Fortune - 2013-03-25, 16:37 W drodze na cross szła energicznym krokiem, co jakiś czas próbując zakłusować. Gdy ją zatrzymał zaczęła kręcić się w miejscu, niezadowolona, tuląc uszy do potylicy i kłapiąc ostrzegawczo zębami. Podczas wsiadania mężczyzny próbowała ruszyć do przodu, aczkolwiek natrafiła na ten nieszczęsny opór wodzy, tak więc stanęła w miejscu, kopiąc jedną tylną nogą do tyłu. Gdy już wsiadł zaczęła dreptać w miejscu, okazując tym samym swoje zniecierpliwienie. Czując łydkę od razu ruszyła żwawym stępem do przodu, stawiając uszy na sztorc, a także rozglądając się po bokach. Obijała ogonem po stawach skokowych, rozszerzając mocno chrapy i wdychając świeże powietrze. W momencie, gdy poczuła pomoce do stój, odchyliła gwałtownie uszy do tyłu, przemielając wędzidło w zębach, jednakże zatrzymała się po paru krokach, wydając z siebie coś na kształt westchnienia. Ponowne ruszenie było z wyraźnym szarpnięciem, gniada stawiała krótkie, aczkolwiek energiczne, a także pewne kroki. Następne zatrzymania były z lekka lepsze, szybsze, jednak z całkowitym olaniem ustawienia. Łeb w górze, nierówno ustawione nogi, miała najwyraźniej Harry'ego tam, gdzie światło nie dochodzi...no, może bez przesady. W momencie dodawania próbowała przechodzić do kłusa, a podczas skracania mocno schylała łeb w dół rolując się i próbując uciec od kontaktu. Na woltach miała całkiem rozlazłe ustawienie. Tu gdzieś zad wypadł na zewnątrz, tam łopatka wpadła do środka. Na zabawę wodzami zareagowała mocnym zadarciem łba do góry, chcąc uciec od kontaktu.
/Sorry, ale muszę lecieć./Harry - 2013-03-25, 21:03 Kiedy klapnęła mu zębami jak jeszcze stał na ziemi, to ten pstryknął palcami i spojrzał na nią wymownie. O ile sie nie przypilnowała to rzucił do niej jakąś głosową naganę, upomnienie, coby sie opamiętała. Zignorował jej zachowanie podczas wsiadania i dopasowywania strzemion - koń jak koń. Każdy się poniecierpliwi i trochę podenerwuje. Widać, że dawno nie była pod siodłem, a zwłaszcza na zewnątrz. No cóż, zapowiadała się ciekawa jazda... Może warto było ją najpierw rozruszać z ziemi na biegalni czy coś? Ach, i tak za późno. Mógłby ewentualnie teraz na lonżę, ale jej nie wziął. Poza tym, co, nie dadzą rady?
Gdy tylko przeszła pierwszy raz do stój, Hars poczekał ze trzy sekundy zanim ja pochwalił. Poklepał ją po szyi i rzucił jakieś ciepłe słowo. Z reguły jednak widział, ze po pochwale koń lubi ruszyć, toteż cały czas konsekwentnie pilnował coby stała. Dopiero po kilku następnych sekundach dal jej sygnał do ruchu. Czując, że jest totalnie spięta i stawia te swoje małe i energiczne kroki, delikatnie zachęcił ją do wydłużenia kroku. Widząc, że niezbyt radzi sobie dziewczynka z rozluźnianiem się, zrezygnowali od razu z dodawań, skróceń i zabawy wodzami. Złapał wodze luźno i rozłożył ręce na boki, dając jej pełny luzik w pysku. Przeszedł parę kroków prosto, potem dał jej leciuteńką naprawdę półparadę i delikatnie zmienił ustawienie bioder i łydek, dając jej sygnał, że czas na ruch w lewo. Tym samym lewą ręką z lewą wodzą zaczął jej wysyłać leciutkie impulsy, dłonie maksymalnie obniżając coby działać z dołu i z boku. Chciał tym zachęcić ją do łagodnych wolt, a to pomaganie wodzą z boku miało naprowadzić jej łeb trochę w dół w kwestii rozluźnienia i minimalnego choć zebrania się. Gdy pracował z takimi końmi te metody były w dużym stopniu obiecujące. W ogóle najlepiej robiło się to na oklep w wolniutkim, roboczym kłusie. Wtedy też od razu czuć kiedy koń sie usztywnia w grzbiecie, a kiedy idzie wyluzowany.
O ile chociaż trochę to podziałało dobrze na Fortunę, to została pochwalona cichym i spokojnym Harsowym głosem. Pokręcili trochę takich wolt i ósemek, aż końcu dał jej sygnał do kłusa. O ile wypruła, a podejrzewam, że tak może zdecydowanie być, to wyjechał z nią na wolty. Nie zbierał mocno wodzy, oddziaływał tak jak poprzednio - ręce luźno na boki i delikatnie półparady i impulsy z dołu, coby klaczka się rozluźniła. O ile im to zaczęło wychodzić, a po jakimś czai powinno, to zaczęli robić te wolty, serpentyny i ósemki w wolnym roboczym kłusie. O ie to gniadoszcze to pomogło, to dziadek przeszedł do kłusa ćwiczebnego, bezbłędnie przylepiając się do jej grzbietu, chociaż spiętego. No cóż, lata doświadczeń zrobiły mu idealny tyłek do wysiadywania takich koników.Fortune - 2013-03-29, 16:28 Na pstryknięcie zareagowała mocniejszym stuleniem uszu i ponownie odsłoniła zęby. Cóż, Harry popełnił mały błąd taktyczny, nie biorąc jej wpierw na lonżę, czy też korytarz. Teraz musiał się pomęczyć z niezbyt chętnym do współpracy koniem. No ale czasem tak po prostu bywa. Skąd mógł wiedzieć, że ta nie była długo brana na treningi, tylko głównie przebywała na padoku, ewentualnie jakiś stajenny wygonił ją na biegalnie?
Na pochwałę przy stój jej odpowiedzią było lekkie szarpnięcie łbem. Dzisiejszego dnia musiał się po prostu nieco mężczyzna pomęczyć. Dodatkowym utrudnieniem na jeździe mogło być to, iż Fortune była całkiem młodym koniem, o swoich zaletach, ale też wadach. Krótki wykrok był raczej dla niej naturalny, fouli też nie miała zbyt długiej w galopie, jednak pomimo tego klacz delikatnie go wydłużyła. Pomimo luzu w pysku dalej szła sztywno, obijając nerwowo ogonem po stawach skokowych. Półparada sprawiła, że odchyliła lekko uszy do tyłu dając znak, że „słucha” i jest przygotowana na ewentualne polecenie. Na sygnał skręciła w lewo, reagując po chwili na ustawienie rąk „dziadka” poprzez powolne przeżuwanie wędzidła. Opuściła nieco w dół pysk, a także szyję oraz rozluźniła mięśnie grzbietu, nie do końca jednakże. Powoli bo powoli, ale zaczynała współpracować. Na woltach zaprzestała wypadania, czy też wpadania zadem/łopatką do środka, czy też na zewnątrz. Zad zaczął nieco angażować się w pracę, a gniada na pochwałę zareagowała obiciem ogona po bokach. Z czasem zaczęła jeszcze bardziej zniżać pysk w dół, zaokrąglając szyję , a także rozluźniła do końca mięśnie grzbietu. Daleko jeszcze było do niskiego ustawienia, czy też zebrania, ale z boku całkiem nieźle to wyglądało.
No ale wszystko co dobre, kiedyś się kończy. W momencie sygnału do kłusa ponownie cała się usztywniła, zadzierając jednocześnie pysk do góry. Przejście było dosłownie przeszarpane, gdy pięciolatka zarzucała łbem w górę i w dół, obijając zębami o wędzidło. Szła mocno do przodu, stawiając w miarę obszerne kroki i próbując jeszcze bardziej przyśpieszyć. Wolty wykonywała niechętnie, mocno wypadając zadem i praktycznie walcząc z ręką jeźdźca, próbując dostać całkowicie luźne wodze, by móc swobodnie przejść w wyższy chód.
Dopiero po dłuższym czasie lekko zwolniła, zaprzestając upartego przenia przed siebie. Ponownie zaczęła reagować na wysyłane pomoce wracając do ustawienia, jakie miała w stępie. Najwyraźniej jeszcze nie było z nią aż tak źle, jak można by sobie pomyśleć. Wpisywała się odpowiednio łuki w figurach ujeżdżeniowych, a także była w miarę rozluźniona, czyli podczas kłusa ćwiczebnego nie wybijała aż tak mocno.Harry - 2013-03-30, 01:04 Ignorował wszelkie jej zirytowane zachowania i wygłupy, nie zbywał ich jakoś zbytnio. Wystarczy trochę cierpliwości, prawda? Poza tym Harry nie lubił jakoś widowiskowo chwalić i ganić koni, bo jaki to ma sens? Toteż gdy tylko Fortunka sie poprawiła, rozluźniła i obniżyła łeb, ten dalej kontynuował zabawę w luźne wolty widząc, że to pomaga. Nie skłonił się od razu do jakiejś nagrody, tylko dął jej trochę czasu na samodzielne ogarniecie, że to nie jest zła pozycja dla jej pysia. Dopiero po dobrej chwili takiego chodzenia z jakimś postępem ku zebraniu sie, powoli i delikatnie pogłaskał ja po szyi, cicho i spokojnie śląc do niej jakieś głosowe pochwały. Nie wzruszyło g w najmniejszym stopniu natomiast to, że dziewczynka znów nakręciła się, gdy zaczęli kłusować. Cieszył się, że w ogóle nie ma większych humorków i przykładowo nie chce go najpierw zrzucić przed dodaniem, czy coś. To było wyjątkowo pocieszające, bo jednak Harsowe plecki mogłyby sie uszkodzić bo już nie tak młode plecki, prawda?
Spokojnie wyanglezował łagodnie jej wyprucia w tym okropnym kłusie no i dalej bawił się w te wolty. Nie dawał jej ani na chwile luźniejsze wodzy na tyle, bo mogła sobie swobodnie uciekać do przodu. Ściągał ją cały czas delikatnymi impulsami na bok, ta jak wcześniej, szeroko w miarę rozstawiając ręce z wodzami i cały czas subtelnie przemieszczając cielsko względem kolejnych wolt i zakrętów. W końcu gdy tamta chociaż trochę zwolniła, ten usiadł w ten ćwiczebny i zauważył, że klacz się trochę rozluźniła, bo nie latał zbytnio na jej grzbiecie. A to znaczyło tyle, że nie jest spięta. No, dobra robota, dziadku!
Pocieszył się trochę w duchu z postępów i pozwolił dziewuszce pokłusować powoli na tych woltach i o ile zaczęła sie znów chociaż trochę zbierać, to została pochwalona. Jeździli tak jakiś czas, po czym Morgan zgarnął swoje łapska normalnie ku sobie, ale wodzy nie brał w kontakt. Może taki o, leciuteńki, ale praktycznie tyle co nic. Dał jej wyraźne sygnał do zwiększenie wykroku i dodania w kłusie, ale pilnował, coby się nie zgalopowała. Nie dawał już wolt, tylko ewentualnie łagodne zakręty zanim w coś wjechali. Dał jej tak możliwość do jakiegoś zrzucenia nadmiernej energii. Wypatrzył w międzyczasie jakąś niską i prostą przeszkodę. Napotkał wzrokiem jakiś wąski rów, nie głęboki (mam na myśli taką zwyczajną długa dziurę w ziemi, no XD). Bezpieczny, łatwy do zauważenia i w ogóle. Zwolnił i przejechał dwukrotnie blisko niego, coby klaczka mogła go obejrzeć. Potem wyjechał dalej i rozpoczął dość obszerny, łagodny najazd na niego. Tempo na takie średnie jej wyregulował, coby trudności nie miała z przeszkodą. Kłusem, oczywiście. Spokojnie powinna dać radę. Oczywiście w międzyczasie zebrał wodze w spokojny i łagodny, elastyczny kontakt. Przed przeszkodą przygotował się odpowiednio, dął jej subtelną łydkę i przeszedł do spokojnego i dobrze wyrobionego półsiadu wraz z ruchem konia. O ile wylądowali w tempie przybliżonym do poprzedniego, to mężczyzna pochwalił uradowany klaczkę. O ile wylądowali w spokojnym galopie, to tak czy siak został pochwalona, ale zaraz wyjechana na woltę i mam nadzieję, że sprawnie zwolniona. jeśli jednak dzieciak nakręcił się i wypruł, przed czy po przeszkodzie, to i tak został spokojnie wykierowany na woltę. Kiedy zwolniła w wymagany, spokojny kłus, została pochwalona.
Cokolwiek by się nie działo, Hars wykierował znów klaczkę luźnymi wodzami na robocze, ładne wolty, powtarzając metodę z wcześniej. Tak coby Fortunka miała czas na przemyślenia i odsapniecie.Fortune - 2013-04-04, 19:51 Z czasem zesztywnienie całkowicie zeszło z jej mięśni, ciało się ładnie zaokrągliło, potylica stała się najwyższym punktem szyi, zad zaangażował się mocno w pracę. Zadnie nogi aktywnie poganiały przednie, głęboko wkraczając pod kłodę. W wolty ładnie się wpisywała, nie próbowała ich skracać, czy też wydłużać. Czując następne sygnały zarzuciła łbem wydłużając, a także przyśpieszając swój krok. Spięła przy tym mocniej mięśnie, aczkolwiek nie było żadnych oznak, że planuje coś niedobrego. Taki swego rodzaju pokaz, że "ja tu jestem buntownicza, pamiętaj". Widząc rów od razu postawiła uszy na sztorc, parskając z wyraźnym podnieceniem, co mogła poradzić na to, że wprost uwielbiała wszystko, co związane z crossem. Kłusując na przeszkodę była spokojne, przeżuwała raźnie wędzidło, nie szarpała się z Harrym, ogółem wszystko było w porządku. Jakieś dwie foule przed zagalopowała, przeskakując następnie energicznie przez rów. Obiła ogonem po bokach, delikatnie podbijając zadem i zaraz po tym przechodząc do kłusa. Na woltę weszła spokojnym krokiem, najwyraźniej zadowolona z obecnej sytuacji. Pochwała wywołała u niej mocniejsze zebranie, ot, taka nagroda dla mężczyzny za dobre kierowanie, niech cię cieszy.
//Jakie beznadziejny post o,o/Harry - 2013-04-04, 20:07 Ucieszył się z udanego przeskoku i poprawy zachowania dziewuszki. Nawet ten galop przed skokiem, to nic przecież. Po prostu była chętna, a to bardzo dobrze.
Dobra, dal jej ten czas n przemyślenia o którym wspomniałam, porobili trochę luźnych wolt w kłusie. W końcu dał jej delikatną półparadę, a po niej jasny bardzo sygnał do galopu - cofnął ładnie odpowiednią nóżkę za popręg, usiadł w siodełko i łydka! Od razu wyregulował jej tempo na jakieś robocze. O ile właśnie wypruła, to zadziałał serią ( paradą ) półparad i stopniowo ją zwolnił. Nakierował ją na woltę na lewą nogę, zrobili tak dwa koła, po czym pojechał na prawo mając nadzieję, że klacz ogarnia lotną zmianę nogi O ile nie, to net przez ten kłus wyjechał.
Rozgalopował ją tak chwilkę, po czym wyprostował ją, o ile były to potrzebne skopił na sobie. Jechał cały czas pełnym siadem, ładnie zbierając wodze w elastyczny kontakt i prostując sie tak, coby z pięty, biodra i ucha szła linia prosta. To były te punkty, prawda? Nie walił jej też naturalnie dupskiem o grzbiet. Wyklepane miał te tyły, umiał usiąść miękko nawet w kościstym koniu.
Najechał bez wahania na tą sama przeszkodę co wcześniej. Mam nadzieję, że pokonali rów bezproblemowo. Niedaleko potem znajdował się kolejny, nieco szerszy, co znaczy, że trzeba oddać dłuższy skok. Dzieliło te dwa rowy od siebie jakieś kilak fouli, więc Hars szybko przygotował się po poprzednim skoku i naprowadził ją prosto na przeszkodę, główne starając się kierować dosiadem. Przed skokiem dał jej łydkę do wybicia, mając nadzieję, że trafił w tenże idealny moment do tego. Wraz z ruchem konia przeszedł do półsiadu, unosząc się idealnie wtedy gdy Fortunka zaczęła podnosić przednie nóżki do wyskoku. Jako, że ta przeszkoda była troszkę ambitniejsza, to jej oddał troszkę wodzy. Przy lądowaniu nie klepnął tyłkiem w siodło, tylko postarał się jak najbardziej miękko usiąść, pochwalił klacz głosem i poklepał przy okazji po szyi, Zwolnił ją do jakiegoś roboczego tempa i wjechał na wolty, dając jej chwilę odpoczynku w nieco wolniejszym tempie, jednakże nadal galopie!Fortune - 2013-04-11, 19:22 W momencie sygnału do zagalopowania zarzuciła gwałtownie łbem i podpiła zadem, przechodząc od razu do żwawego galopu. Miała krótką foule, stawiała szybkie kroki, jednakże wręcz biła z niej dynamika ruchu. Wolty robiła całkiem ładne, wbrew wszystkiemu nie trzeba było jej zwalniać. Raz na jakiś czas podbijała zadem, bądź zaczynała stawiać mocniejsze kroki, wbijając pewnie kopyta w ziemię i ni z tego ni z owego wyrzucając przody do tyłu, ale robiła to rzadko. W pewnym momencie w locie zmieniła nogę prowadzącą, prychając delikatnie. Oczywiście, że to potrafiła. Była młoda, ale przeprowadzono na niej aktywny trening. Ten niepozorny dla siebie rów prawie że przekroczyła, majtając mocno za sobą ogonem. Skakała płasko, w końcu to chodziło o skok na szerokość, zaokrąglając jednakże cielsko w delikatny łuk. Pozbierała się od razu po przeszkodzie, a widząc kolejny rów zastrzygła uszami, poszerzając delikatnie wykrok. Odbiła się delikatnie zadnimi nogami, rozciągając całe swoje gniade ciało. Przody podciągnęła pod klatkę piersiową, wykorzystała także oddanie wodzy, wyciągając łeb w przód. Lądowanie na pewnych nogach, strzeliła po skoku małego baranka, przegryzając mocniej wędzidło. Weszła na wolty w aktywnym tempie, zarzucając co jakiś czas łbem.
// Jaki gniot...sorry że mnie nie było i tak krótko opisuje...//Harry - 2013-04-12, 17:39 Pochwalił ją cichym i spokojnym głosem, gdy ładnie przeszła do wyższego chodu. Nie szła jakimś wytrawnym tempem tych to tam zbytnio nie wyciągała, ale dobrze było, że się słucha. Toteż Harry ignorował wszelkie jej bryczki, po prostu wysiadując je cierpliwie. Niech się wyszaleje, no!
Cały czas utrzymywał aktywny, elastyczny kontakt, pilnując by przy jej pomysłach wodze mu się nie wyślizgnął. Jego pewne dłonie jednak mocno zacisnęły się i wszystko było w jak najlepszy porządku.
Po dwóch udanych skokach pochwalił ją, porobili kilka wolt w roboczym galopie. Potem wykierował ją znów gdzieś indziej, a mianowicie na kolejną przeszkodę. No, trudno zgadnąć co nie? Boże, kompletny brak weny na Harsa. ;-;
Jechali teraz spokojnym galopem, mężczyzna delikatnie skierował klaczkę na wzniesienie. Dodał ją spokojnie łydką, coby zmotywować ja do wdrapania się na górkę, którą wyznaczył im jako cel. Nie było to wysokie wzniesienie, o dość łagodnym, podejściu, ale jednak trochę ciężej wleźć, prawda?
Gdy tylko znaleźli się na górze, Harry nie odpuścił dziewczynie i skierował ją na prawdziwą, skokową przeszkodę. Znajdowała się w dalszy ciągu na tym wzniesieniu, b na szczycie było sporo miejsca - płasko i ładnie i pięknie. A przeszkody była dość długim murkiem z tymi piórkami, czy jak to tam nazywają... To coś, przez co koń przelatuje kopytami, że to muska. Grzebienie jakieś?
Przeszkoda właściwa była wysokości prawie metra, jakieś 80 cm dokładniej. Mamy nadzieje, że Fortunka się już rozciągnęła dobrze i pokona to z jakąś łatwością.
Hars zamknął klacz w pomocach gdyby jednak stchórzyła (jednakże myślę, że to niemożliwe) i chciała uciec gdzieś na bok. Wyregulował jej tempo na nie jakieś zbyt szybkie, raczej wolne. ale pilnował, by było aktywnie i dynamicznie. Tuż przed skokiem dał łydkę i przeniósł się do zgrabnego półsiadu. W powietrzu dał jej oczywiście trochę wodzy, coby się wyciągnął jak jej wygodniej. Przypilnował, bo potem jej za pysk nie szarpnąć przy lądowaniu i elastycznie zebrał ponownie ręce gdy wylądowali.
Jeśli znów czekały na niego bryczki klaczy, to był w pełni przygotowany i wysiedział wszystkie ładnie, a potem zwolnił ją do kłusa i wybrał jakieś łagodne zejście, którym znów zjechali na wcześniejszy poziom. Gdy się tam jednak znaleźli, znów dał jej wyraźny znak do galopu. Przytrzymał ją jednak od razu w roboczym tempie i poszukał wzrokiem kolejnych wyzwań. Szybko znalazł zwalone drzewo, którego wysokość pół metra nie przekraczała. Oczywiście, jako przeszkody, bo tak to było wysokie bardzo. Kiedyś.
Tam podobne metody jak wcześniej - delikatne przypilnowanie i zamkniecie w pomocach, subtelna łydka przed skokiem, małe oddanie wodzy. Skok nie był wielki, więc nie bał się, że zabraknie jej tam swobody.
Potem wypatrzył ładne miejsce - rów, do którego trzeba było zeskoczyć. Na dole czekała woda. Tam dane było przebiec jakieś dziesięć metrów i znowu wyskoczyć na górę. Z jednej strony wysokość tej skarpy nie przekraczała pół metra, z drugiej była niżej.
Morgan do zejścia wybrał tą wyższą pozycję, dał klaczy jasno do zrozumienia, że nie życzy sobie szybkiego tempa i powoli skierował ją na dół. Oddał jej ładnie wodze, a gdy zeskoczyli do wody pochwalił głosem, o ile wszystko poszło dobrze. Potem trochę ją skłonił do dodania i zmotywował ja łydką do ładnego wyskoczenia z tego rowu. Po tej niższej stronie już.
Gdy tylko znowu znaleźli się na górze, zwolnił ją do aktywnego kłusa, jednak dodał jej trochę wodzy i skierował ją na obszerne wolty coby odsapnęła.
//mam wrażenie, że wszystko tak chaotycznie opisałam... ;x tak czy siak, zbieraj się Noa, bo ile nam zostało do ukończenia przejazdu? 3 dni? Harry - 2013-05-02, 14:24 A więc zakończę trening, bo powiedziano mi, że wtedy będę mogła zgarnąć funty. Dobre, nie?
Po tym fenomenalnym skoku na wzniesieniu (bo mam nadzieję, ze taki był) pochwalił Fortunę i jak napisałam, zwolnienie do kłusa a na dole znów galop na kolejne przeszkody.
Po kolejnych, ostatnich już skokach poklepał dziewczynę i skierował ją gdzieś na równy, ładny teren coby mieć dużo pola do manewru. Tam dał jej sygnały do stój. Nie ważne czy z galopu, kłusa czy stępa, byleby stanęła. I o ile to zrobiła, to wyciągnął jakieś smaczki z kieszeni i porozciągał jej szyję na boki,kusząc ją jedzonkiem. Zrobił to w miarę szybko, by klacz za długo nie stała zaraz po galopie. Dlatego też wyruszyli dalej od razu kłusem. Hars od razu usiadł w ćwiczebny i dał pięciolatce luźną, długą wodzę, kierując ją dosiadem na wolty. Pracował ładnie biodrami i pilnował tempa klaczy. Nie przeczuwał już żadnych bryczków, bo pewnie Fortuna już się zmęczyła. W końcu całkiem intensywny trening.
Rozstępował ją potem i skierował do stajni. Tam przed budynkiem zsiadł, rozluźnił popręg i podciągnął strzemiona. Nawet jej już nachrapnik rozluźnił, coby mogła ryjkiem poruszać swobodniej.
Zaprowadził klacz na myjkę gdzie rozebrał ją ze wszystkiego, wyczyścił ładnie kopytka, schłodził po pracy letnią wodą ze szlaucha i rozczesał jej sierść i włosie. Potem zaprowadził do boksu, tam zdjął kantar i do żłobu wrzucił na pożegnanie sporo smakołyków i różnego pysznego jedzonka.
Pogłaskał ją jeszcze i wybył do swoich innych obowiązków.
zt.
Anonymous - 2013-07-04, 18:07 Gdy przyszła tutaj z wyczyszczonym i gotowym, jak mniemam, do jazdy ogierem, wsiadła na niego. Uspokoiła go, klepiąc po szyi i mówiąc, żeby nie był nerwowy. Ścisnęła mocniej wodze, i zmusiła Altiva do ruszenia się galopem. Gdy już była jaka taka jazda, Mary Ann skierowała go na tor. Przygotowała się do pierwszego skoku i popędziła ogiera mocniej. Następnie zmusiła go do wysokiego - mam nadzieję - skoku przez "fosę".Anonymous - 2013-07-04, 18:17 Ogier wlekąc się straszliwie, przyszedł w całkiem nieznane mu miejsce. Widok tych wszystkich przeszkód trochę go przeraził. Od dawna nikt na nim nie jeździł, a już na pewno nigdy nie skakał takich przeszkód. Jeśli już, to 30 centymetrowe koperty. Ruszenie galopem po tak długim staniu w bezruchu było niewykonalne. Altivo stanął potężnego dęba. Zazwyczaj nie robił takich rzeczy, ale sytuacja była wyjątkowa. W końcu ruszył czymś co można od biedy nazwać galopem. Był tylko ujeżdżony, znał jedynie podstawy. Nie można więc było wymagać od niego nie wiadomo jakich cudów. Zapewne dla większości koni w tej stajni taki tor to pestka. Jednak dla konia, który miał iść na mięso było to wyzwanie nie do pokonania.
Naturalnie, na pierwszej przeszkodzie wyłamał w bok, bo co miał innego zrobić? Nie skoczy, bo się boi. Nie ma takiej równowagi, techniki, doświadczenia. Nie ma niczego prócz strachu.Anonymous - 2013-07-04, 18:24 -Hmm, właśnie dlatego cie wzięłam. Żebyś się poprawił, ogierze. A ty co?-warknęła nad jego uchem. Pomyślała, że skoro miał na sobie wytok, nie powinien stawać dęba, ale najwyraźniej koń był silny i przezwyciężył uścisk 'uwiązu'. Zaczęła w końcu prowadzić go jedną ręką, drugą starając się rozwinąć bat skokowy. Gdy udało jej się to zrobić, a ogier stanął dęba, nie ruszyła się w siodle ani o milimetr, po czym uspokoiła go i popędziła go przy użyciu tegoż bata, po czym skierowała go na ścieżkę easy. Parę zakrętów, płaska prosta, a po chwili wzniesienie. Tu Mary pogoniła jeszcze bardziej Altiva, mając nadzieję, iż jego kondycja wzmocni się po bezczynnym staniu. W końcu dojechali do zagrody. Tu dziewczyna zmusiła ogiera do skoku, co się udało. Skok musiał być daleki i niewysoki - zagroda była długa i piętnasto - centymetrowa. Następnie musieli pokonać trampolinę. Mary Ann sądziła, że koniu uda się przeskoczyć sześcio- centymetrową szparę na wzniesieniu.Anonymous - 2013-07-04, 18:31 Ogier rozwarł pysk, bo dziewczyna szarpała za wodze. Wygiął szyję w ostry łuk, chowając się za wędzidłem, a tym samym unikając jego bolesnego działania. Kątem oka zauważył bat. To był przedmiot, który nie cieszył się sympatią ogiera. Parę razy poznał jego najbardziej bolesne działanie. Momentalnie uciekł od tego przedmiotu w drugą stronę. Zad był teraz bardzo z boku, ale głowa pozostała w tym samym miejscu, bo trzymało ją tam twarde wędzidło. Reka dziewczyny była tak nieugięta, że Altivo nie miał wyjścia. Skoczył obie przeszkody, ale w fatalnym stylu. Cały czas miał skulone uszy i utwierdzał się w przekonaniu, że ludzie to złe istoty.Anonymous - 2013-07-04, 18:38 -Taak, tak ma być-pochwaliła ogiera, po czym zwolniła go do kłusu. Skierowała ogiera na ósemkę, popędzając go trochę, więc teraz musiał on jechać przyspieszonym kłusem. Po trzech serpentynach skierowała go na koło i zrobiła parę okrążeń rączym galopem. Gdy Altivo chciał wierzgać lub się przeciwstawiać, dziewczyna używała bata lub ręki z wodzami. Szarpnęła liną utrzymującą wytok, by hiszpan się uspokoił.
-Pamiętaj, nie chcę ci nic zrobić-powiedziała.
Po chwili zmusiła go do kłusu w kierunku toru medium.Anonymous - 2013-07-04, 18:46 Ta jazda, była jakąś masakrą. Mimo, że nie upłynęło wiele czasu od jej początku, koń spływał potem. Doprowadził do tego duży wysiłek po długiej przerwie w treningach i stres jakiego doznawał za sprawą dziewczyny. Widać ruda nie miała pojęcia jak się z koniem obchodzić. Ciągle go szarpała i popędzała batem. To było nie do zniesienia! Altivo zaczął strzelać potężne barany, stawać dęba i w ogóle nie chciał wykonywać poleceń. Chciał żeby w końcu te tortury się skończyły.
/help meh ;(