Lena będzie mieć lepszą kondycje! Są plusy biegania na korytarzu skokowym.
Apel otarł się po skończeniu biegu o nogi Leny, on tak pokazywał sympatie lub wdzięczność.Anonymous - 2014-01-31, 18:55 //Za Apela
No właśnie no właśnie!
Kilka kółek wokół przeszkód w różnych chodach, tak dla dobrego zakończeniu treningu . Derka założona przez Lene przyjemnie grzała, szczęśliwy Apel wymaszerował za nią.
ZTChristian Levrull - 2014-02-04, 21:08 Pojawił się tu z Lock'iem prowadząc go na lonży. Zatrzymał się w środku korytarza, gdzie nie było przeszkód, zresztą cały korytarz znajdujący się przy ścianie był odgrodzony, byli więc w idealnym miejscu do rozgrzewki lekkiej przed samą próbą. Chłopak położył bat na ziemi, by następnie ruszyć z ogierem w ręku i postępować parę minut; mniej więcej w połowie tego czasu zdjął z niego derkę, by potem kontynuować jego rozstępowanie. Ponownie przy okazji korzystał z tego, że ma go na uwięzi, dlatego co jakiś czas zatrzymywał się wymagając od karego tego samego, jeśli zrobił to w miarę dobrze chwalił, jeśli jednak nie mógł poczuć szarpnięcie na pysku; w końcu po coś wziął trochę cieńsze wędzidło.
Po jakimś czasie wreszcie zatrzymał się z nim zgarniając bata i zamykając go odpowiednio na trójkącie wprowadził na koło na lonży od razu wymagając kłus, gdyż stępować już trochę postępowali. Pilnował aktywnego tempa oraz trzymania śladu. Jeśli schodził do środka bat na wysokości jego łopatki, który miał być impulsem odpychającym, jeśli uciekał do zewnątrz, mógł poczuć szarpnięcie lonży. Przy okazji używał sporo głosu, w końcu była to z ziemi dość istotna pomoc. Kłus w jedną stronę z przejściami po jakimś czasie, następnie przepięcie lonży e zmianą kierunku i wszystko jak wcześniej.Lockhard - 2014-02-08, 15:02 Wszedł na halę energicznie, od samego wejścia furcząc chrapami i rozglądając się po hali z korytarzem dość nerwowo. Rzadko bywał w tym miejscu, poza tym jak zawsze był podekscytowany. Mimo to wciąż poruszał się stępem u boku Christiana, ani nie zostając w tyle ani nie wyprzedzając go. Można mu było jedynie zarzucić to, że nie zatrzymywał się od razu gdy czynił to Christian. Wystarczyło jednak by 'nadział się' kilka razy na wędzidło, by sobie przypomnieć o właścicielu.
Później, puszczony już na koło i zamknięty w trójkącie, od razu zakłusował całkiem ochoczo. Machnął parę razy łbem, co początkowo zakłóciło odrobinę jego równowagę, ale potem wypuścił łeb do dołu i dalej kłusował z wyraźną akcją kończyn. Szanował przestrzeń właściciela i nie próbował go atakować, ani od niego uciekać. Pierwsze przejścia wypadały średnio jakościowo, koń był mało skoncentrowany, ale z czasem zaczął bardziej słuchać mężczyzny, co pomogło mu nie tylko w poprawnym wykonywaniu ćwiczeń, ale też w pogłębieniu rozluźnienia. Na drugą stronę zachowywał się jednakowo, z tym że nie trzeba było od nowa wszystkiego "odrabiać".Christian Levrull - 2014-02-08, 22:40 Warto wspomnieć, że mimo wszystko chwalił go za każde dobre zachowanie, chciał, by ten wiedział, że to docenia. W końcu takim tropem może dojdą do porozumienia, choć w małym stopniu. W trakcie kłusa uważnie go obserwował przy okazji oceniając raz jeszcze go bez siodła jak i jeźdźca; mógł przyznać, że jego naturalny ruch nie budził zastrzeżeń. Aktywnie zadem, ze swobodną łopatką i elastycznym grzbietem idącym z jego wyboru. Dobrze się zapowiadało. Tak samo szybko załapał przejścia, co nie hamował się chwalić głosem, naprawdę przyjemnym dla ucha. Po zmianie kierunku, paru przejściach jak i kółkach ciałem jak i resztą pomocy, wliczając w to oczywiście głos zachęcił go do zagalopowania. Ponowne zamknięcie w trójkącie, jak i przygotowanie do ewentualnego ucieszenia go, jeśli wszystko było ok, starał się być jak najmniejszym problemem. Parę kółek w jedną potem w drugą jedynie dla rozgrzewki, a już chwilę potem przywołał go do siebie i wprowadził w korytarz, na razie otwarty na trzech ścianach, gdyż czwartą zamknął kierując się do ustawienia przeszkód. Nie zajęło mu długo i już po chwili stała mniej więcej taka kombinacja: koperta 60 cm ze wskazówką na galop, 2 foule, koperta 70 cm, foula, stacjonata 50 cm, i na skok wyskok druga stacjonata 50 cm.
Na początek coś na rozgrzanie, a dla niego to nic. Otworzył długą ścianę, by następnie pogonić go mało nachalnie do galopu, jeśli za mocno poszedł do przodu starał się go wyciszyć, ale tak czy siak powinien sam skrócić się na szeregu. W pogotowiu bat, gdyby się zawahał, choć wątpił, że coś takiego się stanie.
Jak zakończył, wyciszył go zamykając ścianę z przeszkodami.Lockhard - 2014-02-09, 14:49 Nie potrzebował wielu zachęt do tego, by przejść do wyższego chodu. Również w galopie jego ruch pozostawał bardzo elastyczny i przyjemny dla oka. Karus miał potencjał nie tylko do skoków, ale również ujeżdżenia, o czym Christian mógł się przekonać oglądając teraz hanowera. Ten poruszał się w niezachwianej równowadze, z wyraźną fazą zawieszenia, rozluźniony o czym świadczyła gra uszu, aktywny, żujący pysk oraz swobodnie uniesiony ogon. Pchnięcia z zadnich kończyn przejmował na sprężynujący, elastyczny grzbiet, przez cały czas sprawiając wrażenie takiego konia, który był nieustannie gotowy na zrobienie czegoś zaskakującego.
Po zakończeniu rozgrzewki na lonży, gdy już jego mięśnie były wystarczająco rozgrzane i rozciągnięte, ogier przeszedł do stępa i pozostał pozostawiony sam sobie na czas rozłożenia przeszkód. Obserwował uważnie mężczyznę, smyrając się pyskiem po piersi, aż wreszcie został wpuszczony w korytarz. Pierw ruszył sprężystym kłusem, by po chwili zagalopować i skierować się na wprost pierwszej przeszkody. Jak na niego przystało, poszedł na przeszkodę nader odważnie i chętnie; tuż po pokonaniu wskazówki odbił się i przefrunął kopertę z niemałym zapasem. Odrywał się od ziemi z łatwością i równie dużą lekkością pokonywał przeszkody, które nie stanowiły dla niego żadnego problemu. Po kolejnych dwóch foule galopu, oddał następny skok, choć tym razem bardziej ekonomiczny; za każdym razem wyciągał trochę szyję i zginał nadgarstki, równo składając obie kończyny, uważając także na tyły. Po miękkim wylądowaniu i pojedynczej, równej foule galopu, oddał następny skok nad stacjonatą, który ponowił na następnej tuż po wylądowaniu. Odpowiednio wcześniej ogarnął się, było widać po nim skupienie, bo przecież gdyby wszystkie przeszkody zechciałby pokonać tak energicznie i pokazowo, jak pierwszą, to najpewniej by rozłożył dwie ostatnie razem ze stojakami... Po skokach przeszedł do kłusa, potrząsając łbem i głośno parskając, aż wreszcie zatrzymał się i furkocząc chrapami, przyglądał się Christianowi.Christian Levrull - 2014-02-10, 19:15 Nie bez powodu jest on koniem do WKKW, choć z tego co na razie wiedział najbardziej był używany w skokach, niżeli w ujeżdżeniu. Biorąc pod uwagę jego młody wiek, to chłopak był nawet przyjemnie zaskoczony poprawnością jego ruchów, choć chyba przede wszystkim równowagą, którą jak widać miał wzorową. Częsty problem u młodzików to właśnie często zachwianie równowagi, przez co traciły nie tylko płynność w poruszającym się chodzie, ale też i jego czystość czy dobrą pracę zadu, gdzie następnie konsekwencją tego było zbytnie obciążenie przodów.
Po wpuszczeniu karego w korytarz obserwował go w razie czego będąc przygotowanym do ewentualnego skorygowania tempa ogiera. Trzeba było przyznać, że mimo tak niskich przeszkód Lock zachowywał się bardzo dobrze; większość koni do takich "wysokości" podchodziła w dość lekceważący sposób, de facto zgarniając drągi nogami. Jak widać kary również po przejściu jednej czy dwóch przeszkód sam skorygował się starając się oddać w miarę ekonomiczne skoki pod koniec.
Po nieznacznym uspokojeniu ogiera zabrał się za układanie nowej kombinacji szeregu. Teraz kary miał do pokonania taki zestaw: koperta 80 cm ze wskazówką na szerszą foule galopu, by wszedł w miarę mocnym tempie w korytarz; foula; stacjonata 1m; foula; stacjonata 1,1m; 2 foule; doublebarre 1,1x1,2x1m.
Otworzył korytarz, znów zachęcając go lekkim poruszeniem bata jak i głosem do zagalopowania w korytarz. Tak jak wcześniej "asekurował" go, by w razie czego zareagować. Po przejechaniu powtórzył kombinację raz jeszcze, by po drugim razie wyciszyć go i zamknąć znów ścianę z przeszkodami.Lockhard - 2014-02-13, 22:04 Trzeba mu przyznać to, że miał do takiego ruchu wrodzone predyspozycje. Jego matka za swoich czasów naprawdę była świetnym koniem, ojciec zresztą podobnie; nawet teraz zdarzali się tacy, którzy po usłyszeniu ich imion potrafili powiedzieć coś dobrego o tych jakże charakternych koniach.
Szanował każde wysokości, każdą przeszkodę pokonywał z zapasem - o ile oczywiście była na jego możliwości, bo pewnej bariery nie był jeszcze gotów pokonać. Jeżeli jednak wytrwa w dalszym treningu... to ta sytuacja może się zmienić.
Po ustawieniu kolejnej kombinacji przeszkód, ponownie wszedł w korytarz sprężystym kłusem, z którego płynnie przeszedł do galopu. Tym razem jego foule były okrągłe, równe; galopował wolniej, ale bez zawahania, wyraźnie zdradzając swoje skupienie poprzez postawione na sztorc uszy. Wcześniej dał się trochę zaskoczyć nietypowymi wysokościami, dlatego teraz od początku był wobec przeszkód nieco powściągliwy. Był zdany wyłącznie na siebie, nie otrzymywał żadnych wskazówek z góry jak zwykle, jedynie głos Christiana służył mu za podpowiedzi. Miało to też swoje plusy - wyglądał na mniej spiętego, może dlatego że nie udzielały mu się emocje człowieka i nie dochodziło do żadnych konfliktów odnośnie tego, jak powinien się zachowywać. Miła odmiana dla takiego narwańca.
W każdym razie, na wskazówce przed kopertą wydłużył foule, zaraz odbijając się od ziemi i oddając swobodny skok nad drągami. Nadało mu to mocniejszego tempa, które wykorzystał odbijając się nieco prężniej przed stacjonatą. Swoim zachowaniem przypominał giętką gumę, wysokości nie sprawiały mu większego kłopotu. Złożył nogi nad stacjonatą, zapracował także szyją i grzbietem, by po chwili przyjąć lądowanie na stawy pęcinowe, które odpowiednio je zamortyzowały. Po jednej foule galopu, oddał kolejny ekonomiczny skok nad stacjonatą, a po niej... cóż, ogarnęło go lekkie zwątpienie. Doublebarre był dość mylący, niewiele się ich naskakał w swoim życiu, przez co skok jaki oddał może nie był zbyt perfekcyjny. Trajektoria została lekko zaburzona, i choć drągi zostały nienaruszone, to lądowanie wypadło twardsze, z minimalnym potknięciem. Swoje niezadowolenie wyraził poprzez oddanie z zadu, czym o mało nie rozbroił przeszkody. Jednak gdy miał stawić czoła tej samej kombinacji raz jeszcze, to poszło mu lepiej, już bez tego momentu zawahania, w dodatku od początku szedł trochę pewniej. Później przeszedł do stępa i przemielił wędzidło w pysku, już lekko spienionym; także jego ciało było miejscami skroplone potem, z widoczną siateczką żyłek. Niemniej wciąż patrzył niezmordowanym spojrzeniem, bo energii było w nim całkiem sporo.Christian Levrull - 2014-02-16, 16:36 Niestety o jego rodzicach miał możliwość tylko usłyszeć. Dopiero ostatnimi czasy wgłębiał się bardziej w Holenderskie rodowody, ze względu na zainteresowanie tymi końmi. A tym bardziej przed jego kupnem, w szczególności przeglądał każde z nich, więc trafił mu się naprawdę dobry papier. Do tego miał okazję ostatnio go wypróbować i obserwować zarazem, nic tylko się cieszyć.
Cóż, w jego przypadku wizyty w korytarzu będą bardzo pomocne, pozwolą mu się wyciszyć, jak i nabrać jeszcze większej pewności siebie względem skakanych przeszkód. Choć nie ominie go oczywiście męczarnia wożenia chłopaka, biedactwa, oboje się pozabijają. Liczył jednak na to, że względnie szybko uda im się dogadać, bo pokładał w karym dość spore nadzieje, nie ma co ukrywać.
Obserwował uważnie jego pierwszy przejazd przez kombinację, oceniając tym samym nadal jego technikę i możliwości. Na plus działała swoboda z jaką skakał przeszkody, no i jednak dość dobra jazda z "rozwagą", widać było, że sam myślała w dojazdach umiejętnie potrafiąc się skrócić trochę, jak i wyciągnąć, atakując przeszkodę. Chris nieco spiął się widząc jego zwątpienie przed double'm, cmoknął zachęcająco, ale na nic wielkiego się to zdało, gdyż oddał trochę płaski i niepewny skok. W drugim przejeździe znów był w pogotowiu, by mu pomóc, ale jak widać było tym razem idealnie przejechał całą kombinację, za co pochwalił go.
Zajął się szybko konstruowaniem kolejnej konstrukcji. Tym razem była to kombinacja: drąg; foula; drąg; foula; okser 1,3mx1,1m; 3 foule; stacjonata 1,4m; 2 foule; double 1,4mx1,5mx(szer)1,2m. Otworzył korytarz ponownie zachęcając go do aktywnego tempa galopu i uważnie obserwował przejazd w razie czego reagując batem/głosem. Na drugi przejazd ten sam układ tylko, że pierwszy okser podwyższony o 10 cm (dodatkowo podbudowany płotkami od dołu), stacjonata również o 10 cm, na dobule zmienił się w tripla, gdzie ostatni drąg był na wysokości 1,6m i ponownie wpuszczenie go w korytarz.Lockhard - 2014-02-17, 21:32 Kiedy nadejdzie dzień, w którym chłopaki się dogadają, Christian będzie mógł wręczyć sobie medal. Lockhard dotąd miał styczność wyłącznie z kobietami, które miały ciut inne podejście, sam ogier też traktował je trochę inaczej. Te kruche istoty szybciej zaskarbiały sobie jego sympatię, a faceci... cóż. Tylko dla jednego samca alfa jest tu miejsce! c: Ale poważnie rzecz biorąc, mogą pomyśleć o współpracy.
Tak czy inaczej, niedługo później został wpuszczony w korytarz po raz kolejny. Tym razem miał do czynienia z jeszcze trudniejszą kombinacją. Niemniej rozpoczął tak, jak zawsze - niemal ze stępa zagalopował, od razu obierając sobie równe, okrągłe tempo. Nad każdym z drągów wyciągał nieco foule, co zapewniło mu mocne wejście w okser. Odbił się odpowiednio wcześnie, oddając daleki i dość wysoki lot nad samymi drągami. Była to wysokość, która nie stanowiła dla niego większego kłopotu; pokonał ją z niewielkim zapasem. W trakcie lotu wyraźnie baskilował, pracując szyją i grzbietem, składając podwozie, a wszystko to pomogło mu w zachowaniu równowagi. Po dalekim, w pełni zamortyzowanym na stawach pęcinowych skoku, pierwszą foule galopu wykonał dłuższą, zaraz samoistnie skracając się przed stacjonatą. Odbił się swobodnie, energicznie, oddając wysoki skok z wyraźnie zaokrąglonym grzbietem w trakcie lotu. Lądowaniu towarzyszyło głośne parsknięcie, wzrok ogiera momentalnie utkwił w kolejnej przeszkodzie. Strzeliwszy z ogona i stuliwszy uszy, zaatakował mocniej double'a, tym razem nie wahając się przed nim. Oddał odpowiednio wysoki skok, zaraz lądując po drugiej stronie z cichym stęknięciem. Machając łbem, wyhamował parę metrów za przeszkodą i ubrudził klatę pianą, która utworzyła się w jego pysku. Ostatni skok już wymagał od niego wysiłku, szczerze mówiąc był to pierwszy raz, kiedy miał okazję skoczyć coś tak wysokiego, niemniej sprostał zadaniu. Jego budowa i temperament sprzyjały takim wyzwaniom, inaczej mógłby mieć z tym problem. Z jeźdźcem by pewnie tego nie pokonał, ale samemu miał o wiele lepszą równowagę, mocniej się też koncentrował, choć głosowe wskazówki Christiana okazywały się przydatne.
Po chwili odpoczynku raz jeszcze został wpuszczony w korytarz. Zaczął ciut energiczniej niż wcześniej, pewniej stawiając kroki, już teraz widząc podwyższone przeszkody. Każdy z kroków galopu był sprężysty, pełen energii, która kumulowała się w podstawionym zadzie. Za pomocą dość porządnie umięśnionych kończyn i zadu oddał prężny skok przed okserem, wydłużając nad drągami sylwetkę i chwytając równowagę. Wylądował daleko i równie pewnie poszedł na stacjonatę, ale nie leciał na nią na łeb, na szyję. Po chwili nastąpiło kolejne, pełne energii odbicie. Skok był przystosowany do rodzaju przeszkody, pionowy, a więc drąg pozostał bezpieczny. Po wylądowaniu, ogier zadarł nieco łeb, mierząc tripla wzrokiem podczas miarowego zbliżania się do przeszkody. Zdecydował się wyciągnąć krok, aż odbił się w wymierzonym przez siebie momencie, ale chyba zabrakło mu doświadczenia w skakaniu takich przeszkód jak i możliwości; skosił ostatni drąg, pukając w niego przodami, co jednak niespecjalnie zakłóciło jego lądowanie. Co prawda wylądował twardo, ale obyło się bez potknięcia; bryknął nisko i po paru foule przeszedł do sprężystego kłusa, swobodnie unosząc nasadę ogona i zaokrąglając szyję w łuk. Przy każdym kroku parskał głośno, chwytając spore hausty powietrza przez szeroko rozwarte nozdrza. Błysnął białkiem oka na Christiana, aż stanął jak wryty, strzelając ogonem raz czy dwa.Christian Levrull - 2014-02-18, 17:36 Nie ma co ukrywać, że kobiety miały całkiem inne podejście; no a wiadomo samce jak to samce, lubią dominować, więc w przypadku Christian'a też to może być mały problem ze współpracą z karym. Miejmy nadzieję, że chociaż na początku jakoś się dogadają. A nóż, coś z tego wyjdzie i medal to da przede wszystkim karemu.
Chłopak bacznie obserwował ponownie karego, w duchu podziwiając swego rodzaju samodyscyplinę jaką prezentował karosz przy podejściu do każdej z przeszkód. Również zaskoczył go pewnym analizowaniem swojego zachowania, co było widoczne przede wszystkim w wypadku dobula, gdzie po pierwszym niepowodzeniu sam potrafił się poprawić i wręcz idealnie skoczyć przeszkodę.
Przy drugim przejeździe z zainteresowaniem obserwował każdy najdrobniejszy szczegół, wyłapując de facto informację o tym na co tak naprawdę będzie stać młodzika. Jak widać był nie tylko ambitny i zawzięty, ale również miał spore predyspozycje do większego sportu. Nieco skrzywił się przy ostatnim skoku, ale automatycznie po lądowaniu starał się go uspokoić. Widział jego zaangażowanie i niekoniecznie zadowolenie z takiego obrotu sprawy, domyślił się jednak, ze ktoś akurat ten typ przeszkód zaniedbał w szkoleniu. Był jednak pewny, że ową wysokość skoczy bez problemu, za swobodnie skoczył dobul'a i bardzo dobrze pracował ciałem w rozciągnięciu nad przeszkodą. Dlatego zrobił mu ostatnie podejście - więcej już nie będzie go męczył, ale karosz musi dobrze zakończyć korytarz i chłopak nauczy go czegoś nowego.
Zamknął ścianę z przeszkodami, wcześniej chwaląc go głosem. Szybko uwinął się z tym co planował i ten na ścianie był układ: drąg, foula, drąg, foula, koperta 90 cm, foula, drąg, foula, drąg, foula i wcześniejszy triple 1,4x1,5x1,6x1,1(szer) m. Zdecydował się go zwęzić o 10 cm, wysokość zostawiając tą samą, jednak mocno podbudował stacjonatę w triplu o wys. 1,4 - tak by karosz nie miał problemu z oceną wysokości. Ponad to pod triplem ustawił płotki o wys. 50 cm by wypełnić dół przeszkody i pomóc ogierowi w ocenie przeszkody. Ostatni drąg dał o mocniejszej barwie, by widział koniecznie szerokość.
Otworzył korytarz po raz kolejny puszczając z niego ogiera. Ponownie przez cały czas będąc "w pogotowiu", by ew. wspomóc go w sposób jaki obecnie tylko mógł.Bastian Collins - 2014-02-22, 12:35 Przyszedł wraz z Who Knowsem, z którym najpierw przeszedł się obok przeszkód, pokazując mu co go dzisiaj czeka. W ramach przeszkód ustawione były dość spore krzyżaki, co w zasadzie zadowoliło Collinsa na sam początek. Nie musiał od razu rzucać ogiera na głęboką wodę, gdyż chciał zobaczyć jak ten sobie radzi, a jeśli wszystko będzie dobrze, stopniowo będzie podwyższał pułap.
Stworzył trójkąt, którego wierzchołkami były pysk konia, końcówka bata oraz trener i dbając o to, aby koło było w miarę równe pogonił ogiera do stępa. Musiał mu zrobić porządną rozgrzewkę zanim zacznie skakać i w tym własnie celu koń chodził w kółko przez około 15 minut, najpierw w jedną potem w drugą stronę, a kiedy ten czas minął Sebastian nakazał przejście do kłusa, popędzając konia batem i wydając przy tym komendę głosową:
- Kłus - powiedział dość stanowczym tonem głosu, a jeśli koń przeszedł do wyższego chodu, mój bohater pilnował równego tempa.Who Knows - 2014-02-22, 14:55 Z postawionymi uszami przyglądał się przeszkodom. Takich profesjonalnych to tak właściwie jeszcze nie widział... Miał styczność raczej z tymi czysto naturalnymi - kłodami, gałęziami, kamieniami. Lubił skakać, więc raczej z nimi problemu nie miał. No i miał to w genach, no!
Pamiętał jeszcze ich ostatnie spotkanie dość dobrze, więc bez problemu powędrował na koło - Sebastian wyczaił go wtedy w dobrym momencie. Był wtedy tak spragniony wiedzy, że każdą nabytą informację przyswajał efektywniej niż normalnie. Stępował bardzo aktywnie, zadnimi nogami przekraczając ślad przednich - trzeba przyznać, że znowu prawie kłusował. Jego energia była chyba wiecznie niespożytkowana. Albo cały jej nadmiar jeszcze nie zniknął. Pozycja na łuku była dla niego jeszcze nie do końca wygodna, bo jak wiadomo, nie był jakoś specjalnie rozciągnięty, ale wiedziony intuicją starał się raczej w koło wpisywać. Nawet jeśli wymagało to od niego jakiegoś wysiłku czy skupienia. Skierował jedno ucho w stronę człowieka, wyłapując komendę. Trawił ją sobie przez chwilę, nadal miał problem ze słowami... Ale po dodaniu sygnału batem ruszył odpowiednim tempem naprzód, tutaj już nie spiesząc aż tak, ale idąc po prostu aktywnie, z ładną akcją nóg, naturalnie zaangażowanym zadem.Bastian Collins - 2014-02-22, 15:43 Sebastian był naprawdę podekscytowany tym jak ruszał się ogier. Mało tego, że był piękny to jego ruch naprawdę potrafił wywołać na kimś wrażenie. Ładna akcja nóg, angażowanie zadu.. Gdyby nie miał właściciela, Collins z pewnością wziąłby go dla siebie. Lubił tego młodzieniaszka i mógłby zacząć z nim pracować, a był pewien że w przyszłości będzie on wspaniałym sportowcem. Mając dwa takie konie mógłby naprawdę dużo.
Kiedy koń zakłusował Bastian nadal uważnie mu się przyglądał. Jeśli nieco przyspieszał lub zwalniał, mężczyzna powstrzymywał lub popędzał go komendami głosowymi, które były raczej zrozumiałe dla każdego zwierzęcia.
Po kilku minutach kłusowania mężczyzna zatrzymał ogiera by ponownie przepiąć mu lonżę i popracować nad drugą stroną. Nie mógł cały czas obciążać jednej z nich, a kiedy tylko zatrzask zamknął się na drugim kółku wędzidła, gniady znów dostał sygnał do kłusa, a po kolejnych kilku minutach także do galopu. Knows ponownie otrzymał komendę głosową, a chwilę po niej znak batem. Miał nadzieję, że holender nauczy się komend i będzie na nie reagował bez pomocy owego czarnego "kijka".
Jeszcze tylko kilka kółek na drugą stronę i mogą zacząć trening właściwy.Who Knows - 2014-02-22, 16:09 Przez połączenie dwóch dość uzdolnionych sportowo (acz nie tak wybitnych jak powiedzmy Inso czy Sternkampfer) można było uzyskać konia o sporym potencjale - więc mamy takiego Who... Oczywiście w stajni było w tej chwili sporo innych obiecujących sportowych koni, o rodzicach lepszych jeszcze niż Ci gniadosza. Ale tylko on był w tej chwili odpowiednio wyrośnięty.
No, ale kończąc kolejną już dygresję: gniadosz niechętnie zwolnił, podejrzewając przez chwilę, że to koniec przeznaczonego mu na dziś wysiłku. Nadal nie miał pewności, jak taka praca z człowiekiem wygląda, bo miał za sobą raptem jeden porządny trening... Odetchnął z ulgą dopiero w momencie, gdy lonża została przepięta i Bastian nie ruszył się z miejsca. Ruszył z powrotem na koło, nie potrzebując praktycznie żadnej zachęty do dalszej pracy. Jedno ucho cały czas skierowane miał w stronę mężczyzny. Grzeczny był jak na razie, by nie skrócić sobie przypadkiem pobytu tutaj.