To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Hala - Duża hala

Elizabeth White - 2018-05-07, 14:27

Stępowały do momentu, aż zaplanowana w głowie Elizabeth konfiguracja została przeniesiona do rzeczywistości. Był to szereg składający się z czterech stacjonat w odległości co foule, o wysokości metra. Dodatkowo, równolegle do niego był ustawiony okser o wysokości 110cm. Ów wysokości miały jeszcze ulec zmianie, ale w pierwszym momencie White chciała sprawdzić zachowanie klaczy i to, jak będzie się zachowywać podczas pokonywania całości.
Wkrótce wróciła na kontakt i poprosiła o kłus, a chwilę później również o zagalopowanie. Od razu zaczęła sobie ustawiać dobre tempo i ogólną formę chodu, ostatecznie naprowadzając kobyłę na szereg. Nie przesadziła z długością najazdu - był on optymalny, by dać wystarczająco dużo czasu na zaznajomienie się z przeszkodami, ale jednocześnie nie dawał zbyt dużo czasu na nakręcenie się na skoki. Automatycznie uniosła siwej głowę, zachęcając ją do dokładnego zapoznania się z zadaniem i wzięła ją trochę na siebie, przenosząc ciężar na zad i jednocześnie zapewniając lekkie przody. Domknęła ją również łydka, prowadząc w szczelnym korytarzu, który miał zminimalizować ryzyko wyłamania. Nie pozwoliła na samowolkę, dopiero wraz z łydką posyłając kobyłę do skoku i od razu składając się z nią w locie. Pomiędzy przeszkodami, pilnowała by ta nie przygasła, na chwilkę wracając w siodło, by dalej ponownie bez opóźnienia zgrać się z Pantą w locie. W ten sposób poprowadziła ją przez wszystkie cztery przeszkody, na ostatniej mocniej dociążając prawe strzemię i jednocześnie sugerując odpowiedni dobór nogi. Wtedy po łagodnym łuku poprowadziła podopieczną na luźno stojący okser, w zakręcie skrupulatnie podpierając ją łydkami i zapewniając utrzymanie równowagi podczas tego manewru. Po wyjechaniu na prostą, wypuściła klacz do przodu, nie obniżając swojej czujności i dbając o to, by nie rozmyśliła się w ostatnim momencie. Jeżeli o okser udało im się przeskoczyć bez zgrzytów, pochwaliła Rhei po szyi i chwilę później jeszcze raz przejechała całość. W sumie pojechały to trzy razy, a jeżeli wszystko było w porządku, White zarządziła chwilkę przerwy w stępie, na dłuższej wodzy. Podczas tego przerywnika, wszystkie przeszkody zostały podniesione o 10cm. Wtedy Kanadyjka na nowo zaprosiła siwą do galopu, w którym kolejne dwa razy najechała na konfigurację, prowadząc podopieczną w identyczny co poprzednio sposób i na bieżąco korygując zmiany w jej sylwetce. Stwierdziła, że na pierwszy raz takie rozskakanie było w zupełności wystarczające, więc pozwoliła na zwolnienie do kłusa i po żuciu z ręki, również do stępa. Odpowiednio długo występowała Pantę, by następnie odprowadzić ją do stajni na odpoczynek.

z/t

Panta Rhei - 2018-05-10, 13:06

Gdy przerwa dobiegła końca, Panta ponownie została poproszona o ruszenie kłusem, a następnie o zagalopowanie. Swobodnie weszła w galop z pożądanej nogi, a zanim została naprowadzona na szereg złożony z czterech przeszkód, nabrała oczekiwanego tempa. Podczas najazdu na szereg ponownie dała się poznać jako opanowany koń, pomimo młodego wieku. Z zaciekawieniem nastawiła uszy i czekając na Elizabeth, spokojnie dogalopowała do pierwszej przeszkody, skokiem nad którą rozpoczęła szereg. Dopiero na trzeciej przeszkodzie popełniła błąd, zrzucając drąg przodami, co prawdopodobnie wynikało ze spóźnionej akcji przodem. Ciężko było się oprzeć wrażeniu, że Panta niejako "przelewała" się przez poszczególne przeszkody. Było to jednak dobre ćwiczenie by wreszcie nakłonić ją do odbijania, czego sobie nie pożałowała w starciu z wolno stojącym okserem, do którego odbiła się już porządnie, w locie składając nogi i lekko się wyciągając.
Podczas kolejnych dwóch powtórzeń była bardziej uważna, co przekładało się też na zwiększone starania, które pozwoliły jej na uniknięcie wcześniejszego błędu.
Paradoksalnie, jeszcze łatwiej było po podniesieniu przeszkód o 10 centymetrów - wtedy Panta poczuła się prawdziwe zmobilizowana, a Elizabeth nawet musiała ją lekko wstrzymywać, gdy siwa wyraźnie rozbudziła się nieco wyższymi skokami, wymagającymi większego zaangażowania. W najazdach dalej galopowała spokojnie, ale już między przeszkodami w szeregu próbowała spłaszczać galop. Zawodniczka jednak umiała temu zapobiec, co poskutkowało kolejną serią udanych skoków, po których siwa została już sprowadzona do kłusa. Po wyżuciu wodzy w dół, przeszła do stępa i po upływie kolejnych 10-15 minut, udała się z Elizabeth do stajni. zt

Sara - 2018-05-13, 16:47

Dziewczyna wybrała trening na hali, ponieważ pogoda dzisiejszego dnia niezbyt rozpieszczała i wolała uniknąć ewakuacji z powrotem do stajni, z powodu nagłego i bardzo widowiskowego urwania chmury. Poza tym hala o tej porze była pusta, więc blondynka mogła do woli z niej korzystać. Wiele już razy wspominała, że wolała treningi w pojedynkę, ponieważ w ten sposób unikała rozproszenia wierzchowca i nie musiała uważać na to, aby nie zajechać komuś drogi. Miała więc pełną dowolność i sporo możliwości. Wprowadziwszy Krakatau na halę, zatrzymała go przy jednej ze ścian, na pierwszym śladzie. Następnie pogładziła czule po smukłej szyi i zabrała się za podciągnięcie popręgu, coby w trakcje jazdy nie zsunąć się z grzbietu ogiera razem z siodłem. :lol: Na koniec upewniła się jeszcze, że wszystko z osprzętem gra i po zapięciu kasku, sprawnie zasiadła na grzbiecie Cremello. Usadowiła się wygodnie, chwyciła odpowiednio wodze, wyprostowała sylwetkę i dała kopytnemu sygnał do ruszenia. Już na wstępie prosiła go o aktywny marsz, nie pozwalając na obijanie się. Oferowała mu długą wodzę, na bardzo subtelnym kontakcie, ponieważ ufała Krakowi na tyle, aby móc sobie na to pozwolić. Zachęcała go delikatnym działaniem wodzy do zejścia łebkiem niżej i wyciągnięcia szyi, ażeby trochę sobie ją porozciągał i nieco się rozluźnił.
Krakatau - 2018-05-15, 00:18

Śmiało wmaszerował na halę, z zaciekawieniem od razu omiatając ów obiekt jasnymi ślepiami. Nie zauważył tu jednak innych wierzchowców - czego w pierwszym momencie się spodziewał - więc jedynie wypuścił powietrze z płuc i poszedł dalej. Zatrzymał się dopiero we wskazanym przez właścicielkę miejscu, cofając ucho w reakcji na poklepanie i odkręcając w jej kierunku głowę podczas podpinania popręgu. Nie miał co prawda nic przeciwko temu, ale i tak z czystej ciekawości śledził poczynania blondynki, chociaż oczywiście zachowywał się ze swoją wrodzoną ospałością.
Nie śmiał nawet drgnąć podczas wsiadania, ruszając stępem dopiero za sprawą łydki. Sara raczej nie powinna się spodziewać tego, że wypruje przed siebie jak opętany, czy chociażby z własnej woli zacznie aktywnie maszerować do przodu. Potrzebował wyraźnej zachęty, więc podczas kilku pierwszych kroków wręcz się przetoczył, dopiero wtedy lekko się ożywiając i aktywizując. Był jednak czujny i jeśli dziewczyn zapomniałaby o pilnowaniu tempa, to mogła być pewna, że momentalnie by zwolnił. Cóż, taki jego urok!
Skorzystał z dłuższej wodzy, chociaż nie rozciągnął się całkiem do dołu, głównie ze względów anatomicznych. Po prostu niósł głowę swobodnie - tzn, nie jak żyrafa, ale w charakterystycznym dla siebie obniżeniu - miękko bujając nią na boki. Nie spinał się przy tym, a po prostu oddał tej chwili relaksu, dobrze wiedząc, że później będzie musiał popracować.

Diego Montana - 2018-05-24, 22:38

Z racji mało przyjemnej pogody przyszedł z nią na dużą halę. Była tu jakaś jedna para, ale było tu w końcu tyle miejsca że spokojnie się zmieszczą. Po wejściu na obiekt oprowadził klacz dookoła w ręku, by nieco mogła się zapoznać z miejscem albo sobie przypomnieć jak wyglądało. Zatrzymał ją w końcu pod schodkami, gdzie sprawdził i poprawił sprzęt by było wszystko jak należy. Po chwili już siedział w siodle, starając się aby klacz do tego czasu zachowała stój. Jeśli tak też było pogłaskał ją po szyi, by odesłać łydką do stępa jak na razie na luźnej wodzy. Wymagał tylko aktywnego ruchu naprzód, nie ślimaczego ale nie pędzącego na łeb na szyję.
Sara - 2018-05-28, 18:46

Jasnowłosa miała na uwadze to, że Krakatau jest małym leniuszkiem i jego tempo wymaga stałej kontroli, więc przykładała do tego bardzo dużo uwagi, nie pozwalając mu na zbyt powolny marsz. W tym celu - czując, że ogier spowalnia - aktywizowała go przy użyciu bata, dość subtelnie, ale wystarczająco wyraziście dając mu do zrozumienia, co ma na myśli. Nie chciała używać łydek, doskonale wiedząc, że i tak nie zdziałają nic efektownego i trwającego dłuższy czas, a kopytny na taki impuls dość szybko mógł się znieczulić. Tymczasem rozważne użycie bata dawało to, czego blondynka oczekiwała i mogła cieszyć się aktywnym krokiem ogiera dłuższy czas. Poza tym Krakatau zachowywał się jak zwykle prawidłowo i nie sprawiał żadnych kłopotów, więc amazonka najzwyczajniej oddała się delikatnemu masażowi dolnego odcinka pleców, fundowanego poprzez aktywny marsz wierzchowca. Jej biodra płynnie podążały za ruchem konia, jednocześnie subtelnie akcentując właściwy rytm, więc blondynka trzymała się w siodle stabilnie, nie ślizgając się po nim bezwładnie. Stępowali tak przez kilkanaście minut, w tym czasie wykonując zmianę kierunku poprzez przekątną, aby wierzchowiec porozciągał się leciutko na obie strony. Podczas tego stępowania nie kręcili się wyłącznie dookoła hali, bowiem Sara przez większość czasu wprowadzała Krakatau na niewymagające łuki oraz obszerne koła, wspomagając go subtelnym kontaktem na wodzy oraz odpowiednim dosiadem, jednocześnie dopilnowując tego, aby ogier nie gasł. Dopiero po takim porządnym rozstępowaniu, blondynka zaczęła stopniowo nabierać wodzę i wchodzić na nieco mocniejszy kontakt z pyskiem konia. Aby dodatkowo ów kontakt umocnić i bardziej porozciągać ogiera, kontynuowała lekką gimnastykę. Nadal wprowadzała go na łuki i koła, jednak tym razem już nieco ciaśniejsze. Wkrótce do gry weszły również ósemki i serpentyny. Sara raczyła swojego podopiecznego bardzo czytelnymi pomocami, płynącymi zarówno od łydek, jak i wodzy. Znając konia, mogła odpowiednio dopasować natężenie ów pomocy i nie przesadzać, ani nie posyłać zbyt słabych impulsów. Starała się aby ćwiczenia te były wykonywane z jak największą starannością, aby ogier wyginał się prawidłowo, nie tracił rytmu, ani tempa oraz aby figury zachowywały prawidłowy kształt. Wyginała go tak dość długo, układając przeróżne kombinacje figur zarówno na jedną, jak i na drugą stronę, aby Cremello nie popadł w "rutynę" i zbyt szybko się nie znudził.
Little Parrish - 2018-05-29, 23:09

Po przybyciu na halę zarżała melodyjnie do przebywających tu koni/konia, by następnie dać się oprowadzić po obiekcie. Była tu nie raz, więc wygląd hali kompletnie jej nie ruszył. Zatrzymana przy schodkach stała grzecznie, rozglądając się na boki. Nawet w trakcie wsiadania nie ruszyła się nauczona tego, by stać w oczekiwaniu na sygnał od jeźdźca. Pochwalona parsknęła cicho, by następnie na sygnał Diego ruszyć energicznym stępem. Raczej nie miewała problemów z aktywnym tempem, od samego początku prezentując obszerny stęp, w którym przekraczała ślad o 2/3 kopyta, przynajmniej na początku.
Krakatau - 2018-05-30, 00:36

Fakt, Krakatau bardzo szybko potrafił znieczulić się na łydkę i po prostu przestać ją respektować. W jego przypadku niezbędne były dodatkowe pomoce w postaci bata ujeżdżeniowego, czy choćby ostróg, o których Sara powinna pomyśleć. Póki co, ów dwa narzędzia zbrodni respektował, nie pałając do nich wielką sympatią, ale zarazem nie okazując niechęci czy chociażby strachu. Na każde puknięcie bata odpowiadał skuleniem uszu na kilka kroków, ale faktycznie utrzymywał wtedy dość dobre, energiczne tempo, nie chcąc zasmakować jego potęgi.
Podczas tych kilkunastu minut stępa, zdołał się ładnie rozluźnić i nawet troszkę odpłynąć, wykazując wyraźne objawy spokojnego i zrelaksowanego konia. Wszelakie większe łuki na tym etapie pracy nie sprawiały mu większych problemów, jako że Krak był już dość elastycznym i wygimnastykowanym koniem. Ładnie giął swoje cielsko pod wpływem łydek, nie zbaczając z narzuconego mu śladu, ani nie wpadając/wypadając z niego. Co prawda zarówno na figurach jak i na przekątnej w dalszym ciągu próbował zwalniać, ale subtelne upomnienie batem było w tym przypadku w pełni wystarczające.
Wkrótce ładnie wszedł na kontakt, dochodząc na wędzidła i przyjemnie się zaokrąglając. Nieco ciaśniejsze koła, ósemki czy serpentyny również nie sprawiały ogierowi problemów, a jego zachowanie nie uległo żadnej zmianie. W dalszym ciągu respektował pomoce wspomagające jego wygięcie i wykorzystywał totalnie każdą okazję, by sobie troszkę poleniuszkować. W tej kwestii był niestety nieugięty i choć chętnie współpracował z jeźdźcem, to był zwierzem, którego po prostu trzeba było pchać.

Diego Montana - 2018-06-04, 22:48

Z Parrish współpracowali już dłuższy czas i wypracowali pewną relacją z której on był zadowolony. Dzięki klaczy wiele się jeszcze nauczył, rozwinął i wstąpił na zupełnie inny poziom. Ona na swój sposób oddała mu zaufaniem, pracą i zaangażowanie. Mógł na niej polegać zawsze i wszędzie, a to było dla niego cholernie ważne. Na początek dużo stępa, kręcąc się wokół hali bez przeszkadzania innym parom. Zmieniali kierunek przez przekątną, by po tym krótkim czasie w stępie na większym luzie pozbierać wodzę i poprzez dociążenie zadu klaczy, zachęcił ją do podstawienia go. Wtedy zaczęli na początek wykręcać 20m koła, gdzie Diego zadbał o prawidłowe zarysowanie ich. Zostawiając wewnętrzną łydkę na popręgu, odgiął klacz od niej i jednocześnie przesunął zewnętrzną za niego w geście pilnowania jej zadu na łuku. Wewnętrzną wodzą nadawał jej kierunek zgięcia i przez to ruchu, a zewnętrzną ją ograniczał. W sumie wykonali je po 2 (jedno na długiej i jedno na krótkiej ścianie) w jedną stronę,z miana kierunku przez przekątną i powtórka na drugą stronę. Za każdym razem wysyłał jej te same pomoce, by po powrocie na ścianę wymyślić nowe ćwiczenie.
Little Parrish - 2018-06-20, 15:42

Diego Montana napisał/a:
...


Stępowała aktywnie prawie kompletnie nie przejmując się teraz innymi końmi, a skupiając się na robocie i swoim Jeźdźcu. Na przekątnej naturalnie szła prosto, gdyż już dawno pozbyła się wszystkich krzywizn wynikających z jej małej świadomości ciała i nawet odklejona od ściany potrafiła zachować naturalny prostu ruch do przodu. Kiedy podniósł ją skracając wodze nie straciła na aktywności, chętnie krocząc do przodu rozluźniona.
Duże koła nie sprawiły jej żadnego problemu, na takich obszernych łukach gięła się do wewnątrz bez żadnych spięć, odpowiadała na wewnętrzne zgięcie chętnie opierając się na zewnętrznych pomocach przyjmując sugestie Diego. Zmiana kierunku nie wpłynęła na klacz znacząco, gdyż w druga stronę gięła się równie płynnie, mając obecnie obie strony w miarę dobre. Mieliła chętnie wędzidło jedno ucho kierując na Zawodnika i czekając na kolejne sygnały nie traciła na jakości stępa.

Ruth - 2018-07-15, 15:48

Przybyła z ogierem na halę, stając z brzegu i poprawiając cały sprzęt, zakładając swój kask i wsiadając na ogiera bez większych problemów z ziemi. Zrezygnowała z ostróg i bata, kierując ogiera na samych naturalnych pomocach z początku, czyli wypychając go miednicą wzdłuż hali i pozwalając kierować się na luźnej wodzy w spokojnym stępie.
King Dice - 2018-07-15, 17:31

Wchodząc na halę zarżał głośno, rozglądając się uważnie po całym obiekcie treningowym, głównie w poszukiwaniu innych koni, na których obecność był bardzo podatny. Zakładając jednak, że hala była tymczasowo pusta i wyłącznie dla nich, ogier mógł bardziej skupić się na samej Ruth. Niecierpliwie czekał aż wsiądzie, wręcz ruszając z miejsca, gdy wylądowała w siodle, nie czekając na sygnał z strony jeźdźca. Zapewne został skorygowany, więc dopiero jak przytrzymała go, ten raczył poczekać na łydkę, po której ruszył po śladzie. Na razie był spięty, stopniowo przyzwyczajał się do nowego otoczenia i nijako reagował na wszystkie dźwięki, które pochodziły spoza hali. Kobieta nie wymagała od niego aktualnie zbyt wiele, więc po prostu wywalony na przodzie stępował, korzystając z całej długości wodzy, jaką mu oferowała.
Ruth - 2018-07-15, 20:06

Skorygowała zachowanie ogiera i puściła mu półparadę, pozwalając iść przez całą ścianę hali w stępie kompletnie pozostawionym samemu sobie, dopiero na krótszej ścianie zebrała stopniowo kontakt, posyłając ogierowi łydkę i wprowadzając go łagodnym łukiem w kierunku pierwszych przeszkód, z którymi miała zamiar ogiera zapoznać. Zablokowała go w łydkach, jeśli chciał odskoczyć od przeszkody i podjechała na tyle, by ogier mógł powąchać czy choćby blisko podejść do pierwszej stacjonaty, następnie oksera oraz kolejnych przeszkód. Cały czas prowadziła go w stępie, dopiero po obejrzeniu wszystkich 7 przeszkód poprowadziła Kinga na ścianę, gdzie po półparadzie dodała łydkę i wypchnęła ogiera do kłusa, w którym zaczęła swobodnie anglezować. Stały, elastyczny kontakt nie pozwalał na szarże, podobnie jak blokujące łydki, by ogier za bardzo nie uciekał z wyznaczonej linii.
Całe okrążenie hali w kłusie bez większego dbania pokonali dość szybko, bowiem ogier miał motorek w zadzie i pędził jak tylko mógł, co nie przeszkadzało Ruth, która widząc potrzebę większej ilości adrenaliny w swoim życiu postanowiła sięgnąć po takiego konia. Następnie zaś zjechała pomiędzy dwie przeszkody, blokując ogiera w łydkach, jednej blisko popręgu, drugiej zewnętrz i odziałowując nimi po równo, aby wspomóc ogiera w ładnym łuku. Zaraz po skręcie płynnie usiadła w siodło, obciążając zad i skracając lekko kontakt, przycisnęła przy tym silniej łydki, starając się uzyskać wolniejsze tempo, w którym kierowali się dosłownie kilkanaście metrów, by później pomoce kobiety skłoniły siwka do przyśpieszenia tempa, w którym objechali dość ostro jedną z przeszkód i kierowali się na przeciw ściany.
/wybacz, kupa :c

King Dice - 2018-07-15, 21:08

Początkowo nie zaakceptował kontaktu z jej ręką, opierając się na niej i próbując wyzyskać od kobiety więcej wodzy, tak żeby mieć więcej swobody. Wszelkie próby wejścia na kontakt na razie nie kończyły się powodzeniem, ogier usilnie kombinował i w końcu schował się za wędziło, jednocześnie się przeganaszowując. Mimo, że z boku taki obraz mógł wydawać się dla kogoś niedoświadczonego ładny, to wcale nie było to nic dobrego. Pokierował się na łuku ku przeszkodom, które nie budziły w nich obawy ani strachu, był na podobnych rozskakany, nie znaczyło to jednak, że nie był nimi zainteresowany. Mierzył kolejno każdą z mijanych, badawczo przechylając łeb w ich kierunku. Po wstępnym zapoznaniu się z ich wyglądem i ustawieniem, ogier powrócił na ścianę. Na półparadę zareagował chwilowym skierowaniem uszu w tył i moment później nieco zbyt żywo i chaotycznie przeszedł do kłusa, od razu zagryzając metal w paszy i podrzucając łbem, który zaraz znów zrolował. Mogło to być dla niej dosyć nieprzyjemne, zwłaszcza dla dłoni, które musiały pilnować wodzy przed wyrwaniem ich. Nie zbaczał z wyznaczonej linii, aczkolwiek nie był tak prosty jak mogła sobie tego oczekiwać, ale na wszystko potrzeba czasu i zapewne sytuacja mogłaby się poprawić. Tego nie mógł wyuczyć się w jeden trening, ale systematyczna praca na pewno dałaby pozytywne efekty. Wystarczy tylko cierpliwość i doświadczenie.
Rzeczywiście siwek szedł z deka za szybkim tempem, jednakże dalej z odstawionym zadem i zapadniętymi, spiętymi plecami, co skutkowało przeniesieniem ciężaru na przednie partie ciała. Wjechał na łuk, a jako że nie był w pełni przepuszczalny i w dalszym ciągu spięty, to nie do końca prawidłowo wyjeżdżał i nie miał szans wpasować się ciałem w pożądany kształt, nie rozciągając się wystarczająco. Widocznie potrzebował ćwiczeń, który pomógłby mu się rozluźnić i dobrze rozciągnąć mięśnie, zwłaszcza że czekały ich dzisiaj jeszcze skoki, które bez odpowiedniego przygotowania mogły skończyć się nawet kontuzją. Poczuł działanie jej dosiadu i rąk, niechętnie, ale jednak zwolnił, młynkując nerwowo ogonem. Wewnątrz gotował się i całych tych emocji związanych z nowych miejscem zaczął się gdzieniegdzie pocić. Chętniej dodał, po raz kolejny podrzucając zadziornie łbem, nie poddając się i próbując wymusić więcej wodzy, a jeśli chociaż trochę mu się udawało, to zamiast tworzyć rogalika z szyi, wyciągał łeb przed siebie, pysk trzymając stanowczo przed pionem. Ominął jedną z przeszkód i pokierował się w wskazanym przez nią kierunku, obijając ogonem o swoje boki.

Ruth - 2018-07-31, 23:27

Wracając na ścianę przeszła w anglezowanie, delikatnie rozluźniając kontakt, działając jednak zaraz po tym półparadą i mobilizującą łydką. Prowadziła go trwale na ścianie, działając lekkim mieleniem wędzidłem, poprzez poruszanie małymi palcami wodzy, to lewej, to prawej i równe, płynne anglezowanie.
Następnie skłoniła ogiera do zjechania na sporą woltę, wspierając go łydkami w łuku i starając się mimo wszystko sprawować nad nim jakąś kontrolę. W anglezowanym było jej zdecydowanie łatwiej pracować, do tego mogło to pomóc w rozluźnieniu ogiera, który nie miał już takiego obciążenia na kłodzie. I tak rzucając mu co jakiś czas kierowała go w kłusie, przejeżdżając z jednej wolty na drugą, w przeciwnym kierunku, zaś po tej znów wracając na półtora ściany, na niej ponownie działając lekkim mieleniem wędzidła i stałością anglezowania. Kontakt miał przyjemny, nie ściągała go na siłę, a to, że szukał całkowitego luzu - może pomarzyć. To mimo wszystko nowy i nieznany koń, któremu nie mogła pozwolić wejść na głowę, czyż nie?



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group