To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Archiwum - Gonitwa xx 2l

Eva - 2018-11-13, 22:13

Ta ewidentnie jej dzisiaj nie szło z klaczą, bywa. Eva nawet nie siłowała się z nią zbytnio i nie zmuszała jej do niczego, niech sobie samowolnie biegła naprzód. Miały zasadniczo dość sporo miejsca po bokach, więc nie musiały się obawiać że na kogoś wpadną z tym ciągu. Utrzymując tempo takie zasadniczo jak sama sobie narzuciła, dobiegli do drugiego zakrętu. Mimo wszystko zwolniła ją przed nim i jeśli oczywiście się jej to udało, wyjechały jako tako owy zakręt na ostatnią prostą. Tam jedynie Eva miała nadzieję dojechać mimo wszystko do mety.
Disaster Response - 2018-11-14, 16:41

Cóż poradzić, szczęście nie zawsze odpisywał, czasami przegrywało z bardziej doświadczonymi.
Klacz dalej szła swoim tempem i gdyby nie ciężar człowieka na grzbiecie, to zapewne czułaby pełną samowolkę i brykała po torze jak swawolny źrebak. Teraz jeszcze utrzymywała poruszanie się bez skakania i wygłupów, zresztą bardzo chętnie szła do przodu, próbując jeszcze przegonić swoich towarzyszy, choć była na to niemal zerowa szansa.
Wytrąciła z lekka tempo przed i zrównała tempo wchodząc w zakręt, próbując nie wyjechać w pole, choć podłoże również nie należało do jej ulubionych, gdyż wolała twardsze powierzchnie.
Pod koniec zakrętu zobaczyła, że niektórzy już startują do przodu, więc sama również wykorzystała resztki swoich sił i wyszła do przodu, rozwijając w pełni swój galop i lecąc niemal na łeb na szyję do przodu. Traktowała ten wyścig bardziej jako dobrą zabawę i gonitwę po padoku, niżeli zawody, przynajmniej się nie stresowała :lol2:

Delfinek - 2018-11-14, 20:28

Widząc, że NPC4 nie ustępuje, ona postanowiła jednak zwolnić. Nie chciała tracić sił na przeciwległej, gdyż mogłoby się to skończyć katastrofalnie. Dlatego też przetrzymała ogiera, starając się prowadzić go teraz stałym tempem i bez rzucania się jak koguty z NPC4. Cóż, jeśli ten dalej miał ochotę pędzić, to proszę bardzo. Zobaczymy kto wyjdzie na tym lepiej.
Przed samym zakrętem przetrzymała ogiera, słabiej jednak niż zwykle. Postanowiła zaatakować od razu na zakręcie, mając tym samym możliwość wyprzedzenia koni, które na zakręcie sporo spowalniały. Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana, a ryzyko było doprawdy duże. Musiała się przebić ogierem na prócz, a miała taką możliwość tylko w okoliczności, gdy Princessof osłabnie, bądź gdy NPC3 zmieni tor. Liczymy na to!

Scho Can Do - 2018-11-14, 21:36

Ogier furknął z niezadowoleniem ofuknął NPC4, który się do niego zbliżył. Niechętnie, ale dał się zwolnić by mieć mimo wszystko siły na ostatniej prostej i do ostatecznej walki. Dlatego podporządkował się zachowaniu właścicielki i do drugiego zakrętu biegł już stałym tempem. Może nie był najcierpliwszy na świecie, ale wiedział że cierpliwość w końcu popłaca. Mimo że sporo przebiegł, spocił się i nabuzował przy okazji to miał jeszcze sporo energii, którą w sobie magazynował. Podobnie jak moment wcześniej niechętnie ale jednak bez zgrzytu podporządkował się Delfinowi w kwestii zakrętu, zwalniając do niego i wyjeżdżając go dość gładko. Nie miał kłopotów z zachowaniem tempa oraz swojego toru jak się okazało. Jeszcze na zakręcie zachęcony przez właścicielkę zaczął nabierać tempa, wbijając kopyta mocniej w podłoże wychodził krok za krokiem bardziej naprzód. Rozpędzał się stopniowo, ale szybko i rytmicznie.
Mistrz Gry - 2018-11-16, 22:45

Ciągła przewaga Daiquiriego i NPC3 zdawała się umacniać na zakręcie i początkowej fazie toru. Podobnie zaś z Scho Can Do, który rezygnując z morderczej walki z NPC4 dogonił dzięki zaoszczędzonym siłom Princessof. Teraz walka rozpoczynała się między nią a NPC4 o czwarte miejsce, a być może i przegonienie Scho. Jackpatches usilnie próbowała dogonić NPC1 i NPC2, co mogłoby się udać, gdyby nie zmęczenie początkową walką.
Najgorzej miała dalej ulubienica publiki, Disaster, która to przez nieumiejętne pomoce Evy i toczenie wojny domowej była skłonna do nietypowych zachowań i ruchów. Tym razem biedulka przegryzła język, który może nie był ogromną raną i pozwalał na ukończenie wyścigu, ale z pewnością wzbudził przerażenie zbierającą się na chrapach krwią. Chyba nie trzeba tu mówić, że język jest silnie ukrwiony, zaś klaczy najwyrażniej zbierało się na słowa, których wypowiedzieć nie chciała.

Konie biegną po ostatniej prostej. To ostatnia szansa na zawalczenie o swoją pozycję. W następnym poście MG można spodziewać się wyników.
Kolejka prezentuje się następująco:
1) Eviline & Daiquiri 2) James & Princessof 3) Brian & Jackpatches 4) Eva & Disaster 5) Delphine & Scho Can Do
6) MG - NPC (wszystkie) PODSUMOWANIE AKCJI I OGŁOSZENIE WYNIKÓW.
Każda osoba (nie para) ma 24h na odpis.

Eviline - 2018-11-17, 12:31

Lecieli już po ostatniej prostej, byli na naprawdę dobrej pozycji i stać ich było na więcej, w końcu to tutaj rozwijali prędkość do maksimum. Evil uchowała się mocniej za szyją ogiera, na szczęście była na tyle filingranowej budowy, że mogła się schować w niemal całości. Ruchem ciała współpracowała z Dajem, próbując go wyciągnąć jeszcze bardziej i zmotywować do pracy, wykorzystując wszystko, co zazwyczaj pomagało im przy okazji treningów. Ruchem rąk szła wraz z ogierzastym, niejako nadając tempo wykroków. Teraz wszystko pozostało w rękach, a raczej kopytach Daiquiriego, jego kondycji, sile, chęci walki i poczuciu rywalizacji. Tak, czy owak ta gonitwa pokazała im, że prosperują i idą wciąż do przodu, nie zatrzymując się w treningach. Za sprawą ciężkiej pracy będą w stanie osiągnąć w przyszłości wszystko.
Daiquiri - 2018-11-17, 20:28

W momencie wyjścia na ostatnią prostą czuł już ogromną presję, ale było to pozytywne, motywujące uczucie. Mając głównego konkurenta w NPC3, nie zapominał o reszcie koni, których tętent kopyt słyszał tuż za sobą. Te dwa czynniki były tymi, które motywowały go najbardziej. Instynkt nie pozwalał mu oddać pierwszego miejsca, więc zamierzał teraz walczyć do samego końca. Już jakiś czas temu wszedł Eviline na rękę, mocno pracując w biegu całym ciałem. Podczas gdy wyrzucał daleko w przód wewnętrzną, przednią nogę, zewnętrzną tylną wkraczał maksymalnie głęboko pod kłodę, zaraz to samo robiąc z drugą parą kończyn, w międzyczasie przedstawiając dwie wyraźne fazy biegu - jedną, podczas której całe jego ciało było maksymalnie rozciągnięte i drugą, podczas której zwijał pod siebie nogi, by za sekundę potężnie odepchnąć się od ziemi i znowu wyciągnąć się w przód, zupełnie jakby czubek przedniego kopyta miał mu zapewnić zwycięstwo, na wypadek, gdyby nie udało mu się uzyskać znaczącej przewagi od rywala. W tym momencie wyglądał jak prawdziwa maszyna, gdy wszystkie jego mięśnie były wyraźnie uwydatnione pod skórą, biorąc udział w walce o pierwsze miejsce. Daiquiri był zdeterminowany, najwyraźniej będąc w swojej szczytowej formie, której zabrakło mu podczas ostatniej czy przedostatniej gonitwy, kiedy to nie miał prawie motywacji by się starać. Dzisiaj było inaczej - dziś czuł się zwycięzcą, choć nie mógł mieć pewności, że nim faktycznie zostanie.
James Stocke - 2018-11-18, 14:38

James wiedział że mimo że klacz była już zmęczona, wykrzesa z siebie coś jeszcze. W końcu nie wykorzystał jeszcze maksimum jej możliwości, zachowując je właśnie na tą ostatnią - najważniejszą prostą. Schował się za jej szyją, tak aby stawić mniejszy opór powietrzu. Obserwując jednak tor przed nimi i konie obok, by mieć jednak wszystko pod kontrolą. Zachęcał ją jednocześnie do polepszania swojego tempa, używając głównie do tego ruchu rąk i od czasu do czasu cmoknięcia. Po osiągnięciu jej maksymalnego tempa prowadził ją tak już do samej mety, gdzie na kilka foule przed jeszcze mimo chodem zmotywował ją do polepszenia tempa na ostatnich metrach jeśli było to możliwe.
Princessof the Nile - 2018-11-18, 22:42

Faktycznie, pomimo zmęczenia nie było takiej opcji, że Princess nie wykrzesze z siebie jeszcze trochę energii. Albo przynajmniej nie spróbuje. W końcu to był już ten moment, gdy miała dać z siebie wszystko na finiszu, korzystając z tych sił, które jej pozostały. Wyszli z zakrętu na prostą, gdzie nawet bez pomocy swojego właściciela i dżokeja w jednej osobie klacz wiedziała co do niej zależy, zaczęła więc konsekwentnie przyspieszać, na tyle na ile było ją w tej chwili stać, licząc, że to pozwoli jej na zmianę swej pozycji. Oczywiście nie na gorszą, tylko na lepszą. Silnie wybijała się z ziemi, pokonując tor dużymi susami, a po osiągnięciu swojego maksymalnego jak na ten moment tempa nie odpuszczała. Planem minimum było utrzymanie tego mocnego tempa, ale ponadto starała się jeszcze przyspieszyć, póki nie minęli mety.
Brian - 2018-11-19, 22:04

Wyjście z zakrętu na prostą było właściwie tym momentem, kiedy Jackpatches miała pokazać na co ją stać. Tak jednak przecież nie myślałem tylko ja, wszyscy ruszyli do przodu a ja z pewnością nie chciałem zostać zanadto w tyle, z tego względu, że nie było już dużo czasu na odrobienie strat. Pośrednim celem stało się wyprzedzenie NPC 1 i 2, co jednak nie było takie łatwe, bo trudno żeby nie wkradła się odrobina zmęczenia. Klacz jednak dobrze wiedziała co na tym etapie do niej należało. Po wyjściu na wspomnianą prostą jeszcze aktywniej zachęciłem ją do przyspieszenia ruchem rąk i cmoknięciem, a kiedy pomimo pewnego zmęczenie dwulatka zaczęła się rozpędzać skupiłem się by to rosnące tempo utrzymać, aż do osiągnięcia maksimum możliwości jak na tą chwilę. Grunt, żeby folblutka ile zwalniała, a utrzymywała to tempo, tudzież w razie możliwości przyspieszyła. Nadal byłem dość mocno przytulony do szyi dwulatki, obserwując sytuację na torze spomiędzy jej uszu, nie zapominając o zachęcaniu Jackapatches do walki do minięcia celowników. Rozważyłem też zmianę toru, o ile w ten sposób moglibyśmy coś zyskać i przesunąć się w stawce i nie wahałem się, jeśli taka okazja się nadarzyła.
Jackpatches - 2018-11-20, 14:59

Po wyjściu z zakrętu na ostatnią prostą, był to czas do ostatecznego ataku. Zaoszczędzone siły jeszcze miały czas na wyjście na światło dzienne, po mimo wcześniejszego lekkiego dodania w tempie galopu. Ponieważ bez wątpienia już pewnego zmęczenia - Jadźka nie była głupia ani Brian, wiedziała że teraz wszystko się dopiero zdarzy. W końcu nie należała do najwolniejszych koni i miała jeszcze wiele do zaoferowania w tym wyścigu. Klacz z każdą foule nabierała tempa, nie przejmując się tym że konkurencja biegnie z każdej stron. Była obecnie skupiona na tym, aby dobiec do mety na jak najlepszym miejscu bez względu na wszystko. Wkładała w każdy swój krok ogrom siły, wysiłku, motywacji i chęci wygranej. Rozciągała się nad torem, mocno wchodząc zadem pod kłodę i biorąc wielkie hausty powietrza. Klacz nie zamierzała się poddawać choćby nie wiadomo co. Jeśli była okazja klacz bez wahania zmieniła tor na lepszy i dalej pędziła do mety najszybciej jak tylko mogła, a jak na tym wyjdzie?
Eva - 2018-11-20, 15:07

Biedny jeździec, biedny koń. Jak widać, słychać i czuć nie było u nich najlepiej. Jednak Eva nie czuła się za całe ich wspólne zło odpowiedzialna, ponieważ każdy kij ma dwa końce i w ich przypadku też. Zauważyła coś na chrapach klaczy, ale za równo klacz jak i pęd w którym się znajdowały nie pozwalał jej na dojrzenie lepiej tego, co spowodowało te coś w tamtym miejscu. Nie żeby się nie domyślała, ale prawdy i tak się nie dowie dopóki nie dojadą do mety. A łaciata jak biegła naprzód tak biegła, ale przynajmniej w ogóle. Jakich pech że nie mogła nic powiedzieć. Pozwalała jej biec w sumie jak się jej widziało, dopóki szła naprzód i nie stwarzała zagrożenia dla koni przed nimi.
Disaster Response - 2018-11-20, 17:59

Klaczy było tak naprawdę wszystko jedno, traktowała gonitwę jako zabawę, a nie możliwość zarobku, czy zdobycia pucharu, zresztą na co jej hajsy i medale, jak to ani smaczne, ani przydatne, bo przecież kopyta chwytne nie są, więc nawet nie potrzyma takiego pucharu, nuda dla konia. Galopowała wprzód tylko dlatego, że było to frajdą, no i szła również za resztą koni, jak to zwierzęta stadne mają w zwyczaju. Niestety z tych wszystkich szarpań i nerwów aż zagryzła język, przez co bardzo szybko w okolicy chrap pojawiły się bąble z krwi, aż w końcu wszystko zaczęło ściekać na szyje i klatkę, barwiąc łaciatą sierść, a w szczególności białe fragmenty na brunatny kolor krwi. Widok był przerażający, jednak klacz czuła jedynie lekki dyskomfort i pędziła dalej by ukończyć wyścig, choć po dzisiejszych perypetiach zapewne zostanie zapamiętania przez publikę na dłużej.
Delfinek - 2018-11-21, 20:58

Pozostało im tylko pędzenie. Pozwoliła Scho pędzić ile sił w nogach i zadzie, przy okazji starając się przebić do czołowej trójki. Ukryła się za jego szyją, mobilizując go ruchem rąk do gnania, choć to nie było wcale potrzebne. Scho miał w sobie wolę walki, chęć wygranej i umiejętności. Byli partnerami, ona mu tylko pomagała w tym, do czego razem dążyli.
Kierowała się po wewnętrznej, aby miał dogodne miejsce do zaatakowania.
Finalnie po mecie zwolniła go, rozstępowała i udała się do stajni,
/wiem, ze straciłam kolejkę, ale koń nie eheh/

Scho Can Do - 2018-11-21, 23:45

Ogier wraz z wyjściem na prostą rozpędzał się i rozpędzał. Mocniej przy tym wchodził zadem pod kłodę i odpychał się od podłoża, nadymając mocno chrapy łapał spore hausty powietrza do płuc. Był zmotywowany i gotowy do walki, nie odpuszczał do ostatniego metra. Mimo że początki ich znajomości nie były idealne, to teraz tworzyli zgrany duet - team - rodzinę. Walczył o swój tor jak najlepszy, a także o zdobycie jak najwyższego miejsca.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group