To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Hala - Hala rekreacyjna

Nemo - 2016-08-05, 13:22

Trochę ciężko było znaleźć wolne miejsce, a skoro deszczyk kropił, to Nemo, wraz ze Snow Dancerem, postanowili ruszyć się nieco na hali rekreacyjnej. Nie ma co szaleć jak na pierwszy raz. Mężczyzna musiał poznać, kogo takiego ma do dyspozycji i stwierdzić, czy dogadają się bez problemów, czy jednak parę zgrzytów na samym początku będzie.
Kiedy już przybyli na miejsce, Nemo zatrzymał Tancerza gdzieś na środku, podpiął popręg, wydłużył strzemiona i wlazł na niego jednym zgrabnym ruchem.
Zaśmiał się pod nosem, zauważając jak blisko ziemi się znajdował! Dawno nie jeździł na kucu, więc stwierdził, że trening ze Snowem będzie miłym urozmaiceniem szkolenia wielkoludów.
Kiedy kucol sam ruszył stępem, zamknął go szybko w pomocach, spiął pośladki i napiął mocniej wodze (bez prrrr również się nie obeszło) i tak sobie postali chwilę, coby ogier nauczył się, że sam z siebie nie będzie tak po prostu ruszał.
Po chwili dostał delikatny sygnał do ruszenia, muśnięcie łydkami, napięcie krzyża. Stopniowo wydłużał wodzę, kierując konia dosiadem na ślad. Jeżeli partner był chętny do współpracy i nie urządził mu jakiegoś rodeo, Nemo złapał wodze na samym końcu, pozwalając się szyi rozluźnić. Powolutku, bez pośpiechu, acz dokładnie.
Zmusił liliputa do aktywnego stępa, przykładając łydki naprzemiennie. Jeżeli koń zrozumiał sygnał, zaprzestawał impulsu.

Snow Dancer - 2016-08-05, 13:31

W drodze na halę Snow razie stępował obok mężczyzny, co jakiś czas próbując przyspieszyć i pokazać, kto tutaj naprawdę rządzi. Co prawda Nemo skutecznie hamował jego zapędy, ale w mniemaniu kucyka to nic nie znaczyło, najwyraźniej poczucie własnej wartości miał bardzo dobrze rozwinięte. Wchodząc na halę zarżał, niski wzrost nadrabiając naprawdę głośnym tonem. Zatrzymał się posłusznie we wskazanym miejscu, co jakiś czas przegryzając wędzidło, jakby próbował na nowo się do niego przyzwyczaić. Czując ciężar na grzbiecie odchylił uszy do tyłu, na razie nie ruszając się, jednak słysząc śmiech Nemo (z czym automatycznie przyszło jego rozluźnienie) ruszył do przodu stępem. Czując pomoce do zatrzymania machnął łbem dla zasady i zatrzymał się, ustawiając równo wszystkie cztery kończyny. Często był jeżdżony ujeżdżeniowo, miał do tego naturalną smykałkę, chociaż cross i skoki przez przeszkody również nie sprawiały mu większego problemu. Typowy WKKW'ista. Cierpliwie czekał na polecenie ze strony Nemo, a w reakcji na łydkę od razu ruszył aktywnym stępem. Szedł żwawo, chód miał wyraźne czterotaktowy, a w dodatku lekki. Był profesjonalistą w każdym calu, więc ani myślał o błędnym zareagowaniu na polecenie. Godziłoby to w jego kucykowatą dumę. Korzystając z luźnej wodzy opuścił szyję, zaczynając nią swobodnie bujać w rytm własnych kroków.
Nemo - 2016-08-05, 14:00

Pustka w głowie automatycznie została zapełniona przeróżnymi pomysłami, kiedy Nemo wsiadł na grzbiet konia. Od pierwszego kroku poczuł, że nie ma pod sobą tylko i wyłącznie małego konia, nadającego się na lonże dla początkujących, tudzież dla juniorów, którzy dopiero zaczynają swoją zawodową karierę na Lkach. Chłopak był pozytywnie zaskoczony, ot co i cały czas szczerzył się do siebie jak głupek, spoglądając w dół na maszynę, która chętnie reagowała na jego pomoce.
Kiedy już pozachwycał się Dancerem, uniósł brodę w górę i zatrzymał spojrzenie przed sobą. Wodze nadal trzymał luźno, chcąc sprawić przyjemność nie tylko sobie, ale i również towarzyszowi. No i w ogóle był nauczony, że bez rozluźnienia nie ma prawdziwej jazdy, więc zgodnie ze wskazówkami wcześniejszych trenerów, rozpoczynał jazdę tak, a nie inaczej.
Po jednym, pełnym kole, Nemo zaczął zwracać większą uwagę na wyjeżdżanie narożników, choć nadal nie wymagał od niego nie wiadomo czego. Zmienił kierunek przez przekątną, starając się zupełnie nie używać wodzy, sprawdzić reakcję na sam dosiad, a przy okazji sprawić, by sygnały pochodzące z ciężaru jeźdźca, jego łydek, krzyża i akcji bioder były w tym momencie najważniejsze.
Przeszli jeszcze trzy, może cztery koła. Nemo z każdym kolejnym krokiem powoli zbierał wodze, starając się nie zaskakiwać towarzysza nagłym kontaktem. Nadgarstek luźno współpracował z pyskiem, giętko poruszał się w rytm chodu konia. Nemo miał wyrobioną przyjazną rękę, konie chętnie z nim wchodziły na kontakt, bo raczej nie przeszkadzał sztywnością w ręku, czy nadmiernym ruchem z tejże strony. Sam wychodził z założenia, żeby rumakowi pomagać, a nie go ograniczać na swoje własne widzimisię.
Po zebraniu wodzy, wejściu na delikatny, acz pewny już kontakt, Griffin przycisnął mocniej wewnętrzną łydkę, wykonując przy tym pulsacyjny ruch wewnętrznej wodzy, coby kuc skupił się na kolejnych zadaniach. Zaczęli teraz wspólnie kreślić większe i mniejsze koła, jeździec oczywiście pilnował, aby rumak nie wypadał łopatką i delikatnie owijał się wokół jego wewnętrznej łydki, ograniczając zad drugą nogą i zmuszając do zaangażowania tyłu w ćwiczenie. Chciał go jak najbardziej rozgrzać, wygiąć i sprawić, żeby był elastyczny i idealnie wpasowywał się w łuki. Po zmianie kierunku na tej samej zasadzie poprosił konia o wolty w każdym rogu, a następnie po każdej literce. Przypominał łydką w razie zawieszenia pracy umysłowej kopytnego :lol2: i nadal pilnował wygięcia, wykonując pulsacyjne, aczkolwiek delikatne ruchy ze swojej strony.
Jeżeli kuc był nieposłuszny, odpuszczał pomoce i działał nieco mocniej. Stopniował energię, siłę i pragnął, aby Snow Dancer reagował na nawet najmniejsze, niezauważalne dla kogoś z zewnątrz bodźce.

Snow Dancer - 2016-08-05, 22:15

Cóż, rodowód Snowa do czegoś zobowiązywał, a także osiągnięcie sprzed przyjazdu do Orcharda. Wtedy jednak miał stałego jeźdźca, a tutaj ewidentnie to kulało. Bądź co bądź - większość interesowała się dużymi końmi, a nie takim kucykiem, a z kolei juniorów wcale nie było aż tak dużo. Niemniej ostatnio ładnie zaprezentował się na zawodach, co optymistycznie wpływało na jego samopoczucie. Lubił błyszczeć, a także być perfekcyjnym. Dlatego też poprawnie odczytywał każdy sygnał wysyłany przez jeźdźca, nie potrzebując wskazówki pod postacią wodzy. Był bardzo czuły na łydkę (w pysku zresztą również) więc wymagał ostrożnych jeźdźców, a na samą zmianę dosiadu również był wyczulony, z utrudniało jego porozumiewanie się z początkującymi i budziło jego frustrację. Na razie jednak dobrze prowadzony nie sprawiał żadnych problemów, chętnie angażując się w pracę. Dzięki poprzednim właścicielom miał naprawdę dobrze wyrobione mięśnie grzbietu, co sprawiało, że rozluźnienie oraz swobodne poruszanie się przychodziło mu nader łatwo. Czując stopniowe nabieranie wodzy przez jeźdźca przeżuł ostrożnie wędzidło, wchodząc na kontakt z ręką mężczyzny i mocniej wkraczając tylnymi kończynami pod kłodę poprzez zaangażowanie zadu. Obił jasną kitą o stawy skokowe, cały czas trzymając uszy lekko odchylone do tyłu, oferując tym samym uwagę Nemo. Wolty wykonywał perfekcyjnie, o ile pomoce mężczyzny pozostawały subtelne. Wymagał zaangażowania zarówno wewnętrznej wodzy i ręki, jak i zewnętrznych pomocy. Tak czy owak, na kołach, tudzież ósemkach etc gładko wyginał się w potylicy, owijał się wokół wewnętrznej łydki, a tylne kończyny poruszały się śladem przednich. Był całkowicie skupiony na zadaniu, jednak nie tracił na sprężystości raźnego chodu, pokazując w pełni swobodne łopatki i dobrą mechanikę kończyn.
Nemo - 2016-08-06, 22:26

Skoro Snow tak dobrze chodził na delikatnych pomocach, nie było sensu przyciskać go na siłę. Treningi z Griffinem zazwyczaj były krótkie, aczkolwiek intensywne. Sam facet twierdził, że skoro koń chętnie współpracuje przy każdym wyznaczonym mu ćwiczeniu i dobrze mu to wychodzi, nie ma sensu kontynuować tego samego, tylko trzeba popracować nad czymś bardziej wymagającym, co może sprawiać problem.
Kiedy koń był wystarczająco rozgrzany w stępie, Nemo wykonał półparadę, a następnie dał delikatną łydkę jako sygnał do przejścia do wyższego chodu. Na długiej ścianie wpasował się w ruch konia, anglezował na tyle, na ile wybijała go akcja grzbietu Snow Dancera. Od razu narzucił mu aktywne, aczkolwiek niezbyt szybkie tempo, wskazując rytm pracą bioder oraz delikatnym muśnięciem wodzy ostatnimi palcami. Sygnał- reakcja.
Jedno koło w jedną stronę, zmiana kierunku przez półwoltę, kolejne koło, a następnie zmniejszenie pola manewru i zostanie na połowie ujeżdżalni, aby wyregulować chód, przygotować do bardziej wymagających ćwiczeń i zapoznać się z dobrym ustawieniem w kłusie, wchodząc na mocniejszy kontakt z pyskiem konia.
Zewnętrzna wodza ograniczała wypadanie łopatki, wewnętrzna pokazywała pilnowała o elastyczne wpasowywanie się szyi w zakręt. Po jednym kole przeszli na dół ujeżdżalni, zmieniając przy okazji kierunek wężykiem i wykonując to samo, tylko na drugą nogę.
Dobrze, że gdzieś w pobliżu krzątał się stajenny. Chłopak poprosił go o rozstawienie 5 drągów na kłus, wzdłuż przeciwnej dłuższej ściany. Przy okazji poprosił go, aby został z nim na chwilę, bo będzie potrzebował jego pomocy w późniejszej fazie treningu.
Po powtórzeniu ćwiczenia, chłopak skierował konia na drągi, pilnując prostego ustawienia, w razie czego pomagał sobie łydkami oraz wodzami, starając się go prowadzić prosto. Nad drągami oczywiście półsiad, delikatne oddanie wodzy, elastyczny powrót do siodła i kontynuowanie anglezowania na dobrą nogę. Jeżeli koń dobrze wykonał polecenie, nie ociągał się i aktywnie szedł do przodu, starając podnosić kończyny nad drągami, Nemo najechał na nie z drugiej strony.

Snow Dancer - 2016-08-07, 23:55

W reakcji na półparadę ogier mocniej przeżuł wędzidło i odchylił uszy do tyłu, oferując swoją uwagę Nemo. Płynnie zakłusował, od razu mając lekki chód i aktywne tempo. Miał wyraźną fazę zawieszenia i mocno angażował zad w pracę, „wpychając” tylne kończyny pod kłodę. Pozostawał na kontakcie, nie widząc potrzeby w chowaniu się za ręką chłopaka, czy też walką z nią. Szedł przed siebie niezmordowanie, wyraźnie zadowolony z okazji do rozruszania się. Na woltach/półwoltach tudzież innych figurach zginał się ładnie w potylicy, jednak nie ograniczał się tylko do tego – grzbiet i tułów również wpisywał w łuk, zgrabnie owijając się wokół łydki jeźdźca. Nie tracił ani na swobodzie ruchu, ani na równowadze, wciąż utrzymując równe tempo. Generalnie – dawał pełen popis swoich umiejętności. Rozgrzane mięśnie były coraz bardziej rozluźnione, co z kolei wpływało na jego chęć do akceptowania wędzidła i poszukiwania kontaktu. Zaokrąglił delikatnie szyję, prezentując jej umięśnioną górną linię, a cały impuls jego ruchu pochodził od zadnich nóg, poprzez grzbiet do przodu. Widząc drągi Snow postawił uszy na sztorc, wyrażając tym samym swoje zainteresowanie nimi. Nie napalał się nadmiernie, ale za to szedł do przodu dynamicznie, nie wahając się, ani nie próbując spływać na boki. Podczas pokonywania ich utrzymywał równe tempo, pełne rozluźnienie, ale kopyta podnosił starannie, prezentując dość wysoką akcję nadgarstka przez co cały ruch nabierał znacznie większej elegancji. Ogier lubił skoki, niemniej predyspozycje miał przede wszystkim do ujeżdżenia, co wpływało czasami na drobniejsze elementy jazdy. Niemniej nie puknął żadnego drąga, wyraźnie je szanując. Po pokonaniu ich parsknął z zadowoleniem, raźno idąc do przodu. Powtarzając ćwiczenie angażował się równie mocno, pozostając w pełni skupionym.
Nemo - 2016-08-08, 11:03

Snow Dancer chętnie współpracował przy każdej propozycji ćwiczenia, więc Nemo uśmiechał się delikatnie pod nosem, czując, że ma pod sobą prawdziwą maszynę ujeżdżeniową! Wiedział, że trening z wykonywaniem ciągów, łopatek będzie dla ogiera bezproblemowy, więc... Postawił na skoki. Kucol będzie mógł nieco poszaleć i spożytkować energię podczas lotów.
Po przejechaniu drągów, chłopak poklepał konia po szyi i przeszedł do stępa, delikatnie wypuszczając wodze, aż wreszcie złapał je na samym końcu. Dał Tancerzowi chwilę odsapki, pozwalając mu kroczyć stępem swobodnym po pierwszym śladzie. Sam instruował stajennego, który nieco rozstawił drągi na kłus, coby można było je również wykorzystać w galopie.
Po paru minutach odpoczynku, Nemo zaczął powoli zbierać wodze, wchodząc na kontakt. Delikatna półparada, a następnie sygnał do kłusa. Biodra mężczyzny poruszały się płynnie, dopasowując do kroku kuca. Przejechali tak parę kroków, aż wreszcie w jednym z rogów hali Snow dostał lekki sygnał do galopu. Kiedy przeszli w wyższy chód, Griffin uniósł nieco biodra w półsiadzie i oddał delikatnie wodze, pilnując aktywnego, wesołego tempa, dając trochę kucykowi poszaleć, wybiegać się i rozluźnić.
Galopowali po całości, zrobili parę kółek w jedną stronę, następnie Nemo poprosił Dancera o zwykłą zmianę nogi na przekątnej i powtórzył ćwiczenie na drugą. Schematycznie kręcili koła na górnej i dolnej części ujeżdżalni, omijając zgrabnie drągi, które miały przydać się już niedługo. Po rozgalopowaniu treningowego partnera, Nemo wreszcie usiadł w siodło, skrócił wodze, zaczął bardziej skupiać się na ustawieniu, próbował powoli i spokojnie powrócić do pracy i zwrócić uwagę konia na kolejnych zadaniach. Zaczął wykonywać na długich ścianach przejścia galop- kłus-galop (po 5 taktów w każdym chodzie).

Sara - 2016-08-08, 14:36

Po poprawnie wykonanym ćwiczeniu nagrodziła wierzchowca głosem oraz dotykiem w okolicy łopatki. Wówczas skierowała go na przekątną, podczas której pozwoliła mu również na wyprostowanie ciała. W ten sposób zmienili kierunek swojego treningu, by przećwiczyć ustępowanie od łydki również na drugą stronę. Niektóre konie miały problemy z poprawnym wykonywaniem ćwiczeń na różne strony, bowiem niejednokrotnie bywało tak, że jedna część ciała wierzchowca była bardziej usztywniona niżeli ta druga. Chciała sprawdzić czy z fryzyjczykiem jest podobnie. Powtórzyła więc poprzednie czynności, z uwzględnieniem zmian, które musiała wprowadzić by wykonać zadanie odpowiednio. Później ponownie pogładziła ogiera i dała mu już całkowity luz. Oddała dość porą część wodzy, pozwalając, a nawet zachęcając, do obniżenia i wyciągnięcia łba. Mimo wszystko prosiła go o aktywny stęp. Kiedy koń odrobinę się rozluźnił, jasnowłosa zatrzymała go i zsiadła z jego grzbietu. Wtem na hali pojawiła się inna para, którą uraczyła krótkim spojrzeniem i niczym więcej. Właściwie już skończyła trening toteż nie zależało jej na obecności innych par. Poklepawszy karego po szyi, wyszła z nim.

[zt]

Snow Dancer - 2016-08-08, 21:53

Ogier korzystając z dłuższej wodzy rozciągnął szyję, obszernym krokiem idąc do przodu. Był w pełni rozluźniony, a bystre ślepia mierzyły co jakiś czas przenikliwie krzątającego się stajennego. Przemielił parę razy wędzidło, zachowując całkowity spokój i opanowanie, jak przystało na doświadczoną sportową machinę. Gdy Nemo skrócił wodzę ogier zaczął intensywniej przeżuwać wędzidło, jednocześnie podnosząc swoją szyję oraz zaokrąglając ją, dzięki czemu uwypukliły się jego mięśnie. Zakłusował płynnie, nie tracąc ani ustawienia, ani równowagi, od razu kontynuując jazdą w żwawym tempie, częściowo przeczuwając, jaka pomoc będzie następna. W narożniku zagalopował wyraźnie „pod górkę”, równowagę odruchowo przenosząc na zad, zostawiając za to lekki przód. Przez chwilę wyglądał, jakby galopował w miejscu, krok miał króciutki, za to dynamikę olbrzymią, przez co Nemo mógł balansować na jego ciele jak na bujanym koniku. Czując łydkę i odciążenie tyłu poszerzył nieco foulę, a w końcu całkowicie przeniósł równowagę na przednie kończyny, raźno stawiając następny kroki. Niezbyt wysoki wzrost rekompensował sobie mocnym rozszerzeniem fouli oraz bardziej energicznym. Niemniej w pewnym momencie pokazał rogi ukryte w jasnej grzywie i zrolował pysk, chowając się za wędzidłem, a następnie wywalił mocno baranka z krzyża, wyraźnie się do tego przykładając. Potem dla czystej zasady strzelił jeszcze parę razy zadem, chociaż nie przykładał się do tego nadmiernie, uznając, że skoro Nemo nie spadł, to zasługuje na łaskę i przyjemność siedzenia na jego grzbiecie. Jazdę na drugą stronę kontynuował na powrót spokojnie, zupełnie jakby wcześniejszy incydent nigdy się nie wydarzył. Najwyraźniej jak każdej sportowej maszynie nie brakło mu temperamentu, nawet jeśli na pierwszy rzut oka był całkowicie spokojny. Wygięcie w galopie również nie sprawiało mu żadnych problemów, angażował się całkowicie w ćwiczenia, czerpiąc z pracy wyraźną przyjemność. Owijał się zgrabnie wokół wewnętrznej łydki, a zadnie nogi podążały śladem przednich, nie zaburzając rysunku koła. Same przejścia nie sprawiały Tancerzowi większego problemu, najwyraźniej pojedyncze brykanie skutecznie pozbawiło go chęci do kombinowania. Płynnie przechodził do wolniejszego chodu, tak samo zresztą do wyższego. Od razu zaczął mocniej pchać zadem, impuls przechodził od tylnych kończyn, poprzez grzbiet do przodu. Zbiera ł się lekko, intensywnie przeżuwając wędzidło, nie tracąc już uzyskanego przez siebie ustawienia. Był całkowicie przepuszczalny i jezdny, niewątpliwie „odrabiając” poprzedni negatywny wydźwięk.
Nemo - 2016-08-13, 18:48

No dobra, tego się nie spodziewał. Tutaj sobie grzecznie patatajtali, a tu nagle...
Nie, Nemo nie pozostał mu dłużny. Zacisnął mocniej szczęki, oparł nogę na strzemieniu i starał się wysiedzieć rodeo, robiąc pożytek z bata, którego wziął ze swojej szafki. Upomniał konia, pokazując mu błąd krótkim, acz dobitnym sygnałem, przyciskając przy tym mocniej łydkę, zamykając go w pomocach. Nie spadł. Na szczęście! Westchnął głośno, kręcąc przy tym głową i śmiejąc się z ognistego charakterku Snow Dancera. Cholera, chyba go jednak źle na początku ocenił! Toż to była maszyna, a nie kucyk na oprowadzanki.
Po wszystkich wygięciach na kołach, najechali na drągi po jednym razie z każdej strony i przeszli do aktywnego kłusa, wypuszczając powoli wodze, gdyż Griffin musiał poinstruować stajennego jakie przeszkody ma ustawić i w jakiej kolejności. Przy okazji poklepał towarzysza po szyi, przemawiając do niego spokojnym głosem, zupełnie zapominając o incydencie sprzed paru minut. Skoro ogier był już porządnie rozgrzany, faceci mogli zacząć coś hopsać!
Stanęło na małych kopertach 50 cm, ustawionych na każdej ścianie ujeżdżalni. Niezbyt wymagające, ale ciekawe jak na wstęp treningu skokowego. Przeszli na chwilę do stępa swobodnego, przy okazji kuc został ponownie poklepany po umięśnionej szyjce. Chłopak zlustrował bacznym spojrzeniem przeszkody, w kilku krokach zebrał wodze, a następnie dał towarzyszowi impuls do galopu z lewej nogi. Już z oddali patrzył na przeszkodę, trzymając konia równo w łydkach. Niby nie skakali jeszcze nic ambitnego, aczkolwiek Nemo był niezwykle uważny, jeżeli chodziło o prosty najazd. W razie czego ograniczał zad konia łydkami, a łopatki pilnował równym trzymaniem wodzy, czuły na każdy skręt, uważny, coby kuc oddał czysty, równy skok. Jeżeli czuł, że koń idzie zbyt leniwie, zaangażował pracę krzyża, wpijając się biodrami i pośladkami w siodło, starając się przekazać mu całą energię, która miała go zachęcić do pokonania przeszkody. Delikatna łydka, zrównoważony półsiad, leciutkie oddanie wodzy i obciążenie lewego strzemienia zaraz po skoku, aby kuc wiedział, w którą stronę ma lądować. Pomiędzy przeszkodami pilnował równego tempa, nigdzie im się przecież nie spieszyło.

Snow Dancer - 2016-09-03, 22:22

Ludzie często zapominali, że nie każdy kucyk wychowywany był na typowego rekreacyjnego konika. Snow miał zostać maszyną, co zresztą odpowiadało jego typowo sportowemu charakterowi i dzięki temu spełniał się w roli wszechstronnego wierzchowca na zawody. Dla juniorów, którzy dopiero zaczynali pierwsze starty był z reguły nieco bardziej wyrozumiały, ale przy dłuższych "partnerów" stawał się bardziej temperamentny. Zresztą, to robiło większe wrażenie na publiczności, co pomimo teoretycznie ograniczonego końskiego rozumu odnotował dawno temu.
Przejście do kłusa ponownie nie sprawiło mu większego problemu, krok miał dynamiczny, a także nie tracił wcześniej uzyskanego ustawienia. Równo oparty na wędzidle łypał od czasu do czasu niebieskim ślepiem na kręcącego się po hali stajennego. Przeczuwał już, co się święci i mimowolnie zaczął się mocniej odpychać zadem, stawiając teraz znacznie szersze kroki. Mimo wszystko nie oponował podczas przejścia w niższy chód, szybko koncentrując się na jeźdźcu i opuszczając nieco szyję w dół. Parsknął głośno, oczyszczając sobie chrapy z kurzu i zastrzygł uszami, próbując wyłapać jakieś ciekawe dźwięki. Po nabraniu wodzy przez Nemo odruchowo zarzucił łbem, z podekscytowaniem oceniając marne kopertki.
Ogier zagalopował od razu, mocno odpychając się zadnimi nogami od ziemi i ustawiając łeb w dogodnej dla siebie pozycji. Nie zadzierał pyska w górę, a zaokrąglił minimalnie szyję, by móc lepiej obserwować przeszkody, a także nie niszcząc sobie dzięki temu kręgosłupa. Widząc pierwszego krzyżaka na swojej drodze postawił uszy na sztorc, wyraźnie interesując się przeszkodą. Krok miał równy, dynamiczny, a przy tym cały czas pozostawał pod kontrolą jeźdźca. Sam ocenił dogodne dla siebie miejsce odbicia, angażując w tym miejscu przede wszystkim zadnie nogi. Wybił się delikatnie, po czym zaczął się składać. Sylwetka lekko mu się wyprostowała, a przody podciągnął pod klatkę piersiową, by przypadkiem nie puknąć drąga. Co prawda wysokość była mało imponująca, dlatego Tancerz zużył niewiele energii na oddanie tego skoku, ale w odróżnieniu od niektórych napalających się koni zamiast od razu skakać z zapasem, pokonał krzyżaka ekonomicznie. Właściwie nawet nie poczuł tej wysokości, ale pojęcie rozgrzewki było mu znane. Nemo nie miał żadnych problemów ze skłonieniem go do aktywnego tempa - musiał raczej uważać, by nie dać przypadkiem za dużo łydki ze względu na czułość ogiera na te pomoce. Był niczym mała torpeda i najmniejsze oddanie wodzy mógł odczytać jako sygnał do przyspieszenia. Każdego krzyżaka pokonał w ten sam sposób - starannie, ale ekonomicznie. Pomimo niewymagającej wysokości wyraźnie przykładał się do pracy, cały czas pokazując swoje zaangażowanie.

Jessamine - 2016-09-13, 13:41

Naomi napisał/a:
...


- Dobrze. - mruknęła Jessamine po wydaniu polecenia przez Naomi, na tyle głośno, żeby instruktorka mogła ją bez problemów usłyszeć. Poklepała One po łopatce i tak jak ją o to poprosiła blondynka weszła po chwili na ścianę. Przez chwilę skupiła się na czekającym ją zadaniu, więc do zakłusowania, lub też jego próby doszło prawie w połowie ściany. Jessamine poprosiła One o kłus przez dociśnięcie łydek do jej boków, oczywiście bez kopania jej po bokach. Jeżeli pomimo najszczerszych chęci czternastolatki kasztanka nie zakłusowała i Naomi kazała jej powtórzyć ćwiczenie ze stępu, dziewczyna tym razem ewentualnie dodała lekkie wypchnięcie z bioder i cmoknięcie. Zakładając, że w końcu przeszli do kłusa zaczęła anglezować Z początku miała pewien problem z nie tylko zgranie się z kucynką podczas anglezowania, ale anglezowaniem na właściwą nogę i chyba zdała sobie z tego sprawę, co ją trochę zdekoncentrowała. Następnie usilnie próbowała to zmienić anglezując na właściwą nogę, ale wiadomo, że czasem jak ktoś za bardzo chce, to mu się nie udaje, więc opanowała to dopiero pod koniec tego ćwiczenia. Miała obawy co do następnego ćwiczenia, chociaż z drugiej strony na pewno nie miała zamiaru się wycofać, zwłaszcza dlatego, że boi się zrobić coś źle. Kilka głębszych oddechów i zmotywowana czerwonowłosa pochyliła się do przodu, odrywając tyłek od siodła, trzymając się go kolanami. Następnie miała pokonać trzy okrążenia w pólsiadzie i podczas tych okrążeń czasami zdarzały jej się trudności z utrzymaniem tej pozycji, a także równowagi w półsiadzie. Później miała zmienić kierunek jazdy anglezując, więc znajdując się w odpowiednim miejscu wróciła do anglezowania, nakierowała One Million na przekątną zewnętrzną wodzą. Dużą zaletą dla Jessamine było to, że jeździła na kucyku, który był profesorem, więc miał większą cierpliwość i wiedział co robić, nawet przy lekko niedokładnych pomocach. Gdyby miała do czynienia z trudniejszym koniem, który wymaga bardziej stanowczych i dokładnych pomocy, różnie mogłoby się to potoczyć. No więc zeszły na przekątnej, podczas której kucynka mogła trochę spływać z linii prostej. Na środku wysiedziała jeden takt więcej i dopiero uniosła się z siodła, przez co kucynka powinna zmienić nogę, jednak już do końca przekątnej juniorka miała drobne problemy z anglezowaniem na właściwą nogę. Po powrocie na ścianę znowu przeszła do półsiadu i kolejne trzy okrążenia w półsiadzie. Dziewczynka była zadowolona, gdy te okrążenia dobiegły końca.

One Million - 2016-09-16, 21:51

Jessamine napisał/a:
[...]

Naomi napisał/a:
[...]


Klacz lawirowała uszami na boki, słysząc słowa kobiet. Parsknęła krótko pochwalona przez dziewczynę, nie spoczywając jednak na laurach. Po krótkiej chwili skierowały się na ścianę, by przygotować się do kolejnego zadania - kłusa. Po otrzymaniu pomocy płynących tylko z łydek, klacz faktycznie nie przeszła do kłusa. Nie wynikało to jednak ze złośliwości czy niechęci, ale nie każdy koń reaguje tylko na łydki i Jess musiała to wiedzieć. Dlatego za pewne Naomi kazała Jess powtórzyć przejście do kłusa, więc z pomocami płynącymi dodatkowo z dosiadu - kasztanka przeszła do kłusa. Poruszała się dość energicznie, ale nie za szybko i nie za wolno. Klacz wyczuła niepewność dziewczyny, ale nie wiedziała do końca co z tym fantem zrobić. Klacz nie potrafiła nadążyć z odczytywaniem pomocy od Jess, bo były nieco chaotyczne i nie do końca zrozumiałe dla niej. W pewnym momencie myślała nawet o przejściu do stępa i zakończeniu męki dziewczyny, ale w końcu lasce jakoś udało się ogarnąć całość. Podobno człowiek uczy się na błędach, więc lepiej je robić i mieć co poprawiać. Klacz jechała nadal dość energicznie, nie mając większych problemów z zaangażowaniem w pracę czy utrzymaniem stałego tempa. Kiedy dziewczyna "chwiała się" nieco w siodle, klacz miała drobną tendencję do zwalniania w tempie. Jednak pewnie bywało to naprawiane, a wyrabiało w dziewczynie nawyk trzymania ją łydką, albo przypominanie o zachowaniu tempa. Była profesorem i mogła pomagać, a nawet robiła to. Jednak wszystkiego za dziewczynę robić nie będzie, bo miała się nauczyć z czasem działać samodzielnie. Wyjechała zaraz z kobietą na przekątną czworoboku, nie dopilnowana kucynka nieco spływała z linii prostej. W końcu przecież utrzymanie jej na niej, nie było trudne i wymagało minimum zaangażowania łydkami. Jeśli Jess nie zasugerowała jej nogi przez dociśnięcie strony, to klacz po samym opadnięciu w siodło nie domyśliła się, że ma zmienić nogę. Stąd pojawił się problem anglezowania na właściwą nogę, bo klacz jej wcześniej nie zmieniła. W końcu wróciły na ścianę i wykonały kolejne trzy okrążenia.

Naomi Eaton - 2016-09-18, 10:23

- Staraj się nie cmokać - zwróciła jej uwagę przy kolejnej próbie zakłusowania, wypchnięcie z bioder na ten moment pomijając. Jeźdźcy z niewyrobioną równowagą przez ten ruch najczęściej zarzucali całym tułowiem, stąd prośba Naomi o użycie samych łydek była uzasadniona. Jeżeli klacz na nie nie reagowała od razu, był to sygnał dla instruktorki, że po lekcji powinna na nią wsiąść i dokonać korekty.
- Przejdź na chwilę do stępa - poprosiła, zanim Jessamine przeszła do ćwiczenia z półsiadem. Naomi dostrzegła pewien problem z anglezowaniem na dobrą nogę, co swoją drogą dotyczy wyłącznie jeźdźca, bo koń zmienia nogę wyłącznie w galopie. - Pamiętasz na czym polega kłusowanie na dobrą nogę? Kiedy zewnętrzna, przednia noga konia wysuwa się do przodu, Ty w tym momencie się podnosisz. Na razie możesz patrzeć na jej łopatki, później zaczniesz to już czuć - wyjaśniła, po chwili prosząc o ponowne zakłusowanie i wykonanie wcześniej wspomnianych ćwiczeń, już z uwzględnieniem prawidłowego anglezowania.
- Spróbuj się bardziej wyprostować, będzie Ci prościej zachować równowagę - poradziła Jessamine, cały czas uważnie ją obserwując. Po wykonaniu wszystkich ćwiczeń poprosiła o przejście do stępa, po czym przeszła do analizy. - Wiesz dlaczego spływała Ci z przekątnej? Nie zachowałaś linii prostej od łokcia do pyska, musisz trzymać dłonie nieco wyżej, a wodze na tej samej wysokości. Nie bój się też trzymać łydek przy bokach, jeżeli będą cały czas oparte, a nawet lekko dociśnięte, to nie ma takiej opcji, że koń zacznie Ci "dryfować" - wytłumaczyła Jessamine popełnione błędy, wspominając też o anglezowaniu na dobrą nogę, czy może raczej przypominając o tym, aby na razie pomagała sobie poprzez obserwację łopatki.
- Zakłusuj i trzymaj się ściany. Będę Cię teraz prosiła o anglezowanie, półsiad i jazdę w ćwiczebnym na przemian - dała juniorce niejaką zapowiedź, po czym dała "zielone światło" na rozpoczęcie ćwiczenia, oczywiście zaczynając od kłusa anglezowanego. Później parokrotnie, w dość długich odstępach prosiła ją o kłus ćwiczebny lub jazdę w półsiadzie, powrót do anglezowanego...

Jessamine - 2016-09-26, 12:18

Przed ćwiczeniem z półsiadem poproszona o to Jessamine zwolniła klacz do stępa: usiadła głębiej w siodło i zadziałała łydkami oraz wodzą. Ograniczyła się do tych pomocy mając nadzieję, że tym razem One odczyta jej sygnały. Poklepała ją po łopatce, spoglądając w stronę instruktorki.
- Okej, rozumiem. - odpowiedziała, gdy Naomi przypomniała jej jak funkcjonuje anglezowanie na właściwą nogę. Rozumienie to jedno, a wykonanie to drugie. Dużą rolę odgrywał zwykły stres i niepewność, która działała też na One, dlatego Jessamine postanowiła się jej pozbyć. Błędy rzecz ludzka, ale i tak lepiej jest się ich wystrzegać. Zakłusowały pod ścianą. Tym razem czternastolatka szybko odnalazła wspólny rytm z One. Anglezując obserwowała łopatki kasztanki i tym razem anglezowała na właściwą nogę, gdy przednia noga kucynki wysuwała się do przodu unosiła się z siodła, z Początku anglezowała z drobnym opóźnieniem, jednak dość szybko się wciągnęła, anglezując dość płynnie na właściwą nogę. Następnie przeszła do kolejnych ćwiczeń, zaczynają od trzech okrążeń w półsiadzie.
Kilka głębszych oddechów i zmotywowana czerwonowłosa pochyliła się do przodu, odrywając tyłek od siodła, trzymając się go kolanami. Podczas tych trzech okrążeń czasami zdarzały jej się trudności z utrzymaniem tej pozycji, a także równowagi w półsiadzie. Jednak po podpowiedziach od Naomi szło jej lepiej, wyprostowała się bardziej w siodle. Później miała zmienić kierunek jazdy anglezując, więc znajdując się w odpowiednim miejscu wróciła do anglezowania, nakierowała One Million na przekątną zewnętrzną wodzą. No więc zeszły na przekątnej, podczas której kucynka mogła trochę spływać z linii prostej. Na środku wysiedziała jeden takt więcej i dopiero uniosła się z siodła, przez co kucynka powinna zmienić nogę, Dzięki skorygowaniu ich kłusa przed ćwiczeniami w półsiadzie tym razem dziewczynka pomagając sobie obserwacją łydek anglezowała na właściwą nogę, tym razem bez żadnych opóźnień. Po powrocie na ścianę znowu przeszła do półsiadu i kolejne trzy okrążenia w półsiadzie poszły jej już znacznie lepiej od poprzednich.
Po ostatnich okrążeniach w półsiadzie przeszła z niemką do stępa siadając głębiej w siodle i działając łydkami - oczywiście w żadnym wypadku nie kopała i dźgała łydkami boków One Million. Pochwaliła ją krótko po mniej więcej poprawnym przejściu, które może nie było bardzo płynne, ale przynajmniej ośmiolatka zareagowała na pomoce. Uważnie wysłuchała uwag instruktorki, kodując je sobie w pamięci, gdyż mogą jej się zaraz przydać. Przygotowywała się do rozpoczęcia nowego ćwiczenia, a gdy blondynka dała jej zielone światło rudzielec odesłał One do kłusa napinając lekko krzyż i pochylając się do przodu i dodając obie łydki. tym razem powstrzymała się od wypychania kasztanki do wyższego chodu i cmokania. Potrzebowała chwili by wdrożyć się znowu w anglezowanie,ale bardzo szybko zaczęła unosić się i opadać zgodnie z rytmem, anglezując na właściwą nogę. łydki opierała lekko o boki kucynki. Oczywiście poruszały się pod ścianą, a poproszona przez Naomi, Jessamine siadała zgrabnie głęboko w siodło przechodząc do ćwiczebnego, lub unosząc tyłek do półsiadu, podczas którego zachowywała o wiele lepszą równowagę niż wcześniej, zachowując prostą postawę. Może tylko raz zdarzyło jej się lekko "zgubić" równowagę podczas półsiadu. Następnie wracała do anglezowanego lub ćwiczebnego, w zależności od tego o co poprosiła ją instruktorka. Anglezując nie zapominała o obserwacji łopatek niemki.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group