Questionable - 2018-03-20, 16:08 Przy ściągnięciu derki gniada stała spokojnie, raz po raz szastając jedynie ogonem. Nie mogła się doczekać już dalszej pracy i możliwości dania upustu energii, która w niej tkwiła i bardzo chciała wydostać się na światło dzienne. Nie mówię tu o jakichś szczególnych szaleństwach, ale zwyczajnym wybieganiu się i daniu popalić mięśniom. Gdy materiał opuścił już jej zad, Questionable skierowała tylko jedno ucho w stronę "akcji", która właśnie miała miejsce, bardziej ochoczo reagując już na półparadę. Postawiła radary na sztorc, a gdy wyczuła sygnał do kłusa, chętnie weszła w wyższy chód. Na początku szła przed siebie nieco zbyt aktywnie, pędząc przed siebie ile sił w nogach, ale gdy Naomi przytrzymała ją, weszła na odpowiednie obroty, co jakiś czas parskając przy tym głośno. Kilka chwil później pchała się już ładnie od zadu, chętnie gnąc się w proponowanych przez amazonkę zakrętach. Korzystała z podparcia w łydkach Naomi, w efekcie prezentując światu całkiem ładny obrazek.Elizabeth White - 2018-03-20, 18:11 Ostatecznie zjawiły się na jednej z tutejszych hal. Elizabeth obwieściła innym jeźdźcom swoją obecność, po czym wprowadziła Pantę do środka i zatrzymała ją gdzieś na uboczu, co by nikomu nie przeszkadzać. Tam na spokojnie dokonała ostatnich poprawek przy sprzęcie, uwolniła strzemiona i podciągnęła popręg. Dalej sprawnie zasiadła na grzbiecie podopiecznej, a jeżeli ta grzecznie pozostała w miejscu, nagrodziła ją krótkim poklepaniem po szyi.
Przyłożyła do jej boków łydki i początkowo poprosiła o stęp. Zaoferowała klaczy dłuższą wodzę i zachęcała do energicznego marszu, nie pozwalając by wykorzystała to jako pretekst do lenistwa. Takim oto sposobem wykonywały nieokreślone esy-floresy, w zależności od tego, ile aktualnie miały do dyspozycji miejsca. Stęp jednakże nie trwał przesadnie długo, więc wkrótce wróciły na kontakt i po półpradzie, Kanayjka zaprosiła Pantę również do kłusa.Christian Levrull - 2018-03-20, 23:11 Widząc jeszcze Nao z jego Qu przywitał się z nią tym razem z siodła przez chwilę stępa na początku obserwując zarówno Lisę jak i Naomi przy okazji mogąc pooglądać klacze z boku.
Ostatecznie skupił się na swoim Rudzielcu. Cieszyło go, że mimo przerw jakim było stanie w boksie czy bycie na padoku ogier już na początku treningu jest w stanie zaoferować wiele ze swojej strony. Prawda, że poziom jego ujeżdżenia jak i właściwie dobrych predyspozycji ku nim - w końcu pochodzenia zobowiązywało - wiele pomagało w parkurze. Jednak z występów w typowych zawodach ujeżdżeniowych zrezygnował już dawno - mimo niesamowitych predyspozycji na treningu ogier w obliczu szranek i gasł i było loterią czy pokaże swoje 1oo% czy znacznie mniej. Nie miał co go tym fatygować, więc skupił się na razie na profesji skokowej. Kto wie może jeszcze za jakiś czas pojawią się na czworoboku konkursowym. Teraz tylko treningowo dalej męczą potencjał Orchidka.
Chcąc go lepiej uaktywnić przy okazji zawijasów zaczął wprowadzać przejścia do stępa i stój i ruszenia ze stępa i stój do kłusa, w trakcie których pilnował pracy zadu dojeżdżając go konsekwentnie do ręki łydką i dosiadem. Do tego w kłusie zaczął wymagać dodań i skróceń w trakcie jazdy po dłuższych ścianach również przy asyście łydek i lekko działającej ręki pilnować aktywności i pleców i zadu przy jednoczesnym luźnym zaokrągleniu szyi. W trakcie przerw w stępie pilnował jego aktywności, by cały czas pracował "całym sobą".
Po dłuższej chwili w stępie na dłuższym kontakcie znów zakłusowali aktywniejszym roboczym by zacząć najeżdżać na kombinacje przeszkód (wrzucona na końcu posta). Po kolei najeżdżał na każdą raz z prawej raz z lewej zmieniając co chwilę najazd na którąś tak by ogier musiał cały czas myśleć. Pilnował zachowania aktywności i rytmu. Podpierał go łydką najeżdżając na drągi w korytarzu z pomocy. Jeśli potrzebował swobody chętnie oddawał mu z ręki do dołu, ale przede wszystkim pilnował, by się nie wahał nowości - miał myśleć, gdzie postawić nogę, ale nie panicznie się tego bać, pewnie krocząc po drążkach, które pokonane w rytmie i środkiem nie powinny w żaden sposób sprawić problemów. Jedynie ogier musiał być cały czas uważny skupiając się na pracy. Pilnował też, by nie wychodził nosem w górę, a chętnie w pracy nad drągami zaokrąglał plecy. Długo też został z nim na takich drągach pokonując je po kilkukrotnie na każdą stronę, nie rzadko też robiąc ciasne najazdy czy też przejścia pomiędzy najazdami.
Panta Rhei - 2018-03-21, 21:17 Wchodząc na halę, mocno nadęła nozdrza i spojrzała z zainteresowaniem na inne konie. Na szczęście zachowanie żadnego z nich nie sprowokowało jej do bardziej wylewnej reakcji, na jaką z pewnością byłoby ją stać w obliczu wiosny. W końcu w tym okresie nawet najgrzeczniejsze konie nieoczekiwanie dostają skrzydeł i to niekoniecznie podczas lotów nad przeszkodami...
Grzecznie stanęła na uboczu i poczekała aż Elizabeth zajmie swoje miejsce w siodle. Kiedy wsiadała, siwa obróciła w jej kierunku łeb i trąciła nosem czubek buta, jakby sprawdzając, czy wszystko jest na swoim miejscu.
Następnie ruszyła przed siebie stępem, swobodnie stawiając kolejne kroki w narzuconym przez Elizabeth tempie. Hala była ogromna, więc raczej bez trudu znalazły miejsce na wykonanie wspomnianych figur. Panta nie była jednakże na tyle wygimnastykowana, by wchodząc na łuk samodzielnie wpisać się w niego poprawnie ciałem. Wciąż szukała swojej równowagi, którą ciężko było jej znaleźć przez wzrost. Może nie była mastodontem, ale te 172 cm w kłębie robiło swoje - zdecydowanie potrzebowała gimnastyki, nie tylko tej ujeżdżeniowej, ale również skokowej, żeby wreszcie ogarnąć swoje ciało.
Z pomocą Elizabeth była jednak w stanie nadać figurze wyraźniejszych kształtów, wyginając się od jej wewnętrznej łydki.
Po wstępnym rozruszaniu w stępie, w odpowiedzi na łydkę ruszyła kłusem, obierając dość wesołe tempo. To wrażenie było dodatkowo potęgowane jej dużymi, mocnymi krokami, ale z pewnością dało się do tego przywyknąć.Orchid of Rohan - 2018-03-21, 21:47 W miarę tego jak hala wypełniała się końmi, uwaga Orchirda coraz mocniej była wystawiana na próbę. Absolutnie nie był koniem agresywnym, wręcz przeciwne - w pewnym sensie był nieśmiały i nie lubił kiedy inne konie były zbyt blisko. Właśnie dlatego zaczął kontrolnie na nie spoglądać, upewniając się, że żaden z nich nie narusza jego strefy komfortu.
Jeżeli chodzi o przejścia, to miał je bardzo dobrze zrobione i tak długo, dopóki jeździec był dokładny, Orchid wykonywał je poprawnie. W momencie gdy zarówno jeździec i koń wiedzieli, co robią, nie mogło być inaczej. Oczywiście swój wkład w to miała również koncentracja Rudego, który mimo wszystko pozostawał skupiony na poleceniach Christiana. To pozwalało mu wykonywać przejścia w punkt i energicznie ruszać wyższym chodem. Lubił, kiedy sporo się działo, nie męczyło go to przesadnie, a nawet pomagało w rozluźnieniu się, co Levrull pewnie zauważył już niejednokrotnie. Także tym razem przejścia wymieszane z dodaniami i skróceniami w kłusie sprawiły, że Orchid zaczął się ruszać lepiej i efektowniej, co było widoczne nawet w stępie - kiedy szedł, wręcz bujał Christianem w siodle, angażując zad i otwierając się w łopatkach.
Pierwszy kontakt z drążkami wywołał nową falę zainteresowania. Nie drażniło go to, że proponowane przez Christiana najazdy i częste zmiany ogromnie angażowały go psychicznie. Do pewnego czasu dobrze się przy tym bawił, choć wiadomo - jako koń z rezerwą podchodzący do nowości z początku podchodził do niektórych kombinacji z pewną dozą niepewności. Pierwsza z nich, gdzie drągi leżały równolegle do siebie, nie wzbudzała w Rudym najmniejszych wątpliwości. Przechodził przez te drągi jak przecinak , niewiele myśląc nad tym, jak stawiać kolejne kroki. Nieco większe wyzwanie stanowiła druga i trzecia kombinacja, gdzie musiał się już bardziej wysilić, żeby nie dać się oszukać perspektywie. Chociaż się starał, raz czy dwa z pewnością "pociągnął" jakiś drąg (najczęściej wcale nie ten pierwszy, czy ostatni, tylko trzeci lub czwarty), co jednak miało swoje plusy - na przyszłość był bardziej dokładny i uważny, a z czasem nawet zaprzestał prób manipulowania tempem. Wszystkie te ćwiczenia dobrze mu zrobiły, pomagając w zaokrągleniu pleców czy pogłębieniu rozluźnienia. Cały się przy tym opluł, jako że podczas ćwiczeń intensywnie przeżuwał wędzidło, czego zwykle nie chciało mu się robić tak często podczas mniej absorbujących zadań.Naomi Eaton - 2018-03-22, 09:16 Odpowiedziała Christianowi na powitanie, a jego obecność nieszczególnie wpłynęła na jej zachowanie w tym sensie, że nie stresowała się czy coś mu się nie spodoba w sposobie jej jazdy.
Jeśli chodzi o pędzący kłus Questionable, Naomi od razu zareagowała, chcąc stłumić takie zapędy już w zarodku. Wytraciła tempo przede wszystkim poprzez anglezowanie, wyraźnie i głęboko siadając w siodle, co powinno utrudnić klaczy szybkie przebieranie nogami. Jednocześnie studziła jej zapędy pojedynczymi półparadami, a także wjechała na większe koło, nie odstawiając łydek od boków Q. Dzięki temu, że jednak nie bała się podtrzymać impulsu do ruchu naprzód, klacz niebawem przyjęła narzucone przez nią tempo, a także zaczęła się znacznie lepiej ruszać, co nie umknęło uwadze Nao. Od razu pochwaliła klacz głosem, po czym zdecydowała się wjechać na serpentynę o trzech łukach, oczywiście zakładając, że nic nie stało temu na przeszkodzie. Nawet jeśli wiązałoby się to z ustąpieniem komuś pierwszeństwa, to w takich sytuacjach wykonywała przejście do stępa lub stój. W każdym razie zamysł tego ćwiczenia był taki, żeby trochę pogimnastykować Questionable i zająć jej głowę zmianami kierunku. Nao starała się za każdym razem o prawidłowe wyjechanie łuku, zapewniając gniadej oparcie na zewnętrznej wodzy i wyginając ją wokół wewnętrznej łydki, natomiast przed zmianą kierunku (i tym samym również ustawienia) zawsze prostowała ją na trzy kroki kłusa, ułatwiając "przerzucenie" pomocy.Questionable - 2018-03-22, 11:19 Zauważywszy na hali swojego właściciela i usłyszawszy jego głos, skierowała w stronę mężczyzny ucho, nie robiąc poza tym nic innego. Jej głowa zbyt zajęta była, siedzącą na jej grzbiecie, amazonką, która próbowała wyegzekwować na niej wolniejsze tempo kłusa, co zdecydowanie jej się nie podobało.
Niestety to, że jej się to niepodobało, nie miało zbytnio wpłynąć na Naomi, która skutecznym anglezowaniem zmusiła ją do zwolnienia tempa. Questionable wyciszyła się nieco, po kilku krokach odnajdując spełnienie w tempie kłusa, którym teraz się poruszały, a wprowadzona na serpentynę ponownie skoncentrowała się wyłącznie na nowym ćwiczeniu.
W łukach chętnie korzystała z pomocy amazonki, która skrupulatnie podpierała jej boki i nie pozwalała na wypadnięcie z ustawienia i nie miała większych problemów ze zmianami stron, a tym samym układu swojej sylwetki. Ładnie wpisywała się w serpentynę po całej jej szerokości, a jej ruchy były płynne i pewnie przyjemnie się na nie patrzyło z boku.Christian Levrull - 2018-03-22, 18:49 Nie chcąc absorbować Orchida resztą koni starał się też przesadnie między nie nie wjeżdżać - oczywiście nie uciekał od reszty, bo na rozprężalni takiej wygody również nie ma, ale tak go prowadził, by ogier mógł się skupić na pracy, a nie na bliskości innych koni.
Rudy dawał Christianowi niesamowitą satysfakcję z jazdy, gdzie "wszystko poprawnie działało" - Rudziszon chętnie przyjmował jego wskazówki, a ćwiczenia, które oferował mu z siodła wykorzystywał maksymalnie, przykładając się do nich z równą ochotą co sam jeździec, takie konie potrafiły naprawdę sprawiać przyjemność z jazdy mimo swoich mankamentów starają się.
Był bardzo zadowolony z ogiera, bo widział, że myśli w trakcie przejazdów przez drągi mimo tego, że poukładane są w wymyślny sposób, ale taki, że przy odpowiednim tempie i jeździe środkiem nie powinny sprawić problemów. Głównym celem Chrisa było właśnie to, by jeszcze udoskonalić świadomość jego ciała takimi ćwiczeniami i tego, by sobie ufał, że mimo trudności jest w stanie pokonać nawet takie dziwne rzeczy.
Dał mu chwilę przerwy na dłuższej wodzy gładząc go po szyi i chwaląc pod nosem. W między czasie poprosił osobę na ziemi o rozsunięcie drągów na 3,2m, ale zostawienie ich w takim samym ułożeniu jak wcześniej (jak na zdjęciu załączonym wcześniej). Teraz w galopie utrudnieniem miało być to, że w przypadku chodu 3-taktowego ciężej jest wycelować między tak ułożone drążki, koń musi mieć niesamowitą świadomość własnego ciała.
Po chwili przerwy zagalopował z nim przez chwilę galopując po ścianię, wplatając w to ciasne wolty, gdzie pilnował zgięcia do wewnątrz prowadząc go na zewnętrznej wodzy i dołem pilnując stałego tempa i okrągłego galopu. Co jakiś czas zmieniał kierunek przez lotną, by na koniec zacząć wjeżdżać jak wcześniej w rozstawione na środku drągi. Ponownie pilnował środka, równego tempa, odpowiedzi na pomoce, przepuszczalności. Pewnie podpierał go pomocami pilnując też, by w trakcie przejazdu przez drążki dobrze zaokrąglił plecy. Tak jak wcześniej znów robił często ciasne najazdy i odjazdy, często zmieniając kierunku w razie czego nogę korygując lotną, do której też się z ogierem przykładał pewnie zmieniając ułożenie łydki/ręki i lekko dosiadu.
Kiedy ogier się odnalazł znów zaoferował mi chwilę przerwy, by po zagalopowaniu znów najechać na drążki - ale uwaga, tym razem w połowie drągów zostały postawione koperty lub stacjonaty na wysokości 70 cm. (uznajmy, że na tym górnym ustawieniu drągów była stacjonata, a na tych trudniejszych koperta). Galopował jak wcześniej, również później wplatając ciasne najazdy/odjazdy, ale wymagał od ogiera stałego tempa, nie dając mu się przesadnie rozciągnąć w drągach, tym bardziej, że wysokości były małe i spokojnie z pełnego zebrania powinien pójść w górę. Nie dał się wciągać również w kombinacje, chcąc by ogier cierpliwie czekał do przeszkody i od razu po niej wracał do dalszej płynnej jazdy po drągach. Powtórzył to póki ogier nie robi tego z kopytkiem w dupce i znów dał mu chwilę przerwy chwaląc za dobrą robotę, chyba, że było coś do przepracowania to męczył go póki ten faktycznie nie załapał.Orchid of Rohan - 2018-03-22, 20:42 Co tu wiele mówić - Orchid był naprawdę złotym koniem, któremu zapewniono doskonały start, którego efekty mógł teraz podziwiać Christian. Chociaż właściwie to właśnie jego zasługi stały za sukcesem Orchida, bo Robert zrobił "tylko" podstawy.
Odpoczął w stępie, po czym zagalopował energiczne we wskazanym miejscu. Ostatnio zaczął się trochę bardziej otwierać w galopie, co w sumie było dobre, bo przez długi czas miał skłonności do galopowania niemal w miejscu, przez nóżkę, co chociaż było bardzo wygodne i ładne, to średnio sprawdzało się na parkurze. Pozostała mu jednak okrągła, niespłaszczona foula, będąca dobrym punktem wyjścia do pracy w galopie.
W nim także nie tracił równowagi również podczas tych ciaśniejszych wolt, ale za to szybko przekonał się o zwiększonym stopniu trudności ćwiczeń na drągach. Rzeczywiście ciężej było mu wyczuć swoje własne ciało, więc po tym jak za pierwszym razem koncertowo obił się na drągach z drugiej kombinacji, kolejnym razem próbował spłynąć Christianowi z najazdu. Był cwany, jak chyba każdy inteligentniejszy koń, dlatego od razu zaczął szukać wygodniejszego dla siebie rozwiązania, jakim w tym przypadku była próba ominięcia drągów. Zapomniał tylko, że z Christianem takie rzeczy raczej nie przejdą, więc pewnie przy pierwszej takiej próbie raz jeszcze przyszło mu poprzestawiać drągi, aż wreszcie - po tym, jak ktoś je wyrównał wedle pierwotnego zamysłu - pogodził się ze swoim losem i zaczął bardziej uważać na to, gdzie i w jaki sposób stawia nogi. Widocznie było to ćwiczenie, do którego powinni jeszcze wracać na kolejnych treningach, aż przestanie być dla Orchida kłopotliwe.
Po kolejnej przerwie zmierzył się z kolejną wersją drągów. Dodanie do nich przeszkody nie miało większego wpływu na jego zachowanie czy na sterowność - nie próbował wyciągać jeźdźca ani się rozciągać na drągach, doskonale zdając sobie sprawę ze swoich możliwości skokowych. Od zawsze bardzo dobrze je wykorzystywał, miał także dobrą równowagę, więc nawet nie widział potrzeby "pomagania" sobie takim sposobem jak wspomniany. Chętnie przegalopowywał przez drągi, nad przeszkodą oddając jedynie trochę bardziej okrągły "skok" galopu. Szczególnie dobrze radził sobie z pierwszą i drugą kombinacją, gdzie drągi były trochę jak wskazówki. Natomiast przy trzeciej kombinacji, przynajmniej przy pierwszym podejściu, w pierwszej chwili miał ochotę odbić się przedwcześnie, co jednak udało mu się w sobie stłumić także dzięki temu, że Christian zapewne nie dawał mu za bardzo wyboru.
W każdym razie zanim nabrał płynności i pewności w tym zadaniu, upłynęła dłuższa chwila, po której w stępie wyciągnął nos do przodu i w dół, głośno i długo parskając.Elizabeth White - 2018-03-23, 01:00 Zdawała sobie sprawę z możliwych braków w równowadze, toteż już od pierwszych łuków wspierała Pantę łydkami, pomagając jej w prawidłowym gięciu cielska i wpisywaniu się w te wszystkie szlaczki.
Były to ich pierwsze, wspólne kroki, więc White tak jak każdego swojego konia, musiała ją wyczuć i nauczyć się z nią odpowiednio postępować, by ostatecznie uzyskać jak najlepsze rezultaty. Po nieproblematycznym przejściu do kłusa, od razu zaczęła anglezować, mocno akcentując ów czynność. Chciała w ten sposób już od pierwszych chwil zarzucić klaczy swój rytm oraz swoje tempo, chociaż póki co nie wyczuła w niej zapału do pędzenia na oślep. Początkowo zaoferowała jej chwilę luźniejszego rozruchu, podczas którego wymagała jedynie adekwatnego ruchu do przodu. Jeżeli siwa zainteresowała się taką możliwością, Whita zaoferowała jej troszkę dłuższą wodze, umożliwiając zejście z głową do dołu. Na tym etapie starała się nie wykonywać ciasnych zakrętów, prowadząc kopytną po możliwie długich, prostych odcinkach. Wkrótce wykonała zmianę kierunku, by na drugą stronę pokonać podobny dystans, na identycznych zasadach. Dopiero po takim wstępie do rozgrzewki wróciła na kontakt, teraz zaczynając wplatać koła. Początkowo obszerne i dopiero później stopniowo ciaśniejsze. W tym przypadku nie trzymała się żadnego schematu. Wykorzystywała tyle miejsca, ile akurat miały do dyspozycji, nie zapominając o odpowiednim prowadzeniu łydkami oraz wodzami. Co jakiś czas zmieniała kierunek, chcąc by trasa była dla klaczy nieprzewidywalna, a jej głowa pozostała świeża. Ale wiadomo, że każdy z czasem może się znudzić, a przecież nie chciały do tego dopuścić! Z tego powodu, dla urozmaicenia, doszły również przejścia na płaszczyźnie stęp-kłus, oraz dodania/skrócenia na prostych przerywnikach.Christian Levrull - 2018-03-23, 21:05 Jeżeli chodzi o poprawę jego galopu to już jakiś czas temu zauważył to w trakcie treningów i zawodów, że ten się wreszcie otworzył na tyle, by w pełni wykorzystywać swoje możliwości względem dobrego galopu.
Z przejazdów po drągach już po chwili mógł być zadowolony, również kiedy pojawiły się w kombinacjach drągów przeszkody dał mu więcej czasu, którego potrzebował by udoskonalić swoje przejazdy. Po przerwie po raz ostatni wykorzystał to co stało już ustawione z tego, że: (patrząc na rysunek, który przesłałam) w pierwszych drągach od góry pojawił się okser 110x110, w drugich i trzecich pojawiła się stacjonata 120.
Christian pozbierał wodze, by następnie ponownie najechać na drążki z przeszkodami. Ponownie pilnował stałego rytmu zarówno w dojeździe jak i w samych drągach, trochę mniej skupił się na zebraniu, teraz starczyło, by oparł się na ręce. Działa podobnie jak wcześniej jedynie wysyłając przed skokiem mocniejszy sygnał do niego, Nawet jeśli się zawahał, przytupnął to zostawał ciałem z tyłu nie dając mu pretekstu do tego, by się zatrzymał tylko skoczył nawet z trudniejszego wybicia. Również wciągać się nie dał chociaż w tym pomagały mu drągi przed i za przeszkodą - zarówno jemu jak i ogierowi. Oddał po 2 skoki na każdej kombinacji, o ile nie trafiło się żadnych wpadek, by ponownie po takiej intensywnej rozgrzewce zająć się robotą.
Po dłuższej przerwie kiedy poprosił o przestawienie przeszkód pojawiła się kombinacja (załączone na dole zdjęcie), która dziś miała Rudemu utrudnić życie, czyli udoskonalenie skoków po skosie, co było bardzo potrzebne w konkursach szybkościowych - gdzie nie chciał się z nim przesadnie ścigać, bo tego nie lubił i panikował przy za mocnym tempie, ale by móc za to robić ciasne najazdy i nie zawsze na wprost, a właśnie po skosie. Chciał by tym ćwiczeniem ogier poczuł się pewny.
Zagalopował na prawo szukając docelowego galopu podpierał go łydką zachęcając półparadami do rozluźnienia. Ostatecznie skierował się na pierwszą stacjonatę (jak na zdjęciu po ukosie jeżdżone, te grubsze to przeszkody te cieńsze to drążki), którą poprzedzał drąg, wszystkie stacjonaty obecnie znajdowały się na wysokości 120 cm. Prowadząc go pewnie w korytarzu z wodzy na pomocniczego drążka ustawionego specjalnie dla ułatwienia prostopadle do nich, tak, by ułatwić mu wejście w skok po skosie, również drąg po przeszkodzie miał ułatwić ogierowi zadanie. W razie czego pomagał sobie cmoknięciem, nie wahając się, a bardzo precyzyjnie prowadząc swojego wypłosza. Po dobrym skoku jazda dalej po ukosie po trzech foulach na stacjonatę i podobne działanie jak wcześniej choć tym razem nóżki rudego pogubiły się i zrzucił przodami stacjonatę. Nie ukarał go jednak za to prowadząc po ósemce na tak samo ustawione stacjonaty. Tym razem bez zawahania i zrzutki udało im się pokonać obie przeszkody.
I na takiej ósemce pozostał prowadząc ogiera pewnie, nawet jeśli wahając się przytupnął siedział w siodle dając łydkę, by i z takich opresji wychodził bez szwanku. Zadanie - tym bardziej dla niego - było naprawdę trudne, dlatego skupił się na dokładności, nie śpieszeniu, ale równym tempie. We wszystkich skokach starał się nie spóźnić ręką odnajdując równowagę w strzemionach w trakcie półsiadu. Gdy udało im się parę razy płynnie pokonać ósemki to przeszedł do stępa dając mu chwilę oddechu i chwaląc - co robił również w trakcie przejazdu przy każdym lepszym skoku.
Orchid of Rohan - 2018-03-23, 22:28 Podniesienie przeszkód miało zwiększyć stopień trudności tego ćwiczenia, co też istotnie miało miejsce, ale Orchid poradził sobie z tym wręcz śpiewająco. Mając wsparcie Christiana, którego szukał niemal za każdym razem, bez większego wahania zmierzył się z tym wyzwaniem, według kostek wykonując ćwiczenie bez jakichkolwiek trudności. Tak pozytywne zakończenie rozgrzewki, choć ciężkiej, dawało pozytywnego kopa i motywację do dalszej pracy, która wcale nie miała być lżejsza.
Rudy baaardzo nie lubił niejasnych sytuacji, więc skakanie pod skosem było dla niego problematyczne. Wprawiało go w zdenerwowanie na równi ze ściganiem się po parkurze, gdzie tempo było czynnikiem, który go ograniczał i blokował, nie dając uwierzyć w swoje możliwości. Prawdopodobnie już nigdy nie miało się to zmienić, ale taki już miał charakter. Nie zostało im nic innego niż nad tym pracować.
Po przerwie zagalopował z prawej nogi, dość szybko przyjmując narzucone przez Christiana tempo. Galopował chętnie, wyczekując kolejnych zadań, jakie miał przed nim postawić Christian. Już po chwili przekonał się o jego inwencji twórczej i gdy po raz pierwszy ujrzał przeszkodę ustawioną po skosie, dosłownie zrzedła mu mina. Było to wręcz namacalne, co pozwoliło jeźdźcowi odpowiednio szybko zareagować. Orchid na szczęście bardzo rzadko rozmyślał się w ostatniej chwili, dzięki czemu jeździec prawie zawsze miał szansę wpłynąć jeszcze na jego nastawienie. W ostatecznym rozrachunku ogier zdecydował się na oddanie skoku, co było łatwiejsze niż mu się z początku wydawało - bez trudu przedostał się na drugą stronę, z uwagą podchodząc do lądowania, by leżący za przeszkodą drąg nie zawadził mu.
Gorzej poradził sobie jednak z drugą przeszkodą ustawionej na tej samej przekątnej, kiedy to nieoczekiwanie się rozproszył i nie do końca zapanował nad własnymi nogami, co poskutkowało zrzutką. Rzadko zdarzały mu się tego rodzaju błędy, dlatego zwykle wynosił z nich dobre wnioski na przyszłość, co Christian mógł zauważyć po zmianie kierunku. Szybko się okazało, że obawy ogiera były zupełnie bezpodstawne, bo poradził sobie z pozostałymi dwoma przeszkodami bezbłędnie. Pozwoliło mu to nabrać pewności siebie, a także się rozluźnić, dzięki czemu kolejne podejście do ćwiczenia było jeszcze lepsze. Przestał być podejrzliwy względem skosów, a więc automatycznie zaczął wykorzystywać cały swój potencjał. Chętnie szedł na przeszkody, ale pozostawał uważny i opanowany, korzystał z niejakich wskazówek ustawionych zarówno przed, jak i po przeszkodach. Christian mógł być z niego naprawdę zadowolony, bo nie utrudniał mu niełatwego zadania, jakim było zgrywanie się z jego ruchem podczas skoku - zapewne spodziewał się większych trudności, więc chyba nie byłoby niczym dziwnym, gdyby potrzebował chwili na to, żeby zyskać większą swobodę w pracy z ogierem, który całkiem ładnie poginał na tym ćwiczeniu.
Dobra passa jednakże nie mogła trwać wiecznie, bowiem jakiś czas po tym, gdy Orchid zyskał już płynność w wykonywaniu ćwiczenia, w pewnym momencie nagle powinęła mu się noga... i to dosadnie, bowiem przy jednym z podejść - i to na jednej przekątnej - niefortunnie się potknął, co całkowicie zaburzyło jego spojrzenie na pozostałą odległość i sprawiło, że był zmuszony odbić się z przytupnięciem, co jednak nie uchroniło go przed zrzutką. Co gorsze, przy lądowaniu dodatkowo poślizgnął się na drągu, co właściwie nie wyrządziło mu "krzywdy", poza tą psychiczną - od razu się usztywnił i spanikował, wobec czego skok nad drugą przeszkodą w tej samej linii także nie należał do najlepszych, bo i tym razem ściągnął drąg, niedostatecznie podnosząc nogi w skoku. To wprawiło go w jeszcze większy popłoch, także dobrym pomysłem byłoby uspokoić go w czasie, gdy pomoc z ziemi będzie poprawiała przeszkody. Przy kolejnej próbie, jeśli takowa nastąpiła, szybko się okazało, że był to tylko nieszczęśliwy zbieg okoliczności, bo błędy już się nie powtórzyły mimo tego, że Orchid na nowo musiał odbudować swoją pewność siebie.
/Jakoś ubogo w opisy, ale oglądam jednocześnie Masterchefa. Christian Levrull - 2018-03-23, 23:14 Początek trudnego ćwiczenia okazał się w miarę przewidywalny, aczkolwiek ooogromnym plusem było to, że ogier zaufał mu idąc na przeszkody z lepszym czy gorszym skutkiem, ale szedł. Była to spora zmiana, tym bardziej, że wiedział jak ogier reaguje na tego typu skoki.
Kiedy wpadli w niejaką rutynę niestety pogubili się, bardzo możliwe, że błąd leżał też w zbyt przewidywalnych pomocach Christiana, który możliwe, że pewne sygnały zignorował i nie do końca dopilnował Rudego. Efektem było przytupnięcie przy którym na szczęście Zawodnik nie wyszedł na szyję przez co Orchid mógł się wyratować, nawet przy drugim potknięciu za przeszkodą. Nie udało mu się od razu rozluźnić spiętego ciała ogiera czego efektem był słaby skok w drugiej części przekątnej i w tym momencie przerwał ćwiczenie na moment wprowadzając go na koło w galopie i próbując rozluźnić, przeszedł na chwilę do stępa w zebraniu, gdzie dalej go wyciszał nie tylko pomocami, ale również głosem i dłonią. Widząc, że nieco odpuścił najechał po raz ostatni na całą ósemkę, pilnując go do końca i nie popadając w rutynę pomocy i tym razem udało im się pokonać całą kombinację książkowo tak jakby skakali normalnie na wprost. Po tej próbie przeszli do stępa, gdzie Chris dał mu luźną wodzę by ochłonął i w między czasie poprosił o podniesienie stacjonat do 130. Nabrał wodze i ponownie najechał na ósemkę jeszcze bardziej wyczekując momentu wybicia się. Jeżeli cała ósemka była wykonana dobrze pogalopował po ścianie w ramach "odetchnięcia" i najechał raz jeszcze na całość. Ponownie przeszedł z ogierem do stępa na kontakcie i przeszkody zostały podniesione do 140. Na tej wysokości wykonał całość tylko raz - o ile wszystko było w porządku. Tu już bardzo skupił się na swoim ciele pilnując również impulsu potrzebnego ogierowi do pokonania takiej wysokości.
Ponownie chwila przerwy w trakcie której dał mu dłuższą chwilę i po zagalopowaniu na kontakcie najechał na tą samą kombinację, gdzie teraz stały oksery 120x100, pokonał ją raz, przegalopował go po ścianie, najechał drugi raz, gdzie oksery były teraz 130x100, znowu przegalopował go po wykonaniu ósemki i na koniec postawiono oksery 140x100. Specjalnie nie poszerzał okserów nie chcąc go zniechęcić, ale chcąc również wykonać te samo ćwiczenie na szerokich przeszkodach zachowując wysokość. Miało to go zachęcić do otwarcia się w skoku nawet na takich wysokościach, przy skoku na ukos. Ułatwieniem dla ogiera były na pewno drągi, których nie wyciągał spod przeszkód. Wskazówki miały mu pomóc zrozumieć zadanie jakim były skoki po ukosie.
Starał się go często chwalić po dobrym skoku, a gdzie tylko w w.w. próbach spiął się przesadnie robił przerwę wyjeżdżając z ósemki i rozluźniając go np. na kole do dołu i najeżdżając jeszcze raz, nie chciał nic robić na siłę, ale na przeszkody jechał na tyle pewnie, by zostały mu chęci do skoku - tym bardziej, że wskazówki znacznie ułatwiały to ciężkie zadanie.Orchid of Rohan - 2018-03-24, 10:46 Pozornie szybko doszedł do siebie po tamtym niepowodzeniu, co pozwoliło mu zmierzyć się z przeszkodami raz jeszcze, tym razem bez zbędnych przygód. Stępując podczas przerwy, spoglądał z zainteresowaniem na człowieka podnoszącego przeszkody i uspokajał oddech.
Pierwsze podejście do wysokości 130cm nie skończyło się jednak pomyślnie. Pomimo obiecującego początku ćwiczenia, gdzie ogier z powodzeniem pokonał dwie pierwsze przeszkody, to po zmianie kierunku znowu coś mu nie zagrało. Przeskoczył przez pierwszą przeszkodę, a kiedy miał już oddać skok nad drugą, ustawioną na tej samej przekątnej, nagle wyhamował i od razu wycofał się sprzed przeszkody. Christian, szczególnie pracując z Orchidem, raczej nie wychylał się do przodu, toteż nie powinno to znacząco wpłynąć na jego równowagę. A co właściwie było powodem tego zamieszania...? Trudno powiedzieć, być może w tle wydarzyło się coś, co na tyle przestraszyło/zdekoncentrowało Rudego, że bał się "w to" skoczyć, jak to czasem bywało z przeszkodami ustawionymi bezpośrednio na trybuny.
Ukarany czy nie, przy kolejnym podejściu się postarał i nie popełnił drugi raz tego samego błędu, już do końca treningu porzucając pomysł jakiegokolwiek wyłamywania. Dzięki temu wkrótce mogli podnieść poprzeczkę jeszcze wyżej, na 140 cm, co jednak nie wpłynęło na zachowanie ogiera. Wysokości jakby nie stanowiły dla niego problemu, był świadomy swojej siły i bał się tylko dziwnych podmurówek lub właśnie dziwnych najazdów. Przestał się już bać szerokości, chyba raz na zawsze wyzbył się lęku przed skakaniem przez "podwójne" czy nawet "potrójne" przeszkody, co kiedyś było dla niego niezwykle problematyczne zważywszy na złe wspomnienia.
W rezultacie bardzo dobrze poradził sobie z wykonaniem całej ósemki, raz tylko trącił jakiś drąg, ale nie zdjął go. Z tym chyba można było się liczyć podczas skoków na skos, czasem była to tylko loteria, ale Rudy starał się i pracował w skoku całym ciałem, byle tylko nie dotknąć drągów i zostawić je na swoim miejscu.
Po przerwie po raz pierwszy przyszło mu się zmierzyć z okserami, ale jak już wspomniałam - nie panikował, kontrolował swoje emocje i nie postrzegał okserów 120x100 jako zadanie nie do przejścia. Na tej wysokości był jeszcze oazą spokoju, głęboko wierząc w swoje możliwości, które przy narzuconym tempie galopu były wystarczające by wykonać całe ćwiczenie bez najmniejszego potknięcia. Naprawdę przyjemnie prowadził się między przeszkodami, galopował bardzo równo i czekał na Christiana za każdym razem, w odbicie wkładając całe serducho i mocno wychodząc od kłębu. Jednocześnie starannie składał nogi i pracował grzbietem, dosłownie spisując się na medal.
Także po kolejnym podniesieniu przeszkód poradził się całkiem dobrze, bo 3 na 4 przeszkody pokonał bezbłędnie; na jednej z nich niestety zdarzyło mu się ściągnąć drugi drąg, ale ten błąd nie wprawił go w większy popłoch. Bardzo uspokajały go wskazówki i podejście Christiana, bardzo się opierał na tych pomocach i stopniowo nabierał coraz większej płynności, która pozwoliła mu na pokonanie ostatniej, tej najwyższej kombinacji bez choćby stuknięcia o drągi. Co by nie powiedzieć, bardzo się starał, zgodnie z oczekiwaniami jeźdźca coraz bardziej się ośmielając.Christian Levrull - 2018-03-25, 21:47 Specjalnie chciał dziś zrobić taki "zamęt" w głowie Rudego, gdyż wiedział, że wywoła tym lawinę "niepowodzeń", ale przećwiczą coś, co w parkurze może się im przydać.
Nie powiem stopka przed jedną ze stacjonat była zaskoczeniem dla Christiana, gdyż nic nie wskazywało na to, by miała się pojawić. Dlatego w momencie zatrzymania mocniej zadziałał łydką w "ramach" kary, wycofał go w ramach posłuszeństwa, ale nie lał w żaden inny sposób. Na szczęście ponowny najazd okazał się dobry, bez zrzutki za co od razu go pochwalił. Na wysokości 140 czuł jego niesamowitą moc i ponowną chęć znalezienia się po drugiej stronie, więc nieco rozluźnił się co nie oznacza, że odpuścił mu na pomocach, pilnując się dalej równie uważnie.
W trakcie pokonywania okserów za to jechało mu się naprawdę dobrze, mógł swobodnie prowadzić ogiera, czując, że na niego czeka. Cieszył się z tego, że nie spinał się już tak dojeżdżając do przeszkód mogąc wreszcie korzystać z jego potencjału również na tych szerszych przeszkodach. Po ukończeniu przejazdy z okserami pochwalił go i dał dłuższą chwilę na ostudzenie głowy. W międzyczasie poprosił osobę na ziemi, by postawiła tripla na szerokość 130, w najwyższy z drągów na 135. W dojeździe przed przeszkodą pojawiły się również wskazówki, dokładniej trzy, mające na celu ułatwić ogierowi zadanie i przy okazji nieco narzucić mu tempo.
Christian pozbierał więc wodze i zagalopował na kontakcie nieco poszerzając jego foulę, ale koniecznie pilnując tego by nie rozciągnął się całym ciałem - miał osiąść na zadzie tak doprowadzić się do przeszkody. Takim galopem wjechali na wprost tripla, gdzie Chris zamykając go w korytarzu z pomocy pilnował równego, niezmienionego tempa do końca, co ułatwiły mu pod koniec drągi. Posłał go do skoku lądując raz w prawo i raz w lewo, a po owych dwóch przejazdach przegalopował go po ścianie, by jeszcze raz wjechać raz z prawego raz z lewego na stojącego oksera. Tym razem jednak stała na ostatnim drągu wysokość 150, do którego prowadził ogiera równie pewnie jak wcześniej, szukając oparcia w strzemionach, tak by w trakcie okrągłego lotu nie przeszkodzić Rudemu. O ile zakończyli to bez problemu zakończył to na dwóch razach, jeśli było coś do przerobienia najechał raz jeszcze.
Tripl miał na celu otworzyć ogiera, ale również zakończyć trening w łatwiejszy niż wcześniej sposób - normalnym skokiem. Pochwalił Orchida sowiecie rozjeżdżając go w kłusie na długiej wodzy do żucia, by następnie przejść do stępa i porządnie go rozstępować, w między czasie zarzucił derkę, by po 15 minutach opuścić halę ze swoim brzdącem.