To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Las - Główny szlak

Elliot - 2013-10-30, 19:29

Zaskoczona nagłym poniesieniem ściągnęłam lekko wodze i mocniej usiadłam w siodle. Gdy adrenalina minęła odprężyłam się i poklepałam lekko Calma dodając mu otuchy. Po chwili znów spięłam łydki i ruszyliśmy stępem. Widoki były jak zwykle o tej porze roku i w taką pogodę oszałamiające, ale zachodzące słońce zwiastowało rychły powrót do stajni. Mieliśmy jakieś 20 minut, a ja wolałam je dobrze wykorzystać. Przeszliśmy do kłusa, przy którym oczywiście delikatnie unosiłam się w siodle co dwa kroki.
Devon Heir - 2013-10-30, 19:39

Uspokojony przez Elliot niepewnie z początku ruszył stępem, na jej rozkaz, który był bardziej jak prośba przeszedł w zgrabny kłus. Może nie był jakimś skoczkiem czy ujeżdżeniowcem, który to potrafi poruszać się jak baletnica, no ale aż tak źle z nim nie było! To pewnie przez tą hanowerską krew płynącą w jego żyłach. Kłusował już w nieco większym skupieniu, tu poza tym był pod większą władzą Ell, niż podczas stępu.

/Sory że krótko ale weny brak

Elliot - 2013-10-30, 19:45

Zamiast pojechać prosto w kierunku klifu, przy najbliższym rozwidleniu skierowałam Calma w lewo. Za jakieś pięć minut znów będziemy w Orchard. Z powrotem przeszłam do stępu, by spuścić z wałacha resztę energii i uspokoić go trochę. Znów poluzowałam wodzę dając mu pewną swobodę. Już dawno nie jeździłam w teren, ale ten był jednym z najmilszych.

// Wracamy już do stajni ;)

Devon Heir - 2013-10-30, 19:54

Dalsza droga przebiegała już spokojnie, bez niepotrzebnych spięć. Kłus był dość spokojny, choć oddech jego stał się płytszy. Posłusznie skręcił i dalej podążał już stępem, żwawym lecz nieco niechętnym stępem. Energia spadła z niego, może nie doszczętnie ale jednak poziom jej nieco się obniżył. Ponownie czując luz ruszył swoim odpowiednim tempem, zarzucił łbem, nie dla tego że był narwany jak większość koni, a dla tego że długa dość grzywka zsunęła się na jego ślepia, przecież nie mógł iść na ślepo!
Ginger - 2013-11-01, 16:51

Jestem stara, pamięć mnie zawodzi, nie mam zielonego pojęcia gdzie Gin ostatnio zjawiła się ze swoim niepojętym przez nikogo "ja". Możemy założyć, że byłą w stajni, a jeśli była w stajni, to z pewnością poszła tam po ciasteczka, bo przecież nie jeździć konno. Być może jej się tam znudziło, być może ciasteczka się skończyły i postanowiła wrócić w końcu do domu. Na skróty. Przez zajebiście ciemny, zajebiście straszny, wydający dziwne, dzikie dźwięki las. To normalne dla orchardowych opowieści.
I tak sobie pomykała "głównym szlakiem" jako mały zakapturzony potworek, szurający po stercie liści rozrzuconych na drodze i straszyła dzikie źwierza swoim ryjem. Tak bardzo chciała wrócić szybko do domu, aż tu nagle... :lol2:

Jack - 2013-11-01, 17:10

Jack? A skąd on tu? Jakże to? Ano tak, przypomniało mu się o starym, dobrym Orchardzie. Ale pewnie ono o nim zapomniało :lol2: . Tak samo jak Gin, dlatego wrócił, coby ją ponownie nieco podręczyć. O Jacku się nie zapomina, bo wraca po swoje! :c
Toteż idąc sobie w kierunku jej domu, ciemnym już lasem, z browarem w ręku... no nie spodziewał się takiego obrotu akcji (jaki tragizm ;_;), ale; napotkał Ginger. Oh, jakże słodko wyglądała, kiedy się tak bała.
- Grr. - wydał z siebie gardłowy dźwięk piżmaka. Niczym wilk czyhający na swojego czerwonego kapturka, i którego ma zaraz zamiar złapać <3.
Nigdzie nie pomyli tej czarnej burzy włosów na głowie i tych drobnych, energicznych kroczków. Chociaż lepiej to wygląda, jak jest na wkurwieniu. Chociaż nie, Ginger prawie całe życie jest na wkurwieniu :lol2: . ZWŁASZCZA, jeśli obok jest Jacek.
Prawdopodobnie go znienawidzi jeszcze bardziej, ale złapał ją dłonią w talii i przyciągnął do siebie. Omnomnom.
- Dobry wieczór, nie za późno na straszenie? Halloween było wczoraj. :lol:

Ginger - 2013-11-01, 17:30

Ktoś tu ma wenę :lol2:
Jacuś wraca po swoje ze zdwojoną siłą, ze swoim orężem, pułkiem głupoty, szwadronem sarkazmu i dywizją pojebanego humoru. <3
A myślisz, że ona spodziewała się takiego obrotu akcji? Idziesz sobie ciemnym lasem i słyszysz piżmaka za plecami. Nie wiadomo czy się bać, czy śmiać, bo piżmaki nie żyją w lesie. A przynajmniej tak słyszałam.
Nie mniej jednak, by nie psuć atmosfery, Gin podskoczyła ze strachu, wydając z siebie długi i przeraźliwy, typowo dziewczęcy pisk, kiedy coś capnęło ją i zaczęło zaciągać do siebie. Szamocząc się wyrwała się z objęć pana Nie-Wiem-Jak-Ją-Poderwać-To-Sprawię-Że-Zesra-Się-W-Gacie-Może-Mnie-Pokocha. Długo wolności nie zaznała, bo zaraz potknęła się i upadła w te przeklęte liście. Drama jak w horrorach, takich klasy... Z! Odwróciła się przodem do oprawcy, próbując się od niego odsunąć i przy okazji wstać, ale...
- Ty... - zaczęła, stając na równe nogi, ale coś zabrakło jej określenia na tak podły żarcik. Wzruszyła ramionami, wznosząc ślepia do góry, jakby po raz setny w relacjach Gingerowo-Jackowych błagała o pomoc z niebios ;_; - ...przez gardło mi nie przejdą takie brzydkie określenia. - odchrząknęła, uspokajając nieco przyspieszony oddech.
- Płoń ze wstydu, kutasie. :c - skarciła go, posyłając mu równie złowrogie spojrzenie. Jeśli chciał ją wkurwić, to chyba mu się udało - odwróciła się na pięcie i kontynuowała wędrówkę w kierunku swoich czterech kątów. Tym razem nie wystraszona, a wkurwiona. 1:0 dla Jacka. ._.

Jack - 2013-11-01, 17:40

Prawdopodobnie nie jeden parsknął by śmiechem, albo turlał się już dawno ze śmiechu... Jednak ten mając piwo, tylko się uraczył jego łykiem i tak sobie stał, patrząc jak Ginger odwala całe te sceny, bez jego najmniejszej pomocy. Yyy, chociaż nie. Wszystko to dzięki niemu. Dzięki Panie Jacku, pjontka Panie Jacku!
Ano, jednak wygląda tak samo uroczo, jak się wkurza. W sumie, trochę się postarzała, ale powiedzmy, że wybaczy jej te zmarszczki.
Kiedy przemawiała mu prosto w twarz, otworzył paszczę i odruchowo wydał z siebie następnę "grr", w akcie zerówkowego przedrzeźniania. Nie wyrośnie, przykro mi.
Dał jej odejść na kawałek, przeczesując sobie zarost palcami, który zdążył mu osiwieć od tych jęków i pisków Gingerówny. I zaraz ruszył krokiem szybszym, coby dogonić jej łaskawość.
- A gdzie moje buzi? W końcu coś wygrałem. - i tyknąłwszy ją w brzuch paluchem, zmarszczył delikatnie brwi. Nie uzyskawszy szybkiej odpowiedzi, posmutniała mu minka. - To może chociaż nagroda pocieszenia? Nie?... - wystarczy, że się pojawi, już go nienawidzi <3.

Ginger - 2013-11-01, 17:56

Wiedziałam, wiedziałam. Caaaały Jack. Nie można było od niego oczekiwać więcej, nigdy jej nie okazał żadnego współczucia, a jego reakcje zawsze zamykały się w staniu, patrzeniu i komentowaniu. Dwadzieścia pięć lat, a wciąż nie nauczył się obchodzić z kobietami. :C
Przypominam Ci, że Jack wciąż był starszy od Gin, więc jej zmarszczki nie mogły równać się jego! I nie, nie uwierzę, że Jack kładzie sobie codziennie wieczorem maseczki, ogórki na oczy i wciąż jest jak młody bóg. Nope.
Fuknęła coś pod nosem na jego "grr", które sprawiło, że Gin jeszcze bardziej przyspieszyła kroku. A pódziesz Ty, potworze jeden. Akysz. :C
- Wygrałeś talon na kurwę i balon. - mruknęła po chwili, chowając ryjek w bluzie, coby nie zniżać się do Jackowego poziomu, przyhamować ze swoimi odzywkami. I tak szybko pożałowała swoich słów, bo zaraz Jack będzie upominał się o swoją kurwę.
Już ona mu da nagrodę pocieszenia... Zatrzymała się gwałtownie, odwracając się do Jacka, który być może przy okazji na nią wpadł.
- NIE. - rzuciła, podnosząc głos i w geście bezradności wytrąciła mu butelkę z ręki. Spojrzała na nią beznamiętnie. Tak. Zdecydowanie nie było to wyrafinowane posunięcie. :lol2:

Jack - 2013-11-01, 18:17

Okazywał współczucie, jeśli ktoś OKAZYWAŁ UCZUCIA JAKIEKOLWIEK względem niego.
Ale kobiety starzeją i ogólnie dojrzewają szybciej. Ba dum tss. Także tego, no zmarszczki jak się patrzy, kochanie.
Ojeeeeeeeej. Coraz bardziej się zakochiwał w tej jej wkurzonej mince... A jak tak szybko chodzi, to jej nawet cycki podskakują! :lol2: Może dlatego tak lubił, jak była taka zdenerwowana i w ogóle. Musi częściej tego próbować.
Ale stop, hola, 5 sekund i w ogóle co? Że jego piwo wylądowało nie wiadomo gdzie, bo Ginger tak się podobało? Może było go mało już w tej butelce, ale takiego trunku nie należy marnować w taki sposób! ;_; W tej chwili to ona zginie.
I nie ma innej opcji.
- Nie? - głosem pełnym gniewu, otarł dłonie wierzchem ku sobie. Chwycił ją w ramionach, by zjechać na biodra i podrzucić sobie ją w górę. Chwila nie minęła, a już wisiała na jednym z jego barów.
- I radzę Ci się nie ruszać, bo spadniesz na łeb. - ooo, jego słodkość nie zna granic. Ale chwila... - Kocie. - dodał po chwili, coby podkreślić jakoś całą to paplaninę. ._.
- Mogło być romantycznie, ale wszystko popsułaś! :lol2:

Ginger - 2013-11-01, 18:30

Nienawiść nie jest uczuciem? Jakimś jest. Negatywnym, ale jest. A że akurat wypadło na takie, a nie inne to już nie wina Gin, a Jacka. Tak ją sobie wychował. Byłby dla niej milszy, ich znajomość dorastałaby w miłej atmosferze... któż wie, czy na pewno musieliby spotkać się w tym lesie.. czy może gdzie indziej :lol2:
Zanim zdążyła jakkolwiek odpowiedzieć na jego niewymagające pytanie, znalazła się w górze. Jak zwykle. Bezradność level 1000. Jakoś tak w jej życiorysie za dużo było sytuacji, które wymuszały na niej poddanie się woli rozmówcy - czy przeciwnika, w wypadku Jacka.
- Jesteś taaaaki groźny... :lol2: - zaśmiała się, podziwiając ziemię z nietypowej wysokości. Nie chciała się nawet sprzeciwiać. Zabić jej nie zabije, skrzywdzić pewnie też nie. Przynajmniej tak myślała i taka nadzieja wciąż żyła w jej główce...
- Wciąż jest romantycznie, trzymasz mnie w swoich ramionach, pod osłoną nocy... i mówisz do mnie tak czule... :lol2: - westchnęła teatralnie niczym rozmarzona Julia, chichocząc sobie gdzieś tam za plecami Jacka.
- Do domu mnie zanieś, Romeło! <3

Jack - 2013-11-01, 18:43

Chodziło mi raczej o te pozytywne. Zauważyłaś, że oni nigdy praktycznie nie śmiali się razem z czegoś, tylko jak już, to z siebie nawzajem, doznając jakiś... Ja wiem... Upokorzeń, albo bólu fizycznego? :lol2: Taka tragi-komedia. Gimbaza lvl pierdyljon.
Tej, księżniczka, bo wyciągnie rumaka z kieszeni i zobaczysz, co się będzie działo! :lol2:
- Oh, moja ukochana Sruljo, teraz zginiemy razem, bo nasz związek nie jest akceptowany przez nasze rodziny i się nie dogadujemy co prawda, ale... - wdech, wydech. - dalej nie było seksu. ._. - tą scenę na prawdę długo pomijali. Aż szkoda chłopaka, no ja nie wiem. Samowystarczalna jest ta nasza Gingerówna? :lol2:
Tak czy owak, nie umiał się powstrzymać od tego soczystego klapsa w jej tłuste dupsko <3. Taki fap wyszedł, że nawet echem się odbiło o wszystkie drzewa w lesie.
- Grzeczniej! - i ruszył z nią na barku, w gęstwinę lasu.

Ginger - 2013-11-01, 18:54

A wyobrażasz ich sobie śmiejących się razem z czegoś? :lol2: Tak już zostanie, póki umro. :C Ale przyznaj, z nikim innym Jack nie ma takiej relacji. Tylko Gin jest tak zajebista, że cierpliwie znosi jego żarciki, te mniej i bardziej śmieszne.. i jeszcze go własną ręką nie wykastrowała :lol2:
Na to zakazane słowo drgnęła lekko, umilkła nawet na parę chwil. Zaczynało się robić niebezpiecznie. O:
- Z tego wynika, że nasze rodziny nie akceptują naszego związku, bo nie było seksu. - zastanowiła się, myśląc zdecydowanie trzeźwiej, niż Jacek. - Nie wiem jak Twoja stara, ale moja mi w stringi nie zagląda. - znów ten jej kochany chichot <3
I ty też jej nie zaglądaj :lol2:
Hahah oh tak, leśna akustyka jest o wiele lepsza niż na Narodowym, jest tak dobra, że łoś kilometr dalej zaczął fapać. ><
- Nie wydaje Ci się, że lżej by Ci było jakbyś mnie na ziemi postawił i szła bym obok? - zapytała chłopaka, wplatając w swój głos nutkę tajemniczości. Powoli to wszystko chyba przestawało ją bawić. :lol2:

Jack - 2013-11-01, 19:06

I tak wiadomo wszystkim, że to miłość od pierwszego wejrzenia, dlatego są takimi cieciami. Tak, są. OBOJE. Nie zaprzeczysz. Nie masz argumentów. Milcz. :lol2:
Nie wykastrowała, bo czeka z cierpliwością... :lol2: Ohohoh, przyznaj się.
- Ale stary już tak? :lol: - no tak, może dlatego im ciągle nie wychodzi. Bo nasza biedna Ginger ma uraz do facetów przez starego? ._. Przecież Jack ją z tego wyleczy, jak tak bardzo cierpi. Jack wyleczy każdy przypadek jej bólu. Wewnętrznego, czy zewnętrznego. Niech mu tylko powie, o co w końcu jej chodzi. :lol2:
DRODZY PAŃSTWO, WŁAŚNIE WIDZIMY DOSKONAŁY PRZYKŁAD KOBIETY Z WIECZNYM OKRESEM. PROSIMY SIĘ NIE ZBLIŻAĆ, GROZI STRACENIEM JAJ.
- Może i by było lżej, ale po co mam się z Tobą jeszcze na dole użerać? Tak, to przynajmniej mnie nie bijesz. No i mi już nie uciekniesz. - jup, po zasmakowaniu niejednego już ciosu z jej strony, trochę był uważniejszy.

Ginger - 2013-11-01, 19:18



:lol2:

- Stary tym bardziej. - ucięła z powagą. Miała ochotę pieprznąć go w ten jego ryj, ale.. był z drugiej strony. I tak kiedyś ucierpi. Kiedyś nie wytrzyma i jej nerwy puszczą przy tym facecie. Nie można wiecznie znosić takich odzywek. :C
A jeśli faktycznie ma mu się zacząć z czegokolwiek zwierzać, to może warto byłoby podejść do niej z nieco innej strony? Nie myślałaś nigdy o tym? :lol2:
A co jeśli ona nie ma wiecznie okresu, tylko to Jack zawsze tak trafia, na "te dni"? Tak rzadko się widują... :lol2:
W odpowiedzi na to jego "przynajmniej mnie nie bijesz"... ugryzła go lekko w... w to co miała pod ręką.. pod ustami... ramię? :lol2: Uwaga, wychodzi z niej źwierzę! Poirytowane i dzikie źwierzę. Z pewnością Jack chciałby ją w tym stanie mieć gdzie indziej, ale... :lol2:
Spoważniała nagle (ah, kobiece humorki), wsłuchując się przez parę sekund w leśną ciszę i kroki Jacka. Westchnęła w końcu melancholijnie...
- Kiedy dojdziemy? :lol2:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group