To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tor crossowy - Konkursowy tor crossowy

Adele - 2016-03-23, 17:37

Sama nie wiedziała, co podkusiło ją do startu w zawodach crossowych. Fakt faktem, że jej koń był WKKW'istą, niemniej jednak ona sama nie miała doświadczenia w tego typu konkursach i udział w tych zawodach był niemalże porwaniem się z motyką na słońce. W dniu zawodów, jak nigdy dotąd, była wyraźnie zestresowana. Oglądając trasę podbudowała sobie nieco pewność siebie, bo przeszkody - zarówno pod kątem wyglądu jak i wysokości - były dziecinnie proste. Chociaż według list, w konkursie startowała dużo starsza zawodniczka, niejaka Vivianne, Adele odniosła wrażenie, że wzięła udział w złej, zaniżonej kategorii. Naughty Boy jako jeden z dwóch kuców startujących w tej kategorii chodził klasę wyższą niż L, co już dawało mu niejaką przewagę nad garstką Orchardowskich kucyków. Podczas rozprężenia odkryła, że nie tylko ją w dniu dzisiejszym zżera stres - po zachowaniu swojego podopiecznego zdołała wywnioskować, że to najwyraźniej atmosfera zawodów, a nie kłopot w jej indywidualnym podejściu.

Gdy razem z izabelowatym została poproszona do boksu startowego, skróciła wodze, by kilkoma półparadami przywołać go do porządku i kłusem skierowała we właściwym kierunku, zatrzymując go na samym końcu boksu i poprawiając swoją pozycję w siodle. Oddychając głęboko starała się uspokoić, żywiąc głęboką nadzieję, że cały stres zniknie wraz z pojawieniem się zadania, czyli innymi słowy - pryśnie w chwili startu. Nie przeliczyła się - słysząc dzwonek mimowolnie zmieniła nastawienie na bojowe, dając kucykowi sygnał do galopu i natychmiast narzucając mu mocne tempo. Jego kondycja nie była doskonała, ale znała jego możliwości na tyle dobrze, aby wiedzieć, w którym momencie na trasie zwolnić, w którym przyspieszyć, a w którym utrzymywać jedno, crossowe tempo. Z drugiej strony nie pozwalała mu przesadnie się rozpędzić: tempo miało być mocne, ale na tyle ekonomiczne, by do mety nie dojechać na ostatkach energii, ledwo dysząc. Mając na uwadze ogólne rozkojarzenie zarówno swoje, jak i kucyka, zbliżając się do pierwszej przeszkody o dość prostej konstrukcji, odpowiednio wcześniej przysiadła w siodło, tworząc z pomocy czytelny korytarz. Swoją równowagą i stanowczymi działaniami rozwiewała wszelkie wątpliwości Koszykarza, oczywiście o ile takowe się pojawiły. Kilka foulee przed samym skokiem wycofała ramiona, prosząc o delikatne, acz dość wyraźne skrócenie, coby skok nie wyszedł zbyt daleki, a tym samym - chaotyczny i nieposkładany. Samodzielnie oceniła miejsce wybicia, podpowiadając izabelowatemu w którym miejscu oderwać się od ziemi i nie zwlekając z zabraniem się z nim do lotu. Oddając mu adekwatną do siły wybicia ilość wodzy, umiejętnie balansowała na strzemionach, nie obciążając jego grzbietu aż nadto. Na lądowaniu nie zwróciła uwagę na nogę, na którą miał galopować izabelowaty, gdyż w dystansie te i tak były zmieniane dość często - w ramach odciążania nóg. Weszła w półsiad, cmokając cicho i na dwóch równych wodzach prowadząc kucyka dosyć pewnie - przynajmniej na tyle, by na pierwszym lepszym zakręcie się z nim nie rozstać. Widziała i czuła jego niepewność i ewentualną dekoncentrację, ale starała sobie radzić z nimi serią półparad czy też ewentualnym przejechaniem problemu 'do przodu'. Dystans dzielący pierwszą i drugą przeszkodę był dość duży, dlatego młoda Solve pozwoliła kucykowi nieco pogalopować, przy okazji sprawdzając poziom jego energii i to, czy mimo wielu czynników rozpraszających radzi sobie z mocnym, jednostajnym galopem bez zwalniania mimo strachu/obaw/niepewnego podłoża. Jeśli mieli startować w WKKW regularnie, powinien być przyzwyczajony do wszystkich tych rzeczy; wracając do meritum, gdy dwójka pojawiła się w ich polu widzenia, kilkoma półparadami Adele zaczęła zabiegać o uwagę dziewięciolatka, by kilka foulee przed samą przeszkodą - która mogła budzić wątpliwości zlewającym się z podłożem kolorem - usiąść w siodle i na wycofanych ramionach, mocnych udach i z nieustająco delikatnie działającą ręką poprowadzić kuca ku konstrukcji. Łydka, podążenie za ruchem, oddanie wodzy i lądowanie w niezakłóconej, wręcz książkowej równowadze. Mając przed sobą nic innego, jak bardzo długą prostą, popędziła kuca, tutaj pozwalając mu całkowicie pokazać na co go stać: był to drugi czy trzeci najdłuższy odcinek, więc pozwoliła sobie przetestować umiejętności kuca i poprosiła go o maksimum swoich możliwości, po kilkunastu-kilkudziesięciu sekundach takiego galopu, a tym samym sporym nadgonieniu czasu, zwalniając do optymalnego, ekonomicznego tempa - dającego przyzwoity wynik (a może i nawet przewagę?), ale nie tak morderczego. Zegarek crossowy zdobiący rękę Adele wskazywał na to, że póki co ich wynik jest bardzo dobry i jeśli będą w stanie podtrzymać taką współpracę, będą na mecie jako jedni z najszybszych; w związku z powyższym jeszcze bardziej wzięła sobie do serca cały ten przejazd, za cel obierając sobie ukończenie go z czystym kontem - wliczając w to przekroczenie normy. Trójka, znajdująca się w lesie, zbliżała się nieubłaganie. Była dosyć podobna do drugiej przeszkody, dlatego Solve wiedziała już, czego spodziewać się po kucyku; pewnie poprowadziła go do przeszkody, by w odpowiednim miejscu posłać mu łydkę do wybicia i przejść w półsiad. Jej dłonie płynnie przesunęły się wzdłuż grzebienia jego jasnej grzywy, by ułatwić kucykowi złapanie równowagi w locie. Po skoku przeszła w lekki siad, ale jako że czwórka była dosyć blisko, nie pozwalała Koszykarzowi rozpędzać się przesadnie; gdy byli już blisko dziecinnie prostej przeszkody (której młoda mimo wszystko nie pozwoliła sobie zlekceważyć!), ściągnęła nieco wodze, posyłając ogierkowi półaradę i tym razem dając mu kredyt zaufania, tj. pozwolić samodzielnie ocenić miejsce wybicia. Podobnie postąpiła w wypadku piątej przeszkody - ta również była zaskakująco niska, dlatego zdała się na z całą pewnością niemałe umiejętności podopiecznego. Chociaż była najmłodszą zawodniczką w tym konkursie, miała bardzo duże doświadczenie i jednocześnie dobrze znała swojego wierzchowca - na tyle, że wiedziała w którym momencie może polegać na nim, a w których nie ufać przesadnie jego instynktom. To tworzyło z nich niezwykle zgraną parę, która na zawodach reprezentowała najwyższy poziom. Do szóstki pozostało im bardzo wiele metrów do pokonania: był to najdłuższy odcinek galopu. Przygotowana na ogromny wysiłek w związku z koniecznością utrzymywania się w półsiadzie przez cały ten czas, podczas pokonywania tego odcinku sprawdzała zegarek średnio co sto metrów, kontrolując, czy ich tempo jest odpowiednie - momentami, np. przy zakrętach minimalnie zwalniając, a w innych miejscach delikatnie dodając. Nie były to widoczne gołym okiem sygnały i spektakularne przyspieszenia, ale z całą pewnością miały znaczenie dla ogółu. Gdy szczęśliwie doczekali się momentu, w którym to siódemka zamajaczyła na horyzoncie, na twarz piętnastolatki mimowolnie wstąpił uśmiech. Poziom tej przeszkody również był wyjątkowo niski, ale mimo to Adele nie osiadła na laurach i nie pozwoliła sobie na nieuwagę. Popełniłaby ogromne faux pas, gdyby zaliczyła jakąś wpadkę - wyłamanie, woltę czy upadek - właśnie na tej przeszkódce. Prawdopodobnie nie wybaczyłaby sobie tego do końca życia. Całe szczęście nic takiego się nie stało: w odpowiednim miejscu proponując izabelowi wybicie, płynnie zabrała się z nim do lotu, pochylając nad lekko - o ile w ogóle - baskilującym koniem, łącząc to z równie płynnym oddaniem ręki. Nie dała się zwieść również prostotą siódemki - kłodopodobna przeszkoda mogła okazać się dla Gortata czymś niepokojącym tudzież strasznym, dlatego w razie pojawienia się jakichkolwiek wątpliwości, mocniej dociskała łydki, pomagając sobie ewentualnie pacnięciem krótkim batem w łopatkę/zad, zależnie od potrzeb. Gdy udało im się pokonać także tą konstrukcję, wróciła do regularnego tempa galopu, poprawiając daszek kasku i przy okazji kontrolując czas. Przecinając polną drogą pozwoliła sobie na delikatne dodanie na kilkanaście foulee, cmokając cicho nad uchem kucyka, by - zgodnie ze swoją taktyką - powrócić do tego samego tempa co poprzednio i w nim dojechać do ósemki, łudząco podobnej do poprzednio skakanych przeszkód. Wątpiła w to, czy ta klasa była adekwatna do umiejętności jej i kucyka, ale postanowiła mimo wszystko zachować koncentrację i nie odnosić się do przeszkód lekceważąco, gdyż mogło ją to zgubić. Postąpiła tak samo, jak przy poprzednich skokach: odpowiednio wcześniej usiadła w siodło, by we właściwym momencie zasugerować wierzchowcowi odbicie i razem z nim zerwać się do lotu. I znów - długi dystans do pokonania... Fakt, że przeszkody były tak daleko siebie był dosyć męczący, zwłaszcza że ostatnimi czasy razem z Gortatem koncentrowali się głównie na parkurach, w porównaniu z crossami tak krótkimi i ograniczonymi pod kątem przestrzeni. No nic... Wjeżdżając ponownie w teren zalesiony nieco bardziej pilnowała toru ich jazdy, nie chcąc przypadkiem zostać zdjęta przez którąś z niskich gałęzi tudzież zaliczyć spektakularny wjazd w pień jednego z drzewek. Gdy na ich drodze pojawiła się kolejna przerażająca łatwa przeszkoda, piętnastolatka uśmiechnęła się protekcjonalnie, by w równowadze, na pewnych i czytelnych dla konia pomocach dojechać do konstrukcji o numerze dziewięć. Całe szczęście, że dziesiątka nie była znów aż tak dramatycznie daleko: po wylądowaniu mogli nieco przyspieszyć, ale na tyle z wyczuciem i umiejętnie, by wycofanie do bliźniaczej do jednej ze skakanych już przeszkód - bodajże trójki czy czwórki - drewnianej konstrukcji nie wymagało szarpania się. Pod kątem technicznym skok nie różnił się od poprzednich: pewna jazda, łydka, cofnięte biodra zsynchronizowane z wysunięciem dłoni i delikatne pochylenie się nad muskularną szyją Gortata, natomiast na lądowaniu - lekko wysunięte do przodu nogi i elastyczna ręka pozwalająca uniknąć nadziania się przez kuca na kiełzno.

Jessie - 2016-03-25, 17:22

W drodze do kolejnej przeszkody miała chwilę czasu aby spojrzeć na zegarek. Już teraz widziała, że nie mieli go zbyt wiele w zapasie mimo tego, że trzymali dobre tempo. Niestety takie ciężkie trasy miały to do siebie, że mimo pozornie dobrego tempa, niewiele par mieściło się w wyznaczonej normie czasu - a ona była na to gotowa. Najważniejsze aby ukończyć trasę, to już pewien rodzaj zwycięstwa. A im póki co szło bardzo dobrze.
Kolejna przeszkoda, oznaczona numerem trzynastym, mogła budzić podejrzenia ze względu na... krasnale. Ich widok mógł być skutecznie zniechęcający, ale tak jak zawsze w przypadku takich sytuacji, nie dała ogierowi zbyt wiele czasu na zastanawianie się. Prowadziła go zamkniętego w łydkach, równo opartego na obu wodzach, półparadami skupiając jego uwagę. Był na tyle doświadczonym koniem, że dyktowanie mu miejsca wybicia nie miało sensu, toteż skupiła się tylko na utrzymaniu rytmu i ewentualnej korekcie, jeśli tylko zaszła taka potrzeba. Przed przeszkodą dała łydkę, upewniając się tym, że koń skoczy i następnie zabrała się z nim. Zachowała równowagę w skoku i przy lądowaniu odchyliła się wyraźnie do tyłu, trzymając oparcie w strzemionach. Kontynuowała galop na inną nogę niż dotychczas, chcąc niejako odciążyć gniadego. Do czternastej przeszkody doprowadziła go zachowując się jednakowo, cały czas dyktując mu to samo, równe i dynamiczne tempo galopu. Widziała po nim, że stopniowo dosięgało go zmęczenie - słyszała cięższy oddech i widziała wystające żyły, a także plamy potu, ale zarazem czuła, że miał jeszcze sporo mocy. Pokonali wspomnianą przeszkodę bez komplikacji.
Dalej czekała na nich kombinacja trzech przeszkód - stacjonata, rów oraz bankiet. Żadna z tych przeszkód nie była niczym zaskakującym, toteż tylko trochę podniosła Wavantosa przed stacjonatą, po czym zabrała się za nim przy odbiciu. Gładko, w równowadze pokonali przeszkodę i po dosłownie dwóch foule dała mu mocną łydkę, zwracając uwagę na rów. Pokonali go płaskim, dalekim skokiem, po którym to podeszli do ostatniego członu. Przypilnowała konia, trzymając go zamkniętego w pomocach, aby nie spłynął ani na lewo, ani na prawo i pokonała z nim przeszkodę 15c.
Kolejno jechali po w miarę płaskim, równym terenie. Jakiś czas później napotkali na swojej trasie szesnastkę. Zdecydowała się skoczyć nieco z boku, a nie na wprost, przed czym zniechęcała wyrastająca przed przeszkodą sosenka. Szczególną uwagę przyłożyła do lądowania właśnie po tej przeszkodzie, jako że teren od tego miejsca stopniowo zaczął opadać. Dalej kontynuowali galop po nachylonym w dół terenie, co mogło sprowokować Wavantosa do szybszego galopu, na co mu jednak nie pozwoliła. Musieli oszczędzać siły... Chociaż może niesłusznie, ale już trudno. Owy odcinek kończył się wjazdem do niejakiego korytarza, który utworzono w zbiorniku wodnym. Śmiało wgalopowała w wodę, obficie ją rozbryzgując. Patrzyła na wprost, wypatrując kolejnej przeszkody, która... była ciekawa, przynajmniej ze względu na swoje ubarwienie. Dzisiaj pokonali już parę dziwniejszych przeszkód, więc ta nie powinna sprawić holendrowi najmniejszego problemu. Pokonali ją z powodzeniem i pogalopowali na 19ab, tym samym zbliżając się coraz bardziej do końca. Owe przeszkody znowu wymagały od Jess przede wszystkim skupienia się przy najeździe. W obu przypadkach zamknęła ogiera w pomocach, szczególnie pilnowała go lewą łydką, aby nie spłynął w momencie gdy byli zmuszeni skoczyć z lewej strony przeszkody. Jej samej także
zaczęło dokuczać zmęczenie, ale start na Wavantosie był już jej ostatnim tego dnia. Przy każdym skoku dawała z siebie wszystko, radząc sobie naprawdę dobrze. To samo mogła powiedzieć o holendrze, póki co spisywał się na medal.
Do dwudziestej przeszkody jechała w półsiadzie, przed nią nie zwalniała specjalnie, zaledwie paroma półparadami zwróciła uwagę gniadego na kolejne zadanie. Doprowadziła go do przeszkody, na odskoku podparła łydką i następnie wyszła za jego ruchem do półsiadu, oddając mu wodze, bez załamywania kontaktu. Także przy lądowaniu nie zakłóciła jego równowagi pod warunkiem, że i on z jakiegoś powodu jej nie stracił. Na ich trasie pozostały jeszcze cztery przeszkody, ustawione w sąsiedztwie. Przegalopowali ostatni wolny dystans, kierując się na przeszkodę stworzoną z beli drewna. Stała na niewielkim wzniesieniu, toteż w najeździe do niej usiadła w siodle, mocniej angażując zad konia do pracy aby znalazł siłę do wybicia. Zgrała się z jego ruchem przy skoku, a po wylądowaniu wzięła go na siebie aby trafnie wycelować w dwa następujące po sobie wąskie fronty. Ponownie zamknęła konia mocno w łydkach, ograniczając pływanie między pomocami do zera. Przed obiema przeszkodami wspomogła go łydką, w efekcie z powodzeniem je pokonując. Została im jeszcze ostatnia przeszkoda, do której dodała widząc, że już są lekko poza czasem. Parę foule przed przysiadła w siodle, aby minimalnie wytrącić ogiera z szybkiego tempa i zaokrąglić galop. Doprowadziła go do przeszkody i dała łydkę, motywując do oddania skoku. Ją także pokonali bez problemów, co umożliwiło jej dodanie do celowników i przekroczenie ich w pełnym galopie. Wówczas zwolniła do kłusa, poklepała ogiera po szyi i pozostawała w owym chodzie przez parę minut, aby stopniowo obniżyć jego tętno. Później zatrzymała go, zsiadła, z pomocą luzaka zdjęła siodło, ochraniacze, nogi potraktowała chłodzącą glinką i w ręku rozstępowała gniadego przez dobre 30 minut. Później zajęła się nim należycie w stajni. /zt

Christian Levrull - 2016-03-25, 19:41

Coraz mniej chętnie oddawał Orchida komuś innemu na zawody, Rudy robił się coraz ciekawszy pod siodłem, do tego obycie na zawodach pomału przynosiło nieco równowagi w jego głowie, jeżeli chodzi o pewność siebie. Coraz chętniej szedł na przeszkody, mniej kombinował, a nawet te szerokie i straszne przychodziły z coraz większą łatwością, co pokazały ostatnie zawody. Postanowił więc sprawdzić swojego Skokowca w dość nietypowej próbie, jakim był cross. Choć docelowo mieli podbijać parkury, plan na ten start był taki, by ogiera jak najbardziej "postraszyć" przeszkodami, tak by przeszkody na parkurze zaczęły robić jak najmniejsze wrażenie. Wiadomo, że w kwestii treningu mieli jeszcze wiele do przepracowania, ale najważniejsze, że szli do przodu.
Po odpowiednio dobranej rozgrzewce, gdzie nie męczył go przesadnie, skupiając się przede wszystkim na gibkości i przepuszczalności ogiera udał się na linię startu. Pokrzepiająco poklepał go po szyi, przygotowując się do startu, zerknął na zegarek na swojej lewej dłoni, by na dźwięk ruszyć przed siebie. Od samego początku podyktował pewne tempo na przód, jako, że był bardziej do pchania niżeli do przodu nieco ułatwiało mu to zadanie, bo w crossie wolała mieć z czego dodać, a nie walczyć o skrócenie każdej fouli. Jechał w lekkim półsiadzie umożliwiając swobodny galop przed siebie ogierowi, miał na tyle dobrą równowagę, że taki dosiad mocno ułatwiał koniom galop w dystansie, nie obijał niepotrzebnie tyłek o siodło. Co jakiś czas posłał kontrolną półparadę, by nie tracić kontroli nad ogierem. Wreszcie przed nimi pojawiła się pierwsza przeszkoda, w dystansie do niej około 10 fouli przed siadł mocniej nieco podnosząc ogiera i wręcz niezauważalnie zwalniając. Zamknął go w łydkach i na wodzy, pewnie siedząc, aż do miejsca wybicia uniemożliwiając mu tym samym ewentualne spłynięcie. Czuł jednak, że mimo tej "choinki" przed nimi ogier chętnie szedł na przeszkodę przy takim działaniu pomocy. W odpowiednim miejscu dał sygnał do skoku, który nie był za wysoki, ale asekuracyjnie uważał na swój dosiad, nie chcąc go zaciąć na tego typu przeszkodach, w skoku mógł czuć pełną swobodę, którą dawał mu jeździec. Po lądowaniu w strzemionach od razu kontynuowanie jazdy do przodu do kolejnej przeszkody. Oczywiście pochwalił go po "dzielnym" pierwszym skoku.
Do kolejnej przeszkody dalej jechał aktywnym tempem zachęcając ogiera do ruchu na przód samemu znów wracając w lekki półsiad. Widząc przed sobą domek ponownie dał sobie te 10 fouli przed usiąść w siodło od razu przymykając go w łydkach i na wodzy, z których stworzył szeroki korytarz. Wygląd tej przeszkody mógł na pewno ogiera zaniepokoić, ale Christian po prostu to zignorował pewnie jadąc do niej, zamykając ogiera dołem. Do samego końca pomocami ograniczał go przed spłynięciem, by bez zawahania posłać go do skoku - na co odpowiedział praktycznie od razu. Nie spóźniając się mężczyzna wszedł w półsiad łapiąc równowagę w skoku na strzemionach, nadążył za nim ręką i po lądowaniu posłał do galopu na przód.
Teraz mieli trochę dystansu przed sobą, więc rozgalopował go nieco do kolejnej przeszkody, zerkając przelotnie na zegarek, jak na razie tempo mieli wręcz idealne. Kiedy przed nimi pojawiła się trójka naprostował ich na nią w odpowiednim miejscu jak wcześniej siadając w siodło, by do skoku mieć większą kontrolę nad Kasztanem. W trakcie dojazdu poczuł lekkie zawahanie z jego strony wyglądem przeszkody, która przez konary zdawała się być o wiele szersza niż wyglądała, ale zachęcił go dziabnięciem ostrogą by szedł do niej chętniej. Czując, że się skrada mimo wszystko dodał lekkiego bata, by w tym momencie wyjść z ogierem do skoku na który ponownie odpowiedział. Analogicznie jak wcześniej półsiad w równowadze, idąca za ogierem ręka i lądowanie w strzemiona, po którym poklepał go motywująco z cichym "dobry".
Wrócił do aktywnego tempa przygotowując się do linii składających się z "drewnianych okserów". Znów przysiadł go przed członem A, skupiając się na pewnym, płynnym i przede wszystkim prostym najeździe, by ułatwić sobie zadanie pomiędzy przeszkodami. Udało im się prawidłowo wejść w pierwszą przeszkodę, pewnie lądując od razu cofnął się w siodle, by płynnie pokonać dystans do członu B, który również udało im się bez większych problemów pokonać. Po pomyślnym pokonaniu kombinacji znów siadł w półsiad galopując do kolejnej przeszkody.
Kiedy na ich horyzoncie pojawiła się piątka zastanowił się jak na nią zareaguje Rudy, jako, że z daleka wyglądała praktycznie jak zwykła stacjonata, dziurę w ziemi było widać dopiero w trakcie dojazdu do tej przeszkody. Stąd siadając w siodło od razu przymknął ogiera dołem, podniósł ręką nieco łeb by patrzył uważnie na przeszkodę. Kiedy "zauważył" dziurę poczuł, że ten zaczyna się skracać i skradać, ale znów zadziałał automatycznie ostrogą i bacikiem jeśli trzeba było tym samym zmuszając go do skoku - pilnował siebie też by przypadkiem nie wyjść przed niego i nie zachęcić go do stopki. Obyło się bez cyrków i w dobrym stylu i niezachwianej równowadze pokonali i tą przeszkodę, by kontynuować galop.
Do szóstki nie mieli daleko, ale widok przeszkody mógł ogiera zachęcić, w końcu ile to razy skacze przez tego typu chabazie na pastwisku. :lol: Schemat się nie zmienił, znów trochę przed przysiadł go, by odzyskać większą kontrolę nad nim w trakcie dojazdu. W według niego odpowiednim miejscu wybicia posłał go do skoku, skupiając się na swojej równowadze w skoku, coby mu nie przeszkadzać, tym bardziej, że dziś naprawdę świetnie się prowadził i nie wymyślał. Po lądowaniu znów pochwała i galop do kolejnego skoku.
Do siódemki nieco poszerzył mu foulę, coby bez problemu pokrył przeszkodę, jako, że nie dość, że była wysoka to znając jego wielkie oczy, będzie wolał oddać szeroki skok, więc chciał mu to umożliwić. Przysiadł go przed wspomnianą przeszkodą, ponownie zamykając mocno dołem, jak i przymykając na wodzy, z których stworzył korytarz i aktywnie podprowadził pod przeszkodę, przymykając w ostrodze, a w ramach zawahania dodając bata przy wybiciu. Tak jak zostało wspomniane liczył się z tym, że ogier mógł tego nie pokonać jak zwykłej stacjonaty, więc od razu wyszukał swoją równowagę w strzemionach, pewnie się w nich zapierając i oddając przy tym rękę w skoku na kontakcie na tyle, ile on tego potrzebował. Pewne lądowanie i kontynuowanie galopu.
Znów nieco go rozgalopował, w końcu mieli sporo dystansu, a musiał patrzyć zarówno na czas, ale również i na stan kondycyjny ogiera, który nie był najgorszy, ale na pewno mu daleko do koni wkkw. Wjeżdżając do lasu nie dał mu się przesadnie rozglądać po drzewach, co jakiś czas posyłając kontrolną półparadę i utrzymując jeden, stabilny kontakt idący za jego ruchem od ręki. Do kłody przysiadł go, nie czując żadnego zawahania tym razem z strony ogiera posłał go do skoku w odpowiednim miejscu wybicia, bez problemu pokonując ósemkę.
Chwilę później czekały ich krzaki, do których nie pozwolił mu się skradać, zamykając go w pomocach i motywując do ruchu na przód/skoku łydką oraz ewentualną ostrogą/bacikiem. Znów weszli bez zawahania pod przeszkodę, wchodząc w prawidłowy skok i prawie nie dotykając "choinek" po lądowaniu kontynuowali galop dalej.
Do dziesiątki nie dał mu spływać, przede wszystkim kontrolując proste ciało, przeszkoda była wąska, więc wręcz zachęcała do tego, by ją wyminąć. Do tego skrzące się w słońcu deski też mogły dekoncentrować. Skupił się więc na zamknięciu go w łydkach i tym razem przede wszystkim na wąskim korytarzu z wodzy, którymi starał się wyłapać najmniejsze zawahanie z jego strony i ochotę spłynięcia. Mile go zaskoczył idąc za jego wolą na przeszkodę i pokonując ją pewnym, w równowadze, skokiem. "Super!", był na razie mega zadowolony, klepnąwszy go po szyi i skupiając się znów na prawidłowym galopie w półsiadzie.
Do jedenastki znów rozgalopował go nieco, choć widział, że ich tempo jest nieco za wolne, ale nie zamierzał ogiera przeciążać, tym bardziej na pierwszych zawodach, a do tego nie najprostszych, utrzymywał równy, odpowiedni dla niego galop. Przed wjazdem w drewniany korytarz znów zamknął go dołem, jako, że przeszkoda była w cieniu, po którym wyskakiwało się na słońce, co było dość niebezpiecznym ustawieniem. Mocnym galopem weszli w skok nad pierwszym żywopłotem, pokonując go bez zawahania, z dwunastką było o tyle gorzej, że wpierw dostał po oczach, mimo pomocy ograniczających spływając z niej. Na szczęście na czas udało im się wrócić na prostą drogę, podnosząc ogiera sam usiadł w siodło nie otwierając go z pomocy, by nie wykorzystał tego przy tak wąskiej przeszkody i nie spłynął. Ponownie (choć tym razem z lekkim tupnięciem) pokonali dwunastkę bez problemu, by po powrocie siodło Zawodnik znów ruszył z ogierem aktywnym galopem do kolejnych przeszkód.

Mistrz Gry - 2016-03-25, 19:55
Temat postu: Michael Forrester & Charmeur Do Rouet
MICHAEL FORRESTER & CHARMEUR DO ROUET - BEGINNERS


REZULTAT RZUTU

    53; Szybko zmieniające się warunki pogodowe; poprawa pogody (zwiększenie widoczności/komfort jazdy/wyższa, przyjemniejsza temperatura);


    REZULTAT RZUTU

    84; Poprawa techniki; koń podczas zawodów, widocznie poprawia technikę swoich skoków/baskilu, co może mile zaskoczyć jeźdźca. Sprawia mniej problemów w prowadzeniu, będąc bardziej samonośnym, bardziej precyzyjnym i odważnym.


    REZULTAT RZUTU

    49;
    Szybko zmieniające się warunki pogodowe; poprawa pogody (zwiększenie widoczności/komfort jazdy/wyższa, przyjemniejsza temperatura);


    Opis
    Pomyślnie ukończony cross, w normie czasu.




Mistrz Gry - 2016-03-25, 19:56
Temat postu: Logan Lerman & Lamborghini Aventador
LOGAN LERMAN & LAMBORGHINI AVENTADOR - BEGINNERS


REZULTAT RZUTU

    71; Dekoncentracja, strach; na trasie para napotyka hałaśliwą publiczność, głośną muzykę lub koń wyraźnie boi się przeszkód czy elementów trasy. Przekroczenie normy czasu


    REZULTAT RZUTU

    71; Dekoncentracja, strach; na trasie para napotyka hałaśliwą publiczność, głośną muzykę lub koń wyraźnie boi się przeszkód czy elementów trasy. Przekroczenie normy czasu


    REZULTAT RZUTU

    43;
    Szybko zmieniające się warunki pogodowe; Nagłe wahania pogodowe w postaci; urwania chmury/opady śniegu;


    Opis
    Pomyślnie ukończony cross, poza normą czasu.




Christian Levrull - 2016-03-25, 22:36

Nie był to ich pierwszy wspólny raz, jeżeli chodzi o zawody, do tego crossowe, w których już startowali i to z nie najgorszym wynikiem, bo drugim miejscem. Zobaczymy czy i te zawody będą mogli zaliczyć do udanych. Z tego co pamiętał ogier był odważny w cross'ie, jak przystało na wkkw'istę, stąd zdecydował się wystartować z nim w najtrudniejszej klasie. Porywał się trochę z motyką na słońce, bo jechał trzema końmi tą klasę i jeszcze nieco mniej trudną dwoma. Jak wróci cały, to będzie szczęśliwy.
Tak jak w przypadku innych koni rozpoczął adekwatną do startu rozgrzewkę, skupiając się na wygięciach i gimnastyce, która przyda się na niepewnym i nierównym podłożu. Do tego sporo pracy nad przepuszczalnością, coby podarować sobie szarpaninę pomiędzy przeszkodami czy w dystansie. Nie przesadzał z długością rozgrzewki, coby pozostawić sporo energii na wymagający tor. Dlatego kiedy skończył pozostał z ogierem na kontakcie ruszając w stronę linii startu. Chwile kręcił się z nim tam póki nie nadeszła ich kolej. Wyczytany wreszcie ustawił się na starcie, by na sygnał ruszyć z ogierem galopem. Od samego początku wymagał okrągłego mocnego galopu, coby jednak spróbować się zmieścić w normie czasu, aczkolwiek nie wiedział w jakim treningu obecnie jest ogier, więc jego obecna kondycja mogła się w pewnym momencie gdzieś "odezwać".
Do jedynki nie mieli daleko, pojawiła się chwilę po ich starcie stąd gdzieś około dziesięć fouli przed przysiadł ogiera, by nie próbował spłynąć, zamknął go w łydkach ewentualnie korygując tempo ostrogą dodatkowo, do tego przymknął dłonie na wodzy zamykając go w swego rodzaju korytarzu z wodzy, uniemożliwiając tym samym próbę kombinowania. A przeszkoda była przykuwająca uwagę, więc wolał go pilnować. W odpowiednim miejscu sygnał do skoku, w którym Christian wszedł w stabilny półsiad, nie spóźniając do tego ręką, więc ogier nie mógł się zrazić do prawidłowego "nura" nad przeszkodą. Lądowanie w równowadze na strzemionach i wysłanie karego do galopu na przód.
Do dwójki mieli trochę dystansu, więc rozgalopował go nieco, aczkolwiek zdziwił go fakt, że na nie najgorszym dziś podłożu potknął się raz czy dwa. Zignorował to jednak, jako, że nie wpływało to na równowagę ogiera w jakiś znaczący sposób. Przeszkoda numer dwa... Mogła przykuwać uwagę ze względu na komiczne jej przyozdobienie. Kosze na śmieci na pewno mogły u koni budzić niepokój, ale czuł, że na Stradzie nie robiły wrażenia, więc przysiadł go tylko parę fouli przed, płynną ręką trzymając kontakt z jego pyskiem i uniemożliwiając spłynięcie. Do tego zamknął go dołem, w razie czego nie wahając się użyć ostrogi czy bata. Wszedł w półsiad w równowadze w trakcie skoku, po lądowaniu od razu posłał go ponownie do aktywnego galopu.
Znów spory dystans ze zwężeniem, przy którym nie musiał go jakoś mocno pilnować, po prostu galopował z nim dalej mimo chwilowej zmiany nawierzchni. W odpowiedniej odległości przed trójką wziął ogiera na siebie ponownie przymykając go w dole i kierując w szparę w żywopłocie, tak, by skok nie wyszedł w najwyższym punkcie przeszkody, po co miał go niepotrzebnie przemęczać. Napisy mogły przykuwać uwagę stąd pewnie podjechał do trójki, przekazując tym samym informacje, że Zawodnik jest pewny ją przeskoczyć. Tym samym płynnie weszli w skok, bez zbędnych zawahań. Po lądowaniu aktywny galop do kolejnej przeszkody, tym razem kombinacji dwóch.
Widząc na horyzoncie człon A, zaczął go nieco brać na siebie półparadą sprawdzając kontrolę jaką miał nad karym i przy okazji "przypominając o sobie w trakcie galopu w półsiadzie. Przysiadł zbliżając się do szerokiej przeszkody imitującej mur. Zamknął go w pomocach posyłając do skoku raczej nie obawiając się, że ogier się jej będzie jakoś specjalnie przyglądał. Po lądowaniu od razu wrócił w siodło ponownie biorąc go na siebie i podnosząc. W odpowiednim miejscu dał pomoce do skoku, samemu wchodząc za ogierem w półsiad z niespóźnioną ręką. Lądowanie w równowadze i kontynuowanie aktywnej jazdy przed siebie.
Do piątki znów mieli trochę czasu na nadgonienie dystansu, zerknął na zegarek, jak na razie tempo mieli na pograniczu, ale i tak było nieźle. Przed niby niepozorną przeszkodą ponownie siadł w siodło przymykając go w dole i tworząc korytarz z napiętych wodzy, które jednak płynnie szły za jego ruchem podprowadził go do piątki, zapewne zauważył już dziurę przed płotem, stąd bez problemu odpowiedział na jego sygnał do skoku nad przeszkodą, po której bez zachwiania wylądowali. Kontynuując aktywny galop w dalszą część trasy.
Przed nimi ponownie czekała kombinacja trzech przeszkód w tym woda, technicznie całość nie była trudna, jedynie wąskie przeszkody u wylotu wody mogły nieco namieszać u niektórych par, ale póki karego miał w miarę przepuszczalnego nie powinno być problemu. Pewnie wszedł na człon A, którym był dom, popularna przeszkoda na cross'ach, więc wiedział, że raczej nie będzie z nią problemów. Po lądowaniu od razu się wycofał przed wjazdem w wodę, do której mieli z górki. Na szczęście ogier wycofał się razem z nim, więc woda nie zakłóciła ich jazdy, więc i bez problemu wykręcił na prawego smoka, pokonując go w bardzo dobrym stylu waz z ogierem, a następnie jadąc w dalszą część trasy.
Znów mieli przed sobą trochę dystansu z paroma zwężeniami trasy, którymi nie miał się co przejmować. Przed nimi była przeszkoda, ciężka technicznie, bo wiele koni przeszkody tego typu wolały skakać na wprost niż po łuku. A niektóre w skakaniu po łuku spływały w wydzielonego do niej punktu. Stąd siadł znów w siodło analogicznie do wcześniejszych skoków. Zamknął go dołem w łydce, skupiając się na prostym koniu, którym bez problemu wyceluje pomiędzy flagi. Udało im się prawidłowo pokonać i tą przeszkodę, bez naruszenia chorągiewek. Stąd po lądowaniu ruszyli do kolejnych przeszkód aktywnym tempem.
Przed nimi teraz była linia 8AB i 9, do tego na nierównym terenie stąd skupił się przede wszystkim na równowadze ogiera, której teraz tym bardziej nie powinien zgubić. Samemu tez się skorygował, coby nie latać jak worek ziemniaków i pewnie wszedł w pierwszy człon, pokonując go z ogierem w równowadze, dogalopował do członu B, cały czas rozmawiając z jego pyskiem, ale nie zapominając przede wszystkim o zamkniętym dole, coby się nie rozdzielili. Wygląd przeszkód był na tyle normalny, że i w tym wypadku wątpił, że ogier będzie się obawiał skoku. Prawidłowo pokonali również człon B, stąd w dojeździe do 9 Christian skorygował jedynie foulę, by stała się okrąglejsza, a w odpowiednim miejscu posłał ogiera do skoku, pokonując całość bez problemów i ruszając z karym dalej.
Do dziesiątki znów go rozgalopował skracając go dopiero w trakcie dojazdu do przeszkody. Drewniane przeszkoda była na górce, więc na pewno konie bardziej musiały zaangażować swoje mięśnie w takim wypadku, gdyż lądowanie było z górki. Stąd podniósł ogiera jedynie w dojeździe znów zaokrąglając go i posyłając do płynnego skoku skupił się na pewnym lądowaniem w strzemionach, z cofniętymi ramionami, tak by pomóc mu odnaleźć szybciej równowagę. Obyło się bez problemów, nie licząc potknięcia parę fouli po skoku, ale dalszy galop bez zmian.
Zbliżyli się wreszcie do przeszkód wodnych. Kiedy przed nimi pojawił się człon A z przeszkody nr 11 skupił się na pokonaniu jej przez środek i tym, by ogier zbytnio nie spłaszczył się w skoku, by nie było problemów z drugim członem. Na szczęście ten posłuchał jego pomocy i tym samym zarówno człon A i B pokonali równo i w równowadze co było bardzo potrzebne, gdyż lądowanie członu B było do wody. Stąd znów cofnął się w trakcie lądowania do tyłu, równowagę łapiąc w strzemiona, co pomogło im bez problemu wylądować w wodze, w której bez wahania posłał ogiera do galopu samemu pilnując swojego półsiadu.
Przed nimi już czekały przeszkody imitujące przyczepki, do której pewnie go podprowadził starając się znów pokonać przeszkodę w najniższym punkcie. Potem skupił się na członie B, do którego mieli po łuku, po którym prowadził ogiera w równowadze na zewnętrznych pomocach, wewnętrznymi wspierając. Z łuku wyszli w rytmie, więc człon B pokonali bez problemów, by po lądowaniu wrócić do aktywnego galopu jadąc w stronę dalszych przeszkód. Pochwalił po przy okazji, bo już połowa za nimi, a ogier naprawdę dobrze się spisywał.

Orchid of Rohan - 2016-03-26, 09:36

Zmiany zachodzące w nim były zachwycające. Chociaż rozpatrywał je pod zupełnie innym kątem, to także czuł się z nimi lepiej - wzrastająca pewność siebie sprawiała, że był stabilniejszy i spokojniejszy, a co za tym idzie, szczęśliwszy. Chętniej podejmował nowe wyzwania i coraz lepiej bawił się skokami. Na to wygląda, że wreszcie odkryli, jak znieść jego blokadę - choć naturalnie nigdy nie miał już być fighterem z krwi i kości. Z takim szwungiem trzeba się po prostu urodzić.
Po rozgrzewce był w pełni gotowy do startu, do którego podszedł z ciekawością, dużymi, sarnimi oczami przyglądając się zgromadzonym ludziom. W odpowiedzi na pomoce, zagalopował, od razu puszczając się w szybki galop. Szybki, aczkolwiek kontrolowany; Orchid nie miał najmniejszych skłonności do ponoszenia, wymykania się spod kontroli. Raczej zostawał w tyle, niż samodzielnie wyrywał do przodu, toteż stałe podpieranie go łydkami było całkiem wskazane. Póki co galopował swobodnie, w równym tempie, nie patrząc na to, co działo się po bokach. Nie reagował na publiczność, która była rozmieszczona w poszczególnych miejscach, ani nawet na białą taśmę, która wyznaczała im tor na pewnych odcinkach. Naturalnie przeszkody dziwiły go swoim wyglądem. Galopując na pierwszą z nich, już z daleka zaczął na nią patrzeć swoimi dużymi ślepiami jakby nie wierzył, że nie kryje się pod nią nic strasznego. Christian jednak znał jego numery i wiedział, jak im zaradzić; dlatego też do samej przeszkody udało mu się utrzymać dynamiczny galop, ze środkiem ciężkości przeniesionym na zad i lekkim przodem. Skakał śmiesznie, zupełnie inaczej niż znakomita większość koni, która dzisiaj startowała. Mimo stosunkowo szybkiego tempa, jego skoki były zaskakująco okrągłe i staranne, przynajmniej te pierwsze. Musiał się opatrzyć z przeszkodami, zrozumieć, że go nie pożrą. Podchodził do nich z młodzieńczą niepewnością i zapałem, na zasadzie "w sumie jest fajnie, ale trochę się cykam". WKKWistą raczej nie zostanie, ale takie pojedyncze starty rzeczywiście mogły być remedium na jego parkurowe problemy.
Następna przeszkoda nie zachęcała go swoim wyglądem. Gdyby zostawić go samego sobie, dać wolny wybór - na pewno by jej nie skoczył, ba, zrezygnowałby z tego już kilka metrów wcześniej. Tymczasem nie miał innego wyboru niż śmiało galopować na przód. Niepokój Rudego był wyczuwalny, ale na szczęście był przy tym na tyle mądry i posłuszny, aby nie robić jeźdźcowi chamskich niespodzianek. Stąd też nie speniał, chociaż furczał co najmniej tak, jakby mieli skoczyć przez płonącą obręcz... Pewnie biedny skończy ten cross cały obsrany :lol2: . We wskazanym miejscu odbił się, elegancko składając przody i kuląc pod siebie zad, przy jednoczesnym wyciągnięciu szyi, choć nosem nurkował w dół, niemal starając się schować łeb między przednie nogi - taki był zaoferowany tą dziwną przeszkodą! To na szczęście nie przeszkodziło mu w zrównoważonym lądowaniu, po którym to rozpędził się w dystansie do następnej przeszkody, parę razy parskając i zrzucając napięcie.
Na pierwszy rzut oka trójka nie powinna mu sprawić problemu, ale jej masywność rzeczywiście sprawiła, że przeszkoda wydawała się szersza niż naprawdę. Stąd ponownie zmusił jeźdźca do interwencji, w pierwszej chwili ignorując dziabnięcie ostrogą. Dopiero bat go wyrwał z letargu, lekko stulił uszy i poszedł na przeszkodę, ostatecznie pokonując ją z powodzeniem. Lepszego jeźdźca nie mógł sobie wymarzyć, z każdym innym najpewniej poniósłby sromotną klęskę, a tymczasem czuł się stale motywowany i wspierany, co było dla niego bardzo ważne.
Kolejna kombinacja przeszkód nie budziła w nim prawie żadnych wątpliwości. Energicznie, równo dogalopował do pierwszego członu, oczywiście odpowiadając na pomoce jeźdźca. Wziął okser odważnie i chętnie, rozciągając się nad nim w locie, który zwieńczył mocnym, aczkolwiek stabilnym lądowaniem. Zaraz po nim podniósł się, pchnął mocniej zadem aby odzyskać poprzednią moc, po czym zaatakował także drugi okser, jego również pokonując bez niespodzianek.
Do piątej przeszkody szedł bardzo chętnie do czasu, aż nie zauważył... dziury. To drastycznie ostudziło jego zapał, z całego serca nienawidził rowów, nieważne czy suchych, czy z wodą. Zawsze mu się wydawało, że go pochłoną! Furcząc przeraźliwie i cudując w najeździe, wręcz zmusił Christiana do ostrzejszego działania, które w rezultacie poskutkowało nieco przedwczesnym odbiciem. Mogło się zrobić nieciekawie, ale Orchid był na tyle silny, by udźwignąć ten "ciężar" i dokryć całą przeszkodę. Nawet mimo nie do końca spodziewanego ruchu ze strony kasztana, obojgu udało się zachować równowagę.
Szóstka zadziałała na jego głowę lepiej, do niej poszedł chętnie, nie widząc w niej niczego podejrzanego. Nie wymagał też nie wiadomo jak starannego pilnowania, choć wiadomo, że było ono wskazane - w jego przypadku nigdy nie było wiadomo, czy czegoś nie wymyśli w ostatniej chwili. Pokonał jednak przeszkodę bez cienia zawahania, w równowadze i harmonii pracując z zawodnikiem. Siódemki nie widział już tak dobrze, ale poza tym, że prowokowała go do dalekiego skoku, nie widział w niej nic strasznego. Stąd też dodatkowe pomoce nie były potrzebne. Dynamicznie podszedł do przeszkody i rzeczywiście odbił się do niej wcześniej niż do stacjonaty, w rezultacie oddając daleki skok. Christian był jednak na to przygotowany, co pozwoliło mu na niezakłócenie uwagi ogiera. Ten wylądował swobodnie, szybko odnajdując swoją równowagę i przeszedł w szybszy galop. Póki co miał jeszcze sporo siły i energii w zanadrzu, stąd chętnie dodał w galopie, zaczynając się czuć coraz swobodniej. W lesie wbrew pozorom czuł się lepiej niż na otwartym terenie - nie było tu żadnej publiczności, a z naturą był oswojony. Na widok ósmej przeszkody nie zawahał się ani chwili. Nieznacznie wycofał się na zad, w ten sposób odpowiadając na działanie pomocy, po czym oddał dynamiczny skok nad kłodą. Wreszcie nieco bardziej płaski, chociaż wciąż staranny - nie zapominał o podnoszeniu nóg i śmiało wyciągał szyję, dzięki czemu nie miał problemów z zachowaniem równowagi. Następna przeszkoda także nie budziła w nim większych wątpliwości, jedynym problemem była jej szerokość; była bowiem bardzo wąska, co prowokowało do wyłamania, lecz Chris ostatecznie doprowadził go zamkniętego w pomocach do dziewiątki i wspólnymi siłami pokonali ją. Kolejna, dziesiątka, prowokowała do tego samego, ale i tutaj jeździec nie pozostawił mu szerokiego pola manewru. Coraz rzadziej przejawiał chęci do kombinowania, tym samym ośmielając się. Zamknięcie go w korytarzu z pomocy okazało się tylko formalnością, bo bez cienia sprzeciwu ruszył na wspomnianą przeszkodę, do samego końca trzymając się wyznaczonej trasy. Odbił się, elegancko zostawiając przeszkodę za sobą.
Dalej kontynuował galop, utrzymany w tempie dostosowanym do jego możliwości fizycznych. Pewnie wszedł w niejaki korytarz, na którego końcu stała przeszkoda. O ile sama w sobie nie była trudna, do nagłe oślepienie w trakcie lotu bardzo mu się nie spodobało. Przez chwilę dosłownie leciał na oślep, by w ostatnim momencie wrócić na linię prowadzącą do wąskiej, dwunastej przeszkody. Wytrąciło go to z rytmu, w czego efekcie dorobił jedną foule przed przeszkodą, wybijając się niemalże spod niej. Mimo to pokonał ją, o nic nie zahaczając i tuż po wylądowaniu był gotów do dalszej galopady.

Stradivarius - 2016-03-26, 16:04

Stradivarius pojawił się na terenie zawodów wraz z Christianem, pod którym miał dzisiaj startować. Nie był to ich pierwszy raz, wcześniej spotkali się również na crossie, lecz niższej klasy. Zajęli zresztą drugie miejsce na podium. Może tym razem uda im się wywalczyć złoto? Pogoda dopisywała, świeciło słońce, warunki na trasie również dopisywały. Idealny dzień by pokazać, na co ich stać.
Pierwszym miejscem, jakie odwiedzili, była oczywiście rozprężalnia. Widząc inne konie, zarżał basowo. Atmosfera zawodów zaczynała mu się udzielać, bynajmniej nie w złym znaczeniu. Zawsze lubił rywalizację, poczynając od wyścigów z bratem na padoku, a kończąc na wszelkiego rodzaju konkursach. Skupiał się na poleceniach jeźdźca, choć kątem oka obserwował ludzi zgromadzonych przy linii startowej. Dużo z nich miało aparaty, znalazł się nawet pies (a raczej warcząca zajadle kupa futra). Ogier parsknął, kierując jedno ucho w tamtą stronę. Wrzaski nie robiły na nim większego wrażenia, jedynie błysk fleszy nieco dekoncentrował. Szybko jednak przestał obserwować widzów, a w pełni oddał się rozgrzewce. Cross to wymagająca dyscyplina, obfitująca w mniej lub bardziej poważne wypadki, ważne więc było porządne rozgrzanie się przed wejściem na tor. Stradivarius reagował na pomoce Christiana niemalże natychmiastowo, wykonując wszelakie ćwiczenia bardzo dokładnie. Mocno angażował w pracę zad, był rozluźniony, aktywnie szedł do przodu.
Z pewną dozą niecierpliwości oczekiwał znaku, że nadeszła ich kolej. Po rozgrzewce ruszył kłusem w stronę linii startu, gdzie zatrzymał się równo po wywołaniu ich przez spikera. Gdy rozbrzmiał dźwięk dzwonka, zagalopował. Mieli określony czas na pokonanie trasy liczącej prawie cztery kilometry, tak więc od samego początku trzymał tempo, stawiając pełne, obszerne kroki, a przy każdym z nich zad hanowera sprężyście odbijał się od podłoża. Minęła zaledwie chwila, kiedy na horyzoncie wyrosła pierwsza przeszkoda. Ogier nie czekał na sygnał od Christiana, sam wybrał dogodne miejsce, w którym mocno odbił się z zadnich nóg i książkowo złożył. Wylądował miękko na sugerowaną nogę, choć po treningu z Harleyem był Mistrzem Lotnej, więc ewentualna zmiana nie stanowiłaby problemu. Niestety w międzyczasie potknął się jakieś dwa razy, wypadając z rytmu. Pozbierał się jednak najszybciej, jak to było możliwe, by spokojnie kontynuować przejazd. Druga przeszkoda, wyglądająca troszkę klaustrofobicznie, wywołała u ogiera z początku mieszane uczucia, choć nie dał tego po sobie poznać, pomijając położenie uszu wzdłuż potylicy. Zaraz postawił je z powrotem na sztorc. Skoro Zawodnik tak pewnie prowadził go w kierunku dwójki, oznaczało to, że nie ma prawa stać mu się krzywda. Porzucając wątpliwości, odważnie ruszył wprost na przeszkodę. Po odbiciu się podciągnął kończyny pod brzuch, grzbiet zaś zaokrąglił, a łeb obniżył, korzystając z oddanej mu wodzy. Do trzeciej przeszkody zmierzali po łuku. Walcząc z chęcią popisania się, celował w najniższy punkt hyrdy. Może by i przeskoczył przez sam środek, ale zawsze istniało ryzyko przewrócenia się, a z tego wolałby jednak zrezygnować. Odbił się z tylnych kończyn, od razu składając przody. Bardzo ładnie baskilując nad hyrdą, przeleciał na drugą stronę. Teraz, kiedy już wczuł się swoje zadanie, był bardziej samonośny. Nie polegał całkowicie na Zawodniku, sugerował się jedynie pomocami, kiedy oceniał dogodne miejsce odskoku. Pochłonęło go bez reszty pokonywanie kolejnych metrów trasy w możliwie najbardziej imponującym stylu.
Przyszła kolej na stawienie czoła szeregowi złożonemu z dwóch identycznych, niezbyt wysokich murków. Szastnął ciemnym ogonem, parskając przy tym z zadowoleniem. Przeszkody nie należały do wymagających, z pewnością spotkają na swojej drodze trudniejsze. Oddał dwa ekonomiczne skoki, wyciągając szyję oraz mocno składając wszystkie cztery kończyny. Wylądował miękko na zasugerowaną nogę, by łatwiej było im dotrzeć do przeszkody oznaczonej numerem pięć, zresztą najtrudniejszej jak do tej pory - szerokiej i wysokiej, z ukrytym rowem. Tutaj ogier czekał na impuls od łydki, dzięki któremu mógłby wybrać najlepszy moment do mocnego wybicia. Głowę wyciągnął do przodu, a nogi przycisnął do brzucha, nie chcąc zahaczyć o żaden z punktów hyrdy. Bez utraty równowagi, wylądował po drugiej stronie. Kawałek dalej czekał kolejny szereg, tym razem złożony z trzech członów. Na widok wody karosz zastrzygł uszami, nie mogąc się doczekać, aż przez nią przegalopuje. Po prostopadłym najeździe na domek, oderwał się od ziemi, pokonując go z książkową techniką i dokładnością. Zaraz znalazł się w dość płytkim zbiorniku wodnym. Strzelił ogonem o powierzchnię cieczy, rozchlapując ją na boki. Ostatnim członek okazał się natomiast drewniany smok. Hanower skierował uszy w jego stronę, niezwykle zaciekawiony wyglądem przeszkody. Nie mógł się jej jednak zbyt dokładnie przyjrzeć, bo po chwili przyszedł czas na oddanie ostatniego, bardzo ładnego pod względem technicznym skoku.
Siódma przeszkoda należała do trudniejszych. Oczywiście wolałby skoczyć na wprost, ale zaintrygowało go położenie chorągiewek. Przecież bez powodu nie umieszczono ich akurat w takim miejscu. Zdając się na wolę Christiana, za cel obrał oznaczony łuk. Po wybiciu z zadnich nóg, złożył przednie kończyny, podciągając je do mostka, grzbiet zaokrąglił, a szyję wyciągnął w dół. Wylądowali, kierując się prosto do lasku. Nie zwalniał ani na moment, gdyż czas ich gonił, a każda przekroczona sekunda to punkty karne.
Kolejny szereg stał na wzniesieniu, więc Strad skupiał się przede wszystkim na utrzymaniu równowagi, w czym pomagał mu Levrull. Wszedł odważnie w pierwszy człon, ładnie baskilując nad przypominającą stacjonatę przeszkodą. W 8B nie widział niczego podejrzanego, więc oddał kolejny ekonomiczny skok, szybko lądując po drugiej stronie. Ostatnia na tym odcinku pozostała dziewiątka, kryjąca przed sobą niewielki rów. W porównaniu do wcześniejszych tego typu przeszkód, robiła słabe wrażenie na karoszu. Odbił się odpowiednio wcześnie, a następnie nad nią wyciągnął. Zanim dotarli do dziesiątki i skrócił wykrok, starał się jak najbardziej wykorzystać odległość dzielącą te dwie przeszkody, pozwalając sobie nieco przyspieszyć. Reagując na pomoce, poderwał się do skoku, wyciągnął swoje ciało, by po krótkiej chwili wylądować. Niestety, potknął się kilka fouli za dziesiątką, lecz tym razem obyło się bez wypadnięcia z ustawienia.
Zbliżali się do przeszkód wodnych, które w Stradivariusie wywoływały entuzjazm, w żadnym wypadku zdenerwowanie. Pokonując pierwszą, uniósł przednie kończyny, doprowadzając tym samym do lekkiego ugięcia się zadnich, następnie wyciągnął szyję, za którą podążyła reszta ciała. Przy skoku nad drugą zaprezentował tą samą technikę, bardziej jednak dbając o lądowanie, gdyż kończyło się w wodzie. Chętnie przegalopował na drugą stronę, a ciecz nieco schłodziła mu nogi. Odczuwał zmęczenie, a na jego szyi wystąpiły kropelki potu, jednak w żadnym wypadku nie poddałby się w połowie. W zadzie hanowera skumulowana była ilość energii wystarczająca do pokonania reszty trasy.
Przed nimi wyrosły żółte przyczepki. Strada irytował nieco ich kolor, nie omieszkał więc na nie prychnąć, demonstrując w ten sposób swoje zdanie. Za cel obrał najniższy punkt 12A, odbijając się z zadnich nóg po otrzymaniu odpowiedniego sygnału. Również B nie sprawiła większego problemu, nad obiema przeleciał, nie zahaczając w żadnym punkcie o krzaczki. Wylądowali, by od razu aktywnym krokiem ruszyć w kierunku kolejnych przeszkód. Za zadowoleniem przyjął pochwałę, parskając cicho.

Logan Lerman - 2016-03-26, 18:19

Do drugiego przejazdu podchodziłem już na luzie. Zdążyłem zaznajomić się z trasą, wiedziałem, jakie tempo trzeba trzymać, by pokonać tor w wyznaczonym czasie. Jednak jak to wyjdzie w praktyce... no, tego akurat nie mogłem przewidzieć, w końcu każdy koń jest inny. Muszę przyznać, że na zawody zapisałem się z poleconymi przez stajennych wierzchowcami, ale w przypadku Dante odbyliśmy przynajmniej jeden trening. Aventadora nie znałem, ale miał świetne imię. Wstyd przyznać, że to właśnie dzięki niemu byliśmy tu teraz razem. Na szczęście okazał się dość bezproblemowy w obyciu.
Udałem się z gniadoszem w kierunku rozprężalni. Rozgrzewały się tam inne pary, ale łatwo znalazłem wolny kawałek, gdzie moglibyśmy wykonać kilka ćwiczeń. Skupiałem się głównie na wygięciach, pracując równocześnie nad przepuszczalnością, aby łatwiej się nam współpracowało. Chwaliłem oldenburga, klepiąc go po szyi, jeśli tylko wykonał dobrze jakieś ćwiczenie. Nie przesadzałem jednak z długością czy intensywnością rozgrzewki, by zachował siły na pokonanie crossu. Słysząc, jak spiker wywołuje moje nazwisko i imię ogiera, poprosiłem go o przejście do kłusa, by następnie ruszyć w kierunku linii startu. Na miejscu zatrzymałem go równo. Odczekałem na dźwięk dzwonka. Gdy rozbrzmiał, docisnąłem łydki do boków gniadego, wypychając go do galopu. Od początku trzymaliśmy dynamicznie tempo. Nie pozwoliłem Aventadorowi, by patrzył na publiczność, chcąc uniknąć spłoszenia się wierzchowca. Przy pierwszej przeszkodzie znaleźliśmy się w ciągu kilku sekund. Wykonałem kilka półparad, by skupił się na czekającym go zadaniu. Wybrałem dogodne miejsce wybicia, które zasugerowałem mu przez dociśnięcie łydki. Natychmiastowo przeszedłem w niski półsiad, podążając za jego ruchem. Wylądowaliśmy bez komplikacji. Pierwsze koty za płoty, jak to mówią. Po lekkim łuku pogalopowaliśmy do drugiej przeszkody, tym razem niższej. Nie powinna ogierowi sprawić żadnego problemu, toteż pilnowałem tylko, by nie zboczył z trasy. Przy drugim podejściu czułem się całkowicie pewnie i miałem nadzieję, że część mojej pozytywnej energii przejdzie na gniadego. Trzecia przeszkoda pojawiła się na horyzoncie w mgnieniu oka. Odliczałem w myślach foule, a kiedy nadeszła chwila, podparłem go łydką, sugerując wybicie się. Płynnie podążyłem za jego ruchem, oddając mu odpowiednią ilość wodzy. Przy lądowaniu odchyliłem się nieznacznie do tyłu.
Odległość dzielącą nad od czwartej przeszkody pokonaliśmy równym tempem, nie przyspieszając ani nie tracąc prędkości. Musieliśmy rozłożyć siły, by przypadkiem nie odpaść w połowie. Najechaliśmy prostopadle na czwórkę, w odpowiednim miejscu wspomogłem go łydką. Następnie, niemal po prostej, pogalopowaliśmy wprost do piątki, by i odważnie jej stawić czoła. Na tym odcinku stało kilku widzów, krzycząc coś i pstrykając zdjęcia. Wyczułem dekoncentrację ze strony ogiera.
- Spokojnie, Aventador - wyszeptałem.
Prowadziłem go zamkniętego w pomocach, nie pozwalając, by całkowicie oddał się presji i zboczył z trasy albo odmówił dalszej jazdy. Wystarczyła chwilka, by stresujący go ludzie znaleźli się za naszymi plecami. Przed piątką mocniej docisnąłem łydką, przechodząc niemal natychmiastowo do niskiego półsiadu. Po wylądowaniu pochwaliłem oldenburga.
Szósta przeszkoda różniła się znacząco od poprzednich, przypominała mi nieco domek. Jako jedyna na trasie mogła zaniepokoić skoczka, więc zamknąłem go w korytarzu z pomocy, doprowadzając pewnie aż do samej przeszkody. Łydka, półsiad, oddanie wodzy i kolejna za nami! Do siódemki dojechaliśmy po lekkim łuku. Mocniejszym dociśnięciem łydki poprosiłem go o płaski a daleki skok.
Pierwszą połowę toru zakończyliśmy, pokonując ósmą przeszkodę. Pamiętałem o oddaniu mu wystarczającej ilości wodzy, by spokojnie mógł się nad nią wyciągnąć. Reszta powinna pójść z płatka.

Aventador - 2016-03-26, 20:41

Wybór Aventadora był raczej strzałem w dziesiątkę,ogier był koniem bardzo bystrym,inteligentnym,można rzec,że był stworzony po to by startować w zawodach. Jednakże Rosjanin mógł się podczas dzisiejszego przejazdu stresować,w końcu to był jego pierwszy raz i nie był jeszcze przyzwyczajony do takiej atmosfery. Pod względem formy był przygotowany do przejazdu takiej trasy,która nie była zbyt wymagająca,w porównaniu do wyższych klas. Wszystko to sprawiało,że czekał ich prawdopodobnie nie najgorszy przejazd.
Elektrycznie stępował,kierując się na rozprężalnie,aby rozgrzać się przed samym startem. Na razie nie mógł kupić się na swoim jeźdźcu,rozpraszały go inne konie,ludzie i inne zwierzęta,które również były obecne na terenie zawodów. Chłopak musiał chwile popracować nad jego rozluźnieniem,jednocześnie starając się o zwrócenie na siebie uwagi,którą gniady skupiał aktualnie na otaczając go otoczeniu. Mimo wszechogarniającego go rozkojarzenia ogier starał się podczas wykonywania poszczególnych ćwiczeń,rozciągając i rozgrzewając swoje mięśnie,co było raczej ważnym aspektem. Z przyjemnością przyjmował pochwały,które jeszcze bardziej determinowały go do roboty. Chętnie przyjął wędzidło,opierając się równo na obu wodzach,był bardzo jezdny i jak na razie bezproblemowy w prowadzeniu.
Zareagował szybko na sygnał do kłusa,płynnie przechodząc do wyższego chodu i energicznym tempem skierował się w stronę linii startowej,strzygąc uszami na wszelkie możliwe strony. Stanął w wyznaczonym miejscu,obciążając równo ciężar na wszystkie cztery nogi,obniżając łeb i przegryzając wędziło,możliwe,że wyrywając delikatnie wodze z rąk Logana. Słysząc sygnał dźwiękowy jak i czując,że chłopak wypycha go go do galopu,ogier uniósł przody i wyskoczył wręcz do przodu,pobierając pod sobą sporą cześć terenu. Oczywiście przybrał dogodne dla nich tempo,które nie było za szybkie,ale również nie za wolne,powoli zaczynając się pocić,i z wysiłku jak i z stresu,związanego z tutejszym zamieszaniem. Mimo starań Logana to i tak czasami zerkał w boki,aczkolwiek przed pierwszą przeszkodą powrócił wzrokiem na trasę,skupiając się na niej. Półparady przygotowały go do oddania skoku,ogier jeszcze przed nim zlustrował uważnie szczegóły jedynki,również starając się obliczyć mniej więcej gdzie ma wyskoczyć,chociaż raczej miał zamiar postępować zgodnie z wskazówkami chłopaka. Tak więc polegając na nim odbił się ekonomicznie,składając się dokładnie,aby przypadkiem nie dotknąć żadną kończyną przeszkody,co mogłoby się skończyć nieprzyjemnym upadkiem. Korzystając z oddanym wodzy wyciągnął mocno szyję,ostatecznie miękko lądując na podłożu. Parsknął cicho i szastnął okrężnym ruchem ogonem,jednocześnie delikatnie podrzucając swoim tyłem,tak z radości. Poruszał się po delikatnym łuku, dalej zachowując dobre,żywe tempo,galopując okrągło,co za tym idzie,zabierając dużo ziemi pod sobą. Do kolejnej przeszkody podszedł pewniej,nie będąc dekoncentrowanym przez widzów,którzy byli obecni na początku. Przeskoczył ją,trzymając się mocno schematu,dzięki którym pokonał jedynkę. Nie miał dużo zapasu,starając się nie marnować ważnej energii na wysokie loty. Jedynie starał się jak najlepiej chować przednie nogi przy brzuchu,zapewne ocierając sierść właśnie w tamtej okolicy. Lądowanie wyglądało podobnie,Av zamortyzował je podręcznikowo. Od razu w oko wpadła mu następna przeszkoda,która znajdowała się niedaleko dwójki. Zaatakował ją,oddając stosunkowo długi skok,aczkolwiek nie zaszkodziło im to w żadnym stopniu. Zgranie chłopaka z jego ciałem bardzo mu pomagało,nie zaburzając jego równowagi,która również była bardzo istotna,jeśli chodzi o skoki. Gniady parskał co krok,idąc równo w stronę czwórki,nie przesadzając z prędkością. Nie stanowiła ona dla niego problemu,szybko i sprawnie,zachowując poprawność techniczną przeskoczył ją,podrzucając łbem po niej. Niestety zauważywszy ludzi,stojących po drugiej stronie ogrodzeń zwrócił swoją uwagę na nich,stanowczo zwalniając i błyskając w ich stronę białkami. Jeszcze ich tu brakowało. Stracili przez to na czasie,ale ogier nie mógł nic poradzić na to,że po prostu rozpraszały go takie osoby. Na ich szczęście minęli ich sprawnie a Aventador ponownie skupił się na samym przejeździe. Jako,że wcześniej zwolnił postanowił nieco mocniej się nad piątką odbić,tym razem robiąc ten ok 10cm zapas. Wylądował i ponownie wypuścił z głośnym szmerem powietrzem,reagując tak na pochwalę. Był już pokryty delikatną warstwą jasnego potu,a szyję pokryły malutkie siatki żyłek. Tym razem nieco dłużej musiał się przyjrzeć szóstce,która wzbudzała u nim pewne wątpliwości. Wspomagany przez pomoce Logana dotarł do przeszkody,która rzeczywiście wyglądała jak domek. Pomimo niepewności przeskoczył ją,w podobnym stylu jak poprzednio. Powrócił bezpiecznie na ziemię i wszedł na łuk,kierując się na siódemkę. W odpowiedni miejscu wyskoczył siłowo,wpisując się prawidłowo w parabole lotu,wykonując tak pożądany przed Logana zarówno płaski jak i daleki skok. Ostatnią przeszkodę pierwszej połowy toru pokonał równie bezproblemowo jak wcześniej,w dalszym ciągu pokazując się z najlepszej strony.

Logan Lerman - 2016-03-26, 22:45

Jedyne czego nam brakowało, to oczywiście deszcz! I więcej ludzi dekoncentrujących ogiera! Jej! Zanim dotarliśmy do dziewiątej przeszkody, rozpadało się na dobre. Ogier zwracał uwagę na hałasy i błyski fleszy, co nieco mnie martwiło. Mimo starań, trudno było mi skupić jego uwagę na sobie. Stosowałem półparady, mające na celu pobudzić uwagę ogiera. Przed kłodą wspomogłem go łydką, a następnie przeszedłem do niskiego półsiadu. Po lądowaniu nie wróciłem w siodło, bo gniady zaczynał się męczyć. Może to mu jakoś pomoże, nieco go odciąży. Dotarliśmy do dziesiątej przeszkody, która była po prostu zbiornikiem wodnym. Wziąłem pod uwagę to, że Aventador może się zawahać, zamknąłem go więc w pomocach, nie pozwalając na zboczenie z trasy. Docisnął łydki do boków oldenburga, by jednak wskoczył do wody, a nie po prostu wszedł. Gdyby nie zauważył obniżającego się terenu, mógłby stracić równowagę, a o wywrotkę przy takich przeszkodach łatwo. Przegalopowali przez zbiornik, z którego wyszedł niemalże całkowicie mokry. Śmiał się przy tym jak pięcioletnie dziecko, ale w porę opanował. Jakby to dziwnie wyglądało na nagraniach :lol:
Sekundy później musieli zmierzyć się z jedenastą przeszkodą. Wcześniej spotkali identyczną, więc nie przewidywał większych problemów. Zasugerował oldenburgowi miejsce odbicia, a kiedy nastąpiło, płynnie podążył za jego ruchem. We względnej równowadze i harmonii pokonali dystans dzielący ich od dwunastki. Znudziły go te kłody, naprawdę. Zaczął żałować, że nie zapisał się również do trudniejszej klasy. Zapomniał nawet o deszczu, przez który wyglądał jak zmokła kura. Trzeba będzie potem załatwić jakieś ręczniki dla skoczka i porządnie go wytrzeć.
Kolejną już kłodę pokonali w dobrym stylu, niemalże książkowym. Weszli w łuk, kończący się prostopadłym najazdem na pechową trzynastkę. Doprowadził swojego podopiecznego do kłody, tak jak i wcześniej wsparł pomocami, a następnie elastycznie oddał wodze. Niech bierze ile chce :lol: Zostały im ostatnie przeszkody, naprawdę dobrze sobie radzili jak do tej pory.
- Świetny jesteś, Aventador - powiedział na tyle głośno, by gniadosz go usłyszał.
Czternastka różniła się znacznie od pozostałych przeszkód, wielki plus za nią! Do tego posadzono idealnie komponujące się z całością różowe kwiatuszki. Jak nastrojowo! Pozwolił ogierowi na zapoznanie się z nowością, by potem powtórzyć schemat, jaki stosowali od samego początku przejazdu. Lądując, odchylił nieco sylwetkę, by w końcu usiąść na powrót w siodle. Przed ostatnimi przeszkodami musiał go przypilnować, bo były najwyższe (choć dalej nie powalające), a poza tym głupio odpaść na ostatnich metrach. W obu przypadkach sygnalizował odbicie w najdogodniejszym miejscu, by potem przejść w niski półsiad, oddając mu równocześnie wodze. Minęli celowniki, jedną ręką puścił wodze, by go wyklepać za całość i właśnie wtedy omal nie wypadł z siodła. Na szczęście po minięciu mety już się nie liczy :lol2: Zorientował się, jak stali z czasem. Zgarnęli osiem dziesiątych punkta karnego, nie tak źle. Poprosił ogiera o przejście do kłusa, następnie zatrzymał go, zsiadł i rozstępował w ręku, nadal chwaląc. Udali się do stajni.

/zt

Carthago Z - 2016-03-26, 23:48

W sumie to pierwsze zawody crossowe siwka, albo userka nie pamięta innych. Dla siwka cross całkowitą nowością też nie był, jednak rzadziej go jeździł niż parkur czy czworobok. Koń pomału chyba nawet pojmował, że zyskał właścicielkę, ale nie napalał się na to specjalnie. Ludzie często przychodzili i odchodzili bez większego powodu, kiedy kobieta pojawiła się pod boksem, powitał ją przyjaźnie. Bez większych problemów dał się wyprowadzić z boksu, na myjce podczas czyszczenia i siodłania stał grzecznie. Żwawym krokiem ruszył na rozprężalnie, gdzie potrenowali przed zawodami, ciekawy był co dziś startują.

Kiedy nadszedł ich czas, kobieta skierowała go na linię startu. Z dobrze podstawionym zadem i na kontakcie, czekał na sygnał do startu. Kiedy naszedł odpowiedni moment po usłyszeniu dzwonka i sygnale od kobiety, ogier puścił się do przodu, szybkim, energicznym galopem. Nie na łeb i szyję, by mieć siły dojechać do mety, ale mocnym tempem na pewno. Pierwsza przeszkoda była tuż za linią startu, ogier zastrzygł uszami na jej widok. Kiedy do niej dojechali i znaleźli się w optymalnym miejscu do odbicia. Siwek po otrzymaniu sygnału odbił się od podłoża, unosząc przody, ładnie chowając cztery nogi pod siebie i wyciągając się nad przeszkodą, podobną do domku. Jedna za nimi jeszcze całe dwadzieścia jeden - miodzio, pełny galop dalej w kierunku dwójki, kawałek mieli do przegalopowania, ale czas, precyzja wszystko przekładało się na końcowy wynik. Faktycznie nie równe podłoże dość dawało im w kość, ale siwek dość szybko ponownie zbierał się do kupy i gnał dalej. Przeszkoda była nieco dziwna, z pewnością dla konia była dziwna z budowy. Kobieta jednak po przywróceniu do prawidłowego ustawienia, skupiła go na tyle, że dał radę ją przeskoczyć na czysto. Była raczej niska, ale dość szeroka, więc pełne zaangażowanie zadu i dłuższy skok, by pognać dalej do trójki. Kolejne dwie przeszkody były w bliskiej odległości od siebie, więc potykając się o bruzdy/kamienie etc. musieli uważać co, by przeskoczyć przeszkodę, a nie ją staranować. Belka bo taki kształt miała przeszkoda numer trzy, nie wyglądała strasznie, w mniemaniu przynajmniej ogiera. Kiedy dojechali odpowiednio blisko, ponownie po otrzymaniu sygnału, siwek uniósł przody wyrzucając cielsko do góry, odbijając się z zadu, składając i wyciągając w locie. Do czwórki ponownie był dość krótki najazd i przeszkoda ponownie nieco była dziwna, musiała mocno skupić ogiera na sobie, co jej się udało, udało im się nawet dojechać do niej na czysto. Mocny zad miał ponownie poskutkować długim skokiem, bez trudu w odpowiednim miejscu koń poderwał się do lotu i przeskoczył przeszkodę na czysto. Do piątki był spory kawałek drogi, mogli się pokusić o przyspieszenie, ale nie zbyt mocno z powodu podłoża, które im nie sprzyjało. Piątka z wyglądu do normalnych też nie należała, ale takie chyba uroki crossu. Kiedy dojechali pod przeszkodę, ogier ponownie po sygnale od amazonki płynnie i mocno odbił się od podłoża, składając w locie i wyciągając nad przeszkodą. Ponownie dość długi dystans do szóstki, zachowywali energiczny, ale nie szaleńczy galop na trasie. Szeregi nawet w crossie są :O Nie dowierzanie, w końcu po długim najeździe ich oczom ukazał się szereg. Faktycznie do złudzenia przypominał ławkę, taką na której z reguły grille się jada i tym podobne. Trzymany w pomocach gładko sunął ku przeszkodzie, mocny zad, w odpowiednim miejscu wybicie, złożenie się w locie oraz wyciągnięcie nad przeszkodą. Musiała go krótko przytrzymać do drugiego członu i mocno skupionego, co jak się za moment okazało im wyszło. Przeskoczyli trójkącik bez większych problemów i pognali dalej do siódemki, lekki zakręt przy tym w lewo i po łuku na coś podobnego, do domku. Ponownie po dojechaniu do niej, ogier odbił się z zadnich nóg, wyrzucając przody i cielsko do przodu, zaraz się ponownie składając i wyciągając w locie. Do ósemki droga była nieco kręta, kilka mniejszych zakrętów, nie równości i takie tam. Mocno skupiony z aktywnym zadek dojechał do przeszkód, by do obu płynnie, mocno się odbić od podłoża, złożyć i wyciągnąć w locie, zarazem pokonując na czysto kolejne przeszkody.

Aventador - 2016-03-27, 01:52

Zbytnio nie zwrócił uwagi na deszcz,jedynie spowodował on,że jak dotąd sucha ziemia stała się nieco śliska,przez co para musiała bardziej uważać,bo w końcu łatwo o poślizg na błocie. Bardziej przejęły go kolejne osoby,które postanowiły znów przeszkodzić im przejazd,korzystając z rożnej elektroniki. Nieco podenerwowany co chwile zerkał na nich,kuląc uszy i jednocześnie chowając je w przemokniętej grzywie. Przez ten cały stres postanowił zwolnić i przy okazji nieco zjechać na bok trasy,byle by być dalej od problematycznych gapi. Półparady nie zdołały znieść go całkowicie na ziemię,co przyniosło swoje skutki przy kolejnym skoku. Nieco zaskoczony tak bliską obecnością kłody przed nim zdrobnił przed nią galop,skrócając się znacznie aby w niezbyt komfortowy dla chłopaka sposób wybić się wysoko,co wyglądało dość widowiskowo. To wszytko wybiło go nieco z rytmu,co skutkowało kolejną,konkretną utratą cennego czasu. Niestety już raczej nie mieli szanse na zmieszczenie się w ustalonych jego ramach,więc musieli teraz się postarać jedynie o brak dodatkowych punktów karnych,spowodowanych np. wyłamaniami itp. Możliwe,że zachowanie półsiadu przez Logana po kłodzie pomogło mu w powrocie do starego pożądanego tempa,ale również odciążyło mu to znacząco grzbiet. Już równo galopując dotarł do dziesiątki,która nie stanowiła dla gniadego problemu. Nie bał się wody,dlatego też nadawał się na jazdy crossowe,oczywiście,jeśli nie towarzyszyliby mu uciążliwi ludzie,robiący zamieszanie gdzieś obok. Zamknięty w korytarzu pomocy,nie miał zamiaru odskakiwać,czy odmawiać tego ważnego skoku. Wskoczył chętnie,rozbijając mocno lustro wody. Galopując w mętnej cieczy starał się unosić wysoko nogi,nieco wydłużając krok,a co za tym idzie zaczął chlapać na wszystkie strony. Cóż,po tym na pewno przyda mu się solida kąpiel,w końcu wyglądał teraz niczym jakiś bagienny stwór. Słysząc śmiech chłopaka,skierował uszy w jego stronę,będąc zaskoczonym jego reakcją. Gdyby on był człowiekiem,raczej by się rozpłakał,że jest tak bardzo brudny :lol: Zadowolony z faktu,że nareszcie powraca na ziemię,parsknął przeciągle i potrząsnął łbem,na którym też znalazły się plamy błota. Gotowy na następną przeszkodę,delikatnie dodał aby skumulować w swoim zadzie potrzebną do skoku energię,którą miał zamiar uwolnić przy wyskoku. Kolejny raz wykazał się poprawnością w locie,nawet wyraźnie zabaskilował,chcąc się nieco popisać. Szkoda,że dobra technika nie szła w parą z dobrym czasem,bo gdyby tak było, z pewnością mieliby szanse na stanięciu na podium. Po miękkim lądowaniu pozwolił sobie na dodanie na dystansie,który dzielił ich od dwunastki. Postanowił,że nie będzie zwalniał przed kolejną przeszkodą,którą była kłoda. Nie były to jakoś wymagające skoki,musiał jedynie pilnować,aby nie zahaczyć przypadkiem kopytami o strukturę drewna. Delikatnie wylądował na już miękkim podłożu,wybierając nogę,która mu bardziej odpowiadała. Zbliżał się do trzynastki,poruszając się po wyraźnym łuku,na którym ogier nieco się ślizgał,aczkolwiek nie wpłynęło to na jakość ich przejazdu. W dogodnym dla ich miejscu odbił się w powietrze,któryś raz z kolejni pokonując kłodę. Było to dla niego nieco monotonne,chociaż lepsze było to,niż jakieś straszne,ozdobione czy skomplikowane przeszkody. Powoli zbliżali się do końca trasy,zostało raptem tylko trzy przeszkody. Zbliżając się do czternastej,kwiatkowej,furknął głośno,niczym prawdziwe Lamborghini :lol: Nie przepadał za takimi kolorami,wolał raczej bardziej stonowane,więc najeżdżał na nią niepewnie. Mimo wątpliwości z strony gniadosza,skok się udał. Lądując automatycznie zaczął szukać kolejnej przeszkody,która była jedną z wyższych. Przeskoczył ją schematycznie,korzystając już z resztek energii,którą wykorzystał głównie na dłuższych odcinkach,wymagających dodań. Mając już przed sobą ostatnią,szesnastą,skupił się na niej,aby przypadkiem nie schrzanić na koniec. Gładko przeleciał nad już finalną przeszkodą,akcentując ją podrzuceniem zadem. Przed samym celownikiem postanowił bardzo mocno przyspieszyć,chcąc ratować ich czas. Logan miał szczęście,że akurat gdy puścił wodze,to gniademu nie zachciało się brykać :lol: Przeszedł do kłusa,który był już wyraźnie leniwy,ostatecznie zatrzymując się. Dyszał sobie,stępując u boku jeźdźca,czasami trącając go w ramię,przy okazji dodatkowo go brudząc. Jeszcze czasami płosząc się przy ludziach,wybył do stajni,gdzie zmęczony zapadł w sen.

zt/

Bastian Collins - 2016-03-28, 16:26

Drugim koniem, którego Bastian miał dosiadać w kategorii Begginers była Moorlands Guinevere. Przed tym startem denerwował się nieco bardziej – nie dość, że miał do czynienia z koniem, którego w ogóle nie znał, to w dodatku klacz była młoda i zapewne niedoświadczona w tego typu konkursach. Mimo tego, skoro już zapisał się razem z nią do konkursu, to nie miał ochoty wycofać się z niego tylko dlatego, że nagle nabrał wątpliwości. Postanowił sprawdzić się w parze z gniadą i wypróbować ją na crossie. Wyczyścił ją porządnie, zadbał o odpowiednie dobranie sprzętu i kiedy tylko byli już gotowi, ruszył wraz z nią na rozprężalnię, gdzie dosiadł klaczy aby sprawdzić jaka jest w prowadzeniu. Najpierw porządnie rozgrzał ją w każdym z chodów, starając się przy tym rozluźnić klacz. Prowadził ją po różnej wielkości woltach, wężykach i serpentynach, stosował przejścia stęp-kłus-stęp, a kiedy uznał, że jest niemal gotowa do startu, oddał na klaczy kilka niewielkich skoków, wysokością dostosowanych do tych, jakie znajdowały się na trasie. Kiedy uznał, że klacz jest już przygotowana i być może uda im się dogadać pozwolił jej na jeszcze odrobinę stępa, a gdy wyczytano jego nazwisko, wraz z Holenderką udał się do linii startu.

Przejazd

Zanim wjechali na trasę biegu przełajowego, Bastian przeszedł z klaczą do galopu i w tym chodzie zakręcił z nią dwie wolty w pobliżu celowników. W tym momencie ustawił takie tempo, jakiego wymagał od konia, a kiedy uznał, że są już gotowi na rozpoczęcie startu, łydkami zasugerował gniadej zmianę trasy i równym, aktywnym tempem wprowadził ją w celowniki. Bum, od tej pory zaczął liczyć się im czas.
Już po pierwszych kilku foulee na linii wzroku pary pojawiła się pierwsza przeszkoda – z wyglądu dość niepozorna jedynka, która jawiła się w postaci przewróconej kłody drzewa. Jeździec już z daleka zwracał uwagę konia na przeszkodę, posyłając w jej stronę półparadę, dzięki czemu Moorlands mogła oswoić się z wyglądem i przygotować do skoku. Cały czas kontrolował jej tempo i korygował je w razie potrzeby, gdyby klacz zdecydowała się przyspieszyć, a także zamykał ją w łydkach, aby nie zdecydowała się spłynąć na któryś z boków. Był bardzo uważny i dokładny, doskonale zdając sobie jak należy prowadzić przez trasę młodego, niedoświadczonego konia. Dostosowawszy odległość, przytrzymał klacz nieco na sobie i już po chwili przesłał jej mocniejszą łydkę i oddał rękę, podczas gdy szybowali nad przeszkodą numer jeden. Pochwalił klacz głosem, kiedy znaleźli się tuż za nią i kontynuowali przejazd (Bastian w półsiadzie) w tym samym, rytmicznym tempie galopu.
Bastian podpierał klacz łydkami, kiedy wjeżdżali w zakręt i starał się prowadzić ją po najbardziej optymalnej, wymagającej jak najmniejszej ilości manewrów, drodze. Po wyjechaniu zaokrąglonego miejsca ścieżki wyprostował klacz i w tym samym momencie tuż przed nimi pojawiła się kolejna, nieco niższa przeszkoda. Nie zmieniwszy tempa naprowadził gniadą wprost na środek dwójeczki, która już w chwilę później została pokonana jednym susem, a para mogła kontynuować jazdę do kolejnego punktu. Trójeczka wyraźnie zainteresowała Holenderkę, która zasygnalizowała to Bastianowi stawiając uszy na sztorc i przyspieszając nieco ku przeszkodzie. Mężczyzna oceniwszy trasę pozwolił Guinevere na nieco szybszy galop, choć cały czas kontrolował jej poczynania, wciąż pilnując jej w łydkach, aby nie spłynęła na bok, co w tym momencie było bardzo prawdopodobne. I kiedy już byli na cztery foulee przed ławeczką, nagle doszło między nimi do małego nieporozumienia. Bastian chciał wcisnąć w dystans jeszcze jeden krok galopu – a więc przytrzymać klacz nieco na sobie, podczas gdy ona miała zupełnie inny pomysł – chciała uciąć jedną foulee, przez co przyspieszyła nieco do przeszkody, do której wybiła się w wybranym przez siebie miejscu, tym samym dekoncentrując nieco jeźdźca, co odbiło się na jego równowadze. Bastian zgubił jedno strzemię jeszcze kiedy byli w powietrzu i przeklął w myślach, gdyż klaczy ani trochę nie uśmiechało się teraz zwalniać czy zatrzymywać. Udało im się wylądować, a Bastian nadal zajmował miejsce na grzbiecie Gniadej – co w tej sytuacji było niemałym sukcesem, i choć lądowanie w jego wykonaniu nie było zbyt widowiskowe, to szybko ogarnął swoją pozycję i zebrał wodze, które pewnie nieco poluzowały mu się w rękach. Rzucił okiem na drogę przed nimi i cieszył się, że była całkowicie prosta i pozbawiona niespodzianek, dzięki czemu w tym momencie mógł skupić się wyłącznie na odzyskaniu strzemienia, które po chwili walki ponownie było oparciem dla jego stopy. Nie zdążywszy nawet odetchnąć z ulgą, już w kilka kroków później lecieli nad przeszkodą numer cztery, tym razem dogadując się nieco lepiej co do dystansu i miejsca odskoku.
Biorąc pod uwagę kręty odcinek pomiędzy czwórką a piątką oraz danie sobie chwili wytchnienia, poprosił klacz o nieco wolniejszy galop. Tym razem także podpierał ją dokładnie w łydkach i prowadził po możliwie najmniej krętej i wyboistej drodze. Jeśli klacz była nieco podenerwowana lub zwracała uwagę na coś poza trasą, to mówił do niej spokojnym głosem i posyłał półparady, prosząc w ten sposób o skupienie wyłącznie na trasie przejazdu.
Piątka była kolejną przewróconą kłodą, która zdawała się nie robić już na Gniadej większego wrażenia. Bastian postanowił więc dodać nieco przed przeszkodą i zacmokał przy tym, by zasugerować klaczy lekkie przyspieszenie tempa. Wyliczywszy odległość do przeszkody zdecydował się już nie korygować tempa i w chwilę później posyłał jej już mocniejszą łydkę i oddawał lekko wodze, które skrócił zaraz po wylądowaniu, widząc szóstkę oddaloną dosłownie o kilka metrów od piątki. Od razu wziął klacz na siebie, nie pozwalając jej zbytnio się rozpędzić i półparadami skupiał jej uwagę na kolejnej przeszkodzie, która tym razem występowała w postaci domku. Tu podprowadził Moorlands bardzo dokładnie na sam środek szóstki, dbając o odpowiednie tempo i zamykając ją w pomocach, aby nie spłynęła na bok czy nie wystraszyła się przeszkody. Wszystkie te zabiegi zdawały się być jednak zbędne gdyż klacz parła równo przed siebie, zdając się nie zwracać uwagi na dziwny wygląd elementu i już w chwilę później pokonali go na czysto.
Nauczony poprzednim przejazdem mężczyzna zdawał sobie sprawę z tego, że droga do kolejnej przeszkody jest dość kręta, ale ta jest na tyle mało skomplikowana, że można było sobie pozwolić na skupienie uwagi wyłącznie na zakrętach, w których to ponownie podpierał klacz w łydkach, ścinając zakręty na tyle na ile tylko się dało. Wyprostował klacz do końca dopiero po wyjechaniu ostatniego łuku i tym samym dopiero przed samą przeszkodą, która bez afery została przegalopowana przez gniadą, która niemalże nie musiała w ogóle odrywać się przy tym od ziemi. Kontynuując przejazd w tym samym tempie co dotychczas, ponownie wspierał konia w każdym najmniejszym zakręcie, już na ładnych kilka foulee przed przeszkodą, półparadami skupiając uwagę Holenderki na ósemce, która była chyba najwyższa, jaka trafiła im się do tej pory (a przynajmniej jedna z wyższych). Kształtem jednak ponownie nie powinna zainteresować czterolatki, gdyż ta już dziś pokonywała tego typu kłody, toteż Bastian pewnie naprowadził ją na środek przeszkody, nad którą, z powodzeniem, szybowali już w kilka sekund później. I nawet udało im się ładnie wylądować.
Po skoku Bastian wziął klacz bardziej na siebie i ostudził nieco szaleńcze tempo galopu, wiedząc, że przed nimi majaczył dość ostry manewr, za którym znajdowała się kolejna z przeszkód. I tym samym znaleźli się właśnie w połowie drogi.

Bastian Collins - 2016-03-28, 20:01

Ostatnimi czasy Chaos sprawiał swemu właścicielowi poważne problemy, ale ten nie zwykł szybko się poddawać i mimo, że nie był pewien wzięcia udziału w zawodach z Amirem, to ostatecznie podjął się tego zadania, ufając ogierowi i postanawiając sprawdzić jak poradzi sobie ze stresującą konkurencją crossu. Po dwóch przejazdach w klasie begginers ponownie wybrał się do stajni, z której wziął wyczyszczonego już wcześniej Achał Tekina. Osiodłał go, naniósł końcowe poprawki i z tak przygotowanym ogierem ruszył w stronę rozprężalni, gdzie dosiadł go, niemalże od razu wyczuwając, że to jeden z tych dni, w których Chaos pokaże swoje prawdziwe oblicze. Już od samego stępowania był nerwowy i nieco nadpobudliwy, rozglądał się na wszystkie strony i ciężko było go kontrolować. Bastian przeklął kilka razy w myślach, w których roiło się mnóstwo powodów z jakich powinien zrezygnować z dzisiejszego startu. A jednak.. On często działał wbrew sobie i postanowił podjąć się wyzwania jakim zdecydowanie był start na grzbiecie Amira. Rozgrzał go porządnie, z każdą chwilą zauważając napięcie, które stawało się niemalże namacalne, a kiedy wywołano ich imiona, ruszył z ogierem w stronę startu, mając naprawdę duże wątpliwości czy uda mu się przeżyć ten przejazd.

Przejazd

Prowadzenie przez tor przełajowy konia takiego jak Chaos nie było łatwym zadaniem, więc już od samego początku Sebastian musiał bardzo go pilnować i nie doprowadzać do sytuacji, w której gniadosz przejmie nad nim kontrolę. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że konie o jego temperamencie często nie liczą się z prośbami jeźdźca, aczkolwiek był w stanie poświęcić ten przejazd na ujarzmienie jego zapędów i pokazanie mu kto w ich związku rządzi. Musieli raz na zawsze pozbyć się złych nawyków konia, a podjęta przez Collinsa stanowczość miała być pierwszym krokiem na drodze ku lepszemu.
Zagalopował jeszcze przed rozpoczęciem startu i ustawiwszy takie tempo, jakie sobie życzył, naprowadził konia na celowniki, po których przejechaniu rozpoczęli swój pokaz. Ten od razu zaczął się z pompą – już kilka foulee po włączeniu sekundnika czekała na nich pierwsza przeszkoda, którą był stonowany kolorystycznie domek. Mężczyzna naprowadził ogiera na przeszkodę pewnie, nie pozwalając mu nawet na jeden moment zawahania. Zamknął go na pomocach, szykując w pogotowiu łydki, w razie gdyby gniadosz chciał mu spłynąć na którąś ze stron i posiłowawszy się z nim chwilę, odliczył w myślach do trzech, po czym powiódł ciałem za ruchem konia, który właśnie oddawał pierwszy, czysty skok. Wysunąwszy w przód nadgarstki oddał mu wodze, by nie szarpnąć Tekina na pysku i już po chwili zapierał się w strzemionach, aby miękko wylądować za przeszkodą. Trzymał się jednak nadal w półsiadzie, w razie gdyby koń chciał mu „oddać z tyłka” i wciąż kontrolował jego tempo, zdając sobie sprawę z następującej kombinacji trzech przeszkód ustawionych niedaleko siebie, które w dodatku nie wyglądały zbyt zachęcająco – przynajmniej z perspektywy konia. Bastian trzymał więc ogiera krótko, a kiedy wyczuł jego podenerwowanie spowodowane śmiejącą się publicznością, która stała zdecydowanie zbyt blisko toru, wysłał mu kilka delikatnych półparad i starał się mówić doń uspokajającym tonem głosu. Nieco pewniej wziął go na siebie, prosząc dodatkowo ogiera o wolniejsze tempo, aby spokojnie najechać na dwójkę, którą po chwilowej walce tuż przed miejscem odskoku, udało im się prawidłowo pokonać. Teraz już nie było ani czasu na zastanawianie się, ani możliwości odwrotu – kilka foulee dalej prezentowała się trójka, która nadal pod osłoną krzyków i śmiechów ze strony widzów, stanowiła dla Chaosa nie lada wyzwanie. Jeździec posłał mu nieco mocniejszą łydkę i wykonał półparadę, by zwierzę skupiło się na ustawionych przeszkodach i już w moment później posłał go w powietrze by pokonać przeszkodę numer trzy. Słaba koncentracja na skoku spowodowała, że Amir uderzył kopytem o przeszkodę, ale było to na tyle mało poważne, że jeździec postanowił kontynuować przejazd, w którym już po sekundzie na ich horyzoncie pojawiła się przeszkoda, która nie dość, że ograniczała widoczność, to dodatkowo po jej drugiej stronie rosły jakieś suche badyle, które ponownie rozproszyły uwagę konia.
Od ciągłego trzymania go w ryzach Bastian powoli zaczynał się irytować, choć to jedynie motywowało go do podejmowania kolejnych decyzji i wywieraniu wpływu na ogierze. Prowadził go pewnie, łydkami korygując wszelkie próby ucieczki od czwórki, która stanowiła swym wyglądem niemałe wyzwanie dla gniadego acz którą po niewielkim nieporozumieniu co do miejsca odskoku, udało im się pokonać.
Na trasie ku przeszkodzie numer pięć postanowił pozwolić ogierowi pogalopować nieco szybciej, chcąc aby trochę się rozluźnił i nie denerwował od ciągłych interwencji właściciela. Trzymał go jednak wziąć na kontakcie, aby mieć kontakt z pyskiem konia i w razie czego móc zareagować w odpowiedni sposób. Stulone uszy ogiera informowały jeźdźca, że ten wciąż jest spięty, a ustawiona po bokach trasy publiczność wcale nie ułatwiała im zadania.
Oprócz kilku prób odwrócenia głowy w stronę ludzi, udało im się bezpiecznie dotrzeć pod kolejną z przeszkód, przed którą Bastian usiadł w siodle i przytrzymał ogiera na sobie, dokładając do tego zaciskające działanie ud. Gabaryty piątki zmuszały bowiem biorącą udział w zawodach parę do zwolnienia w celu odpowiedniego zaprowadzenia w sam środek żywopłotowej, wąskiej przeszkody. Jeździec czuł, że Amir wyraźnie nie chce skakać i najchętniej spłynąłby na którąś ze stron, do czego nie dopuścił, zamykając go w korytarzu z pomocy i pilnując do ostatniej chwili, dał mu mocniejszą łydkę tuż przed przeszkodą, a kiedy gniady zaczął się podnosić, podążył za ruchem konia i uniósłszy się w strzemionach oddał mu rękę, by w chwilę później znów galopować do kolejnej z przeszkód – dwuczłonowej szóstki.
W trasie między tymi przeszkodami także pozwolił Amirowi rozciągnąć trochę nogi i pozwolił mu na żwawszy galop, który opanował jedynie w ostrzejszych zakrętach, na reszcie drogi pozwalając ogierowi na wybór własnego tempa. Kontynuował przejazd w półsiadzie, ponownie wchodząc w pełen siad dopiero wtedy, gdy znaleźli się na kilka foulee przed kolejnym wyzwaniem. Wyprostował ogiera jeszcze na długo przed skokiem i półparadami skupiał jego uwagę na przeszkodzie, skracając przy tym krok galopu, który dodał dopiero na dwie foulee przed samym skokiem. Przeszkoda wymagała bowiem odpowiedniego wyciągnięcia, acz tempo zaraz po lądowaniu zostało ponownie ograniczone przez jeźdźca, gdyż drugi człon kombinacji był sporo trudniejszy do pokonania. Bastian powrócił do pełnego siadu i wziął ogiera na siebie, powoli naprowadzając pod 6B. Ostrożnie nakierował ogiera w odpowiednie miejsce cornera i dał mu mocniejszą łydkę, aby wybił się w odpowiednim momencie a już w chwilę później obaj mogli kontynuować trasę po łuku ku kolejnemu z punktów na trasie. Mimo, że Amir nie był najłatwiejszy w prowadzeniu po torze crossowym, to Bastian musiał przyznać, że jest z niego całkiem zadowolony. Słuchał go i przeskakiwał kolejne przeszkody, choć nie wydawał się tym faktem zbyt zadowolony, a to był już duży sukces w ich współpracy.
Trasa do siódemki nie była ani kręta przez co Bastian pozwolił tekinowi na nieco szybsze tempo. Obciążając mocniej lewe strzemię prowadził ogiera po łuku, starając się przy tym wybrać najbardziej optymalną trasę, która prowadziła do przeszkody. Już w chwilę później na ich horyzoncie pojawił się domek, który znany był już Amirowi jako przeszkoda numer jeden, ale ten nie zdawał się traktować jej przez to specjalnie łagodnie. Ponownie tulił swe uszy i wyraźnie spływał jeźdźcowi spod łydek, którymi ten nachalnie starał się go trzymać w ryzach, ponownie zamykając ogiera i ograniczając w pomocach. Mocniejsze działanie łydki i wystosowanie kilku półparad pozwoliło na podprowadzenie ogiera pod przeszkodę, do której przeskoczenia zachęcił go krótkim cmoknięciem. Amir postanowił jednak wybrać nieco inne miejsce odskoku niż właściciel, przez co ten stracił równowagę podczas lotu, ale utrzymał się w siodle zaraz po lądowaniu i w szybkim czasie udało mu się pozbierać do kupy.
Posłał ogierowi łydkę i wraz z nim poszybował ku kolejnej przeszkodzie, dostosowując tempo do trudnej, pełnej zakrętów i różnych udziwnień trasie ku dwuczłonowej ósemce. Mimo tego, że jeździec nadal był bardzo czujny nie tylko w kontrolowaniu i pilnowaniu swego podopiecznego, ale także w uważnym obserwowaniu trasy i wszelkich jej nierówności, nie udało mu się ustrzec Amira przed nierównością terenu, która wyrosła przed nimi tuż za wyjściem z zakrętu. Koń w jednym momencie pewnie galopował przed siebie, aby w drugim potknąć się o wystający korzeń i przyprawić swego właściciela o zawał serca. Collins wiedziony szarpnięciem głowy gniadosza stracił kilka centymetrów wodzy, które ogier skutecznie mu wyrwał i starał się utrzymać w siodle podczas gdy Chaos wracał do sprawowania kontroli nad swym ciałem. Koń zirytował się jeszcze bardziej, swoje niezadowolenie okazując właścicielowi w każdy możliwy sposób, choć ten sugerował dalszy bieg przed siebie w momencie, w którym zorientował się, że achałowi udało się wyjść z potknięcia bez szwanku. Ta chwilowa „rozmowa” sprawiła, że musieli zatrzymać się na moment na trasie a każdy z osobników przez moment próbował przeforsować swoje zdanie w kwestii kontynuowania przejazdu. Ostatecznie to Bastianowi udało się wygrać tę kłótnię i już w chwilę później ponownie galopowali przed siebie, tym razem dość wolnym tempem, którego także wymagała od nich kolejna z przeszkód. Właścicielowi udało się podprowadzić konia bezpiecznie pod każdy z jej członów i pokonać go po uprzednim przypomnieniu Amirowi kto tu rządzi, a w dystansie pomiędzy członami A i B, przysiadł mocno w siodło aby nie dopuścić do żadnych niepożądanych zdarzeń przy oddawaniu drugiego skoku.
Emocje towarzyszące potknięciu się ogiera powoli zaczynały z opadać z jeźdźca, ale ten ponownie zdecydował się nie pozwalać ogierowi na zbyt szybkie tempo. Nie chcąc ryzykować kolejnego potknięcia prowadził spokojnie gniadego ku kolejnym dwóm wąskim przeszkodom po pełnej zakrętów trasie. Cały czas pilnował ogiera w łydkach i podpierał go przy każdym koniecznym manewrze, starając się jeszcze uważniej analizować drogę po której biegli by tym razem nie dopuścić do jeszcze większego zdenerwowania ze strony Amira. Na kilka foulee przed przeszkodą numer dziewięć mężczyzna wziął konia na siebie by naprowadzić go równym tempem wprost na dziewiątkę, przed którą Amir ponownie chciał spłynąć gdzieś na bok. Przesłał mu kilka półparad i łydkami zasugerował by jednak szedł żwawo przed siebie, nie kombinując z uciekaniem przed przeszkodą. W efekcie nieporozumienia skoczyli niemalże spod samej przeszkody, ale udało im się ją pokonać. Zaraz po lądowaniu Bastian usiadł w siodło by tym samym tempem podprowadzić konia pod przeszkodę numer dziesięć, którą tym razem ogier pokonał w miarę chętnie.
Przed nimi jawił się teraz dość długi dystans do kolejnej przeszkody, w którym Sebastian pozwolił ogierowi trochę wygalopować swoje zszargane nerwy. Cały czas pomagał mu wybierać najbardziej optymalną trasę ku przeszkodzie numer jedenaście, aż w końcu po wyjechaniu kilku niewielkich łuków przed ich oczyma zamajaczył daszek domku, który nie wydawał się specjalnie trudną przeszkodą dla Amira. Temu nawet udało się postawić uszy, dzięki czemu Collins nieco pewniej najechał na przeszkodę, choć i tym razem skrócił konia nieco przed, aby nie napalał się zbytnio i nie zabił zarówno siebie jak i swojego jeźdźca. W chwilę później szybowali już nad jedenastka i mogli skupić się na dystansie prowadzącym do kolejnego punktu trasy. Tym samym byli już w połowie wspólnego startu.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group