To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Europa - [ANGLIA] Park Narodowy Dartmoor

Ruth - 2018-04-24, 16:48

Po prostu zamarła. Najnormalniej w świecie wbiła w niego nieruchomy wzrok i wstrzymała oddech nie do końca rozumiejąc co właśnie jej zaproponował. Po chwili jednak zamknęła oczy i zaczęła się śmiać, nie był to jednak śmiech kpiąc - był pełen radości, niedowierzania i najszczerszy jaki kiedykolwiek wydobył się z jej ust.
- Uwielbiam Cię szaleńcu. - Zamiast ''Tak'' zdecydowanie było nowoczesne, podobnie jak nowoczesna była Ruth. Przytuliła go i jak wcześniej się śmiała, tak teraz wybuchnęła płaczem. Płaczem dlatego, że robił to wszystko z przyjaźni (w jej twierdzeniu), płaczem dlatego, że od długiego czasu o tym marzyła, płaczem dlatego, że ruch bioder sprawił niesamowity ból i płaczem dlatego, że była niesamowicie szczęśliwa. Ukryła się w jego ciele, wtulając się i pociągając noskiem do momentu, gdy emocje opadły. Pogłaskała go wtedy po policzku i z uśmiechem niedowierzania rzuciła.
- Dlaczego Ty to dla mnie robisz? - Odpowiedziała, ściskając w kościstej dłoni mały podarunek, jednocześnie nie mogąc zrozumieć jego postawy. Tego, że jest przyjacielem, że nadal obdarza uczuciem inną kobietę (W jej mniemaniu, pomińmy to co do niej mówił dość niedawno) a mimo to postanowił jej się tak po prostu oświadczyć, tylko i wyłącznie dla jej wygody. Nie widziała w tym ani sensu, ani składu, lecz była mu jednocześnie bardzo wdzięczna, mimo też negatywnych emocji. W jej mniemaniu robił to z pewnego rodzaju litości, a przede wszystkim nie robił tego z uczuć.

Lisa - 2018-04-24, 17:27

To nie tak, że nie chciała pomóc Jamesowi ze stawianiem tego namiotu (god, faktycznie brzmi dziwnie :lol2: ). Po prostu wyszła z założenia, że prędzej będzie mu zawadzać niż faktycznie pomagać, dlatego wolała się trzymać z boku. Chwilę potem Delfin ja wyręczył i zabrał się ochoczo do pracy, a Lisa zawróciła się qw kierunku Japsera.
- Na szczęście obyło się bez większych niespodzianek. - odpowiedziała, nie chcąc go zanudzać szczegółami terenu, który pewnie mało go interesował. Ze względu na ich wspólną przeszłość czuła się też lekko niezręcznie, głównie dlatego, że widziała go teraz w towarzystwie innej kobiety. Nie żeby miała mu to za złe, po prostu dziwne uczucie i tyle :lol: .
- Tak, udało mi się nawet kupić dwie klacze. Zapowiada się intensywny sezon startowy. - ukradkiem spojrzała w kierunku Jamesa, któremu zupełnie nieźle poszło rozbijanie namiotów.
- No jestem pod wrażeniem! - te słowa skierowała w jego stronę, zaraz też pytając całą zgromadzona trójkę. - To co, napijemy się czegoś?

Naomi Eaton - 2018-04-24, 20:01

Słysząc za plecami znajomy głos, obejrzała się przez ramię na Elynn. - Jasne, dzięki - podziękowała jej z uśmiechem, odbierając butelkę z piwem, z której pociągnęła łyk zanim chwilowo odstawiła ją na bok. - A co, zgubiłaś namiot? - Odparła, po chwili jednak przystając na propozycję Elynn bez najmniejszego problemu. Nie miała nic przeciw takiemu układowi, zresztą miejsca w namiocie było sporo, a we dwoje zawsze raźniej. :lol:
Z pomocą dziewczyny rozstawiła namiot w znacznie krótszym czasie niż dokonałaby tego sama, co pozwoliło jej na chwilę przerwy na wypicie piwa. - Jak wrażenia po rajdzie? - Zagadnęła, jako że zewsząd słyszała raczej narzekania, jacy to wszyscy są zmęczeni i obolali po tylu godzinach spędzonych w siodle.

Seth - 2018-04-24, 20:42

On też wstrzymał oddech. Zniósłby odmowę o ile to nie zmieniłoby nic w ich relacjach, które po różnych burzach emocjonalnych w końcu zostały odbudowane. Chociaż oczywiście małżeństwo również mogło strasznie tu zamieszać. Kiedy jednak się zaśmiała, rozluźnił się i również roześmiał.
- Hmm, jeszcze szaleńcem nikt mnie nie nazywał. - mruknął obejmując ją, kiedy znowu się do niego przytuliła, opierając brodę o jej ramię i wdychając typowy Rófowy zapach, który nawiasem mówiąc uwielbiał. Przesunął dłonią po jej plecach czując i słysząc, że tym razem płacze. Podobno to normalne przy zaręczynach, chociaż te były zdecydowanie niezwykłe i nieszablonowe. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że w ten sposób może spełnić jej marzenia, a także z tego, że Ruth myślała, że robił to tylko z przyjaźni. Chociaż takie myśli, by go akurat nie zdziwiły, bo trochę już znał Węgierkę.
- Przecież ci mówię. Bo jesteśmy przyjaciółmi. Bo potrzebujesz pomocy. I jeżeli myślisz, że to największe szaleństwo na jakie mnie stać, by cię wesprzeć, to mnie nie doceniasz. Bo to wstyd być prawie trzydziestojednoletnim kawalerem. Bo będziesz wspaniałą panną młodą. Bo zapełniłaś moje puste życie, a w ten sposób może się pojawić w nim jeszcze jedna dodatkowa osoba. - miał tu oczywiście na myśli jej córkę. - Bo jeśli miałbym się ożenić z jakąkolwiek kobietą to tylko z tobą. - dodał. Ten ostatni motyw miał ukryty przekaz.
Bo cię kocham.
Chciał jej to po prostu powiedzieć, bo nie chciał by myślała, że robi to z litości i z czystych pobudek przyjacielskich (a właśnie tak myślała). Jednocześnie bał się, że gdyby wyznał jej prosto z mostu swoje uczucia nie uwierzyłaby mu i nastąpiłoby kolejne załamanie w ich relacji. Takie wnioski wyciągnął po ich starciu w pokoju socjalnym.
Gdyby istniała dla niego tylko jedna kobieta, to znaczy Julie, to nie byłby w stanie zdobyć się na taki gest. Nie zapomniał Julie, bo chyba nigdy jej nie zapomni. Nie kiedy kochało się kogoś przez prawie dekadę, a potem przez trzy lata opłakiwało. Nie zajmowała ona jednak już całkowicie jego serca, przez co mogła się tam znaleźć Ruth. A co więcej, gdy odkrył, że może zrobić to miejsce, Ruth już tam była.

Ruth - 2018-04-24, 21:00

Wpatrywała się tak z oczarowaniem w jego oczy, by po chwili oprzeć głowę o jego czoło i znów zacząć się śmiać. Kłębiło się w niej tyle sprzecznych myśli, tyle niedopowiedzeń i potrzeb. Musiała im dać upust, lecz póki miała pozostałości zdrowego rozsądku - powstrzymywała się. ''Bo będziesz wspaniałą panną młodą. Bo zapełniłaś moje puste życie, a w ten sposób może się pojawić w nim jeszcze jedna dodatkowa osoba.'' Obijało się jej w uszach nie tylko scenariuszem jak z romansu, lecz też ukrytym przekazem. Nie dość, że zaakceptował jej macierzyństwo, to postanowił jej w tym pomóc. Szaleniec po prostu.
- Liczyłam na ''Bo Cię kocham''. - Rzuciła już śmiertelnie poważnie i nim zdążył odpowiedzieć wpiła się w jego usta, tym samym wskazując na to co czuje. Mimo to wyczuła w jego słowach podtekst jego uczuć. Pokazała to znów, tym razem pełnym emocji, namiętnym pocałunkiem, po czym nabierając odwagi oderwała się od niego i opierając się o jego czoło wyszeptała.
- Bo ja zgodziłam się dlatego, że Cię kocham. - I tym samym pozostałe bariery runęły. Runęło wszystko, co oboje tak starannie budowali. Teraz to ona martwiła się, że jej nie uwierzy. Albo inaczej! Że i tak postawi wszystko na ramy przyjaźni. Dla niej była to najgorsza sytuacja - tak blisko, a tak daleko. Wszystkie starania, wszystko co mówili, robili w ostatnich dniach, było niczym mim - pokazuje na tacy, nie mówi nic. Same zachowane Róf było porównywalne do artysty ulicznego, który kusi dzieci sztuczkami, a finalnie okazuje się, że trzeba za nie słono zapłacić. A kiedy już się zapłaci, odda pieniądze czerpiąc mimo wszystko swoistą satysfakcje z pracy. Niemożliwa sytuacja? Tak samo niemożliwa, jak zrozumienie Ruth. Ale jemu się udało. Pytanie, czy żałuje?

Seth - 2018-04-24, 21:50

Kiedy oparła czoło o jego czoło uśmiechnął się subtelnie, jednocześnie czując coś ciepłego na sercu, które od dawna było zimne. Chociaż jego miłość do osoby, która nie żyła była gorąca nie potrafiła ogrzać jego serca.
Zaskoczyła go ewidentnie tymi słowami. Wiedział, że za jego motywami ukrywał emocjonalny przekaz, ale nie wiedział, że tak szybko odgadnie jego dokładne myśli. Zaskoczony (pozytywnie) pocałunkiem otoczył dłońmi jej twarz i odpowiedział na pocałunek pocałunkiem, wkładając weń wszystkie ukryte w nim emocje. Kolejne jej słowa sprawiły jednak, że jego serce chyba na chwilę stanęło, co przypomniało mu inne sytuacje, w których zdawało mu się, że zerce na ułamek sekundy mu stanęło. To zawsze był koniec pewnej ery i początek nowej, oznaczało, że powstał, lub powstaje nowy Seth. Czy nadchodzi Era Ruth? A może już dawno nadeszła, a to jej rozkwit?
Pamiętając o tamtej nocy po zabawie weselnej, wiedział, że wtedy coś do niego czuła, ale że potem wiele się wydarzyło, wiedząc, że ją zranił, chociaż odkrył swoje uczucia, nie mógł być już tak pewny jej. A potem po prostu bał się zniszczyć tę budowlę o nazwie "Seth i Ruth", na której cement dopiero zaczął schnąć. W nim wszystkie mury i zapory również runęły, ale po prostu nie mógł w to uwierzyć. Zawsze w takich momentach dopada nas złośliwy chochlik niepewności, który nie pozwala nam popaść w absolutne, bezgraniczne szczęście. To niepewność dzieliła go od erupcji szczęścia. Delikatnie oparł palce o jej policzek spoglądając intensywnie w jej oczy.
- Ruth... Mówisz poważnie?- zapytał pełnym napięcia głosem z wyczuwalnym wzruszeniem.
Proszę powiedz, że mówisz prawdę, proszę powiedz, że mówisz prawdę.

Aiden Craven - 2018-04-24, 22:15

Ukryj: 
Vivianne Feron napisał/a:
Vivianne również pozytywnie była nastawiona do integracji przy ognisku. Pamiętała gry na swoim pierwszym rajdzie i naprawdę dobrze się przy nich bawiła, toteż to samo miała nadzieję osiagnąć tym razem. Oczywiście wszystko zależy od towarzystwa i jego zaangażowania w zabawę, ale raczej nikt z nich nie był tutaj negatywnie nastawiony, więc można było liczyć, że coś się z tego wykluje!
Jeśli chodzi o namiot, to Vivianne nie liczyła na to, że spędzi z kimś szaloną noc, toteż nie widziała problemu, żeby Aiden nocował w jej towarzystwie. Wiedziała jak to jest narzucać się i choć sama nie miała przed tym większych oporów, to rozumiała chłopaka i rozpoznała na jego twarzy uśmiech ulgi. Feron, jak tak dalej pójdzie to zostaniesz święta! Dziewczyna miała nawet jedną więcej karimatę (zabrała ją, żeby rozłożyć je na całej wielkości namiotu, a nie tylko w miejscu, w którym będzie spała – bo czuła się bardziej komfortowo), a więc można powiedzieć, że naprawdę mu się poszczęściło. Kocem zawsze mogą się podzielić. :lol:
- Przestań – puściła oczko na słowa o problemie. Integracja to integracja, a ona umiała się bawić, ot co! – czuj się jak u siebie – dodała po chwili i kucnęła przy swojej torbie, z której już powoli zaczęła wyciągać sobie rzeczy, w które chciała się przebrać. Na kolejne pytanie chłopaka odpowiedziała kiwnięciem głową, a gdy ten oddalił się w stronę ogniska, zaraz po odłożeniu plecaka, sama weszła do środka i zakamuflowana przebrała się sprawnie, zarzucając na siebie czarne, wygodne spodnie i dość mocno wydekoltowaną koszulkę na ramiączkach. Przez ramię przerzuciła sobie też sweter, na wypadek gdyby wkrótce zrobiło się zimno, a gdy w końcu włożyła wszystkie pozostałe rzeczy do namiotu, zamknęła go na zamek i sama ruszyła krokami Aidena, w stronę ognia. Oczywiście nie zapomniała zabrać ze sobą alkoholu, który raz po raz sobie popijała.
Jeśli dookoła siedzieli już ludzie, Vivianne przywitała się z nimi. Rozejrzała się przy okazji, czy przypadkiem nie dołączył do nich Gerard, ale w tłumie ludzi rozpoznała tylko jego syna z tą samą dziewczyną, którą miała okazję poznać ostatnim razem.
- Cześć – rzuciła do nich, nieco głośniej, bo chyba się oddalali, a następnie zwróciła się ponownie do Aidena – świetnie sobie poradziłeś z tym wyścigowcem. Odważna decyzja na rajd – w jej głosie nie dało się rozpoznać pouczenia, a zwyczajne pochlebstwo. Sama, choć wybrała Nemo, na tak odważny krok by się chyba nie zdecydowała. Poza tym chciała jakoś zagadać do swojego współlokatora, a konie były najłatwiejszym punktem zaczepienia.



Zostawił więc Vivianne w namiocie, a sam w tym czasie udał się w pobliże ogniska, przy którym gromadzili się ludzie. Przywitał się z tymi, z którymi nie zdążył tuż po przyjeździe, po czym usiadł w takim miejscu, żeby dym z ogniska nie leciał w jego stronę. Do czego swoją drogą pewnie i tak dojdzie w swoim czasie, znając złośliwość rzeczy martwych...
Sięgał już po drugie piwo, gdy Vivianne dołączyła do ogniskowej grupy, pojawiając się tuż obok blondyna. - A tam, to nic takiego. Po prostu dobrze się znamy z Soulem - uśmiechnął się, naprawdę nie rozpatrując tego w kategorii wyczynu. - Sam by nie ruszył galopem, ale nie mógł się wam oprzeć. To twój koń? - Zapytał, wiedząc, że nie wszyscy obecni na rajdzie jeźdźcy posiadali swoje konie. A ten temat faktycznie był doskonały na przełamanie lodów, zresztą wszystkich obecnych tutaj łączyła właśnie ta jedna pasja, jaką było jeździectwo. Aiden też nie brzmiał na jakkolwiek urażonego, tamta sytuacja z poniesieniem raczej go bawiła, szczególnie teraz. Mógł się przecież spodziewać tego po Soulu, w końcu był nauczony by reagować w taki, a nie inny sposób.
- Chcesz coś z ogniska? - Wtrącił w trakcie rozmowy, przerywając Viviannie na chwilę, gdy naszła go ochota na upieczenie czegoś na ogniu, za co się zresztą zabrał tuż po tym, jak otrzymał odpowiedź. Dla siebie wziął dwie kiełbaski i chleb, który nabił na osobny kij, żeby go przypadkiem nie spalić.

Lucas - 2018-04-24, 22:24

- Chwila odpoczynku na pewno mi się przyda - stwierdził, kończąc póki co rozmowę z Kath, bo teraz większość swojej uwagi skupił na siostrze.
- Od kiedy stałaś się taka delikatna, hmm? - zapytał, oswobadzając Aaren z uścisku, z którym faktycznie może trochę przesadził. Ale co mógł na to poradzić, skoro cholernie się za nią stęsknił?
Poczuł się troszkę dziwnie słysząc ''was'', bo zawsze był sam i nie przywykł do tego typu zwrotów. Zignorował to jednak, nie zamierzając teraz się nad tym zastanawiać.
- Po staremu - odparł krótko, bo do opowiedzenia dziewczynie miał sporo, ale bynajmniej nie chciał teraz tego robić.
- A ty co? Zapomniałaś numeru do rodzonego brata? - odpowiedział w formie pytania, sugerując brunetce, że wina leży po obu stronach. Zdawał sobie sprawę, że oboje byli zabiegani, chociaż spotkania raz na x-czasu były sporą przesadą. W końcu kiedyś byli ze sobą bardzo zżyci i teraz Lucasowi zwyczajnie brakowało młodszej siostrzyczki, której jako jedynej mógł się wygadać.
Słysząc lekkie zawahanie w głosie Aaren, zaczął przeczuwać iż nie oznacza to nic dobrego. I jak się po chwili okazało - wcale się nie mylił. W pierwszym momencie zaręczyny z Tonym wydały mu się na tyle absurdalne, że rzucił brunetce spojrzenie w stylu ''mnie nie nabierzesz'' i zaczął wyczekiwać jej reakcji. Ta jednak tylko upewniła go w tym, że dziewczyna wcale nie żartuje i naprawdę zaręczyła się z Wayfordem. Wyraz twarzy Lucasa momentalnie zmienił się o 180 stopni. Uśmiech zniknął, a pozostała jedynie mocno zaciśnięta szczęka, która jako jedyna mogła zdradzać jego niezadowolenie. Oczy Lucasa również straciły swój wcześniejszy blask i teraz z intensywnością wpatrywały się w parę przed nim.
- To świetnie, gratuluję - rzucił trochę oschle, chociaż naprawdę się starał, by nie zabrzmiało to źle. Nie mógł powiedzieć, że ucieszył się z tego powodu, ale przecież nie zamierzał również robić żadnej awantury. Aaren była dorosła i skoro jej zdaniem była to dobra decyzja, to sam nie zamierzał dłużej w nią ingerować.

James Levrull - 2018-04-24, 22:29

Z pomocą Delfina dość szybko ogarnęli również jego namiot, do którego wrzucił swoje rzeczy, zniknął może na moment w środku przebierając się w jeansy i koszulę z krótkim rękawem. Wstając z okraków, który wymusił na nim namiot przystanął przy tamtej trójce.
- Bardzo chętnie.
Odparł posyłając lekki uśmiech, by pozostając dalej równie wylewny ruszyć w stronę ogniska (?) czy raczej rozłożonych stołów, kocy i krzeseł, by porwać jedno z wiader leżących obok i zalać zimną wodą. Tym sposobem zrobił lodówkę, do której wrzucił dwa piwa, whisky i colę. W razie, gdyby reszta chciała się ową lodówką poczęstować wskazał im ją dłonią sam porywając jedno piwo do ręki i siadając na kocu otworzył je upijając parę łyków. Cóż, zapowiada się ponuro, bo nikogo tknąć tu nie można. :lol:
Chyba, że zajmie się Jasperem. :lol2:

Ruth - 2018-04-24, 22:29

Odetchnęła po czym uśmiechnęła się promiennie i patrząc mu głęboko w oczy zaczęła bardzo spokojnie, cicho i zrozumiale.
- Panie Allen, znam Pana od dwóch lat, dokładniej od 17 maja i od tego czasu, kiedy tylko Pana widzę nie potrafię myśleć o niczym innym jak o tym, jak bardzo Pana kocham i jak bardzo chciałabym, by Pan to odwzajemnił. - Powiedziała śmiertelnie poważnie, choć słowami o wesołym zabarwieniu, następnie zaś złapała jego dłoń i pogłaskała jej wierzch kciukiem, nadal patrząc mu prosto w oczy. Sadystka.
- Tak. Naprawdę. Kocham Cię i chcę zostać Twoją żoną. - Rzuciła w końcu oczywiste słowa i nagle wszystkie jej negatywne emocje uciekły, pozostawiając tylko wewnętrzny spokój i zadowolenie z tego, że w końcu powiedziała mu wszystko, że w końcu uwolniła się od ciężkich słów i że w końcu się do niego zbliżyła. Na dobre. Teraz już nie oddam i przepraszam bardzo ale zasłużyłam na bycie właścicielem a nie jakimś dzierżawcą, proszę to w tej chwili zmienić! Cała chwila była o tyle stresująca, że i jej serce dudniło a oddech zdawał się być przerywany, lecz duszą była spokojna jak nigdy. Nie bała się odmowy - wiedziała, że nawet jeśli powie, że kocha bardziej inną kobietę, to tak naprawdę to ona będzie jedyną przy jego boku.

Delfinek - 2018-04-24, 22:42

NO CHYBA NIE!! Jasper już ma kogoś, kto się nim zajmuje, o!!

Pozwoliła się przyciągnąć, delikatnie przy tym się uśmiechając i patrząc na niego z dołu z lekkim zdziwieniem, jednocześnie też zadowoleniem! Gdyby wiedziała o dziwnym uczuciu Lisy pewnie jakoś by się wysmyknęła, bo to super moc Delfinów, ale nie wiedziała... to też pozostała w jego uścisku.
- Ja bardzo chętnie. - Rzuciła na propozycję Lisy i dała mężczyźnie lekkiego kuksańca w żebra, coby i on też zagłosował na tak. Zapewne więc ruszyli gdzieś w kierunku prowiantu, wcześniej jednak Lisa zapewne się przebrała. W tym czasie Jasper został ostrzelany pytającymi spojrzeniami, które za chwilę przeradzały się w uśmiech czy chichotanie! Ot, niech się domyśla!
Będąc już na miejscu wzięła sobie piwo rozglądając się po ludziach i zauważając Jess spojrzała ostrzegawczo na Jaspera i pochwyciła go za rękę prowadząc w jej stronę!
- Jess, cześć! - Zapewne kurdupel musiał podbiec do ciężarnej, bo tak miała w zwyczaju, że po nieruchomości podbiegała kawałek, by potem znów iść spokojnie. Będąc już obok kobiety przytuliła ją delikatnie szepcząc do ucha ''Gratulacje, wybacz, że tak późno ale się nie złożyło'', by po chwili się cofnąć i rozpocząć znów procedurę ''Jessie, poznaj Jaspera, Jasper poznaj Jessie''.

Aaren Wayford - 2018-04-24, 22:43

- Zawsze byłam, ale ani ty ani ojciec nie zwracaliście na to uwagi.- Wyjaśniła wracając do swojej drugiej połówki. Na samo wspomnienie o ojcu spięła się cała nieświadomie w związku z dość nieprzyjemnymi wspomnieniami z ostatniego spotkania. Stojąc tuż obok Tonego całkowicie zapomniała o tym, że brunet najpewniej odczuje każdą jej zmianę nastroju i reakcje ciała będąc tak blisko niej.
- To ja pierwsza do ciebie zadzwoniłam odnośnie rajdu więc nie wypominaj mi tutaj.- Pogroziła mu paluszkiem w ramach żartu jednocześnie wiedząc, że tak naprawdę oboje byli odpowiedzialni za brak wszelkich spotkań i rozmów ze sobą. Ich relacja na tym cierpiała i to znacząco, ale każde z nich miało teraz swoje własne dorosłe życie.
Bardzo uważnie obserwowała mimikę twarzy brata tuż po tym jak powiedziała mu o zaręczynach. Starała się wyłapać każdą pojedynczą zmianę. Gdy jego twarz momentalnie przybrała inny wyraz, Aaren cała się spięła. Znała doskonale to spojrzenie i zaciśniętą szczękę, w ten sam sposób zwykle patrzył na nią ojciec, gdy coś przeskrobała.
Nie pozostała jednak w tyle i sama przybrała ten charakterystyczny wyraz twarzy wyrażający głębokie skupienie. Jej błękitne oczy w jednej chwili jakby stały się lodowate zdradzając dystans i chłodne podejście brunetki.
- Luc...- już chciała zacząć dyskusję, ale mocniejszy uścisk Tonego przerwał jej skutecznie. Wiedziała, jakie podejście miał do tego Lucas, sama jego reakcja mówiła jej wiele. Mimo to odpuściła słuchając się Wayforda, tą rozmowę należało przeprowadzić w cztery oczy z braciszkiem.
- Dziękujemy.- Skinęła głową i ulegając urokowi swojego przyszłego męża zaczęła powoli na nowo się rozluźniać.
- Odezwę się, a tymczasem miłego pobytu.- Rzuciła krótko w stronę brata i sama złapała Tonego za dłoń odchodząc z nim dalej.
- No co za dupek....- warknęła pod nosem, nadal czując złość na brata. Owszem uszanował jej decyzję, ale mógł wykazać, chociaż odrobinę entuzjazmu i w końcu zrozumieć to, że była naprawdę szczęśliwa będąc z Tonym.

Amelie - 2018-04-24, 22:44

- Śnij dalej. - odpowiedziała na jego propozycję "zapłaty" za targanie jej rzeczy. Sorry, takich dealów nie przyjmuje. W tamtym momencie nadal udawała całkowite skupienie na składaniu namiotu, co wychodziło jej dość pokracznie. Gdyby nie to, prawdopodobnie ofukała by go za to, że się dobrze bawił.
-Hej!- zawołała nagle majtając nogami nad ziemią i łapiąc silne ręce mężczyzny, które złapały ją i odstawiły na boczny tor, przynajmniej jeśli chodzi o rozstawianie namiotu. Może to i lepiej, ale mógłby to zrobić bez tak bliskiego kontaktu. Koniec końców namiot stał solidnie i może nawet by mu podziękowała, gdyby nie tekst o żonie i przyniesieniu mu piwa i gazety. Naprawdę wywoływał w niej najgorsze instynkty o szerokim zakresie, od watowatych nóg do wydrapania mu oczu. Może byłą skromnie wyposażona i sprawiała wrażenie kruchej, co nie znaczy, że nie potrafiłaby dokopać, przynajmniej komuś o zbliżonych gabarytach.
Na jego słowa tylko prychnęła i wczołgała się do namiotu ze śpiworem i częścią rzeczy. Wykorzystując chwilę jego nieobecności przebrałą się w niejeżdzieckie ciuchy. Niestety nie miałą przy sobie worka. Z braku innych ciuchów wdziała na siebie dżinsowe szorty i lużny top, a na buty klapki i wyszła z namiotu, akurat kiedy wrócił niosąc dwa piwa. Niestety w ten sposób na jej nieszczęście mógł zawiesić wzrok na większym kawałki odsłoniętego ciała. Nie przewidziała, że w odległości 300 kilometrów znajdzie się ktoś, kto mógłby ją taksować swoim wzrokiem. Przewidziała raczej wieczór w namiocie, lub w towarzystwie Anny, ewentualnie przy ognisku, gdzie mogłaby sobie opiec kiełbaskę, ignorując wszystkich i spotykając się z absolutnym i cudownym brakiem zainteresowania.
Przyjęła od niego puszkę zimnego piwa.
- Dzięki, żono. - odpowiedziała z nutką satysfakcjonującego sarkazmu. W końcu to ona podobno miałą mu przynieść piwo i gazetę, ale że skończyło się na odwrotnej sytuacji, to nie ona może być żoną, ale tylko i wyłącznie mężczyzna. Otworzyła puszkę i wychyliła od razu spory łyk.
- Gustuję raczej w workach po ziemniakach, - odpowiedziała, poniekąd wyrażając swoje myśli. Z piwem usiadła na brzegu namiotu, łypiąc od czasu do czasu na mężczyznę.

Oliver Pelerieux - 2018-04-24, 22:44

Ukryj: 
Aileen napisał/a:
- Oczywiście. - Rzuciłam udając śmiertelnie poważną po czym dałam mu kuksańca w żebra i pokazałam język znów lądując na leżąco. Nie będzie żadnego narzekania! Jestem silną, wytrwałą kobietą! W ogóle kto się przyzywa się sam nazywa, o! :lol2:
- Taaak. Rozwiń proszę. - Uniosłam jedną brew i podniosłam się rozciągając się i strzykając lekko zastanymi kośćmi. Upiłam trochę piwa i zamknęłam oczy popadając w chwilową nostalgię, nie minęło jednak mojej uwadze jego kolejne pytanie.
- Taaaak! - Zasalutowałam i wstając poczochrałam mu czuprynę z cichym śmiechem. Zdecydowana większość ludzi miała już wszystko gotowe, byli poprzebierani i kręcili się koło ogniska, ja zaś sierota leżałam brudna i mokra od trawy bez rozłożonego namiotu i w stroju jeździeckim. Brawo!
Zabrałam się więc za rozkładanie go, a raczej za pomoc dla Olivera, który to moim odźwiernym, sługą z wieloletnim stażem i świetnym wykwalifikowaniem!


- Mogę zostać twoim masażystą, jeśli... - tu zamyśliłem się na chwilę, zastanawiając się nad warunkiem, jaki mógłbym postawić Aileen. - Pójdziesz ze mną zagrać w butelkę i przyjmiesz ode mnie wyzwanie. Stoi? - Oczywiście powinna liczyć się z tym, że nie będzie to nic lajtowego, w końcu miałem swoją cenę. Pozostawała jeszcze kwestia tego, czy uda mi się wylosować akurat ją, ale o to byłem o dziwo spokojny. Może miałem swoje sposoby? ;>
Poczochrany po głowie, zmarszczyłem krótko brwi, po czym bez gadania wziąłem się do roboty. Przynajmniej jedno z nas przestanie być sierotą... :lol:
Z pomocą Aileen, która miała w tym mniejszy lub większy udział wkrótce rozłożyłem namiot, co było prostsze niż chociażby jej wymyślna toaletka, w której składanie zostałem niedawno zaangażowany. Do tego nawet nie potrzebowałem instrukcji. I chyba całkowicie wsiąkłem w rolę inżyniera-sługi bo nawet nie marudziłem na kolejne pomysły Aileen, która jeszcze chyba nie wiedziała, że za to należy mi się miejsce w namiocie. :lol2:

Aileen - 2018-04-24, 23:00

Rozszerzyłam oczy i siedziałam z takim kompletnym zdziwieniem na ryju dobre pół minuty, aż w końcu minęło a pojawiła się złość przemieszana z rozbawieniem. Pokazałam mu środkowy palec udając bardzo złą a po tym uniosłam jeden kącik ust do góry i przytkanęłam.
- Zgoda. - Rzuciłam, choć tak w głębi duszy to się tutaj zdygałam, kurczę, nie ufam mu! Co jak każe mi wypić jakieś nie wiadomo co, w czym będzie coś, na co mam uczulenie, albo jak będę miała śpiewać? Gnojek! Oby te jego zasady nie zadziałały, albo zadziałały, ale na inny obiekt jego upodobania do znęcania się.
I WCALE PRZEPRASZAM BARDZO, NIE JESTEM SIEROTĄ! Po prostu oszczędzam pracy moim pięknym, zadbanym, o jedwabistej skórze i długich paznokciach rączkom, które mogłyby być tylko całowane i całowane! Jak tak wycałuje, to może spać w namiocie, ot co! Ja też mam swoje zasady, ''królowa jest tylko jedna'', ''nie toleruję słowa nie'' i te inne od Dody!
- Idę się przebrać! - Rzuciłam i wskoczyłam do środka namiotu, gdzie założyłam legginsy i długą bluzę, w między czasie pytając się.
- A gdzie Twój namiot?



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group