To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Hala - Duża hala

Scandic - 2018-03-29, 15:31

Gdy wodze nieoczekiwanie się wydłużyły, początkowo klacz wydała się odrobinę zaskoczona, aczkolwiek nie polemizując z działaniami amazonki, faktycznie instynktownie bardziej spłaszczyła swój galop, odrobinę się przy tym wszystkim rozsypując i tracąc impuls, który zapewniał dynamiczny galop. Kiedy po chwili rudowłosa rozpoczęła pracę nad przywróceniem poprzedniego porządku, Scandic dosłownie na chwilę zwariowała, stawiając pewien opór w wykonywaniu czynności, o których wykonanie była proszona. Ostatecznie jednak obeszło się bez większych spięć, a gniada zgodnie z założeniem powróciła do większego zebrania, odzyskując jednocześnie swoją aktywną dążność do przodu. Po chwili zwolniła gładko do kłusa, a następnie do stępa, tym razem o wiele chętniej niż poprzednio, mimo że nie była jeszcze aż tak zmęczona. Większy problem leżał raczej po stronie Scandic, bowiem klacz opornie podchodziła do poszerzania ram. Nie wiadomo do końca skąd u niej takie podejście, być może z własnych upodobań, kaprysów, albo czystego lenistwa. Nie można powiedzieć, że gniada tego ćwiczenia nie wykonywała, bo owszem - wykonywała, lecz nieodpowiednio przypilnowana robiła to "na odwal". Chociaż sprawa niewiele lepiej miała się, gdy jeździec bardziej ją kontrolował, bowiem wówczas o ile faktycznie się rozciągnęła to nie na tyle, by zazwyczaj było to satysfakcjonujące. Dla amatora jeździectwa satysfakcjonujące by być mogło, ale już dla cenionego zawodnika ani trochę...
Po chwili odpoczynku w stępie, klacz znów przyspieszyła do galopu, automatycznie wchodząc w wyższy chód z charakterystycznym dla siebie impulsem od zadu. Uskuteczniając ładny, okrągły chód, wpierw poruszała się po kole, dopiero po czasie schodząc na ślad. Tak jak poprzednio, gniada opornie podchodziła do wyciągania wykroku i o ile robiła to w pewnym stopniu, to na pewno nieszczególnie zadowalającym. Rozciągnięcie jej ciała było bowiem ledwie widoczne. Sposobem na rozwiązanie tego problemu mogła być większa siła sygnałów, która może sprowokowałaby Scandic do lepszego działania. Jeśli Scarlett spróbowała takiego wyjścia, klacz zachowywała się już znacznie lepiej - może nie poszerzała tych swoich ram książkowo, ale z pewnością bardziej efektownie niż wcześniej. Wówczas poprawiła się też jakość i szybkość reakcji powrotu do ćwiczebnego tempa. Działania w odwrotną stronę, tj. skracanie wykroku wychodziło bez zarzutu, klacz postępowała zgodnie z zamierzeniami amazonki.
Sprawa miała się identycznie na obie strony.

// Sorry, że tak dupiato to jest napisane, ale nie ogarniam dziś życia :lol2:

Elizabeth White - 2018-04-01, 23:53

Decydując się na zakup klaczy, dobrze wiedziała, że przed nimi dużo pracy i doszlifowywania poszczególny elementów, które jeszcze ze względu na młody wiek nie były idealne. White dość niechętnie oddawała swoje konie innym jeźdźcom pod trening, chyba że były to naprawdę doświadczone osoby i sytuacja tego wymagała. Tak czy siak, zamierzała dążyć do tego, by jak najlepiej zgrać się z kopytną, a do tego potrzebny był czas. Dużo czasu, który na szczęście miały. Przy okazji, cały czas wyłapywała niedociągnięcia, które oczywiście na bieżąco starała się korygować. Upominała siwą, by ta nie zapominała do czego służy dupka, jednocześnie starając się jak najlepiej pomóc jej w zachowaniu równowagi. Nie mogła zrobić jednak wszystkiego na jednym spotkaniu, w szczególności, że było ono dość ''luźne'' i miało na celu wyłapanie tych wszystkich mankamentów. Będą musiały pojeździć troszkę bardziej ujeżdżeniowo oraz popracować na lonży, by w pełni je wyeliminować, ale jak już wspomniałam - na wszystko miały czas.
Po takiej dawce kłusa i przewałkowaniu tych wszystkich elementów, pozwoliła na chwilowy powrót do stępa, podczas którego Panta mogła nieco odetchnąć, chociaż nie sądzę, by zdążyła się jakoś wybornie zmęczyć. Przed pracą w galopie, Kanadyjka postanowiła pojeździć trochę przez pięć płasko ułożonych drążków, które leżały na hali i tylko czekały, aż ktoś z nich skorzysta. W tym celu na nowo poprosiła o kłus, w którym już od pierwszej chwili ustawiła sobie kobyłkę i wymusiła na niej odpowiednie tempo - nie za szybkie, ale w dalszym ciągu energiczne. Wtedy bez większych ogródek naprowadziła siwą na tę konstrukcję, zamykając ją łydkami i jednocześnie ograniczając możliwość spłynięcia sprzed przeszkody na boki. Pilnowała także, by kopytna nie próbowała zmieniać tempa najazdu, w razie potrzeby upominając ją półparadą. Nad samymi drążkami zaś, przeszła w delikatny półsiad i oddała podopiecznej tyle ręki, ile potrzebowała. W taki sam sposób wykonały jeszcze jeden najazd na tą stronę, a potem jeszcze dwa na drugą.

Luke - 2018-04-02, 00:35

Dobry jeździec umie nakłonić konia do spełnienia swojej prośby, mądry za to wie, kiedy należy powiedzieć "stop". Luke miał nadzieję należeć do obu tych jakże elitarnych klubów i przy stopce, którą udało mu się wysiedzieć tylko dzięki nienagannej postawie trzymanej tak długo, jak koń się nie wybił od ziemi, więc teraz siłą rzeczy nie stracił równowagi fizycznie, choć psychicznie przez ułamek sekundy odczuł zdezorientowanie kiedy jego podopieczny nie tylko tak gwałtownie zahamował, ale też wykonał mniej lub bardziej zgrabny, częściowy zwrot w lewo.
- Hej, stary, co się dzieje? - Zdziwił się na głos, co prawda nie klepiąc konia, bo nie do końca zasłużył, ale też swoim łagodnym tonem daleko będąc od wprowadzania nerwowej atmosfery. Brunet nie zwykł w takich momentach uciekać się do karcenia kopytnego batem przy czym, w ślad za niektórymi "profesjonalistami z prawdziwego zdarzenia", dałby też częściowy choć upust swojej złości na konia za nieposłuszeństwo. Szczególnie właśnie w takich sytuacjach starał się trzymać własne nerwy na wodzy, aby być w stanie przełknąć wpadkę i spróbować się dogadać z wierzchowcem. W myśl tej idei, skoro byli zwróceni, podejrzewam, bardziej w stronę długiej ściany niż wzdłuż niej, Luke postanowił po prostu powtórzyć najazd na tę samą przeszkodę, po wykonaniu takiej większej wolty. W tym celu musiał oczywiście przede wszystkim zachęcić konia do tego, aby ruszył z miejsca, dlatego w pierwszej kolejności przesunął dłonie do przodu, w ten sposób dając Krugowi więcej miejsca na pyszczku, co ogier w połączeniu z bardzo "normalną" łydką oraz wypchnięciem bioder powinien był zinterpretować jako standardową komendę "idź" a intencją jeźdźca w pierwszej kolejności był stęp, żeby najpierw upewnić się, że jego skokowiec nie ma ochoty na dalsze wydziwianie, bo oprócz zwykłego nieposłuszeństwa w obliczu złego humoru i niejako niespełnienia oczekiwań ogiera co do trasy :lol: , takie zachowanie mogłoby również sugerować nagłe zaistnienie bądź ujawnienie się problemu natury zdrowotnej, który mógłby także usprawiedliwiać zły nastrój Niemca. No ale na szczęście jakoś udało się go w pewnym sensie udobruchać czy też po prostu holsztyn łaskawie zgodził się ponownie ruszyć i Luczek ponownie go posłał go galopu, poprowadził po takiej powiększonej, zapewne lekko zniekształconej wolcie i przykładając się zarówno do tego, aby precyzyjnie nakierować ogiera na stacjonatę jak i do tego, by uspokajającym głosem spróbować zapewnić mu ciutę większy komfort psychiczny, finalnie posłał do wyskoku energiczną łydką, jeśli czuł że sama starczy to nie poprawiał jej w żaden sposób ostrogą, tylko sobie w razie co cmoknął przed wybiciem. :lol: I dalej sekwencja skoków taka, jaką zaplanował. I żeby nie przeciągać - dalej obyło się co prawda bez zrzutek, ale Luczek czuł, że Krug to dzisiaj "nie to" - i dobrze, albo może raczej - i normalne to było, bo każdy ma prawo mieć gorszy dzień. Może Sugarman też nie był chwilowo w szczytowej formie i tak do kupy to zebrawszy uznał, że zakończenie treningu skokowego w tym miejscu powinno być rozwiązaniem lepszym, niż na siłę wyciskanie z ogiera więcej. Możliwe, że te kontrgalopy na początku na tyle wkurzyły jego podopiecznego, że odechciało mu się ambitniejszej współpracy, czego w sumie rzeczywiście nie zwykli robić na treningach o charakterze skokowym, tak więc trochę wina jeźdźca z zaburzeniem schematu, trochę szkoda (o ile była to prawda), że ciemnogniademu tak bardzo nie spodobało się przełamanie tego ich schematu. No tak czy siak, po ostatniej przeszkodzie, zanim go zwolnił do kłusa, pozostał jeszcze w delikatnym półsiadzie i w galopie na nogę, na którą sobie Krug wylądował, zabrał go na ścianę, gdzie wydłużył mu nieco wodze by mógł sobie chłopak trochę (oby z umiarem) pofolgować. Po czasie uznanym za odpowiedni powziął odpowiednie kroki, których efektem było zwolnienie ogiera do kłusa, w którym też zostali chwilę dłużej a Luczek na kołach raz na jedną raz na drugą stronę starał się o zaproszenie Krugerranda do żucia z ręki. Po tych mniej lub bardziej udanych próbach poprosił go o przejście do stępa i w tym chodzie najpierw poluźnił mu o dziureczkę popręg a później, już na długaśnej wodzy zostali do końca jazdy, czyli przez najbliższe 10 minut, plus minus trzy minuty. xD
Na koniec Luczke ofc zsiadł, podciągnął strzemiona do góry i wyprowadził Kruga do stajni.

zt

Krugerrand - 2018-04-02, 00:50

Dobrze, że nie miał kolejnego bodźca do wydziwiania, dlatego mógł grzecznie wrócić do treningu chociaż naprawdę nie umiał się dzisiaj odnaleźć. Częściowo dał się zaskoczyć nową pracą w rozgrzewce jednak nie to przechyliło szalę na niekorzyść Luczka. Po prostu miał gorszy dzień i nie czuł się na siłach, żeby robić coś bardziej ambitnego niż chody po obwodzie hali. Chociaż i tak Sugarman nie będzie miał łatwo z holsztynem, który wyjątkowo potrafił się bronić przed nowymi elementami, które wpływały na te wyuczone. Stąd trudność tego konia (nie licząc oczywiście jego chęci do skakania). Tak czy inaczej, ruszając galopem, dał się poprowadzić właścicielowi po wymyślonej trasie i patrząc na przeszkodę, postawił na chwilę uszy. Całkowicie polegał na swoim jeźdźcu, nie myśląc za nikogo, więc gdy mężczyzna posłał go do skoku, ten po prostu się odbił. Nie zastanawiał się czy to będzie daleko, czy blisko więc Luke poniekąd mógł siebie sprawdzić. Szczęśliwie pokonał wszystkie postawione przed nim przeszkody, aczkolwiek brakowało w tym życia Krugerranda. Podszedł do tego jak automat, do tego kiepskiej jakości. Na szczęście właściciel podjął bardzo dobrą decyzję, za którą na pewno podziękuje mu ogier nawet na przyszłym treningu. Galopując swobodniej, rozciągnął się do dołu i minimalnie dodał, nie mając ochoty nawet na wesołe bryknięcie czy mocny galop. Równie chętnie przeszedł do kłusa i zostawiając pysk w dołu przeżuł co jakiś czas wędzidło, wyciągając nos przed siebie, gdy o to poprosił zawodnik. Teraz pod koniec robił wszystko niemalże na prędkości, żeby tylko mieć odhaczone i skończyć, co po jakimś czasie się udało, gdyż mężczyzna go zrozumiał. Idąc stępem, oddychał szybciej i nawet się spocił na szyi stresując się niepotrzebnie poprzednimi wydarzeniami. Rozstępowany już bez jeźdźca na grzbiecie ruszył w stronę stajni.
/zt

Scarlett - 2018-04-02, 01:58

Oczywiście ideałem, do którego dążyło się w pracy z koniem, były odpowiedzi na subtelne zmiany w ruchu ciała jeźdźca, które miały wywoływać mocno widoczne różnice w ruchu konia. Z góry wyznaczało to jakiś cel dla par poważnie traktujących zabawę w ujeżdżenie, niemniej jednak nie od razu Rzym zbudowano a skoro te reakcje na delikatne pomoce były wzorem, do któego wszyscy dążyli, to znaczyło, że gdzie indziej się przecież zaczynało i najpierw trzeba było pokazać kopytnemu, którędy droga, a dopiero później, wraz z rozwojem jego muskulatury oraz wzrostem siły tych mięśni, które miały wynikać z regularnej i sumiennej pracy, przychodziło też coraz większe zrozumienie pomocy, ich lepsza akceptacja a także, jeśli koń miał w sobie choć cień chęci do współpracy, wyczulenie na stopniowo coraz bardziej niewidoczne, lekkie sygnały. Kierując się tą myślą, Scar uznała, że zapewne Scandic mimo wszystko w niektórych sprawach jest jeszcze na poziomie kształcenia się tego wyczulenia i do zakresu tych nieco gorzej funkcjonujących elementów chyba śmiało można było zaliczyć dodania. Wobec tego ośmieliła się w końcu na bardziej zdecydowane "rozbujanie" klaczy biodrami wraz z wyraźniejszym impulsem od łydki, co ku jej zadowoleniu poskutkowało lepszą odpowiedzią. Od razu też głosem chwaliła kobyłę za wykazane zaangażowanie, bo zawsze to jakaś różnica na plus. Oczywiście po kilku takich wydłużeniach, podczas których to rudowłosa pracowała bardziej intensywnie i dzięki temu udało jej się trochę gniadą rozruszać, spróbowała jeszcze raz wykonać dodanie, dalej wyraźnie przygotowując kopytną półparadami, ale poza mocniejszym wypychaniem z krzyża, dawała jej impuls od bardziej już rozluźnionej łydki, za to bardziej otwierała kolana, mając nadzieję na powtórzenie elementu chociażby w bardzo podobnym stylu. Wiadomo, że podczas jednego treningu nie da się zmienić całego światopoglądu konia, idealnie przepracować wszystkich znanych ćwiczeń i jeszcze nauczyć go czegoś nowego, ale jednak każdy trening miał być małą cegiełką w powstającym domu czy tam jakiejś innej, może bardziej wzniosłej funkcją budowli, dlatego zawsze należało się starać i myśleć z perspektywą wyznaczonego celu, a zatem mieć ambicje na dokonywanie małych korekt, które wykonywane sukcesywnie i regularnie, pozbierane w kupę, miały w znacznym stopniu zbliżać do tego ideału. No, to żem się rozpisała. A wracając do treningu... :lol2:
Jazda trwała już jakiś czas i sama właściwa praca - właściwie też. Zatem, aby nie przemęczać konia bądź co bądź pozbawionego wzorowej kondycji, Scar powinna była już planować zbliżanie się do końca treningu. A zatem po tych próbach z dodaniami w galopie poprosiła klacz o zejście do kłusa by jeszcze w tym chodzie dobrać się choć cząstkowo do zmian tempa, do czego zabrała się podobnie, jak w przypadku pracy w galopie - przy pomocy cudownego ćwiczenia o nazwie "zmniejszanie i zwiększanie koła". Przy zmniejszaniu średnicy siadała miękko w siodło, starając się dosiadem z jednej strony podtrzymać ruch naprzód, z drugiej jednak podebrać jego część na rzecz działania bardziej pod górkę, a co za tym idzie - dociążającego zad. Przy zwiększaniu promienia krzywizny, po jakiej się poruszały, z kolei powracała do anglezowania na odpowiednią nogę by otwartym dosiadem i aktywniejszą łydką zachęcać klacz do wydłużenia sylwetki. Tutaj również dbała o zachowanie symetrii, tak więc wszystko powtarzała podobną ilość razy na obie strony.

Scandic - 2018-04-02, 21:22

Scandic przez długi czas pozbawiona była możliwości regularnych i rzetelnych treningów, więc pomimo zaangażowania stajennych, którzy codziennie starali się zapewniać klaczy dawkę ruchu, jej kondycja faktycznie nie była zbyt dobra. Jednak jak dotąd radziła sobie całkiem nieźle i chociaż zmęczenie już odrobinę dawało o sobie znać, gniada cały czas pracowała aktywnie i nie starała się niczego utrudniać. Wraz z prośbą o przejście do kłusa, Scandic płynnie zwolniła, jednocześnie zachowując odpowiedni impuls, zapewniający nieprzerwane angażowanie zadu oraz aktywne tempo. Chwilę później wkroczyła na nieduże koło, prawidłowo wyginając swoje ciało do wewnątrz i skracając swój wykrok. Wraz z pomocami do właśnie tego zadania, klacz zaczęła stawiać krótsze i wyższe kroki, przez co bardzo uwidoczniła się faza zawieszenia w kłusie. Swoją energię kierowała bardziej w górę, niżeli w przód, aczkolwiek cały czas poruszała się płynnie, nie stojąc w miejscu. Ponad to sylwetka gniadej zaokrągliła się jeszcze trochę, a zad został jeszcze mocniej zaangażowany. Ogólnie rzecz ujmując, kobyła nie miała najmniejszego problemu w zbieraniu się. Wychodziło jej to bardzo dobrze i efektownie. Jak już wcześniej wspomniałam - problem pojawiał się dopiero w poszerzaniu wykroku. Niemniej jednak tym razem udało się uniknąć tych trudności. Prawdopodobnie było to spowodowane wcześniejszymi próbami, dzięki którym Scandic odrobinę się przełamała, dochodząc do wniosku, że nie ma co robić pod górkę. A skoro tak, to przy zwiększaniu średnicy koła, co wiązało się z poszerzeniem ram, klaczy przychodziło to dość łatwo i całkiem naturalnie w porównaniu do pierwszych prób w galopie. Ładnie wyciągała swoją sylwetkę, jednocześnie pozostając we właściwym zgięciu. Mocno wchodziła zadnimi nogami pod kłodę i rozprężała swoje ciało. Zachowywała rytm i stałe tempo, nie przyspieszając. Na drugą stronę ćwiczenie wykonała dokładnie tak samo, starając się uzyskać identyczny efekt. Pochwały działały pozytywnie na podświadomość kobyły, bo chociaż nie była ona typem wierzchowca wylewnego i takiego, który domaga się pieszczot - od których nawet stroniła - to głosowa pochwała wpływała na nią bardzo dobrze. Dzięki temu czuła większą chęć wykonywania czegoś poprawnie.
Questionable - 2018-04-03, 09:04

Chętnie skorzystała z możliwości wyciagnięcia szyi i chwilowego odpoczynku. Amazonka zadbała jednak o to, by ten nazbyt nie rozleniwił klaczy, więc aktywizowana szła grzecznie naprzód, nie tracąc przy tym równowagi. Po minucie, która skończyła się niemal nazbyt szybko, ponownie odnalazła kontakt z Naomi i zakłusowała, gdy została o to poproszona. Tempo jej chodu nadal było aktywne, ale nieco wolniejsze w porównaniu z tym podczas anglezowania przez amazonkę. Szybko się zgrały – trzeba to było przyznać. Gniada rzadko kiedy tak chętnie wykonywała polecenia swojego jeźdźca – kiedy nie był on jej właścicielem – ale z blondynką udało jej się odnaleźć wspólny język. Najwyraźniej klaczy podobało się to, jak instruktorka do niej podchodziła, a przesyłane przez nią, klarowne pomoce, tylko ułatwiały współpracę. Żyć nie umierać.
W chwilę później już ładnie gięła się, pod wpływem łydek Naomi, na wolcie o średnicy piętnastu metrów, aby w chwilę później wejść na serpentynę o trzech łukach. Całkowicie skupiona na poprawnym wykonaniu zadania, Questionable chętnie parła naprzód, czasem chwilowo jedynie tracąc tempo, do którego szybko wracała, upomniana przez, siedzącą na jej grzbiecie, blondynkę. Ładnie gięła się w łukach i prostowała w wymaganych do tego miejscach. Wszelkie zmiany ustawienia przyjmowała bezproblemowo, płynnie zmieniając kierunki i niemal bez żadnego problemu pokonała całą, rozplanowaną na placu, figurę.
Wszedłszy na przekątną wyczuła przyzwolenie do kłusa pośredniego i długo nie trzeba było ją namawiać na rozwinięcie skrzydeł. Zarówno jej ramy jak i wykrok wydłużyły się nieco, a gniada parła przed siebie niczym nakręcony samochodzik, pokazując tym samym do czego jest zdolna. Do kłusa roboczego wróciła dość niechętnie, choć nie sprzeczała się z amazonką co do słuszności wydanego przez nią polecenia. Ten „ból” został jej jednak szybko wynagrodzony, gdyż już w chwilę później gniada weszła w galop, ale tak, jak podejrzewała Naomi, zaczęła się nieco nakręcać na szybszy chód. Nie trwało to jednak długo. Upomnienia ze strony amazonki oraz wjazd na woltę szybko ostudził jej zapędy i już w chwilę później dziewczyna miała do czynienia z poukładanym, posłusznym konikiem, który ponownie gotów był odebrać od niej wszelkie wskazówki.

Naomi Eaton - 2018-04-03, 11:59

Nao zwykle dobrze dogadywała się z końmi, nawet tymi bardziej wymagającymi. Po prostu od początku pokazywała czego oczekuje i wydawała jasne polecenia, starając się nie wprowadzać zamętu i sporo chwalić. Niemniej brakowało jej umiejętności, dlatego ten trening był, jaki był. Nie skusiła się na próbowanie elementów, jakie były dla niej czarną magią ani tym bardziej o naukę, zwyczajnie pozostawiając to w rękach profesjonalisty, tj. Christiana. Mogła mu jednak pomóc w podtrzymaniu formy Q i poszlifować podstawy, czego nigdy nie było za wiele.
Zanim zjechała z koła, poklepała klacz po wewnętrznej stronie szyi, nie tracąc kontaktu na zewnętrznej wodzy. Następnie wróciła na ścianę i to na niej pozostała na dłuższą chwilę, chcąc się "pobawić" w dodania i skrócenia. Wyjeżdżając na długą ścianę, domknęła klacz dołem i otworzyła się bardziej w biodrach, umożliwiając gniadej swobodne poszerzenie ram. Jej ręka pozostawała elastyczna, dlatego udało jej się uniknąć przytrzymania Q podczas wyjścia w przód. Zbliżając się do krótkiej ściany hali, paroma półparadami uprzedziła ją o nadchodzącej zmianie, po czym zwolniła przede wszystkim od dosiadu, cały czas jednak podtrzymując galop łydką, by Questionable nie odebrała tego jako zmianę chodu. Takie dodanie i skrócenie wykonała parokrotnie, także podczas galopu na długiej ścianie, gdy klacz nabrała już niejakiej płynności i przestała "walczyć" przy skróceniach, jak wtedy, w kłusie.
Oczywiście nie kręciła kilometrów w galopie na jedną nogę, tylko w międzyczasie zmieniła kierunek przez przekątną, w jej połowie zmieniając nogę poprzez przejście do kłusa i ponowne zagalopowanie, co pozwoliło im na równomierne rozłożenie ćwiczeń.

Questionable - 2018-04-04, 21:27

Regularne treningi także działały cuda. Bardzo poprawiały ruchy konia, nie wspominając o sylwetce, która wystawiana na częste próby naturalnie ulepszała się, równocześnie poprawiając kondycję, zarówno tę fizyczną jak psychiczną. To, że Naomi nie zamierzała jej uczyć niczego nowego, w tym przypadku nie było więc złym pomysłem - Questionable powoli wracała na wysokie obroty, a więc tego typu lekcja dostarczała jej dużo więcej dobrego, niż usilne wklepanie do końskiego mózgu nowych poleceń.
Z zadowoleniem przyjęła klepanie po szyi od, siedzącej na jej grzbiecie, blondynki, a chwilę później była już skupiona na nowych zadaniach. Z uszami postawionymi na sztorc poruszała się naprzód, a gdy weszła na długą ścianę, w jej oczach zapaliły się ogniki. Ale nie takie szaleńcze. Gotowe na więcej.
Klacz chętnie wydłużyła się i zaczęła efektownie przebierać nogami, całkiem nieźle przy tym przyspieszając. Nie nakręcała się jednak. Szła równym, energicznym tempem, nie dając amazonce odrobiny wątpliwości, że zaraz zrobi coś, czego nie powinna. Podporządkowała się całkowicie, więc gdy dochodziły już do krótkiej ściany, a ona wyczuła kolejne wskazówki, wyciszyła się lekko, pozostając przy tym w galopie. Chętnie skorzystała z podparcia na pomocach amazonki, gdy wchodziła w łuk i kolejny raz, poprawnie wykonała ćwiczenie. Nie miała większych problemów z żadnymi powtórzeniami oraz z pracą na obie strony. Może lewa była dla niej odrobinę gorsza, ale nie rzucało się to tak bardzo w oczy.

Scarlett - 2018-04-05, 13:11

Jej zadowolenie z zaangażowania klaczy w pracę wyrażało się właśnie w częstych pochwałach głosowych, które najwyraźniej motywowały ją do dalszego starania się. Tak naprawdę Scar była już ukontentowana jeśli chodzi o wykonaną dziś robotę, a zatem podjęła decyzję o wykonaniu ostatniego już ćwiczenia na dziś, mającego na celu sprawdzić chęci i możliwości Scandic do dłuższego pozostania w wydłużonej sylwetce, bądź co bądź koło wymagało raczej częstych zmian i szybkich reakcji, co pozytywnie wpływało na wzrost przepuszczalności i pomagało w budowaniu siły i wytrzymałości przy częstych powtórzeniach, natomiast zaplanowane przez rudowłosą wydłużenia na przekątnych już tych cech poniekąd wymagały. A zatem bezpośrednio po kołach pokierowała gniadą na ścianę i dzięki rozmiarom hali nie musiała czekać na wyjście z narożnika, bo spokojnie na długości jednej długiej ściany mieściły się przynajmniej dwie przekątne. Tak naprawdę ćwiczenie miało zostać wykonane dwa razy i tak też pokierowała kopytną, każdorazowo przed rozpoczęciem przekątnej skracała klacz jak na kole, aby miała w sobie energię do dynamicznego przejścia i kiedy już wyszły na pierwszą przekątną, tak jak poprzednio a może i nawet wyraźniej posłała ją do wypełnienia sobą rozszerzonych ram, anglezując otwierała biodra i nie blokowała jej kolanami, co dodatkowo zapewniało jej swobodę ruchów. Starała się o podtrzymanie impulsu do końca przekątnej i dopiero pod jej koniec rozpoczęła ponowne zbieranie kobyły, niemniej jednak jeśli Scandic zaczęła szybciej gasnąć, skrócenie nadeszło szybciej. Powtórzyły to zadanie jeszcze na jednej przekątnej i później już, po lekkim zwolnieniu do roboczego tempa, wydłużyła gniadej wodze by mogła opuścić i rozciągnąć szyję i po takim luźniejszym, krótkim rozkłusowaniu zwolniła ją do stępa by już w tym chodzie dać jej pełen luz w trakcie rozstępowania. Oczywiście nie omieszkała jej poklepać po szyi i o dziurkę wydłużyć popręg, a w samym stępie pozostały dobrych kilkanaście minut, coby zminimalizować ryzyko wystąpienia zakwasów. Po wszystkim zsiadła i zaprowadziła klacz do stajni.

zt

Naomi Eaton - 2018-04-05, 19:08

Ta łatwość, z jaką przebiegał trening, dodała Naomi pewności siebie i sprawiała, że blondynka zwyczajnie czuła się lepiej. Nie musząc szarpać się z koniem ani walczyć o życie, mogła się odprężyć i w pełni korzystać z dobrodziejstwa, jakim była jazda na koniu sportowym. Czasami musiała wsiadać na stajenne rekreanty, czego nawet nie dało się porównać do jazdy na grzbiecie Q.
W pewnym momencie zwolniła do kłusa, w którym pokonała najbliższy narożnik, po czym na ścianie rozpoczęła koło o średnicy piętnastu metrów, podczas którego zaczęła anglezować i wypuszczać Questionable w dół, dojeżdżając ją łydką do oddającej ręki. Przed zamknięciem koła nabrała wodze z powrotem na kontakt i wróciła w siodło, by zagalopować z tego samego punktu i rozpocząć w nim serpentynę o trzech łukach. Nie różniła się niczym od tej, którą robiły w kłusie, poza tym, że zmieniając kierunek, Nao nie zmieniła nogi w galopie, tym samym jeden z brzuszków wykonując w kontrgalopie.
Taka przynajmniej była jej intencja, bowiem w trakcie wykonywania ćwiczenia okazało się, że nie doceniła wrażliwości klaczy i gdy tylko minimalnie, zupełnie nieświadomie przesunęła ciężar ciała na drugą kość kulszową, Questionable zmieniła nogę mimo iż Naomi utrzymywała dotychczasowe ustawienie. Dobrze wiedząc, że był to jej własny błąd, nie wyciągnęła z tego żadnych konsekwencji, tylko od razu przeszła do kłusa, zrobiła woltę, na której postarała się o rozluźnienie klaczy, po czym ponownie wjechała na ścianę, zagalopowała w narożniku i raz jeszcze zapoczątkowała serpentynę, tym razem pilnując się podwójnie. Tym razem udało jej się dochować galopu z - dajmy na to - prawej nogi podczas wykonywania całej figury, za co pochwaliła klacz, choć powinna siebie, bo dla gniadej była to drobnostka.
Następnie po krótkiej przerwie w stępie, spróbowała zrobić to samo, tylko w galopie z lewej nogi, czyli pierw zakłusowała, a dopiero kiedy poczuła, że Q jest "fajna", miękka i przepuszczalna, zagalopowała sobie w narożniku i niebawem rozpoczęła serpentynę.

/W kolejnym już koniec, tak myślę. ^.^

Scandic - 2018-04-05, 19:56

Scandic była koniem całkiem ambitnym, a co za tym idzie – mocno angażującym się w stawiane przed nim zadania. Doskonale znała swoją wartość i pochwały byłyby właściwie niepotrzebne, jednak były w stanie poczynić pewne korku ku lepszemu. Szczególnie, gdy klacz wykonywała ćwiczenie, z którym niekoniecznie sobie radziła… Chociaż niechęć do poszerzania ram brała się raczej z czystego lenistwa, niżeli braków w wiedzy i umiejętnościach. Tak czy inaczej pochwały – głównie właśnie te głosowe – wpływały na gniadą pozytywnie, a na pewno pozytywniej, niż nagany.
W końcu klacz skierowała się na ścianę, a kolejno na przekątną, gdzie ponownie uzyskała pomoce do wydłużenia kroku. Wcześniejsze skrócenie gniadej faktycznie zaowocowało bardziej energicznym i dynamicznym wejściem w szerszy krok. Scandic ponownie wyciągnęła swoją sylwetkę, jednocześnie zachowując odpowiedni rytm oraz tempo. Poprawnie pokrywała duże powierzchnie terenu, dążąc płynnie w wyznaczonym przez amazonkę kierunku. Do samego końca nie brakowało jej energii, więc nie gasła. Natomiast gdy przyszła pora zebrania, klacz płynnie wróciła do bardziej naturalnego kroku, czując jednocześnie swoistą ulgę. Starała się jak mogła, ale nie oznaczało to, że wykonywanie znielubionego ćwiczenia przynosiło jej frajdę. Podczas drugiej próby postępowała dokładnie tak samo, nie sprawiając żadnych problemów i wykonując zadanie prawidłowo, z naturalną lekkością. Ostatecznie gniada dostała zdecydowanie więcej luzu i korzystając z nieco wydłużonej wodzy, obniżyła oraz wyciągnęła szyję, pozwalając sobie na jej lekkie rozluźnienie. Po paru minutach płynnie zwolniła do stępa, w tym chodzie już całkowicie wyciągając i obniżając łeb, jednocześnie pozwalając mięśniom szyi oraz grzbietu na spore rozluźnienie. Stępowała w swoim rytmie, aczkolwiek dość aktywnie, mimo zmęczenia.
W końcu, gdy Scarlett zsiadła z jej grzbietu, udała się wraz z nią do stajni.

[zt]

Questionable - 2018-04-06, 14:44

Questionable, jak każda szanująca się klacz, miała czasem swoje humorki i wtedy z pewnością nie dało się czerpać takiej przyjemności z jazdy na niej. Na szczęście te dni zdarzały się na tyle rzadko, że dużo częściej jazda na gniadej dawała jeźdźcowi satysfakcję, w szczególności, że była dość chętnym do współpracy koniem, nie mającym większych problemów z wykonywaniem poleceń. Sama pchała się od zadu do wędzidła i aktywnie angażowała w pracę, dając wrażenie swoistego płynięcia naprzód.
Poproszona o przejście do kłusa gładko wytraciła prędkość galopu, pozostając w niższym chodzie, nadal całkowicie skupiona na Naomi. W niemal niezmienionym tempie rozpoczęła wykonywać woltę, by na niej wyczuć kolejne intencje amazonki. Powoli i stopniowo obniżała łeb, stale pozostając na kontakcie z ręką blondynki i raz po raz mieliła w pysku wędzidło, chwilę później wracając do poprzedniego ustawienia. Następnie weszła w galop i poprowadzona na serpentynę dała się prowadzić po prostych liniach, bez żadnego problemu wpisując się w łuki.. ale właśnie. Zakodowane w głowie zmiany nogi, nawet przy niewielkiej prowokacji, zaskoczyły w myślach klaczy, a kończyny zadziałały automatycznie – mimo braku intencji blondynki gniada zmieniła nogę w galopie, łatwiej i bardziej naturalnie podążając teraz w przeciwnym kierunku. To jednak szybko zostało wybite jej z głowy przejściem do kłusa, woltą, i kolejnym zagalopowaniem by wykonać serpentynę. Tym razem Questionable była równie mocno nastawiona na czytanie sygnałów instruktorki, a gdy nadeszła pora kontrgalopu, kontynuowała przejazd na prawą nogę, nie ciągnąc w żaden sposób do zmiany jej na lewo. Nie była to najbardziej komfortowa pozycja na świecie, ale znała ją i nie protestowała przed wykonaniem.
Chwila stępa była zbawienna, gdyż klacz – mimo kontynuowania w aktywnym tempie najniższego chodu – była w stanie złapać odrobinę głębszy oddech i chwilę odpocząć. Kolejne zagalopowanie wprawdzie bez problemu wykonała, ale pieniła się już między nogami, a na jej ciele wychodziły na wierzch pojedyncze żyłki.

Naomi Eaton - 2018-04-06, 16:48

Naomi zależało na tym, żeby zakończyć trening czymś udanym, a także na tym, by dopilnować wykonania zadanych ćwiczeń na obie strony. Kiedy ukończyła serpentynę w galopie z lewej nogi, pochwaliła klacz klepaniem po szyi, po czym zwolniła do kłusa. Nie chciała i nie mogła też przesadzić, i chociaż była pewna, że Questionable dałaby jeszcze radę popracować (wszakże piana i pojedyncze żyłki widoczne pod skórą nie były jeszcze wyznacznikiem takiego zmęczenia, które by na to nie pozwalało), to wolała jednak zakończyć trening już teraz. Czasem miało to swoje pozytywne strony.
W każdym razie, trzymając się pierwszego śladu, na długiej ścianie wykonała żucie z ręki w kłusie, po czym zwolniła do stępa. Zjechała nim na drugi ślad, żeby nie przeszkadzać i oddała gniadej wodze, pozwalając na zasłużony odpoczynek. Solidnie i uczciwie rozstępowała klacz, a przed opuszczeniem hali zsiadła z niej, okryła ją derką, którą wcześniej porzuciła na bandzie, po czym wyprowadziła Q do stajni, po drodze miziając ją jeszcze po nosku. :3 zt

Panta Rhei - 2018-04-06, 21:49

Ukryj: 
Elizabeth White napisał/a:
Decydując się na zakup klaczy, dobrze wiedziała, że przed nimi dużo pracy i doszlifowywania poszczególny elementów, które jeszcze ze względu na młody wiek nie były idealne. White dość niechętnie oddawała swoje konie innym jeźdźcom pod trening, chyba że były to naprawdę doświadczone osoby i sytuacja tego wymagała. Tak czy siak, zamierzała dążyć do tego, by jak najlepiej zgrać się z kopytną, a do tego potrzebny był czas. Dużo czasu, który na szczęście miały. Przy okazji, cały czas wyłapywała niedociągnięcia, które oczywiście na bieżąco starała się korygować. Upominała siwą, by ta nie zapominała do czego służy dupka, jednocześnie starając się jak najlepiej pomóc jej w zachowaniu równowagi. Nie mogła zrobić jednak wszystkiego na jednym spotkaniu, w szczególności, że było ono dość ''luźne'' i miało na celu wyłapanie tych wszystkich mankamentów. Będą musiały pojeździć troszkę bardziej ujeżdżeniowo oraz popracować na lonży, by w pełni je wyeliminować, ale jak już wspomniałam - na wszystko miały czas.
Po takiej dawce kłusa i przewałkowaniu tych wszystkich elementów, pozwoliła na chwilowy powrót do stępa, podczas którego Panta mogła nieco odetchnąć, chociaż nie sądzę, by zdążyła się jakoś wybornie zmęczyć. Przed pracą w galopie, Kanadyjka postanowiła pojeździć trochę przez pięć płasko ułożonych drążków, które leżały na hali i tylko czekały, aż ktoś z nich skorzysta. W tym celu na nowo poprosiła o kłus, w którym już od pierwszej chwili ustawiła sobie kobyłkę i wymusiła na niej odpowiednie tempo - nie za szybkie, ale w dalszym ciągu energiczne. Wtedy bez większych ogródek naprowadziła siwą na tę konstrukcję, zamykając ją łydkami i jednocześnie ograniczając możliwość spłynięcia sprzed przeszkody na boki. Pilnowała także, by kopytna nie próbowała zmieniać tempa najazdu, w razie potrzeby upominając ją półparadą. Nad samymi drążkami zaś, przeszła w delikatny półsiad i oddała podopiecznej tyle ręki, ile potrzebowała. W taki sam sposób wykonały jeszcze jeden najazd na tą stronę, a potem jeszcze dwa na drugą.


Przeszła do stępa, w którym wyciągnęła lekko nos do przodu, korzystając z dłuższej wodzy. Nie zmęczyła się, na pewno nie fizycznie. Psychiczne zmęczenie było jednak bardziej prawdopodobne, bowiem jako młody koń - i koń w ogóle... - miała ograniczoną możliwość koncentracji i po paru minutach często dosłownie dymiło jej pod kopułą.
Odpoczęła więc w stępie, po czym ponownie ruszyła kłusem, którym Elizabeth naprowadziła ją na drążki. Szła energicznie, nie przyspieszając nawet na widok drążków, chociaż przed samym wejściem w nie, nieznacznie wypadła z rytmu. O dziwo jednak nie uderzyła w żaden z drągów, zgrabnie stawiając kopyta między nimi w taki sposób, aby zmieścić się w ustawionych odległościach.
Takie wypadnięcie z rytmu jednak nie powinno mieć miejsca. Niewątpliwie było wywołane podekscytowaniem, dobrze skrywanym aż do ostatniej chwili. Przy kolejnym podejściu do tego samego ćwiczenia Panta już jednak nie powtórzyła tego samego błędu, jakby rozumiejąc, że nie było to warte takiego przejawu radości. Generalnie nie miała z tym zadaniem problemów - nie próbowała zmienić tempa, ani tym bardziej wymigać się od najazdu.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group