To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Miasto - Lotnisko

Anonymous - 2014-07-16, 20:11

Suczka grzecznie siedziała w pudle, obserwując co się dzieję. Jechała już samochodem więc nie wydziwiała podczas jazdy, pojechali.

z.t

Xavior - 2015-01-13, 12:13

Na lotnisko południowym lotem przyleciała wolontariuszka ze schroniska, po wejściu na terminal poczekała aż wywiozą kratkowaną klatkę z wyżłem weimarskim. Pies miał dość dużo miejsca w niej mimo to jechał w kagańcu, było to dla jego bezpieczeństwa oraz ludzi którzy go przenosili. Gdy pies już był przy niej usiadła w poczekalni z klatką u boku, czekała na nową właścicielke psa.
Amelie - 2015-01-13, 15:02

Dziewczyna o białych włosach wkroczyła do poczekalni pewnym, pośpiesznym krokiem, całkiem ignorując otoczenie i szukając kogoś wzrokiem. Zsunęła kaptur, który opadał jej na oczy,żeby lepiej widzieć i dostrzegła wyróżniającą się wolontariuszkę z klatką z psem. Na chwilę zamarła i mina jej zrzedła, Oczywiście wiedziała, że pies nie przyleci do niej sam, ale świadomość wejścia w choćby tak chwilową interakcję z człowiekiem jakoś jej nie cieszyła. Przyjrzała się psu zamkniętemu w klatce. Dostrzegła, że nosi kaganiec. Zrobiła kilka wdechów. Właściwie, to, że zaadoptowała Xaviora to był odruch, impuls. Dowiedziawszy się co czeka psa nie mogła na to pozwolić i tak oto wyżeł się tutaj znalazł. Nie chciała się teraz wycofać, ale wiedziała, że bierze na siebie dużą odpowiedzialność. W końcu ogarnęła się i podeszła do wolontariuszki.
- Dzień dobry. Pani zdaje się czeka na mnie. - powiedziała nieco sztywno i podała wolontariuszce dłoń na przywitanie. Spojrzała w bok na psa spoczywającego w klatce.

Xavior - 2015-01-13, 18:01

Wyżeł dość długo siedział w klatce znudzony ową sytuacją, no bo ileż można prawda? Znudzony w końcu położył się w klatce obserwując przechodzących obok ludzi. Byłoby dziwne jakby przyleciał całkowiecie sam i raczej mało prawdopodobne, jego uwadze nie umknęła dziewczyna która zmierzała w ich kierunku. Czarne ślepia wyżła podążały za każdym jej krokiem zatrzymując się wraz z nią na przeciwko wolontariuszki która dość nie pewnym spojrzeniem zmierzyła Amelie wzrokiem.
-Tak, jestem **** **** a to pani nowy podopieczny Xavior. - odpowiedziała wskazując ręką na psa w klatce któremu nie znacznie drgnęły fafle. Jeśli kobieta nie miała pytań podała jej wszystkie dokumenty psa i odeszła.

Amelie - 2015-01-13, 18:42

Zauważyła ten niepewny wzrok wolontariuszki, ale zignorowała to. Może nie spodziewała się osoby tak "młodej". Przyjęła dokumenty, które wręczyła jej wolontariuszka, spoglądając najpierw na nią a potem znowu na psa.
- Dziękuję - odpowiedziała i pożegnała kobietę, która pewnie poszła na odprawę na powrotny lot. Z dokumentami w jednej ręce kucnęła obok klatki psa.
- Cześć Xavior, jestem Mel. - przemówiła do wyżła, chociaż przecież nie mógł zrozumieć niczego więcej poza swoim imieniem. Przyglądała się psu zamkniętemu w klatce i obserwowała jego reakcję. Oparła dokumenty o jedno kolano i przejrzała jej pobieżnie, po czym stwierdziwszy, że wszystko jest w porządku niczego nie brakuje schowała je do torebki.
- I jak, jesteś gotowy, żeby poznać swój nowy dom? - spytała, znów koncentrując uwagę na psie.

Xavior - 2015-01-14, 13:27

Raczej wygląd i zachowanie budziło nie znaczne wątpliwości wolontariuszki, na szczeście po jakimś czasie poproszono Amelie o wysłania jakieś notatki o psie i jego zachowaniu ewentualnie jakieś zdjęcie. Bo trochę za daleko mieszka by robić jej wizytę podadopcyjną, ale wszystko przed wydawało się idealne. Pies przeniósł wzrok na Mel kiedy ta schyliła się do jego klatki pokazał jej nie znacznie przednie zęby, nie był psem który był agresywny bo był po prostu reagował tak z reguły na strach bo poprzednie przeżycia były wręcz dramatyczne. Miał zostać uśpiony bo nikomu nie udało się do niego dotrzeć, może za mało czasu lub duże i szybkie zmiany trenerów? Brak domu, jedzenia na pewno także robiło swoje, może nawet ta dziewczyna była wstanie zdziałać cuda oby. Bo w głębi serca był dobrym psem, mogła go potoczyć na klatce do auta/taksówki bo był na kółkach ewentualnie wyciągnąć go na smyczy doczepioną do obroży a drugi koniec do drzwiczek klatki.
Amelie - 2015-01-15, 10:23

Nie zraziła się tym, że pies zaprezentował jej swoje uzębienie. W końcu wiedziała na co się porywa. Nadal kucała przed jego klatką ze spokojem i lekkim uśmiechem na ustach. Uśmiech był zwykle przeznaczony dla zwierząt, dla ludzi miała zazwyczaj szyderczy grymas. Miała nadzieję, że uda jej się nawiązać jakiś kontakt z psem, dotrzeć do niego i zapewnić mu dom, w którym dobrze będzie się czuł.
- No to idziemy. - przemówiła znowu do wyżła. Wolała wypuścić go z klatki w domu. Jakoś wytoczyłą się z klatką przed lotnisko, całe szczęście była wyposażona w kółka. Taksówek przed lotniskiem było pełno, wybrała jedną, wpakowała jakoś klatkę do środka i podała kierowcy swój adres. Po chwili ruszyli.

zt

Xavior - 2015-01-17, 20:11

Za dużo go też nie widziała przez kaganiec ale najlepiej będzie jak będzie musiała go zdjąć. Za pewne po dobrym traktowaniu psa uda się do niego dotrzeć, nie miał wyjścia wyjechał stąd więc.

z.t

Anonymous - 2015-02-20, 18:19

Wieczornym samolotem na lotnisko nie daleko Orchardu przyleciała kobieta około 30-lat wraz z nią w klatce kenelowej przyleciał pies do nowego domu. Szczeniak obecnie smacznie spał gdy został wyładowany do poczekalni, kobieta sprawdziła jego stan po czym usiadła na jednym ze stołków z klatką obok i czekała na Mia Alight która miała go odebrać.
Mia - 2015-02-20, 18:51

....Około 18:15 przyszła zmachana na lotnisko. Cóż, obcisłe spodnie uniemożliwiły jej bieg, więc musiała się ograniczyć do szybkiego kroku, a i tak była zmachana jak po maratonie. Od razu zaczęła rozglądać się za kimś z charakterystyczną klatką z psem. Lotnisko nie było jakieś olbrzymie, wię w jej oczy rzuciła się na oko trzydziestolatka z taką oto klatką. Podeszła do niej, prawie podbiegła.
....- Przepraszam, pani *****? - zapytała, zdyszana. Jeżeli to kobieta to potwierdziła, Mia odpowiedziała już z nieco ogarniętym oddechem. - Mia Alight, miałam odebrać psa. - nie czekając na reakcję kobiety, uklęknęła przy klatce. Zastała tam małego szczeniaka, słodko śpiącego i zwiniętego w kłębek. Nie chciała mu przeszkadzać, więc znowu się podniosła.

Anonymous - 2015-02-20, 21:12

Cóż samolot ciutkę wcześniej wylądował to też kobieta nie przejmowała się spóźnieniem dziewczyny. W końcu zauważyła młodą kobietę która szybkim krokiem zmierzała w jej stronę. Podniosła cztery litery z siedzenia stając koło klatki, podała kobietę rękę na powitanie.
-Miło mi, tak tak oto pani pies. - wskazała dłonią na psa w klatce który dopiero co wstał, dostał lekki uspokajające na lot więc był nieco otumaniony.
-Będzie dziś jeszcze taki nie dospany dostał lek na lot, to są jego wszystkie papiery oraz rzeczy na start. - wytłumaczyła jej dziwną postawę psa oraz dała tęczkę z wszystkimi danymi, torba z rzeczami stała na klatce.

Mia - 2015-02-20, 21:50

....Kiwnęła głową słysząc wszystkie ważne informacje od kobiety. Wzięła od niej dokumenty, do których po chwili zajrzała, aby przeczytać, że jej nowy Bauceron zwie się Dragon. Mmm, takie imię. Oby naprawdę nie utożsamiał się ze smokami, bo nawet nie ma zamiaru pozwalać mu na rozwalanie jej domu.
Znowu kucnęła przy transporterze, aby teraz zobaczyć już obudzonego szczeniaka. Rzeczywiście był taki trochę niewyspany, jakby zamulony. Pomimo faktu z szerokim uśmiechem odezwała się do harlequina:
....- Cześć, piękny. - jej głos był cichy, aby nie przestraszyć psiaka. Następnie ponownie wstała, aby pożegnać się z kobietą. Następnie wsadziła dokumenty do swojej olbrzymiej torby, klatkę w jedną dłoń a w drugą torbę od trzydziestolatki. Ostatni raz jej podziękowała, po czym odeszła. Cóż, transporter lekki nie był, bo sam szczeniak był dużej rasy, więc i lekki nie był, ale z większym wysiłkiem wybyła z lotniska. /zt

Anonymous - 2015-02-20, 22:13

Imię mówią że to tylko z lepek liter, ale w jego przypadku nieco się sprawdzało bo czasem wręcz latał. Był jak to mówią "na haju" ale jeszcze godzina może dwie i będzie normalny. Potrzebował twardego właściciela ale nawet był karny widząc że człowiek umiał Se z nim poradzić. Słysząc jej słowa zamachał leniwie ogonem jakby w zwolnionym tempie. Mogła popchać klatkę bo była na kółkach, jakoś wyszli.

z.t

Anonymous - 2015-02-21, 15:16

Z Rosji przyleciała kobieta o haczykowatym nosie i blond włosach, raczej farbowanych. W obu rękach trzymała dość duże klatki. Stanęła na środku lotniska, rozglądając się. Sprawdziła kartkę przyklejoną do jednej z klatek. "Freyja - Diego Montana". Na drugiej natomiast napisane było "Bay - Miles Teller". Ten pierwszy już powinien tutaj być. Położyła klatki, zaglądając do jednej z nich, w której siedziała Freyja. Wsunęła palec, cmokając do niej. Suczka wciśnięta była w jeden z kątów, przerażona zaistniałą sytuacją. Jej ciało wręcz dygotało ze strachu. Westchnęła. Normalnie to dałaby suczce smakołyka, ale jeśli prowadzą nią takie emocje to nie ma sensu, bo pewnie to zwymiotuje. Podniosła się, ponownie rozglądając. Sięgnęła po kartkę z imionami mężczyzn, trzymając ją na wysokości klatki piersiowej. Czekała aż owy Diego pojawi się, aby odebrać małą.
Diego Montana - 2015-02-21, 15:48

Chłopak a raczej mężczyzna zmierzał w kierunku lotniska po swojego nowego psa który miał właśnie wylądować. Na tablicy lotów dostrzegł że właśnie wylądowali to też udał się na odpowiednią halę, dostrzegł w końcu kobietę wraz z dwiema klatkami w jednej z nich była jego mała <3 Podszedł bliżej obrzucając oba psiaki spojrzeniem, były do siebie łudząco podobne chociaż pies chyba był wyższy ale może mu się tylko zdawało?
-Witam, Diego Montana byliśmy umówieni. - powiedział w kierunku Rosjanki uśmiechając się.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group