Hayley - 2016-05-09, 21:23 Na szczęście nie zauważyła kwaśnego wyrazu twarzy mężczyzny, choć już komentarz nie umknął jej uszom. Uśmiechnęła się więc przepraszająco i wzruszywszy delikatnie ramionami wsunęła dłonie do kieszeni bluzy.
- Próbowaliśmy być samodzielni – wyjaśniła, śmiejąc się z samej siebie. Istotnie... to nie tak miało wyglądać. Ba! Jak już oni sami zorientowali się, że źle się to prezentuje to dla osoby postronnej musiała to być tragedia w postaci plątaniny wszystkiego, co ze sobą przywieźli. Na szczęście Tony okazał się być bardziej ogarnięty niżeli ich piątka razem wzięta, toteż zgodnie z jego poleceniami, Hayley zaczęła porządkować rurki, sznurki i materiał. W międzyczasie też w duchu modliła się by zarówno Jessie jak i Mia nie zaczęły mówić czegoś o gejach, choć gdzieś w połowie przypomniała sobie też o Aidenie, również w jego imieniu prosząc o opiekę Bożą. Miała nadzieję, że żadne z nich nie wpadnie na ten jakże błyskotliwy pomysł by zapytać chłopaka wprost, toteż gotowa przerwać im w każdej chwili, wytężyła wszystkie zmysły. Na szczęście była tak skupiona na słowach Wayforda i próbach powstrzymania głupoty w zarodku, że nie zwracała już najmniejszej uwagi na pozostałych członków rajdu. Nie dostrzegła więc Alaina, który jej się przypatrywał, choć może to i lepiej? Nie musiała czuć się w żaden sposób skrępowana, przynajmniej tą jedną rzeczą, wszak miny kuzyna nie umknęły jej uwadze. Dyskretnie pokiwała mu głową, jakby mówiła „nie, w jego towarzystwie mamy być normalni”, acz cóż... raczej nie spodziewała się, że nagle wszyscy zaczną jakoś się zachowywać.
- W ogóle jak tam rajd? Nie poniosły was konie? – zagadała, chcąc chociaż częściowo utrzymać otoczkę normalności...Out of my mind - 2016-05-09, 21:25 Była bardzo wytrzymała, więc typowym kłusem mogła iść na pewno równie długo co tutejsze szport maszyny - w końcu takie rajdy były kiedyś jej codziennością! Chociaż częściej pokonywała je jogiem, mniej męczącym od kłusa, troszkę wolniejszym. Postawiła uszy, gdy tylko łydka zetknęła się z jej bokiem, gdy upewniła się co do przekazu, przeszła w wolny galop. Uniosła trochę łeb, wyraziściej zarysowały się mięśnie pokaźnej szyi. Jako, że nie była szczególnie popędzona i napędzona na podążanie za resztą grupy, przybrała krótszą foulę i spokojniejsze tempo z wyrazistą, długą falą zawieszenia. Oczywiście, jeśli jeździec zaingerował, odpowiadała na sygnały od razu! Zboczenie z głównego szlaku było dobrą decyzją - gdyby tylko miała okazję, dołączyłaby do wyścigu, teraz skupiła się jednak na lawirowaniu między drzewami. Trochę zaburzył się rytm jej chodu, bo nie była jeszcze zbyt wygimnastykowana, rozciągnięta i zapoznana z tą dyscypliną. Pole bending... Nigdy nikt jej w dyscyplinach szybkościowych nie sprawdzał! Za wskazaniem Aarona wyhamowała. Tym razem stała spokojnie, nie kręciła się - spuścił z niej początkową energię. Delikatnie trąciła jego ramię miękkimi chrapami. Zawadiacko przymierzała się także do pożerania jego koszuli. Po chwili przestała, by wlepić w niego zadziwione spojrzenie. Co ty robisz? Postawiła uszy i przez chwilę przyglądała się jego ruchom, skóra zaczynała ją przyjemnie mrowić, mięśnie odpuszczać. Oooo, jak miło!Casello - 2016-05-09, 21:26 Zastrzygł uszami, wyłapując słowa jeźdźca, ale dalej nawet nie drgnął. Nie spodobał mu się prąd w strumyku, chociaż ten w żadnym stopniu nie był niebezpieczny - oczywiście Casello zdążył wynieść inne wrażenie, dlatego nie odpowiedział nawet na pomoce Gerarda, a jedynie nerwowo obił ogonem o zad. O jego niepewności czy nawet strachu świadczył nie tylko brak chęci do ruszenia do przodu, ale także napięte wszystkie mięśnie i radary płasko przyklejone do potylicy.
Jednak kolejna decyzja mężczyzny nieco zaskoczyła wałacha, ale też zainteresowała. Uważnie obserwował właściciela, niebawem ruszając za nim powolnym, leniwym stępem. Rozluźniony nieco, pyskiem trącił go od tyłu w plecy, by zaraz posunąć się do czegoś jeszcze. Nie do końca świadomy swojej siły, popchnął go w stronę wody, ostatecznie zapewne wrzucając do niej, na co zareagował głośnym rżeniem, które wręcz przypominało śmiech <3.Sara - 2016-05-09, 21:26 Podczas przerwy zeszła z grzbietu swojego wierzchowca, dając mu odpocząć od swojego ciężaru i pozwalając na więcej swobody niż podczas samej jazdy. Oczywiście nadal go pilnowała i ewentualnie korygowała jego niestosowne zachowania, ale pozwoliła mu na luźne krążenie czy skubanie trawy. Jeśli był bardzo spięty to blondynka rozmasowała go odrobinę, po czym sama zajęła się rozmasowaniem swoich mięśni. Po odpoczynku gotowa była ruszyć w dalszą podróż, dlatego wsiadła na grzbiet Amaretto i tym razem, poprosiła go o dużo spokojniejsze tempo, właściwie dając bardzo dużo luzu. Była pewna, że ogier nie zrobi niczego głupiego, czego potem żałowaliby oboje.
Podróż do obozowiska zajęła im jeszcze kilka godzin, dlatego kiedy dotarli na miejsce dziewczyna nawet nie zastanawiała się nad planem działania. Od razu zsiadła z grzbietu kopytnego, nie chcąc dłużej go obciążać. Rozsiodłała go i nieco osuszyła spocone ciało, po czym odprowadziła siwka na pastwisko. Jeszcze nie pozwalała sobie na leniuchowanie, dlatego wzięła swoje rzeczy, ledwo sobie z tym wszystkim radząc. Tak czy inaczej nie zamierzała nikogo prosić o pomoc, która okazała się być zbędna, bowiem po chwili wszystko odłożyła na swoje miejsce. Wstępnie oczyściła sprzęt, jednocześnie upewniając się, że nic nie uległo popsuciu. Dopiero teraz przeciągnęła się i ugasiła pragnienie, przy okazji uzupełniając płyny. Rozejrzała się dookoła, będąc nieco... zagubioną w całym tym towarzystwie, które ledwie znała. Na twarzy blondynki pojawił się wyraźny grymas, który znikł równie szybko, co się pojawił, kiedy namierzyła wzrokiem Davidsona. Bez zbędnego namysłu podeszła do niego wolnym krokiem i zatrzymała się tuż za plecami, po czym założywszy ręce z tyłu, pochyliła się.
-Tylko się nie poparz, bo dzisiaj wyjątkowo mocno boli.- mruknęła, uśmiechając się pod nosem. Uważnie przyglądała się poczynaniom mężczyzny, lecz po chwili oderwała wzrok od ogniska i z czystej ciekawości zaczęła rozglądać się za pozostałymi członkami swojej grupy. Właściwie żadnego z mężczyzn nie zdołała poznać, jednak żaden z nich nie wywarł na niej tak negatywnego wrażenia, co niejaki Leon. Na samo wspomnienie o nim westchnęła cicho i wyprostowała sylwetkę. Założyła ręce, poważnie zastanawiając się nad własnym postępowaniem. Może rzeczywiście nie powinna być w stosunku do mężczyzny taka niemiła? Ta myśl przebiegła po głowie blondynki, która w chwilę później skarciła za nią samą siebie. Co też wymyślała. Przecież w tym zamieszaniu nie było ani odrobiny jej winy, to pan Vardas zachowywał się, co najmniej niestosownie. Rozwodząc się nad tym w myślach, mimowolnie zmarszczyła brwi, przez pewien czas w ogóle nie skupiając się na Harleyu. Dopiero po dłuższej chwili przypomniała sobie o jego istnieniu, więc przybrała łagodniejszy wyraz twarzy, ponownie spoglądając na bruneta. -A co z namiotem?- spytała, siląc się na krzywy uśmieszek.Aaren Wayford - 2016-05-09, 21:28 - To tak samo jak ja.- była tak padnięta, że najchętniej albo zasnęłaby tu i teraz. Niestety głodny żołądek upominał się dość głośno, a picie, gdy nie miało się nic w środku było jeszcze bardziej ryzykowne przy takiej pogodzie, niemniej jednak siedząc na trawie odprowadziła wzorkiem Hay i Tonego, sama powoli kończąc swoje piwo i poddając się dalszym oględzinom towarzystwa, które kręciło się wokół.
Jej uwadze nie umknął fakt stawiania namiotu przez ekipę pierwszą w asyście Tonego, jednak szybko odpuściła sobie ten obiekt zainteresowania obierając jakikolwiek inny, którym okazał się być Harley próbując rozpalić samodzielnie ognisko. Uśmiechnęła się odruchowo pod nosem, gdy gałęzie oraz drewno zajęły się ogniem.
Widząc zmierzającego w jej stronę Bastiana u boku jakiejś brunetki, podniosła się niechętnie do góry, aby się z nimi przywitać. Zaskoczona działaniami bruneta stanęła jak wryta przez chwilę nie wiedząc co ma powiedzieć. Posłała mu znaczące spojrzeniem, wywracając przy tym oczami, gdy na jej twarzy w końcu zawitał kuszący uśmiech. - Cześć Casanovo, ładnie to tak atakować z zaskoczenia.- unosząc brew tycnęła go pięścią delikatnie w tą umięśnioną klatę.
- Cześć, jestem Aaren.- przedstawiła się Elce, nie mając nic przeciwko jej towarzystwu. Miała tylko nadzieję, że ten krótki całus nie został przez nikogo zauważony.Vivianne Feron - 2016-05-09, 21:32 Spaliła papierosa, a kiedy nad jeziorem zaczęło się zbierać coraz więcej osób, postanowiła do nich dołączyć, nic nie robiąc sobie z rozkładania namiotu. Ostatecznie pewnie i tak by sobie z nim nie poradziła, więc miała nadzieję, że znajdzie kogoś, kogo mogłaby w tym celu wykorzystać. Jak wielkie okazało się jej zaskoczenie gdy obok powstającego paleniska dostrzegła przyjaciela, na którego szyi zawisła przez moment.
- Harley, żyjesz – uśmiechnęła się szeroko, w moment później odpuszczając uścisk, który mógł go trochę podduszać. Nie zważała na to jednak – odrobina miłości względem przyjaciela jeszcze nikomu nie zaszkodziła. W tym samym czasie dostrzegła też Sarę, którą obdarzyła przelotnym uśmiechem i kiwnięciem głowy – Jestem Vivianne – dodała w chwilę później zarówno do niej jak i obecnych przy ognisku osób i przestąpiła z nogi na nogę, wyciągając z paczki kolejną fajkę. Musiała uzupełnić zapasy nikotyny w organizmie i w ten sposób pozwolić sobie ochłonąć po długim rajdzie. Mięśnie bolały, a ciało zdawało się odmawiać posłuszeństwa, co już w chwilę później wyraźnie zasygnalizowała, ponownie siadając na trawie. Jej kondycja nigdy nie była najlepsza, ale dziewczyna dość szybko się regenerowała i wkrótce miała dojść do pełni sił by stawić czoła nadchodzącemu piciu! Już teraz wyciągnęła z plecaka butelkę piwa, kolejne oferując Harleyowi i Sarze, jeśli tylko wyrazili taką ochotę.Elizabeth White - 2016-05-09, 21:37 - Mhm - zaśmiała się pod nosem, po czym zasiadła nieopodal na trawce i zaczęła się przyglądać poczynaniom mężczyzny. Nie śmiała mu nawet przeszkadzać w czynności, która większości z pewnością sprawiłaby problemy. Sama również nie była mistrzem rozkładania namiotów i zazwyczaj myliła te wszystkie kijki, przez co na koniec wychodziła jedna wielka kupa. Dlatego też wolała się nie wtrącać i nie burzyć Sebastianowi tego, co zdał już zbudować. Wielkość namiotu od razu rzuciła jej się w oczy i niech nie próbuję się wykręcać, że to tak przez przypadek. Po prostu chciał się do kogoś w nocy poprzytulać, a że El napatoczyła się po drodze... no cóż. Jej bynajmniej to nie przeszkadzało.
Zaraz po oświadczeniu, że pałacyk gotowy, wzięła przywieziony ze sobą bagaż i władowała się do środka. W środku był jeszcze bardziej klaustrofobiczny i to dla jednej osoby, a co mówić dla dwóch. Nie zamierzała jednak na ten temat dyskutować, tylko wytoczyła się na zewnątrz i ruszyła za Brunetem w kierunku ogniska. Zaraz po tym, jak została przedstawiona reszcie, posłała wszystkim serdeczny uśmiech i rozejrzała się po ludziach, których cały czas przybywało. Nie było jej jednak dane sobie przycupnąć, bo Bas pociągnął ją dalej, w kierunku nieznajomej kobiety. Stając z boku poczekała aż mężczyzna się przywita i wtedy bez większych ogródek wyciągnęła w jej kierunku rękę.
- Elizabeth - przedstawiła się na wypadek, gdyby ta nie usłyszała poprzednio.Monroe - 2016-05-09, 21:43 Nad jezioro dojechała niedługo po wszystkich i nigdzie się nie spiesząc, zsiadła ze Scandic, rozebrała ją zarówno z siodła jak i ochraniaczy, a później wypuściła na padok do innych koni. Przez cały ten czas kontynuowała swobodną dyskusję z Christianem i dopiero po krótkiej chwili zaczęła szukać wzrokiem samochodu Alaina. Nie było to wcale tak łatwe zadanie przy tej ilości ludzi, ale cóż począć? Leniwie przeczesywała każdy zakamarek placu, ostatecznie znajdując wzrokiem zaparkowane niedaleko Audi i ruszając w jego kierunku. Po tylu godzinach w siodle nogi same ją niosły, choć bezustannie miała wrażenie że jakby nie są jej. Czuła się dziwnie, lekko obolała, choć w ogólnym rozrachunku zadowolona. Miała też nadzieję na to, że mężczyzna przyjechał na tyle wcześnie, by rozbić namiot, czego sama zwyczajnie nie lubiła robić. Niemniej nie zapytała o to od razu, uśmiechając się promiennie już z daleka i lustrując dwukolorowymi oczami jego twarz, pomachała mu krótko prawą ręką.
- Tyłka nie czuję... – oznajmiła w ramach przywitania i również oparła się o maskę, wzdychając cicho.
- Błagam powiedz, że nie będziemy już musieli rozkładać tego cholerstwa – mruknęła cicho, spinając mięśnie i robiąc zbolałą minę, kiedy uzmysłowiła sobie, że nigdzie nie widać ich namiotu.Mia - 2016-05-09, 21:44 ....- Możesz przyspieszyć to czekanie i kogoś zawołać? - Mruknęła, otwierając oczy i spoglądając na Anais z dołu. W tym momencie naprawdę była bliska wbiegnięcia do jeziora, którego woda na pewno była zbawiennie zimna, ale jeden mały fakt stał jej na drodze: póki co nie chciała siedzieć w mokrych ciuchach, a ilość tych miała niestety ograniczoną do minimum.
....- Jeszcze pięć minut, mamo - jęknęła, przewracając się na brzuch i opierając na łokciach, dzięki czemu miała świetny widok na kabaret o nazwie "Rozkładanie namiotu". Korzystając z wielkoduszności Jess, postanowiła się lenić do końca całego dnia. Od dawien dawna nie była w siodle tak długi czas i aktualnym jej marzeniem było pójście spać.
....- Hayley, nie wiem jak ty, ale nie lubię spać pod gołym niebem w bliskim kontakcie z wszelkim robactwie, więc nie przesadzaj z tą improwizacją - w tym momencie dojrzała też jednego z wyżej wymienionego owada, do których nigdy nie pałała miłością. W ułamku sekundy stała na czterech nogach, zajmując miejsce obok Anais.
....- Ok, chyba wiem, czemu w gimnazjum nie jeździłam na biwaki - wzdrygnęła się, czując się, jakby stado mrówek pielgrzymowało po jej całym ciele.
....Nim zdążyła się obejrzeć, w stronę ich obozowiska zmierzał Tony, na co mimowolnie uśmiechnęła się kątem ust, nie potrafiąc powstrzymać śmiechu. Na całe szczęście zdążyła się opanować, zanim ten ją na tym przyłapał. Czuła, że tej nocy czeka ją dużo więcej przypałów .
....- Cześć - przywitała się z nim krótko, a znaczący uśmiech dalej nie schodził z jej twarzy. Mimo rozbawienia postanowiła pomóc im jakoś w rozkładaniu namiotu, więc zabrała się za składanie rurek, kątem oka obserwując resztę.
....- "Was"? - zmarszczyła czoło, słysząc pytanie, na które posłała Aidenowi i Jess znaczące spojrzenie. Gerard Wayford - 2016-05-09, 21:47 Nie spodziewał się tego w najśmielszych oczekiwaniach, więc gdy wałach znienacka pchnął mężczyznę od tyłu, ten stracił równowagę, wpadając do strumienia. Na swoje szczęście miał zaskakująco dobry refleks, dlatego też zdążył podeprzeć się dłoni, dzięki czemu nie ucierpiał na tym tak bardziej. Szybko podniósł się z powrotem, oglądając się na konia, którego nawet nie próbował łapać za wodze, które puścił opadając.
- Uważasz, że to śmieszne? - Zapytał, właśnie tak odbierając wesołe rżenie wałacha, na którego nie potrafił się denerwować. Co prawda przez chwilę musiał się silnie powstrzymywać, aby nie zareagować nazbyt impulsywnie, ale ostatecznie udało mu się zapanować nad emocjami. Wreszcie uśmiechnął się, chociaż z trudem i głęboko wzdychając, podciągnął mokre rękawy koszuli, której pewnie będzie musiał się pozbyć po dotarciu na miejsce.
Z powrotem wziął wodze do ręki i przeprowadził wałacha przez most, po jego drugiej stronie z powrotem dosiadając jego grzbietu. Chcąc dogonić grupę, wkrótce zagalopował, dając się trochę rozerwać skarogniademu.
* * *
Na miejscu postoju spokojnie dogonił wszystkich, ale nad samo jezioro dotarł z pewnym opóźnieniem, decydując się później wyruszyć z miejsca odpoczynku. Wkrótce jednak nadjechał, prowadząc wałacha w samych łydkach i na rzuconych wodzach. "Zaparkował" nim przy ogrodzonym pastwisku, po czym zsiadł, pozdejmował z konia wszystkie toboły i wreszcie go rozsiodłał go. Wpuszczając go na padok, gdzie stały klacze, sprawił mu niejaki prezent . Tam jednak miał większe szanse aby się odnaleźć niż w towarzystwie przeładowanym testosteronem, które po prostu mogłoby go zgnębić...
Zebrawszy swoje rzeczy, niespiesznie udał się w pobliże zgromadzonych osób. Ku swojemu zaskoczeniu, niewiele z nich zdążyło rozbić namioty, a to oznaczało, że zanim ognisko zacznie się na dobre, minie jeszcze wiele czasu.Anais - 2016-05-09, 21:47 Brunetka wciąż jedynie przyglądała się grupce, usilnie próbującej złożyć namiot, co jakiś czas śmiejąc się pod nosem. To rzeczywiście nie wyglądało zbyt dobrze, ba! To w ogóle nie wyglądało dobrze i w żadnym stopniu nie przypominało namiotu, jednak powstrzymała się od komentarzy, dobrze wiedząc, że sama nic nie zrobiła i nawet nie próbowała pomóc. Co prawda z jej udziałem efekt byłby nie lepszy, ale nie chciała zostać zaatakowana, czego mogłaby się spodziewać, choć pewnie w bardziej żartobliwym wydźwięku. Zmarszczyła nieznacznie brwi i przekręciła lekko głowę, kiedy Jessie zaczęła namawiać blondynkę do tego, by poprosiła o pomoc Wayforda. Nie przeczuwała, by mogło się obejść bez dodatkowych uwag i słownych zaczepek, ale właściwie co mogła zrobić? Przecież nie odciągnęłaby Hayley od tego pomysłu, będąc pewną, że bez pomocy z zewnątrz przyjdzie im spać pod gołym niebem, czego jednak wolała uniknąć. Kiedy dotarli na miejsce, Francuzka zapomniała o tym, że Jess miała pokazać jej, który z osobników to Tony, jednak już niedługo przekonała się o tym sama. Uważnie obserwowała zbliżającą się dwójkę, ukradkiem zerkając również w kierunku Aidena i reszty grupki. O dziwo nie czuła żadnych oporów, więc uśmiechnęła się delikatnie i kiedy mężczyzna podał jej rękę, uścisnęła krótko jego dłoń. -Anais.- przedstawiła się, momentalnie prostując sylwetkę. Podeszła drobinę bliżej całej tej kupy, nazywanej "namiotem" i chcąc się chociaż odrobinę zaangażować w pomoc, uważnie przysłuchiwała się brunetowi, wodząc wzrokiem po całym bałaganie. Działając zgodnie z instrukcją, przemieściła się, by być bliżej Jess, którą szturchnęła lekko łokciem. -Rzeczywiście jakiś taki... wypacykowany.- mruknęła, ledwo powstrzymując się od śmiechu. Jednak widząc te wszystkie miny Aidena uśmiechnęła się szeroko, dalej składając i łącząc ze sobą wszystkie rurki, co jakiś czas zerkając również na Wayforda.Bastian Collins - 2016-05-09, 21:48 Patrzcie ją! Nie dość, że facet oferował jej nocleg i własnymi rękoma rozłożył namiot to jeszcze będzie narzekała, że za mało w nim miejsca! Bardzo dobrze, tak miało być. Ostatecznie ostatnio bardzo się od siebie oddalili, więc teraz mieli pole do popisu w kwestii bliskości. Poza tym Elizabeth była chyba jedyną kobietą, u której boku bez problemu się wysypiał, więc wspólna noc zdawała się jawić w jaśniejszych kolorach niż jeszcze przed chwilą. Jeśli w środku będzie naprawdę zbyt mało miejsca, zawsze Elka może położyć się na Bastianie. Nie raz przecież już była w takiej sytuacji!
- Jakaś Ty oficjalna Królowo Elżbieto – zaśmiał się, najwyraźniej bardzo swobodnie czując się w towarzystwie przyjaciółki. Wtem przekręcił głowę w stronę Aaren, tę z kolei obdarzając rozbawionym uśmiechem. Brał ją z zaskoczenia? Naprawdę? Zachowywał się najnormalniej na świecie, co biorąc pod uwagę Bastiana, było zachowaniem bardzo specyficznym i otwartym.
- Strzeż się, nigdy nie wiesz kiedy zaatakuję w inny sposób – puścił jej oczko i wydobył z kieszeni bluzy papierosa, którego szybko umościł pomiędzy swoimi wargami. Odpaliwszy go zaciągnął się mocno upragnionym dymem, dając w ten sposób ulgę swemu, zmęczonemu po długiej, jeździe ciału. – Poza tym co to za Pani Porucznik, którą tak łatwo da się zaskoczyć? – nie mógł sobie darować. Raz – tego, żeby użyć względem niej swego ulubionego tytułu, a dwa – by posłać w jej stronę delikatną uszczypliwość. Taką tyci-tyci.Drew Pascail - 2016-05-09, 21:53 Pozwolił Soulowi galopować dłuższą chwilę, jednak spokojnym tempem. W końcu jednak zwolnił go do kłusa, bo miał na uwadze dodatkowy ciężar, do którego karosz pewnie nie przywykł i czekające ich godziny jazdy. Cały czas trzymał się swojej grupy. Podczas postoju pozwolił ogierowi odpocząć, i pilnując go rozprostował swoje "stare", trzydziestoletnie kości, oraz ugasił pragnienie. Czekało ich jeszcze kilka godzin jazdy, podczas których Drew raczej prowadził Soul'a kłusem.
Nad jezioro zdążyła dotrzeć już większość rajdowiczów: tu rozkładano namioty, tam rozpalano ognisko, jeszcze inni raczyli się piwem. On spokojnie zaprowadził anglika do zagrody, gdzie go rozsiodłał, poczęstował smakołykiem i pogłaskał, dziękując za wspólną jazdę. Naprawdę nie mógł narzekać.
Sam nie garnął się do rozkładania namiotu, ani rozpalania ogniska. Na razie chciał rozprostować kości i zapoznać się z otoczeniem. rochę dziwnie też się czuł, bo właściwie nikogo tu nie znał. No dobrze poznał ludzi ze swojej grupy, ale to poznanie ograniczało się właściwie tylko do tego, że poznał ich imiona i rozpoznałby ich z twarzy. Zgarnął jakąś zimną wodę, czy napój gazowany, na razie nie miał ochoty na piwo. Może potem się rozkręci. Mając nadzieję, że może namiot rozłoży się sam przeszedł się kawałek po czym zatrzymał i oparł o drzewo/klapnął na trawę w bezpośrednim sąsiedztwie Delphine na którą spojrzał przelotnie. Tak jak innych uczestników nie znał jej, może minął ją raz lub dwa, lub rzuciło mu się w oczy, że też jechała na koniu o profilu wyścigowym.Harley Davidson - 2016-05-09, 21:56 //Mądre te pogrubienia, Aaren! o:
Obrócił się ku Brianowi.
-Ćśśś! Jak się dowiedzą, że oszukuję to będzie koniec!
Sam też nigdy nie był zuchem, nie biwakował... Nie miał gdzie nauczyć się takich tricków. W niektórych westernach indianie rozpalali ogień pocierając patyk cięciwą łuku, ale to chyba jeszcze trudniej! Do przyszłego tygodnia by tego ogniska nie rozpalił... Chwilę później podniósł się z ziemi, by dumnie stanąć obok swojego dzieła i przedstawić się przechodzącej parze, to jest Bastianowi i Elisabeth.
-A ja Harley, miło poznać!
Ludzie zaczęli przybywać, ożywili się trochę. Coraz więcej osób przewijało się wokół, ale mężczyzna na początek postanowił się skupić na znajomych twarzach. Niektóre z nich, najpiękniejsze, pojawiły się niedługo tuż obok. Głos Sary rozbrzmiał w jego uszach, czekał na nią całe osiem godzin!
-Mhm... Może oparzę się specjalnie, skoro mam przy sobie taką potencjalną opiekę...
No cóż, nic się nie zmienił! Dziewczyna skutecznie rozbudziła w nim kawalarza, który przeskakiwał przez różne role, byle by tylko wywołać na czyjejś twarzy uśmiech czy choćby tylko pograć, pobawić się kontekstem czy słowami. Odwrócił się do blondynki, miękko złożył dłonie na jej biodrach. Hmm, odpłynęła! Czy powinien ją cucić i wybudzać? Miał nadzieję, że to były fantazje o nim - potrzebującym miłości i zranionym przez płomienie. -Ten niebieski, dość blisko placu ogniskowego. Możesz wrzucić tam rzeczy.
Tak! Wspaniały wybór, to najlepszy hotel w mieście! Odsunął się na chwiilę, by poprawić jedną z gałęzi i kiedy tylko się podniósł na jego szyi wisiała już Vivi.
-Owszem! Było ciężko, ale przeżyłem!
Z uśmiechem objął ją krótko, wolał się nie spoufalać przy swojej wybrance. Chętnie zgarnął od niej butelkę piwa i pokrótce wyjaśnił Sarze, kim jest ta energiczna brunetka. Towarzystwo wokół uznał już za doborowe. Gdzieś obok stajennego vana, który przywiózł tu alkohol i cięższy opał na pewno znalazły się kiełbaski, chleb i jakieś jedzenie. Może pianki? A może jakieś spakował? Miejmy nadzieję!
-Drogie panie, jako prawdziwy mężczyzna mogę wam zaoferować smażone nad ogniem kiełbaski z sarenek upolowanych po drodze, chcecie?
Nie dodawał, że to mięso nietestowane i może z dodatkiem jakiś robaczków i tasiemców, bo panie by się przestraszyły, a po takim rajdzie na pewno potrzebowały dużo białka!Elizabeth White - 2016-05-09, 22:02 Kobieta musi sobie trochę pomarudzić i w tej kwestii nic się zrobić nie da. Mimo wszystko była wdzięczna Bastianowi za zapewnienie dachu nad głową, bo swój namiot z pewnością rozkładała by jeszcze przez jakiś czas. A tak? Mogła się zrelaksować i odpocząć po nużącym dniu.
Prychnęłam w kierunku Bruneta, słysząc skierowany doń komentarz. Pokusiła się nawet o pokazanie mu języka, chociaż postanowiła nie komentować jego słów. Po za tym pragnę zaznaczyć, że przecież nie zrobiła tego sztywno, a raczej przyjacielsko i tak, jak się w towarzystwie robiło. Inna sprawa to to, że skupisko w którym znała zaledwie jedną osobę trochę ją przytłaczało i nie czuła się tak pewnie, jak zazwyczaj. Być może z czasem nieco bardziej się rozluźni, kto wie. Jak na razie starała się jedynie wpasować w tłum, w międzyczasie poznając co nowe osobowości.
- Idę po coś do picia. Chcecie coś? - zagadnęła po chwili, nie chcąc przeszkadzać im zbytnio w rozmowie. Niezależnie od tego czy coś sobie zażyczyli czy też nie, poszła po zimne piwo, które chodziło jej po głowie już od dłuższego czasu