To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Maneże - Arena zewnętrzna

Gerard Wayford - 2017-06-05, 11:41

Ciągła obserwacja zachowania klaczy pozwoliła mu na dostrzeżeniu momentu, w którym była bliska osiągnięcia maksimum swoich obecnych możliwości. Z tego względu zwolnił do kłusa, wycofując ramiona, a nogi przesuwając nieco do przodu. Gdy klacz przeszła do niższego chodu, pogłaskał ją wolną dłonią po mokrej szyi, a po paru krokach zatrzymał do stój. Wówczas zsiadł z grzbietu Lookin, co było odrobinę łatwiejsze niż wsiadanie, i przełożył wodze przez jej szyję by rozstępować kasztankę w ręku. Zapewne obojgu będzie lżej, jeżeli przejdą ten etap jazdy ramię w ramię, niż gdyby Gerard miał dalej obciążać swoją nogę i grzbiet quarterki. Co prawda idąc o własnych siłach też się męczył, ale noga dość szybko się rozchodziła. Po rozstępowaniu Lookin wyszedł z nią do stajni. /zt
Mistrz Gry - 2017-06-06, 11:22
Temat postu: Raynard Vance & Cookie Dough
RAYNARD VANCE & COOKIE DOUGH


Wynik losowania - 14
Czysty przejazd, bez komplikacji.


UWAGA:
Jeździec zawiera cały pattern w jednym poście, po którym następuje post konia.
Rozgrzewka nie jest konieczna.
Przy ocenie będą brane pod uwagę statystyki z dnia 11 czerwca.

Raynard - 2017-06-09, 09:19

Wprowadził kremowego ogiera na arenę. Wyjątkowo zdecydował się na rozstępowanie go w ręce, ujął wodze w jedną dłoń, a drugą starał się przy tym ustawić beczki, nogami przesuwał drążki. Po prostu zapomniał zabrać ze sobą jakiegoś stajennego czy chętnego asystenta, więc sam musiał zająć się przygotowaniem areny. Miał nadzieję, że Cookie nie ma mu tego za złe... Gdy tylko skończył, odetchnął głęboko i w końcu dopiął ogierowi popręgi, wpakował się na jego grzbiet i lekko przesunął dłoń przed rożek siodła, w razie czego wspomagając się impulsem z łydek. Podczas tego spacerku nie mógł kontrolować tempa quartera, toteż postanowił, że zaserwuje mu jeszcze kilka minut naprawdę energicznego stępa a potem przejdą do właściwej rozgrzewki. Starał się nie pozostawać na pierwszym śladzie zbyt długo, a to serwował Cookiemu jakieś łuki, wolty, trochę pracy na wygięciach albo kierował go w stronę rozstawionych na arenie beczek czy drążków, pozwalając mu się im przyjrzeć. Westowe konie przeważnie były bardzo zrównoważone i nieskore do płoszenia się, ale zawsze mógł trafić się jakiś wyjątek, prawda? Lepiej zapobiec potencjalnemu wypadkowi.
Po jakiś czterech czy pięciu minutach takiego krążenia i wyginania się, zaczął prosić ogiera na ścianach o nagłe zatrzymania przez wysunięcie nóg w przód, wycofanie się głębiej w siodło. A potem znów łydeczka, lekki ruch wodzami naprzód i dalszy spacerek. Kilka kroków i powtórka.

//gniot, ale mamy mało czasu, nie zauważyłem poprzedniego posta i tak jakoś wyszło no XD

Anonymous - 2017-06-10, 20:27

Dla Lookin to także nie były łatwe zawody. Jej kondycja legła w gruzach, choć jeden przejazd nie powinien zrobić wielkich szkód. Umiejętności nadal posiadała, tego się nie zapomina. Umiała się rozpędzić, a zrobienie jednego przejazdu nie było szczytem trudności dla klaczy. To w końcu kilka minut wysiłku.
Na rozgrzewce była zdecydowanie grzeczna, prawie jak zawsze, ale no jednak. Uginała ciało pod napływem pomocy Gerarda, a także sama wykazywała chęć pracy poprzez aktywną pracę zadu i idealne niesienie łba. Całe zdarzenia były dla niej jasne - szykowało się coś ważnego. Nie pojmowała swoim rudym umysłem co, przecież jest tu tylko koniem, lecz nie był to zwykły trening.
Wszystko zaczęło się, gdy po lekkich pomocach ze strony Gerarda, Lookin przeszła do galopu. Widocznie skupiona na nim przeszła do najwyższego chodu z gracją i szybką reakcją. Przodowała prawą nogą jak było jej nakazane, dzięki czemu bez problemów mogła się skierować w skazanym przez Gerarda kierunku. Było po niej widać chęć biegu - wystarczył drobny znak od mężczyzny a rude odepchnęło się silnie tyłami i wyrzuciło przednie nogi wyciągając się i przyśpieszając. Wyciągnęła bardziej szyję, nadal niosąc głowę stosunkowo nisko i skierowała jedno ucho w kierunku Gerarda, drugie w kierunku publiki i beczek. Gnała tak ufając Gerardowi w jego poczynaniach. Dodatkowo była na jego sygnały bardzo wyczulona, bez większego problemu reagowała na każdą jego pomoc. Nie rozpędzała się, co było jej nakazane. Było to dla niej również udogodnienie - tempo jakie miała i tak ją męczyło, choć nie było tego widać.
Wykręcili na ostry dość zakręt, na którym klacz ułożyła ciało w odpowiednio silny łuk starając się nie zgubić bardzo na chodzie, a jednocześnie się nie wywalić. Między innymi dlatego, kiedy już otoczyła beczkę od pewnych stron wyciągnęła się mocno i wybiła tyłami robiąc coś w rodzaju susa w galopie. Musiała nadgonić tempo, lecz jej zapędy ostudził Gerard narzucając dogodne tempo. Mimo chęci dostosowała się do niego i aktywnie, ale nie przesadnie przybierała nóżkami do kolejnej beczki. Gładko zmieniła nogę, tym razem mógł wyczuć jej lekką niepewność - konie również mają swoje lepsze i gorsze strony. Dlatego galop na lewą nogę był jej problematyczny, ale starała się jak mogła by sprostać wymaganiom. Myślę, że to się jej udało, podobnie jak pokonanie kolejnej beczki. Wokół niej przybrała podobny łuk jak wobec poprzedniej, choć tutaj technicznie wyglądało to o wiele atrakcyjniej, tak jakby klacz była na to bardziej przygotowana.
Ku uciesze Loo mogła przyśpieszyć do trzeciej beczki, co też wykorzystała. Wyciągnęła mocno ciało z nieukrywaną radością pędząc do kolejnej beczki. Tutaj zakręt był najostrzejszy, lecz wyszło jej to porównywalnie dobrze. Wygięła się wokół łydek Wayforda dopasowując się do zaokrąglenia beczki. Piasek leciał spod jej kopyt co powodowało ładną mgiełkę za nią, w szczególności, gdy gnała do mety. Czuła, że to koniec i ostatnia szansa na danie z siebie wszystkiego. A dała, powinien być mężczyzna z niej dumny.
Zwalniała na odpowiednie sygnały mężczyzny i przyjmowała je z ogromną ulgą. Na jej szyi pojawiło się trochę potu. Mimo to oboje byli z siebie zadowoleni, co Lookin nie omieszkała nie pokazać swoim prychaniem i ocieraniem łba o bok Gerarda, kiedy ten chodził obok niej rozstępowując.
/z.t

Anonymous - 2017-06-10, 20:39

Przyjęła z ogromną wdzięcznością zarówno kłus, jak i głaskanie oraz zatrzymanie. Coraz głośniej oddychała a sierść była już naprawdę przepocona. Stępowanie wokół Gerarda podobało jej się - mogła go przyjacielsko zaczepiać chrapami w ramię oraz ocierać się łbem o jego bok. Nie robiła tego nachalnie - bardziej przyjacielsko.
Nie mniej jednak w końcu ruszyli w kierunku stajni, gdzie klacz nawet bez większego trzymania ze strony Gerarda szła obok jego boku. zt

Cookie Dough - 2017-06-11, 17:34

Raynard napisał/a:
...


Cookie ze swobodą wszedł na arenę, gdzie dopiero się ożywił i uniósł w zaciekawieniu łeb, by mocno nozdrzami wciągać powietrze. Przy okazji rozstępowania w ręku, mógł obserwować poczynania mężczyzny i sam też dokładniej przyglądał się beczkom i drążkom, które nie były mu obce, ale zawsze działały na niego pobudzająco, dawały mu znak, że niedługo zacznie się jego praca, a więc będzie miał odpowiedzialne zajęcie, któremu trzeba się poświęcić i przede wszystkim musi się skupić.
Pozwolił sobie dopiąć popręg, stał nieruchomo wpatrzony w bliżej nieokreślony punkt, jednak przy wsiadaniu mężczyzny poczynił już z rozpędu dwa wolne kroki do przodu, jakby nie mógł się doczekać tego, co niedługo miało się zacząć. Na znak ruszył żwawym, dobrym jakościowo stępem, jego szyja pozostała w swobodnej pozycji, o ile jeździec nie zebrał go niczym panienkę na ujeżdżeniówce. Kremowy dbał o intensywność swojego chodu, z wielką chęcią wstępował na co raz to dziwniejsze łuki, wolty, czy slalomy wokół rzeczy, które przed chwilą mężczyzna rozstawiał. Zaczynał się bardziej rozciągać i zaokrąglać w zakrętach, nie marudził, ponieważ jeszcze nie zdążyły go te ćwiczenia znudzić, także mężczyzna miał gwarantowaną odrobinę spokoju przy takiej pracy. Cookie również nie był wyjątkiem w swoim gatunku, nie płoszył się, choć wiadomo, że jakby coś niespodziewanie go zaskoczyło, to pewnie uskoczyłby w bok, ale to pozostawmy na jakieś bardziej ekstremalne sytuacje o które podczas treningu bywa trudno, całe szczęście.
Idąc wzdłuż ściany przyjmował do siebie prośby jeźdźca i na każdy jego prawidłowy znak, zatrzymywał się bez żadnego zająknięcia, po czym w reakcji na łydkę znów ruszał do przodu. Kremowy był koniem czułym na pomoce, dzięki czemu było bardzo prosto przekazywać mu konkretne prośby, czy instrukcje, ale dla mniej doświadczonych jeźdźców, którzy jeszcze nie tak dobrze przekazywali informacje za pomocą ruchu ciała, mogło stanowić to problem. Przy mężczyźnie odczuwał, że raczej nie będą mieli problemów z brakiem wzajemnego zrozumienia, gdyż nie wydawał mu się jeźdźcem początkującym, przez co też nie miał chęci na przetestowanie tej teorii i w dalszym ciągu zgrabnie wykonywał polecenia.



//To jeszcze nic, ja nawet nie zauważyłam tego postu -.-

Raynard - 2017-06-12, 13:19

Po rozstępowaniu nadszedł oczywiście czas na kolejny, niezbędny i typowy punkt programu - rozgrzewkę. Raynard porozciągał już trochę ogiera na łukach, toteż z kolejnego zatrzymania wprowadził go już w kłus, mocniej dociskając łydki i do standardowego, subtelnego ruchu ręki naprzód dorzucając cmoknięcie.
Dbał o to, by ogier szedł równo i energicznie naprzód. Po ustabilizowaniu tempa zaczął wprowadzać go na koła i wolty. Przez pierwsze kilka powtórzeń było naprawdę nudnawo - ot, standardowe wyginanie się i powtarzana milion razy część rozgrzewki. Dlatego po jakimś czasie, gdy Ray przekonał się, że takie ćwiczenia nie sprawiają cremello trudności, od razu wprowadził utrudnienie. Po półkolu prosił quartera o przejście w niższy chód lub zatrzymanie i ponowne ruszenie kłusem w lekkim wygięciu. Przy tym wspomagał go pracą własnego dosiadu i łydek, które dyktowały wpisywanie się w łuki, dokonywały korekt. W westernie odpowiednie działanie dosiadem miało kluczową rolę, większą nawet niż w jeździe angielskiej - w końcu tutaj można by jechać nawet bez użycia rąk, są konie, które startują bez ogłowia w westernowych konkursach wysokich klas. Wodze i ogłowie to tylko środek bezpieczeństwa dla człowieka i narzędzie do uczynienia komunikacji jaśniejszą.
Na szczęście przy Cookiem chyba nie musiał się w tej kwestii zbytnio wysilać - ogier najwyraźniej nie miał zamiaru go testować, zaangażował się w pracę i raczej prezentował zgoła inną. Pracował z jeźdźcem, nie przeciwko niemu, co Ray doceniał. Mimo iż nie był przesadnie wylewnym człowiekiem, starał się to zadowolenie kremówce pokazać poprzez nagradzanie poprawnie wykonanych sekwencji głosem i poklepaniem szyi. Standardowo miał przy sobie jeszcze trochę warzyw na odbudowanie energii po treningu. Nim zdecydował się przejść dalej, sprowadził cremello do stępa i pozwolił mu odetchnąć. Nie chciał przesadnie go nadwyrężać i męczyć, bo chciał jeszcze dziś przetestować jego możliwości, wybadać go, jeśli chodzi o prędkość i zwrotność. W końcu od tego zależy, jak będzie go prowadził na zawodach. Gdy Cookie odpoczął, od razu dostał sygnał sugerujący zagalopowanie. Ray przechylił się do przodu, przyciskając łydki do jego boków i wysuwając rękę dalej przed rożek. Gdy ogier osiągnął pożądane tempo, wycofał się z powrotem w siodło. Teraz wyginał go przede wszystkim na różnorakich łukach, na razie tylko w jedną stronę.

//hglha kot usunął mi pół posta i musiałem go pisać jeszcze raz .-. jeszcze to była ta lepsza połowa

Cookie Dough - 2017-06-14, 23:51

Cookie od samego początku pracował poprawnie, zdarzało mu się zapomnieć, jednak wtedy mężczyzna przypominał mu, by się nie zagapiał i wtedy kremowy od razu wchodził w odpowiednie tempo.Tak samo było również przy kłusie, do którego ogierzasty przeszedł chętnie, gdyż sam stęp wystarczająco mu się już przejadł. Otrzymywał odpowiednie pomoce, dlatego też współpracował z jeźdźcem bez większych protestów, widać było swego rodzaju zgranie między tą dwójką, choć Dough tak po prawdzie wcale nie interesował się poprawnością swojej jazdy. W kłusie wykonywał z ochotą większość ćwiczeń, przyblokowując się jednak co jakiś czas na którymś kole, co by nie było tak cały czas kolorowo, dlatego też musieli zapewne powtarzać niektóre figury, by odpowiednio rozgrzać się nawzajem i przygotować do dalszego treningu. Na łukach i niepełnych kołach bez zawahania zmniejszał tempo, bądź też się zatrzymywał, by na odpowiedni znak ze strony jeźdźca ponownie wejść w poprzednie tempo, to było jedno z tych ćwiczeń, które ogierowi nie sprawiały trudności, lubił zmieniać tempo, mieć wciąż nowe ćwiczenia, przez co takie ćwiczenia nie robiły na nim żadnego wrażenie, było to raczej dobrym znakiem w tym przypadku. To, czy dany chód był zmieniany po łuku, czy na prostej nie miało znaczenia, cremello dorównywał spokojnie swoje niedoskonałości, ewentualnie powtarzali coś od początku bez większej spiny.
Docenił gest mężczyzny i zwolnił do swobodnego stępa za pomocą jedynie lekkich wspomagaczy, niemal bez użycia wodzy, sam ogier był na tyle przeczulony na pomoce, że mogło to sprawiać trudności w późniejszych etapach treningu, jednak tak wyrobiła go przeszłość. Cieszmy się, że i tak reagował na większość znaków poprawnie i nie trzeba było tego korygować.
Dopiero, gdy widocznie zregenerował siły, dostał znak do zagalopowania, co też uczynił bez zająknięcia, od razu wychodząc na dobrą nogę, choć tak po prawdzie w tym przypadku nie miało to aż tak wielkiego znaczenia. Zwiększył tempo, dostosowując się do tzw "zachcianki" dwunożnego, jednak i dla niego samego to była frajda, w końcu kto nie lubi galopować? Starał się wyginać na łukach, obecnie tak, jak chciał jeździec, czyli tylko w jedną stronę, co nie stanowiło żadnego problemu, wręcz przeciwnie, bardziej oddziaływało na jego rozciągnięcie i ukazywało ewentualne mankamenty, które można było jeszcze zacząć poprawiać, choć raczej nieszczególnie raziły one w oczy.

Gerard Wayford - 2017-06-15, 15:06

Drugi przejazd Wayforda miał się odbyć w parze z Out of My Mind, którą Gerard poznał przed paroma dniami. W połączeniu z jego nie najlepszym przygotowaniem nie stanowiło to szczególnie udanego zestawu, ale chociaż kondycja i nastawienie klaczy wychodziło im na plus; w przeciwieństwie do Lookin, Out była w zdecydowanie lepszej formie.
Gerard jednakże nie przejmował się tym szczególnie, wychodząc z założenia, że co będzie, to będzie; przygotowaną do jazdy Out zabrał na rozprężalnię sąsiadującą z areną i tam rozprężył izabelowatą przed swoim startem. Nie będę się nad tym rozwodzić, skoro nie trzeba, a i czasu zostało niewiele xD.
Wkrótce nadeszła kolej Wayforda, który skierował się w kierunku korytarza startowego, skąd po przekroczeniu linii startu miało się rozpocząć odmierzanie czasu. Uzyskawszy sygnał do rozpoczęcia, pogonił Out do galopu, ściskając jej boki łydkami, pochylając się do przodu i wysuwając prawą rękę z wodzami do przodu. Dodatkowo zmobilizował Out cmoknięciem, chcąc uzyskać dobry start, choć niekoniecznie pragnąć rozpędzić klacz maksymalnie już na wstępie. Narzuciwszy jej energiczne tempo galopu na lewą nogę, już po chwili rozpoczęcia przejazdu pokierował Out łagodnym łukiem na prawo, prowadzącym do pierwszej beczki. Zakręt za nią miała pokonać w kontrgalopie, aczkolwiek Gerard zrobił wszystko, by ułatwić klaczy to zadanie i objechał beczkę z pewnym zapasem, nie decydując się na ciasny manewr tuż za nią.
Wchodząc w zakręt, usiadł w siodle by zmienić środek ciężkości w taki sposób, aby ułatwić izabelowatej pokonanie zakrętu za beczką. W zakręcie podparł konia wewnętrzną łydką, zaś zewnętrzną przesunął lekko za popręg, mocno zapierając się w strzemieniu. Dzięki temu nie został ściągnięty do środka całym ciężarem ciała, co było kluczowe, jeżeli nie chciał zakłócić równowagi klaczy.
Okrążywszy pierwszą beczkę, wyszedł na prostą, prowadzącą do drugiej z trzech z beczek. Owy odcinek zachęcał do przyspieszenia, ale Gerard nie zdecydował się na mocne pogonienie klaczy, by ułatwić sobie zadanie jakim było okrążenie drugiej beczki. Postawił na nieco wolniejszy, ale bardziej płynny i bezpieczniejszy przejazd, "młodym" zostawiając ściganie się. Tym samym zakręt za kolejną beczką pokonał bezpiecznie, dopiero po nim decydując się na lekkie przyspieszenie w drodze do trzeciej, ostatniej beczki zawartej w patternie. Przed samym zakrętem wycofał lekko sylwetkę, tym samym zmniejszając prędkość, po czym wprowadził Out w zakręt, starając się jej pomóc w pokonaniu go. Ponownie podparł ją wewnętrzną łydką, zewnętrzną natomiast ograniczył jej zad, ale też zmusił go do większego zaangażowania. Wychodząc z zakrętu na prostą biegnącą do mety, raz jeszcze zachęcił izabelowatą do szybszego galopu ponownie przenosząc ciężar ciała na.przód poprzez odciążenie zadu klaczy i przesunięcie ręki z wodzami do przodu. Dopiero po przekroczeniu linii mety zaczął stopniowo wytrącać prędkość, poprzez odchylenie się do tyłu i wysunięcie nóg do przodu. Ostatecznie zatrzymał ją do stępa, w którym całkowicie oddał wodze i poklepał Out po rozgrzanej szyi, dziękując za dobrą robotę i udany przejazd. Zjechał na rozprężalnię, by występować klacz po przejeździe. /zt

Out of my mind - 2017-06-15, 19:46

Ten jeden trening zdecydowanie wystarczył, by odświeżyć umiejętności izabelowatej i przygotować ją do startu, w którym będzie musiała podążać za wskazaniami człowieka. Niekiedy zdarzało jej się zapominać, kto tu trzyma ster, ale może warto było zaryzykować? W końcu mimo przerwy od treningów udało jej się utrzymać odpowiednią kondycję (thanks adhd), a i była koniem z założenia uwielbiającym prędkości.
Gerard podjął ryzyko i Out dziś wyjątkowo nie miała zamiaru być mu przeszkodą. Ucieszyła się bardzo, że wrócił, toteż postanowiła się trochę poprzymilać byciem posłusznym i grzecznym, co by powrócił jeszcze kilka razy. Podczas rozprężenia dało się zauważyć, że pracuje z zaangażowaniem, mimo ekscytacji i buzujących w niej emocji reagowała natychmiastowo na wszelkie wstrzymujące pomoce, które to miały doprowadzić ją do porządku.

Klacz dotąd tylko raz startowała w zawodach, toteż nie do końca pamiętała czego się spodziewać. Mimo to pewnie wkroczyła w korytarz startowy i nadstawiła uszu, nasłuchując głosu spikera. Widać było, że czeka tylko na kolejny sygnał, że energia w niej buzuje... Więc na łydkę przytkniętą mocniej do jej boków zareagowała błyskawicznie, wręcz elektrycznie, z miejsca ruszając galopem. Z zadowoleniem machnęła łbem, mieląc wędzidło. By nie wejść w pełen cwał potrzebowała pewnego przyhamowania i wycofania ciężaru trochę bardziej w stronę siodła, czego Gerard zapewne się spodziewał. W końcu od początku znajomości pokazała mu tę aktywną i pobudliwą część charakteru... W kontrgalopie wjechała na łuk okrążający beczkę, przechylając się lekko ku wewnątrz i ratując się przed upadkiem tylko energicznym ruchem naprzód. Mężczyzna podjął słuszną decyzję, bo utrzymanie się w kontrgalopie na tym łuku było dla klaczy lekkim wyzwaniem - w końcu ostatnimi czasy pracowała głównie kondycyjnie i szybkościowo, a to wymagało od niej jednak technicznych umiejętności i wypracowania równowagi. Odpowiednie poszerzenie zakrętu uratowało ich jednak przed upadkiem i dunalino już mogła gnać ku drugiej beczce. Gerard nijak nie zakłócał jej biegu, nie przeszkadzał jej, co tym bardziej skłaniało quarterkę do prób zadowolenia go. Zachowanie wolniejszego i pewniejszego tempa pozwoliło jej na bezpieczniejsze wkroczenie w kolejny zakręt. Kusiło ją, by wbrew pomocom jeźdźca wyciągnąć krok i pognać naprzód, ale hamowało ją poczucie, że nie może tego brunetowi zrobić. Bez problemu utrzymała się w ciaśniejszym trochę łuku, ponieważ odpowiadał nodze, na którą galopowała. Wraz z pomocami do przyspieszenia wyskoczyła naprzód, wyciągając nogi i przenosząc ciężar naprzód. Z zadowoleniem przecięła dwubarwnym ogonem powietrze, parskając. Grzecznie dostosowała krok do poleceń Gerarda i pewniej weszła w zakręt, ponieważ jej środek ciężkości ponownie się wycofał i bez przeszkód mogła wykonać odpowiedni zwrot przodem i utrzymać aktywny napęd z zadu. Już na końcu łuku zaczęła przyspieszać, czując jak luźne wodze zaczynają lekko obijać się o jej szyję, jak odciąża się jej grzbiet. Czuła, że już nie ma ograniczeń, toteż do mety dogalopowała w swoim maksymalnym tempie, dopiero za linią końcową zwalniając powoli do stępa.

Jej boki unosiły się ciężko po tym intensywnym wyniku, ale Out z pewnością była zadowolona. Konkurencje prędkościowe, nieprzewidywalne okoliczności... Oto co ją napędzało i naprawdę cieszyło. Przez spadek energii nie dawała się już Gerardowi we znaki podczas rozprężenia i rozsiodływania, grzecznie dała się rozsiodłać i odprowadzić do boksu.

[z/t]

Raynard - 2017-06-16, 00:00

Właściwie Raynard przez długi czas nie był jeźdźcem, który dbałby o dokładność i pełną poprawność tego rodzaju ćwiczeń... Jeździł w stylu westernowym przez wiele lat jedynie użytkowo, ot, pomagał na ranczach, to i wypasał bydło, i czasem jechał naprawić jakiś płot czy zająć się jakąś drobnostką. Tylko, że lubił smakować rozrywek regionów, w których obecnie pomieszkiwał, toteż wpadł mu kiedyś w oko barrel racing, reining prezentowany na rodeo. Nie zastanawiał się długo - podłapywał wiedzę skąd się tylko dało, potem wyjechał. Jak zawsze.
Jakoś tak wyszło, że zechciał jednak w końcu trochę się ustatkować i odpocząć, koniecznie w ojczyźnie, więc wrócił do Anglii i nie pogardził fuchą zawodnika w kształtującej się dopiero w Orchardzie kadrze. No i do przeprowadzania realnych treningów używał niestety głównie wyobraźni a nie wiedzy światowej klasy trenerów. Znał podstawy, wiedział, do jakiej jakości ruchu dąży i przez te kilka ćwiczeń, które miał w zanadrzu, osiągał swój cel. Ot co.
Po wybadaniu ogiera na tych kilku łukach na jedną stronę, miał już pewne pojęcie o jego wadach, zaletach. Ogólnie cremello był dość zwrotny, acz trzeba było z nim szlifować szczególiki... Zobaczymy, jak tam praktyczne umiejętności, które mogą im się przydać podczas barrelowego przejazdu. Wprowadził ogiera na dużą, zaokrągloną ósemkę i na razie poprowadził go po obu jej brzuszkach, pilnując by wierzchowiec nie zmieniał nogi. A więc mamy jeden brzuch w galopie na poprawną nogę, drugi w kontrze. Szczególnie podczas tego drugiego, Ray obserwował, czy Cookie nie ma nadmiernych problemów z równowagą, jak sobie radzi z utrzymaniem odpowiedniej sylwetki... Takie dwa, trzy powtórzenia na dużej i łatwej ósemce a potem czekała już na niego utrudniona, bardziej wąska wersja. No i jak tutaj kontrgalop i równowaga, kolego? Przy tym cały czas pilnował, by koń pozostawał w aktywnym galopie, nie zwalniał nadto.
Co by nie było tak nudno po tych czterech czy pięciu powtórkach ogółem zjechał na ścianę i sprowadził Dougha do stępa, w którym zaserwował mu jeszcze kilka zatrzymań i ponownych przejść do stępa. To ćwiczenie miało być dla niego raczej okazją do przerwania rutyny i zaczerpnięcia oddechu, w końcu trochę go już przegalopował...
Po tej krótkiej przerwie jeszcze raz poprosił o zagalopowanie w narożniku, cofając zewnętrzną łydkę za popręg, wewnętrzną przyciskając na jego linii i wychylając się lekko do przodu. Dla czułego na sygnały Ciastka te pomoce powinny być dość czytelne.

Raynard - 2017-06-16, 17:25

Chciał w pełni skorzystać z szansy na zmierzenie się z zawodnikami spoza Orchardu, toteż poza stałą "częścią" swojego programu, czyli przejazdem z Lopin, zdecydował się na ruszenie również Ciastka. Podczas wspólnego treningu wybadał możliwości ogiera na tyle, że teraz mógł go pewnie poprowadzić po torze na miarę jego możliwości i być może dać mu szansę na spróbowanie się w nowych warunkach, jeśli nie uda im się stanąć na podium... Zobaczymy.

Po przejeździe z gniadoszką miał dość czasu, by rozgrzać swojego drugiego wierzchowca. W końcu między nimi przejeżdżało jeszcze kilka par, jak i organizatorzy zarządzali przerwę, chcąc ułatwić przejazdy tym zawodnikom, którzy wkraczali na arenę więcej niż raz. Podczas rozgrzewki skupił się przede wszystkim na rozluźnieniu i rozciągnięciu ogiera, unikał zbędnych sprintów i ćwiczeń, które mogłyby nadwyrężyć cremello. W końcu quarter nie był obecnie w regularnym treningu, toteż należało się skupić przede wszystkim na zminimalizowaniu ryzyka urazów i fizycznym przygotowaniu go do przejazdu. Gdy nadszedł na nich czas, Raynard skierował się do korytarza startowego, gdzie miał dość miejsca, by wprowadzić ogiera w galop.

Po odpowiednim sygnale dźwiękowym posłał mu łydkę do kłusa i stopniowo wprowadził go w galop, wychylając się naprzód i sygnalizując galop na prawą nogę. Cookie był chyba mniej doświadczony w barrel racingu, toteż jeździec zdecydował się nie ryzykować i nie serwować mu zakrętów w kontrgalopie. Wprowadził go w średni zakręt okrążający pierwszą beczkę - nie za duży, nie za mały. Ze względu na to, że ogier powinien sprostać takiemu wygięciu i utrzymaniu tempa, nie zwalniał go nadto, a jedynie wycofał się lekko w siodło przy wejściu w łuk, by nie zaburzać trudnego do utrzymania balansu i równowagi. Po wyjściu z łuku o dziwo nie posłał kremówce sygnałów do wyciągnięcia kroku, ale raczej pomoce do lotnej zmiany nogi. Przechylił się lekko na zewnętrzną stronę, dociskając tę łydkę i momentalnie popuszczając wodze i przenosząc ciężar na drugą stronę. Ćwiczyli to podczas treningu przed zawodami, toteż ogier powinien skojarzyć o co chodzi... Raynard uśmiechnął się tylko, bo czuł się, jakby jechał ten konkurs szybkościowy na dokładność, w takim reiningowym duchu... Ale da jeszcze quarterowi poszaleć! W galopie na lewą nogę wprowadził go w trochę bardziej ciasny łuk wokół beczki obiegający ją z prawej strony. Szybko odnalazł równowagę i pilnował się tylko, by nie trącić przypadkiem przeszkody, bo przestrzeni dużo naokoło nie mieli! Jego łydki i ustawienie miednicy odpowiednio wyginały Cookiego, dyktując mu wpisywanie się w ten zapewne nieprzyjemny łuk.
Ich rola zmieniła się na bardziej "popędzającą", gdy beczkę już wyminęli. Ray pokusił się o przyspieszenie tempa w dojeździe do ostatniej beczki, dociskając łydki do boków pędzącego kremisia. Na wyciągnięcie kroku mieli zaledwie chwilę, bo już przy wjeździe na łuk, jeździec wycofał się w siodło, wykręcając ogiera wokół beczki w lewo. Ze względu na to, że nie chciał bardzo wytracić tempa, zdecydował się lekko poszerzyć zakręt, ale nie zwalniać aż tak mocno. Na ostatniej prostej standardowo wycelował w stronę mety, dociskając łydki do boków Ciastka, wyciągając dłoń z wodzami do przodu i zachęcając go głosem do wejścia w maksymalne tempo. Miał wrażenie, że w siodle trzyma się właściwie chyba tylko łydkami i podpartą o szyję ogiera drugą ręką. Balansowanie ciężarem tak bardzo z przodu mogło być zgubne...

...ale tym razem się takie nie okazało. Po minięciu bramek końcowych pozwolił ogierowi galopować jeszcze kilka foulee, stopniowo zwolnił go do stępa, w którym pokierował go na rozprężalnię. Rozchodzonego i wyciszonego quartera odprowadził do boksu, obdarowując go oczywiście dodatkowymi witaminy w postaci marchewek i pieszczotami, bo jakoś tak mu się kojarzyło, że cremello chyba za nimi przepada. Skoro pojechał dobrze, wypadało go nagrodzić - nawet pieszczotami, których Ray nie lubił stosować.

[z/t]

Cookie Dough - 2017-06-17, 00:21

Kremowy nigdy nie ukrywał swoich mankamentów i wad, skoro wszystko było do wypracowania, wystarczyło po prostu zacząć to robić, a może i w końcu osiągnie się z nim jakiś cel. Na szczęście w jego dyscyplinie nie musiał chodzić dziwnych kombinacji, większość była bardzo naturalna, niczym zwykłe przeszkody, które mógł spotkać na swojej drodze pracując w gospodarstwie i tak samo też było z chodami, w końcu cofania, czy krok pośredni między kłusem a galopem przydają się w codziennym użytkowaniu, a przynajmniej wtedy, gdy wykonuje się pracę w większości będąc w siodle. Jak widać koń może dużo ułatwiać, gdy tylko poświęci mu się odpowiednią ilość czasu.
Wszedł na ósemkę, a raczej sam zaczął ją wykonywać i naprawdę starał się uważać na swoje cztery kończyny, szczególnie te przodujące, które uwielbiały zmieniać się niekontrolowanie i choć Raynard go sprawdzał, to nie da się ukryć, że w którymś momencie na ósemce ta noga się niechcący powinęła i zmieniła. Oczywiście zaraz za odpowiednią uwagą mężczyzny poprawił swój błąd i starał się go już nie popełniać, ale czasami potrzebował przypomnień przy drugim brzuszku owej ósemki. Pilnować go trzeba, zapomina się chłopak. Poza tym szedł dobrym tempem, po jednej, czy dwóch wpadkach w lot pojął o co chodzi i już się nie gubił, ani nie próbował zbędnie zmieniać nogi, pozwalał wręcz prowadzić się bez przeszkód, pewnie do czasu.
Mózg mu się lasował dopiero na tej węższej wersji, ale ogier ewidentnie się zawziął i starał, bo nie popełniał jakichś szczególnych błędów, choć było mu dość ciężko z początku. Nie narzekał, lubił pracować, tylko musiał się przyzwyczaić do sposobu dzisiejszego treningu, który pewnie zaraz wejdzie mu w krew. W połowie ćwiczenia już wszystko było dla niego mocno zrozumiałe, co i tak było sukcesem po dłuższej przerwie bez treningów. Mógł już utrzymywać stały, dobry jakościowo galop, który powinien zadowalać jeźdźca, bo ogier i tak był już zadowolony.
Po kilku powtórzeniach z chęcią dał się poprowadzić na ścianę, gdzie też mógł zwolnić do stępa i powrócić do ćwiczenia zatrzymań. Nie wymagało to od ogiera nie wiadomo jakich spięć w przewodach mózgowych, za to było przyjemnym ćwiczeniem na przerwę w treningu, co jak najbardziej odpowiadało kremowemu. Tym samym mógł chwilę odetchnąć i odsapnąć po galopie, który miał miejsce w poprzednim ćwiczeniu, uznał tę przerwę za idealną, pewnie jeszcze trochę w szybszym tempie, a sam domagałby się jakiejś przerwy od mężczyzny.
W narożniku od razu wyczuł sygnały od Raynarda i zagalopował na dobrą nogę bez większego zastanowienia się, zwyczajnie zmieniał chody dość mechanicznie, niemal od ręki, więc i tym razem nie było inaczej.

Cookie Dough - 2017-06-18, 00:09

Cookie był mocno zaciekawiony wydarzeniem, które dzisiaj miało mieć miejsce, to też podczas rozgrzewki, gdy tylko mógł, rozglądał się i obserwował ludzi, ale również i konie, które też startowały dzisiaj w zawodach. Mimo takiego zaaferowania sprawą, rozgrzewkę przechodził pomyślnie, bez większych wybryków, w iście zadowalającym stylu. Nie szarżował, nie wymuszał szybszego tempa, pozwalał swojemu jeźdźcowi na odpowiednie przygotowanie siebie i jego do dzisiejszego przejazdu. Można powiedzieć, że do ostatniej wolnej chwili coś tam ćwiczyli, sprawdzali swoje możliwości, przynajmniej takie odczucie miał cremello. Ze spokojem ruszył w kierunku korytarza startowego, gdy tylko nadeszła ich kolej.

Po usłyszeniu sygnału oznaczającego swoisty początek przejazdu, na znak Raynarda przeszedł wpierw w swobodny, ale mocno zaangażowany kłus z którego tym łatwiej było mu wejść w galop, zaznaczając, że był on na prawą nogę. Dzisiaj był ewidentny debiut Ciastka w tej kategorii dyscypliny, dlatego też od razu był wdzięczny za to, że jeździec podjął odpowiednie kroki, by nie wymagać od ogiera więcej niż potrafi. Oznaczało to, że trafił na kogoś, komu nie zależy tylko na wygranej, czego w takim razie chcieć więcej od partnera? Ogier zaczął galopować po średnio wymagającym łuku, tym samym okrążając pierwszą z trzech beczek. Było to dla niego niewielkie wyzwanie, wcześniejsza rozgrzewka widocznie rozgrzała mu mięśnie, jednocześnie też uwrażliwiła go na wyginanie się, więc kremowy niemal bez zmiany tempa objechał beczkę przy lekkim, aczkolwiek wystarczającym balansowaniu ciałem.
Wyjeżdżając z łuku od razu zauważył zmianę w pomocach, ale rozpoznawał je bez problemu, choć komuś postronnemu obserwatorowi mogłoby się to wydawać dziwne, jednak dla kremowego ogiera były one ważne i tym razem pomogły mu bardziej niż poprzednie, przez co spokojnie zmienił nogę na lewą. Pozostał w tym samym tempie, którego zdążył wcześniej nabrać, wiele w jego chodzie się nie zmieniło, co też mogło robić jakieś dziwne wrażenie, ale trzeba się przyzwyczaić, że ten ogier po prostu ma przejazd mocno indywidualny jeśli chodzi o wizualizm. W samym galopie, już ładnie z lewej nogi, został wprowadzony w ciaśniejszy łuk, a raczej pętlę wokół następnej beczki, tym samym obiegając ją z prawej strony. Ogier starał się nie otrzeć w żaden sposób o przeszkodę, jakby ta beczka mogła mu niechcący wszystko zepsuć, jednocześnie próbując go wystraszyć. Takie tłumaczenie i domniemania wystarczyły, by ogier z jak największą skrupulatnością wpisywał się w przejazd dyktowany mu przez Raynarda i co lepsze - kremowy dobrze się bawił nie odczuwając nawet najmniejszej presji.
"Wytorpedował" do przodu tuż po minięciu drugiej beczki, gdzie dostał zachęcającą łydkę i nie trzeba mu było tego sygnału dwa razy powtarzać, a ogier w tym krótkim czasie zdołał się naprawdę szybko zebrać do szybszego i mocniejszego tempa. Zaraz jednak czekał ich kolejny i również ostatni etap ich przejazdu. Przy beczce zareagował na starania jeźdźca i zaczął objeżdżać trzecią i ostatnią beczkę, sam zakręt był nieco większy, czyt. szerszy, jednak dzięki temu nie musieli zachłannie wytrącać tempa, co mogłoby im zająć więcej czasu, lub ewentualnie wywołać jakiś błąd. Ogier ładnie się zgiął przy mijaniu, jego nogi pracowały silnie, by nie popełnić błędu, w końcu było ich aż cztery, łatwa szansa na potknięcie.
Wyminęli beczkę i tym samym została im ostatnia prosta do mety, wystarczył krótki, lekki sygnał i ogier w lot pojął, że tu już może rozwinąć prędkość tak bardzo, jak chciał tego przez cały swój przejazd. Od razu zmieniła się jego sylwetka, ustawienie ciała, które momentalnie się rozpędzało. Nie liczyło się już nic, ludzie, sędziowie, a nawet jeździec na jego grzbiecie, zwyczajnie chciał biegać, a w końcu dano mu do tego wolną rękę.

Gdy już minęli metę, bramkę startową, ogier po kilku dłuższych chwilach zaczął swobodnie wytrącać tempo, aż do stępa, którym to dojechał na rozprężalnię. Tam też na koniec zdążył się rozstępować i uspokoić w pełni swój rytm. W takim już ładnie ogarniętym stanie został odprowadzony do boksu, na co nie narzekał, bo jemu dzisiejszy dzień nieco dał się we znaki, oczywiście w tym pozytywnym sensie, ale z Ciastkiem jest jak z dzieckiem, naogląda się, przeżywa, a potem musi odespać. Zdołał jeszcze sowicie pożegnać Raya i okazać mu dużo więcej czułości niż zazwyczaj, jednocześnie pożerając łupy, które dzięki mężczyźnie zgromadził.

/zt.

Raynard - 2017-06-21, 15:13

Gdy sprawdził już równowagę ogiera w kontrgalopie, przyszedł czas na wybadanie lotnej zmiany nogi. Toteż zaserwował mu najpierw kilka galopad po kołach, po czym wjechali na przekątną areny, na środku której Ray posłał ogierowi pomoce do lotnej. Ot, był ciekaw, czy Cookie w ogóle je kojarzy i jak radzi sobie z tym elementem. Miał wrażenie, że jedzie na koniu bardziej reiningowym niż barrelowym, więc myślał już o poprowadzeniu jego przejazdu bardziej po technicznej linii.
Na razie skupił się jednak na treningu - posłał ogiera jeszcze na kilka łuków tym razem na drugą nóżkę, bo do jej zmiany doszło tak czy tak. Czy to przez lotną, czy przez kłus. Gdy już go powyginał na oba kierunki, spróbował tym razem zmiany przez środek ujeżdżalni, nadal starając się wywołać lotną. Za wszelkie poprawne wykonanie tego ćwiczenia oczywiście chwalił Cookiego, przeczuwając, że to zwiększy motywację cremello. Potem przez chwilę trzymał się jeszcze pierwszego śladu, wystawiając na próbę kondycję kremisia. Po dwóch okrążeniach wzdłuż ścian wprowadził go na obszerne koło, by tym razem przetestować jego reakcje na zmiany ram i tempa. Łuk był na tyle duży, że Cookie nie powinien stracić na nim równowagi, dla pewności Raynard pilnował jednak jego wygięcia i nie dawał mu spływać z figury. Był też gotów do ewentualnego poszerzenia koła, gdyby było ponad możliwości ogiera. Na raz nie schodząc z figury, zaczął pochylać się do przodu i zachęcać quartera do znacznego przyspieszenia. No, pokaż co umiesz Ciastku!

//sorry za taki shit x:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group