Zauważywszy na hali swojego właściciela i usłyszawszy jego głos, skierowała w stronę mężczyzny ucho, nie robiąc poza tym nic innego. Jej głowa zbyt zajęta była, siedzącą na jej grzbiecie, amazonką, która próbowała wyegzekwować na niej wolniejsze tempo kłusa, co zdecydowanie jej się nie podobało.
Niestety to, że jej się to niepodobało, nie miało zbytnio wpłynąć na Naomi, która skutecznym anglezowaniem zmusiła ją do zwolnienia tempa. Questionable wyciszyła się nieco, po kilku krokach odnajdując spełnienie w tempie kłusa, którym teraz się poruszały, a wprowadzona na serpentynę ponownie skoncentrowała się wyłącznie na nowym ćwiczeniu.
W łukach chętnie korzystała z pomocy amazonki, która skrupulatnie podpierała jej boki i nie pozwalała na wypadnięcie z ustawienia i nie miała większych problemów ze zmianami stron, a tym samym układu swojej sylwetki. Ładnie wpisywała się w serpentynę po całej jej szerokości, a jej ruchy były płynne i pewnie przyjemnie się na nie patrzyło z boku.
Kończąc serpentynę, miała pomysł na parę kolejnych ruchów, dlatego już z najbliższego narożnika zabrała Questionable na przekątną. Korzystając z tego, że była ona wolna, Naomi zdecydowała się na przejście do kłusa pośredniego. Dokładając łydki do boków gniadej, także poprzez sposób anglezowania zachęciła ją do wydłużenia kroku - wstając nieco mocniej wypychała biodra w przód, tym samym zachęcając konia do tego samego. Jednocześnie zrobiła jej odrobinę miejsca z przodu, nieznacznie przesuwając ręce, ale nie dopuszczając do utraty kontaktu. W połowie przekątnej uwzględniła zmianę nogi, na którą anglezowała, natomiast wracając na ścianę, zwolniła do kłusa roboczego. Znalazłszy się w połowie krótszej ściany, od razu wjechała na woltę o średnicy dziesięciu metrów, po zamknięciu której pozostała na kole celem wykonania następnego, tylko o szerszym promieniu. Zamykając je, rozpoczęła jeszcze jedno, największe - o średnicy dwudziestu metrów. Poszerzając średnicę opierała się przede wszystkim na użyciu wewnętrznej łydki, ale też zewnętrznej wodzy, którą subtelnie odsuwała od szyi i naprowadzała na nią Questionable łydką. Jednocześnie dbała o to, by klacz prawidłowo wpisywała się ciałem w łuk, jako że dążyła do uzyskania rozluźnienia i elastyczności. Kończąc jazdę po kole, pojechała na wprost by z najbliższego narożnika ponownie wyjść na przekątną i zmienić poprzez nią kierunek w kłusie pośrednim, co miało jej pozwolić na wykonanie tego samego ćwiczenia z poszerzaniem kół na przeciwległej ścianie, w drugą stronę.Questionable - 2018-03-27, 18:16 Jej uszy stale postawione były na sztorc, a Questionable weszła na obroty typowe dla siebie podczas treningu. Dobrze było widzieć, że już dawno przestała poddawać się wyłącznie Chrisowi i wchodziła w dobry kontakt także z innymi jeźdźcami. W stajni z której pochodziła była koniem jednego jeźdźca, ale widać było że od tamtej pory podejście do ludzi, z jej strony, diametralnie się zmieniło. Dzieki temu właściciel mógł polegać także na innych jeźdźcach, kiedy nie miał czasu zająć się Questionable, a ona się ich nie bała i nawet wychodziło jej to na zdrowie.
Po zakończonej serpentynie dziarsko weszła na przekątną, od razu wyczuwając przy tym intencje amazonki. Wyczuła, że sposób jej anglezowania się zmienił i stał się inny od rytmu, którym poruszała się gniada. Skoro Naomi nie miała zamiaru ponownie się dostosować, dla swojej własnej wygody Q zaczęła stawiać obszerniejsze kroki i wyciągnęła nieco swoją szyję, korzystając z większej ilości miejsca na przodzie. Stawiała długie, równe kroki, dając się prowadzić po prostej linii i nie uciekając na żadną ze stron. Skierowała ucho w stronę amazonki, gdy ta na jeden takt przysiadła w siodle, ale nie zmieniła niczego w swoim stylu poruszania się, gdyż ta po zmianie nogi anglezowania kontynuowała to dłuższe pozostawanie w powietrzu. Po powrocie na ścianę wróciła do kłusa roboczego, aby wkrótce wykonać dwie, następujące po sobie wolty z tym samym punktem rozpoczęcia i zamknięcia. Gniada ładnie gięła się pod wpływem łydek amazonki i szła w pełnym rozluźnieniu i skupieniu. Ani na moment nie przestała reagować na przesyłane jej sygnały, dzięki czemu zrozumiała aluzję do powiększenia średnicy i ładnie wpisywała się w oba łuki.
Następnie bez problemu powtórzyła ćwiczenie z wydłużeniem ram na kolejnej przekątnej, a także w bardzo podobnym stylu wykonała dwa kolejne koła, na które wprowadziła ją Naomi. Stale też mieliła w pysku wędzidło, nieźle się już przy tym pieniąc.Scandic - 2018-03-27, 18:33 Klacz tak opornie podchodziła do zatrzymań wyłącznie z powodu nadmiaru energii. Chciała pozostawać w stałym ruchu, dlatego nim doszło do zatrzymania próbowała się z dziewczyną trochę siłować, jednocześnie testując czy Scarlett należy do tych osób, które dają sobie wejść na głowę. Jednak rudowłosa pozostawała nieugięta, co po pewnym czasie skutecznie zniechęciło gniadą. Scandic nie miała najmniejszego problemu z interpretacją pomocy do ustępowań, co wiązało się z szybką reakcją. Ponad tym była koniem raczej ambitnym i dokładnym, więc jeżeli tylko miała siłę i dobry dzień wszystko wykonywała wlot. Nie ociągała się i kiedy tylko wchodziła w ustawienie do ustępowania od łydki, pracowała bardzo prężnie. Wyraźnie krzyżowała nogi, nie zginała niepotrzebnie ciała, wyłącznie szyję lekko przechylając w kierunku przeciwnym do kierunku ruchu, nie wyginając nadmiernie potylicy. Natomiast subtelny ruch w bok nie odbywał się kosztem dążności do przodu, której klacz nie traciła ani na moment, jednocześnie zachowując właściwy impuls i energię ruchów. Scandic nie wymagała wymyślnych ćwiczeń, żeby nie zacząć się nudzić, chodziło wyłącznie o to, by jeździec stale zwracał czymś jej uwagę i dokonywał przeplatania elementów, a nie w kółko wałkował to samo. Kombinacje stosowane przy łopatce do wewnątrz ani trochę nie nudziły klaczy, choć samo ćwiczenie nie było czymś wielkim. Dzięki występującym co jakiś czas zmianom, Scandic nie popadała w rutynę i była stale skupiona na amazonce, a to z pewnością przyczyniało się do szybszych reakcji i prawidłowo wykonywanych zadań. Każdorazowo po wyjściu z łuku i otrzymaniu pomocy do łopatki do wewnątrz, klacz pozostawała w nieprzesadnie zgiętej pozycji, nieznacznie odchylonej. Nie spływała do środka, poruszając się prężnie w przód i zachowując pełną równowagę. Wplecione pomiędzy te ćwiczenia inne figury klaczy przychodziły bez większych problemów, ale na tym etapie także zatrzymania wychodziły nienagannie. Jak wcześniej wspomniałam, gniada w końcu ugięła się przed Scarlett i teraz stawała bez jakichkolwiek oporów. A ponieważ była wyczulona na sposób zatrzymania, odruchowo stawała prosto, podstawiając tylne nogi pod kłodę i wszystkie kończyny trzymając w równych liniach. Klacz chętnie dążyła do kontaktu, więc uzyskanie oczekiwanego efektu nie było zbyt czasochłonne, ani męczące. Przy tym stale aktywnie pracowała zgrabnym zadkiem, którym mocno weszła w kłus, kiedy tylko otrzymała takowy sygnał. W tym chodzie również zaczęła wykonywać wszelkiego rodzaju figury, zgodnie z przewidzeniami łatwo i dobrze wpisując się w stawiane przed nią łuki. Zarówno wygięcia do wewnątrz jak i do zewnątrz, podparte odpowiednimi pomocami, wychodziły klaczy wręcz śpiewająco. Na tym etapie była już całkiem rozluźniona, co było czuć siedząc w siodle. Gładko płynęła, nawet kiedy zwalniała do stępu oraz przyspieszała z powrotem do kłusa. Z zatrzymaniami z kłusa również dobrze sobie radziła. Była na tyle skupiona na amazonce, że jeżeli otrzymywała rzetelne i mocne pomoce, to reagowała natychmiastowo i bez sprzeciwów.Luke - 2018-03-27, 18:33
Ukryj:
Krugerrand napisał/a:
Poświęcenie chwili ćwiczeniu na zmianę ustawienia i jego kąt wpłynęło pozytywnie na ciemno gniadego, który w końcu odpuścił w potylicy i dawał ustawiać sobie łeb niemalże w każdą stronę, bez podnoszenia szyi. Był w pełni rozluźniony i tak mielił wędzidło, że aż zaczął się opluwać. Przechodząc w końcu do galopu, został w niskim ustawieniu, które utrzymywał do tej pory i nawet zrobił ze swojego ciała takiego dużego rogala, by raz niewinnie strzelić baranka, chociaż nie był on specjalnie mocny, gdyż Krug nie zrobił tego po chamsku. Galopując pewnie przed siebie, parsknął głośno i rozciągnął szyję, uważając jednak na pysk, który znalazł się niebezpiecznie blisko pracujących w galopie nóg. Zmieniając kierunek i galopując na drugą stronę, tym razem uraczył Luczka lekkim bryknięciem, a dalej już spokojnym galopem. Dzisiejszego dnia chętnie się rozciągał, wręcz samemu szukając możliwości zejścia do ziemi. Takie flow, jutro może nie być już taki skory do rozciągania pleców, a być bardziej wymagającym.
Stępując rozglądał się z zainteresowaniem po hali, zarówno po trenujących parach jak i obsłudze, która walczyła z przeszkodami. Nie było mu jednak dane od razu zaatakować przeszkód, a musiał jeszcze coś jeszcze przed tym zrobić. Wchodząc ponownie na kontakt, tym razem podniósł się trochę i wraz z przyłożeniem łydek do galopu, raczej spełnił oczekiwania właściciela. Holsztyn uniósł wysoko przody i sięgnął nimi dalej pociągając za sobą tyły i jednocześnie robiąc pierwszą foule. Nie miał problemu z przejściem stęp-galop spotykając się z tym na co dzień. Dlatego ponownie przechodząc do stępa,czekał na rozwój sytuacji.
Podczas kiedy ich mini-parkur jeszcze powstawał, brunet postarał się zająć ciemnogniadego, nie oddalając się jednak specjalnie od stających na hali przeszkód, tak aby przy okazji kolejnych ćwiczeń trenować również samo skupienie, o które wiadomo, nie zawsze łatwo, kiedy wokół się coś dzieje. Jeszcze przez chwilę prosił Kruga o poruszanie się aktywnym stępem, aby poprowadzić go wzdłuż ściany na drugim śladzie i dopiero wtedy, oczywiście uprzednio przygotowaszy, zaprosić do galopu, a ściślej mówiąc, do kontrgalopu. W tym celu ustawił go lekko do zewnątrz, wewnętrzną łydkę przesunął za popręg i wypchnął go bioderkami, przy tym także dając impuls zewnętrzną łydką. Niby proste, ale bardzo dobrze sprawdzało po pierwsze, uwagę konia, po drugie, jakość pomocy jeźdźca, no i po trzecie - zgranie pary. Jako, że poruszanie się w kontrgalopie wymagało trochę więcej skupienia od konia, dla którego na porządku dziennym były lotne zmiany nogi "tak o", bardzo uważał, aby jego równowaga ani trochę się nie zachiwała i tym samym nie prowokowała ogiera do przeskoczenia do galopu na prawidłową nogę, o które poprosił dopiero po odliczeniu 4-5 fouli, pod warunkiem, że udało mu się wyegzekwować tempo świadczące o spokoju kopytnego wobec stawianego przed nim zadania. Kiedy więc od ustalenia takowego odliczył wspomnianą ilość skoków galopu, wówczas bez spięcia no i ofc po ostrzeżeniu Niemca o nadchodzącej zmianie, "przesiadał się" do galopu na właściwą nogę podczas fazy zawieszenia, zaznaczając łydkami ich nową pozycję. I po kolejnych 4-5 foulach w galopie na prawidłową nogę, przy nieustannym staraniu się o spokojne tempo, zapraszał Krugerranda na półwoltę, oczywiście nie zacieśniając jej ponad możliwości wynikające z rozmiarów tego olbrzyma. I po zmianie kierunku i powrocie na drugi ślad znów za zadanie stawiał im przegalopowanie tych kilku fouli by następnie w stylu, który można było zaliczyć jako "opanowany", prosił o zmianę nogi. Taki układ powtórzyli do momentu, w którym na obie strony wykonali po dwie półwolty. Po zrobieniu ostatniej, a zakładamy, że kierowali się po niej na prawą stronę, znów odczekał ilość fouli taką, jak poprzednimi razy i nie było niespodzianką dla ogiera, że poprosił go o lotną zmianę, z tym, że potem zamiast kierować go dalej na wprost po ścianie pokierował go już na łuk do pierwszej przeszkody, jaką była niewinna stacjonata o wysokości metra. Luczek starał się swoim wysiadywaniem każdej fouli nie dopuścić do nadmiernego przyspieszenia przed taką zresztą niewielką jak dla Kruga przeszkodą, za to pokierował go na nią pod lekkim skosem żeby po lądowaniu spłaszczyć łuk i ominąć przeszkodą stojącą na środku, tak aby wracając po łuku na ścianę zaliczyć jeszcze tylko taką samą stacjonatę. Mam nadzieję, że to robi choć trochę sensu. Przed wyskokiem oczywiście ustanowił mu korytarz stworzony z pomocy i już przed samą przeszkodą posłał mu energiczny ale niezbyt mocny impuls od łydki, pamiętając, że będą musieli lądować na lewo, o co zadbał w trakcie lotu. "Powrotną" stacjonatę postarał się również najechać pod lekkim skosem, co wymagało od ogiera trochę więcej uwagi mimo, że przeszkoda nie należała do kolosalnie wysokich. Znów postarał się, aby wylądowali za nią od razu na prawą nogę i jeśli wszystko było w porządku, pozostali w galopie, ponieważ Sugarman chciał powtózyć ćwiczenie, oczywiście na drugą stronę - w tym celu wykorzystał element, który ćwiczyli wcześniej, a zatem usilnie postarał się o uspokojenie galopu po ścianie aby byle przed narożnikiem wykonać półwoltę, po niej zmienić nogę i tym razem pojechać ten pseudo-szereg (bo w sumie to chyba dystans się nazywa, nie?) zaczynając od lewej nogi, z łukiem w prawo i z lądowaniem za drugą stacjonatą ponownie na lewo. O ile nie było rzutek (a wątpię, by były ) to zwolnił ogiera do stępa i poprosił o podniesienie stacjonat o dziesięć centymetrów, by po krótkiej przerwie powtórzyć cały schemat, oczywiście zaczynając od galopu na lewo, półwolty i zmiany nogi na prawą, po czym dopiero podchodzili do skoków. Miał nadzieję, że takie urozmaicenia pozwolą mu zająć bardziej głowę holsztyna i dzięki temu choć trochę bardziej nad nim zapanować przed samym skokiem. Wiedział co prawda, że przy tych rozgrzewkowych wysokościach i tak ma z nim łatwiej, ale przecież nie będą bezpośrednio po rozgrzewce skakać potęgi. Scarlett - 2018-03-27, 19:04 Scar uwielbiała za to łopatki, że z pozoru były czymś tak małym, ale ich częste zastosowanie w treningu (oczywiście w połączeniu z prawidłowym wykonaniem) działało cuda i pozwalało koniom rozwijać swobodę przednich nóg, co było możliwe tylko przy większym zaangażowaniu zadu, który siłą rzeczy się wtedy bardziej uruchamiał. Zresztą takie poruszanie się po kilku śladach rozwijało także u konia świadomość własnego ciała. Stąd też szczególnie zwracała uwagę na to, by gniada szła zgięta wokół wewnętrznej łydki, ale broń Boże nie krzyżowała tylnych nóg. Siedziała więc prosto, dosiadem nakierowując motor Scandic, czyli zad właśnie, wzdłuż ściany. Umiała docenić starania kobyły i to, z jaką czystością odpowiadała na jej pomoce, dlatego z nieukrywanym zadowoleniem chwaliła ją głosem przy wykonywanych elementach, by finalnie przejść do bardziej dynamicznego rozruszania, jakim było opisane już w poprzednim poście rozkłusowanie z profitowaniem ze zbawiennych właściwości jeżdżenia po łukach. Te przerywane były przejściami co w efekcie dość szybko dało rudowłosej efekt w postaci bardzo przyjemniej pracującego konia. Jako, że ten etap przed-pracy nie wymagał jeszcze wprowadzenia przerwy, kontynuowała w gniadą kłus, wprowadzając to samo, co na początku w stępie, czyli swobodnie wplatane w różne miejsca ustępowania a później łopatki, jednakże do wykonywania tych ćwiczeń nie siadała jeszcze do kłusa ćwiczebnego, zdając sobie sprawę, że końskie plecy tak naprawdę rozluźniały się dopiero po rozgalopowaniu, a że elementy te można było spokojnie wykonywać w anglezowaniu, nie było więc żadnego problemu. Scar mimo to musiała balansować swoim ciężarem, co oczywiście robiła, bardziej dociążając jedno bądź drugie strzemię, w zależności od tego, która strona miała być własnie dociążona. Poza tym postarała się o "puszczenie" miednicy, co umożliwiało jej zwiększenie swojej ruchowości i tym samym ułatwienie Scandic pracy pod sobą. Podobnie jak wcześniej, dbała o częste zmiany, chętnie sięgała do zygzaków w ustępowaniach bo wierzyła w ich dużą moc gimnastykującą. Generalnie wiedziała, że klacz miała trochę przerwę i nie chciała jej zbytnio forsować na tym treningu, dlatego też miała nadzieję rozluźnić ją maksymalnie w jak najszybszym czasie i nie męczyć zbyt długo. Przed rozpoczęciem pracy w galopie zdecydowała się więc na przerwę w stępie, oczywiście rozumiejąc przerwę w stępie jako aktywny marsz na dłuższej wodzy, do czego panie przeszły po względnie równomiernym przepracowaniu wszystkich elementów na obie strony.Scandic - 2018-03-27, 19:25 Podczas wykonywania łopatki do wewnątrz, klacz naturalnie nie krzyżowała tylnych nóg, poruszając się zgodnie z ideą ćwiczenia po trzech śladach, a przy tym subtelnie wyginając się wokół wewnętrznej łydki amazonki. Scandic nigdy nie zginała się nadmiernie, więc na próżno było zapobiegać takiemu działaniu, klacz prędzej wyginała swoje ciało niedostatecznie bardzo, ale tym razem to nie miało miejsca. Ćwiczenie to wykonywane zarówno w stępie i kłusie nie tylko pomogło w odciążeniu przedniej partii ciała gniadej, ale częściowo przyczyniło się także do zwiększenia jej elastyczności i giętkości. Oczywiście do takich rezultatów doprowadziły również inne ćwiczenia, jak chociażby jazda po łukach oraz ustępowanie od łydki. Przejścia także odgrywały swoją rolę w prawidłowej rozgrzewce, szczególnie prawidłowo wykonywane, a Scandic radziła sobie z tym świetnie.
Gniada faktycznie miała sporą przerwę w treningu, a jeżeli już udawało jej się poruszać pod siodłem to działo się to nieregularnie. Z tego też powodu jej kondycja była nieco osłabiona i należało ją odbudować, jednak w tym momencie nie była jeszcze zmęczona. Niemniej zgodnie z wolą amazonki, zwolniła do stępa, a korzystając z długiej wody, wyciągnęła i obniżyła łeb.Scarlett - 2018-03-27, 19:54 Taka przerwa na stęp, mimo, że kobyła nie odczuwała jeszcze zmęczenia, zwykle mimo wszystko sprawiała, że koń był bardziej rześki i potrafił mobilizować się do pracy dłużej niż w przypadku, gdyby postawić go przed taką samą ilością ćwiczeń ale bez dawania mu chwili na oddech. Z resztą Scar dbała też o to, aby u ujeżdżeniowej panny zminimalizować ewentualne wystąpienie zakwasów, co takie różnicowanie wysiłku znacznie ułatwiało. A zatem w stępie pozostały przez jakieś dwie minuty, na dłuższym kontakcie kręcąc swobodnie nie za małe koła i zmieniając kierunek. Dopiero po tym czasie Ruda skróciła wodze do długości, jaką miała poprzednio, naturalnie dojeżdżając klacz do tego krótszego kontaktu, tak aby nie uwiesiła się na wędzidle ani tym bardziej nie opadła przy tym ciężarem na przednie nogi, dlatego właśnie przy tym zabiegu panna Montgomery musiała znów mocniej zadziałać na zad gniadej. Postanowiła przy zagalopowaniu ominąć kłus, przy okazji sprawdzając szybkość reakcji Scandic na prośbę zagalopowania ze stępa. Będąc na kole, posłała jej serię złożoną z kilku półparad by zaraz potem przesunąć zewnętrzną łydkę za popręg a wewnętrzną łydką posłać impuls, łącząc go oczywiście ze stosownym wypchnięciem z bioder. Pozostała z kobyłą na tym samym kole, najpierw dążąc do ustabilizowania spokojnego tempa ale jednak z działającym aktywnie zadem. Zwracała też uwagę na to, aby ręką zachęcać ją do zaokrąglenia szyi i zejścia z pysiem w dół, dzięki czemu mogłaby efektywnie rozciągnąć górną linię grzbietu. Kiedy taki wstępny efekt udało się jej uzyskać, dociążeniem wewnętrznego strzemienia i zwiększonym ograniczeniem od zewnętrznej łydki i wodzy zapraszała kobyłę do zmniejszenia średnicy koła, cały czas podtrzymując impuls do galopu wewnętrzną łydką i wynoszącym w górę dosiadem. Po zmniejszeniu średnicy "odbijała piłeczkę", dociążając bardziej zewnętrzną stronę i tym samym prosząc gniadą o ponowne zwiększanie średnicy koła. Kiedy coś takiego powtórzyły kilka razy, Scar postarała się o zmiany tempa w połączeniu z tym własnie ćwiczeniem - zmniejszając koło próbowała posadzić galop bardziej na zadzie, przy tym go oczywiście skracając, natomiast rozpoczynając powiększanie koła wyraźnie sugerowała klaczy rozjechanie fouli poprzez działanie dosiadem bardziej przed siebie a także dojeżdżanie jej do lekko rozszerzonych przez rękę ram. I tak też kilka razy, aby po satysfakcjonującym wykonaniu przejść znów do stępa, zmienić kierunek i wszystko to powtórzyć na drugą nogę.Panta Rhei - 2018-03-27, 20:41
Ukryj:
Zdawała sobie sprawę z możliwych braków w równowadze, toteż już od pierwszych łuków wspierała Pantę łydkami, pomagając jej w prawidłowym gięciu cielska i wpisywaniu się w te wszystkie szlaczki.
Były to ich pierwsze, wspólne kroki, więc White tak jak każdego swojego konia, musiała ją wyczuć i nauczyć się z nią odpowiednio postępować, by ostatecznie uzyskać jak najlepsze rezultaty. Po nieproblematycznym przejściu do kłusa, od razu zaczęła anglezować, mocno akcentując ów czynność. Chciała w ten sposób już od pierwszych chwil zarzucić klaczy swój rytm oraz swoje tempo, chociaż póki co nie wyczuła w niej zapału do pędzenia na oślep. Początkowo zaoferowała jej chwilę luźniejszego rozruchu, podczas którego wymagała jedynie adekwatnego ruchu do przodu. Jeżeli siwa zainteresowała się taką możliwością, Whita zaoferowała jej troszkę dłuższą wodze, umożliwiając zejście z głową do dołu. Na tym etapie starała się nie wykonywać ciasnych zakrętów, prowadząc kopytną po możliwie długich, prostych odcinkach. Wkrótce wykonała zmianę kierunku, by na drugą stronę pokonać podobny dystans, na identycznych zasadach. Dopiero po takim wstępie do rozgrzewki wróciła na kontakt, teraz zaczynając wplatać koła. Początkowo obszerne i dopiero później stopniowo ciaśniejsze. W tym przypadku nie trzymała się żadnego schematu. Wykorzystywała tyle miejsca, ile akurat miały do dyspozycji, nie zapominając o odpowiednim prowadzeniu łydkami oraz wodzami. Co jakiś czas zmieniała kierunek, chcąc by trasa była dla klaczy nieprzewidywalna, a jej głowa pozostała świeża. Ale wiadomo, że każdy z czasem może się znudzić, a przecież nie chciały do tego dopuścić! Z tego powodu, dla urozmaicenia, doszły również przejścia na płaszczyźnie stęp-kłus, oraz dodania/skrócenia na prostych przerywnikach.
Pancie faktycznie się nie spieszyło. Nie można powiedzieć, aby się obijała, ale zdecydowanie nie była typem konia, który pędzi głupio na oślep. No, przynajmniej nie podczas pracy na płaskim. Podczas skoków wyglądało to nieco inaczej, choć wtedy również nie zamieniała się w rączego pullera.
Lubiła ruch, więc nawet możliwość luźnego pokłusowania pod siodłem przypadła jej do gustu. Nie było to szczególnie obciążające zadanie, dlatego zdawała się praktycznie nie męczyć. Wykorzystała możliwość obniżenia szyi i wysunięcia nosa w przód, ale Elizabeth musiała być od tego momentu czujna, bo Panta miała jeszcze tendencje do tracenia równowagi w takich sytuacjach, poprzez przeniesienie ciężaru ciała na jego przód. Póki co nic takiego nie miało miejsca, ale koniecznym było pilnowanie pracy zadu, która niejako równoważyła klacz.
Po zmianie kierunku potrzebowała chwili by oprzeć się na zewnętrznej wodzy, jako że pierw uciekła przy zmianie z kontaktu, a potem przez kilkanaście metrów była na nim nieobecna. Prezentowała wiele takich "niedoróbek", ale Elizabeth chyba się ich spodziewała. W końcu czego innego można oczekiwać po młodym koniu? Oczywiście miała pewne, olbrzymie atuty, jakżeby inaczej; miała bardzo fajną głowę, galop oraz spore możliwości skokowe, ale to wszystko wymagało jeszcze oszlifowania, co było zadaniem dla Elizabeth. I właściwie chyba tylko dla niej, bo Panta nie przepadała za zmianami jeźdźca. Jeśli miała w przyszłości stworzyć zgrany duet z Kanadyjką, to ta niestety musiała wyłuskać trochę czasu tylko dla niej.
Częste zmiany kierunków, rozmiarów kół czy przejścia nie pozwalały się jej nudzić, choć ktoś mógłby powiedzieć, że cierpiała nudę. Nie do końca. Skoki po prostu przyprawiały ją o ekscytację, a reszta... No, też była fajna. Ale nie aż tak.
W każdym razie wstępne rozruszanie w kłusie z pewnością rozgrzało jej mięśnie na tyle, by była bardziej skłonna do wyginania się podczas jazdy po okręgu. Wciąż nie zawsze robiła to sama z siebie, szczególnie podczas węższych średnic, ale jej stopień ujeżdżenia był wystarczający by z pomocą Elizabeth nad tym pracować i to poprawiać.
Przy przejściach niestety lubiła się zawiesić, ale płynął z tego prosty wniosek - trzeba było tłuc te przejścia aż do skutku, aż Panta przestanie gubić na nich rytm czy równowagę. O dziwo ten problem był znacznie mniejszy podczas dodań i skróceń, bo w nich siwa jakby naturalnie się odnajdywała.Orchid of Rohan - 2018-03-27, 21:18
Ukryj:
Specjalnie chciał dziś zrobić taki "zamęt" w głowie Rudego, gdyż wiedział, że wywoła tym lawinę "niepowodzeń", ale przećwiczą coś, co w parkurze może się im przydać.
Nie powiem stopka przed jedną ze stacjonat była zaskoczeniem dla Christiana, gdyż nic nie wskazywało na to, by miała się pojawić. Dlatego w momencie zatrzymania mocniej zadziałał łydką w "ramach" kary, wycofał go w ramach posłuszeństwa, ale nie lał w żaden inny sposób. Na szczęście ponowny najazd okazał się dobry, bez zrzutki za co od razu go pochwalił. Na wysokości 140 czuł jego niesamowitą moc i ponowną chęć znalezienia się po drugiej stronie, więc nieco rozluźnił się co nie oznacza, że odpuścił mu na pomocach, pilnując się dalej równie uważnie.
W trakcie pokonywania okserów za to jechało mu się naprawdę dobrze, mógł swobodnie prowadzić ogiera, czując, że na niego czeka. Cieszył się z tego, że nie spinał się już tak dojeżdżając do przeszkód mogąc wreszcie korzystać z jego potencjału również na tych szerszych przeszkodach. Po ukończeniu przejazdy z okserami pochwalił go i dał dłuższą chwilę na ostudzenie głowy. W międzyczasie poprosił osobę na ziemi, by postawiła tripla na szerokość 130, w najwyższy z drągów na 135. W dojeździe przed przeszkodą pojawiły się również wskazówki, dokładniej trzy, mające na celu ułatwić ogierowi zadanie i przy okazji nieco narzucić mu tempo.
Christian pozbierał więc wodze i zagalopował na kontakcie nieco poszerzając jego foulę, ale koniecznie pilnując tego by nie rozciągnął się całym ciałem - miał osiąść na zadzie tak doprowadzić się do przeszkody. Takim galopem wjechali na wprost tripla, gdzie Chris zamykając go w korytarzu z pomocy pilnował równego, niezmienionego tempa do końca, co ułatwiły mu pod koniec drągi. Posłał go do skoku lądując raz w prawo i raz w lewo, a po owych dwóch przejazdach przegalopował go po ścianie, by jeszcze raz wjechać raz z prawego raz z lewego na stojącego oksera. Tym razem jednak stała na ostatnim drągu wysokość 150, do którego prowadził ogiera równie pewnie jak wcześniej, szukając oparcia w strzemionach, tak by w trakcie okrągłego lotu nie przeszkodzić Rudemu. O ile zakończyli to bez problemu zakończył to na dwóch razach, jeśli było coś do przerobienia najechał raz jeszcze.
Tripl miał na celu otworzyć ogiera, ale również zakończyć trening w łatwiejszy niż wcześniej sposób - normalnym skokiem. Pochwalił Orchida sowiecie rozjeżdżając go w kłusie na długiej wodzy do żucia, by następnie przejść do stępa i porządnie go rozstępować, w między czasie zarzucił derkę, by po 15 minutach opuścić halę ze swoim brzdącem.
W pełni skorzystał z przerwy, którą dostał po ostatnim podejściu do ósemki. Stępując z nosem wypuszczonym do samego dołu, lecz bez uwalania się na przodzie, obserwował jak ktoś ustawia nowe przeszkody. Było mu właściwie wszystko jedno, czy będą jeszcze przez nie skakać, czy już nie, bo nigdy nie ekscytował się niezdrowo perspektywą skoków, a poza tym był już usatysfakcjonowany wykonaną dotychczas robotą. Nawet odetchnął sobie głęboko, a także spróbował się podrapać łbem o nogę, gdy zaswędziało go pod ogłowiem.
Wkrótce przerwa dobiegła końca, co równało się powrotowi do pracy. Zaproszony do galopu, niezwłocznie ruszył oczekiwanym chodem i stosunkowo prędko chwycił wspólne tempo z Christianem. Niebawem został naprowadzony na tripplebarre'a po raz pierwszy. Jak już wspomniałam, przestał bać się szerokości, więc widok tej przeszkody nie wprowadził go w popłoch, choć kiedyś prawie na pewno by wyłamał. Do samego końca galopował pewnie, nie zdradzając jakiegokolwiek wahania. Zwracał też uwagi na wskazówki, które rzeczywiście pomogły mu w nabraniu tempa i wręcz "wciągnęły" go w przeszkodę, nad którą oddał widowiskowy skok, w który włożył całe serce.
Drugie podejście na tej samej wysokości niestety nie było tak dobre, bo zaliczył przy nim zrzutkę, co jednak udało im się skorygować jeszcze następnym razem. Zrzucenie drąga na szczęście nie zamknęło ogiera, bo nawet po podniesieniu drągów uznał, że będzie dzisiaj samolotem pierwszej klasy , i ostatnie dwa skoki na tym treningu oddał bezbłędnie, fundując Christianowi dwa, długie loty, z których mógł się tylko cieszyć. Oby tak dalej, to niedługo nie będzie już nad czym pracować...
Na koniec treningu rozkłusował się w dole, a następnie porządnie rozstępował pod Christianem, by wreszcie wrócić do stajni. /ztScandic - 2018-03-27, 22:14 Scandic nie obijała się, stale energicznie maszerując, a ów marsz chętnie urozmaicając w różnorakie łuki. Dzięki temu chwila odpoczynku nie była dla niej aż tak nudna, więc nie sprzeciwiała się. Kiedy amazonka ponownie nabrała wodze, klacz automatycznie weszła na mocniejszy kontakt, dojeżdżając do wędzidła. Jednocześnie podświadomie już przygotowywała się na jakieś zmiany, które po takim działaniu jeźdźca, spodziewała się zastać. W tym przekonaniu utwierdziła ją seria półparad, którą zaoferowała jej rudowłosa nim przeszły do kolejnego zadania. Gniada nie miała problemu z zagalopowaniem ze stępu, a już tym bardziej zważywszy na to, że uprzednio została do tego niejako przygotowana. A ponieważ pozostawała na kole, uniemożliwiło jej to zbyt szybkie wyrwanie się do przodu i dziki galop w celu zrzucenia trochę energii. Zamiast tego przyspieszyła płynnie, jednocześnie nadal ładnie wpisując się w koło, owijając ciało woków wewnętrznej łydki Scarlett. Klacz charakteryzowała się ładnym, okrągłym i dość wysokim galopem. Nie tylko było widać lekkość przodów i mocno pracujący zad, ale było to również czuć, bowiem gniada poruszała się naprawdę lekko, jednocześnie pchając swoje tyły do przodu. Po ustabilizowaniu tempa przyszła kolej na następstwa. Chwilę zajęło klaczy zejście pyskiem do odpowiedniej wysokości, z jednoczesnym zaokrągleniem szyi, ale kiedy już to się stało, swoją sylwetkę prezentowała naprawdę nienagannie. Wkrótce zwykły galop po kole został dodatkowo urozmaicony, co przypadło klaczy do gustu, bowiem dość szybko zaczynała się nudzić. Zgodnie z oferowanymi pomocami Scandic zmniejszała oraz zwiększała średnicę kół, nie mając z tym szczególnych problemów. Schodki zaczęły się dopiero przy dodaniu kolejnego elementu, bowiem o ile gniadej zwężanie ram i skracanie wykroku szło genialnie, tak z poszerzaniem miała już większe trudności. Brało się to głównie stąd, że po prostu wygodniej jej było drobić kroczki i o wiele lepiej czuła się w większym zebraniu. Koniec końców ostatecznie doszła do tego, że poszerzanie ram stało się bardziej widoczne, a co za tym idzie prawidłowe. Po zwolnieniu do stępa gniada zmieniła kierunek jazdy. Chętnie wróciła do galopu, czując że dopiero teraz może się odrobinę wyżyć, pomimo że wykonywała wszystkie prośby amazonki. Na tę stronę szło jej równie dobrze, z pominięciem problemów poszerzenia fouli, który udało się rozwiązać już wcześniej.Scarlett - 2018-03-28, 00:22 Ruda była niezmiernie usatysfakcjonowana tym, jak pracowała kobyła, mimo przerwy jaką rzekomo miała od treningów nie pozostawała głucha na jej sygnały i Scar zaczęła się zastanawiać, czy przypadkiem ktoś jej nie okłamał mówiąc, że gniada potrzebuje ujeżdżeniowej gimnastyki "bo się zastała". Te rozważania niestety pochłonęły nieco za dużą część jej skupienia, przez co przy którymś dodaniu nieopatrznie pozwoliła wodzom się wydłużyć a co za tym idzie, zapewne Scandic jej się trochę rozpadła i spłaszczyła swój jak do tej pory okrągły galop. Dziewczyna spróbowała więc to naprawić, jednak nie chcąc zwalniać kobyły do niższego chodu i zaczynać wszystko od nowa, po prostu spróbowała skrócić wodze do poprzedniej długości i poprzez zwiększone dociążenie dosiadu, aktywnie pracującą łydkę i półparady miała nadzieję sprawić, że gniada znów będzie "przy niej" tak jak wcześniej. Jeśli konieczne było do tego najpierw skrócenie galopu, nie zawahała się przed nim, mając na celu ponownie poprosić Scandic o wydłużenie sylwetki kiedy już wszystko zostanie na powrót uporządkowane. Po tym dodaniu znów ją wycofała aby ponownie wykonać przejście do kłusa i kolejno stępa, chcąc dać jej jeszcze jedną okazję do wzięcia głębszego oddechu. Dalej zadecydowała o skupieniu się na pracy z dodaniami i skróceniami, bo chociaż gniada nieźle załapała, brakowało jej tej dynamiki w poszerzaniu ram i szybkości w ponownym skracaniu. A może to rudowłosa posyłała jej nie do końca precyzyjne albo zbyt mało zdecydowane pomoce? Niezależnie od tego, po czyjej stronie wina leżała bardziej (choć Scarlett zdawała sobie sprawę, że nie jest jeźdźcem doskonałym i patrzyła na siebie krytycznie, to jednak wiedziała też, że konie także muszą się stale rozwijać, budować swoją siłę która pozwalała im później na znacznie więcej, w znacznie lepszym wydaniu), to właśnie zmiany tempa w galopie miały wejść na tapetę jako główna praca na dziś, co zdaniem amazonki było wystarczające jak dla konia wracającego do kondycji. Ponownie więc zaprosiła Scandic do galopu, zaczynając na kole ale finalnie trafiając z nią na ścianę, tak aby z jednej strony kobyła miała miejsce, aby móc śmielej się otworzyć, z drugiej zaś aby sprawdzić jej posłuszeństwo w kwestii skracania się wobec mniejszego ograniczenia pomocami (bo jednak na kole siłą rzeczy musiała być na nie bardziej postawiona, niż właśnie jadąc dookoła). Tak więc teraz, licząc sobie wszystko w głowie, starała się w dwóch foulach "zmieścić" poszerzanie ramy do takiej finalnej postaci, jaką miała szansę poznać wcześniej przy okazji kół, jednocześnie pilnując tego, aby podtrzymywanie kontaktu i praca dosiadu mimo wszystko zachęcały kobyłę do pracy pod górę - po rozjechaniu galopu dawała im osiem fouli na utrzymanie uzyskanego tempa (oczywiście z miejscem na pracę nad samą jakością chodu) by później docelowo także przez dwie foule skrócić klacz do może jeszcze nie zebrania, ale już nie galopu roboczego. Do wszystkiego starała się ją przygotowywać półparadami i nie zostawiać jej samej podczas ćwiczenia, dbała o zachowanie kontaktu ale w razie czego zabierała Scandic na woltę, jeśli coś im się po drodze rozpadło. Takie ćwiczenie powtórzyła z nią kilka razy na jedną stronę, ilość uzależniając od oceny kondycji klaczy. Następnie oczywiście miała miejsce zmiana kierunku przez stęp i powtórka z rozrywki na drugą nogę.Krugerrand - 2018-03-28, 01:07
Luke napisał/a:
.
To było chyba łatwe do przewidzenia, że takie coś sprawi ciemnogniademu problem. Umiał doskonale galopować na prawidłową nogę i to ją wybierać, a nie krzyżować czy pokonywać dystans na tzw. złą nogę. On to robił z automatu, więc mimo tego, że zagalopował na złą nogę to od razu przerzucił się na tą poprawną. Raczej zaliczał to do pomyłki czy zagapienia się jeźdźca, niż celowego zdarzenia. Dlatego zamiast znowu po prostu zmienić nogę na kontrgalop, to zrobił lotną i po dwóch krokach znowu zmienił nogę. Także Luke miał opanowane z nim lotne co dwie foule. Niby proste ćwiczenie ale wręcz spaliły mu się styki i nie mógł połapać tego, że ma źle galopować. Nawet w pewnym momencie zaczął zdenerwowany szastać ogonem i trochę podbił zadem przy kolejnej zmianie. Parsknął głośno i w końcu zrobił te cztery foule na lewo i prawo w kontrgalopie, jednak mocno można było przyczepić się do jakości galopu. Zaczął po prostu uderzać mocno przodami o ziemię, praktycznie nie galopując, a bujając mężczyzną jakby ten siedział na rozhuśtanym koniku bujanym. Zaczął bardzo się denerwować w galopie, że zakręcając mocno, podrzucał przód i oddychając głośno. Nie rozumiał tego i się wkurzał, zamiast pomyśleć. Zakładając, że Luke mu nie odpuścił to wojowali chwilę, aż w jakimś stopniu holsztyn się postarał ale na pewno nie było to wykonane w 100%.
Gdy już przeszli do galopu i przeszkód, Niemiec postawił uszy i w sumie trochę od niechcenia odbił się do tej metrówki, wręcz podnosząc nogi bo jak na niego tak właśnie mógł pokonywać metr. Dlatego przy pierwszej przeszkodzie otarł kopytami o górny drąg i kompletnie się tym nie przejął. Ewidentnie miał ten gorszy dzień i nie przykładał się do niczego. Lądując jednak na lewą nogę, doprowadził się do drugiej części tej kombinacji (bardziej już linia po łuku, bo szereg ma max 2 foule między przeszkodami), którą również pokonał bez fajerwerek i wylądował na prawą nogę. Powtarzając tę samą czynność na drugą stronę tyle, że bez zahaczenia kopytami o drąg ale też nie robiąc jakiegoś super zapasu nad stacjonatami. Gdy po chwili przerwy ponownie musiał zagalopować, przy półwolcie przytulił uszy do grzywy, a przy samej lotnej strzelił z zadu. Ewidentnie mu coś dzisiaj nie pasowało i miał dziecięce humorki, których nawet nie hamował. Za to jak nigdy dawał się doprowadzać do przeszkód i spokojnie od nich odjeżdżać, więc i tym razem udało mu się wszystko zrobić, chociaż mało ambitnie.Naomi Eaton - 2018-03-29, 10:17
Ukryj:
Questionable napisał/a:
Jej uszy stale postawione były na sztorc, a Questionable weszła na obroty typowe dla siebie podczas treningu. Dobrze było widzieć, że już dawno przestała poddawać się wyłącznie Chrisowi i wchodziła w dobry kontakt także z innymi jeźdźcami. W stajni z której pochodziła była koniem jednego jeźdźca, ale widać było że od tamtej pory podejście do ludzi, z jej strony, diametralnie się zmieniło. Dzieki temu właściciel mógł polegać także na innych jeźdźcach, kiedy nie miał czasu zająć się Questionable, a ona się ich nie bała i nawet wychodziło jej to na zdrowie.
Po zakończonej serpentynie dziarsko weszła na przekątną, od razu wyczuwając przy tym intencje amazonki. Wyczuła, że sposób jej anglezowania się zmienił i stał się inny od rytmu, którym poruszała się gniada. Skoro Naomi nie miała zamiaru ponownie się dostosować, dla swojej własnej wygody Q zaczęła stawiać obszerniejsze kroki i wyciągnęła nieco swoją szyję, korzystając z większej ilości miejsca na przodzie. Stawiała długie, równe kroki, dając się prowadzić po prostej linii i nie uciekając na żadną ze stron. Skierowała ucho w stronę amazonki, gdy ta na jeden takt przysiadła w siodle, ale nie zmieniła niczego w swoim stylu poruszania się, gdyż ta po zmianie nogi anglezowania kontynuowała to dłuższe pozostawanie w powietrzu. Po powrocie na ścianę wróciła do kłusa roboczego, aby wkrótce wykonać dwie, następujące po sobie wolty z tym samym punktem rozpoczęcia i zamknięcia. Gniada ładnie gięła się pod wpływem łydek amazonki i szła w pełnym rozluźnieniu i skupieniu. Ani na moment nie przestała reagować na przesyłane jej sygnały, dzięki czemu zrozumiała aluzję do powiększenia średnicy i ładnie wpisywała się w oba łuki.
Następnie bez problemu powtórzyła ćwiczenie z wydłużeniem ram na kolejnej przekątnej, a także w bardzo podobnym stylu wykonała dwa kolejne koła, na które wprowadziła ją Naomi. Stale też mieliła w pysku wędzidło, nieźle się już przy tym pieniąc.
Uśmiechając się, pochwaliła klacz głaskaniem po wewnętrznej stronie szyi, a także chwilowym przejściem do stępa. Nie miała już żadnych wątpliwości co do tego, że Questionable jest wystarczająco rozgrzana i rozluźniona, by Naomi bez szkody dla jej pleców mogła przejść do pełnego siadu na resztę treningu.
Dała jej pierw minutę stępa, podczas którego pozwoliła jej stopniowo obniżyć szyję i wyciągnąć nos w przód. Jednocześnie w łydkach pilnowała aktywności, nie dopuszczając takiej możliwości, żeby równowaga Q poleciała na łeb na szyję. Po tej krótkiej przerwie ponownie nabrała wodze na kontakt, po czym wykonała kolejne zakłusowanie, tym razem nie anglezując. Dała sobie chwilę na to, by wyczuć klacz, z czym zresztą nie powinna mieć problemu, bo była do niej dopasowana proporcjami. Niebawem po raz kolejny wjechała na woltę o średnicy piętnastu metrów, a zamykając ją, bezpośrednio rozpoczęła kolejną serpentynę o trzech łukach, tym razem mającą swój początek z przeciwnej ściany niż ostatnim razem. Na obecnym poziomie klaczy było to jedno z podstawowych ćwiczeń, wciąż tym, na co najbardziej zwracało się uwagę, była elastyczność ruchu i dążność do ruchu naprzód, więc to właśnie na tym skupiał się dzisiejszy trening. Jadąc po wspomnianej figurze, Naomi ponownie starała się wykonać dokładny rysunek i jednocześnie prawidłowo wyginać klacz na łukach, nie zapominając o kluczowym momencie wyprostowania, podczas którego mogła przestawić pomoce i dosiad, jako że za każdym razem, gdy wjeżdżała na łuk, nieznacznie cofała (ale nie obniżała) ramię po wewnętrznej stronie, a także używała wewnętrznej łydki.
Ukończywszy serpentynę, zmieniła kierunek przez przekątną w kłusie pośrednim (mogąc teraz sprawdzić swoje możliwości jeżeli chodzi o wysiadywanie ekspresyjnego kłusa, bo Q raczej nie była rekreacyjnym tuptusiem), którego uzyskanie było teraz trochę bardziej świadome, bo wynikało z otworzenia się w biodrach i domknięcia gniadej dołem.
Po zmianie kierunku i powrocie do kłusa roboczego, w połowie krótkiej ściany wykonała zagalopowanie, poprzedzając je półparadą. Przesunęła zewnętrzną łydkę za popręg i trzymając elastyczny kontakt na wodzy (bez ryzyka, że przytrzyma klacz podczas przejścia w górę), dosiadem wypchnęła ją do wyższego chodu, w którym planowała przede wszystkim poćwiczyć dodania i kontrgalopy. Najpierw chciała jednak ustalić adekwatne tempo galopu i możliwie poprawić jego jakość, więc jeśli okazało się to niemożliwe na prostej (bo np. Questionable za bardzo się nakręcała), w wolnym miejscu wjechała na koło i to na nim próbowała się dogadać z gniadą.Luke - 2018-03-29, 11:42 No cóż, brunet wychodził z założenia, że nie można było cały czas robić tego samego, czyli wiecznie skakać tylko wysokie przeszkody czy w ogóle wiecznie skakać. On był z tej szkoły, w której dążyło się do stanu, gdzie zarówno jeździec jak i koń myślą nad tym, co robią i nie wykonują wszystkiego z automatu, bez zastanowienia się, czy jest to akurat potrzebne. Oczywiście nie było nic złego w tym, że rumak płynnie zmieniał nogę po przeszkodzie, sugerując się ustawieniem ciała jeźdźca, którego równowaga była w łuku do przeszkody, natomiast teraz Krug zmieniał nogę na początku ewidentnie wbrew pomocom jeźdźca. Luczek nie miał zamiaru tego przepuścić i mimo złości konia zachowywał spokój, po prostu wałkując temat i starając się przy tym nie tylko stabilnymi pomocami, ale i przyjemnym głosem podnieść komfort psychiczny ogiera podczas wykonywania zadanego ćwiczenia. Nie podobał mu się też brak szacunku do niższych przeszkód i gdyby należał do klubu jeźdźców lubujących się w siłowych rozwiązaniach, pewnie od razu zagarnąłby koleżków do tego, aby chamsko podnosili drąg w takcie skoku, uderzając nim z impetem o końskie nogi, co według tego typu ludzi było najcudowniejszym rozwiązaniem na świecie, bo uczyli kopytnego, by zawsze podnosił nogi. Na myśl o czymś takim Sugarmana aż wzdrygało, bo nie potrafiłby świadomie godzić się na wyrządzanie krzywdy swoim podopiecznym, niemniej jednak jakoś musiał się uporać z takim a nie innym nastawieniem u ogiera. Poprosił o podniesienie wszystkiego na tę samą wysokość, jaką było 120 centymetrów i podszedł do ćwiczenia z niemal identycznym schematem, tyle, że z planem skoczenia także tej przeszkody na środku (obrazek jest tylko poglądowy i zakładamy, że jest wystarczająco miejsca) i tylko o ten element zmodyfikował plan, bo przy półwoltach miał zamiar pozostać. Za to tym razem przed każdym wyskokiem, dając mu łydkę, wzmacniał ją cmoknięciem oraz nie złośliwym ale jednak wyraźnym piknięciem kulkowato zakończonej ostrogi, mając nadzieję, że to zmotywuje ciemnogniadego do wzięcia przeszkód choć trochę bardziej na serio. A zatem te nieco wyższe przeszkody bez pominięcia środkowej pokonali też po razie na obie strony i na razie Luczek wolał też pozostać przy obecnej wysokości, bądź co bądź wszystkie stacjonaty nie były tak mocno rozrzucone po hali i choć owszem, było między nimi miejsce do jakichś manewrów dla konia rozmiarów Kruga, to jednak cały czas ich układ wymagał od pary braku zwłoki we wchodzeniu na łuki i prostowaniu ich jeszcze na chwilę przed wybiciem, bo skok po skosie raczej znacznie utrudniałby wykonanie zadania. Znów po małej chwili na głębszy oddech podeszli do ich "parkuru", tym jednak razem pokonując go tak, jak rysuneczek przykazał, tyle, że z wyłączeniem już ostatniej nawrotki na stojącą na środku stacjonatę. Jeździec starał się jak mógł o równe tempo i kompaktową sylwetkę u ogiera, bo nie było tu wiele miejsca na wyciągnięty galop, także dużą wagę przykładał do tego, żeby skupiać się na sugerowaniu Krugowi nogi prowadzącej po lądowaniu jeszcze w trakcie lotu, aby uniknąć tych automatycznych lotnych, z którymi poniekąd walczył jeszcze kilkanaście minut temu. Krugerrand - 2018-03-29, 13:35 Krug ewidentnie był nie swój, bo bardziej się złościł niż współpracował i myślał, jednak każdy mógł mieć gorszy dzień. W końcu jednak dał dojść do głosu rozsądkowi, przebijając się przez dzisiejszą zgryźliwość i zaczął zmieniać nogę wtedy, kiedy chciał tego Luke, bez zgadywania. Z czasem znowu spróbuje samemu zmieniać, zwyczajnie wiedząc jak wygląda ćwiczenie, co było minusem mądrych koni, które pamiętały jak wygląda ćwiczenie. Widząc wyższe przeszkody, nawet dzisiaj nie był chętny do ponoszenia, ani sprawiania problemów w prowadzeniu. Wręcz książkowo doprowadzał się do przeszkód, ale gdy oddawał skok nie wysilał się. Zmotywowany ostrogą, wybił się mocniej kuląc uszy do potylicy i zacisnął zęby na wędzidle, chcąc wyciągnąć właściciela. Nie spodziewał się jednak, że ten będzie go prowadził na środek, więc zdziwiony taką trasą zatrzymał się, niemalże siadając na zadzie. Od razu podniósł się przodem i obrócił na lewo, a gdy stanął z powrotem przodami na ziemię to się nie ruszył. Parsknął tylko głośno i uderzył się ogonem o bok. Jeśli dostał batem w ramach kary za zachowanie to ruszył galopem do przodu i podrzucił zadem. A gdyby znowu Sugarman chciał najechać na to samo uspokajając ciemnogniadego, ten w końcu jakby się ogarnął. Trochę żywiej ruszył się do przeszkody, nawet lekko napierając na wędzidło i odbił się do skoku, dopiero teraz składając się i zaokrąglając górą. Wylądował na pożądaną nogę i odbił się do kolejnego skoku na środku, a następnie znowu wrócił do stacjonaty po zewnętrznej stronie, tak samo powtórzył ćwiczenie na drugą stronę. I ponowił przy kolejnej próbie na tej samej wysokości, chociaż znowu zaczął tracić energię jak musiał wykonać ćwiczenie na drugą stronę. Więc milej się prowadził ale nie za bardzo chciał ambitnie podchodzić do ćwiczeń.