Eviline - 2013-08-11, 21:44 Poklepała go po szyi w nagrodę, za wytrzymanie stresowej sytuacji. Była zadowolona. Pchnęła go do przodu, dała sygnał również łydką i oficjalnie kłus moi mili. Żwawy, anglezowany kłus. Chciała jeszcze dzisiaj przejść przez roboczy, ale najpierw swoim stawom robiła rozgrzewkę, bo jeżdżenie ciągle w stylu wyścigowym, źle działało na jej stawy i przez to ciągle jej strzykało w kościach. Zgrała się z taktem ogiera rozgrzwając swoje i jego mięśnie. Powoli skłoniła go do zrobienia wolty.Windsor - 2013-08-11, 21:53 Po paru minutach stępa, zgodnie z poleceniem przeszedł do wyższego chodu, w czym absolutnie nie przeszkadzała mu długa wodza. Ruszył w równowadze, nie uwalając się na przodzie, od pierwszego impulsu wysłanego łydką. Co prawda szedł z łbem uniesionym dość wysoko, a jego grzbiet pozostawał nieco odgięty, ale pomimo tego kłusował dość żwawo, w napięciu patrząc na wszystko, co było za ogrodzeniem. Skierował jedne ucho na Ev gdy skierowała go na woltę, na której raczej nie wpadał ani nie wypadał.Eviline - 2013-08-11, 22:01 Ona sobie w tym czasie przeszła o kłusa roboczego przez jakiś dłuższy moment. Nawet wyciągnęła stopy ze strzemion, nadal miał luźną wodzę. Nie widziała jeszcze potrzeby zbierania go. Jakiś moment pracowała nad sobą po czym znów włożyła stopy w strzemiona, wróciła do anglezowania, zebrała ogiera, dała łydkę, poprawiła dosiadem i do galopu proszę państwa. Pracujemy nad sobą, a nie się obijamy jak ogórki w zalewie Windsor - 2013-08-11, 22:10 Przez cały ten czas utrzymał równe tempo kłusa, nie ociągając się ani nie przyspieszając. Chody miał wygodne w sumie, dlatego bez problemu powinna wysiadywać minimalne wybijanie. Kiedy rozpoczęła pracę nad ustawieniem, zaczął przeżuwać wędzidło częściej niż dotychczas i stopniowo zszedł do niższego ustawienia, pysk trzymając w pionie. Zadu nie zaangażował na maksimum swoich możliwości, był za bardzo rozkojarzony by chodzić tak dobrze, jak normalnie. Niemniej zagalopował od razu po otrzymanych pomocach, na właściwą nogę.Eviline - 2013-08-13, 22:13 Zadowolona mimo wszystko postanowiła trzymać swoje tempo i spokojnie trzymała wałącha na kontakcie. Chciała zrobić taką krótką przebieżkę kondycyjną dla niego, bo sama już i tak miała mało czasu. Trzymała go w galopie, najpierw spokojnym, do wysiedzenia. Gdy go nieco pogoniła, momentalnie stanęła w strzemionach i się pochyliła. To był odruch poprzez jej dyscyplinę. Uśmiechnęła się lekko i zrobiła z nim tak kilka kółek ciągle pilnując jego tempa, jak zwalniał, to momentalnie go ogarniała. Chciała go troszkę wymęczyć. Spokojnie po czasie zwolniła Windsora do kłusa i trochę go tak przetrzymała, zrobiła serpentynę spokojnie, dokładnie i powoli, po chwili półwoltę i przeszli do stępa. Stwierdziła, ze rozstępuje go w drodze do stajni, tak też zsiadła, poklepała ogiera po szyi, rozpięła popręg, przerzuciła strzemiona i zaprowadziła go do stajni.
ztWindsor - 2013-08-14, 18:33 Galopował spokojnie wokół ogrodzenia, do czasu aż został pogoniony do żywszego galopu. Momentalnie wyciągnął krok, stopniowo nabierając prędkości. Nie był to dziki, nieopanowany galop, ale i tak wystarczająco szybki. Wyciągnął szyję i biegł tak długo, aż kobieta zatrzymała go do kłusa, przy czym się nie opierał. Głośno parsknął, szastając ogonem i posłusznie utrzymywał kłus, serpentynę wyjeżdżając starannie i dokładnie. Później przeszedł do stępa i wyszedł z Ev do stajni. /ztNarcyza - 2013-08-17, 18:00 Weszła z Agrayanelle i kiedy już klacz znalazła się w środku, zawróciła ją nieco, żeby zamknąć bramkę. Po tym skierowała klacz na środek maneżu, żeby tam sprawdzić popręg, dostosować strzemiona i ogółem sprawdzić, czy wszystko jest dobrze założone. Jeśli przy pierwszej czynności próbowała ją gryźć, to po prostu dostała lekkie klapnięcie po chrapach. Wsiadła na nią z ziemi, od razu łapiąc drugie strzemię i delikatnie siadając w siodle.
- No, to zobaczymy, jak chodzisz.
Mruknęła bardziej do siebie. Zebrała szybko wodze, ale nie napinała ich bardzo, po prostu je skróciła. Dodawała jej delikatną łydkę aktywizującą.Agrayanelle - 2013-08-17, 20:49 Agray, weszła za Narcyzą na maneż. Szczerze powiedziawszy była tu pierwszy raz. Nawet z padoku nie było widać tego miejsca. Nastawiła uszy, pozostając czujną do końca. Prychnęła na wejściu. Gdy tylko coś zaszeleściło, wzdrygnęła się.
Stanęła poproszona o to i czekała cierpliwie na przebieg wydarzeń. Nie domyśliła się, iż blondynka chce na nią wsiąść. W końcu od dawna nikt tego nie robił. Sama jazda kojarzyła jej się różnie. Raz było przyjemnie, a raz nie do końca.
Czując ciężar na grzbiecie ruszyła żywym stępem, zanim dziewczyna umiejscowiła się w siodle. Nie brykała, ani nie "szalała", po prostu szła. Uszy miała skulone i dość szybko i często przecinała powietrze ogonem, jakby coś ją bardzo denerwowało. Musiała przywyknąć do nowej sytuacji.Narcyza - 2013-08-17, 20:58 O ile szła spokojnie, to angielka co chwilę chwaliła ją głosem, żeby się chociaż trochę rozluźniła. Sama to robiła, jednak jej postawa w siodle i tak pozostawała niemalże nienaganna. Naprowadziła ją na ścianę, głównie dosiadem, żeby póki co zostawić jej pysk w spokoju.
- Dobry koń.
Mruknęła, gdy już dojechały na ścieżkę. Póki co nie aktywizowała jej w żaden sposób, w zasadzie, to nic nie robiła, dawała siwce czas na przyzwyczajenie się do osoby na grzbiecie, zaś samej sobie do rozmiarów konia.Agrayanelle - 2013-08-17, 21:05 Ta jednak mimo wszystko szła spięta, z uszami przyklejonymi do potylicy. Nie podobało jej się to co miało miejsce... Przynajmniej na ten czas.
Prychnęła ociężale, gdy dziewczyna zaczęła wiercić się, tym samym delikatnie skręcając na ściankę. Kiedy była już na miejscu, podbiła zadem z nerwów, co dla Cyzi nie było niebezpieczne, gdyż Agray- po pierwsze była bardzo wygodnym koniem, co widziało się po jej gabarytach, a po drugie, klacz zrobiła to delikatnie, choć jej samej wydawało się to na mocne kopnięcie.
Szła dość żywo, ale z biegiem czasu gasła. Nie była przyzwyczajona do równych ruchów. Na padoku chodziła tak jak jej się podobało, dlatego tu robiła to samo.Narcyza - 2013-08-17, 21:25 Podbicie faktycznie, nie było jakieś wielkie, czy coś, ale dziewczyna i tak lekko zmieniła swoją postawę, przenosząc ciężar ciała na tył, gdy zaś "wylądowały" powróciła do poprzedniej postawy. Czując, że klacz zwalnia, dała jej bardzo delikatną łydkę aktywizującą. Nie chciała żeby klacz zrobiła cokolwiek, oprócz lekkiego przyspieszenia. Po tych kilkunastu minutach już mogła stwierdzić, że jeśli ktoś by się jakoś bardziej zajął klaczą, to byłaby świetnym koniem do jazdy. Nie rozumiała też, dlaczego Agray była tak hm... zaniedbana. Na pewno kiedyś jeszcze się nią zajmie. Jednak póki co musiała się skupić na tym, co jest "tu i teraz", więc mrugnęła kilkukrotnie, a klaczy nadal pozwalała iść po ścieżce bez żadnych ćwiczeń.Agrayanelle - 2013-08-18, 17:05 Nie była jeszcze nauczona reagować do końca na łydki, dlatego ten sygnał po prostu rozpłynął się po fałdach jej tłuszczu i ucichł. Prychnęła jedynie i szła z łbem wysoko zadartym do góry, a usze przyczepione do potylicy.
Dlaczego Agray była zaniedbana? Bo kto chciałby poświęcić czas koniowi, którego na nowo trzeba ułożyć? Do tego na pierwszy rzut oka, siwa nadaje się jedynie do rekreacji, nikt nie wie, że ma wybitnego ojca i mimo pozorów ma wielkie serce do skoków. Do tego jest wredną i upartą kobyłą, po co taką zawracać sobie gitarę?
Nadal szła do przodu, obserwując wszystko co było dla niej nowe. Gdy tylko coś zaszeleszczało- odskakiwała wystraszona.Narcyza - 2013-08-19, 13:02 Szelestów na szczęście, czy może nieszczęście, zależy, z jakiej perspektywy na to patrzeć, było mało, więc i jej odskoków było niewiele. Jednak po każdym Narcyza próbowała przywrócić ją do poprzedniego stanu, uspokajać jakkolwiek - głosem, dotykiem. Nie chciała, żeby klacz kłusowała, dopóki się chociaż trochę nie uspokoi, więc jeździły po prostu w kółko po maneżu, zaś Narcyza cierpliwie czekała. W końcu postanowiła, że zmienią stronę przez obszerną pół woltę, na którą naprowadziła klacz zarówno łydkami jak i wodzami. Jeśli klacz wykonała ćwiczenie, została pochwalona poprzez poklepanie oraz słowa "Dobry koń".Agrayanelle - 2013-08-19, 17:12 Szła nadal ze skulonymi uszami, co za pewne przez długi czas jej nie minie. Była gotowa na pasienie się na pastwisku, a tu proszę jak ją wrobiono. Pierwszy raz była na tym terenie, także czujna pozostawała cały czas. Wprowadzona na woltę, owszem, wykonała ją, jednak zero jakiejkolwiek pracy, wszystko wykonane na sztywno. Nie potrafiła się wyginać, ani być jakkolwiek elastyczna. po prostu szła. Od czasu do czasu machnęła łbem w górę i w dół, ale nadal szła.Narcyza - 2013-08-19, 23:44 Blondynka stwierdziła, że to nie był dobry pomysł, żeby od razu brać klacz na jazdę. Mogła na początek wziąć ją na lonżę, czy coś - cokolwiek. W zasadzie to nawet nie patrzyła, kiedy ostatnio była brana na jazdę,prześledziła tylko niektóre informacje. Jednak co się zaczęło - trzeba skończyć. Zaczęła delikatnie działać zewnętrzną wodzą, zachęcając klacz do mielenia wędzidła. Póki co - nic więcej. Powolne wprowadzanie sygnałów. Aktualnie idziemy prosto, co jakiś czas mamy zakręty, proponujemy żucie, raz na jakiś czas lekkie aktywizowanie chodu poprzez łydki.