Desperado - 2013-05-01, 22:46 Przez kolejne piętnaście minut wykonywał polecenia Jacksona, w dalszym ciągu równomiernie rozciągając mięśnie. Po upływie owego czasu, weszli na obszerną woltę, na której ogier przeszedł do wyższego chodu tuż po otrzymaniu odpowiednich pomocy. Nie wypadł z ustawienia, od razu narzucając dość aktywne tempo, choć początkowo szedł nieco sztywno, strzelając z ogona co krok. Po paru okrążeniach zrobionych na wolcie, wyszli na prostą, gdzie gniadosz wyciągnął nieco galop, rozwijając prędkość, choć pod kontrolą. Galopowali tak przez parę okrążeń, w obie strony, bez zbędnych scen. Później rozskakali się na leżącej kłodzie, pierwsze skoki były nieekonomiczne, z dużym zapasem i mocnym wybiciem, co "pobierało" od folbluta dużo energii. Z czasem jednak uspokoił się, przywykł do sytuacji i poprawił swoją technikę, oddając skoki bardziej precyzyjne i ekonomiczne. Po rozgrzaniu się, przeszedł do stępa.
Ogier po krótkim odpoczynku, skierował się na linię startu. Tam, tuż po ukłonie Jacksona, ruszyli kłusem, a następnie galopem. Zgodnie z oczekiwaniami Jacksona, nie ruszył "z kopyta", acz dość stonowanie. Choć spokojnie dałby radę pokonać całą trasę w szybkim tempie, akurat kondycję to miał miażdżącą patrząc na inne konie. No, może odrobinę ucierpiała na ostatniej przerwie, ale generalnie... Widząc na trasie pierwszą przeszkodę, oraz mając na to zezwolenie, przyspieszył nieco kierując się na sam środek kłody. Oddał skok ekonomiczny, bez większego trudu pokonując ten rodzaj przeszkody. Po wylądowaniu, pozostał w tym samym tempie, śmiało idąc na trzecią przeszkodę, również prezentującą się nie najgorzej - wręcz zwyczajnie. Pod wpływem działania dosiadu mężczyzny jednak skrócił ostatnie foule, wymierzając dokładnie odległość. Odbił się we wskazanym miejscu, dostatecznie wysoko, ładnie pracując szyją oraz lekko się składając w locie. Po wylądowaniu wyciągnął krok, galopując przed siebie żwawo, głośno przy tym parskając.Jackson - 2013-05-03, 10:38 Po długiej prostej, na horyzoncie wyrosła im wąska drewniana przeszkoda. Właśnie w jej kierunku brnęli. Jackson przytrzymał nieco Desperado, aby ustabilizował krok, ponieważ tak łatwiej będzie odmierzyć odległość do skoku, wycelować w bramkę i oddać skok. Kiedy dotarli już niemal pod samą przeszkodę, chłopak przysiadł w siodło i wysiedział w nim do samego końca wykonując półsiad dopiero na skoku. Oddał wodzę i topniowo- będąc już w górze, cofał się w tył, odchylając. Poklepał subtelnie konia po szyi i podążył na następną przeszkodę, która oddalona była zaledwie o kilkanaście fouli. Pokonał ją w podobny sposób co poprzednią. Dojechał do niej, pilnując wodzami jak i łydkami, aby gniady na pewno podjął się skoku, nie próbując wyłamać czy uciec, wykonał półsiad, oddał wodzę i wylądował. Kolejne kilka kroków i następny skok. Półsiad, wodza lądowanie. Zawodnik pilnował bardzo dokładnie, aby odległość była idealna. Przy niektórych przeszkodach terenowych nawet zawodnik nie wiedział co czeka za przeszkodą, dlatego musieli być mega skupieni i zaangażowani w swoją pracę. Każdy najmniejszy błąd i oboje mogli polegnąć. Przed nimi po dość ostrym zakręcie, a może nawet zwrocie wyrosła przeszkoda numer 6, która do najtrudniejszych nie należała, dlatego po prostu przefrunęli nad nią, przy udziale niewielkich pomocy jeźdźca. Przed nimi kolejny łuk, choć nieco większa odległość- brunet pozwolił sobie na chwilowe podkręcenie tempa i wypchnął konia łydką i biodrem, przechodząc już teraz w półsiad. Dopiero jakieś 5 fouli przed usiadł w siodło, hamując delikatnie i wymierzając do skoku. Kolejna przeszkoda została w tyle, a Jackson przyśpieszył Desia i wykonał półsiad, rozpędzając się. Mieli niezły kawałek do przebycia, dlatego mogli zawalczyć z czasem.Desperado - 2013-05-03, 21:40 Po pokonaniu wspomnianego dłuższego odcinku trasy szybkim galopem, ich oczom ukazała się kolejna, trzecia przeszkoda, przypominająca domek. Widząc ją, ogier zastrzygł uszami unosząc nieco przód by uważnie się przyjrzeć konstrukcji. Wycofało go to lekko, zresztą Jackson podobnie zadziałał dosiadem, zwalniając ogiera przed samą przeszkodą. Ostatnią foule zrobił jednak mocniejszą, by znaleźć odpowiednio dużo siły na wybicie się. Korzystając z tego, że zawodnik dobrze zgrywał się z ogierem, gniadosz z łatwością chwytał równowagę w locie, nie wahając się w ani jednej chwili od momentu podjęcia decyzji odnośnie odbicia. Po wylądowaniu, skierował jedno ucho na mężczyznę zbierając pochwałę, po czym pogalopował na kolejną przeszkodę, zachowując się jak poprzednio. Ten typ przeszkody był mu znany z innych zawodów i treningów crossowych, dlatego bez większych oporów podążył na przeszkodę. Jeżeli brunet zdecydował się oddać skok przez sam środek to niestety mógł się spotkać z lekkim oporem, gniadosz bowiem spłynął delikatnie na bok by oddać skok w najwęższym miejscu, pomyślał ! Czyli jak zrobić, a się nie narobić... Następną przeszkodę, identyczną, pokonał w bardzo podobny sposób. W przeciwieństwie do Jacksona Desperado żadnego stresu nie miał, nie czuł wagi tego wszystkiego, po prostu leciał przed siebie, pokonując kolejne przeszkody. Dalej wykonali dość mocny zakręt, po którym czekał ich kolejny correr, co ogier pokonał z łatwością pomimo kiepskiego najazdu. Miał siłę odbicia, zdecydowanie. Później, zgodnie z poleceniem, podkręcił lekko tempo, hamując je dopiero przed kolejną przeszkodą, która z oddali też budziła w ogierze lekkie podejrzenia. Przyjrzał się jej uważnie, ale przypilnowany oddał skok, wysoki i daleki jakby nie patrzeć. Po wylądowaniu znacząco przyspieszył, specyficzna budowa zdecydowanie ułatwiała mu w tym momencie sprawę.Sonja - 2013-05-03, 23:57 Przydreptała z Aferą. To znaczy się, jechała już na niej. W drodze na tor rozstępowały się wystarczająco, więc na rozprężalnię już luźno kłusowały. Sonja na razie dala klaczy luźną wodzę, ale pomału zaczynała bawić się nimi, coby klacz zainteresowała się ładnie wędzidłem. Delikatnie podbierała je, pulsując przy okazji wodzą. Miała nadzieję, że Afera się zacznie chociaż minimalnie zbierać.
Wjechały pomiędzy resztę koni rozgrzewających się przed przejazdem. Saara spojrzała po nich, marszcząc brwi. Nie wyróżniali się teraz zanadto spośród tego tłumu. No cóż, za to wyróżni się każdy z osobna na torze, prawda?
Sonja miała na sobie przepisowe białe bryczesy, buty do jazdy i sztylpy. Oprócz tego jasną koszulę na krótkim rękawie i kamizelkę ochronną. Założyła już białe rękawiczki i kask oraz zegarek do sprawdzania czasu przejazdu.
Zebrała wodze na ładny kontakt i popchnęła Aferę do jakiegoż wyciągniętego kłus. Pojeździł tak chwilę, po czym zwolniły do stępa na jakieś trzy minutki. Wtedy luźniejsza wodza znowu i wielka pochwała do Sonji, jeśli wszystko szło dobrze. Jeśli Afera nie chodziła tak żwawo bez bata, jak wspomniała userka w stajni, to Saara trochę zmieniła taktykę dawanie łydek. Trochę mocniejsze i po wcześniejszym odsunięciu nóg od boków konia. Taka troszkę z odległości. I przesunięta trochę w tył. Może to skarogniadą rozbudzi.
Potem znów do kłusa po krótkiej przerwie i krótkie rozgalopowanie. robocze tempo, maksymalnie minutka w tym chodzie, żeby się nie męczyć. Potem tylko kłus na dłuższej wodzy i non stop mobilizacja ze strony Sonji i masa pochwał.
Afera, współpracuj! <3Afera - 2013-05-05, 10:45 ROZGRZEWKA
Skarogniada przybyła na konkursowy tor crossowy z Sonją na grzbiecie. Zaraz po pojawieniu się w nowym miejscu klacz zaczęła rozglądać się i obdarzać spojrzeniami wszelkich widzów, który byli łaskawi przyjść i obejrzeć przejazdy wszystkich, lub niektórych par. Jej uwagę szczególnie zwrócił wysoki mężczyzna w niebieskiej koszuli, który został obdarzony prychnięciem skarogniadej. Swym wzrokiem obdarzyła także pozostałe konie, które przybyły nie tylko z Orchardu, ale nawet z zagranicy. Zwierzęta miały okazję nawet usłyszeć melodyjne rżenie folblutki skierowane do koni.
Wracając do rozgrzewki. Po dotarciu na rożprężalnię czując wypchnięcie biodrami i lekką łydkę Afera przeszła płynnie do kłusa. Już podczas rozgrzewki angażowała w pracę wszystkie mięśnie. Łagodnie wyrzucała kolejno nogi w przód. Jej kłus był niemal płynący, a Sonja na pewno nie miała okazji poskakać w siodle. Gdy amazonka zaczęła powoli zbierać wodzę przy okazji lekko nią pulsując skarogniada wykonała żucie z ręki, a po dłuższej chwili, kiedy amazonka zaprzestała zabawom z wodzą klacz uniosła łeb. Czując lekkie zaniepokojenie Sonji skarogniada spojrzała na nią na tyle, ile pozwalało jej ciało, a zaraz potem przeniosła swój wzrok na otoczenie przed sobą. Zaraz jednak poczuła nieco mocniejszy kontakt, więc ładnie ustawiła się, a zaraz potem przeszła do kłusa wyciągniętego. Nogi folblutki wyrzucane były teraz nieco dalej niż poprzednio, a jej kłus stał się lekko wybijający, co jednak dalej nie powinno przeszkadzać fince.
Czując nieco większy opór na wędzidle i w siodle klacz automatycznie zwolniła do aktywnego stępa prychając przy tym, aby po chwili spuścić nieco głowę w dół korzystając z luźniejszej wodzy. <3
Zmiana taktyki używania łydek nie była potrzebna, bowiem Afera chodziła aktywnie i bez bata. Przynajmniej tyle oszczędzi Sonji.
Po krótkiej przerwie za pozwoleniem amazonki skarogniada znów zakłusowała, aby zaraz płynnie poruszać się w tym właśnie chodzie. Do zagalopowania także Sonja nie musiała wyciskać siódmych potów, bowiem wystarczyło jedynie wypchnięcie dosiadem i lekka łydka, aby Afera przyspieszyła i przeszła do galopu. Kończyny klaczy kolejno dotykały ziemi, a ona sama na razie utrzymywała robocze tempo. Tylko żeby Sonja nie pomyślała, że klacz więcej nie da! Na torze pokaże, co potrafi! <3
Po tym jakże krótkim galopie Afera znów przeszła do kłusa. Jej głowa znalazła się lekko poniżej wysokości piersi, jednak zaraz uniosła się na jej wysokość.
Afera melduje gotowość do przejazdu. Sonja - 2013-05-05, 23:04 Pochwaliła ładnie Aferę za wszelkie udane przejścia, zadowolona z jej wszechwidocznej gotowości. Galop był udany, kłus wyciągnięty też, przejścia idealnie... Nawet się tam momentami lekko zbierała! <3 No, tutaj mocno wspierała Sonję która poczuła się znacznie pewniej mając świadomość, że jej wierzchowiec będzie dziś szedł chętnie. Trasa krótka nie była, no i jeszcze przeszkody wcale takie niskie nie były. Woda była, chyba nawet ze dwie przeszkody z "ukochanymi" grzebieniami dziewczyny. Huh, najgorzej jednak będzie jak zapomną trasy... Ale na logikę nawet można czasem pojechać, prawda?
Dobra, koniec z tym. Sonja dojrzała że ostatnia osoba przed nimi skacze dwudziestą piątą (Matko Boska ;-;) przeszkodę i dociera po chwili na metę. Teraz najgorszy moment... Saara cała spięta dały Aferze łydkę i skierowała ją w stronę startu, siedząc na jej grzbiecie jak na szpilkach. No, nawet ja, tak z userskiej strony, się teraz zapowietrzyłam. Przejmuję coraz częściej zachowanie moich postaci, wiecie?
Sonja dotarła z Aferą do linii startu, cała dygocząc. Zatrzymała tam Aferę i wzięła kilka głębokich oddechów. Poprosiła sędzi o parę sekund na uspokojenie się i schyliła się, przytulając do Afery. Zacisnęła mocno oczy, zagryzła zęby.
I po chwili podniosła się tak żwawo, jakby dostała jakiegoś kopa energetycznego. Odrzuciła warkocz do tyłu i dziarsko poprawiła swój kask. Zebrała mocniej wodze i kiwnęła do sędzi. Wszystko wokół ucichło. Skupiła się tylko na sobie i Aferze. Wiedziała, że niuńka też musi się nieco denerwować jej zachowaniem, ale pewnie się uspokoi gdy poczuje jej zmianę nastroju.
OFICJALNIE, PRZEJAZD:
W myślach poprosiła kochaną mamusię by jej dopingowała i usłyszała dzwonek, czy cokolwiek innego, co ogłaszało start. Zawzięła się w sobie i dała Aferze mocną łydkę i wypchnęła ją do żwawego galopu.
Zamierzała pierwszy odcinek pokonać dość szybko. Przeszła na ten moment do półsiadu, krótko trzymając wodze. Jednak pilnowała, by nie szarpać Afery za wędzidło ani nic. Równomiernie obciążyła strzemiona, pilnując ustawienia nóg i podpierając się lekko kolanami.
Dopiero na kilkanaście metrów przed pierwszą przeszkodą podziałała na folblutkę paroma półparadami i zwolniła ją do roboczego tempa. Usiadła teraz w pełnym siadzie, by na spokojnie zamknąć Frytkę w pomocach. Skupiła się całkowicie na przeszkodzie i krokach kobyły. Spojrzała na chwilę na ziemię, ale dosłownie na sekundę. Jakby chciała się upewnić, czy skarogniada nie gubi nóg. Ale wszystko w normie.
Tuż przed skokiem mocna łydka i przejście do półsiadu wraz z oderwaniem się pierwszych kończyn Afery od podłoża. Rączka Sonji podążyła za pyskiem konia, oddając jej tak trochę wodzy podczas skoku. Usiadła na chwilę przed lądowaniem by nie zaburzyć jej zanadto równowagi. Gdy właśnie wylądowały, Saara pilnowała mocno swoich bioder by dobrze zamortyzować upadek swojego tyłka na siodło. Ale wszystko poszło gładko; jechały już dalej obydwie skupione na następnej przeszkodzie. Przynajmniej Sonja, ale Afera pewnie podzielała jej uwagę i oddała się jej w pełni by ją poprowadziła. Na treningu nie było to problemem, więc teraz, tym bardziej, że Saara jest niesamowicie skupiona, powinno pójść to bez problemu.
Dziewczyna nie dodawała zbytnio ośmiolatki, ale pozwoliła jej nieco zwiększyć wykrok jeśli ta chciała. Kolejny skok był w prawie tej samej linii co pierwszy, ale nawet jeśliby nei był, to było między nimi sporo odległości by się ustawić. Mimo to Sonja zadbała o prosty najazd i śmiało wypchnęła Aferę na... four bara? Słyszałam o triple barze, ale jak cztery, to się zalicza?
Tak czy siak, finka zadziałała znacznie mocniejszą łydką, bo skok był dłuższy. Oczywiście dlatego też pozwoliła wcześniej Aferze na minimalne zwiększenie tempa, by miała dobry rozpęd. Chociaż ta przeszkoda była też wyższa niż poprzednia. Tamta to był pikuś, chociaż szerszy. Ale ze względu na wysokość, wyrównywało się.
Nieważne.
Łydka, półsiad, ręka z wodzami za pyskiem Fryty i siad w siodło sekundę przed lądowaniem na podłożu. Sonja odetchnęła głęboko i poklepała Aferę dłuższą chwilę, łapiąc na ten moment wodze w jedną rękę. Spojrzała na zegarek, chociaż czuła, że czas na razie dobry i martwić się nie musiała.
Skierowały się dalej do lasu, który to miały pokonać przed następnym skokiem. Tam dziewczyna wydłużyła nieco klaczy na chwilę wodze i pozwoliła jej odzyskać siły w wolniutki, roboczym tempie. Jednak nie chciała tam tracić zbyt dużo czasu na odpoczynek, bo to i tak dopiero dwa skoki, więc przesadnie zmęczyć się nie mogla. Dlatego też jeszcze zanim wyjechał spomiędzy drzew, finka zdopingowała Aferę do szybszego tempa. Trzymała się hardo w pełnym siadzie, trzymając wodze dość krótko, ale bardzo elastycznie. Ręce miała wybitnie spokojne, osadzone nisko i pewnie trzymała wodze zamkniętymi nadgarstkami. Dzięki temu nie wyślizgiwało jej się nic nawet minimalnie i miała nad tym pełną kontrolę.
Jakąś dobrą chwilę po wyjeździe z lasu Sonja dostrzegła trzecią, nietypową przeszkodę. Cmoknęła do Afery i dała jej półparadę naprawdę subtelną, by i ta mogła ją dojrzeć w porę. A był to domek. Długi, ale nie okropnie szeroki i nie taki najwyższy. Zapowiadał się przyjemnie, chociaż ciekawe, jak zareaguje na takie coś Afera. Coby się nie zdziwiła i nie uciekła, została stanowczo zamknięta w pomocach i przytrzymana krzyżem, by nieco zwolniła. Tutaj należało wybrać dynamiczne, ale robocze tempo. Dlatego też Saara łydkę dała leciutką jakieś kilak fouli przed skokiem mocniej z tyłu, coby folblutka uruchomiła do końca zadek i stworzyła z niego główną siłę napędową. Zaraz po tym nogi Sonji wróciły do prawidłowego ustawienia i pani Sundqvist już po chwili przeszła w półsiad, nie zapominając o mocnej łydce, która miała zachęcić Aferę do ładnego skoku. Tutaj Saara postarała się mocno o utrzymanie równowagi i złapała się mocniej kolanami, oddała klaczy więcej wodzy niż wcześniej, dążąc dłońmi za jej pyskiem wzdłuż szyi.
I znów przed lądowaniem chwilkę usiadła gładko, bardziej z tyłu, ale tylko dlatego coby pupą podjechać w przód siodła dzięki czemu mogła w sporej mierze zamortyzować upadek owej pupy na grzbiet Afery. Nie chcemy by doznała tutaj szoku po uderzeniu przez tyłek Sonji i odmówiła współpracy.
Pozwoliła Aferze utrzymać taką prędkość jakąś sobie teraz obrała. Jednak poprosiła ją o aktywniejsze tempo, gdyby przysnęła po skoku. Zbliżały się powoli do czwartej przeszkody. Drogę do niej pokonały na prosto, ale potem Sonja zwolniła Frytkę do roboczego, coby pod koniec zacząć wyjeżdżać łagodny, ale mały zakręt i skierować się prosto na przeszkodę.
Hm, wygląda na to, że trzy następne przeszkody są identyczne. Intuicja podpowiadała mi, że to trzeba pokonać naskokiem i zeskokiem, ale na szczęście Jackson oświecił mnie, że nie. Gafa by była, ulala!
Nie wiem co sądziła o tym Sonja, ale ona miała intuicję Bogu dzięki inną niż ja i jej zaufała, uznając przeskoczenie tego na raz za odpowiednią metodę.
Nie była za to pewna tego jak Afera zareaguje na te dziwadła zwane ponoć correrami, więc dała klaczy silnie mobilizującą łydkę, gadając też coś do niej chwilę wcześniej. Obowiązkowe zamknięcie w pomocach i dobry sygnał do skoku. Saara przeszła do półsiadu w odpowiednim momencie, jednak nieco zbyt późno usiadła, co mogło nieco zaburzyć rytm klaczy. Jednakże poklepała ją szybko i przeprosiła głosem, a zaraz potem ogarnęła, że trzeba skręcać szybko! I przetestowała uwagę Afery, dając jej ambitną półparadę i przemieszczając bioderka i łydki tak, by klacz się dobrze połapała, że chodzi teraz o ostry zakręt. Podczas niego Sonja dała kobyłce mocną łydkę, by ta nie zgasła, a to było możliwe. Jeśli tylko jednak wyjechały, ta ja głosem pochwaliła. No, trzeba będzie trochę czasu nadrobić! Zwłaszcza, że zagospodarowały trochę czasu teraz na łagodny najazd na piątkę. Przed nią Saara uważnie przypilnowała tempa, gdyby Fryta zaczęła gasnąć po poprzednim incydencie. Miejmy nadzieję, że po minimalnym błędzie Sonji nie odmówi skoku przez identyczną przeszkodę.
Afera była cały czas zamknięta w pomocach przez finkę, dostała łydkę w dobrym miejscu. Pewnie w lepszym niż poprzednio, bo dziewczyna zdążyła poznać już ten typ skoku i przeszkody.
Półsiad był bardzo pewny, ręką gładko przesunęła się wzdłuż szyi Afery za jej mordką, by oddać jej tak wodze. Dziewczyna nie kładła się bardzo na niej, tylko ładnie, sztywno wyprostowała plecy, robiąc z tyka idealny kaczy kuperek.
Teraz, uwaga, usiadła w dobrze dobranym przez siebie momencie i ładnie zamortyzowała lądowanie swojego tyłka na siodle, dzięki czemu pewnie poprawi Aferze humor. Poklepałaby ją, ale od razu trzeba się przygotować do najazdu na szóstkę... Pochwaliła więc klacz głosem, prosząc by nie gasła i aktywnie weszła w woltę. Wprowadziła ją w nią po uprzedniej półparadzie, troszkę cofając zewnętrzną łydkę i mocniej dociskając wewnętrzną. Wodze trzymała krótko (kosztem wysunięcia rąk bardziej do przodu) i trochę mocniej skróciła jej lewą, by kobyła mogła się ładnie wygiąć na zakręcie. Ale okazało się, że mają jeszcze trochę fouli przed skokiem, więc finka wykorzystała to by poluzować na sekundę wodze Aferze i dać jej mocną łydkę. chciała by ta zwiększyła sporo wykrok.
- Przefruńmy nad tym mała! - zdopingowała skarogniadą i posłała ją do skoku w odpowiednim momencie. To było jej jak dotąd najpłynniejsze przejście w półsiad i znów w pełny siad, ale to tylko z powodu pragnienia już odjechania od tych przeszkód. Teraz czekała na nie dłuższa chwila przerwy od skoków, więc łydkami asertywnie utrzymywała szybkie tempo Afery, by nadrobić chociaż chwilę czasu. Jednak zawczasu zaczęła wpisywać się w łuk do następnego zakrętu. Oczywiście, przypilnowała by po ostatnim skoku Fryta galopowała na prawą nogę, a jak tego nie zrobiła, to teraz Sonja wymusiła na niej tą zmianę.
Siódma przeszkoda taka straszna nie była. W sumie technika skoku podobna bardzo do tej przy dwójce, prawda? Bo tak naprawdę przeszkoda identyczna tylko dwójka miała przerwy.
Boże, nieważne. Kończę tego posta, bo chaos robię z niego już.
Tak czy siak, pokonały siódemkę w identyczny sposób jak poprzednie. Sonja nieco się na razie zmachała jednak tymi ciągłymi połsiadami, ale po ten nawet niespecjalnie długiej przerwie znów udało jej się ładnie złapać równowagę. Cały czas pilnowała nóg i trzymała się ładnie kolanami, obciążała Aferę równomiernie po obu stronach siodła, nie opierała się zbyt ciężko na jej szyi podczas skoku. Znów usiadła w siodło przed lądowaniem i przycisnęła ją od razu mocno by nie traciła tempa aż do lasu, gdzie da jej chwilę odpoczynku.Afera - 2013-05-06, 13:13 Czując spięcie Sonji Afera z lekkim oporem podeszła do linii startu. Niepokój w niewielkim stopniu udzielił się także jej. Gdy już znalazła się w odpowiednim miejscu zatrzymała się i uniosła łeb. Pierwsze Orchardowskie zawody... Niby pierwsze, ale czym one różnią się od poprzednich? Logicznie myśląc są prawie takie same, więc klacz nie pogrążała się w takim strachu, jak finka, która aż dygotała w siodle. Może te zawody, to nie był dobry pomysł? Z resztą już za późno i pojechać trzeba. Najwyżej zajmą 3767635674 miejsce, jeśli takowe w ogóle jest.
Gdy Sonja przytuliła się do Afery, ta uniosła głowę, aby dziewczyna mogła wtulić się jeszcze bardziej i głośno prychnęła. Nie ma się czego bać! Gdy amazonka z powrotem usiadła "normalnie" w siodle klacz wróciła do poprzedniego ustawienia, a czując mocniejszy kontakt nawet te ustawienie poprawiła. Najwyżej się wywalimy do wody! Fryta nie zrzuci Sonji na drzewo, nie! Ona zrzuca tylko do wody!
Widząc, a raczej czując zmianę nastroju amazonki i folblutka nieco się uspokoiła, a i skupienie jej wróciło. Możemy zaczynać!
PRZEJAZD
Po chwili do uszu folblutki dobiegł dźwięk dzwonka, co oznaczało nic innego niż start. Łydka i wypchnięcie z bioder zupełnie wystarczyło skarogniadej, aby po chwili ruszyć energicznym galopem. Wszystkie mięśnie Afery mocno pracowały, a ona sama szybko pokonywała kolejne metry trasy. Nie przesadzajmy jednak, bo nam sił nie starczy. Klacz nie pędziła, jak to robią wyścigowce, a jedynie poruszała się szybszym galopem. Koń jak koń, ale ona to rozsądne zwierze. Nie pędzi na samym początku po trupach.
Kilkanaście metrów przed pierwszą przeszkodą klacz ładnie zwolniła do roboczego tempa, aby w odpowiednim miejscu przed tą przeszkodą odbić się mocno z tylnych nóg, a przednie podciągnąć nieco pod siebie. Ten skok nie należał do najlepszych, ale ważne że skoczyła. W tym wypadku ponarzekać można było na ekonomię skoku i baskil. Tym razem lądowanie wyszło niemal idealnie. Fryta miękko dotknęła kopytami podłoża amortyzując się na pęcinach. Po chwili już wszystkie kończyny klaczy miały styczność z podłożem, a sama Afera galopowała równie miękko jak poprzednio. Tym razem jednak nie pozwalała sobie na takie tempo, jak za pierwszym razem, bowiem przerwa między pierwszą , a drugą przeszkodą nie była aż taka duża. Jednak przed samą przeszkodą, a dokładniej kilkanaście metrów przed nią Afera nieco wydłużyła krok.
W prawidłowym miejscu klacz odbiła się z tyłów, a przody uniosła w górę. Tylne nogi podziałały jak sprężyny wyrzucając skarogniadą w powietrze. Po chwili znajdowała się ona w górze, aby zaraz potem z powrotem łagodnie wylądować amortyzując się pęcinami. I ten skok nie był ekonomiczny, ale klacz wyraźnie nie chciała doznać bliższego spotkania z przeszkodą. Już zderzenie z drągiem na parcourze może zaboleć, a ty dodatkowo te drągi, czy cokolwiek innego nie spadnie. Ba! Nawet się nie poruszy wzmacniając tylko ból.
Już po chwili klacz z powrotem uniosła łeb i pokonywała galopem kolejne metry trasy. Po dotarciu do lasu Fryta zwolniła do roboczego tempa, aby odzyskać siły stracone na tych pierwszych dwóch przeszkodach. Na razie i tak nie brakowało jej energii i sił, ale dzięki temu krótkiemu odpoczynkowi tylko ich przybyło. Po krótkiej chwili na złapanie oddechu Fryta znów przyspieszyła za pozwoleniem, a raczej żądaniem amazonki. Co jak co, ale w crossie liczy się każda sekunda, a po przeszkodzie numer 3 nie będzie dłuższych chwil na zdobycie cennych sekund. Taka możliwość pojawi się dopiero po siódemce. Ale nie o tej przeszkodzie teraz mowa.
Zaraz po wyjeździe z lasu oczom finki jak i Afery ukazała się kolejna przeszkoda. Wyglądem nie przypominała żadnej z poprzednich, ale tak czy siak skoczyć trzeba. Przed tym "domkiem" nieco zwolniła do tempa roboczego, a mocniejsza łydka na kilka foul'i przed skokiem podziałała aktywizująco, a nie była sygnałem do przyspieszenia. Klacz angażowała zad już od samego początku, ale teraz za sprawą dodatkowego sygnału zaczęła pracować zadem jeszcze lepiej. W miejscu niemal idealnym do odbicia, Afera oczywiście się odbiła (Bo co innego mogła by zrobić? ) i oddała długi skok, któremu towarzyszyła też niewielka przestrzeń nad "domkiem", który to miała przeskoczyć. Fryta dalej unikała jak ognia zetknięcia się z twardą przeszkodą. Z drugiej strony może to i lepiej, bo chyba korzystniej nie dotknąć belki, czy czego tam wsadzą niż jej dotknąć. Po miękkim lądowaniu skarogniada na chwilę skierowała uszy w stronę Sonji, ale zaraz potem radary powróciły na poprzednie miejsce.
Afera na razie utrzymywała dość szybkie tempo, ale czując półparadę zwolniła kierując lewe ucho w stronę amazonki. Zaraz potem z powrotem wróciło ono na swe miejsce, a klacz maksymalnie skupiła się na kolejnym skoku.
Zakręt został pokonany prawidłowo, a po nim słysząc słowa dziewczyny klacz zastrzygła uszami. Takim zachowaniem odpowiedziała także na aktywizującą łydkę, której oczywiście nie zlekceważyła i oddała dobry skok odbijając się w odpowiednim miejscu i miękko lądując. Czując, że Sonja zbyt późno usiadła w siodło klacz skierowała uszy do tyłu. Zakręt został w ostatniej chwili zauważony i na szczęście dobrze pokonany. Fryta w krzaki nie wjedzie, nie, nie!
Skarogniada nie zgasła po zakręcie, ba! Kolejna przeszkoda została pokonana. I uwaga! Tym razem skok był ekonomiczny, brawa poproszę. Ogólnie opisując folblutka mocno odbiła się z tyłów, podczas skoku prezentując całkiem dobry baskil. Lądowanie było miękkie, a klacz amortyzowała się pęcinami. Słowem ten skok był o wiele lepszy niż poprzednie. Pochwała głosowa po lądowaniu tylko poprawiła Aferze humor, ale nie wykazała ona większego rozproszenia tym gestem. W odpowiedzi skierowała jedynie uszy na chwilę w tył. Jak skupienie, to skupienie.
Po całym skoku Fryta ładnie wpisała się w kolejny ostry zakręt. Nie było mowy o jakimkolwiek nieposłuszeństwie. Na krótkiej prostej przed przeszkodą klacz wydłużyła krok, co spowodowało przyspieszenie. Ostatnia przeszkoda taka jak czwórka i piątka została pokonana. Tym razem bardziej ekonomicznie niż poprzednia. Wybicie z tyłów w odpowiednim miejscu, lądowanie miękkie także w dobrym miejscu. Po skoku klacz ładnie złapała równowagę i machnęła łbem na znak radości. Oj tam. Jak raz się coś zrobi z radości, to się nic nie stanie.
Przed folblutką nie było widać na razie przeszkód w małej odległości, więc mogła sobie pozwolić na chwilę do nadrobienia czasu. Czując mocniejszą łydkę lekko przyspieszyła. Wszystkie mięśnie klaczy pracowały z naciskiem na zad. Skarogniada pędziła przed siebie, ale z umiarem. Nie pokonały nawet połowy trasy, siły jeszcze trzeba zachować.
Gdy za właśnie pokonanym zakrętem "wyrosła" kolejna przeszkoda klacz automatycznie nieco zwolniła, aby przypadkiem nie wpaść na nią. W odpowiednim miejscu odbiła się i oddała całkiem wysoki i daleki skok. Nie przesadziła jednak, bowiem ten skok należał do tych bardziej ekonomicznych. Lądowanie miękkie, a po nim dość szybki galop. Po siódemce był jeden z dłuższych odcinków bez przeszkód, wiec dziewczyny mogły pozwolić sobie na kolejne nadrobienie czasu, który w crossie odgrywa dużą rolę. Po dotarciu do lasu klacz nieco zwolniła. Chwila na odpoczynek.Sonja - 2013-05-08, 20:41 Zaśmiała się widząc jak Fryta radośnie macha łbem i poklepała ją. - Cii... Tylko sie nie nakręcaj! Bardzo dobre nam idzie! - odezwała się raźno Sonja. Była bardzo zadowolona z tego, że na razie idzie im tak dobrze.
Oczywiście za wszelkie udane skoki ją bardzo chwaliła coby ją zmobilizować do dalszych, ale nie będzie się już tak rozpisywać, skoro Afera prosiła. <3
Pocisnęła ją mocno wyciągniętym galopem do lasu, przechodząc w ładny lekki półsiad. Raz trochę straciła równowagę, bo się zamyśliła się nieco. Przez to klapnęła jej trochę tyłkiem w siodło, ale zarz podniosła się dalej i przeprosiła klacz głosem, głaszcząc ją też delikatnie po szyi. - Wybacz, ni gniewaj się! - zawołała spokojnie. Miała nadzieję, że Ferrercia się nie zezłości za to. <3 Jakieś komplikacje się zdarzyć muszą. Nie chcę tutaj ich wywalać jednak, więc będą to błędy dosiadu Sonji, o!
widząc las, zwolniła ją do roboczego tema. Widać było różnicę. Przed chwilą to była szybkość, teraz to takie ślimaki na luźnej wodzy.
Przeturlał się między drzewami po leśnej ścieżce, przy czym Saara uważnie pilnowała coby Afera przypadkiem nie gasła w tym wolnym tempie. Gdy jednak na horyzoncie zobaczyła nową przeszkodę, zebrała wodze (jednak uprzedzając Frytę półparadą subtelną) i zaczęła wymagać dynamiczniejszego tempa, cofając łydkę i skłaniając zad klaczy do (współ)pracy.
Ta przeszkoda była identyczna jak pierwsza. I o ile panna Sundqvist się dobrze orientowała, to jeszcze ze trzy podobne będą. To znaczy, kłody takie, czy tam pnie.
Jednakowoż, Sonja niefortunnie zapomniała zamknąć skarogniadą w pomocach. Wodze ładnie zebrała oczywiście, ale nie przypilnować jej specjalnie łydkami czy cała resztą. jeśli ta tak czy siak skoczyła, to Sonja przeszła do półsiadu razem z wyskokiem i ładnie oddała rączkę pyskowi Fryty,a potem usiadła dzielnie, by przy lądowaniu tyłkiem pojechać po siodle dla amortyzacji.
Jeśli jednak klacz była wyczulona na to zamykanie w pomocach i zatrzymała się/skręciła na bok, to finka mocno złapała się jej grzywy, bo uświadomiła sobie jednak o tym, że jej nie zamknęła w tych durnych pomocach. Jednak na poprawę było za późno, ale zawsze można łapać sie grzywy, nie?
Więc jak gdzieś tam skręciła, to Sonja sobie raczej poradziła i nie spadła. Ba! Za żadne skarby by teraz nie chciała zlecieć! I to w połowie trasy, na takiej prostej przeszkodzie! Spadniecie z konia równa sie dyskwalifikacja, prawda?
O ile ośmiolatka wyłamała, to zaraz Sonja ją wykręciła do tyłu kawałek i przytrzymała twardo w roboczy galopie. Wzięła zakręt pomiędzy ostrym a łagodnym, no i najazd znów na przeszkodę, jednak nieco krótki. I od razu mocna łydka, wyraźne zamkniecie w pomocach, coby klacz wiedziała, co ma teraz robić. Potem półsiad, siad w siodło. Standardowo.
Miała jednak dziewczyna nadzieję, że Ferrercia skoczy to ładnie.
Cokolwiek jednak się stało, to brnęły dalej. Saara dalej już starała się uważniej pilnować swojego dosiadu i skupić się nieco bardziej. Ścisnęła mocno Aferę łydkami, coby troszeczkę wyciągnąć.
Jednak przed następną przeszkodą ustabilizowanie tempa półparadami, uruchamiamy zadek i go! Ten skok musiał być juz nieco wyższy i bardziej przemyślany. Przeszkodą była niby ławeczka, o kanciastych dość końcach. Głupio byłoby sie na nią nadziać. ;-;
Zamknięcie w pomocach dobrze zaznaczone, łydeczka przy odskoku, półsiad, dłonie wzdłuż szyi za pyszczkiem klaczy, kaczy kuperek. <3 Równowaga ładna, oparcie równo na obydwóch strzemionach, kolanka chwytają się boków konia. Potem siad w siodło, amortyzacja.
Po skoku kontrola tempa i mocna łydeczka jeśli Afera gaśnie, albo przytrzymanie półparadami, jeśli się nakręciła. Jednak Sonja na razie nie zauważyła więcej przeszkód, toteż pocisnęła mocno Aferę po chwili do mocno wyciągniętego galopu, przechodząc w półsiad. Teraz była maksymalnie skupiona na swojej pozycji, coby znów czegoś nie zwalić.
Pozwoliła jej teraz pędzić, bo trzeba nadrobić sporo czasu, jeśli wtedy Fryta faktycznie odmówiła skoku. I tak niech sobie biegną żwawo, aż do dzieciąteczki!Afera - 2013-05-08, 22:10 Do lasu dobiegła mocno, może nawet za mocno wyciągniętym galopem. Gdy tyłek Sonji klepną o siodło Afera przykleiła na moment uszy do potylicy machnęła łbem. Chwila rozkojarzenia wystarczyła, aby folblutka straciła równowagę i potknęła się o własną nogę. Mało brakowało do upadku, ale na szczęście skończyło się na dość dużym potknięciu. Po nim klacz na chwilę przeszła do kłusa zaraz przechodząc do szybkiego galopu. Cenne sekundy stracone, ale w końcu nikt nie jest idealny.
Przed lasem zwolniła do tempa roboczego, choć z niewielkimi oporami. Chciała jakoś nadrobić stracone sekundy, więc o gaśnięciu nie było mowy. Na półparadę klacz zareagowała skierowaniem lewego ucha w stronę amazonki. Do wymaganego dynamicznego tempa przeszła niemal od razu. Przed kolejną przeszkodą, która przypominała przewalony pień Afera odbiła się nieco za wcześnie, co stało się skutkiem niefortunnego lądowania zbyt blisko przeszkody. Fryta na chwilę straciła równowagę, którą zaraz odzyskała odpowiednio manewrując szyją i cielskiem. Po nieudanym lądowaniu kontynuowała dość szybki galop. O wyciągnięcie kroku nie trzeba było prosić dwa razy. Mocniejsze i przede wszystkim dalsze wyrzucanie kończyn nastąpiło po chwili od wysłania sygnałów.
Kolejna przeszkoda "wyrosła" stosunkowo szybko, bowiem odległość dzieląca ósemkę i dziewiątkę była niewielka. "Ławeczka", bo przeszkoda przypominała właśnie ławkę wymagała nieco dłuższego skoku niż poprzednia.
Tym razem Sonja zdecydowanie zamknęła Aferę w pomocach, co dodało klaczy pewności. Odbicie nastąpiło w odpowiednim miejscu, skok długi, a i lądowanie było poprawne. Po nim Afera kontynuowała bieg szybkim galopem. Dodatkowa łydka dała klaczy znać, że ma wydłużyć krok, a zarazem przyspieszyć. Polecenie zostało wykonane. Do przeszkody numer dziesięć trzeba było pokonać spory odcinek drogi. To był dobry moment na nadrobienie straconych sekund.Jackson - 2013-05-08, 23:23 Jackson nie stresował się, po prostu dawno nie startował w podobnego typu zawodach, choć niegdyś specjalizował się w crossie, aczkolwiek ostatecznie jego "konikiem" pozostały klasyczne skoki, w których czuł się jak w swojej bajce. Poklepał konia i przysiadł delikatnie w siodle, widząc co znajduje się przed nimi. WODA! A raczej coś gorszego. Przeszkoda, za która znajdowała się kałuża. Chciał, aby Desperado pewnie wjechał w tego typu "pułapkę", aby nie spanikował na widok cieczy, w którą miał wpaść. Dlatego też kierował się na przeszkodę w optymalnym tempie, ciągle podpierając gniadego łydkami i trzymając wodze napięte, które miały pilnować, aby ogier się nie spłoszył.
Na odskoku, dodał pewną łydkę i wzbił się w górę wraz ze swym podopiecznym, wykonując półsiad i oddając dość sporo wodzy. Od razu po zmianie pozycji na lądującą odchylił się w tył, czekając aż krople obleją jego bryczesy. Jeżeli koniuch wszedł bez zawahania do wody, chłopak głosem go pochwalił "DOBRZE!!"- po czym dodał łydki ruszając dalej na wprost. Wyjechał z wody, która zapewne schłodziła gniadego, co mogło nieco zregenerować jego siły, a następnie od razu po wyjeździe oddali następny skok, a mianowicie pokonali przeszkodę numer 11. Przed nimi kolejny dłuższy dystans. Pogonił delikatnie Desia, choć nie chciał go gonić zbyt szybko, aby ten miał energię do pokonania reszty przeszkód. Mieli już za sobą półmetek. Kolejne trzy przeszkody były oddzielone od siebie dość sporym dystansem, dlatego naprowadzał konia na nie, zwalniając nieco, aby nie wpaść w nie, a za to prawidłowo pokonać, po czym przyśpieszał by zawalczyć z czasem.Sonja - 2013-05-09, 17:00 Sonja na szczęście miała całkiem dobrze wyćwiczony instynkt samozachowawczy i gdy tylko klapnęła niechcący tym tyłkiem w siodło, zaczęła uważać, świadoma tego, że Afera może coś wymyślić. No i nie tyle, że ze złośliwości coś zrobiła, ale przez jej niekompetencję potknęła się. Sonja zagryzła zęby i wydęła policzki gdy klacz poleciała trochę do przodu, ale półsiad miała lekki i w porę udało jej się odchylić do tyłu i złapać mocno złapać grzywy. Dzięki temu nie wyleciała jej przez szyję na ziemię. Gdy tylko Afera przeszła do kłusa by odzyskać równowagę finka pokrzepiająco pogłaskała ją. - Wybacz kochana, mój cholerny błąd! - i ścisnęła ja łydkami i wypchnęła z krzyża do dalszego, bardzo energicznego galopu. Nadrabiamy czas!
Na szczęście przy tej przeszkodzie przy której nie zablokowała jej w pomocach żadnej wpadki nie było. Dziewczynka sama grzecznie skoczyła. <3 Saarę to podbudowało na duchu, bo o znaczy, że sama chętnie pójdzie nawet jak ona sie zapomni. A tutaj w sumie Afera jest kluczowa. Jakby ją tak puścić samą, to by skoczyła. Człowiek nie bardzo sam by to zrobił, zwłaszcza jeśli mówimy o metrowych przeszkodach w wodzie, na które pewnie trafią później.
Po skoku przez ławeczkę pani Sundqvist nie odpuszczała Frycie ani na chwilę i mocno grzała ją łydkami. Pozwoliła jej maksymalnie wyciągnąć byleby tylko nadrobić stracony czas. Oczywiście, jechała wtedy w półsiadzie, ale pilnowała mocno tego, by znów nie klepnąć tyłkiem po siodle.
Gnały od poprzedniego skoku tak aż do następnej przeszkody. No i uwaga, tutaj lądowanie będzie w wodzie! Fajna atrakcja, ale trzeba rozważnie najechać, toteż w odpowiednim miejscu Sonja zaczęła hamować klacz półparadami, siadając jednocześnie w pełny siad. Naprowadzenie na przeszkodę po łagodnym łuku, uruchomienie zadu, dynamiczne, acz robocze tempo. Kobieta miała na uwadze to, że skarogniada mogła być już porządnie zmęczona, ale po wskoku do wody pewnie odzyska sporo sił, bo ją to trochę otrzeźwi i ożywi.
Zamknęła ją w pomocach, widząc na co najeżdżają. Na chwilę zaparło jej dech w piersiach, ale zmrużyła na chwilę mocniej oczy i zagryzła zęby. SKOCZĄ TE CHOLERNE GRZEBIENIE!
Wypchnęła Aferę z łydki dość mocno, przycisnęła się kolanami i łagodnie wstała na strzemionach, równomierne się na nich opierając i rozmieszczając ładnie ciężar ciała. Rączką poszła wzdłuż szyi za pyskiem konia, na zadku finki powstał kaczy kuperek.
W locie Sonji błysnęły oczy, gdy zobaczyła wodę. Tak, spodziewała się tego, ale po takim skoku, dość wysokim, to jednak było nadal dość nietypowe. Nigdy tak nie skakała. Afera pewnie też nie, ale miała nadzieję, że teraz spisze się idealnie. <3
Chwilę przed mokrym lądowaniem Saara usiadła ładnie w siodle, pilnując przejechaniu do przodu zadkiem, coby zamortyzować i ochronić grzbiet klaczy przed takim ciężkim ciosem. Przycisnęła ją mocno by nie traciła tempa, mrużąc oczy, bo pewnie wodę trochę rozchlapały. Złapała się nawet na tym, że na jej facjacie powstał szeroki wyszczerz. Kurka, ale jej sie podobało! <3 Pozwoliła sobie nawet na chwilowe złapanie wodzy w zęby i wyrzucenie rąk w górę, w geście wszechogarniającej dumy z samej siebie. No i oczywiście z Fryty. <3 Spisuje sie dziewczyna perfekcyjnie, brawo!
Oczywiście żwawo zebrała zaraz wodze i po chwili musiała już ciasno zamknąć dziewczynę w pomocach i oddać kolejną łydkę do doskoku. Ciekawe, jak pójdzie klaczy wyskok z wody. Dlatego też dostała łydkę podwójną, podwójnie mobilizująca i podwójnie napędzająca. Fruniemy nad tym, dobra?!
Półsiad, oddanie wodzy z przesunięciem ręki wzdłuż szyi, kaczy kuperek, potem siad w siodło, amortyzacja. No i są poza jeziorkiem. A szkoda, bo nawet ją ochłodziło!
Pewnie Aferze wróciła teraz energia, co Sonja musiała wyczuć jeśli tak było. Jakkolwiek by jednak się nie stało, teraz ja wypchnęła do energicznego tempa, a nie widząc jednak przeszkód w najbliższym otoczeniu pozwoliła jej znowu mocno wyciągnąć. Nadganiamy czas!
Potem dość łagodny zakręt pomiędzy dwoma małymi laskami. Saara przypilnowała też, by galopowały na dobrą, prawą nogę. Zobaczyła zaraz niedaleko kolejną przeszkodę - w sumie dość wąski w porównaniu do reszty, płotek. Nie wyglądał przerażająco, więc Sonja śmiało pokierowała na niego Aferę.
Zwolniły do roboczego, acz dynamicznego tempa półparadami, potem ładne zamknięcie w pomocach i krzyżu, wypchnięcie z łydeczki i półsiad. Przeleciały pewnie, ładnie i pięknie! Bez większych zawahań Sonji i jakichś błędów. Pilnuje sie teraz dziewczyna, bo nie chce irytować klaczy już, no.
Po tym skoku nad dwunastką dalej chwilę cisnęła Aferę dość szybkim tempem, ale w połowie trasy do następnych przeszkód zwolnią ją do roboczego. Ostatnio mocno goniły, więc chwile odpoczynku trzeba zapewnić, bo nawet woda tak energii nie dodaje. Chociaż pewnie ochładza, ale to raczej kwestia przyjemności.
Następnymi przeszkodami okazał sie kłodopodobny, dość rozległy szereg. najpierw połówka kłody na spodzie od ławki normalnie, a potem cała kłoda!
Hmm, która wyższa?
Nieważne. Sonja łagodnie wykręciła na przeszkody, pilnując łydką z tyłu zadu Afery, by ja ładnie napędzał. Zamknęła ciasno klacz w pomocach, półparada i łydka do odskoku. Przejście do półsiadu, rączka po szyi za mordką tyle ile wodzy potrzebowała. Potem przed lądowanie siad w siodło z amortyzacją. Sonja pamiętała tez o pilnowaniu łydek, by je w dobrym miejscu trzymać. I mocno chwytała kolanami, by zapobiec kolejnej, niepotrzebnej zupełnie utracie równowagi. zbędne są nam takie głupie błędy!
Po pierwszej kłodzie skoczyły drugą, cóż pisać. Brakowało im do niej kilku fouli,podczas których Saara mocno przycisnęła Frytę.
Po tym skoku przypilnowała by jechały galopem na prawą nogę. Pozwoliła jej trochę powlec się roboczym i rozluźniła wodze, jednak pilnując dosiadem, by ładnie po tej niekoniecznie najprostszej ścieżce przez las przejechały. Jednak gdy tylko mocniej w nań skręciły, wyrosła przed nimi piętnasta przeszkoda. Sonja szybko bardzo pozbierała wodze i przygrzała Aferę do bardzo dynamicznego tempa pilnując jej z tyłu łydką. Potrzebny im bł tutaj koniecznie szeroooki skok!
Dodała łydkę w dobrym miejscu, półsiad trochę bardziej wyciągnięty do przodu. Ale to tylko dlatego, że pewnie skarogniada trochę szyję wyciągnie na tym, coby lepiej przeskoczyć. wiec automatycznie rąsia musi za pyszczkiem się przesunąć, a za rączką reszta ciałka trochę się wyciąga!
Mimo późnego zauważenia przeszkody jakoś ją mam nadzieję pokonały. O ile Afera sie nie zbuntowała za ten brak uwagi, ale raczej podejrzewam, że kocha Sonję i jej tego nie zrobi, o. <3
Wjechały głębiej w las, zakręcając zgodnie ze ścieżką. Tutaj Saara pozwoliła znów na wolniejsze tempo, ale wodze miała w ciasnym kontakcie, by bezproblemowo móc je zebrać przed skokiem.
No a następnym skokiem były... schodki! Tu przeszkoda znów dość szeroka, no i całkiem wysoko. Sonja skierowała na nią Aferę po łagodnym okręgu, no i dała jej łydkę mocną do skoku, ponownie przechodząc do tego bardziej wyciągniętego półsiadu, ale dalej ze ślicznym kaczym kuperkiem.
Znowu usiadła w siodle chwilę przed odskokiem, jednak amortyzacja tyłkiem nieco jej nie wyszła, i znów delikatnie grzmotnęła w grzbiet Afery. Zaraz skupiła się, gdyby ta miała jej oddać bryknięciem, przygotowała się na odchylenie w siodle. Cokolwiek nie nastąpiło, zaraz łagodnie do niej przemówiła, przeprosiła ją i pochwaliła zagrzewając do dalszej walki. - Dawaj, malutka, już ponad połowa! - zawołała i poklepała radośnie Frytę po szyi, znów wchodząc w półsiad i pchając ją ponownie do wyciągniętego tempa. O ile ją pamięć nie myliła, nów mają jakiś kawałek do nadrobienia strat czasowych, więc ja przygrzała do bardzo szybkiego galopu, dopingując aktywnie łydkami i ciasno trzymając wodze na kontakcie, coby jednak gdzieś tam nie uciekała. To znaczy, nie tak ciasno żeby ją ciągnąć - elastyczny, porządny kontakt. Tak. i równowaga, bez klepania po siodle! Desperado - 2013-05-10, 00:04 A szkoda! Bo konia miał z sercem do crossu. W przeszłości właśnie w tym sporcie spełniał się najbardziej, dopiero w Agromerze przemaglowano go bardziej na tradycyjnego skoczka i ujeżdżeniowca. Ale wróćmy do meritum. Gdy zawodnik przysiadł w siodle, ogier uniósł się nieco na przedzie, patrząc ciekawsko w przód. Wody za przeszkodą póki co nie dostrzegł, bardziej zainteresowała go przeszkoda. Poddając się wskazówkom mężczyzny, pogalopował pewnie na sam środek przeszkody, ani myśląc o odbiciu w bok, tym bardziej, że był pilnowany. W danym miejscu odbił się energicznie od ziemi, imponująco składając się nad przeszkodą, a nawet lekko zaokrąglając grzbiecik, jakoby sił mu nagle przybyło. Widząc pod sobą wodę, lekko się zdziwił, zaraz jednak podszedł do lądowania i wysoko zadzierając łeb, przegalopował z impetem przez jeziorko. Zimna woda faktycznie wpłynęła nań regenerująco. Mocno, bardzo energicznie odbił się do jedenastej przeszkody, wyraźnie się w to angażując, byle tylko poprawnie pokonać przeszkodę i nie zawalić sprawy. Taki przebłysk świetności. Tuż po wylądowaniu, zgodnie z oczekiwaniami "wypruł" do przodu, głośno parskając co foule i z determinacją patrząc w przód. Kolejne trzy przeszkody były proste, stojące niemalże po prostej, więc większego problemu z wymierzeniem i wycelowaniem nie było. Ogier pokonał je równie chętnie, choć bardziej ekonomicznie, tracąc już na tym powerze i adrenalinie, które miał na przeszkodach stojących w wodzie. Bywa :> , ale jeszcze nic przesądzone.Afera - 2013-05-10, 17:51 Panna Sonja nie powinna martwić się wodą. Afera nie boi, a tym bardziej nie brzydzi się ( ) wody, którą traktuje wręcz za przyjemność. W szczególności podczas gorących dni. O ile skarogniada otrzyma prawidłowe sygnały do skoku, zrobi to. Oczywiście nie wykluczajmy tu przypadków takich jak np. potknięcie. W każdym razie przeszkoda numer 10, czyli ta, którą miały teraz skoczyć dziewczyny kończyła się lądowaniem w wodzie. Miejmy nadzieję, że pójdzie dobrze.
Klacz szybko wyciągnęła krok, ale i ona idealna nie była. Na pysku Fryty zaczęła pojawiać się piana. Na razie było jej niewiele, ale stopniowo pewnie ilość żółtobiałej substancji będzie się zwiększać. Wracając do przejazdu folblutka biegła jak najszybciej, pamiętając jednak, że przeszkoda dziesiąta ostatnią nie jest. W związku z tym jej tempo było szybkie, ale nie pędziła "po trupach" do kolejnej przeszkody. No właśnie! Kolejną przeszkodą był a'la płotek z grzebieniami tak nielubianymi przez Sonję. Ale uwaga, uwaga. Skok kończył się w wodzie. Próbę chlapania dziewczyny miały już za sobą, gdy to podczas terenu przed zawodami Afera zamiast skoczyć przebiegła przez strumyk. Różnicą było to, że teraz nie strumyk miały pokonać, a całkiem spore jeziorko. O głębokości na razie nie możemy mówić, bowiem klacz nie znała trasy.
Przed przeszkodą czując półparadę skarogniada zastrzygła uszami i ładnie zwolniła do tempa roboczego. Miejsce odskoku - jak sama nazwa wskazuje - było miejscem idealnym do odbicia. Niestety nie było ono wyznaczone i każdy powinien sam odmierzyć, gdzie koń ma się wybić. W sumie problemem to nie było, a przynajmniej nie dla Afery. W odpowiednim miejscu klacz mocno odbiła się z tyłów, które podziałały jak sprężyny. Wyrzuciły skarogniadą w powietrze i po chwili znajdowała się ona nad przeszkodą oddając całkiem wysoki skok. I uwaga. Niespodzianka! Ten skok, skok nad przeszkodą numer 10 był skokiem ekonomicznym. Tak! Pani Sundqvist ma się cieszyć, jasne? W razie, gdyby lądowanie, które było w tej chwili wyjątkowo ważne się nie udało Saara pewnie by się nie cieszyła. Tym bardziej, gdyby Frycia w wodzie upadła, co na pewno miłe by nie było. Na szczęście taka sytuacja nie miała miejsca i skarogniada ładnie wylądowała w wodzie, zaraz po zetknięciu wszystkich kończyn z ziemią unosząc łeb. Woda zbyt głęboka nie była, ale jak każda stawiała opór. Wbrew przewidzeniom amazonki ośmiolatka skakała już takie przeszkody, po których lądowało się w wodzie. Co prawda nie było wiele takich sytuacji, ale jednak były. Jakieś doświadczenie się ma.
W wodzie klacz nieco zwolniła, a powodem tego był opór. Chyba nikt nie biegłby sprintem w wodzie, nie? Nawet jeśli, to ten czyn byłby dość trudnym wyzwaniem przynajmniej dla Afery, która crossu dawno nie chodziła. Woda wypryskiwała z każdym ruchem skarogniadej ochlapując przy tym Sonję. Chłodna ciecz całkiem dobrze ochłodziła ciało konia, co tylko dodało Frycie energii. Nie ma to, jak porządna kąpiel!
Chwycenie wodzy w zęby chyba nie było najlepszym pomysłem, bo jak każdy wie, usta znajdują się na głowie, a głowa jest na szyi, która znajduje się na pewno wyżej niż ręce. Chyba że ktoś trzyma wodze w dłoniach trzymając je nad głową, ale to raczej mało prawdopodobne. Czując zmianę położenia wodzy i, co za tym idzie wędzidła folblutka szarpnęła łbem zaraz po tym, jak Sonja z powrotem chwyciła wodze w dłonie. Nie gryziemy wodzy, a tym bardziej ich nie jemy. Są be!
Po pokonaniu jeziorka, co nie zajęło wiele czasu, bo owe jeziorko nie zaskakiwało szerokością przed parą "wyrosła" kolejna przeszkoda. Przypominała ona ławeczkę z oparciem i była dość szeroka. Dodatkowo pod koniec zwiększała się także jej wysokość, więc do najłatwiejszych nie należała, tym bardziej, że odbicie było w wodzie. No cóż. Jak trzeba skoczyć, to trzeba. Raz kozie śmierć, jak to mówią.
Odskok okazał się całkiem udany, ale potrzeba była do tego siła mięśni, które i tak całkiem dobrze pracowały. W każdym razie klacz odbiła się i zaraz potem uniosła przody w górę. Szyja zaś została lekko opuszczona. Lądowanie jednak nie należało do tych bardziej miękkich. Z resztą Sonja na pewno lubiła poskakać trochę w siodle, nie?
Po lądowaniu klacz szybko odzyskała równowagę manewrując szyją. Następnie nieco wydłużyła krok na polecenie amazonki. Woda porządnie ochłodziła ciało folblutki, a na dodatek wiatr powiewał lekko sprawiając miłe uczucie. Pełne orzeźwienie!
W takim tempie pokonały odcinek drogi do lasu. Po wjechaniu do niego klacz nieco zwolniła, ale jeśli Sonja wysłała Aferze aktywizującą łydkę, ta wróciła do poprzedniego tempa. W lesie panowała przyjemna temperatura. Było tu nieco chłodniej niż poza zalesionym terenem, a słońce docierało z pewnym ograniczeniem za sprawą koron drzew, które zasłaniały niebo ograniczając tym samym dostęp światła.
Po wyjeździe z lasku na powitanie dziewczyny ujrzały łagodny zakręt między tym oraz drugim lasem. Zakręcik pokonany prawidłowo, bez problemów. Zaraz jednak przed amazonką i Aferą pojawiła się kolejna, już dwunasta przeszkoda. Co prawda była węższa niż poprzednie, ale nadrabiała to wysokością. W tym wypadku należało oddać dość wysoki skok, ceną długości. Przed owym płotkiem, bo właśnie płotek przypominała dwunastka skarogniada poprawnie zwolniła do tempa roboczego, a zaraz potem mocno odbiła się oddając całkiem wysoki skok. Lądowanie nieco bardziej twarde niż np. przy szóstce, ale myślę, że wytykanie lepszych i gorszych skoków nie miałoby sensu. Co było, to będzie.
Przeszkodę numer dwanaście i trzynaście dzielił spory odcinek drogi. Pozwalał on na nadgonienie tempa, co byłoby korzystne dla przejazdu Afery i Sonji. Po przeskoczeniu dwunastki Fryta kontynuowała bieg szybkim galopem, ale w połowie trasy do trzynastki Saara słusznie zwolniła klacz do tempa roboczego. Skarogniada zmęczyła się już nieco i spociła. Dodatkowo ilość piany na pysku ośmiolatki zwiększyła się. Zbawienne zwolnienie nadeszło, lecz na krótko dane było klaczy cieszyć się odpoczynkiem, bowiem niedługo potem przed pokonującą trasę parą wyrosły dwie a'la kłody. Jedna z podstawką przypominającą ławeczkę, a drugą przeszkodą była przewalona kłoda. Przynajmniej takową przypominała.
Łagodny i prosty najazd na przeszkody został wykonany. Odbicie nastąpiło w odpowiednim miejscu, a zaraz potem przyszedł czas na lądowanie. Po pierwszej przeszkodzie przyszedł czas na kolejną, oddaloną o kilka fouli. Tym razem odbicie nie udało się zbyt dobrze. Pozostało cieszyć się, że w ogóle skok się udał, bo problem tkwił w zbyt wczesnym odbiciem się od ziemi, a co się z tym wiązało większą pracą włożoną w dolecenie do końca. Klacz wyciągnęła daleko szyję w przód i podkuliła przody, aby przypadkiem nie wylądować na kłodzie. W każdym razie nie doszło do tego, a skarogniada bezpiecznie wylądowała na ziemi zaraz łapiąc równowagę.
Teraz przed Aferą, jak i Saarą znalazł się dość długi odcinek drogi prowadzący do piętnastki. Kończył się łagodnym zakrętem, po którym znajdowała się owa piętnastka. Trasę biegnącą poza lasem klacz pokonała tempem roboczym, ale po dotarciu na zalesiony teren nieco przyspieszyła. Czas został nadgoniony wcześniej, więc można było chwilkę, ale to na prawdę chwilę pobiec w tempie roboczym, jednak przed skokiem wymagane było lekkie przyspieszenie, bo przeszkoda szeroka, i co za tym idzie skok także musiał być szeroki. Odbicie tym razem nastąpiło w miejscu prawidłowym, ale w razie odbicia, które nastąpiłoby za wcześnie przeskoczenie tej szerokiej przeszkody byłoby o wiele trudniejsze. Skarogniada oddała szeroki skok wyciągając przy tym szyję do przodu. Lądowanko nieco bardziej miękkie. Na razie starczy turbulencji.
Po chwili klacz znów biegła umiarkowanym galopem na spotkanie z kolejną przeszkodą. Po znalezieniu się w lesie jednak zwolniła nieco pozwalając sobie na odpoczynek w chłodnym lesie. Trasa, którą aktualnie pokonywały dziewczyny przypominała dużą woltę. Na mniej więcej środku okręgu znajdowała się przeszkoda numer szesnaście. Przypominała... Schodki! Schodki o czterech stopniach. Na pierwszy rzut oka techniką skoku przypominała jedenastkę, ale była nieco niższa. Skok nad tą przeszkodą był rozpoczęty prawidłowym odbiciem, przez dość daleki i wysoki skok, kończąc na miękkim lądowaniu. Jedynym minusem przy tym skok było chyba kolejne klepnięcie tyłkiem Sonji o siodło. Klacz jednak jedynie skuliła na chwilę uszy w tył, na znak, że nie koniecznie podoba jej się to klepanie. Saara mogła podobnie zareagować na skoki w siodle przy twardym lądowaniu, ale wątpię, aby umiała aż tak sprawnie poruszać uszami.
Na słowa wypowiedziane przez amazonkę zareagowała strzygąc radarami. Wyciągnięcie tempa nastąpiło z lekkim opóźnieniem. Zmęczenie dawało się we znaki, ale pokonana została już ponad połowa trasy.Jackson - 2013-05-10, 23:04 Przed nimi trasa zataczająca się w pewnego rodzaju koło. Jack, po wylądowaniu z czternastej przeszkody, obciążył nieco lewe strzemię i tym samym skierował ogiera na łuk, na którym oczywiście także znajdowały się terenowe przeszkody, bo przecież nie było to jedynie urozmaicenie trasy, ale także to co w tym konkursie najważniejsze.
A więc pędząc po łuku, przysiadł w siodło i opanował gniadego, aby ten skupił się jeszcze na moment i pokonał te kilka przeszkód które mu zostały do końca. Jeśli koń się wyrywał do przodu, mężczyzna zafundował mu półparadę, która powinna skupić uwagę kopytnego na jeźdźcu. Jeśli Desperado był już jako tako skupiony, a także galopował dość opanowanym krokiem, zawodnik zajął się namierzaniem przeszkody. W pewnym momencie zauważył ją i już od tamtej pory odliczał w myślach foule do skoku, a także usiłował najechać na jej środek. Pilnował aby jego pupil nie odskoczył nigdzie w bok,nie wystraszył się niczego i nie wyłamał. Pchał go do przodu, ale także blokował wodzami możliwą drogę ucieczki. Tym samym dojechali pod samą kłodę, która tworzyła zatorę na ich drodzę. Na odskoku brunet dał łydkę, która miała taki sam cel jak te wcześniejsze- miała wskazać WKKWiście odpowiednie miejsce wzbicia się w powietrze. Jeździec powędrował w górę razem z koniem, tyle że poprzez półsiad i oddanie wodzy. Poklepał go dyskretnie, gdy wszystko poszło w porządku i zaczął już odliczać foule do kolejnego wzlotu. Widział numer szesnaście, który wielkimi krokami zbliżał się,a tym samym kończył to nietypowe zakole na drodze. Taka sama sytuacja- odmierzenie odległości, pomoc przed skokiem pod postacią łydki a na koniec półsiad, wodza i lądowanie. Kolejny kilometr za nimi, byli już coraz bliżej mety. Pozwolił teraz Desperado, galopować swobodnie do numeru siedemnaście i osiemnaście, które stanowiło swego rodzaju szereg. Dojechał do samej przeszkody i wymierzył profesjonalnie foule do skoku, po czym wcisnął łydki, nakłaniając ogiera do wzbicia się. Jack zrobił to samo- powędrował w górę oddając wodzę. Po lądowaniu, przysiadł w siodło dosłownie na kilka fouli i kolejne wybicie.Desperado - 2013-05-11, 21:14 Lądując po czternastej przeszkodzie, postawił pierw lewą nogę, by to właśnie na tę stronę energicznie pogalopować. Poruszając się po kole, w odpowiedzi na działania Jacksona stonował galop, choć niechętnie. Bo najchętniej to gnałby bez opamiętania do przodu, był jednak w stanie odłożyć swoje "chcę-nie chcę" na bok, wiedząc, że z brunetem nie ma co dyskutować, bo po prostu skończyłoby się to źle. Widząc na swej drodze przeszkodę, parsknął głucho, w równym tempie zmierzając na jej sam środek, w odpowiednim, wyznaczonym przez zawodnika miejscu oddając mocny, lecz ekonomiczny skok. Tradycyjnie zapracował szyją, nie przyłożył się jednak zanadto do samej techniki, komuś przydałoby się trochę skoków luzem dla odświeżenia informacji. Nevermind. Po pokonaniu tamtej przeszkody, dojrzał tę oznaczoną numerem szesnastym, do której zbliżał się w równomiernym, szybkim tempie. Korzystając ze wskazówek od jeźdźca, w wyznaczonym miejscu wybił się dynamicznie, siłę ku temu odnajdując w umięśnionych tylnych kończynach. Złożył się ciut lepiej niż ostatnim razem, ponownie poprawnie pracując szyją. Ogier nie wiedział, że już niewiele dzieli ich do mety, lecz w niczym mu to nie przeszkadzało - zapał pomimo zmęczenia go nie opuszczał. Kolejną sekwencją, z jaką musiał się zmierzyć, był niejaki szereg złożony z dwóch przeszkód. Nie spierając się z Jacksonem, w narzuconym tempie pogalopował na wprost siedemnastki, w danym miejscu odbijając się i sprawnie, bez większych komplikacji pokonał przeszkodę. Lądując, lekko się potknął, cudem chyba unikając wywrócenia się na mordę. Zirytowało go to, dlatego gdy odzyskał równowagę i pogalopował dalej, bryknął nisko tuląc przy tym uszy. Wszystko to zakłóciło harmonię, więc na następną przeszkodę wybił się ciut za późno, desperacko jednak uratował sytuację. huh.