jako że nigdy nie robiła niczego na skróty. Skoro w tak krótkim czasie Abaddon przestał się interesować otoczeniem, to w ciągu dziesięciu minut, które Jess poświęciła na początkowy stęp, powinien też się rozchodzić i rozluźnić. Jeśli jednak wciąż był niechętny do opuszczenia i wydłużenia szyi, Jess zachęciła go do tego mechanicznie, lekko opuszczając i rozstawiając dłonie, by do takiej ręki dojechać konia dosiadem i łydkami. Mając go w takim niskim ustawieniu, które prędzej czy później Abaddon powinien rozpoznać jako wygodniejsze dla siebie, zaprosiła go łydką do kłusa, w którym oczywiście rozpoczęła anglezowanie. Musiała jeszcze lepiej poznać nowego podopiecznego, by ocenić jaki typ rozgrzewki będzie dla niego najlepszy, więc póki co było to takie zgadywanie i błądzenie we mgle, mimo iż uważnie słuchała wszystkiego co koń miał jej do "powiedzenia".
Kłusując pilnowała by poruszał się luźno i aktywnie, ale też nie krzywił się podczas jazdy po prostych ani nie uciekał z zewnętrznego kontaktu. Jak na początek, było to całkiem sporo, ale uwaga Jess była w pełni skupiona na Abaddonie, któremu starała się pomagać, a nie przeszkadzać, choćby w szukaniu własnej równowagi. Póki co jeździła głównie po ścianach, koncentrując się na zachowaniu rytmu i rozluźnienia, na które wpływała pilnując kłusa w łydkach i delikatnie rozluźniając konia półparadami.

Abaddon - 2019-11-25, 18:49

Rzeczywiście dziesięć minut stępowania pozwoliło mu na prawidłowe rozciągnięcie i rozgrzanie mięśni, a także rozluźnił znacząco szyję i grzbiet. Odpuścił w potylicy, opuszczając wcześniej wysoko niesioną szyję, którą dodatkowo delikatnie zaokrąglił. Zaczął też częściej przeżuwać wędzidło, opierając się niechamsko na wędzidle, nie mając w zwyczaju uciekać ręka jeźdźca, co było kwestią tego, że jeszcze nikt nigdy go do tego nie zraził ciągnięciem za pysk, czy po prostu niestabilną ręką.
Wszystko było w należytym porządku do czasu, gdy dostał pomoce do kłusa, do którego przeszedł zbyt gwałtownie, rozsypując się z ustawienia, znów unosząc łeb i przenosząc bardziej swój ciężar ciała na przód. Z początku chciał sam dyktować tempo, będąc wyraźnie pobudzonym po przejściu w wyższy chód, ale kobieta na pewno zaczęła starać się, by przywrócić go do porządku, nie pozwalając na samowolkę. Ustąpił więc, wyrównując tempo do aktywnego, roboczego, po chwili uspokajając się po tym małym odchyłku z jego strony.
Na tym etapie zachowanie prostej sylwetki na ścianach było jeszcze bardzo oczywiste, zdarzało mu się odginać do wewnątrz, czy zewnątrz, co było na czas korygowane przez Jessie. Z upływem czasu stawało się to coraz rzadziej, dzięki pilnowaniu go w łydkach przez szatynkę. Zauważalna była również poprawa w samym chodzie kasztana, który coraz bardziej zaczął włączać do pracy zad.

Jessie - 2019-11-27, 14:44

Jej reakcja była natychmiastowa, ale wbrew pozorom nie przeszła z powrotem do stępa, tylko spróbowała naprawić sytuację w kłusie, domyślając się, że takie nieudane przejście mogło być spowodowane nie niesubordynacją konia, ale po prostu... brakiem równowagi. Wiele młodych koni spieszyło się pod siodłem nie dlatego, że były nieposłuszne, tylko dlatego, że nie miały równowagi, więc Jess czym prędzej pomogła Abaddonowi w odnalezieniu środka ciężkości. Anglezując siadała w siodle wyraźnie i rytmicznie, z początku nawet trochę mocniej wypychając biodra do przodu, przy czym aktywnie jechała konia łydką i pomagała mu w odnalezieniu drogi w dół, nakłaniając go do opuszczenia łba tak, jak napisałam wcześniej.
Osiągnąwszy postęp, pochwaliła konia głosem, nie odpuszczając jednak na kontakcie by przypadkiem się nie rozpadł. Pilnując by kłusował aktywnie i rytmicznie, zabrała go na duże koło, nawet nie próbując jeździć po mniejszych niż te o średnicy dwudziestu metrów. Jadąc po kole starała się by koń nie zwolnił i prawidłowo wpisywał swoją sylwetkę w okrąg, w czym pomagało mu prowadzenie na zewnętrznej wodzy i wygięcie wokół wewnętrznej łydki. Zamknąwszy koło wróciła na ścianę i niebawem zaczęła przygotowywać konia do przejścia, półparadami zapowiadając mu zwolnienie do stępa, podczas którego usiadła w siodle by zatrzymać ruch konia chwilowym spięciem mięśni brzucha i krzyża, przy czym nie zapomniała podeprzeć ogiera łydką, by przypadkiem jego równowaga znowu nie przeniosła się na przód ciała. Nie oczekiwała jednak idealnego przejścia, będąc gotowa je ćwiczyć "do upadłego".

Abaddon - 2019-12-01, 19:17

Równe anglezowanie kobiety pomogło mu w odnalezieniu rytmu, w którym również łatwiej było mu odzyskać równowagę i przenieść ciężar ciała bardziej w tył, co było zamierzonym przez nią celem. Powrócił także do wcześniejszego ustawienia, opuszczając i rozluźniając bardziej szyję.
Pochwała głosowa nie umknęła jego uwadze, co okazał skierowaniem ucha w stronę Jessie, wsłuchując się w jej głos, a jego ton wskazywał mu to, że jest z niego zadowolona. System nagradzania czy karania na takim poziomie wyszkolenia pomagał mu w nauce, stopniowo utrwalając w głowie, co jest dobre, a co złe.
Wjeżdżając na obszerne koło, nie tracił na aktywności kłusa, a jedynie, do czego można było się doczepić to niedostateczne wygięcie się, spowodowane nieco zbyt lekkim działaniem wewnętrznej łydki, na którą ogier nie był aż tak mocno wrażliwy, jak większość młodych koni. Wróciwszy na ścianę, wyprostował się i wkrótce odebrał serię półparad, która zwiększyła jego skupienie i dodatkowo rozluźniła go przed następnym ćwiczeniem. Niezbyt mając ochotę zwalniać, co było tylko i wyłącznie jego widzimisię. Momentalnie się pospinał, co także odbiło się na jakości przejścia.

Mia - 2019-12-01, 21:23

Niesprzyjająca pogoda przyprowadziła Mię na dużą halę, gdzie ćwiczyło już parę par. Niezrażona tym podprowadziła swoją podopieczną do schodków, z pomocą których wsiadła na jej grzbiet, poprzednio jeszcze dociągnąwszy popręg. Znalazłszy się już w siodle, poprawiła się w nim i dopiero wtedy dała łydkę do stępa po pierwszym śladzie. Póki co dawała Papillon długą wodzę i łydkami egzekwowała jedynie aktywne tempo stępa. Po nieco dłuższej przerwie od treningów wolała dać jej nieco więcej czasu na rozgrzanie się i dopiero po kilku minutach zaczęła zbierać powoli wodze, a także dojeżdżać dosiadem do ręki, wraz z tym wykręcać pojedyncze, obszerne koła i zmieniać kierunki jazdy, aby nie zanudzić Papillon. W międzyczasie sama miała też pewnie okazję przywitać się z obecną tutaj Jessie, na której widok jej twarz od razu się rozpromieniła, bo zawsze milej było mieć towarzystwo. Pozostawała jednak skupiona na swojej klaczy, chociaż akurat po niej nie spodziewała się większych niesubordynacji.
Papillon Rouge - 2019-12-02, 22:49

Nowe miejsca i mnogość bodźców na ogół bywały dla Papillon jeszcze odrobinę problematyczne; wejście na halę pełną innych par siłą rzeczy musiało wiązać się z pewnymi emocjami, tych jednak belgijka nie objawiała w sposób problematyczny czy specjalnie inwazyjny. Tak naprawdę jedynym realnym objawem jej niepokoju, jaki wiązał się z odwiedzinami w miejscu względnie nieznanym, było generalne rozproszenie - z lekkim opóźnieniem odbierała wszelkie prośby i sygnały, włączając w to choćby próbę zatrzymania przy schodkach. Dopiero ciężar jeźdźca na grzbiecie chociaż po części przywrócił jej trzeźwość umysłu: nieomal odruchowo spróbowała ruszyć na przód stępem, poprawiona przez przytrzymanie nie oponując, choć na kilka krótkich chwil sztywniejąc lekko po to, aby już po poprawieniu się amazonki w siodle wreszcie ruszyć stępem. Ekscytacja i niepokój sprawiały, że kroczyła naturalnie żwawo, stawiając długie, energiczne kroki. Wzrokiem z uwagą badała otoczenie, zdając się szczególnie zafascynowana pracującą nieopodal parą, wkrótce cicho rżąc w stronę ciemnokasztanowatego ogiera. O pełnię uwagi izabelowatej należało więc zabiegać z dużym zaangażowaniem - z początku pozostawała dość głucha wobec prób nawiązania symbolicznego kontaktu, na zebranie wodzy owszem, odpowiadając, ale w sposób tak zmechanizowany, że właściwie bezużyteczny wobec realnych prób pracy nad rozluźnieniem. Dopiero wyraźniejsze sygnały miały uzmysłowić jej zamiary Mii. Wstępnie przepracowywana, zaczęła nieco wyraźniej dokraczać zadnimi nogami pod zad, tym samym bez większego trudu nadając swojemu chodowi wyraźniejszej sprężystości. Nadal pozostawała nieco nieswoja i rozproszona, więc daleko było temu do ideałów, ale z każdą kolejną minutą zdawała się dedykować właścicielce coraz większą ilość uwagi, z każdym kołem czy zmianą powoli stając się coraz bardziej plastyczna i responsywna.
Mia - 2019-12-03, 23:46

Poznawszy już wrażliwą stronę izabelowatej, Mia miała prawo być niezadowoloną co do pracy w grupie z innymi, ale nie miały innego wyboru, bo trening na zewnątrz nie wchodził już w grę. Pozostawała jednak wyrozumiała i nie wymagała od niej niemożliwego od początku treningu. Mnogość figur i różnych zmian kierunków miały nieco rozbudzić Papillon, szczególnie, że niedługo potem kobieta zaczęła wprowadzać również zatrzymania, chcąc wzbudzić w niej czujność na kolejne sygnały. W tym celu wyraźnie dociążała jej grzbiet, łącząc to z zamknięciem ręki i łydek, jednak wodze oddawała lekko zaraz po zatrzymaniu, w którym pozostawała w nieruchomości przez parę sekund. Również na wszelkich łukach dbała o zachowanie odpowiedniego ustawienia klaczy, chociaż pozwalała jej nosić głowę na dogodnej wysokości. Niemniej wewnętrzną łydką wyraźnie sugerowała wygięcie się wokół niej, drugą, lekko cofniętą z kolei dopełniała rysunek danej figury, zaokrąglając izabelowatą i wpisując ją w wyznaczoną linię, której średnica była regulowana wewnętrzną wodzą. Przy tym warto zauważyć, że Mia nie chciała zafiksować klaczy dużą ilością ćwiczeń w krótkich odstępach czasu, więc nie zabrakło też poruszania się po prostych liniach, gdzie z kolei dbała o niespływanie na boki i odpowiednie wyprostowanie, samej pozostając w nienagannej pozycji w siodle. Po kilku minutach takiej pracy, jeśli tylko w końcu udało jej się skutecznie zadbać o zainteresowanie konia na sobie, zatrzymała ją przy bandzie, gdzie zdjęła z niej derkę i odwiesiła, za cierpliwość Papillon chwaląc ją klepaniem po szyi. Następnie wróciła na ślad stępem i po chwili zakłusowała, odruchowo też zaczynając anglezować w siodle celem pomocy izabelowatej w nabraniu rytmu i równowagi.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group