G-Dragon - 2016-09-04, 12:57 Ogier całą drogę niósł wysoko uniesiony łeb, by w razie jakby zobaczył czworobok móc zarządzić szybki odwrót. Na szczęście dzisiaj miał trenować do crossu, więc zero deptania kapusty. Kiedy mężczyzna go dosiadł gniady przestępował kilka minut, dopiero po tym ustawiając się na kontakcie i wykonując wstępne ćwiczenia na rozgrzewkę. Przemielił wędzidło w pysku, przechodząc do wyższego chodu, w którym również odpowiednio się porozciągał. Przechodził również przez drągi, nad którymi unosił wysoko nogi, żeby uniknąć uderzenia. To mimo wszystko naprawdę nie było przyjemne. Z kopertami również nie miał problemów, podjeżdżając do nich odbijał się w dobrym do tego miejscu i szybko przeskakiwał na drugą stronę. W galopie powtórzyli to samo, bez większych niespodzianek. Gniady odpowiednio się rozgrzał, więc teraz pozostała mu tylko chwila odpoczynku. Zwolnił do stępa, szastając ogonem o swoje boki i odetchnął cicho, powoli regenerując swoje siły.Diego Montana - 2016-09-17, 22:55 Jakby widział już "ten szybki odwrót" Ukierunkowali go kiedyś na WKKW, więc chcąc nie chcąc był skazany na pojawianie się na czworobokach. Poza tym co narzeka? Zajął III; IV i V miejsce w ujeżdżeniu, to źle sobie radzi? Nie sądzę. Cross miał być taką odskocznią od codzienności, dlatego Diego się na niego właśnie zdecydował. Przyłożył wielką wagę do rozgrzewki, bo nie chciał kontuzji u swojego wierzchowca i u siebie. Wolał go tu nieco pomęczyć, by ostatecznie w granicach rozsądku dać mu się wyszaleć w skokach tam. Akceptował pośrednie tempo stępa, bo ogier miał odpocząć i się nie rozleniwić. W końcu kiedy uznał że już czas, wypchnął gniadosza do kłusa, ustawiając go na wcześniej wypracowanym ustawieniu. Zaangażowany w pracę zad, pośrednie tempo kłusa i elastyczny kontakt ręki z pyskiem. Dojeżdżając do celowników wypchnął go do galopu, nie zmieniając tempa chodu ogiera i wchodząc w lekki półsiad. Szybko ich oczom ukazała się pierwsza przeszkoda, nic nadzwyczajnego od taki domek z krzakiem u góry. Dojeżdżając na 4 foule do przeszkody, przysiadł nieco w siodło i przymknął konia w pomocach. W miejscu wybicia docisnął łydki do jego boków, by zaraz unieść się w półsiad i oddać mu wodzę podczas skoku. Po lądowaniu za przeszkodą pozostał w półsiadzie i pozwolił mu na swobodny, energiczny galop. Do dwójki mieli spory kawałek, ale to nie było na czas tylko na dokładność. W końcu przed nimi pojawiła się łódka, która była drugą przeszkodą. Siadł ponownie na 4 foule przed przeszkodą, minimalnie go biorąc na siebie i przymykając w pomocach. Gniadosz był doświadczonym koniem, więc nie spodziewał się większych problemów. Pokonali tą przeszkodę na czysto i pogalopowali zaraz naprzód. Do trójki było stosunkowo blisko, a sama przeszkoda była dość nieciekawa. Niby szeroka i zarazem wąska, co bywało strasznie zdradliwe. Szybciej siadł w siodło, biorąc konia mocniej na siebie i przymykając go w pomocach. Mogła wywołać u Dragona niepewność, ale spokój i zachęcanie Diego oraz jego odwaga i determinacja, powinny sprawić że nie sprawi im problemów skali światowej. Po dojechaniu do miejsca odskoku, odesłał go łydką do skoku i zgrał się zaraz z jego ruchem w locie.
1-3G-Dragon - 2016-10-22, 20:52 Po przekroczeniu celowników w kłusie, przeszedł do aktywnego galopu, tym samym wjeżdżając na tor. Uniósł głowę wyżej, wypatrując pierwszej przeszkody. Nie była ona oddalona od startu, więc długo na nią nie czekał. Strasznie też nie wyglądała, więc po wybiciu się dość sprawnie wylądował po drugiej stronie. Podrzucił lekko zadem i pogalopował dalej, kierując się teraz wprost do dwójki. Ta była już trochę dalej, więc ogier nieco przyspieszając kierował się po prostej. Plus treningów był taki, że nie było tutaj hałaśliwej publiczności, więc gniadosz mógł skupić się na własnych myślach. Dwójka wymagała od niego wysokiego i długiego skoku, więc ogier by zrobić to jak najlepiej rozpędził się, by w odpowiednim momencie odbić się od ziemi i polecieć na drugą stronę. Trójka była praktycznie zaraz, więc po chwili spokojniejszego galopu gniady ponownie wzbił się w górę, by lekko wylądować po drugiej stronie.Francesca - 2016-11-04, 09:12 Zdecydowała się jednak na trening crossowy. Ostatnie zawody wyszły jej różnie, dlatego chciała co nieco potrenować do kolejnych. Wsiadła na wałacha po wyjściu ze stajni, uznając że rozstępowanie można zaliczyć po drodze tu. Prosiła go o aktywny stęp, dając mu jednocześnie luźną wodzę. W razie problemów nieco je skróciła, by utrzymać z nim przyjemny i bezpieczny kontakt. Dojeżdżając w pobliże rozprężalni crossowej, uaktywniła dosiad i pracę łydek. Powoli też nabierając bardziej wodzę, zachęcając do lepszego kontaktu i większego zaangażowania zadu w pracę. Po dojechaniu na miejsce sprawdziła raz jeszcze sprzęt, by w razie co go jeszcze poprawić. Trochę się stresowała bo zawody im wyszły nawet dobrze, ale poprzedni trening do udanych zaliczyć nie mogli. Zrobili tutaj jeszcze z dwa koła dookoła placu wraz z zmianą kierunku. Nie zapominała o pracy swojego ciała i wysyłaniu mu stosownych pomocy, które mniej my nadzieje że były na tyle jasne, że kasztan nie miał problemów i wątpliwości z ich odczytaniem. Po powrocie pod ogrodzenie (?) płot (?) barierki (?) które oddzielały rozprężalnie od toru, wypchnęła kasztana z krzyża do kłusa. Podparła się też łydką, starała się wyczuć czy może go wysiedzieć czy raczej anglezować było lepiej. Prawdopodobnie z początku jednak zdecydowała się na anglezowanie w siodle, rytmicznie unosząc się i upadając w siodło. Utrzymywała równe i energiczne tempo oraz zaangażowanie Seconda, które przynosiło na pewno w jakimś stopniu pozytywne efekty. Profesor pewnie z natury też nieco korygował, ale starała się robić wszystko jak najlepiej. Na początek luźniejsze rozkłusowanie, a potem się zobaczy.Anonymous - 2016-11-05, 01:52 Szedł spokojnie stępem od stajni, aż po tor crossowy, gdzie w sumie był chyba pierwszy raz. Rozglądał się po całym obiekcie, będąc zainteresowany miejscem i specyficznymi przeszkodami, które wcale nie były łatwe wizualnie. Tak czy inaczej zakłusował spokojnie, utrzymując aktywny krok. Zwyczajnie pokonywał zakręty, wygodnie niosąc dziewczynę, nie mniej jednak nie angażował jakoś zadu w to co robi, po prostu szedł utrzymując tempo, a nie super odpychając się od podłoża z obniżonym zadem. Oparty o wędzidło obustronnie, spokojnie je mielił, uważnie obserwując mijane przeszkody. Mimo, iż byli obok ścieżek z przeszkodami, a nie przy nich to i tak śledził wzrokiem jego przyszłe zadanie. Przynajmniej tak mu się wydawało, że przyjdzie mu się zmierzyć psychicznie z tym wyzwaniem. I tutaj będzie musiał w większości radzić sobie sam, gdyż amazonka była młoda, ot co.Nicole - 2016-11-05, 20:16 Podczas tej stosunkowo krótkiej drogi prowadziła Rollera w ręce. Przynajmniej próbowała. Zaciekle walczyła o pierwsze miejsce, nie pozwalając się na dłuższą chwilę zepchnąć za jego zadek. No już nie przesadzajmy. W tej kwestii woli ludzi. Konia od tamtej strony już widziała! Ba, nawet zdarzyło się w takowego wejść od tyłka strony.
No więc kiedy wkroczyli na teren toru, Nicole zatrzymała siwka szybko ogarniając gdzie znajduje się
rozprężalnia. Wprawdzie przegapić ją było trudno, ale dla chcącego (i zbyt zaaferowanego koniem) nic trudnego. Przyjmując, że już po chwili znaleźli się na owym placu, dopasowała po raz ostatni strzemiona, dopięła popręg i niemal w ułamku sekundy znalazła się w siodle. Bywają konie które, kiedy poczują obciążenie strzemiona - po prostu ruszają. Nawet jeżeli młody okazał się tak chętny do ruszenia, dziewczyna postarała się, chociaż w minimalnym stopniu uniemożliwić mu to trzymając wodze zebrane podczas wsiadania.
Poleciła mu stęp, pozostawiając luźną wodzę i zachęcając do nieco niższego ułożenia ciała, przez co wkkw'ista powinien rozluźnić grzbiet. Rozstępowanie nie trwało zbyt długo - po prostu tyle ile trzeba było. Zakładam, iż wystarczyło kilkanaście kółek podczas których jabłkowity przynajmniej częściowo mógł wybierać drogę.
Zaraz po tym powoli zebrała wodze, zachęcając w ten sposób do przeżuwania wędzidła, co znacznie powinno ułatwić pracę, i jej i jemu, ale także nabierając go na elastyczny kontakt. Łydkami korygowała jego pracę zadu (chyba że nie trzeba było) oraz złożenie kłody. W stepie zebranym ruszyli także po ósemce, gdzie Nicole skupiła się głównie na pracy łydek i dosiadu, a także płynnego skręcania nimi konia.Francesca - 2016-11-06, 14:41 Nie była aż tak zielona w tej kwestii. Co prawda ostatni cross jej nie wyszedł, ale to od razu przekreśla jej możliwości? Startowała już w kilku zawodach z nie najgorszym skutkiem, więc nie snujmy od razu czarnych scenariuszy. Przypuszczalnie pewnie kasztan kiedyś już jechał cross, ale może nie na tym obiekcie jeszcze. Poniekąd też zdecydowała się dlatego na trening z profesorem, by nauczyć się wyłapywać błędy i je korygować. Koń był z tą profesją bardziej do tego stworzony, niż zwykły. Miał przecież więcej cierpliwości, potrafił przewidzieć to i owo, no i się nie denerwował przesadnie i za szybko. Po rozkłusowaniu go na obie strony ze zmianą kierunku przez przekątną (powiedzmy), wywinęła go na kilku woltach po równej ilości na prawo i lewo. Nadając mu zawsze zgięcie i kierunek wewnętrzną wodzą, zewnętrzna pilnując zgięcia i domykając go. Wewnętrzna łydka zostawała na popręgu, dociśnięta lekko do niego. Zewnętrzna przesuwała się za i pilnowała zadu wałacha. Te koło miało mieć kształt koła, a nie jajka czy coś. Starała się i to bardzo, ale pewnie perfekcyjnie w 200% nie było. Znaczy przynajmniej z jej strony, była jeszcze świeżakiem i zdarzały się jej potknięcia. Mniej my jednak nadzieje że było ich jak najmniej, a oni mogli kontynuować dalej trening. W ich programie rozgrzewkowym można było zobaczyć jeszcze serpentyny czy wężyki, wykonywanym na obie strony. Nie zapominała o pracy dosiadu, łydek i zachowaniu kontaktu z wałachem. Sprawne wyjeżdżanie zakrętów, łuków i takie tam. Przynajmniej w teorii miało być to sprawne, a na chwilowe rozluźnienie zwolniła kasztana do stępa. by wizualnie przejechać krótszy odcinek i wrócić do kłusa. Przejechali wizualnie dłuższy odcinek i znów stęp, a powtórzyli tak kilka razy. Po ostatnim przejściu do kłusa trochę dała mu luzu i możliwości na złapanie oddechu, by przejść do ostatniej fazy rozgrzewki. Kolejno przeszli z powrotem do kłusa, a dziewczyna zaraz poprzedziła nowe zadanie dwoma półparadami. Odpowiednio lawirując nogami, wypchnęła go zaraz z krzyża do galopu na odpowiednią nogę. Na początek trochę swobodnego galopu, a potem kilka ćwiczeń i w końcu trasa.
trasaRoller Coaster - 2016-11-06, 22:32 Siwek trochę spuścił pary podczas drogi i na sam teren toru doszedł już spokojniej niż się to zapowiadało. Przy wsiadaniu kręcił się trochę jednakże nie utrudniało to znacznie dostania się na jego grzbiet. Od razu ruszył mocnym, żywym stępem, niewiele jednak było tam rozluźnienia i ustawienia, siwek rozglądał się uparcie na boki, w końcu pierwszy raz znalazł się w tej okolicy i chciał chociaż oczami pozwiedzać. Poza tym kto wie, może się coś czai w krzakach?
Nie pozostał jednak taki nieprzyjemny na zawsze, po kilku minutach trochę się uspokoił i nieco wyluzował, aczkolwiek daleko mu było do pełnego rozluźnienia. Dopiero ewentualnie rozluźnił się kiedy się znudził, to jednak trwać mogło baardzo długo. Z kolei po nabraniu wodzy wypadał z rytmu, nie potrafił stępować w zebraniu, póki co wykraczało to poza jego wyszkolenie, albo raczej poza schemat ostatnich treningów. Niewiele musiał robić w tym kierunku, to i nie był na to przygotowany, ani fizycznie, ani psychicznie. Stąd też ślamazarzył za sobą zad i musiał być aktywizowany przez dziewczynę, natomiast szyję tylko sztucznie ustawił i nawet nie bardzo chciał przeżuwać wędzidło. Po prostu szedł. Dopiero jakieś tam wygięcia na łukach zaczęły stopniowo wpływać na pojawianie się nieco większej ilości elastyczności w jego chodzie, nie oszukujmy się, aktualnie dalekiego od perfekcji.Anonymous - 2016-11-09, 21:24 Kłusował spokojnie, tracąc na chwilę zainteresowanie dziewczyną, na rzecz nowo przybyłej tutaj pary. Zaraz jednak Second oderwał spojrzenie od nieznajomego konia i zaczął się skupiać na zadaniach. Będąc na kole, mylnie odczytał nieco sprzeczny sygnał, przez co zagalopował będąc zresztą koniem łatwym do zmiany chodów w wyższe. Nie miał co do tego oporu, stąd taki efekt. Po zaledwie trzech foulach został zwolniony do kłusa i kontynuował koło, które przyszło mu robić, zresztą niejednokrotnie. Starał się odczytywać wszelkie sygnały i intencje dziewczyny, próbując się niejako do tego dopasować. Oczywiście, że umiał niejedną rzecz, stąd potrafił bez problemu poruszać się na wężykach, czy innych wygibasach. Nie był jednak ujeżdżeniowcem, ani skoczkiem które pchały się z zadu i ogólnie się zbierały. On jedynie ustawiał głowę równomiernie na wędzidle, szedł prosto i równo. Jedynie na zakrętach wpisując się w różnej rozciągłości łuki. Robiąc płynne przejścia z kłusa do stępia i na odwrót, nie tracił kontaktu z dłonią dziewczyny, a spokojnie zwalniał, nie gubiąc się przy tym. Przejścia wyżej były jeszcze łatwiejsze, więc nawet nie dyskutował, a szedł. Gdy kolejnym etapem było zagalopowanie, ruszył śmiało wysuwając wewnętrzną nogę jako prowadzącą. Jego foule był równe i płynne w odczuciu dla dziewczyny okrągłe, może cięższe do wysiedzenia ze względu właśnie na tą okrągłość, jednakże dało się to znieść, poprzez większą chęć zostania w siodle i umiejętności galopu w pełnym siadzie, a nie bujania się w każdą stronę.Nicole - 2016-11-12, 11:59 No cóż, starała się poprawić jego pracę zadu w stępie zebranym, jednak szybko zrozumiała, że ogier nie potrafi robić tego czego nastolatka w tej chwili pragnęła. Wiele koni nie uczy się stępować w zebraniu, to też po skończonej ósemce dała mu spokój widocznie stwierdzając, że nie o to chodzi w tym treningu. Nicole mało wiedziała o dokształcaniu koni, owszem umiała wstępnie zajeżdżać młode rumaki - ale tylko wstępnie. Miał to być trening crossowy, więc aby dobrze go wykonać musiała rozruszać konia, a nie wymęczyć go ile wlezie. Na chwilę opuściła siodło z lekka nachylając się nad szyją jabłkowitego. Poklepała go i powracając w siodło po raz ostatni sprawdziła popręg.
Dając mu wyraźne sygnały odesłała go do kłusa pośredniego. Pracą łydek kontrolowała tempo, nie pozwalając sobie na wyrywanie się naprzód czy niepotrzebne zwalnianie. Skierowała go po czworoboku ( takim kanciastym, nie jajowatym :d ) Co jakiś czas przypominając delikatnie o swojej obecności, oraz o typie chodu. Wjechali w kilka serpentyn, na których - przy zakrętach - Nicole starannie kontrolowała jego wygięcia. Później powtórka z rozrywki tylko na drugą nogę.
Ostatecznie samą łydką i dosiadem wypchnęła go w galop prosząc o angażowanie zadu w ruchy. Na krótszych bokach nieco skracała, na dłuższych zaś dodawała.
// Życie mnie pochłonęło :8Roller Coaster - 2016-11-16, 20:59 Niemalże odetchnął z ulgą gdy dała mu spokój z próbami zebrania jego stępa, ogier nie był aktualnie w regularnym treningu ujeżdżeniowym i jego praca w tym zakresie była wobec tego mierna, bardziej się ślamazarzył niż podstawiał zad a to i dlatego, że ledwo co zaczął się ruszać i nawet nie do końca miał możliwość dotarcia się do pomocy dziewczyny, kiedy ta nagle zachciała czegoś od niego wymagać. Na pochylenie i poklepanie odchylił jedno ucho do tyłu, zastanawiając się przy tym za co jest chwalony, ostatecznie nie doszukując się żadnego powodu zignorował to poklepanie i zwyczajnie przeszedł do kłusa. Niestety jego płynność została zakłócona żądaniem pośredniego tempa od samego początku, co doprowadziło do tego, że ogier tylko się spieszył i niewiele pracował. Na próby zwolnienia jakoś tam zszedł do roboczego kłusa, po jakimś czasie dopiero się w nim odnajdując. Wygięcia przy wszystkich figurach był mierne jak na jego możliwości, aczkolwiek nie dało się powiedzieć, że był całkiem beznadziejne. Zrobił się nieco niepewny przez dziwne komendy dziewczyny, z pewnością nie był przyzwyczajony do stawiania wszystkiego na głowie jeśli chodzi o tempa chodów i od kolejności ich zastosowania w trakcie jazdy, niemniej jednak jakoś tam teraz się zachowywał i przeszedł do swojego obszernego galopu, niezbyt chętnie poddając się zmianom wprowadzanym przez Nicole, na długich ścianach próbował się jej wymknąć z pomocy będąc niejako rozkojarzonym przez wcześniejsze niezbyt fortunne zagrania.Francesca - 2016-12-08, 21:54 Starała się ułatwiać, a nie utrudniać pracą wałacha. Sama na moment zainteresowała się inną parą, ale to był bardzo krótki moment i zaraz na nowo skupiała się na zadaniu. Nie do końca spodziewała się przejścia do galopu, co zaowocowało lekkim zachwianiem się. Starała się urozmaicić mu pracę, wykonując różne ćwiczenia i w różnym kierunku czy kolejności. Jednak chciała go odpowiednio rozgrzać, a zarazem nie zmęczyć przed właściwą pracą. Skoro nie skoczkiem ani ujeżdżeniowcem to kim? Wiedziała oczywiście że profesorem, ale oni musieli znać choćby podstawy każdej z dyscyplin. Jak widać na załączonym obrazku, kasztan podstawy znał i rozumiał z czym się je jadło. Wraz z pierwszymi krokami galopu starała się go wyczuć, znali się z zawodów skokowych więc nie byli sobie całkowicie obcy. Jednak musieli się na nowo dopasować, a to moment trwało. Fran jednak stosunkowo szybko znalazła właściwy rytm, galopując na początek na większym luzie wraz z wałachem. Dopiero po zrobieniu paru kół na prawo i lewo, zaczęła nieco poważniejsza praca. Kobieta niewiele odeszła od swojego schematu działania, wykonując z nim kilka podstawowych ćwiczeń: koła, wężyki czy serpentyny. Oczywiście na obie strony, a także przejścia między wszystkimi trzema chodami. Zawsze wysyłała mu jasne i subtelne pomoce, które mniej my nadzieje były wystarczające jak poprzednio. Potem zwolniła go na moment do stępa, by dać mu chwilę na zaczerpnięcie oddechu. Dopiero wtedy ponownie powrócili do kłusa, a potem galopu na właściwą nogę. Skierowała go w pierwszej kolejności na niską kopertę, wybierając optymalny najazd na sam środek przeszkody. Pokazała ją Secondowi jednocześnie nie spodziewając się raczej problemów z jej skoczeniem, przymknęła go wcześniej w pomocach i doprowadziła do miejsca wybicia. Potem w teorii odesłała go łydką do skoku, by przejść w niski półsiad i oddać mu nieco wodzy do skoku. Jeśli im wyszło to, powtórzyli wtedy jeszcze raz na tą stronę i dwa razy na drugą. Zamierzała wybrać łatwy tor crossowy, więc przeszkody miały być niskie i nie groźne. Po zaserwowaniu sobie kolejnej dawki spokoju w stępie, skierowała w końcu kasztana na start.Anonymous - 2016-12-20, 21:49 Jadąc na kopertę, jedynie postawił uszy ale nic nie zmieniło się w jego postawie. Po prostu szedł na nią na zasadzie : ,,galop, galop, o przeszkoda! galop, galop". Stąd spokojnie doszedł do krzyżaka, a z racji jego wysokości nawet jeśli dojście było kiepskie to czy odbił się dalej, czy spod samej przeszkody to już nie robiło mu różnicy. W końcu wystarczyło, że wyżej podniósł nogi i tyle, cała filozofia. Nie wysilał się przy tym zbytnio bo nie było do czego, więc w takim stylu oddał wszystkie skoki i czekał, zakładam że w stępie na dalszy rozwój wydarzeń.
/krótko bo długa przerwa i brak jakiejkolwiek weny na to konto.Diego Montana - 2016-12-26, 18:29
G-Dragon napisał/a:
[...]
To był ich za pewne ostatni trening crossowy tego roku, bo przecież zaraz zima. Trening crossowy pozwalał spuścić z niego namiar energii oraz pozwalał im się lepiej dograć. Mimo wszystkich humorków ogiera i twardego charakteru, chłopak naprawdę go lubił. Tworzyli nieco dziwny, ale nawet dość zgrany duet. Do czwórki był kawałek, ale nie pozwalał ogierowi zbytnio się rozpędzać i pędzić na łeb na szyję. Po wyjechaniu na prostą do przeszkody wziął go nieco na siebie, by z rozwagą dojechać do przeszkody. Odesłał go ponownie w odpowiednim miejscu łydką do skoku, by zgrać się z jego ruchem w locie. Do drugiego członu przeszkody znów był kawałek, a Diego minimalnie pozwolił ogierowi przyspieszyć. Lekko skręcili do niego na prawo, by Diego ponownie nieco przytrzymał Dragona w dojeździe do przeszkody oraz wziął go na siebie. Przeszkoda niby nic, ale dość wąska była i przez to mogła być zdradliwa. Skupił go dodatkowo na sobie za pomocą kilku półparad, nie chcąc zaliczyć wtopy na przeszkodzie. Po dojechaniu do przeszkody odesłał go ponownie łydką do skoku, przechodząc zaraz w półsiad i oddając mu wodzę. Na szczęście mimo obaw chłopaka, udało im się pokonać ją bez większych problemów. Do piątki pozwolił mu znowu nieco przyspieszyć, a pokonanie kolejnej dość szerokiej przeszkody okazało się nie być dla nich problemem. Nastawiali jakiś samych szerokich przeszkód, o nieco już zdradliwym wyglądzie. Na szczęście G-Dragon nigdy nie przejawiał specjalnych lęków do takich przeszkód, więc Diego nie martwił się na zapas.G-Dragon - 2016-12-29, 20:27 Ogier galopował mocno przed siebie, co chwila podszarpując łbem do góry, gdy Diego mocniej ciągnął za wodze. Gniady i tak bardziej przepadał za crossem niż ujeżdżeniem. Teraz mógł się bardziej wyszaleć i spuścić z siebie trochę pary, która po staniu w boksie dawała mu się we znaki. Nie oznaczało to jednak, że pędził na przeszkody jak głupi. Przed każdym skokiem odpowiednio się przygotowywał, by nie wyrżnąć się przez którąś. Przekoziołkowanie przez przeszkodę, która po strąceniu się nie rozbuduje nie było niczym przyjemnym. Diego zapewne też nie chciał dzisiaj lądować na trawie. Wtedy pewnie poważnie zastanowiłby się nad współpracą z ogierem. Jeszcze przyszłoby mu do głowy pozbawienie go klejnotów. Na zakrętach lekko zwalniał, by przypadkiem się nie poślizgnąć. Do wąskich przeszkód podchodził z lekkim dystansem, bo musiał więcej pomyśleć, ale do szerokich nic nie miał. Nawet jak miały dziwne kształty. Te treningowe nie wyglądały tak jak te na zawodach, więc tym bardziej chętnie skakał.