Gerard Wayford - 2016-05-09, 19:58 Wkrótce przyszło mu rozłączyć się z Vivianne, ponieważ dotąd nie sprawiający problemów Casello postanowił pokazać, że wcale taki idealny nie jest. Mimo oporów wałacha, udało mu się go nakłonić choćby do podejścia na brzeg. Wówczas odpuścił i pogłaskał konia po szyi, dając mu chwilę na uspokojenie się.
- Poważnie, kolego? Chcesz mi powiedzieć, że zawracamy? - Zapytał, podnosząc wzrok na stojącą na drugim brzegu Vivianne, której zaproponował, żeby jechała dalej, a on do niej dołączy gdy tylko uda mu się uporać z odmawiającym współpracy koniem. Miało to swoje zalety - przynajmniej ominął ich szaleńczy wyścig, który rozegrał się przedzie.
Wracając - wyszarpał konia za wodze i siłą zmusił go do przejścia, grożąc mu, że pierw skiśnie w boksie, a później zostanie kabanosem :ble: To oczywiście taki żart, bo w rzeczywistości tylko zamknął konia w łydkach, prosząc go o postąpienie o krok do przodu. Jeżeli stanowczo odmawiał przejścia przez wodę, denerwując się jeszcze bardziej niż przedtem, Gerard zrezygnował z dalszych prób przekonania wałacha do swoich racji. Zsiadł z jego grzbietu i przełożył wodze przez szyję, po czym ruszył z koniem wzdłuż brzegu, z zamiarem przeprowadzenia go przez most. Idąc za plecami Wayforda powinien mieć więcej odwagi i zaufania.Hayley - 2016-05-09, 20:03 - Kompletnie nie wiem jak to powinno wyglądać, ale hej... zawsze możemy improwizować – odparła wstając z ziemi pełna zapału. Niemal natychmiast przystąpiła do pracy, początkowo jeszcze wierząc w swój sukces. Łączyła ze sobą jakieś rurki, starając się dopasować jedną do drugiej i dopiero kiedy uznała, że już kompletnie nie ma pomysłu co dalej, poprosiła Jess o instrukcję, naiwnie wierząc, że dziewczyna o tym pomyślała. Jak zwykle jednak nie było na co liczyć, wszak Jessica do szczególnie rozgarniętych osób nie należała, a Hayley została z pustką w głowie, próbując uporać się z dalszym montowaniem namiotu. To tylko w teorii było proste, bowiem przerosło ich już samo złożenie szkieletu. Jeszcze chwilę intensywnie myślała nad tym wszystkim co rusz pytając Aidena czy ma jakiś pomysł jak to powinno wyglądać, ale zaraz usłyszała swoje imię. Ten ton mówił jasno i wyraźnie, że przyjaciółka właśnie czegoś chce i nie będzie to coś, na co Blondyna chętnie się zgodzi, dlatego przygotowała się na najgłupszy możliwy pomysł i wcale się nie pomyliła.
- Sami damy radę – odparła całkiem stanowczo, zaraz postanawiając uzasadnić swoją decyzję.
- Tony na pewno jest zmęczony i... – tu ponownie spojrzała na stertę leżących rurek, przerywając na moment z grymasem niezadowolenia.
- Nieważne – Mruknęła ostatecznie, wzrokiem szukając już namiotu kolegi, po czym dziarskim krokiem ruszyła do Tonego z prośbą o pomoc. Już przy samym końcu drogi, kiedy uświadomiła sobie, że jest tutaj również Aaren, miała ochotę się cofnąć i zawrócić, ale wcale nie uśmiechała jej się wizja spania pod gołym niebem.
- Cześć. Jak się macie? – zapytała w duchu ganiąc się za jakże nienaturalnie powitanie, ale nie umiała tak po prostu podejść i prosić o cokolwiek. Z drugiej strony chciała mieć za sobą to uciążliwe zadanie, dlatego zaraz uśmiechnęła się nieśmiało do Wayforda.
- Mogłabym mieć do ciebie prośbę? Chodzi o to, że w naszej grupie nikt nie umie rozłożyć namiotu...Bastian Collins - 2016-05-09, 20:13 Zdecydowanie ucieszył się na widok Elizabeth, która już jakiś czas później pojawiła się na horyzoncie. Wraz z nią odstawił własnego konia na padok, wcześniej także przebierając go w kantar, aby zaraz odjąć dziewczynę, przyciągnąć ją do siebie i złożyć krótkiego buziaka na jej czole. Jakoś… nie mógł się powstrzymać i był chyba zbyt mocno zaaferowany rajdem aby zachowywać się jak Bastian codzienny.
- Przecież widziałaś – odparł z rozbawieniem, co właściwie miało oznaczać, że zachowanie Chaosa z początku rajdu utrzymywała się już do samego końca. Mimo wszystko był dumny. To było coś w rodzaju zawodów, w których brało się udział: „Miałem 20 punktów karnych, spadłem na ostatniej przeszkodzie, ale jechało mi się tak cudownie!”. Tyle razy już tego typu słowa docierały do moich uszu, że Collins powoli zaczął się nimi zarażać.
Po przywitaniu się z dziewczyną zaproponował jej, aby dołączyli do reszty towarzystwa i nim jeszcze otworzył sobie piwo, które było jedyną rzeczą, na jaką miał aktualnie ochotę, postanowił rozłożyć namiot mający zapewnić mu schronienie przed nocą. Właściwie jemu osobiście nie przeszkadzałoby spanie pod gołym niebem, ale choć z początku chciał zachować jakiekolwiek pozory wobec pozostałych uczestników rajdu.
- Śpisz ze mną czy rozłożyć też Twój? – zapytał, unosząc w górę kącik warg.Alain - 2016-05-09, 20:16 Francuz był chyba zbyt leniwy, by na miejsce dotrzeć na końskim grzbiecie, bo przecież z jazdą radził sobie świetnie i dopiero niedawno przestał odwiedzać stajnię. Twierdził, że coraz bardziej zaczynało go to nudzić, poza tym miał na głowie masę innych zajęć, które były niejakimi priorytetami. Na rzecz tych właśnie spraw zaczął odsuwać od siebie jazdę konną, ostatecznie całkowicie zrywając z tym sportem. Zdecydowanie wygodniejsza i szybsza była podróż samochodem, którą sobie zafundował. Nad jeziorem pojawił się jako jedna z pierwszych osób, choć nie przywiązywał uwagi do tego, który z kolei pojawił się na miejscu ogniska. Zaparkowawszy samochód, wyjął z niego potrzebniejsze rzeczy i położył z boku, coby nie musieć później męczyć się z ich wypakowywaniem z bagażnika. Schował klucz do kieszeni czarnej bluzy i wzdychając cicho, oparł się o maskę samochodu. Nie umiejąc znaleźć dla siebie ciekawszego zajęcia, zwyczajnie przyglądał się przybywającym parom, co jednak robił z nikłym zainteresowaniem. Nie znał zbyt wielu osób ze stajni i nawet nie próbował poznawać. Celem bruneta nie była integracja z nowymi ludźmi, a spotkanie ze starymi przyjaciółmi i znajomymi, których zapewne nie będzie tu brakować. Pierwszą dziwnie znajomą twarz wychwycił od razu po jej przybyciu. Jasnowłosa dziewczyna wzbudziła w mężczyźnie nieokreślone emocje. Marszcząc lekko brwi, przyglądał się jej przez dłuższą chwilę i poważnie zachodził w głowę, zastanawiając się skąd zapamiętał jej twarz. Kiedy ostatecznie zdołał to sobie uświadomić, spiął się mimowolnie i poczuł jak wzdłuż kręgosłupa przebiega nieprzyjemny dreszcz. Jeszcze nie zapomniał tego, co działo się w areszcie i pewnie szybko nie wyprze tego z pamięci, jednak na ten czas odsunął od siebie wszystkie myśli z tym związane, jednocześnie przerywając przyglądanie się Hayley. Poruszając ramionami, pozbył się z nich resztek skurczu. W spokoju przyglądał się kolejnym przybywającym ludziom i koniom, pomiędzy którymi dostrzegł Tonego i Aaren. Tak czy inaczej nie podchodził do nich, zaraz ponownie marszcząc brwi, widząc jak w ich stronę rusza blondynka. Szybko zrezygnował z obserwacji trójki - najwidoczniej dobrych znajomych - i westchnąwszy ciężko, zerknął przelotnie na zegarek. Szybciej Monka! Aaren Wayford - 2016-05-09, 20:30 - Poddaję się.- nawet nie próbowała się z nim sprzeczać, tyłek i nogi odmawiały jej już posłuszeństwa. I faktycznie jeśli chodzi o pobyt w siodle to na dzisiaj miała dość.
Podobnie jak brunet upiła kilka łyków zimnego złocistego napoju mrużąc przy tym oczy z rozkoszy. Chmielowy aromat kojąco działał na zmęczone mięśnie, przynosząc im rozluźnienie. Wpatrując się w Tonego niemal cały czas się uśmiechała choć przelotnie na jej twarzy widoczne było zmęczenie.
- Czekasz na początek imprezy ?- sama nie potrzebowała do szczęścia niczego więcej poza zimnym piwem, a także doborowym towarzystwem, w którym mogłaby je opróżnić. Niestety żołądek brunetki miał inne zdanie. - Chyba ktoś się dopomina o uwagę ?- poklepała się po płaskim brzuchu uśmiechając jednocześnie pod nosem.
Z chwilowego rozbawienia wyrwała ją osoba Hayley, która pojawiła się niewiadomo skąd. Unosząc wzrok na twarz blondynki powitała ją szerokim uśmiechem.
- Cześć, obecnie to umieramy i marudzimy.- odpowiedziała za siebie jak i Tonego, który sączył leniwie piwo. Słysząc prośbę blondynki posłała jej uśmiech, zaraz przenosząc spojrzenie na Wayforda.
- Idź wykaż się mężczyzno.- tycnęła go nogą, odgryzając mu się za to piwo, o które wcześniej poprosił.
Wzrokiem uciekając na moment, obserwowała Bastiana, a także przybyłego samochodem Alaina, który trzymał się na uboczu, tego całego zgromadzenia.Vivianne Feron - 2016-05-09, 20:42 Wzięła konia mocniej na siebie, zdecydowanie działając na jego pysk aby w chwilę później kazać mu się cofnąć kilka kroków. Rozumiała zew emocji, który porwał go naprzód, ale nie mogła pozwolić aby ignorował jej obecność w siodle i działał na własną rękę w podejmowaniu tego typu decyzji. Takie zachowania mogłyby się odbić później na parkurze, torze crossowym czy innego rodzaju zawodach czy rozprężalni, do czego nie zamierzała dopuścić. Nie wyżywała się na nim, jedynie zwróciła uwagę na niepoprawne zachowanie, chwilę później wypychając go z powrotem do przodu.
Kierując się słowami Gerarda ruszyła wraz ze swoim podopiecznym naprzód, pozwalając mu na kontrolowany galop, do którego przejścia zachęciła go już w chwilę później. Nadmiar energii, który się w nim ukrywał, mógł teraz swobodnie wykorzystać, a właścicielka przeszła w półsiad, pozwalając mu w tym tempie dotrzeć aż nad jezioro. Oczywiście jeśli wykazywał w międzyczasie jakiekolwiek oznaki zmęczenia czy utraty sił zwyczajnie przeszła do stępa, resztę trasy pokonując właśnie w ten sposób. Nie chciała biec na łeb na szyję rozważnie kontrolując stan konia, który miał pozostać nienaruszony.
W końcu udało im się dotrzeć na miejsce. Brunetka zsiadła z ogiera, rozsiodłała go i ubrawszy kantar poczęstowała marchewką, którą zabrała ze sobą właśnie na tę okoliczność. Znalazła mu także trochę wody, aby mógł się napić i zadowolona klepała go po szyi, dziękując za udaną wycieczkę. Chwilę postała z nim na trawie, aby wkrótce odprowadzić konia na pastwisko i podejść do grupy ludzi, która już integrowała się nad jeziorem. Póki co chyba nikogo nie znała – Harłak chyba jeszcze nie dojechał, a prócz niego dziewczyna nie miała w mieście zbyt wielu znajomych. Rzuciwszy okiem po otoczeniu na moment zatrzymała wzrok na Tonym, instynktownie czując, że to właśnie on może być synem czterdziestolatka. Sama nie wiedziała czy bardziej utwierdziło ją w przekonaniu podobieństwo czy liczne tatuaże, które zdobiły jego ciało tak licznie jak ojca. Uniosła enigmatycznie kąciki warg, nie zaprzątając sobie na razie głowy rozłożeniem namiotu. Musiała chwilę odpocząć po męczącym rajdzie, wraz z posadzeniem tyłka na trawie odpalając sobie papierosa.Charmeur - 2016-05-09, 20:45 Grupa 3
//Miszor jeszcze jeden post i zgarniamy punkty za rajd :D
Power miała i to jaki, zdążyła tylko śmignąć nad strumieniem i pognała dalej próbując zrównać się z łaciatym kucykiem oraz rudą kobyłką. Jako młody koń miała tą odrobinę fantazji i szaleństwa, które objawiło się dopiero teraz na rajdzie.
Wbrew wszelkim obawom właściciela nie próbowała brykać, jedynie leciała szaleńczo na oklep. Przed dłuższy moment zapierając się na wędzidle parła dziarsko przed siebie ignorując wszelkie próby zatrzymania. Dopiero posłana do przodu, zaczęła zwalniać pod wpływem utraty sił, a także w momencie, gdy zauważyła powoli hamujące kucyki przed sobą.
Galopując już okrągłym galopem z rozluźnioną szyją, zatrzymała się na wolcie przechodząc do miękkiego i elastycznego kłusa, zmęczona szła pod dyktandem Miszy, całkowicie pokorniejąc i odzyskując rozum. Harley Davidson - 2016-05-09, 20:49 Doprowadził ogiera aż do miejsca postoju, lawirując między stępem a kłusem. Tempem dopasowywał się do jeźdźców prowadzących zastęp i jako, że był to teren nie wymagał od Stradiego (pewnie już trochę zmęczonego) niczego specjalnego - jedynie pozostania w lekkim ustawieniu i w miarę energicznego kroczenia naprzód. Co jakiś czas upominał go półparadami, prosząc o poprawienie się... Ogólnie gniady bardzo się starał i dobrze się sprawował, więc Harley zdecydował się zostać w tyle grupy, by nagrodzić mu to długą chwilą stępa na swobodnej wodzy. Naprzemienne odziaływał łydkami na ciepłe boki ogiera, spojrzenie wbił w coraz bliższe jezioro. Oddychał głęboko, pozwalał na rozluźnienie zarówno sobie, jak i dzielnemu wierzchowcowi... W sumie zaufał mu i praktycznie pozwalał iść za grupą wedle własnego uznania - wybraną przez siebie trasą i tempem.
...
Gdy dobili już do obozowiska zaczęło trochę się ściemniać, mężczyzna zeskoczył na ziemię, ucałował ogiera w chrapy. Trudno, najwyżej zyska etykietę geja! Rozsiodłał go, wytarł z potu i wolnego od juków i rzędu puścił na pastwisko. Za jakiś czas pewnie przyjdzie upewnić się, czy wybrał dla niego odpowiednią grupę... A teraz czas na namiot! Założył plecak, siodło, czaprak i ogłowie przewiesił sobie przez ramię i ruszył do pola namiotowego. Wybrał miejsce niewiele oddalone od pola ogniskowego, podejrzewał, że będzie miał problemy z dotoczeniem się do swojego cnego domostwa. Rzucił tu na ziemię siodło, przez nie przewiesił czaprak na lewą stronę i po zostawieniu łachów wziął się za czyszczenie wędzidła. W pracy z końmi był zawsze metodyczny, starał się wszystko dopiąć na ostatni guzik, by uchronić swoje wierzchowce przed zranieniami. Po powrocie rozłożył namiot - miał nadzieję, że nie tylko dla siebie, ale i dla Sary. Rzucił do środka swoje koce i bagaże. Mięśnie miał tylko zesztywniałe, był raczej znudzony jednostajnymi widokami i przez to trochę przygaszony i już wcale nie tak chętny do szaleństw. Nikt jak dotąd nie wziął się za rozpalanie ogniska, więc Harley ruszył do tego zacnego zadania pierwszy - usiadł przed przygotowanym na ognisko miejscem i zaczął układać z coraz to szerszych gałęzi kolejne namiociki.
Cały wczorajszy dzień spędził na czytaniu poradników o survivalu. Definitywnie chciał zabłysnąć i trochę rajdowcom pomóc... Wyciągnął z kieszeni zapalniczkę i podpalił cienki chrust. Szybko zajęły się suche liście, którymi obsypał cienkie gałązki i promień zaczął powoli wzrastać, nieśmiało błyskać zza grubszych gałęzi. Zerknął w stronę pola namiotowego, ale większość twarzy... Raczej nieznajoma! Krótka nieobecność w tym gronie i zapracowanie chyba doprowadziło do lekkiego wycofania Davidsona, cóż to się z nim dzieje?I So Bad - 2016-05-09, 20:56 Obracając łeb do tyłu spojrzała na Loczusia posyłając mu zalotne spojrzenie ale nic więcej. Podobnie jak kary zajęła się skubaniem trawy tuż po tym jak odeszła parę metrów dalej od wodopoju. Zaznając zasłużonego odpoczynku z cieniu, mogła oddać się relaksującemu posiłkowi.
Dopóki żaden inny koń nie został wpuszczony na ich padok, kompletnie ignorowała obecność ogiera, który stał na drugim końcu wybiegu, oboje sobie nie przeszkadzali, tolerując się wzajemnie na odległość.Friskey Whiskey - 2016-05-09, 21:00 Cofnął się posłusznie, respektując napór wędzidła i działający dosiad, proszący go wykonanie paru kroków w tył. Ruszając do przodu ze zwieszonym łbem i rozlazłymi na boki uszami, szedł pokornie nie chcąc ponownie denerwować swojej amazonki.
Dopiero poproszony o galop zareagował ochoczo, niosąc Vivianne miękko na swoim grzbiecie, stawiając okrągłe foule i mocno angażując swój zadek przez co Vi mogła czuć się tak jakby galopowała pod górkę cały czas, nawet jeśli jechała tylko w półsiadzie. Miękko oparty na wędzidle poparskiwał co jakiś czas, nie śpiesząc i będąc w pełni pod kontrolą amazonki.
Docierając na miejsce, zaaferowany ogromem koni i jeźdźców, zarżał donośnie oczekując jakiejkolwiek odpowiedzi od zgromadzonego tu towarzystwa. Ubrany w kantar zatrząsł łbem i schrupał ze smakiem marchew, pijąc wodę włożył do wiadra prawie cały swędzący łeb .
Skubiąc trawę obijał leniwie ogonem na boki, choć więcej czasu spędzał na mieleniu zieleniny w pysku i przyglądaniu się pozostałej gromadce. Dopiero wpuszczony na padok, wytarzał się cały w piachu, prezentując teraz odcień gniady zamiast siwego. <3Anonymous - 2016-05-09, 21:00 - Imprezy? Marzę tylko o tym aby zjeść, napić się i pójść spać - westchnął ciężko, będąc niemniej zmęczonym niż Aaren. Chociaż regularnie jeździł konno, to nigdy dłużej niż godzinę naraz. Brał właśnie kolejny, spory łyk piwa, gdy podeszła do nich Hayley. Podniósł na dziewczynę wzrok i odjąwszy butelkę od ust, uśmiechnął się do blondynki. - Nic dodać, nic ująć - potwierdził słowa brunetki, wciąż patrząc wyczekująco na Hayley zupełnie tak, jakby domyślał się, że nie podeszła do nich bezinteresownie.
- Poważnie? - Mruknął, mimowolnie unosząc kąciki warg w wyrazie rozbawienia. - Ale jasne, nie ma sprawy - dodał, zanim dziewczyna zniechęciła się jego ironiczną reakcją, czego przecież nie miał na myśli. Obejrzał się na Aaren, wywracając oczami w odpowiedzi na jej komentarz, po czym wypił piwo do końca. Picie w tak gorący, męczący dzień prawdopodobnie nie było najlepszym pomysłem - alkohol zdecydowanie szybciej uderzał do głowy. Szczerze mówiąc, Wayfordowi już teraz było przyjemnie. Zostawił pustą butelkę na ziemi, obok tych pełnych, po czym wstał z ziemi i udał się z Hayley do jej zdolnej-inaczej grupy.
Widząc już z daleka, kto wchodził w jej skład, uśmiechnął się dość kwaśno. Szybko jednak pozbył się tego wyrazu, dłonią przecierając twarz. Weź się w garść, Wayford. Zajmie Ci to tylko 10 minut. W drodze do 'obozowiska' pierwszej grupy milczał, głównie dlatego, że podejście tam z Hayley zajęło im dosłownie chwilę.
- O ja pierdolę - jęknął cicho, prawdopodobnie nie zostając usłyszanym przez wszystkich, co najwyżej przez osoby stojące najbliżej. - Co Wy z tym zrobiliście? - Zapytał, patrząc na plątaninę rurek, sznurków i miliona innych rzeczy. Sześcioosobowy namiot. Dobre sobie. Uśmiechnął się pobłażliwie, po czym spojrzał po twarzach, rozpoznając tylko Jess i Mię. - Cześć - przywitał się z nimi, na twarz przybierając przyjazny uśmiech i kolejno zwracając się do Anais i Aidena. - Tony - przedstawił się, podając im rękę. Następnie wyprostował się i raz jeszcze cicho westchnął. - Musicie mi pomóc, sam tego nie postawię. - Powiedział, kolejno instruując zainteresowanych pomocą i razem z nimi zaczął rozłączać rurki, segregować je tak, aby ogarnąć zaistniały chaos. Później wspólnie zaczęli składać namiot, oczywiście stosując się do instrukcji Tonego, który był tak zaoferowany składaniem namiotu, że nawet nie zauważył przybycia Alaina, ani też nie poczuł na sobie spojrzenia Vivianne, która trafiła w dziesiątkę.Elizabeth White - 2016-05-09, 21:00 W reakcji na krótkiego buziaka, na jej ustach zagościł delikatny uśmiech. Nawet gdyby bardzo chciała, nie umiała powstrzymać reakcji, która była niemalże warunkowa. Co prawda znowu ich relacje się rozpadły, nie mieli ze sobą przez dłuższy czas kontaktu, ale w dalszym ciągu Bastian był dla niej kimś ważnym. Nie sądziła już nawet, by mogło to ulec jakiejkolwiek zmianie.
- Taak, z Caroline wszystko zarejestrowałyśmy - odparła, a jej uśmiech momentalnie się pogłębił. Może z boku wyglądało to zabawnie, ale doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że mężczyźnie wcale do śmiechu nie było.
Odstawiwszy Devona na zasłużony odpoczynek, poobserwowała go chwilę i sprawnie posprzątała pozostawiony bajzel. Na propozycję mężczyzny przystała chętnie, witając się z całą grupą odpoczywających po rajdzie jeźdźców. W owym momencie uświadomiła sobie również, jak wiele osób nie zna. Niektórych co prawda kojarzyła z zawodów, czy z życia codziennego, ale pozostałe twarze były jej całkowicie obce. Było to o tyle przerażające, że przecież jeździli w jednej stajni. Z jej głębokich przemyśleń wyrwał ją głos Bruneta, który najwyraźniej postanowił zrobić coś pożytecznego i przygotować sobie już teraz miejsce do spania.
- Jeśli mnie zapraszasz... - odparła i posłała mu jeden ze swoich zadziornych uśmiechów. Oczywiście nie miała nic na myśli (żeby nie było). Po prostu dzielenie namiotu z kimś znanym było dużo fajniejsze niżeli spanie samemu. Oczywiście o ile o jakimkolwiek spaniu była mowa Brian - 2016-05-09, 21:06 Po pokonaniu mostku ruszyli żwawym kłusem. Brian wysyłał Sensationet kilka półparad, sam był na niej skupiony, ale nie zapominał o swoim zastępie, innych parach i otoczeniu. Po przejechaniu pewnego odcinka w kłusie, stwierdził, że klacz też powinna mieć coś z życia. Jemu też nie wystarczało tylko obserwowanie innych par w galopie. Dlatego wypchnął zangersheide do galopu, pochylając się nad jej grzbietem. Wyminęli kilka innych par, oczywiście brunet uważał, żeby się w nikogo nie wpierniczyć. Cieszył się galopem póki trwał, jednak kiedy zauważył pierwsze oznaki zmęczenia u czterolatki - bo w końcu dźwigała jego i bagaż - zwolnił ją z powrotem do kłusa, czy nawet stępa.
Dalsza część kilkugodzinnego rajdu upłynęła im raczej spokojnie, chociaż godziny spędzone w siodle dały o sobie znać.
W pewnym momencie wszyscy zatrzymali się na długi postój, podczas którego Brytyjczyk pozwolił Sensationet odpocząć, poczęstował ją kilkoma smakołykami, sam ugasił pragnienie i głód, po czym gdy postój się zakończył znowu wrócił na grzbiet klaczy.
Kilka godzin póżniej jego oczom ukazało się jezioro. Dwudziestosześciolatek odetchnął z ulgą. Gdy dotarli na miejsce ich obozu Brian zaprowadził gniadą na jeden z ogrodzonych, małych padoków. Pozbył się siodła i swoich bagaży z jej grzbietu, założył jej z powrotem kantar i odłożył jej sprzęt w bezpieczne miejsce. Poczęstował swoją podopieczną kostką cukru. Na pewno jeszcze do niej zajrzy, ale na razie msiał rozprostować nogi. Od dawna nie siedział tyle godzin w siodle i odczuwał tego skutki. Przeszedł się nad jezioro, wziął z prowizorycznej lodówki piwo i ruszył dalej, w stronę ogniska, które próbował rozpalić Harley. miał jeszcze namiot do rozłożenia, ale na razie mu się nie chciało, na "polu namiotowym" i tak panował już ruch, od którego na razie trzymał się z daleka.
- Wiesz, że powinieneś raczej rozpalić ognisko pocierając o siebie dwa patyki, albo kamienie? - zwrócił mu uwagę raczej żartobliwie, bo w końcu survival to survival, a nie rozpalanie ogniska od zapalniczki. Chociaż Brytyjczyk sam miał jedną na podorędziu. Z resztą w życiu nie był na survivalowym obozie, więc nie potrafiłby rozpalić ogniska jedną z wyżej wymienionych metod.Aiden Craven - 2016-05-09, 21:16 Spojrzał na Jess i Hayley z powątpiewaniem, osobiście również nie mając pojęcia od czego zacząć. Wspólnie trudzili się nad tym dobre kilkanaście minut, w ostatecznym wyniku otrzymując jedno, wielkie nic. Ale czego innego można było się spodziewać po blondynie, blondynce i brunetce, która przynajmniej mentalnie również była blondynką?
- O, to doskonały pomysł! - Zawtórował Jess, patrząc nagląco na Hay. - Od razu poznamy tego Twojego "przyjaciela" - na ostatnie słowo postawił specyficzny akcent, w dodatku odpowiednio gestykulując.
Odprowadził kuzynkę wzrokiem, z zainteresowaniem przyglądając się Tonemu i nie bardzo wiedząc, co o tym właściwie myśleć. Zerknął na Mię i na Anais, po czym cierpliwie czekał aż Hayley wróci z pomocą. Na szczęście nie musieli długo czekać; słysząc ciche przekleństwo bruneta, nieznacznie uniósł brwi, zaraz jednak rzucając to w niepamięć. Może rzeczywiście się nie popisali...
- Aiden - przedstawił się, krótko ściskając dłoń Wayforda. Później, prawdopodobnie tak jak reszta, dostosował się do jego wskazówek i powrócił do składania namiotu, co chwilę posyłając w stronę dziewczyn dziwne miny tak, aby Tony ich nie zobaczył, a Hayley go nie zabiła <3Bastian Collins - 2016-05-09, 21:19 - Chaos to naprawdę zabawne zwierzę – teraz sam się już śmiał z zaistniałej sytuacji, ale wcześniej z pewnością nie było mu do śmiechu. Jego wargi poszerzyły się w jeszcze większym uśmiechu kiedy tylko panna White przyodziała taki sam na własnych ustach, a sam Bastian był bardzo zadowolony z tego, że znów ją widzi. Między nimi bywało różnie, ale co by się nie działo zawsze wracali do siebie i z łatwością potrafili ponownie się dogadać. To właśnie w ten sposób wyrażano głęboką przyjaźń, która miała przetrwać przez całe życie.
- Ciebie zawsze – oświadczył, bez problemu radząc sobie z rozłożeniem niewielkiego namiotu. Jeśli ładnie się w nim zzipują to bez problemu powinni się zmieścić wraz ze swoimi tobołkami. Gdyby tylko wiedział, że będzie mu dane dzielić z kimś namiot to pewnie wziąłby większą sztukę, która zalegała u niego w domu. Z drugiej strony tak małe „pomieszczenie” gwarantowało bardziej intymną atmosferę, więc bez problemu mógł zapraszać do środka towarzystwo.
Kiedy wszystko było już gotowe pozwolił dziewczynie włożyć do środka tobołki, które ze sobą zabrała, aby w chwilę później wraz z nią dołączyć do rozpalanego ogniska.
- Jestem Bastian, a to Elka – przedstawi ich grzecznie, a kiedy na linii jego wzroku pojawiła się Aaren pociągnął ze sobą przyjaciółkę, by podejść do Pani porucznik, na której wargach złożył krótkiego buziaka. – No cześć – przywitał się, przywołując na ustach bardzo szeroki i wredny uśmieszek. Miał nadzieję, że obie panny się dogadają a on będzie mógł korzystać z towarzystwa ich obu. Przynajmniej przez jakiś czas.