To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Hala - Duża hala

Taylor - 2019-06-03, 19:34

Z uśmiechem przyjęła oddanie z zadu, które zafundowała jej Ruda, uznając to za wyraźną oznakę tego, że czuła się w tej sytuacji dobrze. Cieszyło ją to, bo właśnie takiego konia szukała - chętnego do skoków, entuzjastycznie podchodzącego do pracy, a przy tym dzielnego i inteligentnego. Choć miała w tamtym momencie ochotę najechać na przeszkodę z prawdziwego zdarzenia, aby zobaczyć, jak kasztanka poradzi sobie z wyzwaniem, a nie przeszkodami, które były dla niej codziennością, ale wiedziała, że dobra rozgrzewka i stopniowanie pracy były kluczem do sukcesu, a nie chciała przecież młodej kobyły przeforsować już na pierwszym treningu. Z tego powodu, po okserze czekał je szeroki łuk, który blondynka wyjechała uważnie, choć podtrzymując mocne tempo, pilnując, aby Arsouilles pozostała czujna i gotowa do kolejnego skoku. Łagodny łuk prowadził na przekątną, na której środku, na wysokości litery X, stała samotna stacjonata z ptaszkami, ta sama, którą miały przyjemność pokonywać wcześniej, ale tym razem wzbogacona o kolorową podmurówkę i podwyższona o 15 centymetrów, a więc mierząca z ptaszkami łącznie 95 centymetrów. To też nie była zbyt pokaźna wysokość, ale jako że drąg poszedł w górę, a pod nim znalazło się coś, co potencjalnie mogłoby kobyłę rozproszyć czy wystraszyć, Taylor wykazała się dużo większą czujnością. Wcześniej usiadła w siodło, wycofując ramiona i stanowczym działaniem łydek podtrzymując aktywny galop, w korytarzu pomocy prowadząc francuzkę do przeszkody. Chciała przede wszystkim wybadać, jaka będzie reakcja na nowy element i czy niewielka różnica w wysokości wywrze na kasztance wrażenie, czy raczej niekoniecznie.
Echo d'Arsouilles - 2019-06-05, 20:23

Nie dało jej się w żadnym momencie zarzucić wszelkich spięć czy nerwowości, na pierwszy rzut oka było widać, jaką radość i pociechę sprawiały jej skoki, do których szła mocno i bez zawahania. Była jeszcze młoda, a przez to też i troszkę zafiksowana na tym punkcie, choć nie sprawiało to większych problemów, jeśli tylko było w stanie się wysiedzieć takie delikatne baranki czy pchanie się do przodu.
Przeskoczywszy pomyślnie okser, wjechała płynnie w łuk, gdzie spróbowała nieco przyspieszyć, zapewne w porę powstrzymana przez jeźdźca i uświadomiona o czekającej przeszkodzie. Nastawiła uszy przed siebie, bystrym wzrokiem lustrując wyższą przeszkodę o prawie metrze wysokości. Podmurówka zdawała się nie robić na niej większego problemu; nie spowalniała swojego galopu, utrzymując jego mocne, aktywne tempo, które ostatecznie zwieńczyła oddaniem skoku z dużym zaangażowaniem zadu, dzięki czemu była w stanie pozostawić sobie spory zapas od ptaszków na szczycie. Zaraz też pieczołowicie podkurczyła nogi pod siebie celem uniknięcia zahaczenia o któryś z nich, aby w ostatnich fazach lotu wyprostować przody, na których miękko wylądowała i kontynuowała galop w pełnej równowadze.

Taylor - 2019-06-05, 20:46

Pochylając się nad szyją kasztanki, dała jej luźniejsze wodze, po lądowaniu klepiąc i chwaląc wyraźnie za bardzo satysfakcjonujący skok. Zaraz zwolniła do kłusa, uznając, że tyle na dziś w zupełności wystarczy - nie chciała jej przeforsować, a miała już całkiem dobry obrazek tego, jaka była kasztanka. Wydawała się bardzo ucieszona, że trafił jej się taki ułożony i chętny do pracy koń. Choć myślami była już trochę gdzie indziej, pocieszona tym udanym treningiem, nie pozwoliła sobie na nieuwagę, po przejściu wracając do konkretnej pracy, nie chcąc wdrażać zwyczaju rzuconej wodzy i generalnego chaosu po ostatnim oddanym skoku. Na kontakcie pojeźdźiła ją więc jeszcze chwilę w kłusie, kręcąc dużo łuków i prostych figur, powoli i stopniowo wypuszczając do żucia z ręki. Pracowała w taki sposób praktycznie do momentu, w którym w dłoniach miała już prawie samą sprzączkę, upewniając się także, że w tym niskim ustawieniu była w stanie bez zaburzenia równowagi wykonać przejście, dodanie czy skrócenie. W końcu przeszła do stępa, raz jeszcze wyklepując francuzkę i po solidnym rozstępowaniu zsiadła z jej grzbietu, ruszając z nią w kierunku stajni, wcześniej jeszcze częstując smakołykiem w podzięce za dobrą pracę.
/zt

Echo d'Arsouilles - 2019-06-05, 22:00

Podrzuciła nieznacznie łbem w odpowiedzi na klepanie, aby w następnej kolejności płynnie przejść do kłusa, od razu narzucając sobie aktywne tempo z zaangażowaniem zadu widocznym przez jego obniżenie. Mimo że wyczuła powoli zbliżający się koniec treningu, nie pozwalała sobie na odpuszczenie na którymkolwiek z ćwiczeń. Na wszelkich łukach i innych figurach pozostawała odpowiednio wygięta tak, aby zachować kształt kreślonych linii. W odpowiedzi na wypuszczanie wodzy spomiędzy palców Taylor, Echo zaczęła zniżać nos, ciągnąć go też bardziej do przodu i w tej sposób optycznie wydłużając swoją sylwetkę. Pod koniec pysk niosła prawie przy samej ziemi, wykazując się dużym rozluźnieniem grzbietu po jego mocniejszej pracy przy skokach. Przy tym też mimo zmęczenia nadal wykazywała się sporym zaangażowaniem, niemniej chętnie przeszła do stępa, gdzie mogła nieco odsapnąć. Po rozstępowaniu zatrzymała się, dając blondynce możliwość zejścia na ziemi. Z wdzięcznością i dużą delikatnością zgarnęła z jej dłoni smakołyk, aby po chwili ruszyć u jej boku w kierunku stajni.
/zt

Audrey - 2019-06-16, 19:53

Tym razem na swój cel obrała halę z racji, że wszystkie otwarte obiekty były zajęte, a ona zdecydowanie bardziej wolała samotne jazdy. Oprowadziła go w ręku po obiekcie, aby następnie zatrzymać przy schodkach i, trzymając wodze w jednej dłoni, aby jej nie uciekł gdzieś, dosiąść jego grzbietu. Przełożywszy wodze do obu dłoni, dała mu sygnał łydką do ruszenia stępem po śladzie, na razie dając mu dłuższą wodzę, jeśli tylko miał w planach współpracować. Po jednym okrążeniu zmieniła kierunek jazdy przez przekątną, aby po kolejnym zacząć kręcić obszerniejsze koła, zaczynając też nabierać stopniowo wodze na bardziej stabilny kontakt.
Blizzard - 2019-06-16, 22:06

Hala nie była dla niego obcym miejscem więc kiedy wygasły emocje związane z podróżą z myjki tutaj, nie było wątpliwości, że zna to miejsce i nie będzie robił scen jak z typowego jeździeckiego horroru. Kiedy szedł jeszcze stępem w ręku, już teraz dało się wyczuć drzemiące w nim pokłady energii i tak samo jego stanie podczas wsiadania można było porównać do tykania bomby, która nie wiadomo kiedy wybuchnie. Nieco wyprzedzając sygnał ruszył od razu bardzo żywym tempem i o ile nie spotykał się z pracą dosiadu jednoznacznie go dociążającego, trochę się w nim gubił i wpadał na kilka kroczków w caplo-kłus, z którego mogło go wyrwać tylko czytelne działanie ciężaru w siodle bez utraty aktywizacji łydek. Wtedy też był skłonny nieco opuszczać szyję. Widocznie też lepiej odnajdywał się pod jeźdźcem na powoli pojawiającym się kontakcie, dzięki któremu jakby nie czuł sie zbyt otwarty i zbyt sam i wówczas też spokojniej wchodził na inicjowanie przez Audrey figury
Audrey - 2019-06-18, 16:45

Spotkawszy się z pierwszymi problemami, to jest rozpierającą ogiera energią, czego rudowłosa nijako się spodziewała. Nie mogła jednak pozwolić na wejście sobie na głowę, dlatego Blizzard nie miał okazji długo się gubić w tym chodzie jak dotychczas. Audrey w porę zaczęła działać bardziej dosiadem, dociążając jego grzbiet, a jednocześnie łydkami nadawała mu jednolity, stały rytm aktywnego, choć tym razem uważniej pilnowała, aby nie próbował przyspieszać. Z czasem zaczęła też angażować zatrzymania celem zaangażowania całego jego ciała i wyczulenia na pomoce. Uznawszy, że tyle pracy w stępie wystarczy, w końcu zakłusowała przez wypchnięcie biodrami, w pierwszym odruchu także zaczynając anglezować. Jeśli jednak kasztan znowu wykazywał się sporą nadpobudliwością i pogubieniem, wróciła w siodło, aby powtórzyć schemat z nadawaniem mu odpowiedniego tempa. Wkrótce zjechała na pierwsze szerokie koło, gdzie wróciła do pełnego siadu i pracowała głównie nad jego wygięciem, wewnętrzną łydką delikatnie zachęcając go do wygięcia się, wodzą z kolei asekurowała średnicę figury. Nie wymagała od niego wiele, biorąc pod uwagę dłuższą przerwę od treningów, chciała zobaczyć choć trochę zaangażowania i powyginać celem rozgrzania poszczególnych partii mięśni.
Adele - 2019-07-19, 15:27

Ponieważ w dniu dzisiejszym zależało jej, aby mieli szansę popracować w samotności, pomimo dość ładnej jak na angielskie standardy pogody na miejsce treningu wybrała halę, jako że była ona jednym z nielicznych miejsc w ktorych nie pracowała już żadna para. Stępem wjechała więc do budynku, dając izabelowi kredyt zaufania i oferując mu praktycznie luźną wodzę, jedynie w wypadku w którym ewidentnie miał dużo za dużo energii lub nadużywał jej uprzejmości decydując się na skrócenie jej. Stajennego uprzejmie poprosiła o zamknięcie drzwi i bandy, wprowadzając kuca na ślad, po którym postępowała dobre kilkanaście minut, często zmieniając kierunki przez długie przekątne, nie prosząc o zbyt wiele, w zasadzie jedynie o aktywne tempo i spokój, który był warunkiem takiej swobody. Z czasem wodzy zaczęła nabierać, półparadami działając na pysk, łydką dojeżdżając zad do ręki i zaczynając wprowadzać ogiera na pierwsze, póki co bardzo obszerne luki; takim działaniem miała nadzieję wypracować zalążek ustawienia, które potrzebne im było do właściwej pracy, na razie nie spiesząc się z nadmiarem pracy i sygnałów, chcąc dać wierzchowcowi dużo czasu na rozluźnienie się i złapanie równowagi.
Naughty Boy - 2019-07-19, 16:54

Dzięki powrotowi do intensywnych, regularnych treningów Gortata nie roznosiła już tak energia, której nadmiary wyzbywał się na pobytach na padoku. Dlatego nie w głowie było mu odpalanie wrotek pod Adele: szedł aktywnie, ale nie próbował niczego wymyślać, doskonale znając już właścicielkę i wiedząc, na co może sobie pozwalać, a na co nie. Co prawda czasami ta wiedza wypadała z jego pustego łba, niemniej nie były to częste przypadki. Stępował więc po śladzie i korzystał z luźnej wodzy, głowę niosąc nisko i lekko bujając ją w rytm kroków. Wraz ze zbieraniem wodzy uniósł łeb, nastawiając też uszu i bardziej angażując zad, przy czym zachował regularność chodu. Na pierwszych łukach mógł zdawać się nieco sztywny, często wypadając z odpowiedniego kształtu, ale wraz z ich powtarzaniem zaczynał lepiej się odnajdywać, coraz zwinniej wyginając się wokół łydki amazonki, a przy tym intensywniej przeżuwać kiełzno.
Adele - 2019-07-21, 18:22

Dzięki temu, że znała izabelowatego już praktycznie na wylot i miała z nim do czynienia w najróżniejszych scenariuszach, widziała tą pozytywną zmianę, z jaką wiązał się powrót do treningu. I fizyczną, bo jego kondycja i sam wygląd poprawiły się - wreszcie zaczął przypominać sportowego konia, i psychiczna, bo widziała, że nie męczą go nadmiary energii, które nie sposób spożytkować po prostu na padoku. Niezwykle cieszyło ją, że jej podopieczny ma się dobrze i mimo intensywnych treningów nie spala się; mimo, że wszystko póki co szło po jej myśli, stale miała się na baczności, nie chcąc ogiera przepracować. Stąd też nie szczędziła mu wolnego po intensywnych treningach ani nie obawiała się na kilka dni wycofać z treningów jeżeli widziała, że z jakiejś przyczyny czuje się gorzej. Pomimo dużych ambicji, miałą jeszcze większe pokłady cierpliwości - również w pracy z kucem. Z tego względu dała mu odpowiednio dużo czasu na rozgrzanie się na pierwszych łukach, rozumiejąc sztywność i dlatego nie spiesząc się wcale, wraz z jego większą aktywnością zmniejszając średnice kół i innych figur, wykonując też kilka kroków w zadzie do wewnątrz i łopatce do wewnątrz, oczywiście bardzo okrojonych do wersji skokowych, choć wymagała wyraźnego wkroczenia danej pary nóg na drugi ślad. Skorzystała też z pojedynczego drąga leżącego gdzieś na hali, przejeżdżając przez niego kilkukrotnie, najpierw w wyprostowaniu, a potem na wprost, ale z samą głową kuca ustawioną na lewo lub prawo.
Naughty Boy - 2019-07-21, 21:01

Nieco dłuższe przerwy od treningów miały na niego jeszcze lepszy wpływ. Dzięki nim był w stanie nie tylko zregenerować się po cięższym treningu, ale wręcz wyczekiwać kolejnego spotkania z właścicielką, wykazując się wtedy niesamowitym zainteresowaniem i skupieniem na niej i ćwiczeniach, które przed nim stawiała. Nawet teraz, kiedy z zasady nie wprowadzała nic dla niego nowego czy trudnego, jedno ucho dalej miał skierowane na nią, każdy lub sporą większość sygnałów odczytując prawidłowo, a dzięki temu i wykonując je poprawnie. Nawet na ciaśniejszych figurach radził sobie dobrze, zachowując przy tym ich kształt i odpowiednie zaangażowanie. Nie był też rozkojarzony otoczeniem tak, jak miał to w zwyczaju na świeżym powietrzu, a jedynie czasami przyglądał się samemu sobie w mijanych lustrach, co jednak nie wpływało w żaden sposób na jego pracę. Z minuty na minutę był coraz lepiej rozciągnięty i ustawiony na pomoce, a dzięki temu także chody boczne nie sprawiały mu takiego problemu, oczywiście jak na skokowe wymagania, jednak zyskując na giętkości i rozluźnieniu, a przede wszystkim zaangażowaniu zadu, którym mocniej wykraczał pod kłodę. Tym razem nawet spotkaniu z drągiem nie towarzyszyło zanadto dużo emocji, mimo że kucyka zawsze ciągnęło do przeszkód, to zachowywał spokój, w odpowiednim momencie podnosząc wyżej nogi, aby przypadkiem nie trącić drążka, podobnie w przypadku, kiedy jego głowa była ustawiana na bok.
Adele - 2019-07-23, 13:26

Chociaż nie było to zbyt wymagające zadanie, po kilku prawidłowych pokonaniach drążka, przede wszystkim tych, gdzie zmieniała ustawienie głowy, pochwaliła kucyka i w ramach nagrody zaoferowała mu moment luzu. Sama wówczas poprawiła się w siodle, aby za chwilę przygotować zakłusowanie, rozpoczynając od spokojnego powrotu na kontakt, półparad i ewentualnej pracy nad ustawieniem, jeżeli w Naughtym jeszcze nie wyrobił się nawyk powrotu do tego, co wypracowali chwilę temu; dopiero mając rozluźnionego, uważnego wierzchowca mogła zdecydować się na przejście do wyższego chodu, od pierwszego kroku narzucając aktywny, choć nie chaotyczny wykrok, stabilną ręką eliminując ewentualne wyjście z ustawienia. Anglezując, rozgrzewce w kłusie poświęciła tak samo dużo czasu jak i w stępie, z początku wybierając jazdę po pierwszym i drugim śladzie, dużo prostych i pierwsze, bardzo obszerne łuki. Od samego początku rozkłusowywała go z tendencją do dołu, chwaląc za każde potencjalne pójście nosem w dół i do przodu, w efekcie po kilkunastu minutach kłusa mając w zasadzie żucie z ręki, nie wydzielając tego ćwiczenia jako osobny element, a zwyczajnie starając się go wprowadzać przez cały czas trwania rozgrzewki. Prawdziwie zadowolona z efektów takiej pracy Adele miała być dopiero wtedy, gdy przyszło jej trzymać niemalże za sprzączkę - była więc gotowa pracować z pyskiem Gortata tyle ile było to konieczne, za priorytet na dzisiejszym treningu biorąc sobie pracę w pełnym rozluźnieniu, zwłaszcza, że szykowała dla niego skokowe nowości podczas których chciała mieć w pełni jezdnego, elastycznego konia.
Naughty Boy - 2019-07-25, 17:17

Parsknął w reakcji na pochwałę i podrzucił nieznacznie głową, chwilę luzu wykorzystując do tego, aby porozglądać się na boki. Zebraniu wodzy nie towarzyszyło żadne spięcie, a zamiast tego powrót do poprzednio wyrabianego ustawienia, gdzie ustawił nos bardziej w pionie, strzygąc uszami. Tak jak nie lubił nowości, tak dość szybko się uczył i miał niezłą pamięć, więc to przychodziło mu już dość naturalnie, kiedy wiedział, że dzięki temu spotykał się z aprobatą od jeźdźca. Był to też dla niego jednoznaczny sygnał o powrocie do pracy i konieczności skupienia się, a to zagwarantowało mu płynne zakłusowanie, przy którym zarżał radośnie, zdecydowanie pocieszony jakimś ciekawszym zadaniem. Nie próbował jednak przyspieszać, od pierwszych kroków kłusując aktywnie, chociaż w rzeczy samej nie okazując jeszcze swojego najlepszego chodu przez brak odpowiedniego rozgrzania. Na prostych poruszał się wzdłuż wyznaczonej linii, nie spływając na boki. Przy tym coraz chętniej opierał się na wędzidle, za którym podążył wraz z wypuszczaniem wodzy, ciągnąc nos do przodu i w dół, ostatecznie pozostając z nim na wysokości mniej więcej swojego barku. Przy tym też aktywnie żuł kiełzno, a dzięki temu ustawieniu odczuwał większą swobodę i rozluźnienie, co też odkładało się na jego mięśnie grzbietu. Znał już dobrze to ćwiczenie, więc nie miał problemów z utrzymaniem równowagi, w zamian za to miękko niosąc Adele, również dzięki bardziej zaangażowanemu zadowi, który obniżał się wraz z kolejnymi minutami w dole. Co prawda przez to jego wygięcie na łukach było nieznacznie gorsze, w szyi wyginając się odrobinę gorzej niż w kłodzie, w zamian za to stając się coraz bardziej elastycznym.
Adele - 2019-07-25, 20:32

Oczywiście, kolej rzeczy podczas żucia nie była jej opcja i Adele nie oczekiwała od kuca pełnej mobilności przy długich, bardzo delikatnie, w zasadzie w znikomym stopniu napiętych wodzach. W pełni wystarczyło jej jego zaangażowanie i okrągły wykrok, który sama miała okazję poczuć dzięki podniesieniu przez Koszykarza pleców, co istotnie zmieniała komfort jazdy. Gdy tylko osiągnęła właściwe ustawienie, nie męczyła izabelowatego takim kłusem zbyt długo - dobrze wiedziała, że nie należał do wierzchowców, które dobre znosiły nudę, więc zaraz dorzuciła do ich pracy przejścia w żuciu, koncentrując się przede wszystkim na tym, aby zachował w nich dynamikę i nie stracił ustawienia, a więc i sprężystości. Wykonała kilka takich przejść, póki co wyłącznie stęp-kłus, jedynie na sam koniec, gdy już miała okazję wypracować odpowiednią jakość i upewnić się, że kuc pomimo długich wodzy prawidłowo odpowiada na wszelkie pomoce, wykonała pełną paradę, zablokowała miednicę i napięła nogi, aby w ten sposób zainicjować zatrzymanie z kłusa od samego dosiadu, w razie konieczności powtarzając tą czynność, choć nie było to wielkie wyzwanie. Po tym zatrzymaniu dała mu moment oddechu w stępie, sama w tym czasie zwracając się z uprzejmą prośbą do stajennych o rozłożenie dodatkowych drągów w taki sposób na samym środku hali, tam, gdzie wcześniej ulokowany był samotny drąg używany przez nią w stępie. Gdy to było gotowe, na nowo zebrała wodze, dbając o odpowiednie ustawienie i o to, aby Naughty pozostał skupiony nawet pomimo widoku i dźwięku rozkładanych drągów, w razie problemów z wyciszeniem go kręcąc dużo kół i dając mu cały czas jakieś zadania pokroju zadu do wewnątrz, chcąc zająć jego myśli. W końcu zakłusowała, zaczynając anglezować i pracując już na krótszych wodzach, nadal oczekując rozluźnienia, ale nie ingerując w ustawienie tak mocno, proponując mu kłus z głową na dość optymalnej, komfortowej wysokości, broniąc się jedynie przed tzw. lamą. Wkrótce z prawej nogi skierowała go na drągi, wyprowadzając na linię środkową i utrzymując w korytarzu pomocy, aby zapobiec ewentualnemu pływaniu, półparadami uprzedzając o drągach i chcąc zwrócić jego uwagę na nie, jako że były one ułożone w dość nietypowy sposób - zdawać mu się w końcu mogło, że dzieje się tak dużo, choć realnie miał do przejścia tylko trzy drążki.
Naughty Boy - 2019-07-26, 23:22

Możliwe, że lepiej rozgrzany Gortat nieco bardziej dbałby o kształt figur, ale póki Adele nie zaznaczała tego bardziej, póty nie starał się aż tak bardzo. W końcu nadgorliwość gorsza od faszyzmu! Właściwie wraz z pomysłem wprowadzenia przejść izabelowaty zaczynał się coraz bardziej nudzić, więc ostatecznie nowy element przytrzymał jego energię w ryzach. W same przejście angażował się raczej prawidłowo, robiąc je płynnie i bez typowego rozsypywania się. Oczywiście nie były to typowo ujeżdżeniowe, idealne przejścia, ale najważniejsze bylo to, że pozostawał w tym samym, niskim ustawieniu i nie tracił na rytmie, odpowiadając na pomoce szybko i dobrze. Co prawda z zatrzymaniem się było troszkę gorzej, bo w pierwszym podejściu przeszedł tylko do stępa, ale przy drugiej próbie poprawił się i zatrzymał z kłusa, ustawiając nogi w jednej linii względem nich samych. Po chwili ruszył na powrót stępem, w trakcie którego obserwował uważnie stajennych układających drągi, w których stronę nastawił jedno ucho.
Wrócił do wyższego ustawienia wraz z zebraniem wodzy, ucho tym razem nastawiając na samą Adele. Ekscytacja drągami i przeszkodami mijała mu wraz z powtarzalnością się skokowych treningów, więc nie przejmował się tak już pracownikami. Wraz z sygnalem do kłusa odepchnął się mocniej od ziemi tyłami, nie rozpędzając się jednak w stępie, a od razu wchodząc w wyższy chód. Dość aktywnie przeżuwał wędzidło, nie przeszkadzało mu zanadto zebranie wodzy, głowę trzymał na optymalnej wysokości z najwyższą potylicą, odpowiednio pracując zadem. Skierowany na wprost takiej kombinacji z drągów, skupił się bardziej na niej, zwyczajnie zainteresowany jej nietypowością. Jechał po prostej linii aktywnym tempem, wraz z zbliżaniem się do nich zniżając nieco szlachetny łeb, aby zapoznać się z nowością. Niemniej ta nie wzbudziła w nim większych wątpliwości. Przeszedł przez nie odważnie, wysoko unosząc nogi i idąc przez sam ich środek bez spływania na boki.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group