To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Hala - Duża hala

Elizabeth White - 2018-02-24, 19:53

Całkiem dobry przejazd w pierwszym etapie zawodów i promocja do drugiego, napawały Elizabeth sporym optymizmem. Miała nadzieję, że przez ten czas Blizzard zdołał się trochę wyciszyć i dogrywka odbędzie się bez większych komplikacji.
Po wtórnym wywołaniu ich na parkur, wprowadziła rudego na plac i zatrzymała go naprzeciwko budki sędziowskiej. Krótko skinęła głową i wtedy posłała ogiera do galopu, w pierwszej chwili ustawiając go sobie i dobierając odpowiednie, dynamiczne tempo. Dojeżdżając do ósemki, otwierającej ten niewielki parkur, usiadła w siodło i cofnęła ramiona, nie pozwalając na przedwczesne wyrwanie się do przeszkody. Jednocześnie zamknęła Blizzarda w korytarzu z pomocy, uniemożliwiając tym samym ucieczkę na bok i teraz już w pełni skupiła się na prawidłowym wybiciu. W optymalnym do tego miejscu, posłała skoczkowi łydkę i bez zwłoki przeszła w odciążający półsiad oraz oddała rękę, umożliwiając swobodne wyciągnięcie szyi nad przeszkodą. Jednocześnie mocniej dociążyła lewą stronę, sugerując odpowiednią nogę, na którą mieli kontynuować galop tuż po lądowaniu. W tym wypadku niemalże od razu wprowadziła swojego kompana na woltę, na końcu której czekała ich dziewiątka. Skrupulatnie podpierała go łydkami, prowadząc na zewnętrznej wodzy, nie chcąc by utracił równowagę lub zbyt mocno zwolnił. Po wyjechaniu na prostą, zaktywizowała go i w podobny sposób co wcześniej, wypuściła kasztana na stacjonatę, bezbłędnie zgrywając się z nim w locie. Tym razem wylądowali na prawą nogę, bo w niedalekiej odległości czekał ich okser z pierwotnym numerem pięć. Nie chcąc tracić na czasie, Elizabeth wykręciła od razu za ósemką, starannie prowadząc podopiecznego do miejsca wybicia. Niestety poczuła, że ten stopniowo się wycofuje, na co oczywiście postanowiła zareagować. Usiłowała przepchnąć go do przodu, jednocześnie pilnując łydkami, by nie wykonał jakiegoś efektownego wyłamania. Niestety piątka okazała się być dla nich pechowa, bo co prawda Blizz nie odmówił oddania skoku, ale znacząco go opóźnił, ostatecznie mocno wysadzając w górę. Zdezorientowana Kanadyjka poleciała niczym z katapulty ponad siodło, niestety nie do końca trafiając w nie z powrotem. Klapnęła na tyle pechowo, że siłą rzeczy musiała się zsunąć, nie mając nawet czasu na jakąkolwiek reakcję. To też uczyniła, spadając na nogi i ani przez moment nie puszczając wodzy, dzięki czemu udało jej się opanować kasztana i zapobiec bieganinie po parkurze. Zaklęła po nosem i w ręku sprowadziła kopytnego z placu, jako że rywalizacja dla nich właśnie się skończyła.

Z/t

Devocatis - 2018-02-24, 21:16

Za powodzenie podczas pierwszej części konkursu na pewno było też odpowiedzialne szczęście. Biorąc pod uwagę skąpe doświadczenie Devocatis, poszło im naprawdę dobrze. Już nawet nie ze względu na wynik, tylko na przebieg przejazdu, który był zaskakująco harmonijny. Z pewnością fajnie byłoby powtórzyć ten sukces czystym przejazdem podczas rozgrywki.
Wraz z nadejściem swojej kolejności, Devo udała się z Lisą na parkur. Największe emocje zeszły z niej już podczas pierwszego wejścia, więc teraz całkiem spokojnie czekała podczas ukłonu, by po nim niezwłocznie odpowiedzieć na sygnał do zagalopowania i ruszyć wspomnianym chodem, oczywiście z lewej nogi. Tym razem miała więcej miejsca na to, by złapać z Lisą wspólny język i przyjąć narzucone przez nią tempo, co generalnie poskutkowało bardziej zrównoważonym najazdem. Pobudzona, ale wciąż myśląca, ruszyła na pierwszą z przeszkód, cały czas idąc aktywnie galopem. Opatrzona z przeszkodami, bez najmniejszego wahania podeszła pod pierwszą z nich. Równy, energiczny najazd pozwolił jej na to, aby płynnie weszła w odskok i z powodzeniem przedostała się na drugą stronę przeszkody. Zachęcona przede wszystkim tym, że Lisa jej nie przeszkadzała, a wręcz pomagała w skokach, chętnie wyszła w górę, w skoku pracując szyją i plecami. Po wylądowaniu weszła w zakręt, dzięki wsparciu ze strony amazonki niemal nie tracąc prędkości. Naturalnie została ona częściowo wytrącona, ale dzięki mocno podstawionemu zadowi, Devocatis zdołała odrobić tę stratę już w końcówce zakrętu, po którym tylko poszerzyła ostatnią foule celem zyskania większej energii i ponownie wybiła się w górę. Z szacunku dla drągów starannie poskładała nogi, co uchroniło ją przed popełnieniem błędu na tej przeszkodzie. Wychwyciwszy zwiększony nacisk na prawe strzemię, zmieniła w skoku nogę, co z kolei ułatwiło jej pokonanie ciasnego zakrętu w prawo, przebiegającego tuż za ósemką. Działała pod wpływem impulsu, więc nie poddawała dyskusji decyzji podejmowanych przez Lisę; ta pokorność i akceptacja pomocy jak na razie wychodziły jej na dobre, bowiem będąc już w połowie rozgrywki, wciąż mogły mówić o szansie na zwycięstwo.
Równie chętnie podeszła do oksera pod numerem piątym, do którego efektownie rozpędziła się w linii prostej, by następnie z odwagą odbić się ze wskazanego miejsca. Złożyła się w skoku, wyraźnie ciągnąc szyją i korzystając z ofiarowanej jej wodzy. Skok zakończyła dalekim, stabilnym lądowaniem, po którym bez trudu odeszła spod przeszkody i odrobiła tempo galopu. Również bez obiekcji podeszła do kolejnego skoku, już w ogóle nie bojąc się proponowanego przez Lisę skrótu - za pierwszym razem nie wydarzyło się nic, co mogłoby ją zniechęcić, toteż teraz z ufnością podeszła do postawionego przed nią zadania i już po chwili była po drugiej stronie, gotowa na kolejne, jeszcze trudniejsze wyzwanie, jakim było podejście do szeregu 7ab.
Tym razem było jej wyraźnie ciężko w zakręcie, ale jednak dzięki nieugiętemu charakterowi i olbrzymiej determinacji podołała temu zadaniu. Wychodząc z zakrętu, odpowiedziała na łydkę wzmocnioną ostrogą i z głuchym stęknięciem oddała skok nad pierwszym członem, wysoko podnosząc nogi i pracując całym ciałem na to, by przeszkoda pozostała nienaruszona. Po wylądowaniu została jej tylko jedna przeszkoda, którą właściwie pokonała "z rozpędu", niesiona chwilą. Nie analizując, podeszła bliżej i za chwilę znowu była w powietrzu,znowu dając z siebie wszystko. Po wylądowaniu podrzuciła zadem, mając nieodpartą potrzebę wyładowania emocji, a potem zaczęła już stopniowo zwalniać, aż do zejścia z parkuru.

Luke - 2018-02-26, 01:04

Sugarman odnosił wrażenie, że nieważne ile będą pracować nad kondycją Corka, im więcej gniady miał w sobie siły, im bardziej był wytrzymały na treningach, tym więcej energii tracił w sytuacjach stresowych, czyli w każdych okolicznościach, które jakkolwiek odbiegały od codziennej rutyny. Tak więc można się domyślić, że po pierwszym etapie ogier był może nie na granicy wytrzymałości, ale już po występowaniu, kiedy przyszła pora na ponowne, lekkie rozruszanie go przed kolejnym zmierzeniem się z przeszkodami na parkurze, Luke wyraźnie odczuwał, że jego podopieczny nie ma w sobie tyle wigoru, co jeszcze przed pierwszym etapem konkursu. Z pokorą przyjął więc taki stan rzeczy i co prawda stawił się wraz z kopytnym na hali, kiedy przyszła na nich pora, ale od początku zakładał, że nie będą walczyć o czas, tylko przejadą zaplanowaną trasę z głową i "na spokojnie", na tyle oczywiście, na ile charakter konia na to pozwoli. :lol: Gdy nadeszła ich kolej, pojawili się na parkurze i zanim zawodnik zatrzymał Olshanskyego celem wykonania ukłonu, raz jeszcze powiódł wzrokiem po przeszkodach, które mieli tym razem skoczyć. Za najtrudniejszy najazd już podczas oględzin ocenił ten od dziewiątki do piątki i biorąc poprawkę na przyjętą na teraz strategię, postanowił zrezygnować z szalonego skrócenia i poprowadzić skoczka okrężną drogą, ale o tym już później.
A zatem po ukłonieniu się subtelnym sygnałem zaprosił gniadego do galopu na prawą nogę, a że startowali przy tej "gwieździe" ze stacjonat, spod przeszkody numer 9, poprowadził go teraz po przerośniętym, nieco jajowatym kole, tak że Corek przez chwilę nawet mógł pomyśleć, że właściciel kieruje go na tripplebare'a. Zanim jednak zbliżyli się na tyle, aby ta myśl w gorącej głowie ogiera mogła przerodzić się w chęć dojścia do przeszkody, Luke wyraźnie prowadził go po kontynuacji łuku, zacieśniając go na tyle, aby bez problemu wyjść odpowiednio wcześnie (ale i nie za wcześnie) prosto na rozpoczynającą ósemkę. Dysponując zarówno doświadczeniem jak i dobrym nawykiem, zdecydowanie dojeżdżał go dosiadem do lekko tylko wstrzymującej, bardziej podnoszącej ręki, mając świadomość, że w połączeniu z działaniem ciężaru w ten sposób uaktywni zad ogiera, co pozwoli mu na uniesienie sylwetki i tym samym oddanie lepszego technicznie skoku. W odmierzonym miejscu posłał mu bardzo czytelny impuls od łydki by chwilę później, wraz z wyskokiem, unieść swoje cztery litery, odciążając grzbiet Olshanskyego poprzez przybranie zgrabnego półsiadu, naturalnie z dostatecznym przesunięciem ręki w stronę pyska. Zmianą rozkładu ciężaru własnego ciała jak i zamienieniem ustawienia łydek zasugerował podopiecznemu lądowanie na lewą nogę, aby po powrocie na ziemię mogli płynnie udać się po łuku w lewo, tak aby finalnie wykręcić na dziewiątkę. Tym razem także nie zostawiał go samego podczas najazdu na stacjonatę, wypychającym ruchem bioder jasno wskazywał mu kierunek jazdy, natomiast tworząc korytarz z pomocy nie dopuszczał do spłynięcia w bok. Do dopełnienia brakowało więc tylko pozostania w siodle do momentu, w którym w ramach odpowiedzi na energiczną łydkę Corek odbił się od ziemi aby przelecieć nad przedzkodą. Jeździec celowo nie prosił o lądowanie na prawo, pozostał w równowadze jak do galopu na lewo i w tym też spodziewał się kontynuować parkur po lądowaniu. Taki w tym miał cel, aby po łuku zbliżyć się do bandy i dopiero wtedy przestawić pomoce, tym samym prosząc Corka o lotną, co miało pozwolić im na gładkie odbicie w prawo, tak aby prawie że wyjechać narożnik, za którym następnie zabrał gniadego na przekątną i koleją rzeczy nakierował na stojącą w oddaleniu piątkę. Brunet postarał się o kontrolowane rozjechanie galopu, oczywiście z należytym podtrzymaniem jego sprężystości, co miało pozwolić na wystarczająco wysokie wybicie przy długim skoku, jaki sugerowały poszerzone przed okserem foule. W efekcie utrzymania bardzo rytmicznego, nawet mimo wydłużenia, galopu, panowie gładko przefrunęli nad piątką, lądując za sugestią Sugarmana na lewą nogę. Tym razem obyło się bez skuchy na tejże konstrukcji i nawet z perspektywą stojącej w dystansie po łuku szóstki nie tracili teraz głowy, w zgraniu pokonując po łuku stale zmniejszającą się odległość dzielącą ich od stacjonaty. W odpowiednim miejscu zawodnik po raz kolejny zmobilizował do skoku swojego podopiecznego poprzez posłanie mu czytelnego dla niego sygnału od łydki i tak zaraz wzbili się w powietrze, ponownie oddając czysty skok. Olshanskyego prowadziło się o niebo lepiej po parkurze kiedy był tak jak teraz trochę spompowany :lol: za to niestety wiązało się to na dzień dzisiejszy tylko z przejazdem mającym szansę na bycie świetnym pod względem technicznym, natomiast przy rozmiarach gniadosza pokonanie trasy ze stałą, spokojniejszą foulą skutkowało po prostu gorszym czasem. Sugarman główkował nad tą sprawą już od dłuższego czasu bo nie był to pierwszy raz, kiedy Corleone nie miał wystarczająco siły na walkę o oszczędzanie cennych sekund, ale że chwilowo nie był to dobry moment na tego typu rozważania, przebłysk tej myśli Luke zachował w pamięci na później, aby teraz skoncentrować się ba ostatnim zadaniu, czyli szeregu. Tak jak w pierwszym etapie pojechali za jedynką a mężczyzna ani na chwilę nie przestawał podtrzymywać impulsu wewnętrzną łydką, co zaowocowało utrzymaniem cały czas tego samego, dobrego jak na parkur tempa. Kiedy więc wyprostował go na pierwszy człon będący okserem, postarał się o ponowne wydłużenie sylwetki u Corka, tak aby dobrze wejść w tę kombinację. Miał nadzieję na czyste przejście przez szereg i w razie czego, podczas posyłania gniadoszowi po raz kolejny łydki do wyskoku, wspomógł się też cmoknięciem, uważając to za lepszy wybór niż asekuracyjny bacik, którego zresztą na Corka nie brał, z kolei po pomoc ostróg sięgał raczej wtedy, kiedy wyczuwał u wierzchowca wyraźną niechęć do przeszkody. W tym przypadku tak nie było i rzeczywiście sama łydka z małym efektem dźwiękowym wystarczyła, aby zmobilizować ogiera do oddania najpierw jednego, a po jednej fouli (na którą Luke sprawnie wrócił do siodła aby dosiadem popchnąć kopytnego wyraźnie na stacjonatę) także drugiego, ekonomicznego ale jak najbardziej poprawnego skoku. Zanim jednak brunet poklepał Olshanskyego w ramach docenienia za włożony wysiłek, po lądowaniu najpierw minęli ustawione celowniki by dalej pokierować się po łuku w lewo, między "gwiazdą" a piątką. Dopiero wtedy gniady został sowicie poklepany po szyi a wodze zostały mu na chwilę wydłużone i zebrane z powrotem tylko w przypadku, gdy nie miał ochoty na zwolnienie kolejno do kłusa i stępa tylko za sprawą dosiadu.
Po wszystkim udali się na rozprężalnię na zasłużone rozstępowanie i fajrant.

zt

Be My Valentine - 2018-02-26, 19:28

Ogier był zdziwiony, że po starcie jeszcze Właściciel każe mu skakać na rozprężalni, ale nie buntując się szedł chętnie na przeszkody mając resztki sił i ochoty przed (jak miało się okazać) dogrywką.
Kiedy ponownie zjawił się na parkurze wpierw położył po sobie uszy niezadowolony z takiego obrotu spraw, ale zatrzymany, a następnie puszczony ponownie do zagalopowania ostatecznie ruszył o dziwo od razu łapiąc dobre, aktywne tempo z okrągłą foulą. Nie tracił go również w zakrętach, a kiedy został naprostowany na pierwszą przeszkodę nr 8 postawił uszy nieco podnosząc łeb i z daleka oceniając "przeciwnika". Nie wyrwał tym razem zostając na ręce i w odczuciu nie kombinując pewnie galopował do stacjonaty. Jako, że Zawodnik nie przeszkadzał mu ani w dojściu do przeszkody, ani w trakcie odbicia bez problemu wszedł w skok starannie składając nogi i nawet dając nura nad przeszkodą. Chętnie wyciągnął pyska, jako, że umożliwiała mu to ręka jeźdźca, by przy lądowaniu dobrze zakończyć skok mocno otwierając zad.
Po wylądowaniu i złapaniu równowagi osadzając się dzięki sugestii Jo bardziej na zadzie zaczął kręcić ciasny zakręt w lewo na prośbę swojego jeźdźca. Udało mu się utrzymać niezachwianą równowagę przez cały zakręt przez co po wyprostowaniu go przez Jo i możliwości zobaczenia przeszkody poszerzył ostatecznie foulę, która mu została, tak, by móc bez problemu ją pokonać. Owy "power" pomógł mu na tyle, że po wybiciu się został mu spory zapas, a samą przeszkodę pokonał na czysto.
Wylądował na prawo czując, że w tą stronę patrzy jego jeździec. Niechętnie, ale ostatecznie dał się poprowadzić blisko stojaków nie będąc jednak na tyle głupim, by sam o nie zahaczyć, dobrze wygiął się w zakręcie nadal dobrze kryjąc teren, a postawiony przed kolejnym skokiem chętnie podjął wyzwanie dodając ostatnią foulę i pokonując starannie przeszkodę zostawił ją nie ruszoną. Po lądowaniu dość szybko udało się Jo go ustawić na zadzie przez co znacznie swobodniej dojechał do szóstki mocno wybijając się z zadu i ekonomicznie, ale na czysto pokonując i tą przeszkodę.
Skierowany blisko jedynki podążył za prośbą jeźdźca znacznie ożywiony zawrotnym tempem przejazdu i o dziwo podobało mu się to, tym bardziej, że nic nie bolało. Wyprostowany przed szeregiem wpierw spłaszczył się, by po szybkiej korekcji zaokrąglić foulę i taką podejść pod przeszkodę spod której wyszedł w mocny skok starannie znów składając nogi, ale już nie baskilując jak wcześniej. Już w locie widząc kolejny człon po wylądowaniu podniósł pysk wycofując się bardizej na tył, ale przy towarzystwie łydek nie zwalniając, a dalej mając impuls od przodu. Po foui wybił się sprężyście znów ekonomicznie, ale na tyle dobrze, że nawet nie tknął górnego drąga. Po wylądowaniu z nadmiaru emocji bryknął soczyście, by przy dalszym galopie ochoczo przyjmować pochwały.
Czuł, że się spisał, dlatego wypiął dumnie pierś mieląc wędzidło nawet w trakcie stępa.

[zt]

Angel's Wings - 2018-02-26, 19:50

Ponieważ udało im się wejść do drugiego etapu podczas przerwy i oczekiwania na drugi Angel stępował na lużnej wodzy, co dało mu okazję do odpoczynku. Następnie skoczyli kilka przeszkód, zanim wywołano ich na parkur. Gdy nadeszła ich kolej Anna zaprowadziła go na parkur, który już dobrze znał, chociaż tym razem miał pokonać mniej przeszkód i w innej kolejności. Anna zatrzymała go przed budką sędziowską, gdzie się ukłoniła. Gdy otrzymali sygnał do startu pogalopował na lewą nogę w stronę ósmej przeszkody. Nie utrudniał Annie znalezienia z nim właściwego tempa. Galopował aktywnie, ale nie przesadzał z tempem. W efekcie uzyskał galop, który powinien im pozwolić na zaoszczędzenie kilku sekund. Kobieta naprostowała go do stacjonaty, posyłając mu skupiające półparady. Doprowadziła go pod przeszkodę, gdzie ogier kierując się swoim doświadczeniem i pomocami od blondynki wybił się we właściwym miejscu. Zaprezentował swój baskil, ułożył się ładnie w skoku i nawet z nią zgrał. Zdecydowanie nie sprawiał jej trudności w porównaniu do pierwszego etapu. Oldenburg zostawił za sobą na czysto pokonaną przeszkodę i wylądował na lewo. Na dziewiątkę skierowali się ponownie po obszernym łuku, ale zachowując dobre tempo. Odbili na stacjonatę z jrótkiej ściany. Naprostowali na dziewiątkę i Anna powtórzyła cały szereg pomocy. Doprowadziła go pod przeszkodę, skąd wybił się do kolejnego udanego skoku. Lądowanie ponownie na lewo, po czym zaraz Anna podniosła go i osadziła bardziej na zadzie. Wyjechali za ósemką, kierując się na przeszkodę numer pięć. Po naprostowaniu do przeszkody zostało im niewiele miejsca, jednak udało im się zmieścić do przeszkody. Doprowadzony do przeszkody wybił się dynamicznie i wyciągnął nad nią, by zgrać się z kobietą w ruchu.
Po lądowaniu ruszyli na szóstkę mocnym tempem. Gdy wykręcili do przeszkody sytuacja wymsknęła się spod kontroli, jeżeli chodzi o tempo trzynastolatka. Anna nie była w stanie sobie z nim poradzić przed przeszkodą i skok wyglądał całkiem inaczej niż powinien, przez co Wings w locie ściągnął drąg. Sam nie był z tego zadowolony, parsknął nerwowo i przykleił uszy so potylicy, teraz jednak czekał ich szereg 7ab, na którym siwek musiał się skupić. Lądowanie ba lewo i skierowali się na szereg po obszernym łuku za przeszkodą numer 1. Blondynka wcześniej podniosła go do przeszkody i osadziła bardziej na zadzie. Po naprostowaniu do pierwszego członu została im tylko jedna foula, udało im się jednak zmieścić i z dalszego miejsca odbić się na przeszkodę, tym razem już bez żadnych komplikacji. Ogier oddał czysty skok, lądując bliżej za przeszkodą dzięki czemu zmieścili się do członu b, który również pokonali na czysto. Utrzymali tempo do mety, potem stopniowo zwolnili i opuścili parkur. Na rozprężalni rozstępowali się, by wrócić do stajni.

Zt

Corleone Olshansky - 2018-02-26, 21:54

Przed ponownym wejściem na parkur ogier był nieco spokojniejszy, co jednak wynikało przede wszystkim ze zmęczenia, a nie z radzenia sobie z emocjami. Wciąż był bardzo zdenerwowany, co bezpośrednio przekładało się na jego zachowanie i fizyczny dyskomfort; niemal bez przerwy chodził ze stulonymi uszami, zgrzytał zębami i niespokojnie szastał ogonem, niejednokrotnie próbując kopnąć w bok lub machnąć nogą pod brzuch.
Był już jednak nieco łatwiejszy w prowadzeniu w tym sensie, że nie był już tak nakręcony. Zamiast tego znacznie częściej fikał zadem, reagując tak na każdą mocniejszą łydkę, która w tym momencie po prostu go drażniła.
Po wejściu na parkur jego zachowanie nie ulegało zmianie, ale mimo to stosunkowo grzecznie czekał na start. Otrzymawszy łydkę do galopu, ruszył co prawda niespiesznie, ale mocno pod górę, sprawiając takie wrażenie, jakby kumulował w sobie energię na trudne do wysiedzenia bryknięcie. Nic jednak takiego nie miało miejsca, choć ogier pozostał już taki "zrolowany" aż do wyjścia naprzeciw przeszkody rozpoczynającej dogrywkę. Dopiero wtedy podniósł łeb by przyjrzeć się przeszkodzie i na czas ostatnich trzech foule mocno naparł na ręce Luke'a, próbując zaatakować przeszkodę. Odbijając się do niej, uwolnił skumulowaną w ciele energię, co poskutkowało wysokim skokiem, niełatwym do wysiedzenia szczególnie przez to, że gniady postanowił dodatkowo poprawić zadem, tym razem jednak bez rozbudowania przeszkody, jak miało to miejsce przy pierwszym takim jego występku podczas eliminacji. Lądując, poprawnie odczytał intencje jeźdźca, co pozwoliło mu wejść w ciasny zakręt do drugiej przeszkody z dobrej nogi. Motywowany przez Sugarmana, mocniej wszedł zadem pod kłodę podczas galopu na łuku, dzięki czemu łatwiej było mu odrobić utraconą na nim prędkość. Sam w zakręt w ich wykonaniu może nie wyglądał najlepiej, bo w kwestii równowagi Olshanskiego niewiele się zmieniło przez te -naście minut, więc ponownie niemal się położył na podpierającej go łydce jeźdźca; to jednak nie przeszkodziło mu w oddaniu poprawnego skoku nad przeszkodą, która tuż po chwili "wyrosła" przed ogierem. Nie potrzebował zachęty ze strony jeźdźca, samemu znajdując w sobie motywację do sprostania temu zadaniu. Jako że Luke nie przeszkadzał mu w tym, płynnie wszedł w odskok i dość starannie i wysoko podniósł nogi, tak, by nie zahaczyć nimi o drąg w żadnej fazie lotu. Skorzystał również z elastycznie pracującej ręki, która pozwoliła mu na swobodne wyciągnięcie szyi podczas lotu. Kiedy w jego ostatniej fazie wyczuł wzmożony nacisk na lewe strzemię, przygotował się do lądowania na lewo, w które udał się po zrobieniu jednej foule galopu na wprost. Dojechawszy do bandy, zgodnie z sugestią jeźdźca skręcił w prawo, podczas lotnej nieco przesadnie podbijając zadem, co wynikało przede wszystkim z jego równowagi. Rozwiązanie zaproponowane przez Luczka znacznie ułatwiło gniademu zadanie, jakim było dogalopowanie do piątej przeszkody, której mógł się teraz z daleka przyjrzeć i oswoić z jej wyglądem. Galopował w narzuconym tempie, nie siląc się specjalnie na to, by je przeforsować po swojemu. Wciąż jednak wymagał od jeźdźca stałej kontroli, bez której ten najazd na pewno by tak nie wyglądał. Corleone zresztą lubił wykorzystywać chwile nieuwagi czy jakieś niedociągnięcia, ale tym razem nie było ku temu okazji, więc do samego końca jego zachowanie było wręcz przewidywalne. Skoczył ze wskazanego miejsca, znajdując w sobie wystarczająco dużo siły i energii na to, by nie tylko skoczyć odpowiednio wysoko, ale również przede wszystkim szeroko. Skok wykończył dalekim lądowaniem, po którym sprawnie odrobił wytracone w nim tempo galopu, podnosząc się i zaokrąglając foule do szóstki. Ją także pokonał bez większych trudności, od początku - czyli najazdu - nie szalejąc ani nie dyskutując z jeźdźcem; nie zrobił też niczego niespodziewanego w momencie odbicia, ani lądowania czy nawet po odejściu spod przeszkody.
Jego zachowanie faktycznie było zastanawiające, bo wyraźnie osłabł po pierwszym nawrocie, a jego spokojniejsze zachowanie na parkurze nawet nie mogło stać się powodem do radości, bo mimo wszystko pozostał spięty. Wyraził to na przykład w chwili, w której zakręcali za jedynką, gdzie z rozmachem kopnął w kierunku stojaka, o milimetry rozmijając się z ustawioną przy nim donicą z kwiatami. Już nawet nie odklejał uszu od grzywy, tylko nieustannie ciskał spojrzeniem gromy i wyładowywał się podczas skoków.
W szereg wszedł w oczekiwanym miejscu, rozpoczynając go udanym skokiem nad pierwszym członem, gdzie jednak dał wyraz swojej frustracji ponownie poprawiając zadem w skoku i o milimetry rozmijając się z drągiem zawieszonym na tym drugim stojaku oksera. Wylądował dosyć blisko, co zmusiło go do tego, by przyłożyć się przy wyciągnięciu foule dzielącej go od stacjonaty. W rezultacie skoczył płasko, ale staranne złożenie "podwozia" pomogło mu uniknąć błędu, który mógłby ich kosztować niepotrzebne punkty karne.
Wylądowawszy po drugiej stronie, minął celowniki i skręcił za piątką, wracając na ścianę. Tam zaczął stopniowo zwalniać, nieznacznie wypuszczając nos do dołu. Dopiero schodząc z parkuru podniósł uszy i trochę odetchnął, ale wciąż nie można było mówić o jakimkolwiek zadowoleniu.

Blizzard - 2018-02-26, 22:14

Kasztan rzeczywiście względnie się uspokoił, szczególnie że zwykle stępowanie po dużej ilości skoków naraz oznaczało koniec dalszego wysiłku i jako tako mógł częściowo odpuścić, nie nakręcać się. Teraz, kiedy ponownie stawił się pod Elizabeth na parkurze był, krótko mówiąc, zdezorientowany. Amazonka nieświadomie zapewne zrobiła użytek ze swojej przewagi nad nim i posyłając ze stój do galopu sprawiła, że głowa Blizzarda zaczęła intensywnie parować. Z wytrąconą z rytmu psychiką dawał z sobą zrobić cokolwiek, dopóki wszystko nie wróciło do normy. Względnym ocuceniem okazał się widok stacjonaty, na którą, zdawało się, brunetka go kierowała. Wszystko wskazywało na to, że rzeczywiście miał pokonać przeszkodę i przez ten element zaskoczenia zrobił to w sposób jak na siebie niemożliwie stonowany - w reakcji na łydkę odbił się od ziemi jak poparzony (earth is lava), jednakowoż skok, jaki oddał, był nie za wysoki, lot pod dobrym kątem, niemal nonszalancko podciągnięte pod siebie nogi przy lekko tylko nurkującej szyi. Wylądował na lewą nogę i zapragnął wznowić proces myślowy, niemniej jednak w pierwszej kolejności musiał zadbać o zachowanie równowagi na wcale nie wielkim kole, na którego "końcu" wyrosła mu kolejna przeszkoda. Nie mając do tego zbyt dużej sposobności nie zdołał szczególnie się napalić ani rozpędzić, co zwykł przecież na parkurze robić. Odbił się tym razem bardziej dynamicznie i poleciał wyżej niż przed chwilą, aczkolwiek cały czas sprawiał wrażenie, jakoby się jeszcze nie obudził (w porównaniu oczywiście z poprzednim przejazdem). Lądując tym razem na prawo pozostał jak w transie, dając sobą co prawda powodować, ale z niewiadomego powodu wytracając tempo i niespokojnie gryząc wędzidło schował się za nim, stając się tym samym nieobecnym na dotychczasowym kontakcie. Byłby tak trwał zapewne aż do samej piątki, przed którą najzwyczajniej by zaparkował, jednak Elizabeth zdążyła zadziałać odpowiednio w ostatnim nadającym się do tego momencie. No, z względnie tylko dobrym efektem. Nagłe nasilenie pomocy wysyłających do naprzód poskutkowało zmianą decyzji tuż przed przeszkodą, kiedy właściwie miał się zatrzymać. Efekt tego był taki, że wybił się może nie ze stój, ale na pewno nie z dynamicznego galopu, zbyt blisko oksera. Nie był głupi i wiedział, że drągi to też lawa :lol: więc wysadził do góry ze wszystkich sił, jakie jeszcze w sobie gromadził, chcąc uniknąć spotkania z kolorowymi, ciężkimi sztangami zarówno z przodu, jak i z tyłu przeszkody (w sumie nie wiem czy oksera się rozkłada na części pierwsze). Nie zdawał sobie przy tym sprawy, że jego jeździec może nie być przygotowany na taki rozkład sił w locie, niemniej nie zaprzątał sobie tym głowy jako, że na dzień dzisiejszy nie był niestety szczególnie przywiązany do swojej właścicielki, był na to zbyt niespokojny w każdym tego słowa znaczeniu i ostatecznie też przecież nie znali się jeszcze na tyle długo. Lądując tuż za okserem poczuł, że ciężar na plecach rozkłada mu się bardzo krzywo i zaraz też zanotował moment, w którym ciężar ten zniknął. Za to nagle po stokroć poczuł wędzidło w pysku, ciągnące go jednostronnie w tył i jednocześnie w dół. Gwałtownie się zatrzymał, przysiadając na zadzie i na chwilę też lekko unosząc przody, błysnął białkami przestraszony oglądając się na stojącą na ziemi Elkę. Kwiknął cicho powracając na ziemię i przez chwilę kręcił się nerwowo wokół panny White, ostatecznie dając się jej sprowadzić z parkuru, niemniej nie znajdował w sobie żadnej wyrozumiałości i nie ułatwiał jej nawet tego zadania. Uspokoił się dopiero po solidnym rozstępowaniu, choć i tak jego ogólne roztrzęsienie miało minąć dopiero po powrocie do normalności, a zatem dopiero wieczorem, w boksie.

zt

Bremen Star - 2018-02-26, 22:26

Kara nie spodziewała się ciągu dalszego tych zawodów, ale była wstanie jeszcze kontynuować dalej jazdę. Była trochę bardziej ostudzona po pierwszym nawrocie, więc nie świrowała już na rozprężalni. Oczywiście o ile inne pary zachowywały odpowiedni dystans, no bo inaczej fukała nerwowo na nie. No jeszcze stosunkowo młoda i mało doświadczona, ale jakieś pierwsze sukcesy na swoim koncie miała. Skorzystała z możliwości odpoczynku, który się jej zdecydowanie przydał. Potem rozruszali się już na nowo w trzech chodach, a na sam skoczyli kilka przeszkód. Mieli pojechać ten sam parkur co wcześniej, więc chyba sobie poradzą. No ten sam ale nieco ucięty. Potem już tylko czekali na wezwanie na parkur, które nastąpiło po całkiem krótkiej chwili. Po przejściu do kłusa skierowała się na parkur, gdzie miał odbyć się ostateczny konkurs.
Znała przeszkody więc faktycznie pokazywanie jej ich było zbędne. Jednak pobieżnie rozejrzała się dookoła, jakby oceniając czy się coś zmieniło. Przeszła zgodnie z oczekiwaniem Chrisa do stępa, żując intensywnie wędzidło. Wraz z odesłaniem jej do galopu weszła w niego aktywnie, mocno i pchając się z zadu w przód. Galopowała chętnie, pewnie brnąć do przodu w kierunku 8 która teraz była 1. Przyjrzała się krótko stacjonacie, by dojechać wraz z właścicielem do miejsca wybicia w którym po jego sygnale wyszła do skoku nad przeszkodą. Ładnie złożyła w locie kończyny nad przeszkodą, balansując w locie cielskiem i na czysto lądując po drugiej stronie. Po lądowaniu na lewo od razu zaczęli kręcić ciasny zakręt na dziewiątą przeszkodę, gdzie po naprostowaniu się do drugiej stacjonaty wykonała jeszcze jedną foule i wyszła ponownie do skoku. Podczas lotu wykonała baskil, by lądowaniu na prawo pokierować się od razu na piątkę okser. Udało im się ładnie wyjechać zakręt, utrzymując odpowiednie tempo i płynnie dojechać do przeszkody. Jednak klacz coś zdekoncentrowało i po wyjściu do skoku nie złożyła się odpowiednio, ściągając tym samym górny drąg. Skuliła uszy i furknęła w niezadowoleniu z wpadki, by po lądowaniu pojechać po lekkim łuku na szóstkę. Na szczęście pokonali przeszkodę bez problemu i na czysto. Został im ostatni do pokonania szereg 7ab, który miejmy nadzieje że ich bardziej nie pogrąży. Wiele zaryzykowali jadąc przed jedynką, wręcz przyklejając się do niej. Udało się klaczy bezpiecznie wyjechać zakręt, by naprostować się do szeregu i zmierzyć się z nim. Klacz osiadła w dojeździe nieco bardziej na karym zadzie, unosząc tym samym przodem i dojechali do miejsca wybicia. Wyszli w nim do skoku, gdzie Bremen złożyła i wyciągnęła się w locie nad przeszkodą. Po lądowaniu mocno dojechała do drugiego członu, gdzie po raz ostatni dziś wyszła do skoku. Wykonała poprawny baskil nad członem B i po lądowaniu po galopowała już do mety. Po wszystkim zjechali z parkuru.

z.t

Chaos Amir - 2018-02-26, 22:35

Po pierwszym parkurze był dużo bardziej spokojniejszy i wyciszony, a zarazem spełniony. Nie spodziewał się, że to jeszcze wcale nie jest koniec, toteż mocno się zdziwił, gdy po przerwie znowu nakazano mu skakać. Nie to, żeby miał z tym jakieś opory, ale taka niespodzianka sprawiła iż na nowo się ożywił. Mniej niżeli za pierwszym razem, ale jednak.
Po wejściu na parkur, nie zachowywał się już tak nerwowo. Przelotnie omiótł go spojrzeniem, pobieżnie sprawdzając, czy nic za bardzo się nie zmieniło. Tym razem nie buntował się, nie wspinał, ani cofał, podchodząc do zadania z charakterystycznym dla siebie podnieceniem, aczkolwiek bez zbędnej wariacji.
Bez obiekcji zagalopował na lewą nogę, od razu obierając mocno dynamiczne, aczkolwiek kontrolowane tempo. Ze zniecierpliwieniem wyczekiwał wskazania przeszkody, którą mieli pokonać jako pierwszą, toteż czujnie respektował pomoce Bastiana, mające na celu wskazanie odpowiedniej trasy. Gdy wreszcie znalazł się prostopadle do stacjonaty, uniósł głowę (nie to żeby do tej pory trzymał ją jakoś nadzwyczajnie nisko) i próbował wyrwać do przodu. Wybił się w punkt, dzięki czemu bez problemu przefrunęli na drugą stronę, prezentując harmonijny i niezaburzony niczym lot. Po opadnięciu na podłoże, zgodnie z oczekiwaniami właściciela osiadł mocniej na zadzie i wszedł na ciasną woltę, z którą miał ‘’przyjemność’’ się już dzisiaj mierzyć. Na szczęście jego wyrobiona gibkość, dość małe gabaryty i staranne prowadzenie z góry zapewniły im zachowanie równowagi oraz tempa i wtem wyjechali na wprost dziewiątki. W reakcji na półparady cofnął lekko ucho i wyczekał najbardziej optymalnego miejsca, by oddać dość mocny i wysoki skok z zadu. Następnie pojechali na prawo, co kompletnie nie przypominało mu wcześniejszej konfiguracji. Nie zrażony jednak tym faktem, pewnie naszedł na kolejną przeszkodę, w tym wypadku zgodnie ze wskazówkami wybijając się odrobinę wcześniej. Mocno przyciągnął przody do klatki piersiowej, swobodnie wyciągnął szyję dzięki oddanej wodzy i bez problemu pokrył całą konstrukcję, bez jakichkolwiek strat w drążkach. Usatysfakcjonowany podbił lekko zadem i zaczął rozpędzać się na szóstkę, na którą na szczęście najazd nie był wcale skomplikowany. Niestety na tyle nakręcił się na galop, że nie zauważył nierówności i zahaczył o nią kopytem, na chwilę wypadając z ustawienia. Ten incydent nie zdołał go jednak zniechęcić, bo Amir pozbierał się bardzo szybko i w dalszym ciągu był gotowy by zaatakować ów skromną stacjonatę. W dojeździe ładnie przeniósł ciężar na zad i tym samym odblokował przody, w dalszym ciągu próbując cokolwiek ugrać jeśli o prędkość i rytm chodziło. W tym przypadku również obyło się bez komplikacji i po zaprezentowaniu książkowego baskilu, szczęśliwie wylądował po drugiej stronie, poruszając się teraz na lewą nogę.
Na szereg pojechali w sposób identyczny, co za pierwszym razem. Ogier prawidłowo zebrał zakręt i po wyjechaniu na prostą był gotowy, by zmierzyć się z tą dwuczłonową konstrukcją. Samoistnie zadarł wyżeł łeb, w głowie kalkulując miejsce wybicia, by było ono jak najbardziej korzystne. Po gładkim pokonaniu oksera, przyszedł czas jeszcze na stacjonatę. Kopytny za sprawą właściciela nieco się wycofał, dzięki czemu bez problemu zmieścił się w tej linii i zakończył parkur z czystym kontem.

z/t

Sensationet - 2018-02-26, 22:54

Udało im się przejść do drugiego etapu z czego gniada byłaby zadowolona, gdyby rozumiała ten fakt. W końcu osiągnęła cel - pokonała tamtego ogiera. Nieco się pokręcili, potem nieco rozgrzali i znowu pokręcili. Klacz stępowała ostatecznie po miejscu dla par oczekujących drugiego etapu.

W końcu nadszedł ten moment, ta ostateczna rozgrywka. Przechodząc do kłusa klacz skierowała się na parkur, gdzie od razu skierowali się na start. Gniada znała przeszkody więc ich oglądanie było zbędne. Po otrzymaniu sygnału od właściciela od razu przeszła do aktywnego, równego galopu. Pojechali od razu do pierwszej przeszkody, która w tym wypadku była wcześniejszą ósemką. Pojechali lekko na lewo w w stronę stacjonaty, jadąc wcześniej wypracowanym tempem. Naprostowała się spokojnie do stacjonaty, przyglądając się jej krótko i pewnie dojechała na sam jej środek. Wyszła do skoku w wyznaczonym do tego przez właściciela miejscu, składając w locie kończyny pod siebie i pracując odpowiednio cielskiem by oddać czysty i ładny technicznie skok. Lądowanie nadal na lewo, by spokojnie wyjechać łuk do dziewiątej przeszkody - drugiej na tym parkurze. Spokojnie i bez szaleństw wyjechała zakręt, gdzie wyszła w odpowiednim do tego miejscu do skoku. Jednak podczas wykonywania baskilu w locie za bardzo przedobrzyła i odczuła ból w szyi co zaowocowało ogólnym spięciem gniadej. Nie dała rady dobrze tego dokończyć, bo spłoszona bólem wierzgnęła tylnymi nogami i skopała górny drąg przeszkody. No pechowa przeszkoda, co zrobić. Nie było co się jednak rozwodzić, bo czekała reszta przeszkód. Wylądowała na prawo, by lekko dodać w tempie i pojechać kawałek na wprost w stronę barierek. Za ósemką natomiast wykręcili na okser, prostując się kolejno do przeszkody do której zostało im kawałek miejsca na spokojny najazd. Klacz osiadła na zadzie i uniosła przody, dojeżdżając kolejno do miejsca wybicia i w nim znów wyszła do skoku. Na szczęście oddała czysty skok nad przeszkodą, a po lądowaniu na lewo już skierowali się na szóstkę. Pogalopowali kawałek po prostej, by odbić na stacjonatę. Nie widziała potrzeby osadzania się na zadzie do przeszkody, aktywnie i mocno po naprostowaniu się do niej zaatakowała stacjonatę, składając i wyciągając się w locie nad nią. Lądowanie nadal na lewo, by pojechać do szeregu 7ab który był ostatni na ich drodze. Pojechali obszernym łukiem za jedynką, acz w nieco szybszym tempie. Sens faktycznie miała dobrą kondycję i nie najgorszą prędkość, więc czemu tego nie wykorzystać? Na sam koniec zakrętu nieco zwolniła zgodnie ze wskazówkami, osiadając bardziej na zadzie i podnosząc się do przeszkody. Dojechała do miejsca wybicia do oksera, by w nim wyjść do skoku i pokonać przeszkodę na czysto. Dzięki odpowiednio wcześniej wybranemu odbiciu wylądowali blisko za pierwszym członem, dlatego bezpiecznie w tempie dojechali i pokonali drugi człon. Po lądowaniu w równie mocnym tempie pojechali do mety, gdzie po jej pokonaniu zwolnili przez kłus do stępa, by po wszystkim opuścić parkur.

z.t

Cruzeiro - 2018-02-26, 23:39

Po ponownym wejściu na parkur zdawał się być odrobinkę spokojniejszy. Stracił już główne pokłady energii, więc dopóki nie pędzili na jedną z przeszkód, dopóty Cruzeiro traktował je dość obojętnie. Krótko i bez większego zainteresowania zmierzył wzrokiem zaprezentowaną mu szóstkę jak i pierwszy człon szeregu, jako że miał już dzisiaj okazje się z nimi mierzyć i to z pozytywnym skutkiem.
Ostatecznie zatrzymał się we wskazanym przez właściciela miejscu i po ukłonie zagalopował z lewej nogi, początkowo nie zacinając się na szaleńcze pędzenie przed siebie. Szedł rytmicznym, kontrolowanym galopem, z tempem narzuconym przez jeźdźca. Dopiero, gdy wyszli naprzeciw przeszkodzie rozpoczynającej ten niewielki parkur, uniósł głowę i zwiększył dynamikę, co było dla niego charakterystyczne i na co mężczyzna powinien być przygotowany. I był, bo od razu zadziałał zapobiegawczo, przez co siwek musiał osiąść bardziej na zadzie i skupić się na prawidłowym wybiciu. We wskazanym do tego miejscu wzniósł się w powietrze, zachowując bezpieczny ale nie przesadzony zapas. Bezbłędnie zgrał się z Pelerieuxem w locie, prezentując wzorcowy baskil i miękko lądując po drugiej stronie.
Zasugerowanie lewej nogi zapewniło im prawidłowe wejście na ciasną woltę, która prowadziła na przeszkodę z numerem dziewięć. Niestety kopytny popsuł nieco zamysł Belga, dość niechętnie wchodząc na figurę, co w efekcie wydłużyło najazd. Nie mniej jednak, na samą stacjonatę skoczek naszedł totalnie niewzruszony, nie wykazując żadnych, nawet najmniejszych oznak niepewności. Zaowocowało to kolejnym, miłym dla oka skokiem na czysto, wraz ze zmianą nogi na prawą. Teraz czekał ich kolejny ciasny zakręt, ale w tym przypadku Oliver był już przygotowany i nie dopuścił do kaprysów hanowera, który siłą rzeczy musiał skręcić we wskazanym do tego miejscu. Znajdując się prostopadle do oksera, ochoczo poszerzył foule, dalej mocno wybijając się z zadu i swobodnie rozciągając nad drążkami. Przody starannie przyciągnął do klatki piersiowej, jakby obawiał się przypadkowego trącenia którejś ze sztang i miękko opadł na podłoże.
Do szóstki najazd był prosty, więc o dekoncentrację i próbę ataku wcale nie było trudno. Półparada zdołała w pewnym stopniu przywrócić go na ziemię, chociaż ogier i tak usiłował wyrwać się do przodu. Ów konstrukcję pokonali z lekkiego ukosa, co miało ułatwić wykonanie skrótu na szereg. Nie było to dla siwka nic obcego, więc postąpił zgodnie z wolą opiekuna, skracając zakręt przed jedynką. Działania mężczyzny zaowocowały aktywnym galopem od zadu, bez utraty równowagi. Jednocześnie sprawiło to iż jak najbardziej prawidłowo weszli w szereg, a kopytny dobrze zmieścił się w linii i tym samym oddał kolejne dwa skoki na czysto. Wtedy już bez obiekcji zwolnił, przyjął pochwałę i zziajany zszedł z placu.

z/t

Lisa - 2018-03-17, 16:20

Weszła na halę, uprzednio informując o tym głośnym "Uwaga"i upewniając się, że nie wejdzie nikomu pod nogi. Przestępowała z Nympho w ręce w obie strony, dając jej się na spokojnie rozejść. Dopiero wtedy zatrzymała ją na środku, zdjęła derkę i dopięła popręg a następnie sprawnie wsiadła, używając schodków. Dała jej zupełnie luźną wodzę i prowadząc klacz w dosiadzie i łydkach skierowała na duże, pełne okrążenia. Zachęcała ją przy tym do aktywnego kroczenia naprzód i pracowania zadem, siedziała swobodnie w siodle i nie wymagała na razie niczego specjalnego.
Po kilku minutach zaczęła powoli nabierać wodze, dojeżdżając przy tym dosiadem i łydką do ręki. Miękką ręką zachęciła ją do żucia wędzidła, stopniowo starając się obniżyć jej szyję. Lubiła rozgrzewkę prowadzić w dość niskim ustawieniu, a potem stopniowo podnosić konie w miarę potrzeb, toteż do takiego właśnie ustawienia starała się dążyć. Po wstępnym dogadaniu się z pyskiem skierowała Nimfo na kilka większych wolt i zmian kierunku, wyginając. wokół wewnętrznej łydki

Christian Levrull - 2018-03-20, 11:03

Wszedł na halę uprzedzając swoje wejście głośnym "uwaga!" drepcząc z Rudym po piasku w kierunku środka, gdzie znajdowały się plastikowe schodki, przy których następnie się zatrzymali. Zauważając Lisę ze swoim koniem przywitał się z uśmiechem przyglądając im się chwilę. Poklepał Orchida, poprawiając puśliska, dopinając popręg, by następnie trzymając wodze w jednej dłoni wsiąść w siodło, gdzie w trakcie wkładania nóg w strzemiona pochwalił ogiera za spokojne stanie. Usadawiając się ostatecznie w siodle poprawił derkę, której do stępa nie ścięgał i wziął ogiera na dłuższy kontakt zachęcając go do niskiego noszenia głowy od samego początku w celu całkowitego rozluźnienia górnej linii jego ciała. W takiej pozycji też kręcili się chwilę, Zawodnik od samego początku domknął go w łydce lekko kierując dosiadem.
Po jakimś czasie rozpoczął z nim kręcić niezobowiązujące wolty (przed którymi wpierw ściągnął derkę odwieszając ją na stojak) nie zmieniając jego ustawienia, zachęcając również do przeżucia wędzidła. Na woltach i innych na razie niezbyt ciasnych zawijasach sprawdzał czy sam z siebie wpisuje się w łuki czy też ma tendencję do wpadania/wypadania łopatka/zadem, ot badał go pod siodłem, w końcu trochę roboty ujeżdzeniowej jeszcze przed nimi, było to jednak konieczne na parkurze.
Czując, że ogier nieco rozluźnia się zakłusował z nim w takim samym ustawieniu jak wcześniej, wpierw trzymając się śladu, a potem kręcąc niespodziewane koła czy łuki.

Orchid of Rohan - 2018-03-20, 11:28

Po wejściu na halę wyraźnie się ożywił za sprawą obecności innych koni, ale jego zachowanie nie stało się uciążliwe czy niebezpieczne. Zaskakująco dobrze radził sobie ze swoimi emocjami, zwyczajnie wiedząc, na ile może sobie pozwolić w towarzystwie Christiana. Uganianie się za innymi końmi w tym przypadku zdecydowanie nie wchodziło w grę, więc musiał się ograniczyć do zalotnego spojrzenia w kierunku jednej z klaczy.
Pozwolił się w spokoju dosiąść, po czym ruszył stępem we wskazanym przez jeźdźca kierunku. Od początku szedł aktywnie, nie potrzebując do tego dodatkowej zachęty. Zwykle łatwo było mu wejść w tryb pracy i dzisiaj nie było inaczej; nie mając ku temu żadnych "ale" - choćby wynikających z gorszego samopoczucia, które było całkiem dobre - przyjął zaoferowane przez Christiana ustawienie. Wiadomo, że po wyjściu z boku nie od razu giął się jak ciepła plastelina, ale nie dało się zaobserwować niczego budzącego niepokój. Rudy miękko niósł swojego jeźdźca na grzbiecie, poprawnie wpisując się ciałem w łuki. Był chyba jednym z najlepiej zrobionych ujeżdżeniowo koni spośród tych skokowych, co wielokrotnie dało się dostrzec podczas ich parkurów czy nawet zwykłych treningów.
Na zdjęcie derki, które nastąpiło w międzyczasie, niemal nie zareagował; jedynie odchylił uszy, zdradzając, że był bliski oddalenia się od stojaka czym prędzej, przed czym się jednak powstrzymał. Niestety albo i stety nie był "bomb-proof", chyba, że już naprawdę mocno był wkręcony w pracę.
Jakiś czas później ruszył kłusem, nie uciekając z ustawienia. W nim podobnie jak w stępie, miękko i płynnie stawiał kolejne kroki, pozostając opartym na zewnętrznej wodzy i reagującym na pomoce. Poruszał się w typowo roboczym kłusie, nie obijając się, ale też nie zdradzając w pełni swojego potencjału.

Naomi Eaton - 2018-03-20, 11:51

Ukryj: 
Questionable napisał/a:
Nie trzeba było zachęcać jej ostrogą. Przy mocniejszym pchaniu łydkami Questionable weszła w tryb treningowy i bez ociągania się przebierała nogami, raz za razem stawiając ładne, energiczne kroki. Etap stępowania nie był jej ulubioną częścią rozgrzewki, gdyż zwyczajnie nudziła się w jego trakcie, choć musiała przyznać, że starania blondynki choć w pewien sposób zebrały jej myśli w przeciwnym, do nudy, kierunku. Chętnie wchodziła na wszelkie koła i inne figury, których egzekwowała od niej amazonka, cały czas gładko trzymając się na kontakcie i od czasu do czasu mieląc w pysku wędzidło. Jej uszy stale postawione były na sztorc, a gniada przyglądała się bacznie otoczeniu, choć prócz obserwacji nie robiła nic, co mogłoby przeszkodzić w prowadzeniu jazdy.
Wyluzowana i chętna do roboty kontynuowała stępowanie, choć te piętnaście koniecznych minut zdawało się być dla niej męczącą wiecznością.


W okolicach wspomnianej piętnastej minuty, Naomi zdecydowała się wreszcie na ruszenie kłusem. Chyba nie było to bezpodstawne, skoro w tym czasie Questionable zdążyła się fajnie rozluźnić, tworząc dobry wstęp do dalszej pracy. Zanim jednak dała gniadej łydkę do kłusa, zatrzymała ją przy bandzie celem zdjęcia derki, która dotąd okrywała jej zad. Półparadą uprzedziła ją o swoich zamiarach, po czym napięła mięśnie brzucha i zablokowała ruch miednicy, zatrzymania dopełniając domknięciem łydek i ręki. Pogłaskała Q po szyi, po czym sprawnie ściągnęła z niej derkę, odłożyła ją i ponownie nabrała wodze na kontakt, wciąż nie oczekując od klaczy wyższego ustawienia niż przedtem. Zakłusowała na śladzie, zaczynając anglezować i na początek obierając sobie za cel ustalenie właściwego tempa, z czym raczej nie powinna mieć większego problemu, biorąc pod uwagę chęć gniadej do pracy ogółem. Dlatego już po chwili zaczęła wplatać w jazdę różnego rodzaju koła i wolty, przykładając się do wykonania każdej z tych figur.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group