Excalibur - 2017-04-22, 14:12 Wyjechanie na woltę sprowokowało go do zwolnienia w galopie, bo nie chciał się zabić. Co jak co, ale samobójca był z niego żaden. Po uspokojeniu swojego galopu, zaczął wykonywać te same ćwiczenia co w poprzednich chodach. Wężyki, ósemki, przechodzenie przez drągi. I o ile wyginanie się nie szło mu najgorzej, to pierwsze podejście do drągów było dalekie ideałowi. Siwy z nerwów zaczynał się spinać, przez co trudno było mu się dogadać z jeźdźcem. Po wszystkim przeszedł do stępa, by trochę odpocząć przed skokami. Zachował chwilowy spokój, nie zwracał nawet uwagi na stajennego, który ustawiał im przeszkody. Z przytulonymi do potylicy uszami żywo maszerował po całej arenie, pysk zaciskając na wędzidle. W pewnym momencie znowu stanął, a wszelkie próby ruszenia nim do przodu kończyły się tym, że próbował się cofać, a nawet przysiadał na zadzie. Testowanie cierpliwości jeszcze się nie skończyło, bo gdy znowu ruszył na przód to szedł jeszcze szybciej. Nadal stępem, ale takim jakby zaraz miał wyrwać się na przód. Głośno furczał przez nozdrza, chwilami mocniej tupiąc zadnią nogą w podłoże. Jakby chciał okopać powietrze za sobą. Znowu przeszli do galopu, w którym wyrywał się naprzód, a po wyregulowaniu tempa najechali na pierwszą przeszkodę. Ogier wyciągał do niej jeźdźca, na utrudnianie mu tego reagując mocnym kuleniem uszu. Przeskoczyli przez nią w miarę sprawnie i wylądowali na prawą nogę. Z drugą przeszkodą było tak samo, a jak dostał więcej luzu to nawet bardziej się rozbestwił. Podczas skoku wyciągnął się nad przeszkodą i szybko wylądował.Gerard Wayford - 2017-05-15, 09:51 /Pozwolę sobie przyjąć, że jest pusto, skoro nikt tu nie pisał tyle czasu...
Wayford nie był fanem jazdy na zamkniętej ujeżdżalni. Szczerze mówiąc zupełnie tego nie rozumiał, jego dotychczasowe lata jeździectwa upłynęły na jeździe w terenie. Dopiero po wstawieniu konia do pensjonatu wsiadał czasem na placu lub, co gorsze, na hali. Dzisiaj jednak nie miał za bardzo wyboru, zwyczajnie czuł, że nie dałby rady za daleko wyjechać, nawet na najgrzeczniejszym koniu na świecie.
Po sprawdzeniu popręgu dosiadł Lookin, choć samo to było sporym wyzwaniem biorąc pod uwagę stan lewej nogi. Z pomocą schodków udało mu się to jednak zrobić dość sprawnie, a gdy już zajął miejsce w siodle, dał klaczy łydkę do stępa, naraz delikatnie przesuwając do przodu rękę dzierżącą luźne wodze. Póki co prowadził Lookin wokół areny, potrzebując chwili na wyczucie kasztanki i znalezienie wygodnej pozycji, w miarę możliwości oszczędzającej nogę.Anonymous - 2017-05-15, 20:05 Konie ogólnie preferowały cztery ściany bądź pastwisko. Choć, z dwojga ''złego'' Lookin wolałaby chyba spokojny wyjazd w teren. Wylądowała jednak na ujeżdżalni, na co nie zareagowała jakoś źle. Z resztą wyjazdu w teren też nie zniosłaby spokojnie, za dużo energii, za mało sił.
Pozwoliła mu na wszelkie czynności organizacyjne, aby następnie cierpliwie czekać, aż mężczyzna trafi na jej grzbiet. Nie obawiała się schodków, jak niektóre inne konie - stała grzecznie przy nich, co raz tylko patrząc na poczynania Gerarda. Przecież do tego była szkolona.
Na jego znak ruszyła stępem rozluźniając się i zniżając stosownie łeb, aby skierować jedno ucho w kierunku jeźdźca, drugim kontrolowała wszystko wokół niej. Nie była powolna, lecz jej ruch był spokojny i płynny. Była bezproblemowa i oddana, za to w sumie ją ceniono.Gerard Wayford - 2017-05-15, 23:10 Mógł się w sumie tego spodziewać. W końcu świadomie decydował się na obcowanie z takimi, a nie innymi końmi. Dla niektórych mogły być za łatwe, cokolwiek miałoby to znaczyć, ale Wayford doceniał ich wyjątkowy charakter i całokształt. Miękki, rytmiczny chód klaczy pozwolił mężczyźnie na rozluźnienie się. Swoim sposobem poruszania nie sprawiała mu dodatkowego bólu, na który był wyczulony szczególnie podczas paru pierwszych minut jazdy, w których mięśnie były nierozgrzane.
Z tego i paru innych względów Lookin raczej nie mogła liczyć na prawdziwie rozwijający trening, ale tak się dobrze składało, że taki byłby ze szkodą dla odstawionej od pracy kasztanki. Mężczyzna nie miał zatem w planach niczego, co wykraczałoby poza szeroko pojęte podstawy. Przez pierwsze parę minut nie odstępował od ściany, w połowie tego czasu zmienił jedynie kierunek przez środek, dając Lookin dużo czasu na wstępne rozruszanie kości w swobodnym stępie. Kolejno dodał do jazdy pierwsze koła, pierw te o dużej średnicy, którą stopniowo zmniejszał w miarę rosnącej elastyczności konia. Naturalnie nie wymagał od niej tyle, ile byłaby w stanie zrobić będąc w doskonałej formie - stąd myślę, że zostali przy maksymalnie piętnastu metrach. W każdym razie, jeżdżąc po kołach nie zapominał o właściwym wygięciu klaczy w łydkach. Przykładowo, jadąc w lewo, wyginał Lookin wokół lewej łydki, która miękko przylegała do boku klaczy, zachęcając do wygięcia się wokół. Zewnętrzna natomiast stanowiła oparcie, podobnie jak zewnętrzna wodza, która przylegała lekko do szyi, podczas gdy wewnętrzna łagodnie zapraszała do środka. Pierwsze koła mogły być koślawe nawet nie z winy klaczy, tylko samego jeźdźca, bowiem lewa noga mężczyzny "buntowała" się przed taką pracą mięśni, co starał się ignorować.Anonymous - 2017-05-17, 22:42 Sama nie rozumiem tego fenomenu. Każdy koń ma być odważny, wrogi i porywczy, lecz z autopsji wiem, że te przyjazne i pokojowe szybciej się sprzedają. Rozumiem, lubić konie z charakterkiem, każdy ma swoje upodobania, lecz bez przesady. Czasami wydaje mi się, że konie grzeczne i oddane są uznawane za zwykłe boidupy. Kto powiedział, że koń, który nie chce kogoś zabić nie ma woli walki? Dobra, głupie psychologiczne gatki a jestem tutaj tylko koniem .
Dla niej prawdziwy trening byłby katorgą. Kilkumiesięczne zastanie nawet od zwykłego lonżowania dało się we znaki w ogólnym stanie zdrowia klaczy. Miała słabe nogi, właściwie jak Gerard. Ot, dobrali się .
Krążyli wokół ściany zmieniając raz kierunek, gdzie podczas przejazdu przez środek utrzymywała stałe tempo jak wcześniej i szybko reagowała na pomoce do skrętów. Stęp sporo jej dał, mężczyzna mógł zobaczyć z czasem, że klacz coraz bardziej się rozluźnia, choć już na samym końcu lekkiego kręcenia się w kółko pojawił się pierwszy pot - za uszami. O ile samą technikę miała całkiem dobrą, to jej kondycja leżała i kwiczała jak przed maturami. Da się wrócić do poprzednich warunków pracy, ale na to i on, i ona potrzebują dużo pracy i wysiłku, czyż nie?
Przechodząc na coraz mniejsze kółka starała się sprostać narzuconym przez mężczyznę warunkom, choć nie wszystkie były dla niej jasne i oczywiste. Odczuwała jego dyskomfort myślę, że lepiej nawet niż niejeden ortopeda. Dosłownie na własnej skórze. Niektóre koła wychodziły jej naprawdę ładnie - niosła wciąż głowę nisko, utrzymywała stałe tempo i wyginała się wokół łydek pracując zadem i nie wypadając łopatką w żaden niekontrolowany sposób. Niektóre zaś wychodziły lekko krzywo - jednym z przypadków było lekkie zastanie przodów przez co klacz momentami szła bardziej w bok niżeli po łuku.Gerard Wayford - 2017-05-20, 12:50 W przypadku tych kół, których rysunek odbiegał od książkowego ideału, Gerard dostrzegał różnicę. Miał na tyle wyczucia by widzieć, kiedy koń poruszał się po okręgu, a kiedy po owalu, ale szczerze mówiąc - na tym etapie, na którym się znajdował, niewiele mógł na to poradzić. Zwyczajnie ciężko było mu dokonać korekty łydką ze wspomnianych względów, chociaż starał się zminimalizować efekty tej... niepełnosprawności, nie ma co owijać w bawełnę.
Ku zaskoczeniu Wayforda nie wyglądało to jednak tak źle, jak mógłby się tego spodziewać - w dużej mierze Lookin szła jednak po wyznaczonym przez niego śladzie i dobrze się z nim dogadywała. Po wykonaniu paru kół w obu kierunkach, co miało choć odrobinę ruszyć zastane mięśnie klaczy, Wayford wrócił na ścianę. Tam dał klaczy łydkę do kłusa, naraz lekko przesuwając wodze do przodu. Poprosił ją o zwykłe, robocze tempo, nie ośmielając się nawet pomyśleć o zebraniu, które wyrządziłoby jej tylko krzywdę. Starając się wczuć w jej ruch, co jak podejrzewam nie było trudne ze względu na specyfikę tych koni, póki co jechał po ścianie, jedynie w zakrętach pomagając Lookin we właściwym ustawieniu ciała. Tak jak w stępie jeździł pierw w obu kierunkach nie koncentrując się na niczym innym niż trzymaniu równego tempa i dopiero później dodał do tego pojedyncze koła.Mistrz Gry - 2017-05-20, 15:25 Temat postu: Raynard Vance & Lopin To The Party
RAYNARD VANCE & LOPIN TO THE PARTY
Wynik losowania - 29 Czysty przejazd, bez komplikacji.
UWAGA:
Jeździec zawiera cały pattern w jednym poście, po którym następuje post konia.
Rozgrzewka nie jest konieczna.
Przy ocenie będą brane pod uwagę statystyki z dnia 11 czerwca.
Mistrz Gry - 2017-05-20, 15:26 Temat postu: Gerard Wayford & Lookin So Sexy
GERARD WAYFORD & LOOKIN SO SEXY
Wynik losowania - 37 Czysty przejazd, bez komplikacji.
UWAGA:
Jeździec zawiera cały pattern w jednym poście, po którym następuje post konia.
Rozgrzewka nie jest konieczna.
Przy ocenie będą brane pod uwagę statystyki z dnia 11 czerwca.
Mistrz Gry - 2017-05-20, 15:27 Temat postu: Gerard Wayford & Out of My Mind
GERARD WAYFORD & OUT OF MY MIND
Wynik losowania - 23 Czysty przejazd, bez komplikacji.
UWAGA:
Jeździec zawiera cały pattern w jednym poście, po którym następuje post konia.
Rozgrzewka nie jest konieczna.
Przy ocenie będą brane pod uwagę statystyki z dnia 11 czerwca.
Anonymous - 2017-05-20, 23:13 Klacz była prawie bezproblemowa w obsłudze i bardzo oddana, tego nikt nie mógł jej zarzucić. Z Gerardem pracowało jej się przyjemnie - miała wiele razy styczność z osobami niedoświadczonymi i mimo poświęcenia dla klaczy było to kłopotliwe. Mężczyzna mimo trudności fizycznych był i tak jeźdźcem przyjemnym w kontaktach co udowodnił wpierw ich start w zawodach, teraz obecny ''trening'' o ile można ich pracę tym nazwać. W końcu nie wykonywali nić wyimaginowanego, można to nazwać bardziej obustronnym rozruchem.
Gładko przeszła w kłus, jednocześnie nieznacznie uniosła łeb, choć ten nadal był nisko jak należy. Jej ruch nadal był dość miękki i płynny, choć momentami mogła sprawić trudności kiedy na przykład znacznie zwalniała by odgonić dokuczliwą muchę. Było to jednak naturalne i wbrew pozorom do przewidzenia - jej rozciągliwość była poniżej muły, dlatego nim wygięła choć trochę szyję robiła kilka zamachów.
Na zakrętach przyjmowała w miarę przyzwoity łuk, choć bywało raz lepiej, raz gorzej. Trudno było o jej elastyczność ale była i tak o niebo lepsza niż wcześniej. Tempo trzymała stałe i nie śpieszyło jej się do szybszego. Była powoli coraz bardziej zmęczona, było to ewidentnie widać. Na kołach jej łuk był lepszy niż tych w stępie - bardziej się kobitka porozciągała, choć nadal było trudno. Jeśli miał możliwość, to zapewne Gerard pomagał jej w lepszym wygięciu a wtedy wychodziło znacznie lepiej, prócz tego sama z siebie nie robiła zbytniego progresu.Gerard Wayford - 2017-05-31, 13:37 Starał się wpływać na jakość wykonywanych kół, ale jak wspomniałam, nie było to łatwe zadanie. Jednakże z czasem także mięśnie Gerarda ulegały treningowi i stawały się bardziej elastyczne, dzięki czemu ból lewej nogi niwelował się do pewnego stopnia.
Mając na uwadze to, że Lookin była bez kondycji, po paru minutach kłusa z powrotem przeszedł do stępa. Jadąc po ścianie, dał klaczy półtora minuty na złapanie oddechu. Częste przerwy z punktu ograniczonego czasu (trudno, żeby po przerwie jeździł godzinę i więcej) były kłopotliwe, bo niewiele wnosiły, aczkolwiek mężczyzna nie chciał zaszkodzić ani klaczy, ani sobie. Stąd też pokornie przyjął konieczność robienia krótkich pauz.
Po skończonej przerwie ponownie poprosił Lookin o kłus nie chcąc, by jej tętno ponownie spadło do tego, które było na początku. Takie nagłe skoki też nie były dobre, więc gdy już wstępnie rozruszał klacz, chciał pójść za ciosem i jeszcze chwilę popracować w kłusie, zanim na dobre przejdzie do stępa, na który przewidywał jeszcze parę elementów. Jedno jest pewne - dziś musiało się obejść bez galopu czy zaawansowanych elementów.
Jadąc kłusem po ścianach, zaczął pracować nad rozróżnieniem pomocy do przyspieszenia i zwolnienia. Chcąc by Lookin kłusowała szybciej, przeważnie na długich ścianach, dokładał łydki i przesuwał lekko rękę z wodzami do przodu, co równało się z pochyleniem ramion w tym samym kierunku. Zwalniając, przesuwał nieco nogi do przodu i wycofywał ramiona, głównie poprzez rozkład ciężaru ciała zwalniając Lookin do wolnego kłusa. W międzyczasie parokrotnie zmienił kierunek lub przerywał ćwiczenie kołem w roboczym kłusie, tym razem również się pilnując by nie przesadzić z dawką kłusa na jeden raz. Wsłuchiwał się w zachowanie Lookin i uważnie je obserwował, gotów zrobić przerwę, gdyby miała taką potrzebę.Gerard Wayford - 2017-05-31, 14:37 Do dnia zawodów zdążył się rozjeździć na tyle, by podołać im fizycznie. Podobnie było w przypadku Lookin, z którą Gerard trenował do zawodów, pracując nad jej formą. Być może, a raczej na pewno nie byli jeszcze w szczytowej formie, ale tyle powinno im wystarczyć by bez szwanku wziąć udział w beczkach. Choćby dla samej praktyki. Gdyby nie to, że rozgrywały się w ich własnym ośrodku, Gerard zapewne nie zdecydowałby się na ten krok, ale nie miał teraz nic do stracenia.
Przed nadejściem ich kolejności, Wayford przeprowadził klaczy treściwą rozgrzewkę na pobliskiej rozprężalni, skupiając się przede wszystkim na rozmaitych wygięciach, mniej na galopie, by nie zmęczyć Lookin przed przejazdem.
Zanim został wywołany przez komisję, zdążył jeszcze postępować Lookin na długiej wodzy. Wyczytany, skierował klacz w kierunku placu konkursowego i zatrzymał ją kilkanaście metrów przed linią startu. Spojrzał wówczas w stronę organizatorów, którzy mieli mu dać znak do startu. Wodze trzymał w prawej dłoni, natomiast lewą rękę swobodnie trzymał na udzie, nie była mu teraz do niczego potrzebna. Otrzymawszy sygnał do startu, poprosił Sexy o zagalopowanie z miejsca, na prawą nogę. Uczynił to poprzez ściśnięcie boków klaczy łydkami, czemu towarzyszyło wysunięcie ręki z wodzami przed rożek, a także pochylenie ramion do przodu i cmoknięcie, którym dodatkowo zachęcił klacz do energicznego startu. Tak jak wspomniałam, ruszył na prawą nogę, właśnie z prawej zamierzając zaatakować pierwszą beczkę. Galopując w jej kierunku, był lekko pochylony do przodu i siedział nieznacznie nad siodłem, tym samym umożliwiając klaczy swobodne nabieranie prędkości. Nie przesadzał z nią jednak, nie czując się na siłach by ryzykować ostrymi zakrętami z szybkiego galopu. Na to jeszcze przyjdzie odpowiedni czas. Wchodząc w zakręt, usiadł w siodle by zmienić środek ciężkości w taki sposób, aby ułatwić Lookin pokonanie zakrętu za beczką. W zakręcie podparł konia wewnętrzną łydką, zaś zewnętrzną przesunął lekko za popręg, mocno zapierając się w strzemieniu. Dzięki temu nie został ściągnięty do środka całym ciężarem ciała, co zapewne pomogło Sexy w zachowaniu równowagi.
Okrążywszy beczkę, nie rozpędził Lookin do drugiej beczki. Bez tego trzymał dobre tempo, ale z mniejszym ryzykiem wywrócenia się z koniem w zakręcie. Zmienił nogę w galopie, tym samym przygotowując Lookin do pokonania kolejnego zakrętu, który ponownie wziął z pewnym dystansem. Dopiero po okrążeniu drugiej beczki i wyjściu na prostą prowadzącą do trzeciej, pozwolił Lookin na szybszy galop, ponownie przenosząc ciężar ciała na.przód poprzez odciążenie zadu klaczy i przesunięcie ręki z wodzami do przodu. Przed samym zakrętem wycofał lekko sylwetkę, tym samym zmniejszając prędkość, po czym wprowadził kasztankę w zakręt, starając się jej pomóc w pokonaniu go. Ponownie podparł ją wewnętrzną łydką, zewnętrzną natomiast ograniczył jej zad, ale też zmusił go do większego zaangażowania. Wychodząc z zakrętu na prostą biegnącą do mety, raz jeszcze zachęcił Lookin do szybszego galopu. Dopiero po przekroczeniu linii mety zaczął stopniowo zwalniać klacz, poprzez odchylenie się do tyłu i wysunięcie nóg do przodu. Ostatecznie zatrzymał go ją do stępa, w którym całkowicie oddał jej wodze i poklepał go po rozgrzanej szyi, dziękując za dobrą robotę i udany przejazd. Zjechał na rozprężalnię, by występować klacz po przejeździe, już z ziemi. /ztRaynard - 2017-05-31, 18:43 Raynard nie miał parcia na zwycięstwa i sukcesywne zdobywanie kolejnych tytułów i może to właśnie sprawiało, że z taką łatwością przychodziły mu kolejne starty i jak dotąd nawet pozycje na podium. Nie stresował się, więc wrażliwy wierzchowiec nie mógł zarazić się od niego negatywnymi emocjami i stresem. Tym razem nie było inaczej, choć były to jego pierwsze zawody krajowe, coś poza lokalną konkurencją, którą zdążył już poznać.
Poprzedniego dnia przyszedł przyjrzeć się Lopin, sprawdzić czy nic jej nie dolega, poprowadzić jej lekki rozruch skupiony na rozciąganiu i porządnie myjąc ją po skończonej pracy. Teraz, gdy wyprowadzał ją z boksu wystarczyło jedynie zrzucić z niej derkę i przetrzeć całość miękką szczotką, skontrolować czy i zgrzebła nie muszą iść w ruch. Oczyścił jej kopyta, osiodłał i ruszył na rozprężalnię, gdzie wybadywał w jakim humorze jest dziś klacz. W zależności od tego, jakie emocje nią targały, różnie mógł poprowadzić rozgrzewkę i przejazd. Niezależnie od podejścia jakie przyjął zaserwował klaczy przede wszystkim gimnastykę, kilka ćwiczeń na zachowanie równowagi w kontrgalopie i jeszcze trochę ciaśniejszych łuków i zwrotów. Przed rzeczywistym przejazdem dał jej czas dla siebie.
Gdy został wywołany do startu, przystanął na początku korytarza prowadzącego do startowych fotokomórek. Po odpowiednim sygnale zacmokał, przechylając się mocno do przodu i wysuwając dłoń z wodzami przed rożek. Starał się zwiększać prędkość stopniowo, by klacz zdążyła bez kontuzji wejść w bardzo szybki galop, zachować przy tym zimny umysł i równowagę. W odpowiednim momencie zaznaczył, że życzy sobie galopu na nogę lewą - więcej łuków będą wykonywać właśnie w tym kierunku, a quarterka powinna poradzić sobie z jednym porządnym zakrętem w kontrgalopie.
Już w chwili mijania rzeczywistej linii startu prowadził klacz po łuku w prawo, w stronę pierwszej beczki. Był pewien jej możliwości, zdążył wybadać jej równowagę podczas ostatniego, reiningowego treningu a swoją szybkością zaskoczyła go nie raz. Poprowadził gniadoszkę zaraz przy "przeszkodzie", by poszerzyć trochę łuk i zapewnić jej więcej miejsca na zwrot tuż za beczką. Znacznie bezpieczniej było odsunąć się od niej trochę na wyjeździe z łuku, gdzie i jeździec i koń mieli mniej kontroli nad dokładną trajektorią ruchu i mogli doprowadzić do przypadkowego puknięcia czy nawet wywrócenia siebie lub beczki. Z tą świadomością ruszył na drugą beczkę... Z początku pozwolił Lopin na nadrobienie czasu i nabranie prędkości, by ostatecznie trochę ją przystopować na foulę przed wjazdem w łuk. Nie byli jeszcze na takim poziomie reiningowego treningu, by klacz bardzo płynnie i od razu zmieniała długość skoków galopu i przede wszystkim ich rytm. Ale wszystko do wypracowania, prawda? Dzięki zmniejszeniu trochę prędkości mógł sobie pozwolić na lekkie zwężenie całego zakrętu, toteż zaryzykował przejazd blisko beczki po całym łuku. W końcu był to już łuk na ich prowadzącą, lewą nogę, więc zachowanie równowagi było tym łatwiejsze.
Raynard nie zastanawiał się nad skutkami tego aktu brawury, bo już znów nadrabiał cenne sekundy przyspieszonym galopem na prawą stronę ostatniej beczki. Przed wjazdem na łuk wyprostował się trochę, usiadł głębiej w siodle, wysuwając nogi do przodu na dosłownie ułamki sekund, by złapać pewniej równowagę, podparł się wolną ręką na rożku, wycofując wodze delikatnie do tyłu. Na przyhamowanie zdecydował się jednak odrobinę zbyt późno, prędkości bowiem nie dało się tak szybko ograniczyć, więc jeździec zmuszony był do wyjechania trochę dalej za beczkę. Ray próbował jeszcze nadrabiać czas, na miarę znanych sobie możliwości klaczy zwężając łuk. Przed nimi rozciągała się już właściwie ostatnia prosta, więc brodacz pomógł Lopin wrócić do naprostowania i równowagi i odpuścił sobie wszelkie hamowanie. Wysuniętą do przodu dłonią już prawie muskał jej uszy, pochylał się niziutko nad jej grzbietem, szorując brzuchem o rożek i przyciskając łydki do jej boków, bo tylko one ratowały jego równowagę, gdy tak dramatycznie przechylał się naprzód. Już za linią fotokomórek na mecie, usiadł z powrotem pewnie w siodle i wyprostował się, wspomagając się przy tym wolną ręką. Łydki odkleiły się od ciemnych boków, cofnięcie dłoni za rożek zasugerowało redukowanie tempa. Byli już za metą, mogli już odpuścić.
Ray odetchnął, wypuścił nogi ze strzemion, czując jak nieprzyjemnie są napięte i zmęczone nagłym wysiłkiem. Podczas ostatnich zawodów słusznie zdecydował się na rozgrzanie najpierw siebie, potem wierzchowca, być może powinien wprowadzić ten element na stałe do swoich startów? Prychnął pod nosem jakieś przekleństwo, nie za bardzo dopuszczając do siebie myśl, że ostatnie dni pełne pracy nad budową domu i treningów mogły go nadwyrężyć, myśli, że jest pierwszej młodości. Przez kolejne dziesięć, może piętnaście minut stępował z quarterką po rozprężalni. Następnie odprowadził dzielną klacz do stajni, gdzie pozbyła się sprzętu, została otarta z potu i podkarmiona świeżym jabłkiem i marchewką. Mężczyzna dla pewności schłodził jeszcze jej stawy i zanotował sobie we łbie, by jutro koniecznie ją odwiedzić i sprawdzić jej motorykę. Każdy przejazd w konkursie szybkościowym był ryzykowny i obciążający, tak więc tego rodzaju kontroli nigdy dość.
[z/t]Lopin To The Party - 2017-06-04, 13:03 Lopin rzadko kiedy była nie w humorze. Żeby trafić na taki dzień, trzeba było mieć wyjątkowego pecha. Raynard takowego nie miał, bo gniada po raz kolejny przywitała go optymizmem i zapałem, choć nie była nachalna w kontaktach z właścicielem jakby rozumiejąc, że nie był szczególnie wylewny. Po przeprowadzonej na rozprężalni rozgrzewce była w pełni gotowa by zmierzyć się z konkurencją, większą niż zwykle miało to miejsce.
Dobrze wiedziała, czego się spodziewać w najbliższych minutach. Widok beczek był jej dobrze znany, już teraz czuła związane z nim podekscytowanie, które narastało z każdą chwilą. Przeszła w kierunku linii startu, skąd po chwili ruszyła galopem na lewą nogę, na prostej stopniowo nabierając prędkości. Szybko rozwijała ją do dużych miar, więc dla nikogo nie powinno to być zaskoczeniem. Zresztą już nie raz dała dowód temu, że jest wręcz stworzona do konkurencji szybkościowych. Odważnie wyszła w przód, parę sekund później wchodząc w zakręt wokół beczki. Chociaż wykonywała go w kontrgalopie, to zdołała utrzymać równowagę, dzięki głównie poszerzeniu zakrętu, co dodatkowo uchroniło ją i jeźdźca przed niechcianą wywrotką lub trąceniem beczki. Bezbłędnie równoważąc się z jeźdźcem na łuku, głównie dzięki rozbudowanym mięśniom i predysponowanej budowie ciała, nadrobiła utracone w zakręcie ułamki sekund poprzez przyspieszenie na prostej biegnącej do drugiej beczki. Dodatkowo zmotywowało ją cmokanie Raynarda, w reakcji na które odchyliła uszy i jeszcze mocniej wyciągnęła galop, w szybkim tempie pokonując dzielącą ich prostą do kolejnej beczki. Zbliżając się do niej, lekko wycofała ciężar ciała na zad, tym samym zwalniając w pewnym stopniu - a to wszystko przez zmianę w rozkładzie ciężaru ciała Raynarda, która nakłoniła Lopin do takiego właśnie zachowania. Tym razem wzięła zakręt odważniej, owijając się wokół beczki. Stosunkowo mocno przechyliła się w nim, ale jeździec ją zrównoważył, nie przechylając się do środka, dzięki czemu zdołała się zrównoważyć i uniknąć rozpaczliwej walki o zachowanie równowagi. Takie zakręty z całą pewnością były obciążające dla stawów i ścięgien, ale poprawnie przeprowadzona rozgrzewka i ciągły, wielotygodniowy trening sprawiły, że Lopin była w formie do tego rodzaju wysiłku i nic nie było jej w stanie zagrozić. Przynajmniej do czasu, kiedy sprzyjało jej szczęście, bo jak wiadomo, każdemu zdarzały się nieszczęśliwe wypadki.
Pokonawszy zakręt za drugą beczką, ponownie zaczęła nabierać prędkości na prostej prowadzącej do ostatniej już beczki zawartej w patternie. Szła tak, jak prowadził ją mężczyzna, więc zaczęła zwalniać z opóźnieniem tak samo, jak pojawił się do tego sygnał. Przez to wybiegła nieco za daleko, ale wspólnymi siłami udało jej się zakręcić na tyle szybko, by zatrzeć to drobne potknięcie. Ponownie poradziła sobie z zakrętem, z którego wyszła na prostą kończącą przejazd. Dobrze wiedziała, że wiązało się to z jeszcze szybszym galopem, więc na prośbę kierowaną przez Raynarda zareagowała wręcz natychmiastowo, wyraźnie przyspieszając. Jej wzrok był utkwiony w linii mety, do której była zdeterminowana dotrzeć w jak najkrótszym czasie. Z chwilą przekroczenia jej zaczęła redukować osiągniętą prędkość aż do momentu, w którym przeszła do stępa. Wciąż pobudzona z racji krążącej we krwi adrenaliny, parsknęła przeciągle i aktywnym krokiem udała się na rozprężalnię, na której powoli zaczęła się wyciszać. Po długim rozstępowaniu wróciła z właścicielem do stajni. /ztAnonymous - 2017-06-04, 17:32 Była mu niezmiernie wdzięczna za chwilę spokoju, tym samym w stępie głośno prychnęła i rozluźniła wszystkie mięśnie czerpiąc z luzu jak najwięcej. Zdaje się półtora minuty, lecz dało klaczy naprawdę dużo i do kolejnej partii kłusa przeszła zgrabnie, chętnie i jak gdyby z nową energią. Nawet jeśli takowej nie miała, to sam fakt odpoczynku podbudował ją do nabrania nowego tempa. Stosowała się do jego pomocy przyśpieszając na nawet lekki sygnał z łydki, tak samo przebiegało zwalnianie, choć te robiła widocznie bardziej chętnie.
Wielokrotnie zmieniali kierunek oraz wjeżdżali na koło w roboczym, co odpowiadało klaczy. Nie miała okazji się przemęczyć, lecz mężczyzna i tak dostarczył jej jakiś wysiłek po tak długiej przerwie. Nie ukrywając nawet taki ''lekki'' kłus, który inne konie czasami dostają tylko na rozgrzewce powodował, że na ciele klaczy pojawiła się duża ilość potu a wędzidło żuła bardzo leniwie. Tak samo, co rusz kiedy bardziej dopadało ją zmęczenie ograniczała pracę zadu czy samoistnie zwalniała tempo prosząc o chwilkę odpoczynku, którą dostawała. Nie nadużywała jednak jego dobroci - sama narzucała przerwę maksymalnie 3 razy.