Harley Davidson - 2013-10-13, 17:24 Wiedział, że może to uznać za dalsze granie w berka, więc tylko się zastanawiał czy wystartuje... Ale pod koniec myślał raczje, że będzie spoko... A tu dała z kopyta! Nogami zaszurał po ziemi, w końcu spadł (na szczęście) na tyłek i tak oto dojechał. Chyba nie muszę mówić, że ta nawierzchnia wcale nie była super prosta i trochę kamieni tu było... No i miał obite trochę, hm, krocze. Podniósł się dość szybko z ziemi, jęknął z dwa razy porządnie.
-Artemida!
Wyjął przy tym z kieszeni marchewkę i pokazał klaczy. Tak może ją do siebie zwabić i lonżę odpiąć! Czemu na to wcześniej nie wpadł?Artemida - 2013-10-13, 17:40 Temi patrzyła na mężczyznę z miną to nie ja xD Widząc marchewkę i to w dodatku całą nie było trzeba długo czekać na jej reakcję. Podlazła jakby zachipnotyzowana do chłopaka i zabrała warzywko delektując się każdą jej częścią. Pysznie! Gdyby wpadł na ten pomysł szybciej to by pewnie nie miał tych chwiowych problemów xD Zjadłszy przysmak zbliżyła się do misiaczka i przyłożyła wierzchnią stronę łba do jego klatki piersiowej. Nie popchnęła go... Przytuliła siè do misia <3 *-*Harley Davidson - 2013-10-13, 17:47 Jeszcze pomachał wolno warzywem, kusząc. Taki kuszący misiaczek, widzicie... Gdy podeszła jedną dłonią jej podsunął marchew, drugą odpiął lonżę. Długą linkę odrzucił na bok, żeby na razie im nie przeszkadzała.
-Dobry koń.
Przyszła. Może do jedzenia, ale przyszła, jak zawołał. Więc nagrodzić należało. Ogółem rzecz biorąc, to Harłak nie chciał się do tego przyznać, ale był dość uczuciowym facetem (mniej jeśli chodzi o kobiety). Gdy jadła, a on miał wolną dłoń, zaczął gładzić jej szyję z uśmiechem. Miał tylko nadzieję, że nie zareaguje stresem na jego dotyk. Niektóre konie nie ufają, nie lubią... Już spodziewał się po niej kolejnej zaczepki, swojego upadku na ziemię, kiedy przyłożyła do niego łeb... A tu nic! Dotknął ręką jej czoła, zmarszczył brwi. Grał oczywiście, w aktora się bawił.
-Może ty chora jesteś, co? Najpierw chapiesz a potem się tulisz?
Ale mimo wszystko zaczął ją głaskać. Przytuliłby ją, ale nie powinien sobie chyba na za dużo pozwalać. Ale przy tym przytulaniu całym pilnował, żeby nie dobrała mu się do kieszeni, z której pewnie piękne wonie się wydobywały.Artemida - 2013-10-13, 18:06 hahaha wyobraźnia mi podziałała
Temi lekko wzdrygnęła się na dotyk chłopaka, jednak całkowicie oddała się pieszczotom. Chora to ona już od dawna jest wymieniło by się trochę. Wspominając o jedzeniu... Temi całkowicie o tym zaponiała gdyby woń nie dotarła do jej nozdrzy. Otworzyła ślepka i nie ruszając się nawet o milimetr, zaczęła węszyć. Od samego zapachu można by mieć całkowity odlot xD Gdy w końcu zakodowała sobie gdzie jest potencjalny posiłek a raczej warzywko, postanowiła działać. W jedną piko sekundę zaczęła pakować nachalnie paszczę do kieszeni. Musiało to komicznie, naprawdę wyglądać. Nie liczyło się nic więcej niż cheroinowy głód xDHarley Davidson - 2013-10-13, 18:12 Jeśli z Adamem Levine to chyba dobrze.
Głaskał ją ze zmrużonymi oczami. On kochał takie chwile! A krewet nie chciał się ostatnio przytulać. Ale Harłak go do tego jeszcze przekona. Zobaczycie. W każdym razie - zauważył, że chrapy Artemidy się rozszerzają i zrobił krok do tyłu, sięgnął ręką, by kieszeń zamknąć... Ale trafił na jej pysk, próbował go odepchnąć, ale nędznie mu to szło, więc ukląkł i z tej pozycji odskoczył w tył. Zaraz po tym zadziałał suwak i kieszeń zamknęła się, woń stała się znacznie słabsza.
-Już nic nie mam! Spokojnie!
Oczywiście, że miał...
*jak tam zdjęcia? podobajet się?Artemida - 2013-10-13, 18:41 czyli wszystko ok xD
Próba dostania siè do warzywek nie powiodła się. Wielka szkoda. On gadał jak do prawdziwego nałogowca a przecież Temi była spokojna, jak na razie. Temi pomachała łbem góra dół. Dobry unik szeryfie! Klacz podeszła do misiaczka i zrobiła słodkie oczka. No daj, no! Wszystko trzyma dla siebie zgred jeden. Nawet się nie podzieli. Temi sobie to zapamięta.Harley Davidson - 2013-10-13, 18:47 Na jej słodkie oczka odwrócił wzrok. Nie mógł się dać! Nie podda się!
-Jak chcesz to musisz mnie złapać!
Zerwał się z ziemi, tknął jej kłąb i odbiegł. Oglądał się na nią oczywiście, sprawdzał czy podąża za nim. Przynajmniej tak ją do ruchu skłoni! Z uśmiechem biegł ile sił w nogach, co chwilę robiąc niespodziewane uniki w kierunkach najróżniejszych. Raz, jak już stwierdził, że biegnie wystarczająco szybko, zatrzymał się. Chciał sprawdzić, ile zajmie jej wyhamowanie i jak bardzo zwrotna jest.Artemida - 2013-10-13, 19:30 Oczka nie podziałały? Nie wierzę. Tyknięcie jej oznaczało jedno. Ruszyła z kopyta za chłopakiem. Jakoś wchodziła w zakręty jednak było to trudne, jeśli deptała mu praktycznie po piętach. Zatrzymanie się było błędem. Temi się tego nie spodziewała. Wychamowanie nie wchodziło w grę. Temuchna przystąpiła od razu do chamowania, jednak była zbyt rozpędzona. Nie chciała staranować miśka, więc dla kopytnej skończyło się to glebą. Raczej bez żadnego uszczerbku na zdrowiu. Ma cztery nogi a się potknął... xDHarley Davidson - 2013-10-14, 14:11 Był pewien, że nie biegnie tuż za nim... Ale najwyraźniej dokładnie śledziła jego kroki, a on tego nie przewidział. I usłyszał za sobą łup. Ojć. Coś mu nie wyszło! Odwrócił się zaraz.
-Na Zeusa! Nic Ci nie jest?
Kucnął przed klaczą, łeb jej gładząc, przeszedł się wzdłuż jej ciała, sprawdzając czy wszystko w porządku. Zaraz też, gdy chociaż trochę się podniosła, dostała marchewkę. W ramach rekompensaty. W końcu stanął przed nią, uniósł dłonie i rzekł:
-Wstań!
Musiał sprawdzić, czy nie kuleje ani nic. A jak leży, to on tego raczej nie zobaczy.Dark Tirith - 2013-10-30, 14:02
Sara napisał/a:
Kolejne kilka okrążeń cwałem a potem zwolnienie przez galop do kłusa. Zaledwie trzy okrążenia nie najszybszym chodem i Sara dała kolejny sygnał do zwolnienia, tym razem do stępa. Pociągnęła lekko lonżę tak by po paru minutach zatrzymać Darka. Podeszła i poklepała pewnie zmęczonego konia d
po szyi. Z kieszeni wyjęła cukierka, podstawiła go karusowi pod mordkę, a jeśli schrupał słodycz Sara lekko pociągnęła go w swoją stronę, dając tym samym sygnał żeby podążył za nią do stajni.
zt.
Trrr, wyszedł za nią w końcu.
z/tLogan Soreen - 2013-10-31, 22:24 Trzymałem uwiąz blisko pyska klaczy. Nie miałem zamiaru spoufalać się z nią przed treningiem. Zamknąłem za sobą wrota w razie gdyby koniu nagle coś odbiło. Odpiąłem sznurek od kantara i wycofałem się na środek koła nie pozwalając się jej ruszyć. Rzuciłem linkę, którą trzymałem w ręku koło moich stóp i wyciągnąłem z kieszeni dłuższą lonże, którą chwyciłem za klamerkę składając ją wpół. Przybrałem pozycję drapieżnika - wzrok wbity w klacz, ustawienie prostopadle do kłody i niewyrażający emocji wyraz twarzy. Machnąłem lonżą za tylnymi kopytami No Way In Hell poganiając ją do szybkiego galopu.Anonymous - 2013-10-31, 22:54 Dosyć spokojnie szła za człowiekiem, czasami lekko szarpiąc, obserwując lonżownik. Dawno nikt z nią nic nie robił, więc trochę energii w sobie miała, co było napewno widać. Logan zamknął bramę dokłądnie, co było naprawdę słuszną decyzją, jako iż zdarzały się z nią nieciekawe sytuacje, typu latanie z uwiązem po całym terenie, próbując złapać sprytną klacz. Gdy mężczyzna odpiął uwiąz, stała przez kilka sekund spokojnie, co nie oznaczało, że cały zcas taka milutka i wolniutka będzie, co to, to nie! Zauważyła dziwną postawę instruktora. Nagle coś jej machnęło przy nogach, a ta jak nie wystrzeliła! Zaczeła galopować dosyć szybko, co jakiś czas niewiele zwalniając, żeby po chwili zacząć biec jeszcze szybciej. Mimo szaleńczego tempa - w końcu energia musi się zużyć - nogi stawiała równo, nie potykając się. Raz niewiele ruszyła uchem w stronę Logana, ale nie był to zbyt zauważalny gest. Można by więc powiedzieć, że coś jej gdzieś w dali szurało w trawie. Strzeliła dzikiego barana, przy opadaniu na ziemię prychając z zadowoleniem. Co prawda nie jest to ogromna łąka bez żadnych pastuchów ani ogrodzeń, ale zawsze coś jest.Logan Soreen - 2013-10-31, 23:06 Zauważałem lekkie machnięcia uchem, ale to nie o to mi chodziło. Czekałem na coś wyraźnego, co można by było dać jako niepodważalny dowód. Widząc, że klacz przebiera nogami z coraz mniejszym entuzjazmem znów ją pogoniłem, tym razem strzelając lonżą półtora metra przed przednimi nogami folbluta, by zawrócił i zaczął biec w przeciwnym kierunku. Poruszałem się razem z nią, zawsze stoją równolegle do jej kłody.Anonymous - 2013-10-31, 23:44 Fakt, klacz zaczęła trochę zwalniać. Ale jako iż miała dni szczególnej płochliwości, gdy tylko zauważyła lonżę wychamowała i obróciłą się szybko, wykonując coś podobnego trochę do westernowego "sliding stop". Znowu wystrzeliła, tym razem w drugą stronę. Powoli coś chyba zaczynała rozumieć w tej całej bieganinie. Jedno ucho poruszyło się znacznie w stronę człowieka, szybko jednak wróciło do zwyczajnej pozycji. Ale po połowie koła znowu obróciła ucho, tym razem na trochę dłuższy czas. Jednak po chwili znowu jej odbiło, wierzgnęła, machnęła łbem i znowu zaczęła biec jak jakieś wcielenie szatana. Trochę opuściła łeb, ale tak samo jak w przypadku pierwszego ruszenia uszami, nie było to raczej sygnałem. Coraz częściej obracała ucho, chociaż po jakimś czasie znów przyśpieszała, ustawiając uszy w zwyczajnej pozycji.Logan Soreen - 2013-10-31, 23:49 - Oj, kochanieńka, sobie dzisiaj trochę pobiegasz! - zawołałem w kierunku klaczy. Nigdy ani nie biłem, ani nie krzyczałem, ani nie przemęczałem koni, ale join up polegał właśnie na tym, by koń sam zdecydował czy woli biegać galopem przez cały czas sam, oddalony od człowieka, czy woli być razem z nim. Kolejny raz zmieniłem kierunek biegu klaczy, bijąc lonżą o ziemię znacznie dalej od jej nóg by mogła spokojnie zawrócić. Po chwili morderczego galopu zacząłem zauważać pierwsze oznaki porozumienia...