Salire In Ignis - 2016-03-17, 15:51 Kolejne zawody, w których miała okazję wziąć udział razem z Tonym. Jak do tej pory udało jej się stanąć na podium przy każdym udziale, co było dość zadowalające. Czy i tym razem ugra coś podczas przejazdu? Miała ogromną nadzieję, że tak. Czuła podekscytowanie związane z udziałem w crossie, choć miała okazję startować w nim dopiero drugi raz w życiu. Poprzedni poszedł jej dość dobrze, jednak teraz trasa miała być nieco trudniejsza. Nie przejęła się tym jednak, wiedząc, że ma przy sobie Tonego.
Kiedy zabrzmiał dzwonek, ruszyła pospiesznie galopem, szybko wyrabiając sobie odpowiednie tempo i wchodząc w rytm. Pierwsza przeszkoda była już niedaleko bramki startowej. Nie zrobiła na klaczy większego wrażenia - to dobrze. Wykonując poprawny najazd po dość intensywnej łydce, wyszukała sobie odpowiednie miejsce do wybicia sie, po czym oddała skok. Po wylądowaniu, znów weszła w odpowiedni rytm galopu, utrzymując aktywne tempo. Kolejne trzy przeszkody stały dość blisko siebie. Swoim wyglądem jednak nie odstraszyły kasztanki, toteż nie miała żadnych oporów by wykonać na nie poprawny najazd, a później w odpowiednim miejscu się wybić i oddać skok. Zawsze starała się "słuchać" rad Tonego, jeśli chodzi o miejsce wybicia się. Nie jeden raz już jej to pomogło, aniżeli miałaby to zrobić sama. Tak czy owak - druga przeszkoda nie sprawiła im problemu. Kolejne dwie, ustawione w tej samej odległości co dwójka, również wydawały się nie zakłócić harmonii ich przejazdu, pokonane na czysto. Piątka znajdowała się nieco dalej, co oznaczało, że mogła nieco bardziej się rozpędzić. Gdzieś tam w niej na chwilę obudziła się miłość do cwałowania, toteż wykorzystując dogodne warunki, jakie dawała jej rasa, pognałą przed siebie, korygując szybkość przed piątą przeszkodą. A ta wyglądała... dziwnie, przynajmniej dla niej. Choć to nie powstrzymało jej przed tym, aby ją pokonać. Kolejna z przeszkód znów była nieco oddalona, dlatego też klacz po raz kolejny miała szansę na to, aby się wyżyć. Szóstka, wyglądająca jeszcze dziwniej od poprzedniej, zwróciła chyba jej największą uwagę. Dzięki temu, że Tony półparadami wzmożył jej czujność, mogła swobodnie pokonać przeszkodę, pomimo jej... sporawych rozmiarów, Drugi człon szeregu również nie umknął jej uwadze, toteż po przeskoczeniu stołu, oddała kilka foule, by swobodnie oddać skok nad drugim członem. Siódemka wyglądała dość podobnie do Jedynki, więc klacz nie zwróciła na nią większej uwagi, jednak nie zlekceważyła go. Wyglądał podobnie, dlatego nie miała oporów by oddać nad domkiem poprawny skok.Ariana - 2016-03-17, 18:01 Najwidoczniej klacz nie miała dzisiaj zbyt dobrego humoru, jednak nie było to spowodowane stresem związanym z zawodami. Była już przyzwyczajona do startów, również w tego typu zawodach, więc nie była to dla niej żadna nowość. Niemniej podczas rozprężania rzeczywiście nie zachowywała się tak, jak powinna. Dla podbudowania własnego ego za wszelką cenę starała się utrudnić mężczyźnie pracę, kiedy jednak ten nie dawał za wygraną - a wręcz przeciwnie zaczął z karą niejaką walkę - nieco odpuściła, dochodząc do przynajmniej częściowego porozumienia.
Nie była zbyt zadowolona, zbliżając się do linii startu żwawym kłusem, co chwile wydawała z siebie krótkie parsknięcia i chłodno łypała po bokach. Wraz z odpowiednim impulsem kobyła płynnie i natychmiastowo przeszła w wyższy chód. Choć nie do końca pasowała jej obecność obcego mężczyzny, to bez zbędnych utrudnień dopasowała się do narzuconego przez niego tempa. Energicznym, dość szybkim krokiem zbliżała się do pierwszej przeszkody, którą chwilę wcześniej omiotła nijakim spojrzeniem. Była przygotowana do oddania skoku i nie zwalniała przed przeszkodą ani na moment. Z otrzymaniem dodatkowej łydki kobyła wprawnie odbiła się od podłoża, przeskakując przeszkodę i bez problemu lądując. Oczywiście podczas samego oddawania skoku wyciągnęła swoje kare cielsko, w pełni korzystając z tego przywileju. Kiedy już znalazła się na ziemi, strzeliła mocno ogonem, nadal nie zwalniając z tempa. Po pierwszym skoku już nieco się wciągnęła i nie stawiała mężczyzny w podbramkowych sytuacjach, jak podczas samej rozgrzewki. Kolejna przeszkoda mogła budzić niepewność, klacz nie pałała do niej dużym zaufaniem, ale nie obawiała się jej, będąc przyzwyczajoną do podobnych widoków. Tak czy inaczej skorzystała ze wszelkich pomocy Tonego, dostosowała się również do wskazanego miejsca do wyskoku, acz sama również działała, na wypadek gdyby jeździec zawiódł. Oddając skok ponownie wyciągnęła swoje masywne szyjsko, za którym podążyła reszta ciała oraz mocno podciągnęła przednie oraz tyle kończyny, nauczona, że przeszkód raczej nie należy dotykać. To niezgranie mogło wynikać z, dzisiaj wyjątkowo, przejawiających się skłonności do dominowania Voice. Poza tym nie znała mężczyzny, więc nie obdarowywała go pełnym zaufaniem, co również mogło być tego powodem.
Po bezpiecznym i szybkim lądowaniu kara skutecznie przyśpieszyła swoje dotychczasowe tempo, tym samym zdobywając kilka dodatkowych sekund, które niedługo i tak miały uciec bezpowrotnie. Przed trzecią przeszkodą nieznacznie zwolniła, a następnie kumulując energię w swoim zgrabnym zadzie, w wyznaczonym przez jeźdźca momencie ponownie oderwała się od ziemi. Dzięki zebraniu rozproszonej mocy skok był nieco wyższy, zaś porządne wyciągnięcie ciała zapewniło odpowiednio długi lot, który zakończyła stabilnym lądowanie i dalszym galopem do kolejnych przeszkód. Tak jak poprzednio kobyła przyłożyła dużą uwagę do poprawnego pokonania obydwu okserów, dlatego nie kombinowała, dając się poprowadzić jeźdźcowi wprost na przeszkodę, a później również w momencie samego skoku. Jak zwykle podczas każdego z dwóch skoków postępowała identycznie. Piąty skok musiał być nieco dłuższy od pozostałych, więc działania Wayforda z pewnością ułatwiły Voice oddanie właśnie takiego skoku. Wraz z odpowiednim sygnałem wybiła się z umięśnionych zadnich kończyn i wyciągając cielsko, zaliczając wystarczająco wysoki, a jednocześnie wydłużony skok. Sapnęła cicho podczas lądowania, na znak swojego wysiłku, niemniej jednak jeszcze się nie zmęczyła. Szóstkę również omiotła spojrzeniem, a następnie stosując się do tych samych zasad i czynności, co poprzednio, pokonała również tę przeszkodę bez większego trudu i problemu.Mistrz Gry - 2016-03-19, 17:53 Temat postu: Logan Lerman & Dante Weltino
LOGAN LERMAN & DANTE WELTINO - BEGINNERS
REZULTAT RZUTU
58; Świetna forma; Niczym nie zakłócony przejazd, zero błędów, zero komplikacji.
REZULTAT RZUTU
88; Poprawa techniki; koń podczas zawodów, widocznie poprawia technikę swoich skoków/baskilu, co może mile zaskoczyć jeźdźca. Sprawia mniej problemów w prowadzeniu, będąc bardziej samonośnym, bardziej precyzyjnym i odważnym.
REZULTAT RZUTU
38; Bolesny skurcz; Koń odczuwa skurcz w którejś z kończyn/w parze kończyn/ w większości kończynach/grzbiecie/szyi bądź w innej części ciała. Przekroczenie normy czasu
Opis
Pomyślnie ukończony cross, lekko poza normą czasu.
Mistrz Gry - 2016-03-19, 17:58 Temat postu: Lynette Skye & Carte Blanche Z
LYNETTE SKYE & CARTE BLANCHE Z - BEGINNERS
REZULTAT RZUTU
66; Dekoncentracja, strach; na trasie para napotyka hałaśliwą publiczność, głośną muzykę lub koń wyraźnie boi się przeszkód czy elementów trasy.Przekroczenie normy czasu
REZULTAT RZUTU
37; Bolesny skurcz; Koń odczuwa skurcz w którejś z kończyn/w parze kończyn/ w większości kończynach/grzbiecie/szyi bądź w innej części ciała. Przekroczenie normy czasu
REZULTAT RZUTU
100;
Najlepszy jeździec; jeździec wyróżnia się niebywałą szybkością działania, reakcją. W niebywały sposób komunikuje się ze zwierzęciem, prowadząc go gładko i w miły dla oka sposób. Zwierze dzięki pomocy spisuje się znakomicie.
Opis
Pomyślnie ukończony cross, poza normą czasu.
Anonymous - 2016-03-19, 18:49 Dalej jechał szybkim galopem, utrzymując niezachwianą równowagę w półsiadzie. Cały czas podpierał klacz łydką, tym samym zmuszając do trzymania narzuconego tempa. Momentami silny wiatr zdawał się ogłuszać i otulać zimnem, co nie było jednak tak dokuczliwe ze względu na krążącą w krwi adrenalinę. Wsłuchiwał się w tętent kopyt, wzrokiem wypatrując następnej przeszkody. Był to kolejny szereg, złożony z dwóch hyrd - tylko trochę przytrzymał Ignis przed pierwszym członem, poprzez wykonanie paru półparad. Doprowadził ją do pierwszej przeszkody i przed odbiciem dał łydkę, upewniając klacz co do swoich oczekiwań. Kolejno zgrał się z jej ruchem, nie mając najmniejszego problemu z wyczuciem go. Sprawnie przeskoczyli pierwszą hyrdę, zaraz atakując także drugi człon. Zdążył tylko wrócić w siodło i wziąć klacz na siebie, podnieść ją, aby bezproblemowo sprostała także drugiej przeszkodzie.
Przed nimi kolejny dłuższy odcinek swobodnego galopu - cały czas trzymał się wcześniej wyznaczonego tempa, które optymalnie wykorzystywało możliwości klaczy. Kolejne dwie przeszkody nie były specjalnie wymagające; paroma półparadami jedynie zwrócił uwagę Rudej, zarazem zamykając ją w korytarzu z pomocy, pilnując szczególnie w łydkach. Obie przeszkody były bowiem ciasne, toteż musiał opracować do nich najprostszy najazd i nie mógł pozwolić Ignis na pływanie między pomocami. W wymierzonym miejscu dał jej łydkę, zaraz wychodząc za jej ruchem do półsiadu, pozostając jednak w bliskim kontakcie z siodłem. Nie spóźnił się z ręką, unikając dzięki temu nieprzyjemnej sytuacji. Do drugiej przeszkody skręcił w prawo, foule po wylądowaniu, aby wyrobić się w najeździe do wąskiej przeszkody.
Po pokonaniu dziesiątki, kontynuował galop po obszernym łuku, co jednak było niewyczuwalne z ich pozycji. Teren był rozległy i wymagał od konia niezłej kondycji, ale Ignis - przynajmniej z tego co widział - całkiem nieźle dawała sobie radę. Kolejną przeszkodą był domek, raczej nie sprawiający trudności. Przypilnował tylko, by galop Ignis nie był zbyt spłaszczony, półparadą skupił jej uwagę i dojechał dosiadem do przeszkody, chwilę później oddając następny udany skok. Do dwunastki kierowali się niewielkimi wzniesieniami i spadkami otwartego terenu. Owa przeszkoda także nie budziła wątpliwości, toteż wskazał ją klaczy i dynamicznie na nią najechał, nie obawiając się żadnych niepowodzeń. Ignis najwyraźniej się rozgrzała i rozochociła tymi skokami, bo naprawdę przyjemnie mu się ją prowadziło.
Znowu skręcił w prawo, kierując się na jedną z ciekawszych kombinacji. Nie wiedział, czego się spodziewać po Ignis jeżeli chodzi o reakcję na zbiornik wodny, ale też nie zastanawiał się nad tym szczególnie. Jakby nigdy nic jechał na trzynastkę, która sama w sobie trudna nie była - ale lądowanie kończyło się w wodzie. Jechał więc mocno w łydkach, nie dając klaczy szansy na zawahanie się. Przed samą kłodą wzmocnił ową pomoc, nakłaniając Ignis do przeskoczenia i wylądowania w wodzie. Po udanym lądowaniu od razu ją podniósł i nieco wolniejszym, okrągłym galopem pokonał zbiornik, prowadząc klacz na następną przeszkodę. Pomógł jej osadzić ciężar ciała na zadzie, co było nieocenioną pomocą przy wyskoczeniu z wody do kolejnej przeszkody, stojącej na brzegu. Tym razem ledwo nadążył za ruchem Ignis, ale ostatecznie nie zaburzył znacząco jej równowagi, ani nie przytrzymał zbyt mocno za pysk. Pochwalił ją i nieco spokojniejszym, choć wciąż dynamicznym galopem skierował na przeszkodę 14b, ją także pokonując bez problemu, przy zachowaniu jednakowego postępowania.Logan Lerman - 2016-03-19, 20:51 Pojawiłem się na terenie zawodów razem z Dante Weltino, którego zapisałem do konkursu niższej klasy. Były to moje pierwsze zawody, więc trochę się stresowałem, mimo że traktowałem je głównie jako dobrą zabawę. Oczywiście miałem nadzieję na zajęcie jakiegoś dobrego miejsca, tak jak chyba każdy z zawodników. Z ogierem miałem przyjemność spotkać się wcześniej na jednym treningu, wprawdzie to za mało, żeby go poznać, ale zdawałem sobie sprawę, na co należy zwrócić szczególną uwagę. Udaliśmy się w stronę rozprężalni. Porządna rozgrzewka była tu kluczowa, gdyż na crossie wypadki zdarzają się dość często i takowych chciałbym uniknąć. Zatrzymałem go przy ogrodzeniu, by dostosować długość strzemion oraz podciągnąć popręg, a następnie wspiąłem się na grzbiet mojego towarzysza. Ruszyliśmy aktywnym stępem po śladzie, w narożnikach wyjeżdżając wolty o średnicy kilku metrów, na których podpierałem ogiera łydką, pilnując, by nie wypadał zadem, dokładnie się wyginał. Do zestawu ćwiczeń stopniowo dodałem serpentyny, wężyki, a także ustępowanie od łydki. Pracowaliśmy we wszystkich trzech chodach, ćwicząc też przejścia w przeróżnych sekwencjach. Na próbę pokonaliśmy jedną z przeszkód, mierzącą około pół metra wysokości. Czas nas gonił, bo przyznam bez bicia, że zapomniałem, o której mam stawić się na miejscu... No i byliśmy w plecy o jakieś dziesięć minut. Rozgrzaliśmy się jednak porządnie, zanim usłyszałem własne nazwisko i imię dziewięciolatka. Wypchnąłem ogiera do kłusa, kierując się w stronę linii startu. Na kilka metrów przed nią ścisnąłem boki ogiera, skłaniając go do "wskoczenia" w galop, wyjechaliśmy jedną ósemkę, by wejść w dobre tempo i dopiero wtedy przekroczyliśmy celowniki. Od teraz naliczają czas. Więc jazda!
Obrałem jak najprostszą trasę do pierwszej z przeszkód, która swoim wyglądem raczej nie wzbudzała niepokoju - była to po prostu przewrócona kłoda. Mimo tego pilnowałem ogiera, zamykając go w korytarzu z pomocy, by przypadkiem nie spłynął. We wcześniej wymierzonym miejscu posłałem go do skoku, przechodząc od razu w niski półsiad i elastycznie oddając mu wodze. Pierwsze koty za płoty. Wyjeżdżając łagodny zakręt, podpierałem Weltino łydką, by zaraz naprostować go przed dwójką. Mocniejszą łydką skłoniłem go do wybicia. Harmonijnie podążyłem za jego ruchem i w mgnieniu oka znaleźliśmy się po drugiej stronie. Trzymając równe, aktywne tempo zmierzaliśmy prosto na trzecią przeszkodę, różniącą się od poprzednich wyglądem. Półparadami skupiałem uwagę konia na czekającym go wyzwaniu. Stosowałem wyraźne, łatwe do odczytania pomoce, minimalizując tym samym ryzyko wyłamania ze strony skoczka. Poderwaliśmy się do lotu, w pełnej równowadze pokonując również i tę przeszkodę. Pozwoliłem sobie na słowną pochwałę w kierunku tej dzielnej istoty, choć liczyłem się z tym, że może to wywrzeć wpływ na jego skupienie.
Na horyzoncie po kilku sekundach wyrosły dwie kłody, ustawione jedna na drugiej, oznaczone numerem cztery. Wziąłem ogiera na siebie, odliczając w myślach foule, by w końcu impulsem od łydki zasugerować mu wybicie. Oddałem Dante wystarczającą ilość wodzy, pozwalając na swobodne wyciągnięcie się nad przeszkodą. Do piątki mieliśmy kawałek, analizowałem więc przez chwilkę oddane do tej pory skoki. Dzięki w miarę dobrej podzielności uwagi nie straciłem panowania nad ogierem, nadal pewnie prowadząc go przez kolejne metry toru crossowego. Do tej pory nie spotkaliśmy jeszcze widzów, ale musiałem się na to przygotować. Zapewne zadziałają na srokatego, może go to nawet wybić z równowagi. Kolejna kłoda stojąca im na drodze nie wydawała się robić wrażenia na dziewięciolatku, więc bez problemu przefrunęliśmy na drugą stronę, prezentując się dobrze, jeśli chodzi o technikę. Po wylądowaniu skróciłem wodze, bo dosłownie za kilka metrów mieliśmy stawić czoła szóstce. Paroma półparadami skupiłem uwagę skoczka na "domku". Podprowadziłem go pod przeszkodę zamkniętego w pomocach, nie pozwalając na ewentualne wyminięcie jej. Powtórzyliśmy sekwencję - łydka, półsiad, oddanie wodzy i tę również pokonaliśmy na czysto.
Wprowadziłem Dante w zakręt, który kończył się siódemką, podpierając go łydką. Tym razem powinien oddać płaski a daleki skok. Po fakcie pochwaliłem go krótko, zaraz skupiając się na kolejnej przeszkodzie, stanowiącej połowę przejazdu. Wyglądem nie powalała, ot, zwykła kłoda. Do tej pory chyba najwyższa, ale specjalnie się nad tym nie zastanawiałem. Prostopadle najechaliśmy na ósemkę, w końcu oddając efektowny skok. Na drugą część trasy postanowiłem pozostać w półsiadzie, chcąc odciążyć grzbiet wierzchowca.Anonymous - 2016-03-20, 14:43 Trudność następnej przeszkody polegała na tym, że nie sposób było ocenić, co znajduje się po drugiej stronie. Oczywiście z punktu widzenia konia, bo Wayford wiedział, że lądowanie będzie bezpieczne i pozbawione niespodzianek. Odpowiednio wcześnie usiadł więc w siodle, aby dosiadem przepchnąć klacz do przeszkody, nie dając jej czasu na zastanawianie się czy wzbudzenie wątpliwości. Ścisnął jej boki łydkami, kolejno zgrywając się z jej ruchem stosunkowo dobrze.
Kolejny odcinek trasy przebiegał przez las. Poprosił Voice o umiarkowanie szybkie, crossowe tempo, w którym najechał na następną przeszkodę. Zwykłą stacjonatą zbudowaną z beli drewna. Półparadą ściągnął uwagę klaczy, nieco uniósł i szerzej rozstawił dłonie. Zamknął ją też w łydkach, tym samym narzucając jedyny słuszny kierunek - do przodu - i lekko podniósł karą przed oddaniem skoku. Z powodzeniem pokonali także tę przeszkodę, by następnie natrzeć na wąski front stworzony z sosnowych gałęzi. Kluczem do sukcesu był prawidłowy najazd, jako że przeszkoda należała do tych wąskich. Nie zmieniając szczególnie tempa, w którym jechał, wycelował w środek przeszkody. Przypilnował karej przed pływaniem między pomocami i niejako wymusił trzymanie się linii prostej, co pozwoliło im spełnić postawiony cel.
Trasa w dalszym ciągu ciągnęła się przez las. Miało to swoje plusy, chociażby brak publiczności, która nie miałaby gdzie stanąć w tak zalesionym terenie. W międzyczasie zaczęło padać, ale póki co nie miało to żadnego wpływu na ich dwójkę. Brunet jedynie słyszał jak deszcz wprawia liście w szelest i czuł pojedyncze, ciężkie krople spadające na ramiona. Najwyraźniej musiało całkiem solidnie padać...
Następna przeszkoda stała już w mniejszym zagęszczeniu drzew. Trawa była dość śliska, ale nie martwił się o to dzięki wcześniej wkręconym w podkowy hacelom. Podobnie jak poprzednia, była dość wąska, toteż znowu musiał skupić się przede wszystkim w prostopadłym najeździe i ograniczeniu ryzyka wyłamania do minimum, a najlepiej do zera. Udało mu się to bez większych problemów, jako że Voice zaczęła z nim współpracować. Elegancko wyszedł za jej ruchem, tym razem w żadnym stopniu nie zakłócając jej równowagi i pomógł jej w bezpiecznym pokonaniu przeszkody. Starał się, bo cena była wysoka - własne życie .
Dalej ponownie skryli się pod koronami drzew, galopując w stronę jedenastej przeszkody. Stała pod górę, toteż nie chcąc obciążać zadu klaczy (w końcu galop pod górę aktywował go wystarczająco sam w sobie), stanął nisko w strzemionach, nie kładąc się na przodzie hanowerki. Aby się przypadkiem nie zatrzymała, przed odbiciem dał jej mocną łydkę, kolejno wychodząc do półsiadu wraz z ruchem Insomnii. Przy lądowaniu szybko wrócił w siodło, mocno odchylając się do tyłu z racji spadku terenu - tym samym odciążył przód karej i dociążył zad, pomagając jej w zachowaniu równowagi.Strawberry Wine - 2016-03-20, 14:52 To był pierwszy udział Truskawki w zawodach, co równało się ze zmniejszoną koncentracją i stresem. Już podczas prostych, pielęgnacyjnych czynności klacz zachowywała się inaczej niż zwykle. Na co dzień wszak w boksie w miarę lubiła kiedy ktoś się nią zajmował, w skrajnych przypadkach po prostu nie oponując. Miała wprawdzie swoje odchyły, nie zawsze była grzeczna, ale jak najbardziej dało się ją przekupić marchewką czy jabłkiem i w ten sposób wyegzekwować pozytywne zachowania. Niestety dzisiaj przez cały czas zachowywała się agresywnie, nie zwracając uwagi na wszelkie łakocie, które Jess mogłaby przynieść ze sobą. W stajni od rana panował zwiększony ruch i nerwowość, co przedkładało się na konie. Szczególnie te pokroju Strawberry.
Podczas rozgrzewki również sprawiała problemy. Tuż po zajęciu miejsca w siodle, Jess musiała zmierzyć się z całą serią mocnych bryknięć przemieszanych z wysokim dębowaniem. Kobyłka próbowała ponosić. Zadzierała czerep wysoko do góry, tracąc zupełnie kontakt z wędzidłem i na oślep biegła przed siebie galopem stwarzając zagrożenie dla siebie i innych zawodników. W końcu na szczęście udało się ją uspokoić na tyle by publiczności zaprezentowała się... dość nienagannie, poza tym że była spocona bardziej niż inne konie. Piana leciała z całej jej piersi, szyi i boków, oddychała ciężko, zdecydowanie pod wpływem stresu, ale nie próbowała brykać dopóki nie dostała sygnału do galopu. Niemal natychmiast wystrzeliła z czterech nóg do góry, mocno ściągając łeb między nogi. Dostała łydkę, ale zareagowała dopiero na kolejny sygnał w towarzystwie ostrogi. Kładąc po sobie uszy zatrzymała się w miejscu kolejny raz stając wysokiego dęba i szarpiąc łbem w przód jakby chciała przerzucić brunetkę przed siebie. Istotnie, chciała. Dłuższą chwilę opadała na przód i podrywała się ponownie, nie zwracając uwagi na kary jakie z siodła dawała jej dziewczyna. Owszem, nie były to przyjemne bodźce, ba! Stresowały ją dodatkowo, ale jako uparte stworzenie dopóki natężenie łydki, ostrogi i być może bacika, nie stało się wyjątkowo nieprzyjemne, klacz ignorowała je jak tylko mogła. Niemniej po kilku chwilach intensywnej szarpaniny kobyła miała dwa wyjścia: bezskutecznie walczyć dalej – co z całą pewnością jeszcze bardziej rzutowało na normę czasu lub puścić się galopem przed siebie. Wybrała tę drugą opcję zupełnie nieczuła na wszystko co Jess starała się zrobić z siodła. Gdy dziewczyna starała się skrócić krok, kuc zadzierał czerep do góry bez żadnego panowania, zupełnie tak, jak robił to na rozgrzewce i leciał przed siebie. Taka sytuacja stwarzała nie lada zagrożenie, kiedy paręnaście metrów dalej leżała kłoda. Jess musiała więc zrobić coś, co pozwoliłoby kasztance nieco się rozluźnić i jeśli tylko zaprzestała jakichkolwiek prób walki z koniem, ta odpłaciła tym samym. Szła w prawdzie dzikim galopem przed siebie, dziewczyna nie miała nad nią panowania, ale na szczęście kobyłka nie zirytowała się na tyle, by zechcieć spłynąć z przeszkody. Co więcej, kłoda pozwoliła jej skupić się na czymś innym niż próby wysadzenia z siodła jeźdźca, toteż nawet nieco posłuchała dziewczyny. Nie dała się wprawdzie skrócić, ale większą uwagę skupiła na tym co właścicielka robiła i w jakiej równowadze jechała. Wówczas odbiła się do skoku, choć... nie poczekała aż Jess wyda sygnał. Wyskoczyła potężnym, dużym susem co najmniej tak jakby przed sobą miała wysoki, niemal metrowy okser. Złożyła się idealnie do skoku, prezentując nienaganny baskil i z nadzwyczajną uwagą przeskoczyła przeszkodę. Trzeba było jej przyznać, że miała potencjał zarówno jeśli chodzi o szybkość, jak i skoki. Niemniej wciąż była ciężka do współpracy, co pokazała wraz z kolejną łydką przyłożoną do jej boków. Jakby przypominając sobie o obecności właścicielki, skuliła uszy, zarzucając łbem w przód i w dzikim galopie strzeliła kilka baranków, energię wytracając dzięki aktywnemu ruchowi naprzód.Vivianne Feron - 2016-03-21, 11:54 Te zawody były dla Vivianne doprawdy zapracowane. Dziewczyna startowała na sześciu koniach, z których tylko jednego choć trochę znała. Udział w crossie na koniach, których dosiadało się pierwszy raz był dość ryzykowny, ale brunetka nie zrażała się, a jej kolejnym podopiecznym w kategorii preliminary był Jimmy. Kanadyjka odwiedziła stajnię odpowiednio wcześniej tego ranka i przygotowała gniadosza, aby teraz – kiedy powoli nadchodziła ich kolej – wsiąść na jego grzbiet i wraz z gniadym dostać się na rozprężalnię. Tutaj najpierw porządnie go rozgrzała we wszystkich trzech chodach a także skoczyła kilka niewielkich przeszkód, aby ogier zachował siły do sprawnego przejechania crossu, a kiedy wyczytano ich imiona, wraz z Beam’em ruszyła w stronę startu, szepcąc w jego stronę kilka budujących zwrotów. Rozgalopowała ogiera jeszcze na chwilę przed sygnałem oznaczającym rozpoczęcie przejazdu, a kiedy tylko taki nastąpił, skierowała gniadego w stronę celowników.
Przejazd
Już od samego początku mogli trochę rozkręcić się w skokach przełajowych, gdyż pierwsza z przeszkód majaczyła przed ich oczyma tuż za linią startu. Brunetka, zachowując nieco ostrożności i rozwagi, przytrzymała ogiera przed jedynką, chcąc także rozeznać się w jego reakcji na skok, a kiedy znalazła odpowiednie miejsce wybicia dała mu mocniejszą łydkę, uniosła się w strzemionach i oddawszy koniowi ręce pokonali Domek, który był przepustką do dalszej jazdy po torze.
W myślach kolejny raz wyobraziła sobie mapę przejazdu, a gdy przypomniała sobie, że kolejne trzy przeszkody to sekwencja stojąca niemalże jedna obok drugiej, postanowiła nie przyspieszać zbytnio, w ten sposób umożliwiając sobie lepsze panowanie nad koniem, wymierzenie dystansu a także precyzyjne skoki w krótkich dystansach pomiędzy przeszkodami, które samym wyglądem były także nieco „straszniejsze” niż jedynka. Dwójka bowiem przypominała swego rodzaju okser i była wyższa od domku, który rozpoczynał trasę. Brunetka zdecydowała się więc dodać więcej łydki na ostatnich trzech foule prowadzących do przeszkody, dzięki czemu ogier miał większą moc wybicia przed dwójką, którą pokonali bez większych problemów. Zaraz po lądowaniu brunetka zastosowała kilka półparad, aby zwrócić uwagę konia na niemą prośbę o spokojny galop, którym poprowadziła go pod kolejną z przeszkód. Naprowadziła ogiera precyzyjnie na środek dość wąskiej przeszkody a już w chwilę później oboje znaleźli się za jej obwodem, cali, w jednym kawałku.
Tym razem Vivianne postanowiła nieco rozjechać konia ku kolejnej przeszkodzie, która była „dłuższa” niż pozostałe, a więc lot nad nią miał być nieco dłuższy niż nad poprzednimi. Zdecydowała się więc na nieco szybsze tempo, z którego ogier swobodnie będzie mógł wybić się do czwórki, na której uwagę zwracała mu już od chwili, przekazując gniademu kilka półparad. Przed samą przeszkodą dała nieco mocniejszą łydkę i stanąwszy w strzemionach, kiedy się już wybił, oddała ogierowi rękę, umożliwiając wyciągnięcie się nad przeszkodą. W efekcie już za moment znaleźli się na prostej trasie, która prowadziła ich do piątki.
Zachęcona reakcjami konia na skoki i w miarę łatwym prowadzeniem zdecydowała się pozwolić mu swobodnie pogalopować do przeszkody. Nie zdecydowała się, co prawda, na szaleńcze tempo, ale temu niewiele do niego brakowało. Cmokając zachęcała do szybszego pokonania trasy, którą jechała w półsiadzie, aby nie zaburzyć Jimmiemu swobody ruchu w tempie, które już w tym momencie umożliwiło im skok przez piątkę.
Już na sporą ilość foule przed przeszkodą brunetka wzięła ogiera na siebie i przytrzymała go dosiadem, półparadami zwracając jego uwagę na pseudo Hydrę. Już od samego najazdu zdawała sobie sprawę, że coś w zachowaniu gniadego się zmieniło, a ten zrobił się nieco bardziej niespokojny niż jeszcze przed chwilą. Hałas stworzony przez dzieci, które znajdowały się tuż obok piątki, zwrócił na siebie także uwagę Vivianne, która zacisnęła usta, aby w chwilę później wypowiedzieć do Beam’a kilka uspokajających słów. Nie chciała by ogier się zdekoncentrował a przy tempie, w którym się znajdowali, tego typu „uspokajacz” był jedynym, który nie denerwował ogiera jeszcze bardziej.
Mimo spięcia się przez konia, Vivianne zdecydowała się na kontynuowanie przejazdu, zwalniając na ogierze jeszcze bardziej i cały czas do niego mówiąc. Podprowadziła go ostrożnie pod przeszkodę, a gdy znaleźli się za nią, pozwoliła mu dać upust emocjom poprzez szybsze tempo po długim odcinku trasy do dwuczłonowej szóstki. Pozwoliła gniademu na tempo, które sam dla siebie wybrał, oczywiście cały czas starając się kontrolować sytuację i nie dopuszczać do stracenia panowania nad koniem. Zdawała sobie sprawę, że szaleńczy bieg przed siebie może rozluźnić zwierzaka, a spiętemu Jimowi na pewno dobrze by to zrobiło.
Dzięki szybkiemu tempu trasa do szóstki szybko się skończyła, a Vivianne tylko nieco zwolniła konia, gdyż człon A był dość szeroki do przeskoczenia (oczywiście ponownie wszystko w ramach rozsądku i pamiętając, że zaraz za przeszkodą jest człon B – dość wąski do najechania Corner, w który koniecznie chciała się zmieścić). Na trzy foule przed przeszkodą skróciła go nieco aby dobrze wymierzyć odległość, a kiedy znaleźli się w odpowiednim miejscu dała mu mocniejszą łydkę, uniosła się w strzemionach i oddała ręce, które skróciła zaraz po lądowaniu i zacisnąwszy mocniej uda poprosiła o wolniejsze tempo. Kilka foule dalej wybijali się już do członu B, który udało im się przeskoczyć w zaskakująco dobrym stylu jak na tak długi i szybki bieg, który poprzedzał skok.
Jako że tym razem odcinek był nieco krótszy niż poprzednio brunetka zadbała o nieco wolniejsze tempo, dzięki któremu Gniady dostał także chwilę wytchnienia. Nie wiedziała czy koń ma na tyle dobrą kondycję aby całą trasę przebiec na najwyższych obrotach toteż zadbała o to by choć odrobinę się zregenerował (o ile w taki sposób było to w ogóle możliwe). Siódemka okazała się być znajomą im przeszkodą – do złudzenia przypominającą jedynkę, więc pokonali ją bez trudu, od razu kierując się w stronę dwuczłonowej ósemki. Trasa w jej stronę obfitowała w różnego typu zakręty, toteż para zachowała tempo podobne do tego sprzed poprzedniej przeszkody, starając się przy tym nieco skracać łuki i wybierać najbardziej optymalną ścieżkę.
Zwolnili tuż przed kolejną przeszkodą, którą była Hydra, a zaraz za nią wycięty żywopłot. Vivianne przytrzymała ogiera na sobie, nie pozwalając za bardzo napalać się do skoku i dzięki temu dobrze wymierzyli miejsce odskoku. Po lądowaniu od razu go skróciła by precyzyjnie najechać na kolejny człon ósemki, a już po kilku sekundach okazało się, że i on nie stanowił dla pary większego problemu.
Po lądowaniu za B ruszyli ile fabryka dała w stronę dwóch kolejnych, stojących obok siebie, przeszkód. Brunetka cmokała, zachęcając Jimmiego do szybszego galopowania a skróciła go dopiero pod koniec ścieżki, który okazał się być bardziej kręty niż na początku myślała. Nie miała zamiaru się tu z nim przewrócić a poza tym zarówno dziewiątka jak i dziesiątka były bardzo wąskimi przeszkodami, wymagającymi precyzyjnego najazdu. Spokojnym galopem pokonali więc istną serpentynę i spokojnym tempem, nie wymagającym korekty do skoku podjechali pod przeszkodę numer 9, którą sprawnie pokonali, by w chwilę później lekko dodać tempa i zaraz wylądować za dziesiątką.
Kiedy kopyta ogiera ponownie dotknęły ziemi, panna Feron znów pozwoliła na szybsze tempo, uważnie przy tym wyjeżdżając każdy łuk i zakręt na ścieżce, w drodze ku kolejnym przeszkodom.Vivianne Feron - 2016-03-21, 16:23 To był dzień obfitujący w nowe przeżycia i doświadczenia z nowymi końmi. Zaraz po starcie na White Chocolate brunetka przyprowadziła sobie One Million – klacz już od dłuższego czasu czekała na nią wypucowana w swoim boksie, a teraz przyszedł czas na rozgrzewkę i ich start w zawodach. Brunetka najpierw dokładnie rozstępowała kasztankę aby w chwilę później trochę na niej pokłusować, pogalopować i skoczyć kilka testowych przeszkód aby mieć choć odrobinę rozeznania w tym jak One reaguje na przeszkody i jak się względem nich zachowuje. Start na koniach, których w ogóle się nie znało zawsze był ryzykowny, ale przecież bez ryzyka nie ma zabawy! A poza tym z kucy jest blisko do ziemi, więc nie trzeba się niczego obawiać! :D
Na szczęście dla Vivianne klacz dobrze reagowała na całą atmosferę zawodów i dawała się dobrze prowadzić, dzięki czemu kobieta była nieco spokojniejsza kiedy wywołano ją w szranki.
Przejazd
Poprosiła klacz o wyższy chód jeszcze przed celownikami, dzięki czemu mogła narzucić jej tempo, którego wymagała od konia i właśnie takim galopem rozpocząć bieg przełajowy. Od początku jazdy przeszła w półsiad aby nie przeszkadzać kasztance w rozwinięciu swoich możliwości i zacmokała, zachęcając ją w ten sposób do kontynuowania przejazdu. Przeszkoda numer jeden zamajaczyła na horyzoncie już po kilku foule od startu i była to, dość niska jak na kucykowe możliwości, obalona kłoda. Brunetka zwróciła na nią uwagę klaczy serwując jej kilka półparad i nawet specjalnie nie zwalniając tempa podprowadziła do jedynki, by w chwilę później znaleźć się po jej drugiej stronie i kontynuować przejazd po dość ostrym łuku w lewo. Wyprostowała klacz kiedy ponownie znalazły się na prostej i pozwoliła jej pogalopować nieco szybciej, aby zaoszczędzić trochę czasu w drodze do dwójki. Nie chciała co prawda zmęczyć konia już od samego wstępu toteż wszystko co robiła, robiła w granicach zdrowego rozsądku. Dwójka okazała się być nieco trudniejszym elementem niż jedynka, ale jej wysokość ani wygląd nie powinny stanowić dla klaczy żadnego problemu. Nabrawszy tego typu pewności siebie podprowadziła kasztankę pod samą przeszkodę, przytrzymując ją delikatnie tuż przed odskokiem, a kiedy znalazły się w powietrzu, oddała kobyłce wodze i już po chwili gnały w stronę trójki.
Tym razem ich droga była nieco dłuższa, więc brunetka ponownie pozwoliła klaczy na chwilę szybkiego galopu. Podczas gdy Milion przebierała nogami, amazonka wspomagała ją w zakrętach zamknięciem na pomocach aby przypadkiem nie straciła równowagi i cały czas utrzymywała tyłek w górze aby nie przeszkadzać klaczy swoim ciałem. Sama także starała się trzymać równo w strzemionach, zdając sobie sprawę, że gdyby przechyliła się choć trochę w jedną czy drugą stronę, mogłaby spowodować ich wspólny wypadek.
Kolejna z przeszkód okazała się być nieco trudniejsza i straszniejsza niż dwie poprzednie, toteż brunetka zwolniła nieco kiedy tylko ukazała się w pełnej okazałości przed ich oczyma. Skupiła uwagę klaczy na przeszkodzie kilkoma półparadami i mówiąc do niej uspokajające słowa zaczęła podprowadzać klacz pod przeszkodę. Ostrożności nigdy za wiele, choć ta okazała się być niepotrzebna względem kasztanki, która chętnie i uważnie pokonała trójkę, po której w nagrodę otrzymała zarówno krzepiące okrzyki ze strony amazonki jak i cudownie łatwe kolejne dwie przeszkody w postaci przewróconych korzeni drzew. Zarówno z czwórką jak i piątką obie dziewczyny nie miały żadnego problemu (choć mało brakowało a One Milion potknęłaby się o jedną z nich, wyraźnie ignorując niewielki rozmiar; wszystko ostatecznie dobrze się skończyło).
Teraz czekała je długa i dość nudna trasa po łuku aż do przeszkody numer sześć. Brunetka wykorzystała szansę na nadrobienie kilku sekund (lub chociaż setnych) i pozwoliła klaczy rozpędzić się nieco, uważając jednak na wszelkie zakręty czy niebezpieczne zwroty, które występowały w czasie przejazdu tą trasą. Zamykała klacz na pomocach, wspomagając jej równowagę i cmokała kilkukrotnie, aby zachęcić do szybszego biegu, a w efekcie już po chwili wychodziły zza ostatniego zakrętu a na horyzoncie zamajaczyła im kolejna z przeszkód. Vivianne zdążyła wyprostować klacz przed kolejnym przewróconym drzewem i zwolniła tylko odrobinę, żeby w ferworze walki kasztanka nie ominęła czy nie olała szóstki, przez którą już w chwilę później przeleciały niczym na skrzydłach uprzednio wymierzając odskok w odpowiednim miejscu.
Nadal parły przed siebie nieco szybszym tempem niż wymagałaby tego trasa, ale Vivianne zaufała klaczy na tyle, że pozwalała jej na takie małe występki. Przytrzymała ją dopiero nieco przed zakrętem, na którym ponownie zamknęła klacz na pomocach i wyprostowała ją gdy pojawiła się siódemka. Ponownie przewrócone drzewo nie powinno być niespodzianką dla kasztanki, a jednak było nieco wyższe niż wszystkie poprzednie „siostry” owej przeszkody. Vivianne dała kucynie nieco mocniejszą łydkę i oddała jej ręce kiedy nadeszła na to pora gdyż klacz skoczyła nieco wyżej niż powinna a gdy wylądowały amazonka wzięła ją nieco na siebie i przytrzymała dosiadem, aby klacz nie pędziła tak szybko jak jeszcze przed chwilą. Droga do kolejnej przeszkody była dość kręta i niebezpiecznym byłoby pozwolić na tak zaawansowany galop.
Nawet kiedy dojeżdżały do ósemki nie sposób było wyprostować przed nią konia i dlatego Vivianne starała się pomóc klaczy w najeździe po łuku jak tylko mogła. Wspierała ją na pomocach, biorąc nieco na siebie i zamknęła w łydkach, aby kasztanka ani na moment nie zeszła z wytyczonego przez amazonkę kursu. Ósemka okazała się nieco wyższą, a więc trudniejszą przeszkodą niż poprzednie, a kombinacja najazdu z wyglądem sprawiły, że była dla pary największym do tej pory wyzwaniem. Brunetka wzięła głęboki oddech i odliczyła w myślach ilość foule aby w odpowiednim miejscu wskazać One miejsce odskoku za pomocą mocniejszej łydki i oddała jej ręce, zamykając na ten moment oczy. Jej nogi automatycznie zmieniły miejsce po skoku, a jej ciało wiedzione instynktem odchyliło się w tył, dzięki czemu wylądowały i dopiero w tym momencie amazonka podniosła powieki, oddychając przy tym z ulgą. Najwyraźniej nie było tak źle jak się spodziewała! No proszę, może powinna sobie kupić kucyka? :P
Już po chwili galopowały w stronę dziewiątki. Trasa pomiędzy tymi przeszkodami także była kręta, a więc Vivianne dostosowywała tempo galopu kuca do wyglądu drogi i możliwości Milion. Przyspieszała na prostych odcinkach, na krętych zwalniała dość mocno, nie pozwalając na żaden, nawet najmniejszy błąd w postawieniu przez kucynkę nogi. Uspokoiła ją kiedy w końcu ich oczom ukazała się kolejna przewrócona kłoda i wyprostowała klacz, dodając jej mocniejszą łydkę, aby pewniej ruszyła do ataku na nieco wyższą przeszkodę. Kasztanka była bardzo uważna i dzielnie wykonywała wszelkie polecenia amazonki, toteż także w tej chwili leciały już nad dziewiątką by w chwilę później zmierzyć się z, podobnych rozmiarów, przeszkodą numer 10. Dynamiczne tempo, w którym aktualnie jechały, zdawało się pasować do dziesiątki, toteż Vivianne nie kombinowała nic żeby za bardzo nie zdekoncentrować konia, którego upomniała jedynie za pomocą delikatnej półparady i mocniejszej łydki. Tym samym znalazły się już za połową trasy a One Milion, póki co, nie wydawała się zbyt zmęczona. Dzięki temu mogły swobodnie stawić czoła kolejnym przeszkodom.Clementine - 2016-03-21, 17:49 Dopiero co przybyła do miasta, i już postanowiła stawić czoła nowemu wyzwaniu, a mianowicie wziąć udział w crossie. Każdy o zdrowych zmysłach powiedziałby, że jest po prostu szalona, wliczając fakt, że konia na którym startowała nie widziała nigdy na oczy. Ich pierwsze spotkanie miało miejsce właśnie przed zawodami, kiedy Lynn zjawiła się pod boksem Blanche. Opinię o klaczy mogła sobie wyrobić tylko i wyłącznie przez wzgląd na jej wygląd – czyli żadną. Można powiedzieć, że brała w ciemno, nic nie wiedząc o swoim wierzchowcu. Jednak była albo na tyle odważna, albo nienormalna, by nie zrezygnować z tego pomysłu.
Oporządziła klacz należycie przed zawodami, wliczając w to myjkę, czyszczenie kopyt, jak i dokładne wyczesanie jej sierści. Rozczesała jej grzywę, i zaplotła ją w koreczki, by prezentowała się ładnie. Następnie zabrała cały jej osprzęt i osiodłała klacz. Na nogi natomiast założyła jej ochraniacze, coby chronić końskie stawy. Tak gotową klacz skierowała na rozprężalnie, aby porządnie ją rozgrzać przed zawodami. Cross miał to do siebie, że były to warunki wręcz ekstremalne, w porównaniu do zwykłych skoków na parkurze. Przynajmniej ona miała zawsze takie odczucie.
Zafundowała więc ciemnogniadej dziesięć minut aktywnego stępu i tyle też ruchu w kłusie. Następnie zadbała o jej rozciągnięcie, wykonując wolty i okręgi, i pilnując jej, by wpasowywała się w krawędzie. Przećwiczyła z nią także zmiany tępa, oraz lotną w galopie na każdą stronę. Skoczyły razem kilka przeszkód, aż Lynn stwierdziła, że wystarczy. Nie chciała jej męczyć, a rozgrzać. Za chwile będzie miała okazję, by się wyżyć.
Kiedy usłyszała swoje nazwisko, bez wahania wyjechała na miejsce, skąd mieli wystartować. Gdy zabrzmiał dzwonek, posłała klacz pełnym galopem przed siebie, odciążając zaraz jej grzbiet. Pozostając w kontakcie z pyskiem klaczy, wykonała półsiad, wzrok wbijając między uszy ciemnogniadej.
Pierwsza z przeszkód nie wyglądała przerażająco, toteż miała nadzieję, że klacz nie będzie oporów przed jej pokonaniem. Gdyby jednak tak było, w razie problemów przytrzymała ją w pomocach, w odpowiednim miejscu dając łydkę do wybicia się. Stanęła w strzemionach, oddając jej wodze i czekając aż spokojnie wyląduje. Po oddanym skoku, znów dała jej sygnał do dalszego galopu, chcąc by nie wypadły z rytmu. Dwójka była położona na delikatnym łukiem. Kiedy się do niej zbliżały, zrobiła tę samą kombinacje co w przypadku poprzedniej. Znów zamknęła ją w pomocach, chcąc wykluczyć wyłamanie się, po czym wyczekała na odpowiednie miejsce, dając jej łydkę do wybicia się. Przeszkoda nie była imponujących rozmiarów, jednak miała na uwadze, że startuje na całkowicie nieznanym jej koniu, więc nie będzie mogła przewidzieć jej zachowania. Jeśli wszystko poszło po jej myśli uśmiechnęła się w duchu i posłała ciemnogniadą do kolejnej z przeszkód. Cały czas pilnowała tempa w jakim się poruszały. Nie chciała cisnąć klaczy zbyt mocno, by na koniec zabrakło jej sił. Utrzymywała aktywny galop, jednak nie rwanie na łeb na szyję. Lubiła mieć wszystko pod kontrolą. Odciążała też jej grzbiet, większość trasy jadąc w półsiadzie.
Gdy dotarły do Trójki, dziewczyna zlustrowała przeszkodę wzrokiem, zaraz to szukając odpowiedniego miejsca do wybicia się. Znalazłszy je, dała klaczy sygnał w formie łydki, sama układając się nad jej szyją i oddając jej wodze.
Na ich nieszczęście jednak, przy kolejnej z przeszkód zebrała się mała grupa osób, które swoim zachowaniem nie pomagały ani jeźdźcom, ani koniom. Byli dość głośno, starając się dopingować poszczególnych zawodników. Widząc to, oraz woląc nie kusić losu bardziej, zwolniła nieco, chcąc mieć nad klaczą pełną kontrolę w razie ewentualnego wyłamania. Półparadami chciała skupić jej uwagę na sobie, oraz na przeszkodę, którą miały za chwilę pokonywać. Także głosem starała się ją uspokoić, widząc zaniepokojenie zangersheide. Kiedy znalazły się w odpowiedniej odległości od Czwórki, zamknęła ciemnogniadą w korytarzy z pomocy, nie śpiesząc się. W wyznaczonym miejscu dała jej łydkę, by swobodnie mogła przeskoczyć przeszkodę, oraz nie przeszkadzała jej w swobodnym ułożeniu ciała, oddając wodze. Kiedy oddalały się od hałaśliwej publiczności, poklepała klacz po szyi, chcąc dodać jej więcej otuchy. Następnie znów mogła dostosować aktywne tempo, mając nadzieję, że nie będzie już miała takich niespodzianek na dalszych odcinkach trasy.
Czwartą a Piątą przeszkodę dzielił dość długi odcinek. Lynn cały czas starała się pomagać koniowi, między innymi nie obciążając nadto jego krzyża. Mimo to w każdym momencie była gotowa usiąść w siodło, gdyby sytuacja tego wymagała. Jeszcze trochę i będą w połowie trasy. Podjeżdżając pod Piątą przeszkodę, znów półparadami starała się skupić uwagę klaczy na przeszkodzie, mając na uwadze to, co stało się przed chwilą. Miała jednak nadzieję, że ciemnogniada już na nowo oswoiła się z trasą, i nie będzie już przejawiać żadnego strachu podczas przejazdu.
W odpowiednim miejscu znów dała jej łydkę do wybicia się, oddając jej wodze by mogła ułożyć ciało swobodnie nad przeszkodą. Cały czas miała kontrolę nad koniem, nie chcąc już więcej niespodzianek na trasie. Nie chciała nadto marnować czasu. Nie oznaczało to jednak, że miała zamiar męczyć konia ponad jej siły, a utrzymać aktywne tempo. Wykonała najazd na domek, poprzedzając łydkę półparadą. Pokazała klaczy odpowiednie miejsce do wybicia się i pozwoliła jej robić swoje, układając się nad jej szyją, stojąc w strzemionach. Oddała jej wodze i pozwoliła wylądować. Zaraz potem już wypatrując kolejne z przeszkód. Siódemka wywołała na jej twarzy delikatny uśmiech, jednak nie oddała kobyle inicjatywy. Czasem nawet najprościej wyglądające zadania nas przerastają, toteż cały czas kontrolowała konia. Wykonując tą samą sekwencję, pomogła jej bezpiecznie pokonać przeszkodę. Wraz z pokonaniem Ósemki znajdą się w połowie trasy, co niezmiernie ją cieszyło. Miała wielką nadzieję, że ukończą cross pomyślnie, a z każdym foule byli tego coraz bliżej. Wykonała najazd na kłodopodobną przeszkodę, kierując na nią uwagę klaczy poprzez półparadę. Pokazała jej odpowiednie miejsce, i dała łydkę do wybicia się, stając w strzemionach nad jej szyją. Zacmokała, narzucając to samo aktywne tempo co wcześniej, kierując się w stronę Dziewiątki…Jim Beam Rye - 2016-03-21, 19:49 Zawody nie były dla mnie nowością, ale mimo to nie mogłem okiełznać swojego poddenerwowania. Nie lubiłem, gdy tyle się działo wokół mnie. Ograniczone pole widzenia w takich sytuacjach nie było dla mnie niczym komfortowym, toteż w pierwszym kontakcie z Vivianne byłem lekko nieobliczalny. Płoszyłem się w najmniej oczekiwanych momentach, na szczęście ograniczając się w tym do uskoczenia w bok lub gwałtownego zatrzymania się. Prawie nigdy nie ratowałem się ucieczką, co czyniło mnie stosunkowo bezpiecznym zwierzakiem. Te problemy odeszły jednak w niepamięć w momencie, gdy rozpoczęliśmy z Viviannę pracę. Stopniowo skupiałem się na niej coraz bardziej, zarazem przestając przejmować się otoczeniem. W ostatecznym wyniku otrzymała gotowego do startu konia, któremu najwyraźniej w niczym nie przeszkadzał brak oka.
Przejazd
Tylko wyczekiwałem momentu startu. Wiedziałem, z czym to się "je", chociaż w Orchardzie nie miałem jeszcze okazji zaprezentować się w crossie. W dawnej stajni byłem jednak wschodzącą gwiazdą do czasu, aż nie dopadła mnie choroba... Ale to nie miało teraz najmniejszego znaczenia.
Ruszyłem galopem, przekraczając nim linię startu. Wzrok utkwiłem w najbliższej przeszkodzie, która stanowiła początek trasy. Galopowałem chętnie, ale nie na złamanie karku, co gwarantowało mi dobre rozpoczęcie sekwencji złożonej z kilku następujących po sobie przeszkód. Ich wyglądał wzbudzał we mnie wyłącznie ciekawość. Bez wahania wybiłem się przed jedynką, w pełnej harmonii zabierając ze sobą jeźdźca. Skok był płaski, z czego wynikała prędkość, z której skakaliśmy; mimo to wypadał bardzo precyzyjnie i skutecznie, nie było mowy o żadnym potknięciu.
Vivianne mogła spotkać się tylko z jednym niestandardowym zachowaniem. Mianowicie w najeździe do każdej przeszkody zauważalnie krzywiłem łeb, mając potrzebę obejrzenia przeszkody pod innym kątem, ze względu na moje ograniczone pole widzenia. Walka ze mną o to nie miała sensu, mogła przynieść tylko więcej złego niż dobrego; nauczyłem się skakać mimo swojej ułomności, a zmienianie moich nawyków szczególnie podczas crossu mogłoby się okazać fatalne w skutkach. Po prostu obaliłem regułę, która mówiła, że konia przed przeszkodą należy wyprostować. Cóż - guzik prawda, bo ja jakoś skakałem. Czasem też zdarzało mi się szarpać głową, ale ostatecznie osiągałem doskonałe rezultaty, nie mając większych problemów z doborem miejsca odskoku i widzeniem odległości. Na parkurach miałem więcej zaufania względem przeszkód, ale na crossie byłem jeszcze stosunkowo świeży.
Do drugiej przeszkody poszerzyłem foule, dynamicznie ją atakując, wręcz napierając do przodu choć nie wymykając się spod kontroli. Trafnie wybrałem miejsce odskoku, skąd odbiłem się prężnie, wykorzystując siłę podstawionego, umięśnionego zadu. W skoku złożyłem przody, unosząc je dostatecznie wysoko, oraz daleko wyciągnąłem szyję, w ten sposób łapiąc równowagę. Po skoku bez walki powróciłem do poprzedniego tempa, z którego skoczyłem następną przeszkodę. Do każdej jednej dostosowywałem technikę skoku. Przykładowo czwórkę pokonaliśmy ponownie z szybszego galopu, co automatycznie zaowocowało dalekim i płaskim skokiem. Mimo tego, że nigdy wcześniej nie mieliśmy z Vivianne ze sobą do czynienia, nasza współpraca póki co wyglądała bardzo dobrze. Ja byłem z nią szczery, a ona mi nie przeszkadzała - mieliśmy więc szansę odnieść sukces. Czułem wzrastające zaufanie, stąd coraz pewniej się zachowywałem. Piątkę wziąłem z wyrównanego tempa, mimo tego iż jeździec pozostawił mi pewną dozę luzu. Zachęcony cmokaniem, dodałem jeszcze mocniej, chociaż nie zadziałało to na mnie w stu procentach pozytywnie. Niezdrowo się pobudziłem, co w połączeniu hałasem widowni wyraźnie wybiło mi z rytmu. Chociaż dalej przed siebie pędziłem, to wyraźnie skupiłem się na czym innym, usztywniając się. Przez chwilę zrobiło się niebezpiecznie, Vi musiała ogarnąć mnie paroma zdecydowanymi półparadami, abym się zwyczajnie nie wypieprzył na przeszkodzie. Na szczęście była zbudowana przede wszystkim z miękkiej części, którą przeczesałem w skoku. Po drugiej stronie kontynuowałem szybki galop, stopniowo pozbywając się pobudzenia. Zanim dotarliśmy do członu A szóstej przeszkody, ponownie byłem skupiony na swoim zadaniu. Odpowiadając na pomoce, stosownie wycofałem się na tył, tym samym bezpiecznie podchodząc do przeszkody i w wymierzonym miejscu na odskok odbiłem się od ziemi. Jak się okazało, bez problemu nakryłem całą przeszkodę, prezentując w locie nienaganny baskil. Tuż po wylądowaniu skróciłem się zgodnie z oczekiwaniami Vivianne, ale wciąż nie można mi było odmówić sporej dynamiki oraz ekspresji. Jeździec cały czas mógł czuć, jak parłem na przeszkody, szczęśliwie nie ignorując przy tym pomocy. Chętnie wyszedłem do cornera, nie zniechęcając się tym, że był wąsko zbudowany. Zamknięty w pomocach nawet nie miałem innej drogi wyjścia niż do przodu, toteż we wskazanym miejscu odbiłem się, ponownie pokazując szybką akcję przodów oraz poprawną technikę skoku. Do następnej przeszkody szedłem już spokojniej, co wynikało wyłącznie z decyzji Vivianne. Kondycję miałem stosunkowo dobrą, nie zdradzałem też żadnych niepokojących oznak - naturalnie na moim ciele pokazał się pot, a oddech był szybszy i głośniejszy, ale nie było to nic nadzwyczajnego.
Siódma przeszkoda rzeczywiście nie wzbudziła we mnie nawet zastanowienia z tego względu, iż była bliźniaczo podobna do tej, którą już pokonaliśmy. Nie rozpędzałem się, choć oczywiście foule mojego galopu była znacznie szersza niż normalnie, szczególnie w stosunku do tej, którą poruszałem się na czworoboku. Widok zbliżającej się, ósmej przeszkody, wbrew pozorom nie nakręcił mnie. Nie miałem problemu z wywożeniem jeźdźców, toteż dostosowałem się do oczekiwań zawodniczki i z jej pomocą poprawnie obrałem miejsce odskoku, który zapoczątkował płaski, aczkolwiek dostatecznie wysoki skok. Przeczesałem hyrdę przednimi kończynami, których tym razem nie chciało mi się podnosić tak wysoko jak zwykle. Dobrze znałem budowę crossowych przeszkód i wiedziałem, kiedy mogę sobie na to pozwolić, a kiedy nie. Równie chętnie poszedłem na drugi człon, bardzo podobny konstrukcją, stąd nikogo nie powinno zdziwić, że i jemu sprostałem bez większego kłopotu. Do następnych przeszkód dzielił nas spory dystans, dlatego zachęcony do szybszego galopu, chętnie przyspieszyłem. Wyraźnie poszerzyłem ramy galopu, kryjąc naprawdę wiele terenu. Wyhamowanie mnie z takiego tempa nie było prostym zadaniem, ale Vivianne zajęła się tym odpowiednio wcześnie, dzięki czemu zdążyłem uspokoić się przed dziewiątką. Miałem wrażenie, że wręcz drastycznie zwolniliśmy, ale nie było to prawdą. Przytrzymywany zacząłem galopować bardziej pod górę, z ciężarem osadzonym na zasadzie; to zdecydowanie ułatwiło jeźdźcowi wycelowanie w wąską przeszkodę, na którą chętnie poszedłem, gdy już mi ją wskazano. Tym razem oddałem okrągły, pionowy skok dostosowany do specyficznej budowy wąskiego frontu, z powodzeniem pokonując przeszkodę. Jednakowo zachowałem się na dziesiątce, bliźniaczo podobnej.Nadya - 2016-03-22, 10:53 Bardzo rzadko nie ulegała pokusie wypróbowania swoich umiejętności, lub umiejętności swojego konia w jakichś zawodach. A ponieważ silna wola nie była jej mocną stroną postanowiła wystartować w crossie z Prescription Boy'em. Inaczej niż w przypadku innych jej wynikających z braku silnej woli decyzji, do zawodów dokładnie się przygotowała. Energicznym krokiem w dzień zawodów wkroczyła do stajni, od razu w stronę socjalnego. Zostawiła strój i poprosiła stajennego o przyniesienie przygotowanego sprzętu jej podopiecznego oraz przybory do czyszczenia. Poszła przywitać się z ogierem i zabrała go na myjkę, gdzie wszystko już czekało. Starannie go wyczyściła i osiodłała, po czym poszła sama się przebrać. Gdy byli już gotowi Nadya wyprowadziła zangersheide ze stajni na rozprężalnię. Tam przeprowadziła lekką rozgrzewkę, która jednak powinna przygotować ośmiolatka przed właściwymi zawodami.
W końcu poprosiła Boy'a o przejście do kłusa, którym skierowali się na linię startu. Tam w skupieniu go pozbierała, oczekując startu. Gdy dzwonek ogłosił rozpoczęcie przejazdu Bravo od razu wypchnęła ośmiolatka do galopu w półsiadzie. Przed pierwszą przeszkodą starała się wypracować zrównoważone, równe tempo, które powinno im ułatwić zmieszczenie się w normie czasu. Czy im się to uda to jednak dopiero się okaże Póki o bezproblemowo poprowadziła Boy'a do pierwszej przeszkody. Przed nią zamknęła go w pomocach, wróciła zgrabnie w siodło, dodała łydkę do wybicia, a gdy Presc za jej sygnałem oderwał się od ziemi, oddała mu wodze zostając na kontakcie, uniosła się w siodle zgrywając z koniem w skoku, wyciągnęła nadgarstki, dodatkowo podążając za jego ruchem. Bez problemów pokonali tą pierwszą przeszkodę, co oczywiście napawało optymizmem, ale brunetka wiedziała, że czeka ich jeszcze piętnaście. Dlatego poprowadziła swojego podopiecznego na następną przeszkodę, utrzymując dobre tempo, a podczas skoku wspierając Prescription'a pomocami, czego skutkiem było pokonanie dwójki na czysto.
Czekał ich teraz nieco dłuższy najazd na trójkę, co dwudziestodwulatka starała się jak najlepiej wykorzystać, pracując nad tempem swojego wierzchowca. Tak jak wcześniej przed trójką zamknęła go delikatnie w pomocach, znowu wracając w siodło, dodała łydkę do wybicia, oddała wodze, przeszła do półsiadu, ładnie zgrywając się z zangersheide i podążyła za jego ruchem, po lądowaniu zostając w półsiadzie. Póki co utrzymywali dobre tempo a przeszkody pokonywali bez zarzutu. Zbliżali się teraz do czwartej przeszkody, zbudowanej z dwóch, różniących się rozmiarem kłód drewna. Wszystko póki co wyglądało dobrze, starannie nakierowała ośmiolatka na przeszkodę, zamknęła w pomocach, usiadła w siodle, zaznaczyła wybicie, oddała wodze i przeszła w półsiad. Kiedy jednak już znajdowali się nad czwórką spóźniła się za ruchem Boy'a, co zaowocowało brzemiennym w skutki szarpnięciem. Już po lądowaniu poczuła tego efekty, odczuwając bolesny skurcz w plecach. Starała się z całych sił, by utrzymać konia w ustawieniu i koncentracji, ale ponieważ sama była zdekoncentrowana przez skurcz, nie było to proste. Zwłaszcza, że Boy też poruszał się, jakby sobie coś nadwerężył. W związku z tym ich tempo przedstawiało się o wiele gorzej, nie mówiąc już o płynności przejazdu. Miała więc uzasadnione obawy przed kolejną przeszkodą, a mimo to pokonali ją na czysto.
Ruszyli dalej na szóstkę, dwudziestodwulatka cały czas walcząc z ich wspólną niedyspozycją, pogarszającym się tempem i tym, że ten przejazd nie wyglądał tak jak powinien. Doskonale wiedziała, że przez gorsze tempo, spowodowane z kolei niedyspozycją, która nie pozwalała jej na swobodę ruchów i całkowite skupienie przekroczą normę czasu. Dojeżdżając do szóstki kobieta zamknęła ogiera, któremu też pewnie łatwo nie było, w pomocach, zaznaczyła wybicie, oddała wodze, przeszła do półsiadu, starając się mimo skurczu pleców jak najlepiej zgrać z koniem, a przede wszystkim nie spóźnić się za jego ruchem. W ten sposób na czysto pokonali szóstkę.
Podczas najazdu na siódemkę starała się powrócić do lepszego tempa i ignorować dokuczliwy skurcz. Przed siódemką dokładnie nakierowała Presc'a na przeszkodę, wsparła korytarzem z pomocy i w ten sposób również siódemka została za nimi pokonana na czysto. To był chyba jakiś powód, żeby mimo wszystko się cieszyć? Chociaż tempo mieli byle jakie, przynajmniej nic na przeszkodach im się nie przydarzyło.
Dalej Rosjanka poprowadziła ogiera na ósemkę. Może ich tempo trochę się poprawiło, jednak nie było wątpliwości, że przekroczą normę czasu, o ile już nie przekroczyli. mimo niedyspozycji pary była w stanie nieco lepiej się skoncentrować, nadal miała jednak ograniczoną swobodę ruchów, mimo to podczas pokonywania ósemki starała się by wyszło to jak najlepiej. Wyszło o tyle, że i tym razem pokonali przeszodę na czystoCarte Blanche - 2016-03-22, 14:40 Nerwowa atmosfera zawodów na doświadczonej, obytej z wszelkimi wydarzeniami jeździeckimi klaczy nie wywarła większego wrażenia - od rana z zaciekawieniem obserwując ruch na korytarzu raczej nie liczyła na to, że otrzyma od kogokolwiek chociaż odrobinę uwagi. Ku jej radości, pod jej boksem niespodziewanie zjawiła się obca kobieta; Carte przywitała ją wesołym parsknięciem, od samego początku pozytywnie nastawiona wobec jej osoby i łaknąca kontaktu z nią. Nie przeszkadzała jej podczas oporządzania, grzecznie czekając, aż ta skończy, by finalnie udać się w jej towarzystwie na rozprężalnię. Podczas rozgrzewki z zainteresowaniem wodziła wzrokiem po otoczeniu, niemniej jednak jako koń cechujący się ogromnym spokojem i doświadczeniem, zachowując się posłusznie i stosując do wszelkich poleceń wydawanych przez dosiadającą ją amazonkę. Wszystkie zadawane ćwiczenia wykonywała z ogromną dokładnością, zachowując przy tym aktywne tempo i nie zapominając o czynnikach takich jak praca zadów, odpowiednie ustawienie i uwypuklenie grzbietu. Po porządnej, chociaż nie stanowiącej dla konia jej pokroju rozgrzewce przeszła do stępa, wyciągając łeb do dołu na tyle, na ile pozwoliła jej na to ręka jeźdźca. Stępowała spokojnie, przyglądając się bacznie innym pracującym parom - wiele z tych koni kojarzyła ze stajennego korytarza czy padoku.
Wprowadzona w boks startowy w pewnym sensie przewidziała, co za chwilę się stanie - spięła mięśnie, w każdej chwili gotowa aby ruszyć przed siebie. Na sygnał ze strony Lynn nie musiała czekać zbyt długo - i nim ktokolwiek zdążył się zorientować, skarogniada kobyła mocnym, widowiskowym tempem pędziła przed siebie, strzygąc radośnie uszami. Pierwsze kilkanaście foulee było szerokie i niezwykle mocno, ale wraz z chwilą, w której klacz zorientowała się, że to tempo nie jest koniecznością, zwolniła wyraźnie; to prawda, że jako profesor była w pewnym sensie "automatyczna", ale nie zmieniało to faktu, że nie lubiła się męczyć na darmo, dlatego do póki jeździec nie zachęcał jej do mocniejszego tempa, nie narzucała go, zachowując siły na same skoki. Gdy zaczęły zbliżać się do pierwszej przeszkody, ośmiolatka wyraźnie ożywiła się, rzucając wesoło łbem i w optymalnym miejscu wybicia przysiadając na zadzie, by oddać nieco przesadnie wysoki, efektowny skok. Wysokość była żadna i nie była dla Blanche zbyt imponująca, dlatego zaraz po pierwszym skoku uzmysłowiła sobie, że metrowe loty nie będą tutaj koniecznością. Wróciła do aktywnego galopu, łypiąc nieufnie, acz bez większego strachu na boki. Gdy w polu widzenia skarogniadej pojawiła się dwójka, podobnie jak wcześniej, pozwoliła sobie okazać swoją radość, tym razem lekko oddając z zadu. Tą przeszkodę Carte właściwie przegalopowała - oderwała się od ziemi może na wysokość czterdziestu czy pięćdziesięciu centymetrów. Poprzeczka była zdecydowanie poniżej jej umiejętności, ale cóż, nie ona miała o tym decydować. W dystansie galopowała pewnie, szukając kolejnych wyzwań, a gdy takowe - przeszkoda numerem trzy - pojawiło się na horyzoncie, postawiła uszy w jego stronę, by już po chwili oddać bezbłędny, niemalże książkowy skok nad drewnianą konstrukcją. Dopiero kolejna przeszkoda, a właściwie - stojący przy niej tłum - wzbudził w Carte Blanche niepokój. Obserwując ich z nieufnością i nutką zaniepokojenia, była nieco rozkojarzona. Nie wiedziała, na czym powinna się koncentrować: jeźdźcu, czwórce czy tym, czego się obawiała. Działania podjęte przez Lynn na całe szczęście pozbawiły ją wątpliwości, dlatego zwalniając nieznacznie skoncentrowała się przede wszystkim na sygnałach otrzymywanych przez jeźdźca, finalnie z ulgą lądując po drugiej stronie przeszkody. Bez kłopotu przefrunęła również nad piątką oraz szóstką - te dwie przeszkody nie stanowiły dla niej najmniejszego wyzwania, nie wywierały na niej wrażenia ani nie sprawiały, że zaczynała się denerwować na sam widok. Siódemkę, znajdującą się na ziemi, zauważyła dosyć późno, niemniej jednak nie tracąc przy tym na pewności siebie i płynnie przeskakując przez niewielką wysokość. Jako że sam wygląd przeszkód nie imponował jej w ogóle, zaczęła nieco uważniej przyglądać się otoczeniu - widowni, fotografom, roślinności i innym jego elementu. Te na całe szczęście nie były dla niej straszne, ale chcąc nie chcąc odwracały uwagę od samych skoków, dlatego ósemka pojawiła się w polu widzenia Carte dosyć niespodziewanie. Chowając ciemne uszy w czekoladowej grzywie nie trafiła z miejscem wybicia, dokładając jedną niewielką foulkę i z bliska odbijając się, by w nieco pogorszonym przez zaburzony dystans stylu przelecieć nad kłodą. Wracając do aktywnego galopu, zastrzygła wesoło uszami, wyczekując sygnałów od jeźdźca, teraz dużo uważniejsza.Wavantos - 2016-03-23, 15:54 Siódma przeszkoda z daleka nie wyglądała na szczególnie skomplikowaną. Problem był tylko z narożnikiem, który miał przeskoczyć. Postawił uszy na sztorc, skupiając się możliwie na czekającym go wyzwaniu. Trudna, nie trudna – przeskoczyć trzeba. Wybił się mocno z zadnich kończyn, w miejscu, które zasugerowała mu Jess. Podciągnął mocno pod brzuch przednie kończyny, nie chcąc przypadkiem o coś zahaczyć. Wylądował miękko, od razu prychając z dezaprobatą. Co ona za trasę wybiera? Będzie mu musiała to wszystko zrekompensować workiem ciasteczek.
Mieli przed sobą odcinek lasu, gdzie mógł odpocząć od krzyku ludzi i błysku fleszy. Poza tym drzewa dawały cień, więc odczuwał przyjemny chłód. Utrzymywał na tym odcinku równe tempo, narzucane mu przez Zawodniczkę. Po prawdzie nieco się już zmęczył, nie miał zamiaru jednak skończyć w połowie. Rozkładał siły, by starczyło mu na pokonanie trasy w wyznaczonym czasie.
Opuścili lasek, kierując się w stronę stojącej na wzniesieniu ósemki. Kształtem przypominała ona nieco stacjonatę. Odskoczył w wybranym miejscu, bardzo ładnie baskilując nad przeszkodą. Jak się okazało, wchodziła w skład szeregu. Drugi człon był niemalże identyczny, więc bez cienia wątpliwości przeskoczył na drugą stronę, stosując tę samą technikę, co przy 8A. Dziewiątą przeszkodę uznał zaś za czyste oszustwo! Zamiast wyraźnie wyeksponować rów, ukryto go, jednak nawet mu przez myśl nie przyszło, by się wyłamać. Jego bezgraniczna miłość do Jess nakazywała przeskoczyć, choćby kłoda stała w płomieniach. Zrobił więc co do niego należało, wybijając się dość mocno z zadu, by następnie zaokrąglić grzbiet i opuścić nieco gniady pysk. Na pochwałę zareagował cichym parsknięciem, ciesząc się, że docenia jego odwagę.
Och, ale ta dziesiątka! Ona wyglądała tak potężnie! W drodze do niej poważnie zastanawiał się nad własnym losem, bo gdyby przypadkiem „podwinęło” mu się kopyto, już po nich. A przynajmniej taki tragiczny scenariusz podpowiadał mu rozum. Na całe szczęście ogier podążał za sercem, a nie rozumem, bo to drugie zawsze mogło zawieść. Położył uszy wzdłuż potylicy, dając znak Zawodniczce, że on takich zabójczych przeszkód nie poważa. Tak czy inaczej, czekał na impuls od łydki, by po raz ostatni wzlecieć w powietrze. A tu niespodzianka! Udało im się wylądować całym i zdrowym, ze strony technicznej również prezentując się dobrze.
Po kilkunastu sekundach znaleźli się na wprost kolejnego szeregu, za którym rozciągała się rzeka. Przed pierwszym członem parsknął pogardliwie, wszak przypominał on łudząco dziesiątkę. Przeciął ogonem powietrze. Przestał zwracać uwagę na to, co ma pod nogami, gdyż całkowicie zaabsorbował go wygląd przeszkody. Zaskutkowało to potknięciem o kamyki. Udało mu się zachować równowagę, choć wypadł z rytmu. Pozbierał się wystarczająco szybko, by bezproblemowo pokonać 11A. Druga część szeregu różniła się tylko miejscem lądowania, w tym przypadku była to woda, którą Wav wprost uwielbiał. Odbił się z zadnich nóg, od razu podciągając przednie kończyny jak najbliżej brzucha. Lądując, uważał, by nie stracić przypadkiem równowagi. Zostało im naprawdę niewiele, trochę ponad połowę toru. Głupio byłoby odpaść, kiedy tak dobrze im szło. Dzięki pomocy Jessie poradzili sobie i z tym. Przegalopował przez wodę, rozchlapując ją na boki i ciesząc się z tego niczym pięcioletnie dziecko.
Następny szereg składał się z dwóch żółtych wozów, które drażniły go nieco przez swój kolor, ale nie powtórzył poprzedniego błędu zakończonego potknięciem. Szedł odważnie i aktywnie przed siebie, oczekując sygnałów od Zawodniczki. Czując, jak mocniej dociska łydkę, oderwał się od ziemi, by po chwili wylądować z drugiej strony wozu. Powtórzył tę sekwencję także przy drugim członie, przybierając odpowiednią pozę, a potem lądując miękko na sugerowaną nogę.