To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Europa - [ANGLIA] Park Narodowy Dartmoor

Seth - 2018-04-24, 23:15

Jego serce dudniło wyczekując tej chwili pewności, bo wiedział, że wtedy ów złośliwy chochlik zniknie. Z każdym jej słodkim słowem przepełniało go szczęście, w które niemal nie mógł uwierzyć.
- Panno Kravchenko. Chociaż dowiedziałem się o swoich własnych uczuciach względem ciebie w szczególnych okolicznościach, to od tamtej chwili niepodzielnie rządzisz moim sercem i umysłem. I sądzę, że rządziłaś nim jeszcze wcześniej. - odpowiedział jej i uśmiech zaczął się pojawiać na jego twarzy. Również spoglądał jej prosto w oczy, mając ochotę tutaj i zaraz wziąć ją w ramiona, gdyż jej bliskość była tak słodka i w końcu nie musiał przy tym zgrywać przyjaciela. A raczej wyłącznie przyjaciela. Odczuł wielką ulgę słysząc jej słowa i jednocześnie wspomnianą erupcję szczęścia.
- Bo cię kocham. - wydobył z siebie w końcu to wyznanie, tym razem nie obawiając się, że mu nie uwierzy. - Tak naprawdę i przede wszystkim chciałem i wciąż chcę żebyś została moją żoną, bo cię kocham, Ruth. - uzupełnił na jednym tchu, Oczywiście to nie był jedyny powód, bo pozostałe w mniejszym lub większym stopniu były prawdziwe, jednak nie oświadczył by się w ten "nowoczesny" sposób, gdyby po pierwsze jej nie kochał. On również pozbył się wszelkich negatywnych emocji, lub niepewności. Byłą w nim tylko silna radość i czucia wobec Ruth, których ona przynajmniej teraz była w pełni świadoma, tak jak on był świadom jej uczuć. A po chwili nie wytrzymał, uznając niewielki dystans między nimi za niepotrzebny. Objął ją w talii, a druga jego ręka znalazła się pod jej kolanami. W ten sposób biorąc pod uwagę jej drobną, ale zapewne nadal bolesną kontuzję podczas rajdu w możliwie delikatny i bezbolesny sposób przeniósł ją na swoje kolana, po czym nadal obejmując ją w talii oparł swoje czoło o jej czoło, delektując się tą chwilą ulgi i bliskości.

Jessie - 2018-04-24, 23:19

Kątem oka dostrzegła nadbiegającą w jej stronę Delphine. Chwilę jej zajęło rozpoznanie w kobiecie swojej znajomej, w końcu gdy miało się 3438538 znajomych, było to naprawdę trudne. Jess jednak miała zaskakująco dobrą pamięć do twarzy, no i każdego, bez wyjątku, traktowała jak przyjaciela nawet jeśli poznała go pięć minut temu. :lol2:
Dlatego od razu uśmiechnęła się szeroko, witając Delphine uśmiechem, po czym uścisnęła ją na tyle, na ile pozwalał jej brzuszek. Od jakiegoś czasu stanowił swego rodzaju barierę, trzymając wszystkich na dystans. :lol2:
- Cześć! Daj spokój, to tak szybko się potoczyło, że sama nie wiem kiedy ten czas minął - odparła, cały czas się uśmiechając, po czym przeniosła wzrok na towarzyszącego Delphine Jaspera. Przywitała się z nim, jego też od razu ściskając, co było dla niej zupełnie normalnie przy pierwszym kontakcie, i co mogło niektórych spłoszyć... Ale Jess już taka była i po prostu trzeba było do tego przywyknąć. :lol:

Lisa - 2018-04-24, 23:19

NIE NARZEKAJ, ŻE NIKOGO NIE MOŻNA TKNĄĆ. Zawsze mogą się upić i rzucać do siebie głupie teksty! :lol2:
Poszła się szybciutko przebrać w jakieś rurki, trampki i koszulkę, pozbywając się całego jeździeckiego odzienia. Już ogarnięta skierowała się w kierunku rozłożonych stołów i koców. Jeżeli chodzi o alkohole to była dość wybredna, dlatego nie zadowoliła się piwem i postanowiła poczekać aż whisky trochę się schłodzi.
W międzyczasie pomachała do Jess, z którą może nie miała jakiś szczególnie bliskich relacji ale w końcu znały się parę lat i widywały w tych wszystkich stajniach w których jeździły :lol: .
Postanowiła jednak pozostać w towarzystwie Jamesa, więc sobie gdzieś tam usiadła z boczku wyciągając paczkę fajek i odpalając szybko jednego z papierosów, a paczkę podtykając mężczyźnie aby się poczestował jeżeli miał ochotę.
- Albo szybko się upiję albo ucieknę do namiotu. Nie jestem dobra w zabawach integracyjnych... - przyznała się Jamesowi, czując w n im pokrewną duszę. On też jakoś nie pałał entuzjazmem i nie biegał od grupki do grupki witając się z wszystkimi :lol2: .

Oliver Pelerieux - 2018-04-24, 23:30

Rozbawił mnie jej gest, z którego nic sobie nie robiłem. Niestety miała pecha, bo w zasięgu wzroku jak dotąd nie zobaczyłem innego obiektu do dręczenia, więc to ona musiała nim pozostać. Zresztą z jakiegoś powodu ją tutaj zaprosiłem, nie? Przecież nie z sympatii, skądże znowu... :lol2:
- Świetnie. To zgłosimy się do pierwszej rundy. - Zdecydowałem, podkreślając, że moje zamiary były jak najbardziej prawdziwe. W zamian mogła sobie zażyczyć masażu w każdej chwili, w końcu nie rzucałem słów na wiatr.
- Ależ proszę bardzo. - Puściłem ją do namiotu, grzecznie nie zaglądając do środka, kiedy zmieniała ciuchy. Wypiłem w tym czasie piwo do końca, gdy dobiegło mnie pytanie ze środka. - Jak to gdzie? To nie śpisz ze mną? - Zapytałem, udając zaskoczonego, zwyczajnie chcąc sprawdzić jej reakcję na tak postawioną sprawę.

Anthony Wayford - 2018-04-24, 23:45

Reakcja Lucasa nie była dla niego zaskoczeniem, właściwie mógł się tego spodziewać. Pozostawił to bez komentarza, zdobywając się jedynie na krzywy półuśmiech, po którym odszedł z Aaren w głąb obozowiska, do czego zresztą sam ją nakłonił. Widział, że była bliska wybuchu, a tego wolał sobie, jej i innym oszczędzić.
- Daj spokój. Nie przejmuj się nim - mruknął, licząc się jednak z tym, że te słowa niewiele były w stanie zmienić. Jakby nie patrzeć, Lucas był jej rodziną i ważną osobą w jej życiu, więc nie mogła się tak po prostu tym nie przejmować. Tonemu było prościej, bo w ogóle nie interesowało go zdanie Lucasa, nigdy nie chciał być przez niego zaakceptowany czy coś w tym stylu.
Wypił swoje piwo do końca i wyrzucił butelkę do jednego z przygotowanych worków. - Idziemy do ogniska czy co chcesz robić? - Zapytał, nie wiedząc na ile reakcja Lucasa zepsuła jej humor.

Aaren Wayford - 2018-04-24, 23:54

- Nie potrafię Tony...- jęknęła mimo wszystko biorąc reakcję Lucasa do siebie. Zależało jej na opinii brata, jakiejkolwiek reakcji na tak ważny krok w dorosłość. A dostała jedynie wymuszone gratulacje i posępny uśmiech, który teraz zatruwał jej myśli. Wzdychając ciężko dopiła swoje piwo i również wyrzuciła butelkę do worka idąc po prostu przed siebie.
Nie chciała obarczać bruneta swoim zachowaniem i podłym humorem, dlatego zachowywała dystans fizyczny i starała się nie rozmawiać o tym, co miało miejsce tuż przed chwilą.
- Nie wiem, może idź sam. Przejdę się...- mruknęła pocierając jedno z swoich ramion i wręcz bez słowa zaczęła się oddalać w kierunku rzeki. Nie mogła poradzić sobie z tym, co czuła zawód, jaki odczuła po reakcji Lucasa był dla niej czymś nowym. Nie spodziewała się tego, ale też nie chciała obwiniać Lucasa za to, co czuł w tej chwili, gdy przekazała mu tak ważną wiadomość. Miał swoje powody, dla których zareagował tak, a nie inaczej i po części sama za to odpowiadała. Przynajmniej był szczery w swoich reakcjach i to chyba było najbardziej bolesne dla brunetki.
Stając tuż nad brzegiem rzeki potarła swoje drobne ramiona odczuwając chwilowy chłód spowodowany powiewem chłodnego powietrza znad wody.

Vivianne Feron - 2018-04-25, 10:52

Kiedy już miała odpowiadać jakimś pochlebnstwem na, widoczną gołym okiem, skromność chłopaka, ten zaczął mówić także o galopie za nią i Nemo.. Cóż. Jaka by nie była z charakteru, nigdy by nie chciała żeby komuś stała się krzywda przez jazdę konną, a już na pewno nie z jej winy. Blondyn był jednak w jednym kawałku, więc chyba nie naraziła go na wielkie straty.. choć takie, bez wątpienia, mogły się wydarzyć.
- Ups.. – wow, niezłe przeprosiny, Feron! Jesteś dobra w relacje międzyludzkie – tak, jest mój, jeszcze się zgrywamy, a on jest trochę.. nieokiełznany – próbowała w jakiś sposób wytłumaczyć zachowanie Nemo, choć Aiden z pewnością mógł zaobserwować jego walkę z robakami i podenerwowanie na początku rajdu – oczywiście jeśli choć przez chwilę im się przyglądał.
Ona również dokończyła już jedno piwo i wzięła się za otwieranie drugiego – smakowego, bo tak lubiła zaczynać imprezy. Dopiero potem przerzucała się na „normalny” alkohol, kiedy kubki smakowe traciły nieco na znaczeniu, a procenty smakowały zdecydowanie lepiej. Wprawnie poradziła sobie zapalniczką z kapslem, a następnie kiwnęła głową na słowa dwudziestolatka. Wraz z nim wybrała sobie kiełbaskę i dwie kromki chleba, żeby złożyć z nich prowizorycznego hot-doga, a następnie nabiła je na jego kijek.
- Są tu jacyś Twoi znajomi? – zagadała, chwilę później. Poniekąd nie chciała narzucać się swoim towarzystwem – przecież mógł mieć tu zorganizowaną grupę przyjaciół i nie musiał czuć się zobligowany by z nią siedzieć, przez to, że użyczyła mu miejsca w namiocie.

Jasper Nowell - 2018-04-25, 11:02

- To raczej ogromna zmiana, co? – uśmiechnął się, bo mimo wszystko, cieszył się, że życie Lisy się układa w tę stronę, którą sobie wymarzyła. Dwa konie musiały sprawiać, że latała centymetr nad ziemią, a przynajmniej blondyn w taki sposób wyobrażał sobie związane z tym szczęście. Wkrótce jednak ruszyli już w stronę ogniska, a on uniósł jedynie brew na dziwne zachowanie Delphine. Pytanie było, czy prawdę o rudowłosej chciała poznać teraz, czy kiedy indziej.. teraz mogło to trochę zepsuć zaplanowaną zabawę. :lol2: Co do Jamesa... cóż, jakby nie było, Jasper jest biseksualny. :lol2:
Jego towarzyszka zdawała się mieć bardzo dużo znajomych, bowiem nie zdążyli jeszcze dobrze usiąść przy ogniu, a ta już ciągnęła go do kolejnej dziewczyny – ta jednak raczej nie uczestniczyła w rajdzie, bo z tym małym bebeszkiem chyba nie wturlałaby się na konia. :D Przyglądał się przez moment uściskom dziewcząt, a gdy sam został zaatakowany jednym przez Jess, faktycznie odrobinę się spłoszył. Dość nieśmiało – zarówno z uwagi na jej brzuch, jak i na to, że po prostu jej nie znał i zazwyczaj nie był tak wylewny – objął dziewczynę za plecami, po kilku sekundach pauzy, w których trakcie zastanawiał się, czy ten gest jest wystosowywany do każdego. W końcu odsunął się od Jess i powtórzył swoje imię, gdy Delphine zakończyła przedstawianie.
- Gratulacje – dodał chwilę później. I właściwie szkoda, że niezbyt dobrze się znali, bo przez to nie pozwolił sobie na żart typu „jakiej rasy będzie to konik?”. Od tak udzielał mu się jeździecki nastrój. :lol2:

Bastian Collins - 2018-04-25, 11:11

- Oczywiście, że będziemy. A przynajmniej ja, nawet jak będziesz spała – oświadczył, bez żadnego skrępowania i uśmiechnął się przepraszająco do dziewczyny. Nie jego wina, że już w tym momencie nieco go na siebie nakręciła – w końcu nie każdy zakłada na rajd skąpą, koronkową bieliznę, którą świeci przed chodzącym kawałkiem testosteronu, któremu coś momentalnie rusza się w spodniach, gdy tylko na nią patrzy. Swoją drogą, było to niezłe pochlebstwo skierowane w stronę brunetki, prawda?
- To chyba przydałoby się w końcu poznać swoje granice, co? – zaśmiał się krótko i pokręcił głową na wspomnienie o rajdzie z ubiegłego roku. Wprawdzie jego na nim nie było, ale Elizabeth opowiadała mu o tym, co się wydarzyło... a raczej o tym, że właściciwie niewiele z tego pamiętała. Puknął ją przy tym po nosku, na znak, że jest taka nieodpowiedzialna, podczas gdy on mógł świecić przykładem wśród wszystkich zgromadzonych ( tja. :lol: ), a następnie wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów, z której wyciągnął wcześniej ukręconego jointa. <3 Wsadził go sobie do ust, odpalił i zaciągnął mocno, by w następnej chwili ponownie zwrócić uwagę na słowa panny White.
Kiwnął głową, w aprobacie z jej dorosłą decyzją i wkrótce oboje znaleźli się przy stoliku pełnym jedzenia i kijków, na których można było je sobie uwęglić.
- To na co masz ochotę? – zapytał, samemu wkładając trzy kiełbaski przekładane kromkami chleba. Gdy dziewczyna się zdecydowała, jej jedzenie włożyli na drugi kijek, a wkrótce oba wylądowały nad ogniskiem, ustawione i podparte przy nim przez Bastiana. W końcu, dopóki palił, nie mógł w pełni zaangażować dwóch rąk do zajmowania się jedzeniem!

Aiden Craven - 2018-04-25, 11:16

- Widać - przyznał z rozbawieniem. Nie oczekiwał żadnych przeprosin ani nic w tym stylu. Był chyba ostatnią osobą, która panikowałaby przez szybki galop czy ponoszącego konia, bo nawet zwykłe treningi wyścigowe często wyglądały w ten sposób. Tempo galopu na nich było zależne od tego, ile miało się siły w rękach by utrzymać nakręconego konia, także dzisiejsza przygoda była wręcz przyjemnością. Zresztą Soul go chyba lubił, bo jak sobie przypomnę Hubertusa w wykonaniu Elizabeth... Wtedy było zdecydowanie mniej śmiesznie. :lol: - Nie-wyścigowce chyba nie są po prostu przyzwyczajone do takich tłumów. Rok temu spotkało mnie coś podobnego - stwierdził, przypominając sobie jak "pożyczony" od Jessie Foudre poczuł się wyścigowcem i wyprzedził wszystkich, ani myśląc się zatrzymać, chyba bez konkretnego powodu. Być może przepaliły mu się styki, tak jak Nemo dzisiaj.
- Tak, widziałem parę osób z wyścigów, ale też jest paru innych, tylko jak widzisz... - tu się znacząco obejrzał za siebie, bo przed chwilą słyszał gdzieś stamtąd głos Jessie, a przy okazji mignęli mu w pobliżu Aaren i Tony. - Są trochę zajęci sobą. - Dokończył zdanie, ponownie obracając się do ogniska. - Przez ostatnie dwa lata jeździliśmy na rajdy całą paczką, ale teraz wszyscy albo powyjeżdżali, albo się zakochali - dodał, wzruszając ramionami. Nie było mu z tego powodu jakoś szczególnie przykro, ot, tak już wygląda życie. I tak to jest, kiedy ma się starszych znajomych. Wszyscy powoli zaczynali się zaręczać i zakładać rodziny, a Aiden... Cóż. Jakby to powiedzieć, był jeszcze daleko w tyle. :lol:

James Levrull - 2018-04-25, 11:49

Siedząc spojrzał w stronę reszty, która witała się z Jess, znał ją ze stajni i zawodów, więc również przywitał się ze swojej pozycji krótkim „cześć”. By wzrok ostatecznie zawiesić na siadającej obok Lisie. Chętnie poczęstował się papierosem, dziękując, w końcu paląc sporadycznie, zazwyczaj właśnie na takich spotkaniach towarzyskich. Wyciągnął z kieszeni zapalniczkę od razu odpalając papierosa.
- W sumie jak jesteś chętna wziąłem również coś zielonego, hm? :lol:
Cóż, lubił spalać zioło, co ostatnimi czasu zdarzało mi się coraz częściej, choć nie nałogowo.
- Nie Ty jedna, ale chętnie potowarzyszę Ci w spijaniu się. Nie zamierzam po raz kolejny pić do lustra.
Zaśmiał się, by następnie w przerwie od kolejnego zaciągnięcia się upić parę łyków piwa. Cóż, lubił się bawić, ale raczej w towarzystwie swoich znajomych. Nigdy nie miał potrzeby integrowania się z nieznajomymi. :lol:
No Jasper, to się dogadamy. :lol2:

Aaren Wayford - 2018-04-25, 15:24

Potrzebowała tej chwili dla siebie, sam na sam z własnymi myślami. Nie chciała psuć sobie tego wyjazdu jednym małym spięciem, które nawet nie było żadną ostrzejszą wymianą zdań. Uznała, że najlepiej będzie, gdy oboje porozmawiają z Lucasem w cztery oczy i wyjaśnią sobie wszystko. Jeszcze parę chwil temu naprawdę była szczęśliwa i od paru dni wręcz promieniała nie potrafiąc przestać się uśmiechać. Nie mogła pozwolić na to, aby negatywne emocje przysłoniły wszystko inne, odbierając radość i przyjemność z obecności na rajdzie.
Obracając się przez ramię dostrzegła przy ognisku nie tylko swoją drugą połówkę, ale również Bastiana, z którym zamierzała się przywitać jeśli tylko zdąży go dorwać przy najbliższej okazji.
Biorąc głęboki oddech odrzuciła wszystkie złe myśli i ruszyła najpierw do samochodu biorąc stamtąd kolejne dwie butelki piwa oraz poprawiając makijaż.
Następnie udała się w stronę ogniska, chcąc dołączyć do Tonego. Dopiero podchodząc bliżej dostrzegła także Aidena do którego miała mały interes.
Skierowała się bezpośrednio do niego podchodząc bliżej blondyna i jego towarzyszki. Już wcześniej dostrzegła powitanie ze strony Viv, ale to Tony odpowiedział jej w ich imieniu. (bo userka Aaren trochę zamotana)
- Cześć.- Przywitała się i stając tuż za plecami Cravena objęła go za szyję od tyłu.
- W końcu mam okazję złożyć Ci spóźnione życzenia urodzinowe- Wyjaśniła i pochyliła się, aby pozostawić na policzku Aidena krótkiego całusa, po którym został znacznie trwalszy czerwony ślad.
- Jeszcze pogadamy, a tymczasem nie przeszkadzam wam.- Rzuciła i oddaliła się z tymi dwoma butelkami piwa kierując się w stronę Wayforda.
Podała mu jedną z butelek siadając na ławeczce tuż obok i przytulając się do bruneta.
- Już w porządku...- mruknęła krótko i uśmiechnęła się delikatnie na potwierdzenie swoich słów.

Liam - 2018-04-25, 15:42

Leanne napisał/a:
...


Już miał zaprzeczyć i zrobić udawaną pozę Adonisa, jednak chyba wszystkie mięśnie mu oklapły, więc machnął jedynie ręką, za jakąś godzinkę się zregeneruje, teraz tylko trafiał go szlag, a na całe szczęście jednak ukąszenia owadów nie zdążyły zacząć swędzieć. W tym momencie cieszył się, że wziął chociaż maść na łagodzenie objawów ukąszeń, czasami coś tam mu w tej łepetynie się zaświeci.
- Tak sądzę, chociaż i tak było przyzwoicie. - Wysilił się na uśmiech, kiedy jeszcze bardziej rozczochrała mu włosy, miał o tyle dobrze, że przynajmniej te mu się nie będą kołtunić, a jedynie tworzyć jakieś dziwne gniazdo, może mu się tam jaka perliczka zadomowi? Przynajmniej będzie miał zwierzaczka.
- Gryzące robactwo, strumień i dzikie kudłate kurduple wyglądające jak gremliny mordercy Liamowych zadków, ot co! - Pożalił jej się ze śmiechem, cóż, rajd mógł uznać za wyjątkowy, tego z pewnością długo nie zapomni, co to, to nie :lol:

Leanne - 2018-04-25, 19:30

- Biedactwo, przytulić i pogłaskać?- Zamruczała pieszczotliwym głosem, naprawdę będąc skłonna zaopiekować się biednym pokrzywdzonym Liamem. :lol2: W końcu od czego ma się przyjaciół, a oni znali się już tak długo i w zasadzie nie mieli przed sobą żadnych większych tajemnic.
- Gremliny mordercy?- Zapytała zaskoczona i aż podeszła bliżej przykładając dłoń do jego czoła. Wolała się upewnić, ze biedak nie majaczy i nie ma temperatury.
- To leć się przebierz i chodź rozbijemy jakiś namiot, a później czeka już nas tylko wyżerka i alkohol.- Powędrowała z nim w kierunku jakiegoś pustego i bardziej płaskiego kawałka ziemi z daleka od rzeki. Nie chcieli przecież wykwintną zostać kolacją dla komarów. :lol2:
- Dasz radę czy sama mam próbować, a ty będziesz udawał umierającego?- Zaśmiała się i spojrzała na leżący w pokrowcu namiot.

Ruth - 2018-04-25, 19:41

Siedziała na jego kolanach, wtulając się i relaksując spokojną chwilą. Zaraz po tym odetchnęła głęboko i uśmiechnęła się, pełna wewnętrznej, nieograniczonej radości z takiego obrotu spraw.
- Przeskoczyliśmy cały etap tarcia kotów, w końcu nie byliśmy ani chwilę normalnym związkiem. - Rzuciła, tym samym uświadamiając sobie, że z etapu przyjaźni przeskoczyli od razu na etap narzeczeństwa. Choć czy była to przyjaźń, skoro zachowywali się prawie jak para, prócz ewentualnego mówienia sobie ''Kocham Cię'' czy przedstawiania jako drugą połówkę.
Nie przeszkadzały jej odgłosy zabawy z tyłu, czy chłód, który coraz bardziej spowijał okolice wokół nich. Wpatrywała się jedynie w jego oczy znajdując w nich ukojenie wszystkich zmartwień i złości.
- Spodziewałeś się, że tak szybko zostaniesz ojcem? - Zaśmiała się, nawiązując nie dość, że do jej wieku ale także do tego, że z Sethem różniło ich prawie 6 lat, tym samym ''posiadanie'' 8letniej córki wyglądało jak coś najmniej logicznego. Na dobrą sprawę mężczyzna był już dawno dorosły, kiedy Ruth jako jeszcze niepełnoletnia urodziła Dalię. Życie lubi płatać figle! :lol2: W tym też czasie zaczęła sobie trochę wyobrażać jak może to wszystko wyglądać, jak przedstawić Dalii nie tylko to, że jest jej matką, ale też to, że Seth jej ojczymem... a może ojcem? Może by nie komplikować życia małej istotce, dla której zrozumienie dziadek = tata, było niemalże niepojęte? Z drugiej jednak strony Seth mógłby sobie tego nie życzyć, choć z drugiej strony.
- Jako kogo mam Cię przedstawić Jej Wysokości Dalii? - Tutaj wzięła głęboki wdech i pogłaskała go po policzku.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group