Bastian Collins - 2014-02-22, 16:43 Chyba większość koni w tym mieście miała podobne podejście do treningów. Uwielbiały je, były grzeczne, żeby zostać poza stajnią, żeby trochę się poruszać i rozgrzać zastane mięśnie. Ludzie powinni więcej czasu spędzać z kopytnymi, dawać im więcej ruchu. Stajnia była ogromna, można było przebierać w koniach, a mimo tego wiele z nich nie było ruszanych. Bastian robił co w jego mocy aby dawać koniom ruch, ale sam nie dałby rady objeździć tak wielu i to każdego dnia, a takich jak on było niewielu.
Kiedy ogier przegalopował już kolejne okrążenia na prawą i lewą stronę, mężczyzna w końcu zatrzymał go, twierdząc, że jest przygotowany na kolejną część treningu. Tę właściwą. Mieli sobie dzisiaj poskakać, a właściwie to trener miał popatrzeć jak skacze gniadosz.
Wpuścił go więc w korytarz skokowy i wydał polecenie do galopu mając nadzieję, że koń będzie wiedział co robić. Przeszkody nie były duże, więc spokojnie powinien sobie z nimi poradzić.
Cmoknięcie, popędzenie batem i.. oglądamy.Who Knows - 2014-02-22, 17:16 I tu pojawia się też temat jeźdźców, którzy już swoje konie znaleźli i innym poświęcają raczej mniej czasu. A szkoda, bo faktycznie znaleźć tu można sporo koni, a wśród nich sporo pereł. Kwestia doprowadzenia tego do swego rodzaju równowagi - żeby istnienie koni zastanych, w dużej mierze samotnych odeszło do przeszłości. Ale raczej zbyt śmiałe to marzenie. Pokuszę się tu nawet o stwierdzenie, że największy problem mają tu konie nieujeżdżone, ujeżdżane czy też po prostu młode. Z prostej przyczyny - ludzie nie znają się na pracy z takowymi, a czemu nawet na lonże nie wezmą, to ki diabeł wie... Może za mało ciekawa?
Who i tu nie sprawiał problemów, nadal uważnie obserwował trenera. Śledził po prostu każdy jego ruch - czy to uchem, czy kątem oka... Ale jego uwaga zawsze częściowo dotyczyła mężczyzny. Gniadosz jeszcze raz spojrzał na korytarz, teraz już z wewnątrz. Obejrzał się za siebie, niepewny. Mimo to ruszył na razie przed siebie, bo on się przecież wracać nie będzie! Postawił ucho na komendę, ale mgliście mu się jeszcze kojarzyła, więc zareagował dopiero na cmoknięcie i ruch bata, przechodząc w rytmiczny, zrównoważony galop. Prychnął przed samym skokiem, jakby rzucając przeszkodom wyzwanie. Najpierw jedna mniejsza - tu Whoś przeleciał nad nią dość płasko, wybijając się z daleka. Ale problemu ze skokiem nie było - poznać można za to było technikę skoku ogiera. Lekkie wyciągnięcie szyi, porządny baskil, spore zaangażowanie zadu w skok... Dużego luzu pod sobą nie zostawił, ale była to raczej kwestia źle wybranego punktu wybicia - WK nie miał w tym aspekcie po prostu żadnego doświadczenia. Nadal w równym tempie pokonał jeszcze z jedną, dwie foule - ile tam było w każdym razie i stanął przed bardziej wymagającym skokiem. Tu szczęśliwym trafem udało mu się dobrze dobrać miejsce wybicia. Przez chwilę pod jego skórą uwypukliły się - mizerne jeszcze - mięśnie zadu, nóg. Ogier wybił się dość mocno, tym razem pozostawiając pod sobą luz na około 20cm. Jako, że ten krzyżak wymagał od niego więcej, to dostrzec można było też poprawienie techniki - w locie ogier złożony niczym scyzoryk, z szyją wyciągniętą ku przodowi, przednimi nogami podkurczonymi do samej klaty. Już przy lądowaniu sprzedał powietrzu niezłego kopniaka tylnymi nogami. I kolejny kawałek i znów niższa przeszkoda, pokonana zresztą podobnie jak pierwsza...Bastian Collins - 2014-02-22, 17:47 Świetnie! Bastian obserwował uważnie każdy postawiony przez konia krok, każdy skok, który oddawał. Nie miał pojęcia, że to pierwsze skoki gniadosza, ale gdyby o tym wiedział, byłby z niego naprawdę dumny. Tak czy siak był - przecież Knows wykazywał się naprawdę dobrą techniką, która będzie z pewnością bardziej widoczna przy wyższych przeszkodach i w dodatku bardzo angażował się w to co robi.
Trener podszedł do konia i poklepał go po szyi. Zostawił go chwilowo na końcu korytarza i poprzestawiał przeszkody. Teraz dwie z nich były krzyżakami - pierwsza i trzecia, a druga i ostatnia stacjonatami na podobnej wysokości. Mężczyzna wrócił do gniadego i przeprowadził go ponownie na początek korytarza, znów wydając polecenie do galopu. Tym razem jedynie głosem, dopiero po jakimś czasie, jeśli koń w ogóle nie zareagował, wspomagając się jeszcze raz głosem, cmoknięciem i batem.
Oh. Naprawdę chciałby już na niego wsiąść! Problem leżał tylko w tym, że nie wiedział, czy jego właściciel się zgodzi.
Oczywiście. Jeźdźcy, którzy znaleźli już swoje konie będą chcieli poświęcać im jak najwięcej czasu. Więcej treningów to więcej doświadczenia dla konia, które owocuje wieloma sportowymi osiągnięciami. Bastian był jednak trenerem. W jego gestii leżało trenowanie par oraz koni, a więc wywiązując się ze swych obowiązków musiał poświęcać koniom więcej czasu. Koniom, a nie tylko jednemu z nich.Who Knows - 2014-02-22, 18:12 Młody potrzebował po prostu celu, a jak już go znalazł - a była nim praca z człowiekiem - to zaangażowanie pojawiło się samo. Na razie zostanie Mistrzem Stępu zeszło na drugi plan... Chociaż Who piekł na razie dwie pieczenie na jednym ogniu - przez te treningi poprawiał sobie kondycję, która przyda mu się w spełnianiu marzenia z dziecięctwa. Czy tam źrebięctwa właściwie.
Zostawiony na chwilę samemu sobie rozejrzał się po hali, obmyślając niecny plan. Postanowił jeszcze chwilę być grzecznym, momencik jedynie... Dał się wprowadzić do korytarza, już ruszył stępem przed siebie... Aż tu nagle siup! Ogier wykonał gwałtowny zwrot, na chwilę stracił nawet na chwilę równowagę i kontakt z podłożem. W ostatniej chwili poratował się jednak instynktownym krokiem ratunkowym i się na tych swoich nogach utrzymał. Z miejsca wystartował kłusem, stopniowo przeszedł w galop. Jeśli coś blokowało wyjście z korytarza, to jakoś do siebie tego nie wziął - po prostu zaszarżował. Co, on się będzie bał? Phi! Chwilowo nie pomyślał o skoku ale raczej impulsywnie staranował po prostu stojącą na drodze przeszkodę. Już na hali parsknął w kierunku Bastiana, nie mając zamiaru dać się złapać, ale jednak go do jakiegoś wysiłku zmusić.
-Goń mnie!
Oczywiście, jeśli okaże się, że mężczyzna jest nie w kondycji, to jakieś tam fory oczywiście dostanie...Bastian Collins - 2014-02-22, 19:41 Mężczyzna pokręcił głową. No tak, mógł się tego spodziewać. Mimo, że ogier zostawiony sam sobie grzecznie stał w miejscu i dał się wprowadzić w korytarz to jednak teraz nie chciało mu się już skakać. Wolał wygłupy. Nie można było mu się dziwić, tyle skumulowanej i niespożytkowanej energii na pewno robiło swoje i rozsadzało gniadosza od wewnątrz.
Bastian zaśmiał się krótko. W zasadzie muszę przyznać, że uśmiech zdarzał mu się częściej właśnie w obecności zwierząt aniżeli ludzi, ale to tylko takie krótkie, nikomu niepotrzebne wtrącenie. Mimo tego, że może biegać już mu się nie chciało, jako że był po treningu z tekinem, zdobył w sobie jeszcze trochę energii i podbiegł w kierunku ogiera. Oczywiście wiedział, że takie bieganie nie ma większego sensu. Przecież jeśli on biegnie, to koń tym bardziej będzie biegał.. ale musiał przynajmniej znaleźć się nieco bliżej niego.
Zacmokał na konia i podniósł ręce do góry. Pomachał nimi krótko, jakby na znak że ma się zatrzymać i cały czas, powoli szedł w jego kierunku. Miał jedną mocną stronę - marchewkowe krążki w kieszeni swojej kurtki. To przeważnie było najlepszą zachętą dla konia jeśli ten gdzieś uciekł.
Jeśli udało mu się zbliżyć na jakąś rozsądną odległość zerknął jeszcze na nogi konia, a także jego klatę by sprawdzić, czy przypadkiem nic sobie nie zrobił taranując zamknięcie korytarza. Wszystko było przecież możliwe, prawda?
Upewniwszy się, że nic poważnego sobie nie zrobił, zacmokał na niego ponownie.
- Who, chodź tu! - zawołał ogiera, zupełnie tak jakby ten miał go rozumieć. Niestety zwierzak tylko przebiegł obok niego, a więc Bastian zrobił zwrot na pięcie i również ruszył w jego kierunku. Młody był rozgrzany, więc mógł sobie trochę pobiegać i nawet Bastian nie miał nic przeciw temu. Drzwi były pozamykane, nie miał jak stąd uciec, więc niech się chłopak wyszaleje. Gorzej, jeśli ktoś teraz wejdzie do środka.
Mimo założenia, które zostało zaprezentowane przed chwilą, mężczyzna nie przestał gonić młodego. Chciał go złapać, aby kontynuować trening.. ale będzie musiał pomyśleć o jakimś lepszym zabezpieczeniu korytarza.
- Nie wygłupiaj się!Who Knows - 2014-02-22, 21:44 Dla koni takich jak Who powinien być korytarz na całą długość! Chociaż wtedy pewnie też by takowe intryganty coś wymyśliły i jakiś kolejny plan wszedłby w życie. Ale to chyba tacy, jak oni stoją za postępem i usuwaniem wszelkiego rodzaju niedociągnięć. A czemu? Bo pokazują, jakie są tych niedociągnięć skutki!
Te głębokie myśli nie gościły jednak długo w głowie gniadosza. Przecież musiał uciekać przed Bastianem! A to było teraz zdecydowanie ważniejsze. Nie chodzi o to, że nie chciało mu się już skakać czy z nim trenować... Ale miał swój układ wartości i jak na razie pozycja "fun&rock'n'roll" była najwyżej. No może samo "fun". Ogier obrócił się na chwilę w biegu, by sprawdzić, czy mężczyzna za nim podąża. Oczywiście, że tak! Jak szybko załapał! Młody jest z niego taki dumny! Przyspieszył jeszcze troszkę, by sprawdzić jego maksymalną prędkość, tak testowo... Ale zaraz drogę zablokowała mu zła ściana! Cofnął uszy na moment, zawracając. Oho, on już blisko! Uskoczył w bok, odgalopował kawałek. Ale taka zabawa w nieosiągalne wcale nie jest taka fajna. Lepsze ryzyko, bycie na krawędzi, adrenalina... Okrążył więc Bastiana, zmniejszył nieco odległość między nimi. Na zawołania mężczyzny reagował jedynie postawieniem czujniej uszu.
A na gesty... No cóż, gesty oddziaływały na niego zdecydowanie silniej. Wiedział, że mężczyzna chce, żeby zwolnił. Albo nawet się zatrzymał. Ale on nie chciał. A jednak ta presja nadal była wyczuwalna... Gdy był za jego plecami trącił go lekko, zmuszony był jednak do przejścia na chwilę do kłusa, by zastosować ten manewr. A po tym staranowaniu zamknięcia korytarza nic mu nie było, spokojnie.Bastian Collins - 2014-02-22, 22:12 - Who! - rzucił ogierowi wyzywające spojrzenie, zupełnie tak, jakby miało ono w ogóle coś znaczyć. Oparł dłonie na biodrach i tylko przyglądał się jak koń zmniejsza odległość i biega dookoła niego. No proszę, bawili się w ciuciubabkę? Oh, że też konisku teraz właśnie zachciało się biegać!
Kiedy ogier trącił pyskiem plecy trenera, ten postanowił wziąć się na sposób i wyciągnął z kieszeni marchewkowy krążek. Stojąc w miejscu wyciągnął go na otwartej dłoni, bardzo głośno szeleszcząc przy tym workiem, w którym smakołyki były schowane. Każdy, dosłownie każdy koń wie doskonale co kryje się za takimi odgłosami! Ale może z Knowsem będzie inaczej?
- No, łasuchu. Masz - zachęcił ogiera, przygotowany do tego aby go złapać, kiedy ten tylko podejdzie po smakołyk. Jednocześnie nie mógł się dać przechytrzyć i pozwolić na to by koń ukradł marchewkę i po prostu z nią uciekł. Przygotowany na wszelkie okoliczności wyczekiwał reakcji holendra kręcąc przy tym głową. Doprawdy wesołek się znalazł!
Powoli zaczął też kombinować w jaki sposób zamknąć wyjście z korytarza tak, aby koń ponownie z niego nie zwiał. Drąg będzie chyba dobrym rozwiązaniem.. o ile zwierzę nie postanowi go przeskoczyć.
- Koniec zabawy.Who Knows - 2014-02-23, 09:00 Ooo, groźnie! Prychnął tylko w jego kierunku, dając mu do zrozumienia, że to mu nic nie da. I wtedy jego ucho skierowało się w stronę mężczyzny, chrapy rozszerzyły się gwałtownie, coś pomarańczowego odcinało się na jego dłoni. MARCHEWKA. No, mówiąc, że zabawa jest u niego najwyżej... No, jest druga zaraz po jedzeniu.
Ale to nie znaczy, że na widok smakołyku Who chciał się poddać, o nie. Nie ma tak łatwo, proszę państwa! Zatrzymał się kilka metrów od Bastiana ze wzrokiem wbitym w swoje maleńkie bóstwo. Jego chrapy poruszały się przy tym nerwowo, ogier wyciągnął szyję naprzód, ale nie śmiał podejść. Jak go złapie, to Who przegra! Albo co gorsza - będzie musiał gonić. To by była katastrofa. Słów co prawda nie zrozumiał, ale powiedzieć by można, że niejako wzmocniły jego nerwowość, bo momentalnie się wyprostował i prychając z bezsilności, łupał kopytami o ziemię. Czemu nie ćwiczył mocy Jedi podczas nudnego siedzenia w boksie... Czemu?Lockhard - 2014-02-23, 18:47 Ochłonąwszy po ostatnim niepowodzeniu i po chwili na złapanie oddechu, raz jeszcze stawił czoła linii przeszkód złożonej z różnego typu konstrukcji.
Znalazłszy się na przeciw przeszkód, ruszył sprężystym kłusem z wysoką akcją nóg, już po chwili przechodząc w okrągły galop. Każdemu kroku galopu towarzyszyło głośne parsknięcie, koń był już zmęczony i głęboko oddychał przez szeroko rozwarte nozdrza. Szczęśliwie brak ukrytych wad i dobra kondycja umożliwiły mu ponowne pokonanie całego korytarza. Na pierwszym drągu wydłużył lekko galop, podobnie jak na kolejnym, tym samym uzyskując odpowiednią prędkość na kolejne przeszkody. Kopertę przeskoczył bardzo elastycznie, bez najmniejszego problemu, odbijając się we właściwym miejscu i miękko lądując po drugiej stronie. Szanował każdy z elementów korytarza, także unosił nogi zarówno nad samotnie leżącym drągiem jak i nad drągiem w przeszkodzie. Po kopercie pokonał jeszcze dwa drągi, równie energicznie co poprzednie, po czym wykonał długą foule, po której nastąpiło mocne odbicie do tripplebarre'a. Wszelkie wskazówki którymi wspomógł go Christian okazały się być bardzo pomocnymi, tym razem Lockhard nie miał problemu z oceną wysokości i szerokości przeszkody. Podszedł do niej bardzo pewnie, dzięki czemu w trakcie skoku nie ogarnęło go zawahanie; skok oddał wysoki, a zarazem szeroki, rozciągając się wyraźnie nad drągami. Starannie poskładał nogi i chwytał równowagę dzięki wyciągniętej szyi i pracy grzbietu, po czym wylądował dość daleko za przeszkodą, tym razem się nie potykając. Tripple pozostał nienaruszony... ale trzeba przyznać, że kosztowało to ogiera niemały wysiłek. Przeszedł stopniowo do stępa, parskając jeszcze ciężej. Zwiesił łeb do samej ziemi i dmuchnął w nią potężnie, ogonem obijając swoje uda. Teraz do spa, drogi panie!Bastian Collins - 2014-02-23, 21:57 - No dawaj - mruknął do niego, nadal trzymając rękę wysuniętą w stronę konia. Wolnym krokiem zaczął do niego iść, a jeśli gniady się nie ruszał, wtedy poczęstował go smakołykiem. Zanim jednak to zrobił złapał go za ogłowie i prędko podpiął doń lonżę, aby koń mu nie zwiał.
Jeśli jednak WK nie dał się zwieść, wówczas zaczęli zabawę z ganianiem od nowa, a szatyn kiwał jedynie głową z niedowierzaniem. Doprawdy, młodziak znalazł sobie niezłą zabawę! Problem w tym, że mój bohater chciał zobaczyć jak ten radzi sobie z przeszkodami.. Najwyraźniej będzie musiał go w najbliższej przyszłości zabrać na biegalnię, żeby się chłopak wyszalał. A może i zaczęliby pracę pod siodłem? Nie chciał co prawda wchodzić w paradę właścicielowi konia, ale zdaje się, że ten od dawna do niego nie zaglądał.
Niemniej - nie ma co gdybać. Najpierw trzeba go złapać!Who Knows - 2014-02-24, 15:21 Taki mały, niewinny... A jednak ten marchewkowy krążek przemawiał do niego. Bardzo trafnie zresztą.
-Przecież mnie kochasz, Who. Wiem o tym. Czemu mnie unikasz?
Takie o to głosy rozlegały się w głowie młodego ogiera, który nijak nie umiał sobie poradzić z nimi i narastającą presją. Więc przegrał... Westchnął przeciągle, wychodząc na spotkanie Bastianowi. Bez żadnych podstępów. Zgarnął smakołyk z jego dłoni, nie próbując tym razem nawet uciekać przed jego dłonią sięgającą po ogłowie. No, już mu ustąpi, no...Bastian Collins - 2014-02-24, 20:26 Oh dzięki Ci łaskawy koniu! I tobie krążku marchewki, który to ułatwiłeś mi zadanie.
Kiedy Bastian schwytał już uciekającą Bestię, wraz z koniem podszedł do końca korytarza, który zastawił drągiem od przeszkody. W końcu kiedy z krzyżaków robił stacjonaty zostało mu ich trochę i mógł je wykorzystać. W razie jakby gniadosz znów chciał uciec przynajmniej będzie musiał wykonać dość wysoki skok.
Teraz, kiedy go złapał dokładnie, jeszcze raz, przyjrzał się jego klatce, a stwierdziwszy że faktycznie nic mu się nie stało, ruszył z ogierem do wejścia w korytarz. Wpuścił go do środka i odpiął lonżę, a następnie ponownie pogonił ogiera aby się ruszył i wykonał te kilka skoków.
- Dalej, galop - mruknął i świsnął bacikiem, aby pogonić Knowsa do skoków. Sam, zapobiegawczo ruszył w stronę końca korytarza, aby przypilnować w razie czego uciekiniera. Cały czas jednak skierowany był w jego stronę, aby obserwować trening.Who Knows - 2014-02-24, 22:09 Po kapitulacji postanowił pracować już grzecznie, widząc, że Bastianowi nie żarty w głowie... Dał się więc doprowadzić do wejścia do korytarza, nie odwracał się nawet ku wolności.
Bystre ślepia wlepił w pierwszą przeszkodę, czekał jedynie na sygnał od mężczyzny. Potrzebował zapewnienie, że to co myśli, że ma zrobić, faktycznie jest tym zadaniem... Postawił uszy, ruszył naprzód, widząc, że już się człek przy początku korytarza nie pałęta. Bardzo płynnie przeszedł w kłus, równy z pokazową wręcz akcją nóg. Szyja zaokrąglona, gniadosz idący naprzód z zadu... Na dźwięk jego słów przeszedł w wyższy chód, elektrycznie, trochę nerwowo. Zaraz też jego wzrok powędrował na chwilę ku Bastianowi. Dobrze? Czy coś pokręcił? Nie miał jednak czasu na wypatrywanie odpowiedzi, bo przed nim już pierwsza przeszkoda! Cofnął uszyska, prychając na złe i niedobre drągi. Dobrym zrządzeniem losu wybić udało mu się w odpowiednim momencie, co zapewniło mu sporo luzu, ładny tor lotu nad przeszkodą... Mało ekonomiczny, ale przyjemny dla oka. Tak jak poprzednio - tu także nie przyłożył się aż tak z techniką, co było widoczne, a nawet słyszalne, bo zbyt nisko podciągnięte kopyto zaszurało cicho o poprzeczkę. Oczywiście młodemu to się nie spodobało... Ale z równowagi się wytrącić nie dał! Dwie równe foule, skrócenie przed przeszkodą i mocne wybicie z zadu. Tym razem, w ramach autopoprawy nie pozwolił sobie na żadne niedociągnięcie. Odrobina luzu, szyja wyciągnięta naprzód, ogier złożony prawie że w pionową linię, z błyszczącymi ślepiami wbitymi w kolejną już przeszkodę. Stęknął cicho, czując jak styka się z ziemią, płynnie przeszedł jednak w galop. Trzeba przyznać, że skoki go trochę męczyły - skutek niewyrobionej kondycji, mięśni zadu, nóg. Dało się tu więc zauważyć, że i zad słabiej podstawiał, foula była już mniej porządna. Po prostu się rozleniwiał. Nadal jednak działała w jego psychice ta okropna porażka, zaszuranie o drąga... Tym razem wybił się zbyt wcześnie, dając się ponieść nerwom. Słaby zad dużej siły wyskoku mu nie zapewnił, więc ogier, by nie puknąć drąga wyciągnął się maksymalnie, na moment jego łeb wylądował nawet między nogami, w stylu skoku na tak zwanego motylka (bodajże). Oddychał głęboko, cały czas uszy trzymając przy potylicy, płynne przejście w lądowanie, uwieczniający udany skok kolejny kopniak... I wsio! Z dwie foule galopu i przejście do kłusa, potem do stępa...
Sam sobie chłopak winien właściwie. Mógł nie biegać i nie uciekać.Bastian Collins - 2014-02-25, 20:52 Ja to nazywam "żabką". ;p
Bastian uważnie przyglądał się ogierowi podczas jego skoków. Gniadosz miał naprawdę imponujący ruch i świetne zadatki na sportowca. Wystarczyłoby poświęcić mu trochę czasu, a mogłaby z tego wyjść naprawdę świetlana przyszłość. Trzeba to wszystko będzie obgadać z właścicielem konia. O ile takowy się w ogóle pojawi.
Mimo tego, że skoki nie były idealne, Bastian postanowił dać na dzisiaj spokój ogierowi. Starał się i widać było, że mu się to podoba a jedynie brak kondycji nie pozwala na kontynuację treningu. Koń dążył do samopoprawiania się i choć może nie wychodziło mu to najlepiej, wszystko można było wyćwiczyć. Widząc Knowsa w akcji aż chciało się poświęcać mu jeszcze więcej czasu. Sprawiać by koń był w stałym treningu - co w dużej mierze pomogłoby poprawić jego słabą kondycję - i wkrótce zabrać się za zajeżdżanie. Trener wprost nie mógł się doczekać kiedy dosiądzie tego wspaniałego wierzchowca. Brakowało mu nutki adrenaliny związanej z zajeżdżaniem i niepewności co może się wydarzyć w następnej chwili. Mógłby podjąć się tego zadania, jeśli tylko miałby warunki.. mam wrażenie, że piszę o tym w każdym poście, więc.. Wracając.
Sebastian zapiął lonżę na wędzidle gniadosza i wyprowadził go z korytarza, klepiąc po szyi i chwaląc głosem. Mimo tego, że teoretycznie skończyli, popędził go jeszcze na koło, aby chwilkę, dosłownie, pokłusował i zatrzymawszy go do niższego chodu, utrzymywał go w nim przez kilka minut. Cały czas, z uśmiechem na ustach przyglądał się młodemu, a kiedy holender był już rozstępowany, poczęstował go marchewkowym krążkiem i wraz z nim opuścił teren hali.
zt.Who Knows - 2014-02-25, 21:39 Po ostatnim skoku oczywiście nie uciekał mu, dał się zapiąć na lonżę i wszedł na koło. Oddychając już pełną piersią kłusował po kole, nadal starając się pilnować wygięcia, tempa, prawidłowości tegoż ruchu. Było to dość trudne, bo zmęczenie jednak rozpraszało, dokuczało... Cóż. Gniady jeszcze nie wiedział co go czeka - także o tym, że Bastian wpakuje mu się na grzbiet. Bardzo małe szanse, żeby nagle pojawił się w tej historii jego właściciel, więc raczej spokojnie do tego dojdzie.
Po rozstępowaniu ruszył za mężczyzną.