To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Las - Główny szlak

Carmargue - 2013-10-22, 19:37

Ogier pomachiwał ryjcem jak urzeczony. Środek jesieni, a na nim siedzą urojone gzy i gryzą go w tyłek. Z impetem rzucił zadem, łeb chowając między nogi. No był przerażony. Galopował dalej, uszami strzygąc w tył i przód. Działanie wodzami minimalnie sprowadziło go na ziemię. Zwolnił krok, wchodząc na delikatny kontakt. Nie zamierzał się jednak zatrzymać. Dopiero kiedy ujrzał przed sobą wodę, gwałtownie zahamował. Jeziorko. Nie był w stanie tego przeskoczyć, a wizja wejścia do środka wydawała się być wręcz nie do przyjęcia.
Harley Davidson - 2013-10-22, 19:46

Nie wiedział jak mu pomóc... Przecie do mózgu mu nie wejdzie i nie pozbędzie się tych urojeń w tak krótką chwilę! Według tego, co było mu wiadomo, to wymagało pracy. Dużego jej nakładu. Odetchnął, gdy ogier wszedł na kontakt, delikatnie dał mu jeszcze pomoc do zwolnienia na pysku. Bardzo delikatnie, żeby go bardziej już nie rozbrajać.
Nauczony poprzednimi doświadczeniami (Monte) Harłak utrzymał się w siodle przy tym gwałtownym zahamowaniu. Przynajmniej już stoją. Poklepał szyję ogiera.
-Dobry koń.
I tak nie miał zamiaru go pławić, a jedynie pokazać mu jeziorko. Woda za zimna była na pływanie... A z niego żaden mors. Z Kalmara raczej krewetka, nie fokowate coś.
-Może chcesz zobaczyć co to? Czy wiesz?
Spojrzał z zainteresowaniem na łeb gniadego, szukając w nim jakiejkolwiek reakcji. Chwilę spokoju wykorzystał do masowania mu porządnie szyi, ustawienie ręki wybrał na te odprężające... Niech mu pomoże trochę zrzucić stres.

Carmargue - 2013-10-22, 19:59

Carmar wybałuszył oczy na wodę, tańcząc w miejscu. Nie wiedział czy ma stać, czy iść, ale ostatecznie stwierdził, że iść. A że był typem konia, który zrobiłby dla swojego pana wszystko, wybił się z miejsca i wskoczył do wody. Spodziewał się pod nogami gruntu, więc nie wyszło tak źle, bo miał cieczy do brzucha. Parł jednak do przodu, nie zastanawiając się nad niczym. Musi zadowolić Harley'a. Fart polegał tylko na tym, że zbiornik do połowy był płytki. Później się okażę.
Harley Davidson - 2013-10-22, 20:57

Jego densing uznał za rozładowanie stresu po prostu... I niczego się nie spodziewał. A potem Kalmar skoczył. I ta woda, która rozprysła się dookoła! Oczywiście na jego oficerkach też sporo się jej znalazło... I na t-shircie, kurtce, bluzie.
-Myślałem, że raczej nie chcesz wchodzić, krewetko.
Póki jeszcze tyłka mokrego nie miał, zaczął Kalmara wykręcać w stronę brzegu. Jeszcze płytko, powinien dać radę wyjść z tego jeszcze... A Harłak miał nadzieję, że bardziej zamaczać się nie chce...
-Na ląd, panie kapitanie!
Jeszcze dla niego zasalutował, a tak, gdyby nie zrozumiał.
A potem wiatr zmienił kierunek, wyobraźcie sobie... I z krzaków wyskoczyła wystraszona sarenka! Zmierzyła ich dziwnie i pomknęła w inne krzaczory! A za nią zgraja smerfów z dzidami!
Znaczy bez tych smerfów.

Carmargue - 2013-10-22, 21:13

Carmar zaczął więc zmierzać z powrotem w stronę brzegu. Przebierał nóżkami, co raz to bardziej zmęczony. W końcu woda bywała oporna, a dla gniadego to wcale nie pomagało. Był na tyle spokojny, że dał sie chłopakowi prowadzić. Aż tu nagle zobaczył sarnę. Nie był w stanie uciekać. Nie mógł też się szybko cofnąć. Uniósł więc wysoko przednie nogi, w ostateczności stając dęba. Aż tu nagle bah i koń się wywalił.
Harley Davidson - 2013-10-22, 21:30

Mogłam o tej sarnie nie wspominać.
Harłak już miał go chwalić, kiedy ta właśnie sarna zwróciła ich uwagę. Przeczekał stawanie dęba ogiera, nawet starał się pomóc mu utrzymać wyrównany ciężar ciała... Ale czuł porażkę, więc po prostu wziął oddech i poszedł pod wodę. Na początku, przez pierwszą sekundę nawet nie była lodowata. Potem uświadomił sobie, że jest bardzo zimna, a na jednej jego nodze znajduje się cielsko ogiera, bo nie zdążył uwolnić jej ze strzemienia. Wziął dużo powietrza, ale nie wytrenowany liczył tylko sekundy i próbował pomóc się podnieść gniademu. W końcu rzeczy pod wodą są lżejsze, obowiązują tu trochę inne prawa fizyki... Albo to samo prawo inaczej, o.

Carmargue - 2013-10-22, 21:35

Carmar podniósł się po krótkim momencie, oszołomiony upadkiem. W sumie wiedział że się wywali, ale co z tego, skoro teraz odczuwał dziwny strach. Ruszył stępem w stronę brzegu, nigdzie nie zauważając swojego Pana. Za bardzo go nie szukał, mniejsza o to. Ryj spuścił, zawieszając go nad ziemią. Nie wiedział czy ma biec, czy może robić jeszcze co innego. Potrząsnął głową, obracając się w którąś tam stronę. I pach, widzi Harley'a. Wybałuszył na niego oczy, szukając pomocy. Ludzie zawsze mu pomagali, Davidson na pewno nie był inny.
Harley Davidson - 2013-10-22, 21:40

Wyłonił się w końcu z wody niczym potwór z Lochness. Tyle, że był ładniejszy i czystszy (śmiem tak podejrzewać) i ruszył w kierunku swojego rumaka. Po drodze jeszcze wyciskał koszulkę. Ogółem to trochę się trząsł. Może powinien jakieś ognisko rozpalić? Bo do stajni kawałek jest i najpierw powinien chociaż trochę obeschnąć. Zaraz też złapał wodze gniadego, żeby nie odszedł gdzieś przypadkiem.
-Spokojnie, Carmargue. Dobry koń.
Nagrodził go słownie oczywiście za pozostanie na miejscu, a nie uciekanie w głąb lasu. Miło, że na niego zaczekał po prostu. Poklepał szyję kreweta i prowadząc go ruszył między drzewa. Patrzał, czy jest gdzie jakieś miejsce, gdzie mógłby sobie zrobić ogień... A, ale Carmar nie zna pewnie ognia, jeszcze się wystraszy. Westchnął.
-To co robimy?
Bo mu odpowie...

Carmargue - 2013-10-22, 21:45

Carmar podążał energicznie za Harley'em. Po dwóch minutach zaczął się trząść. No tak, nie zapominajmy, że ogier był derkowany. Było mu po prostu zimno. To, że był cały mokry, wcale nie pomagało. Zaczął więc caplować energicznie w miejscu, pragnąc jakiegokolwiek ciepła. Brunet miał rację, do ognia by się nie zbliżył. Nie znał go i nie zamierzał poznawać. No chyba że ktoś mu go ładnie przedstawi.
Harley Davidson - 2013-10-22, 21:48

Ogień też zostawią sobie na później. Ciepło to chyba tylko w stajni teraz dla nich... Więc mężczyzna zatrzymał go, szybko wskoczył na jego grzbiet, od razu wziął w łapki wodze, wypchnął z krzyża. Ciężkawo było mu utrzymać właściwą postawę, gdy skupiał się tak na swojej temperaturze... Ale trudno. Przez dłuższą chwilę rozglądał się za ścieżką. Oho, nieznana część lasu. Ale w kierunku szli dobrym... Skorygował go jeszcze trochę, żeby po jakimś czasie trafić na wydeptany główny szlak. Dość szybko poprosił Calmara o przejście w kłus, rozgrzeją się trochę w tym tempie.
Carmargue - 2013-10-22, 21:53

Carmar nie miał sprzeciwów w czasie wsiadania. Rozglądał się tylko po lesie, drżąc z zimna. Ot, książę. Pomachiwał od czasu do czasu ryjem, ostatecznie grzebiąc także kopytem w ziemi. Potem ruszył już stępem. Garnął się na kontakt, uznając w tej chwili wszystko za znajome. Ryjkiem schodził w dół na tyle, na ile pozwolił mu chłopak. Następnie przeszedł w chód wyższy, nadzwyczajnie wręcz pracując zadem. Jakaś taka dziwna mechanika. Z resztą śpieszyło mu się, więc tempo narzucił dosyć szybkie. Chciał do ciepłej stajni, do swojego ciepłego boksu i swojej ciepłej derki.
Harley Davidson - 2013-10-22, 21:57

Gdy w końcu wyjechali na szlak, gdzie gałęzie były poobcinane, droga oczyszczona i wolna, wypchnął go z krzyża, dał łydkę do galopu. Pozostał na lekkim kontakcie. Nie było potrzeby wchodzić na większy, ogier i tak nie lubił czuć wędzidła w pysku pewnie. Kto by lubiał? Może gdyby jeszcze było smaczne, ale to chyba nie jest. W końcu doszło do tego, że Har nie wytrzymał i się skulił trochę. Dziś chyba bardziej niż nad kondycją popracowali nad odpornością swoją... Większość drogi do stajni przemierzyli galopem, zwalniając jeszcze niekiedy przy większym ruchu samochodowym.

[z/t]

Carmargue - 2013-10-22, 21:59

Carmar zagalopował wręcz z miejsca, ponownie wchodząc na kontakt. Opierał się delikatnie o wędzidło. Po dwóch-trzech km się rozgrzał i nie było mu aż tak zimno. W sumie, w ogóle nie było mu zimno. Tylko mokro. Zwalniał, przyśpieszał, jak tam sobie chłopak życzył. Iii przybył do stajni.
Elliot - 2013-10-30, 19:12

Powietrze w lesie było rześkie i chłodne, a promienie zachodzącego słońca odbijały się od liści, które wydawały się wręcz złote. Już przed lasem dałam Calmowi luźną wodzę, nie chcąc go jakoś przemęczać, ale on i tak szedł żwawym, energicznym stępem.
Devon Heir - 2013-10-30, 19:24

Niepośpiesznie, lecz zadowolony z siebie kroczył energicznym stępem przed siebie, chyba że do pokonania był jakiś zakręt, lub Elliot po prostu chciała zakręcić. Czując luz, odwrócił lekko łeb tak by kątem oka prześledzić kobietę siedzącą na jego grzbiecie. Machnął ogonem raz, może dwa. Wyrównał tempo, a jego chód z niezbyt ogarniętego stał się równiutki, zgrabniutki i wgl ładny, o. Nie ciągnęło go szczególnie do galopu, może co najwyżej do wolnego kłusa. Jednak słuchał się jeźdźca i bez jego zgody nie śmiał przyśpieszyć. Uważnie rozglądał się po okolicy, nowe miejsce, zapachy i widoki też... Nic tylko nie umierać! Liście pięknie się złociły, a dzięki temu zachodzącemu słońcu wyglądały jeszcze piękniej. W ten jeden z liści przy mocniejszym powiewie wiatru sfrunął wprost przed mordką Calma. Nie spodziewał się tego więc nieco wystraszony postąpił energicznie kilka kroków w tył, parskając niespokojnie.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group