To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tereny zielone - Most nad rzeką Brandwille

Anonymous - 2013-07-05, 13:55

Przyszła, a raczej biegła za Sprite. Rozejrzała się po obcym terenie i machnęła ogonem. Niepewnie spojrzała na mostek, na który wszedł właśnie Sprite, ale w końcu przemogła się i wbiegła za nim. Rzuciła okiem na rzeczkę, jednak zdała sobie sprawę, że przy boku Sprite nic jej się nie stanie. <3 Usiadła w końcu obok niego i zamerdała ogonem. Raz popatrzała na głowę Sprite, a raz na dal w którą się wpatrywał.
- Na co patrzysz?
Nie potrafiła tego zrozumieć.

Anonymous - 2013-07-05, 17:25

Poczuł niepewność suni. Zauważył, że miała małe problemy z wejściem na mostek zaraz jednak przemogła się i wbiegła na niego, zostawił to więc bez komentarza dalej patrząc daleko przed siebie. Po chwili mała już siedziała obok niego. Dostał parę razy ogonem po czym usłyszał dziwne pytanie, na które zupełnie nie potrafił odpowiedzieć. Uważał, że było bez sensu i dodatkowo wyrwało go z zamyślenia. Otrząsnął się i spojrzał na nią.
- Nie, na nic.
Najwyraźniej jej się tutaj nie podobało. Dziwne. Wstał więc i spojrzał na nią pytającym wzrokiem jakby chciał się dowiedzieć czy już idą bez użycia mowy.

Anonymous - 2013-07-05, 19:12

Spojrzała zaskoczona na Sprite. Naprawdę nie wiedziała o co mu chodzi. Może jednak coś tam było, tylko nie chciał jej powiedzieć? Suczce się tutaj podobało i to bardzo. Było tak... romantycznie. 
- Zostańmy tutaj. Proszę.
Poprosiła cichutko wiedząc, że samiec chce tu zostać. Widząc, że ten wstał zrobiła to samo i liznęła go delikatnie po pyszczku <3

Anonymous - 2013-07-05, 19:20

Nie był pewien co miał zrobić. Po prostu nie wiedział czy suczka, chce tu zostać czy nie. Ale skoro nalegała. Usiadł zaraz z powrotem w tym samym miejscu. Jeszcze zanim to zrobił obdarował małą krótkim liźnięciem. Chyba się biedaczek zakochał chociaż miłość od pierwszego wejrzenia jest dosyć rzadkim zjawiskiem.
- Dobrze...
Chciał już dodać jedno słowo mianowicie "kochanie" ale stwierdził, że to byłaby przesada i Collie mogłaby się obrazić. Nie chciał żeby wszystko dział się za szybko dla niej. Czekał aż sama postawi krok do przodu. *jakie mądre słowa xD :lol2: *

Anonymous - 2013-07-05, 19:39

Sprite powtórnie usiadła obok suczki, na co ona po prostu położyła się. Ułożyła wygodnie głowę na łapach i zamerdała ogonkiem przejeżdżając nim po boku samca.
- Ślicznie tutaj...
Szczeknęła po dłuższej ciszy, a następnie wlepiła rozmarzone spojrzenie w... Sprite.

Anonymous - 2013-07-05, 19:49

Zaraz Collie położyła się. Wtedy w głowie berneńczyka zapaliła się czerwona lampka przypominająca o natychmiastowym powrocie do stajni. Nie było bardzo zimno więc gdyby się skulili mogliby spędzić noc tutaj jednak zawsze most, a przytulne i znajome miejsce w stajni różnią się bardzo. Albo uciekają stąd szybko kierując się do... domu albo zostają tutaj na noc. Spojrzał na sunię i zapytał.
- Zostajemy tutaj na noc? Jeśli nie powinniśmy, już wracać
On osobiście stanowczo wolał spędzić noc tutaj. Tu była tak pięknie, że aż nie chciało mu się ruszać stąd dupska. Zupełnie nie zwrócił uwagi na to, że Fierra się mu przygląda. On też nie mógł odlepić od niej wzroku.

/ Kończymy dzionek? Harry P. na mnie czeka :lol2: *to znaczy właśnie nie czeka*

Anonymous - 2013-07-05, 20:15

Zdecydowanie bardziej kręciło ją spanie w stajni niżeli tutaj. Wiatr i rzeczka wciąż by jej przeszkadzały. Słysząc propozycję Sprite niemal od razu się zgodziła. Wstała z ziemi otrzepała się z brudu i... Czekała, aż ten się ruszy. Collie wciąż obawiała się, że się zgubi. Dlatego też wolała, aby to on ją prowadził.
- Wracajmy.
Szepnęła i ponownie przygryzła ucho samca. <3

Anonymous - 2013-07-06, 08:13

Wstał energicznie i ruszył szybkim kłusem w stronę domu. Było już prawie zupełnie ciemno. Nie miał pewności, że zdążą wrócić do stajni przed świtem. Musieli biec na prawdę szybko. Nocą w mieście lepiej się nie szlajać. Można tu spotkać ludzi i zwierzęta, których nie chciałoby się spotkać przez całe życie. Kiedy słońce już całkowicie schowało się za horyzontem przyspieszył jeszcze bardziej. Tym szybciej w domu tym mniejsze ryzyko niechcianych sytuacji.

/zt.

Villemo - 2013-07-06, 20:47

Villemo niemal westchnęła głośno z ulgą, gdy zobaczyła człowieka, biegnącego w stronę jej i nieznajomego typa, który ją zaatakował. Na dodatek ten obrzydliwy mężczyzna uciekł przed nim ! Dzięki Bogu… Co prawda widok był nieco dziwny, ale jednak zawsze. Miecz i płaszcz? No błagam, czy on się urwał z bajki Disneya, że jej tak nagle wyskakuje w takim stroju? Dobra, może przestanie w końcu być taka czepialska… W końcu ją uratował, więc nie będzie wybrzydzać. Kiedy jej oprawca odbiegł, Vils przymknęła nieco oczy, zamroczona szybkością całej akcji i strachem. Oparła się o barierkę mostu czując, że ma nogi jak z waty. Ręka, która została pocałowana przez chłopaka, była całkowicie bezwładna. Kobieta uniosła na chwilę dłonie, kryjąc w nich twarz. Oczy miała nieco szkliste, ale dzielnie nie wybuchła jak dotąd płaczem, by nie wyjść już na kompletną idiotkę. Po dłuższej chwili, gdy względnie się uspokoiła, spojrzała wreszcie na swojego wybawcę. Jako zwykła kobieta, nie mogła nie zauważyć, że nie jest on przystojny. Przywołała więc na twarz niemrawy uśmiech.
- Dz- dzięki… - zająknęła się i przygryzła wargę, robiąc krótką pauzę – Villemo… - przedstawiła się wciąż drżącym głosem. Pewnie nieznajomemu jej imię wydało się dziwne. Wszystkim Brytyjczykom takie się wydawało. W końcu było dość niecodzienne, można było je nawet uznać za męskie, co niektórzy czasem czynili. Ale już zdążyła się do tego przyzwyczaić. Większość w końcu przywykała do niego i już potem nie mogli sobie wyobrazić, by Norweżka posiadała bardziej angielsko brzmiące imię.
- Jezu, naprawdę nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła, on… - zatrzymała się na chwilę – on był straszny… - zakończyła i rozglądnęła się na boki, jakby sądziła, że mężczyzna znów może na nich wyskoczyć.

Chris Moore - 2013-07-06, 20:59

Chris obserwował czujnie otoczenie. Jedną dłoń nadal trzymał na rękojeści miecza.
-Nie ma sprawy...
Postanowił na razie nie dodawać tekstu typu 'to moje zadanie'. W końcu i tak pewnie ją zdziwił... I może nieco wystraszył. W końcu ludzie nie byli przyzwyczajeni do takiego widoku. Wiedział o tym dobrze, bo nie raz spotkał się z dziwnymi, często nieprzyjaznymi reakcjami. Adrenalina pulsująca nadal w jego krwi nie pozwoliła mu zwrócić uwagi na dziwność jej imienia. Przyjrzał się jej dopiero po kilku minutach, gdy miał już jako taką pewność, że ów mężczyzna nie wróci.
-Jest Pani przepiękna... - przypadkiem na głos wygłosił swoje myśli.
Jeszcze raz zlustrował park.
-Myślę, że już nie wróci... - znów skierował na nią swoje błękitne oczy. - Może dla bezpieczeństwa odprowadzę Panią?
Nie sugerował, że do domu, bo oczywiście nie wiedział, dokąd dziewczyna idzie. Cofnął się o krok, starając się nie trzymać zbyt blisko, żeby nie speszyć, czy po prostu nie stresować. Oddychał głęboko, jego puls powoli wracał do normy. W świetle latarni mogła teraz dostrzec dokładnie rysy jego twarzy, lekki zarost, pozostawione w nieładzie, ciemne włosy.

Judith - 2013-07-24, 18:26

Weszła na most, rozbita i zapłakana. Wdrapała się na murek i założyła ręce na pierś.
-Zapieprzamy pod wiatr.
Rzeczywiście wiał jej prosto w oczy. Musiała podjąć decyzję. Zostawić Hell, źrebaka, Kate? Czy zmagać się z depresją po utracie najlepszej przyjaciółki? Nie miała już więcej kogoś tak bliskiego jak kuzynka, która nie dalej jak 2 godziny temu zakończyła swój żywot. Chyba, że Kate...

Robert - 2013-07-24, 18:43

Tak się składało, że Robert akurat tego dnia przechodził przez park w drodze do stajni. Czasem postanawiał zrobić sobie mały spacer, zamiast codziennej jazdy samochodem. Niekiedy trzeba wprowadzić jakąś zmianę, czyż nie?
Szedł ze słuchawkami na uszach, dłońmi włożonymi w kieszenie spodni oraz kapturem nałożonym na głowę. Pogoda nie była zbyt piękna, więc nie chciał, aby przelotne deszcze zmoczyły mu włosy.
Kiedy tak nucił jedną z piosenek BMTH, nagle ku jego zdziwieniu ujrzał stojącą na murku mostu jakąś postać. Zmarszczył brwi i zatrzymał się na moment, zdejmując słuchawki na szyję.
- Kurwa, no nie. Znowu? - Mruknął, przypominając sobie dawne wydarzenia sprzed lat. Nie czekając ani chwili dłużej po prostu ruszył w kierunku Judith, zamierzając siłą ściągnąć ją z murka. Dziewczyna stała do niego tyłem, wiatr wiał w jej stronę, mierzwiąc jej włosy jak i pewnie zagłuszając swym świstem, toteż niekoniecznie musiała usłyszeć jego kroki. Gdy tylko znalazł się przy brunetce, bez żadnego słowa, złapał ją silnymi rękoma w talii i siłą ściągnął murka na mostek. Wydał przy tym jakiś dźwięk pod nosem coś na wzór przekleństwa, wbijając w dziewczynę swoje zielone tęczówki.
- Okej, poskaczesz sobie, ale na trampolinie. - Burknął, nadal trzymając ją, tym razem za ramię. - Nie wiesz, że nie robi się takich rzeczy w miejscach publicznych? Nikt nie zamierza patrzeć na leżące gdzieś na brzegu rzeki zsiniałe zwłoki. - Owszem, był konkretny i walił wszystko prosto z mostu. Wolał zastosować terapię szokową.

Judith - 2013-07-24, 19:08

Czując czyjeś ręce w talii przestraszyła się. Szybko odwróciła głowę wbijając wzrok w zielone tęczówki chłopaka. Ładne zielone tęczówki. Nie wiedzieć czemu zarzuciła mu ręce na szyję. Rozważyła jego słowa.
-Po co mnie ratujesz? Rzeka jest dość głeboka, może bym się nie zabiła.
Z jednej strony nie wiedziała co robić, z drugiej była szczęśliwa, że jej nie minął.
-Judith-nadal się nie odklejając wbiła w niego swoje zdezorientowane spojrzenie.
A oczy miała piękne. Zielone. Też. Łzy przestały płynąć, teraz miała nadzieję, iż jej z ramienia nie strzepnie. :lol:

Robert - 2013-07-24, 19:17

Chłopak zrobił nieco zdegustowaną minę, słysząc pytanie dziewczyny.
- Po co? A co, miałem sobie przejść obojętnie obok kogoś, kto pochopnie podejmuje decyzje i postanawia rozwiązać swoje problemy w najgorszy z możliwych sposobów? - Prychną nieco poirytowany. Już drugi raz musi kogoś ratować. To znaczy, wtedy już było o wiele gorzej i zakończyło się też innymi konsekwencjami, no ale nieważne.
Brunet puścił już dziewczynę i nieco poczuł się nieswojo, kiedy ta nadal stała do niego przyklejona. Dawno nie czuł na sobie uścisku kobiety.
- No już już, wszystko dobrze. Powinien Cię chyba obejrzeć jakiś lekarz, co? - Spytał, nieco pogodniejąc w środku, jak i na licu.
- Robert. - Odrzekł, a widząc jej rozmazane oczy, zaraz to wyjął chusteczkę i podał dziewczynie.

Judith - 2013-07-24, 19:26

-Tak, psychiatra-uśmiechnęła się lekko-Poradzę sobie, jestem weterynarzem.
Wytarła oczy chusteczką. Wreszcie odkleiła się od chłopaka i usiadła na murku. Przygryzła wargę przenosząc wzrok na jakieś drzewo.
-Nie mam już nikogo prócz konia i jednej przyjaciółki, którą widuję dość rzadko. Moja kuzynka wpadła pod auto, rodzina dawno zginęła.
Rozbujała nogi i kolejno uderzała nimi o kamień. Zielone oczy znów wpatrywały się w Roberta. Tym razem były trochę pogodniejsze.
-Mogę się jakoś odwdzięczyć?



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group