Agrayanelle - 2013-08-19, 22:52 Początkowo Agray stawiała się i buntowała, przed jakąkolwiek pracą związaną z wędzidłem. Od zawsze miała problemy z zaakceptowaniem tego metalstwa w pysku, ale z czasem po prostu z rezygnacją przemieliła kilkakrotnie je i szła dalej. Co jakiś czas stawiała uszy, obserwując czujnie otoczenie, jednak już po chwili kuliła je i zgrzytała nerwowo zębami, po chwili znowu przeżuła wędzidło i tak w koło Macieju.
W zakręty nadal wchodziła dość sztywno. Poszczególne partie mięśni w każdym ruchem stawały się nieco bardziej rozluźnione, jednak sama klacz nadal wydawała się być spięta.
Szła w miarę żywo, jednak nie podpierana łydką, od razu gasła.Narcyza - 2013-08-19, 23:22 Poklepała ją, kiedy po raz pierwszy przeżuła metal, potem już nie aktywizowała jej a tak.
- Dobrze!
Pochwaliła ją po jakimś czasie. Ponownie wyrównała wodze i łydkami naprowadziła siwą na obszerną woltę, starała się aby jak najbardziej klacz się wyginała. Po skończeniu figury poklepała ją, znowu na prosto. Po dwóch okrążeniach ponownie duża wolta, jednak po drugiej stronie ujeżdżalni.Agrayanelle - 2013-08-19, 23:33 Nadal szła sztywno, od czasu do czasu mieląc ustrojstwo w pysku. Na wolcie minimalnie skierowała łeb do środka, ale to tyle. Być może był to po prostu przypadek. Długa droga przed nią. Zaczynała się już denerwować, ponownie kuląc uszy i podbijając zadem w górę. Lekko bo lekko, ale okazywała swoje niezadowolenie. Prychnęła wyjeżdżając na prostą. Raz po raz machała ogonem, odganiając od siebie gzy i inne świństwa, które baraszkowały na jej zadzie, co było dodatkowym powodem do złości grubasa.
Wjechała znowu na woltę, tym razem z innej strony ujeżdżalni, jednak co to za różnica? Takie samo kółko było do wykonania, które jako tako sprawnie poszło. Może super wygięcie to nie było, bo do końca i tak nie wiedziała o co chodzi Narcyzie, ale coś tam z łbem kombinowała, kierując go do środka. Zad natomiast pozostawał sztywny i bierny.Narcyza - 2013-08-21, 21:24 Po wolcie ponownie poklepanie, nagroda głosowa. Cyzia stawiała na to, że zgięcie łba to był celowy zabieg klaczy, w każdym razie nawet jej do głowy nie przyszło, że to był przypadek. Aż taka jest głupia...? Na podbicie zadem zareagowała identycznie, jak wcześniej, także nie będę tego opisywała. Druga wolta - ponowne pochwalenie, tym razem sowitsze i obiecanie dodatkowej marchewki. Raz na jakiś czas starała się odganiać muchy z jej zadu, coby chociaż trochę komfortu zapewnić siwej.
Taka jazda w kółko zrobiła się w końcu nudna, a zachowanie klaczy pozostawało takie samo, więc na początku delikatna, a później mocniejsza łydka i wypchnięcie z krzyża do wyższego chodu. Dziewczyna spodziewała się buntów, lecz robiła wszystko, co w swojej mocy, żeby nie spaść i "pogonić" klacz do wyższego chodu. Jednak kiedy w końcu im się to udało, nie próbowała robić nic z jej pyskiem, który zostawiła póki co w spokoju, a próbowała prowadzić jedynie łydkami i jakoś uczulić klacz na dotyk przy jej bokach.Agrayanelle - 2013-08-21, 21:39 Na pochwały jedynie zastrzygła uszami, brnąc dalej nie do końca zadowolona. Uszy wracały do ulubionej potylicy a Agray nadal zgrzytała zębami. Kiedy Narcyza próbując odgonić muchy dotykała jej zadu- Siwa od razu podbijała dupsko do góry i tym razem nie tak lekko. Nie pasowało jej to, a do tego miała łaskotki. Prychała co jakiś czas, machając łbem wraz z rytmem kroków.
Czując łydkę, początkowo nie zareagowała, jednak gdy przyszła kolejna fala uderzeniowa ze strony blondynki, Gruba ruszyła po prostu bardzo żywym stępem. Jeśli jeździec w tym momencie wzmocnił to zachowanie kolejną łydką Siwa ociężale ruszyła biegiem. Już dawno tego nie robiła, dlatego musiała się rozbujać. Czując nieustający nacisk ze strony Cyzi klacz zafundowała serię bryknięć, niemal wcale nie przemieszczając się do przodu. Gdy jednak opadła na ziemię, przyśpieszyła krok i szła jako tako żywo, choć co chwila coś jej nie pasowało i albo bryknęła, albo zmieniała tempo. Jednym słowem najgorzej nie było, ale kokosami nie można było tego nazwać.Narcyza - 2013-08-21, 22:00 Bryknięcia wytrącały Cyzię z równowagi, choć była może na nie nieco przygotowana. Jakoś znosiła, jednak po opadnięciu na ziemię niemal natychmiast karciła klacz głosem. Nie robiła nic z dosiadem, w końcu klacz miała się przyzwyczaić do jazdy, a gdyby ją karciła czymś z siodła, to mogłaby się po prostu bardziej do tego zrazić.
Starała się jako-tako, żeby jednak to tempo było cały czas takie samo. Kiedy przyspieszała zbytnio hamowała ją trochę, obciążając zad, ewentualnie nieco działając wodzami, kiedy gasła - łydka. Jako, że łydka zapewne powodowała wystrzelenie z zadu, to starała jej się za często nie używać. Jeszcze klacz sobie naciągnie mięśnie i co będzie? Jednak po kilku razach łydka=brykanie, dziewczyna przyzwyczaiła się już do tego i przy każdym użyciu nóg była przygotowana na wybicie w górę, więc nie wtrącało jej to aż tak z równowagi.Agrayanelle - 2013-08-21, 22:09 Agray owszem, była wyczulona na łydkę i początkowo reagowała brykaniem, ale z czasem to ucichło i po prostu szła nieco żywiej po takowym impulsie. Jeszcze czasami podbiła zadem. Była młoda, słabo zajeżdżona- to ją usprawiedliwiało. Szła do przodu, raz na jakiś czas nastawiając uszy w górę. Z czasem troszeczkę się rozluźniła, przyzwyczajając nieco do Narcyzy. Czyżby Agrayanelle się starzała? Wydawała się być zbyt spokojna. Może po prostu nie miała dziś weny na swój upór. Co jakiś czas machnęłą kilkukrotnie ogonem odganiając złośliwe insekty.Narcyza - 2013-08-21, 22:26 Dziewczyna wyczuła po jakimś czasie zmianę w zachowaniu klaczy. Rozluźniła się nieco bardziej i poczuła, że w końcu może iść z klaczą nieco dalej. Naprowadziła ją na przekątną, przez którą miały zmienić kierunek jazdy. Jeśli Agrayanelle cały czas szła tak samo, stosunkowo spokojnie, to powoli zaczynała anglezować. Zastanawiała się, czy będzie dzisiaj z klaczą galopowała, czy póki dopiero zaczyna ruszać holenderkę i sobie to odpuścić. W końcu stwierdziła,że zakończą na kłusie z ćwiczeniami, żeby nie obciążać zbytnio stawów klaczy po takiej przerwie od jazdy.Agrayanelle - 2013-08-22, 14:36 Wbiegła na przekątną, trochę gubiąc się w zakręcie i idąc jakby slalomem. To że Cyzia zaczęła anglezować jakoś nic nie zmieniło. Agrayanelle prychnęła jedynie i biegła przed siebie, po zmianie kierunku ustabilizowała swój chód. W pewnym momencie na maneżu pojawił się kot, Siwa widząc go odskoczyła jak poparzona uciekając galopem na drugi koniec placu, brykając przy tym tak jakby usiłowała kopnąć zwierze, które już dawno pozostało w tyle. Zatrzymała się dopiero przy płocie stając jak wryta.Narcyza - 2013-08-22, 23:34 Można powiedzieć, że Narcyza niezbyt się tego spodziewała. Zobaczyła kota o sekundę za późno, co skończyło się tym, że poleciała głową na szyję klaczy. Ból rozdarł jej czaszkę, jednak dziewczyna o tym nie myślała, póki co zajęta bardziej była tym, żeby nie spaść i sobie niczego więcej nie zrobić. Kilka cennych sekund trwało, żeby mogła ogarnąć się nieco i usadowić twardo w siodle, lecz po tym już nie musiała nic robić, bo klacz się zatrzymała. Zaczęła delikatnie przejeżdżać ręką po szyi klaczy, chcąc ją uspokoić.
- Już dobrze, już nie ma.
Zaczęła robić kółeczka na jej szyi, próbując uspokoić oddech. Wtem, na białą sierść klaczy zaczęły spadać czerwone kropelki. Przytknęła rękę, którą wcześniej masowała klacz do nosa, potem odjęła ją. Widząc kropelki krwi na palcach zaklęła tylko, bo przed jej oczami pojawiły się czarne plamki. Poklepała klacz i dała jej łydkę do stępa, cały czas próbując coś do niej mówić. Może i krew leciała jej z nosa i tym podobne, lecz dobro klaczy było ważniejsze od tego, że zaraz może zemdleć. Przecież takiej nie rozstępowanej jej do boksu nie da!Harley Davidson - 2013-08-25, 12:18 Pojawił się przy maneżu, prowadząc Espanię. Obie hale okazały się zajęte, więc postanowił poszukać miejsca, gdzie indziej. Uśmiechnął się do Narcyzy.
-Długo już trenujecie?
Musiał się zorientować, czy sporo z siwką poczeka. Jeśli tak, to po prostu pójdzie jeszcze gdzie indziej. A na razie oparł się o płot, oczekując odpowiedzi.Anonymous - 2013-08-25, 12:58 Szła przy Harleyu i doszła tutaj. Teraz tylko czekać aż na nią wsiądzie. Ale zaraz, jest tu już jakiś koń. Najwidoczniej sobie jeszcze poczekają. A Espanii trochę nie chciało się czekać. Chciałaby już skończyć trening by jej zdjęto ogłowie a szczególnie by się pozbyć wędzidła. Zaswędziło ją coś więc użyła tego co była w pobliżu. Podeszła do płotu i zaczęła się ocierać.Harley Davidson - 2013-08-28, 10:18 Dobra, mała hala się zwolniła, to odmaszerował z klaczą u boku.
-To cześć.
Pożegnał się jeszcze uśmiechem z Narcyzą i ruszył ambitnie w drogę.Agrayanelle - 2013-08-29, 22:59
Narcyza napisał/a:
Można powiedzieć, że Narcyza niezbyt się tego spodziewała. Zobaczyła kota o sekundę za późno, co skończyło się tym, że poleciała głową na szyję klaczy. Ból rozdarł jej czaszkę, jednak dziewczyna o tym nie myślała, póki co zajęta bardziej była tym, żeby nie spaść i sobie niczego więcej nie zrobić. Kilka cennych sekund trwało, żeby mogła ogarnąć się nieco i usadowić twardo w siodle, lecz po tym już nie musiała nic robić, bo klacz się zatrzymała. Zaczęła delikatnie przejeżdżać ręką po szyi klaczy, chcąc ją uspokoić.
- Już dobrze, już nie ma.
Zaczęła robić kółeczka na jej szyi, próbując uspokoić oddech. Wtem, na białą sierść klaczy zaczęły spadać czerwone kropelki. Przytknęła rękę, którą wcześniej masowała klacz do nosa, potem odjęła ją. Widząc kropelki krwi na palcach zaklęła tylko, bo przed jej oczami pojawiły się czarne plamki. Poklepała klacz i dała jej łydkę do stępa, cały czas próbując coś do niej mówić. Może i krew leciała jej z nosa i tym podobne, lecz dobro klaczy było ważniejsze od tego, że zaraz może zemdleć. Przecież takiej nie rozstępowanej jej do boksu nie da!
Klacz nie zauważyła krwi, gdyż to nie było w jej przypadku możliwe, ale wyczuła ją. Znała ten zapach, a koń jak koń, miał dość wyostrzony zmysł węchu. Skuliła uszy i bryknęła jeszcze kilka razy, choć nieco delikatniej i ociężale, po czym ruszyła stępem, tak jak Cyzia sobie życzyła.
Słysząc jej słowa, zatrzepotała jedynie uszami i prychnęła. Wpatrywała się w miejsce w którym jeszcze przed chwilą stał kot, którego tak się wystraszyła.
Zerknęła na wchodzącą parę i kwiknęła nerwowo. Nie spodziewały się towarzystwa. Nie pasowało jej ono, nie znała tamtego konia i nie miała też ochoty na nowe znajomości. Jeżeli tylko Harley podjechał swym zwierzem zbyt blisko Agray, ta bez zawahania rzucała się z kopytami.Anonymous - 2013-09-06, 18:32 Weszła z ogierem na maneż, byli tu sami. Zatrzymała go na środku gdzie podciągnęła popręg, wyregulowała strzemiona i płynnym ruchem wsiadła na Karusa. Od razu od pomocy nadała przejście do stępa. Wzięła wodzę na kontakt i pilnowała coby się nie chował. Zależało jej na wyższym ustawieniu. Ostatnio jeździła na zwykłym wędzidle, także dzisiaj z łebkiem powinno być lepiej, ponieważ jeżdżą na munsztuku. Puknęła go delikatnie batem na tył coby się podstawił. Ruszała biodrami w rytm energicznego chodu. Dziś zamierzała poćwiczyć chody boczne, nie ma obijania się. Po paru kołach stępa przystąpiła do szybszej rozgrzewki, mianowicie parę wolt, ósemek na jedną i drugą stronę dokładnie pilnując ustawienia do środka poprzez łydki i delikatne półparady. Po takowym rozgrzaniu zatrzymała go i jeszcze odrobinę podpięła popręg, a zaraz po tym przystąpiła do kłusa od pomocy, od razu jechała ćwiczebnym. Wykonała parę kół mocno pilnując narożników. Ponownie rozpoczęła wykonywanie wolt i ósemek z jeszcze większą dokładnością. Pilnowała także zebrania, a co jakiś czas delikatnie bawiła się wodzami. Po parokrotnym wykonaniu ćwiczenia zmieniła stronę na prawo i tam ponowiła wszystkie ćwiczenia. Starannie pilnowała wygięcia w łuk, podstawienia zadu, a także ustawienia, nie zapominając o energicznym tempie.