To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Hala - Hala rekreacyjna

Naomi Eaton - 2016-06-17, 11:00

- Jeżeli nie reaguje na łydkę, pomóż sobie bacikiem. Niech się nauczy odpowiadać na pomoce, a nie na Twój głos - zwróciła uwagę dziewczynie, chcąc od początku nauczyć jej dobrych nawyków. Oczywiście do koni należało mówić, ale może niekoniecznie takie rzeczy... Pochwały - jak najbardziej, ale przenigdy komendy, szczególnie gdy miało się do czynienia z koniem, który doskonale rozumiał poszczególne pomoce. Skoro nie reagował, to znaczy że były błędnie przekazane albo zwierzę miało lenia.
- Długa noga, luźno. Nie próbuj jej ustawiać na siłę. Sama zobaczysz, że znajdzie prawidłowe ułożenie, jeżeli sprawisz, że stanie się "ciężka" i swobodna - poradziła Jessamine, idąc po mniejszym okręgu aby cały czas mieć parę na oku. - Wodze na kontakcie, nie bój się mocniej ich złapać. Pilnuj aktywnego stępa - jeżeli rzeczywiście uda jej się do tego zastosować, to One prędzej czy później powinna znaleźć oparcie na wędzidle. Wciąż nijak miało się to do zebrania czy nawet ustawienia, ale przecież nie od razu Rzym zbudowano, prawda? - Kiedy wykonujesz zakręt, operujesz przede wszystkim łydkami oraz dosiadem. Wewnętrzna łydka pozostaje na popręgu, lekko dociśnięta, natomiast zewnętrzna lekko się cofa i kontroluje zad. Dzięki temu rotujesz biodra, pomagając jej odpowiednio się wygiąć. Zewnętrzna wodza pozostaje napięta, natomiast wewnętrzną delikatnie nakierowujesz konia, poprzez odpuszczanie i napinanie. Zatrzymaj się na chwilę, pokażę Ci jakie to uczucie - poprosiła, naraz podchodząc do pary. Podczas gdy juniorka wciąż trzymała wodze, Nao ujęła je nieco niżej i zaprezentowała dziewczynce jak wyglądało w praktyce pulsacyjne działanie wewnętrznej wodzy, podczas gdy zewnętrzna pozostawała napięta. Nie zdziwiłoby jej, gdyby One odpowiedziała na to chwilowym zganaszowaniem się oraz przeżuciem kiełzna. - Musisz pamiętać o tym aby nie skręcać wodzą, tylko łydką. Nie odstawiaj jej, nie ciągnij do siebie. Ja wiem, że tak jest prościej, ale lepiej będzie jeżeli nauczysz się od początku dobrze kierować koniem - uśmiechnęła się, po czym puściła wodze i tym samym umożliwiła im kontynuowanie jazdy. Cofnęła się na pierwotne miejsce, skąd obserwowała uważnie Jessamine.
- Spróbuj teraz pokonać tamten labirynt. - Wskazała uczennicy ustawione w ukazany sposób drągi, tworzące swoisty labirynt, który należało pokonać nie przekraczając żadnego z drągów. Sporo kręcenia, ale wykonalne. Z początku zapewne będzie to wyglądało tak, że Naomi tylko dużo się nagada, a efekt będzie minimalny, ale nikt od nikogo nie oczekiwał perfekcji na dzień dobry. To była kwestia wyrobienia pewnych nawyków.

Jessamine - 2016-06-18, 16:05

Zreflektowała się i kiwnęła głową na znak, że zrozumiała. Prowadząc One Million w stępie uważnie słuchała rad instruktorki i stosowała się do nich - pozwoliła by długa noga sama znalazła dla siebie najlepsze ustawienie, trzymając ją luźno, mocniej ujęła wodzę, tak aby były na kontakcie, który wcześniej w najlepszym wypadku był znikomy, przy czym nadal starała się trzymać prosto w siodle, działając dosiadem, łydkami i wodzami w jak najbardziej zrozumiały dla kucynki sposób. Chociaż głównie koncentrowała się na One i na tym co robi, od czasu do czasu spoglądała w stronę cały czas towarzyszącej im Naomi, nadstawiając uszu na wszystko co mówiła. W końcu była tu, żeby się jak najwięcej nauczyć, jak najwięcej wyciągnąć z tych lekcji. Dlatego nie dekoncentrując się uważnie wysłuchała instruktorki, i gdy ta ją o to poprosiła, zatrzymała klacz, a przynajmniej spróbowała to zrobić poprzez głębszy dosiad, odchylenie się lekko do tyłu, mocniejsze złapanie się kolanami siodła i zamknięcie wodzy przez zgięcie nadgarstka do wewnątrz. Tym razem nie próbowała zadziałać głosowo. Zakładając, że siedmiolatka mniej więcej poprawnie się zatrzymała, Jessamine krótko ją pochwaliła, zaraz koncentrując uwagę na Naomi, która prezentowała jej pulsacyjne działanie wewnętrznej wodzy. Odpowiedziała na uśmiech uśmiechem próbując sobie zakodować w pamięci wszystko co przekazała jej blondynka. Następnie przez te same pomoce co wcześniej (bez komendy głosowej) poprosiła niemkę o ruszenie, spoglądając niepewnie na ustawiony labirynt. Od razu zrozumiała zamysł ćwiczenia. Nie sądziła, żeby bezbłędnie udało jej się przejść przez "labirynt", ale nie chodziło tu o bezbłędne przejście, tylko próbę przejścia przez labirynt, wykonując po drodze jak najmniej błędów. Przynajmniej ruda tak to interpretowała.
Mając w pamięci rady instruktorki poprowadziła siedmiolatkę w stronę labiryntu. Wjazd był jeszcze prosty, jednak czternastolatka była czujna, bo zaraz czekał ją pierwszy skręt. Lekko docisnęła wewnętrzną łydkę do popręgu, zewnętrzną cofając za niego, ta łydka jak zapamiętała kontroluje zad. Zewnętrzną wodzę podczas skręcania (a przynajmniej próby skręcania) trzymała napiętą, natomiast wewnętrzną starała się nakierować kucynkę poprzez odpuszczanie i napinanie, tak jak jej to pokazała Naomi. Zakładając, że przynajmniej ten pierwszy zakręt udało im się jakoś pokonać, dziewczynka prowadziła dalej One przez labirynt stosując te same pomoce przy każdym zakręcie. Nawet jeżeli coś im nie wychodziło Jessamine próbowała dalej, powstrzymując się przed pójściem na łatwiznę, co trochę ją kusiło.

One Million - 2016-06-19, 21:38

Naomi napisał/a:
[...]

Jessamine napisał/a:
[...]


Pewnie pójście na skróty, rzeczywiście byłoby prostsze. Jednak wtedy, chyba nic by z tego nie wyniosła. Nie? Kasztanka, starała się ją wspierać, ale jak to mówią - do tanga trzeba dwojga. Klacz mimo, mniejszego doświadczenia kobiety, poruszała się sama z siebie średnim tempem, angażując w pracę całe cielsko. Opierała się dość równo na wędzidle, nie ciągnąc kobiety za wodzę przypadkiem. Pracowała też zadem, który był zaangażowany w tą pracę, a nie rozlazły. W pewnym momencie, klacz otrzymała pomoce do zatrzymania, co oczywiście uczyniła bez szemrania. Zastrzygła uszami na pochwałę ze strony Jess, czekając na dalsze polecenia. Na Naomi, spojrzała kątem oka, by w odpowiedzi na jej działania, przyciągnąć pysk bliżej klatki i mocniej pobawić się, wędzidłem w pysku. Dopiero na wyraźną komendę, znaczy sygnał, klacz ruszyła ponownie stępem naprzód. Klacz również, dostrzegła labirynt, jednak nie reagowała na niego przesadnie, nawet swoim spokojem, starała się uspokoić kobietę. One nie dadzą rady? Klacz energicznie, podążyła do labiryntu, by zaraz w niego wjechać. Jess miała obawy, ale poszło jej doskonale ! Bynajmniej w mniemaniu kucynki. Otrzymując sygnały od amazonki, odpowiednio zgięła cielsko wokół wewnętrznej łydki kobiety, nie wypadając zadem z ustawienia. Nie zapomniała także, o zgięciu w potylicy, nie było ono jednak przesadne. Wpierw skręciły w prawo, potem w lewo, znowu prawo i znowu lewo. O ile kobieta, utrzymywała te same pomoce, klacz odpowiednio na nie reagowała, idąc w łuku idealnie. Nawet jeśli, gdzieś się potknęła, klacz starała się ją wesprzeć i wskazać drogę.

Naomi Eaton - 2016-06-26, 15:21

Jeżeli mogę mieć prośbę... Postarajcie się choć trochę wczuć w klimat, nauka jazda polega głównie na tym, że coś nie wychodzi, a póki co stawiacie mnie w niekomfortowej sytuacji, gdzie sama muszę wymyślać co mogłoby się zadziać... A nie chcę sterować wszystkimi postaciami i niczego nikomu narzucać. Ewentualnie mogę wyjść, skoro nie jestem potrzebna :lol: .

- Zjedź teraz na koło o średnicy około 12 metrów dookoła mnie - poprosiła, nie mając uwag co do poprzedniego ćwiczenia (sądząc po reakcjach konia). - Możesz sobie pomóc patrząc na ścianę - ma jakieś 25 metrów - wspomniała domyślając się, że Jessamine mogła mieć problem z oceną, ile to jest wspomniane 12 metrów. Stąd też prosto było wydedukować, że 12 metrów to będzie mniej więcej połowa tego odcinka. - Jadąc po wolcie cały czas prowadzisz konia na zewnętrznej wodzy, tak jak pokazywałam Ci przed chwilą. Wewnętrzną łydką prosisz o to, aby się wygiął, a zewnętrzną pilnujesz zadu - nie wątpiła w to, że Jessamine wciąż pamiętała o tych zasadach, ale ich ciągłe powtarzanie było kluczem do sukcesu. Procesem wyrabiania pewnych nawyków. - Ważne, żebyś nie patrzyła w ziemię, ale przed konia. Tak, jakbyś chciała go prowadzić wzrokiem - zwróciła jej uwagę na pewien istotny szczegół, który często zaburzał równowagę. Może trudno w to uwierzyć, szczególnie początkującym, ale mając wzrok utkwiony nie tam, gdzie trzeba - bezwiednie zaczynało się prowadzić konia w złym kierunku. - Myśl tylko o sobie, o tym co Ty robisz. Z czasem zaczniemy się uczyć aby i koń wyglądał przy tym ładnie - uznała, że warto o tym wspomnieć. Zresztą ładne ustawienie brało się bezpośrednio z prawidłowego działania pomocy i nijak nie dało się tego obejść. - Spróbuj teraz poszerzyć średnicę koła, do dwudziestu metrów. Wiesz jak? - Zapytała pierw, ale oczywiście jeżeli odpowiedź była negatywna (lub błędna), poinstruowała odpowiednio Jessamine, zdradzając "sekret", który opierał się aż o odsunięcie od szyi zewnętrznej wodzy i nieco mocniejsze dociśnięcie wewnętrznej łydki. Dobrze wyszkolony koń powinien od razu ustąpić od nacisku i zejść na większe koło, a samo ćwiczenie tego typu bardzo dobrze wpływało na rozluźnienie konia.
Później poprosiła o naprzemienne zmniejszanie i zwiększanie średnicy, nieraz poprzeplatane ponowną jazdą przez "labirynt" czy zmianą kierunku.

Jessamine - 2016-07-03, 14:07

Jesteś, jesteś.

Ćwiczenie z labiryntem o dziwo poszło im dobrze, prawdopodobnie była to większa zasługa One - przynajmniej z punktu widzenia Jessamine. Jednak dzięki temu ćwiczeniu nabrała większej pewności i labirynt już nie napawał jej obawą. Jak zwykle ponownie wysłuchała uważnie instruktorki, nie ignorując nawet tych rzeczy, o których przynajmniej pobieżnie wiedziała, sądząc całkiem słusznie, że Naomi wie lepiej.
- Dobrze. - odpowiedziała z grzbietu One, przyswajając sobie słowa blondynki. Spojrzała na halę, próbując sobie lepiej wyobrazić woltę, którą miała wykonać z kucynką. Zaraz naprowadziła ją na koło wokół Naomi, stosując się do jej wskazówek w miarę możliwości. Starała się prowadzić One na zewnętrznej wodzy, nakłaniać ją do zgięcia się wewnętrzną łydka, podczas gdy zewnętrzna pilnowała zadu. Cały czas była skupiona na tym, by koło miało wspomniane przez instruktorkę wymiary 12 metrów. Przez większość czasu patrzyła przed siebie, koncentrując się tyoko na tym co robi, jednak w pewnym momencie nie mogła się powstrzymać, przed spojrzeniem w dół i może to spowodowało, że się nieco zdekoncentrowała i średnica koła została nieco zaburzona. Rudowłosa starała się tym nie przejmować, a przynajmniej udawała, że nie przejmuje się tak bardzo jak się przejęła. W dodatku nie skorygowała niemki, w przekonaniu, że to w obecnej chwili pogorszy jeszcze sprawę. Spojrzała na Naomi z nieco skwaszoną miną. Na jej pytanie odpowiedziała przecząco, chociaż jakaś wiedzę teoretyczną na ten temat miała. Wolała jednak, żeby Naomi, która do tej pory tłumaczyła w sposób bardzo zrozumiały lepiej zapozna ją z tematem.
Poproszona o zmniejszanie i zwiększanie średnicy wolty czternastolatka przystąpiła do zadania z nowym entuzjazmem, zapominając o wpadce na wolcie. Nadal z zewnętrzną łdyką pilnującą zadu, wewnętrzną mocniej docisnęła do boku siedmiolatki i zaczęła działać wodzą, tak jak jej to opisała Naomi, odciągając ją od szyi kucynki. O dziwo jednak zmniejszanie średnicy szło jej lepiej, przy zwiększaniu, średnica była za duża i koło wyglądało koślawo. Oczywiście rudowłosa tym razem starała się to poprawiać. Następnie poproszona przez instruktorkę nakierowała One Million do labiryntu, gdzie powtórzyły ćwiczenie z użyciem tych samych pomocy, które starała się jak najlepiej opanować.

One Million - 2016-07-11, 23:26

O tam od razu jej zasługa, chciała pomóc dziewczyna na ile mogła. Wychodziło z różnym skutkiem, ale wyrobi się dziewczyna - zobaczysz ! Nie rozumiała, co do siebie mówią, więc czekała na dalsze polecenia. Dziewczyna jeszcze nieco słabo, dodawała pomoce przez co klacz, reagowała na nie, ale nie było to zbyt idealne. Zbyt lekko się wyginała na tej wolcie, mniej również zginając się w potylicy, co było efektem zdekoncentrowania się kobiety. Może nieco zbyt przedobrzyła? Labirynt poszedł im gładko, to tu zapomniała dopilnować. Sądziła chyba, że klacz więcej zrobi, niż się jej wydawało. Klacz musiała też puszczać błędy, by kobieta mogła więcej się nauczyć od instruktorki. Kiedy ponownie, miały wejść na woltę, zmniejszając i zwiększając średnicę, wyszło to im nieco lepiej. Szły znacznie bardziej skoncentrowane, a klacz dzięki odpowiednim pomocą kobiety, znacznie lepiej się wyginała wokół łydki i nie wypadała zadem. Lepiej im szło na zmniejszaniu koła, a na zwiększaniu no cóż, dziewczyna lekko się gubiła, a klacz nie dopilnowana, pokazywała jej błędy Naomi, która pewnie zaraz to skoryguje. Pomagała jej, ale nie mogła też przesadzić z tym. Krótko później, ponownie pojawiły się w labiryncie, gdzie klacz starała się, odczytywać i wykonywać pomoce Jess.
Sara - 2016-07-19, 15:35

Po przybyciu na halę dziewczyna przelotnie spojrzała w kierunku obecnych, ale nie chcąc przeszkadzać im w pracy bez słowa zatrzymała się na uboczu. Poprawiła osprzęt ogiera, a zaraz potem miękko usiadła w siodle. Poklepała wierzchowca po łopatce i przyłożyła łydki do jego boków, tym samym prosząc o żwawego stępa. Początkowo dała karemu luźną wodzę. Pozwoliła mu na wyciągnięcie i obniżenie szyi oraz rozluźnienie podczas najniższego chodu. Jedyne czego pilnowała to tempa, które miało być aktywne i jednostajne ale nieogłupiające. Z racji tego, iż nie znała za dobrze wierzchowca dużą uwagę przykładała do jego zachowania, jednak póki nie sprawiał problemów blondynka zachowywała spokój. Dała mu sporo czasu na rozchodzenie i rozluźnienie, by następnie zacząć zbierać wodze na elastyczny kontakt. Po wyrobieniu odpowiedniego ustawienia i przygotowaniu karego do właściwej pracy poprosiła go o wykonanie półparady, a następnie o przejście do kłusa. Od razu narzuciła mu swoje tempo, którego bacznie pilnowała i nie pozwalała na samowolne zachowania. Wymagała od ogiera dość dużego nakładu pracy, bowiem nie był początkujący. Nie oznaczało to jednak, że nie dawała niczego od siebie, bowiem już po chwili zaczęła rytmicznie anglezować, by poprawić jakość chodu.
Shamrock - 2016-07-20, 18:09

Przyszedł z kobietą na halę, rozejrzał się po niej uważnie, a pracująca tu para, nie robiła na nim wrażenia. Cierpliwie zniósł, poprawianie sprzętu oraz dosiadanie go, przez kobietę. Dopiero po sygnale, ruszył przed siebie stępem, wykorzystując luźną wodzę. Nie szalał i szedł aktywnie, więc kobieta chyba była zadowolona. Nie był koniem płochliwym, ani nie przewidywalnym, jednak nie nadawał się dla początkujących. Wymagała jasnych i precyzyjnych sygnałów, jeśli kobieta chciała uzyskać doskonały efekt. Nie potrzebował, nie wiadomo ile czasu, był koniem, który pracował zawsze i wszędzie. Kiedy zaczęła nabierać go na kontakt, szedł dość gładko, mieląc wędzidło i przybliżając pysk do klatki piersiowej, uwypuklając mięśnie grzbietu i zaczynając nimi mocniej pracować. Jednocześnie zaangażował w pracę zad, mocno wchodząc tylnymi nogami pod kłodę. Mimo ciężkiej i wielkiej postury, niósł ją naprawdę miękko. Skupił się na niej, kiedy otrzymał półparadę, by zaraz przejść w wyższy chód. Przyspieszył, nie zmieniając jednak stosunku do pracy, pracował ciałem tak samo jak w stepie, pomagając kobiecie wybijać się w górę.
Sara - 2016-07-21, 21:52

Po trzech luźnych okrążeniach dziewczyna skierowała ogiera bardziej na środek hali, by tam wprowadzać go na wszelkie łuki, wolty oraz serpentyny. Wszystko po to, by dokładniej rozgrzać karego i wzmocnić wyrobione ustawienie. Podczas ćwiczeń również pilnowała właściwego tempa, ponieważ na zakrętach niektóre wierzchowce lubiły mocno zwalniać. Jednak nie skupiała się jedynie na tym, bowiem wodzą stale pilnowała właściwego wygięcia szyi fryzyjczyka, a łydkami oraz postawą ciała prawidłowego zgięcia w kłodzie. Zauważyła, że Shamrock przykładał się do pracy i starał się wykonywać ćwiczenia z dużą dokładnością, ale blondynka nadal nie była w stu procentach przekonana, co do jego osobowości, dlatego mimo wszystko była czujna. W razie jakichś problemów z osiągnięciem zadowalającego efektu amazonka powtórzyła wykonywane wcześniej ćwiczeni, aż osiągnęli sukces.
Osiągnąwszy zamierzony cel dziewczyna postanowiła popracować chwilę z przejściami. Mocniej usztywniwszy się w miednicy, dociążył grzbiet konia tym samym prosząc go o przejście do aktywnego stępa. Mimo, że w tym chodzie trzymała karemu na zrobienie zaledwie kilkunastu kroków, nie pozwoliła mu gasnąć ani spać. Po wspomnianych kilkunastu krokach powtórzyła swoje działania, by całkowicie się zatrzymać. Odczekała chwilę, a następnie poprosiła o stęp i poklepała fryza po łopatce. Dała mu moment swobody, ale nie chcąc by stracił ustawienie powoli zebrała go do kłusa, by w tym chodzie również przećwiczyć przejścia. Zadanie było o tyle trudniejsze, że przejścia wyglądały następująco: kłus-stój, stój-kłus. Niemniej jednak ogier powinien sobie z nimi poradzić, bowiem chodząc w klasie N to dla niego żadna nowość. Jeżeli tym razem coś poszło nie tak dziewczyna powtórzyła ćwiczenie. Dalej prosiła go już tylko o aktywny kłus, lecz po wjechaniu na długą ścianę dołożyła łydkę, sugerując galop. Dzisiaj raczej nie będą się tym chodem przejmować, ale podczas rozgrzewki mogła o niego zahaczyć. Dwa dość luźne okrążenia powinny wystarczyć, by ogier zrzucił z siebie nadmiar energii. Dopiero potem dała karemu pozwolenie do przejścia w stęp i krótki odpoczynek. Pochwaliła go również i już zaczęła wymyślać kolejne ćwiczenia.

Shamrock - 2016-07-22, 23:05

Po trzech okrążeniach, skierował się wraz z Sarą na środek hali. Tam wykonali kilka: łuków, wolt czy serpentyn. Ogier dokładnie się na nich wyginał, przykładając się do wykonywanej pracy. Wyraźnie pracował tam zadem, pozostawał na kontakcie oraz odpowiednio się wyginał, wokół łydek Sary, nie wypadając zadem z ustawienia. Był spokojnym koniem, ale tylko dla doświadczonego jeźdźca, ponieważ pod zielonym, potrafił pokazać rogi. Myślę, że efekty były zadowalające. Przejścia powiadasz? Też nie stanowiły problemu, ogier po otrzymaniu odpowiednich sygnałów, płynnie przechodził z niższy chód, utrzymując nadal efektowną pracę. Zrobili w nim tylko kilkanaście kroków, ale były to aktywne i odpowiednio zaangażowane kroki. Przy pomocach do całkowitego zatrzymania, Shamrock dobrze na nie odpowiedział. Zatrzymał się w wyznaczonym do tego miejscu, wchodząc zadnimi nogami pod kłodę. Natomiast wszystkie cztery, trzymając w równej linii - parami do siebie. Wznowienie stępa, było bez problemowe, a fryzyjczyk poruszał się bez żadnych zmian. Potem z powrotem przeszli do kłusa, chcąc tutaj także, zrobić kilka przejść. W jakiejkolwiek kombinacji, by one nie były, ogier poruszał się, zatrzymywał, wznawiał chód z tym samym zaangażowaniem co wcześniej. Nie robiąc nic na własne kopyto. Potem po serii licznych przejść, zostali w kłusie, by zjechać na długą ścianę. Tam wedle polecenia kobiety, karosz przeszedł do galopu. O ile zasugerowała mu odpowiednią nogę, to zaczął na tą. Jeśli jednak nie, to na tą na którą było mu wygodniej. Nie potrzebował tego robić, więc wykonanie tych 2 okrążeń, wyglądało tak samo jak inne, które zrobili do tej pory. Potem znowu stęp, by chwilę odsapnąć od ćwiczeń.
Sara - 2016-07-23, 16:33

W stępie poprowadziła ogiera na przekątną, mając na celu zmianę kierunku. Pozwoliła mu na jeszcze chwilę stępu, a wjechawszy na krótką ścianę subtelnym impulsem poprosiła o przejście do kłusa. Chciała sprawdzić czy koń zareaguje również na delikatne pomoce, bowiem dotychczas starała się dawać mu nieco mocniejsze sygnały, by mieć pewność, że na pewno zwróci na nie uwagę. Przez dwa pełne okrążenia nakłaniała karego do skracanie wykroku na krótkich ścianach oraz wydłużania na długich. W tym celu, aby skrócić jego wykrok mocniej obciążała grzbiet wierzchowca, usztywniała się w krzyżu i słabiej zaczęła działać łydkami oraz lekko skracającymi wodzami. Zaś aby wydłużyć wykrok ogiera zamykała go w łydkach, oddając nieco wodze. Każdą zmianę poprzedzała półparadą, która miała na celu przygotowywanie do niej konia. Po zrealizowaniu zadania dziewczyna pochwaliła fryzyjczyka głosem oraz dotykiem, lecz jeszcze mu nie odpuszczała pracy. Wciąż pozostawali w aktywnym kłusie, którego tempa stale pilnowała i stosowała korekty, kiedy tylko to było potrzebne... i oczywiście o ile było potrzebne. Chciała sprawdzić jak Shamrock radzi sobie z żuciem z ręki, dlatego po chwili ćwiczebnego kłusa przystąpiła do oferowania kolejnych wskazówek do ćwiczenia. Zaczęła z wyczuciem poruszać wodzami, które następnie całkowicie oddała ogierowi i dojechała go łydką, nakierowując właśnie na tę luźną wodzę. Kiedy wszystko poszło zgodnie z myślą i kary zszedł pyskiem niżej jasnowłosa poklepała go lekko po szyi, jednak jeśli miał problem powtórzyła czynności, ponawiając próbę. Nie chciała go przemęczać, dlatego jeżeli za drugim razem również nie wyszło, po prostu odpuściła.
Shamrock - 2016-07-24, 22:01

W stępie skierowali się na przekątną, by zmienić tam kierunek. Ogier dzięki pomocą kobiety, nie spływał z linii prostej, utrzymywał dobre tempo i zaangażowanie w pracę. Zależy co jeszcze, rozumiała przez subtelny impuls. Jeśli był zbyt delikatny, to nie przeszedł, bo wychodził z założenia, ze skoro on się stara to i jeździec musi. Jeśli to była łydka/krzyż, to pewnie pomogło, a jak nie, no to cóż. Tak czy siak, pewnie w końcu, płynnie przeszli do kłusa. Jeśli oczywiście otrzymywał stosowne pomoce, to na długich ścianach, mocniej wchodząc zadem pod kłodę, wyrzucał przody przed siebie, wydłużając krok i poszerzając ramy. Na krótkich natomiast, skracał swój wykrok. Nieco wolniej niż normalnie, jednak nadal energicznie. Niósł też wtedy łeb podniesiony wyżej, szyja znacznie zaokrąglona, ślady kończyn tylnych, nie wyprzedzają śladów kopyt przednich. Pochwalony przez Sarę, parsknął tylko krótko. Trochę się zdziwił, że bez koła te rzucie z ręki, ale nie protestował. Wraz z pomocami kobiety, zaczął opuszczać i wyciągać szyję w dół (oczywiście), żując mocniej wędziło. Jeździł N, a znał elementy wyższych klas, więc to nie był dla niego problem, o ile otrzymywał stosowne sygnały.
Sara - 2016-07-26, 21:08

Subtelny impuls był niczym innym, jak jakże wymowną łydką dodaną odrobinę lżej niż poprzednim razem. Nie przypominało to przypadkowego muśnięcia boków ogiera, bowiem blondynka była doświadczonym jeźdźcem i doskonale wiedziała, że wiele wierzchowców nie reaguje na takie nijakie sygnały. Był to całkowicie zdecydowany i przemyślany ruch, lecz lżejszy. Ot cała filozofia.
Po pochwale dziewczyna kontynuowała ćwiczenie (bowiem mój poprzedni post był tylko wprowadzeniem do owego ćwiczenia). Prowadziła ogiera dookoła hali, mocno ścinając zakręty w narożnikach, co dawało figurę zbliżoną do wydłużonego koła. Podczas zadanie stale anglezowała i pilnie pracowała nadgarstkami, kontrolując karego oraz trzymając właściwe ustawienie. Po pełnym okrążeniu w końcu pozwoliła przejść mu do pozycji wyjściowej. Dała fryzyjczykowi około pół minuty odpoczynku od wszelkich ćwiczeń, a następnie przeszła do kolejnego zadania. Ustępowanie od łydki również nie powinno być dla ogiera żadną nowością, toteż śmiało mogła wypróbować jego umiejętności. Do zadania przygotowała go poprzez półparadę, a następnie odpowiednio zadziałała łydkami oraz wodzami. Wewnętrzną wodzą nadała odpowiednie ustawienie głowy ogiera, poprzez lekkie jej skrócenie, zaś zewnętrzna pilnowała ustawienia konia na pomocach oraz dopilnowywała, by nie zginał przesadnie szyi. Wewnętrzną łydkę cofnęła mniej-więcej na szerokość dłoni, a zewnętrzną kontrolowała aktywne tempo i zapobiegała nadmiernemu ruchowi w bok. Jeśli wszystko poszło zgodnie z planem przeszli w ten sposób kilkanaście kroków, a następnie amazonka dała ogierowi chwilę odpoczynku. W razie pomyłek ponawiała ćwiczenie aż do skutku.

Shamrock - 2016-07-27, 16:52

To się rozumiało, dlatego nie miał z tym problemów. Myślałam, że może inna pomoc czy taka prawie, że jej nie było czuć. Reagował na łydkę, dosiad i kontakt, jednak potrzebował jasnych sygnałów. Bez znaczenia jednak było, czy to nieco lżejszych, czy normalnych. Pojechali dookoła hali, bez prawidłowego wyjechania narożników, poruszając się po czymś na kształt, wydłużonego koła. Poruszał się energicznie i z pełnym, zaangażowaniem w pracę. Po przejechaniu pełnego koła, miał chwilę czasu na odpoczynek. Czując pomoce do ustępowania, ogier wygiął się wokół łydki kobiety, wyginając łeb i zad w jednym kierunku, a poruszając się w przeciwnym i krzyżując nogi. Pchając się zadem po kłodę, zachowywał równowagę i energię ruchu. Przeszli w ten sposób kilkanaście kroków, a potem znów odpoczynek.
Naomi Eaton - 2016-07-30, 21:02

- W porządku - ponownie zabrała głos, krótko spoglądając w stronę nowo przybyłej pary. - Teraz trochę pokłusujemy. Wejdź na ścianę i kiedy będziesz gotowa, zakłusuj - wydała Jessamine kolejne polecenie, mając nadzieję, że przypominanie jej o zasadzie lewej ręki podczas mijania się z drugim koniem nie będzie koniecznie. Uważnie obserwowała juniorkę, przywiązując uwagę przede wszystkim do sposobu ruszenia. Wielu uczących się miało problem z tym, żeby nie "rzucać" się górą ciała podczas ruszenia i jedynie ścisnąć końskie boki łydkami (nie kopnąć, ani nie zrobić tego piętami). Kolejną rzeczą na jaką zwróciła uwagę było anglezowanie na właściwą nogę, co także często było zmorą uczniów. Niemniej zobaczmy, jak poradziła sobie z tym zadaniem Jessamine.
Po skorygowaniu ewentualnych błędów (jeżeli dotyczyły one ruszenia, dziewczyna została poproszona o przejście do stępa i kolejną próbę) Naomi poprosiła o przejście do półsiadu i pokonanie nim trzech okrążeń, następnie o zmianę kierunku kłusem anglezowanym (ze zmianą nogi na środku przekątnej) i kolejne trzy okrążenia w półsiadzie, co wcale nie należało do takich prostych ćwiczeń. Zmęczenie to jedno, ale jeszcze trzeba było je prawidłowo wykonywać....



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group