Kate - 2013-06-08, 20:53 ROZGRZEWKA
Przybyła na rozprężąlnię z Midnight Madness. Podczas przerwy między drugą próbą zmieniła jej sprzęt na skokowy, a później, już po niej wsiadła i rozpoczęła rozgrzewkę od aktywnego stępa już na kontakcie.
Po dwóch okrążeniach na obie strony znów wplotła w ów stęp wszelkie wolty, ósemki oraz serpentyny. W dalszym ciągu pilnowała wygięcia jak i tempa. Po jakimś czasie wypchnęła gniadą do kłusa zaraz potem zaczynając anglezować na poprawną nogę. W kłusie także po kilku okrążeniach wykonała kilka wolt i innych figur również na obie strony. Dwa razy przejechała także przed drągi ułożone na rozprężalni.
Po nich przejście na chwilę do stępa przed galopem. Podczas całej rozgrzewki Kate oczywiście pilnowała zarówno ustawienia, jak i ogólnej pracy. W każdym razie nie przymykała oka na cokolwiek.
Po krótkim odpoczynku wypchnęła klacz do kłusa i w najbliższym narożniku do galopu. Rzeczą jasną było to, że nie pozwoliła jej wyrwać pędem. Po dwóch okrążeniach zmieniła kierunek przez kłus i na tą stronę także zagalopowanie w narożniku. Po kolejnych dwóch kołach naprowadziła klacz na krzyżak o wysokości 60cm. Najazd prosty, mocniejsza łydka przy odbiciu, półsiad, oddanie wodzy, aż w końcu lądowanie, przed którym Kate miękko powróciła w siodło. Po tym skoku najazd na 70-centymetrową stacjonatę, a działania podobne jak poprzednio. Po skokach powrót na ślad, okrążenie w galopie i przejście do stępa przez kłus. Pozostało czekać na przejazd...
PRZEJAZD
Gdy usłyszała z głośników, że jest wywołana do przejazdu poklepała gniadą, życzyła sobie i jej szczęścia, coby niczego nie wyłamała ani nie strąciła. ;> Po chwili dała klaczy łydkę do kłusa i w razie potrzeby wyregulowała tempo, coby Midnight nie nakręcała się od samego początku. W takim chodzie wjechała na parour i zatrzymała się przed budką sędziowską. Następnie skłoniła się do nich i dotarła do linii startowej, przed którą się zatrzymała. Słysząc dźwięk dzwonka ogłaszający start wypchnęła gniadą do kłusa pilnując aktywnego, acz nie za szybkiego tempa. Z początku zaczęła anglezować, ale nad drągami poprzedzającymi pierwszy krzyżak o wysokości 50cm przeszła do półsiadu. Tradycyjnie nad każdym z drągów wysyłała klaczy łydkę, a w miejsce odbicia zaakcentowała mocniejszym sygnałem. Przeszła też do półsiadu oraz oddała trochę wodzy. Tradycyjnie podążała za ruchem konia nie tracąc równowagi. Przed lądowaniem miękko powróciła w siodło i wprowadziła Midnight na szeroki łuk prowadzący do przeszkody nr 2. Wyregulowała też w miarę potrzeby tempo.Anonymous - 2013-06-09, 17:41 .edit.Anonymous - 2013-06-09, 18:47 Przybyła widocznie zadowolona z tego iż na parkurze były porozstawiane różne ,lecz dosyć niskie przeszkody.Po dwóch okrążeniach na lewo i prawo , rozszerzając płatki nozdrzy do miejsc mocno ukrwionych.Na różnych figurach wykonywała ładne zgięcia , wpisując się w łuk itd . Przeszła do kłusa, podrzucając swoją dupką , chowając łeb pomiędzy przody . Ćwiczenia wykonywała z taką dokładnością co wcześniej , nie chcę mi się tego opisywać Drążki ,zamiast przez nie przechodzić po prostu przed nie przeskakiwała. Po nich zwolniła do stępa, następnie po chwili przyspieszyła do kłusa i w narożniku do galopu , uderzając w jej rękę i wymachując przez moment łbem .Później zmiana kierunku w kłusie i znów galop , już po kolejnych kołach wykonała te skoki , między nimi nam trochę wariując .W końcu zjechała na ślad i jeszcze jedno zrobiła okrążenie by zakończyć to stopniową zmianą chodu ,kończąc na najniższym .
Poklepana przed przejazdem parsknęła , i zaraz po łydce przeszła do kłusa , wymachując zamaszyście ogonem.Wyciągnęła krok ,jednak wstrzymana niechętnie zwolniła , kierując się w stronę sędziów.Po dzwonku ruszyła kłusem i obiła w stronę drągów ,które kończył krzyżak . Te pierwsze pokonała oczywiście bezbłędnie , sama jednak odmierzając miejsce odskoku ,nie racząc zwrócić uwagi na pomoce Kate x3.Po lądowaniu strzeliła z zadu , i naprowadzona na łuk wyregulowała tępo , podrzucając przodem i patrząc na [przeszkodę numer 2.Anonymous - 2013-06-10, 11:17 .edit. /zt dziś uzupełnię te edity ;)Kate - 2013-06-10, 21:45 Barana jakoś wysiedziała bez większych problemów. Nie takie rzeczy się przeżywało. W każdym razie egzamin na odznakę nie jest najlepszym momentem na ćwiczenie swych umiejętności w wysiadywaniu baranów.
Po wyjechaniu z łuku dziewczyna wyprostowała najazd na dwójkę i już w myślach odmierzała odległość, choć skoro Midnight woli sama to zrobić, to dlaczego by jej nie pozwolić? Kate wolała nie ryzykować i także przed tą przeszkodą w jak najlepszym miejscu uniosła się do półsiadu uprzednio akcentując miejsce odbicia mocniejszą łydką. Podczas skoku tradycyjnie oddała klaczy trochę wodzy. Utrzymała równowagę, a chwilę przed lądowaniem miękko usiadła w siodło. Zaraz potem, gdy skarogniada już wylądowała, Kate wyregulowała tempo w razie potrzeby, a możliwe że potrzeba była, bo Midnight jak wiać nakręca się na parcourze.
Zaraz potem zmierzała już po kolejnym szerokim łuku w stronę przeszkody nr 3. Znów była nią 70-centymetrowa stacjonata. Dziewczyna pilnowała tempa, jak i tego, aby hanowerka nie zbaczała z toru. Wodzami, a przede wszystkim dosiadem kontrolowała sytuację. Nie długo potem znalazła się przed trójką i znów w odpowiednim miejscu wysłała klaczy mocniejszą łydkę. Jak się jeszcze kiedyś spotkają, to poćwiczymy ocenę miejsca odbicia, a na razie pracujemy. <3
Podczas skoku znów uniosła się do półsiadu i oddała klaczy trochę wodzy. Rzecz jasna nie za dużo, a tyle, aby mogła swobodnie zapracować szyją. Ciałem podążyła za ruchem konia, a przed lądowaniem powróciła w siodło nie klepiąc o nie swym tyłkiem. Następnie po kolejnym łuku skierowała Midnight na ostatnią przeszkodę. Znów wyregulowała tempo i pilnowała sytuacji. Zaraz potem znalazła się przed okserem. Spokojnie zdążyła wyprostować najazd, ale i pozwoliła klaczy lekko wyciągnąć krok. Nie za dużo, żeby nie było. Przeszkoda trochę szersza, to dłuższy krok się przyda. Nie przesadzamy jednak i ów krok wydłużyliśmy lekko. ;>
Znów wskazała klaczy miejsce odbicia, uniosła się do półsiadu, oddała trochę wodzy i podążyła ciałem za ruchem konia. Po lądowaniu kontynuowała galop po wyznaczonej trasie w półsiadzie. Tempo spokojne, bez wyrywania, dosiad stabilny i kontrola nad sytuacją. Dziewczyna prowadziła gniadą po wyznaczonej linii, a przed linią zatrzymania wysłała jej kilka półparad, aby wiedziała, że zaraz coś będzie musiała wykonać. W strefie zatrzymania zdecydowanie klacz oczywiście zatrzymała działając odpowiednio wodzami i dosiadem. Po zatrzymaniu skłoniła się sędziom i skierowała klacz na rozprężalnię. Tam pochwały, rozkłusowanie, rozstępowanie i do stajni. <3
zt/Anonymous - 2013-06-10, 22:41 Wyprostowała się przed dwójką , docierając w aktywnym, równym ,okrągłym tempem do miejsca odbicia ,gdzie odbiła się sprawnie z zadu , przednimi jedynie starając się nie zwalić drąga , który był stanowczo dla niej za niski . Skok jednak był nie był jakiś wspaniały a nawet płaski . Lądowanie standardowe , dobrze zamortyzowała nadgarstkami .Podrzuciła dupką i szarpnęła łbem ,znów uderzając w jej rękę , wredne to , ale tym razem nie rude.Wyrównała ,zwalniając i skracając krok .Wjechała na łuk ,kierując się w stronę stacjonaty 0,7 m.Zadarła łeb i jakoś tak samo czynnie przyspieszyła , niespodziewanie odbijając się jeszcze bardzo za wcześnie , jednak na szczęście zdołała pokonać trójeczkę na czysto ,bez większych komplikacji . Jednak tutaj pokazała siebie od najlepszej strony , czyli pięknie zabaskilowała , mając dużo zapasu.Po lądowaniu strzeliła baranka i znów po łuku obiła do oksera, on też nie stanowił dla niej większego wyzwania więc uważnie,bez cienia zawahania dodała i po łydce odbiła się , pracując aktywnie zadem , działającym niczym jak naprężona sprężyna. Gdy już była za nim galopowała jeszcze na linii , czując półparady znów podrzuciła przodem i kwiknęła , zaraz zatrzymując się stopniowo lecz szybko.Potem jeszcze na rozprężanie i kłus, stęp i do stajni
zt/ borze co za gniot Sonja - 2013-06-10, 23:48 Wróciła z Aferą z czworoboku do stajni, gdzie zmieniły jej sprzęt na skokowy. Biały czaprak, a cała reszta na czarno! A cała reszta to ochraniacze, kaloszki, nauszniki... No i kremowy misiek. A na grzywie misterne warkocze splecione biało-czarnymi kokardkami, zaś na ogonie warkocz z dwóch, z czarną kokardą wplecioną w gumkę. Ogólnie wszystko super estetycznie i tak dalej, dopięte na ostatni guzik.
Dojechał na rozprężalnię, gdzie Sonja troszkę rozruszała klacz. Sporo stępa rozluźniającego, trochę kłusa i chwila galopu. Jednak krócej to wszystko, bo pewnie jeszcze jest trochę podładowana po ujeżdżeniu.
Cały czas pomoce jak najlepsze, nadgarstki zamknięte, kolana w miarę dociśnięte, tyłek rozluźniony, pięty w dół, stopy równomiernie do boków konia. W ogóle prawie cud, miód i orzeszki, ale na razie trochę więcej luzu. Pozbierają się do końca na parkurze.
Dużo uścisków, pochwał i zachęcania do dalszej chętnej współpracy. No i w końcu ich pora na przejazd!
P R Z E J A Z D
Wbiły na parkur luźnym, wolnym kłusem, i Sonja poprosiła o zatrzymanie równe przed linią startu. Wstrzymała mocno Aferę z krzyża, jak ta stanęła całkowicie to dziewczyna skłoniła się do sędziów, lekko uśmiechając się. Na razie znów była nieco zestresowana, ale było jednak lepiej w porównaniu do tego co się z nią działo przed ujeżdżeniem, to było wprost bosko.
Odczekała jeszcze chwilkę, ładnie rozluźniona na skarogniadej, by jej tam nie zestresować i nie dać jej przypadkowo jakichś przedwczesnych sygnałów do ruchu. W końcu jednak dała jej mocną, wyraźną łydkę do aktywnego kłusa. Gdyby jednak takim nie zaczęła, to zaraz została do niego stanowczo wypchnięta. Wodze już dobrze zebrane, na elastycznym, ale konsekwentnym kontakcie i przy zamkniętych nadgarstkach i stabilnych rękach, na co Saara zwróciła uwagę.
Kłusem anglezowanym pojechały po łagodnym łuku do pierwszej przeszkody. Była nią koperta, niziutka, półmetrowa. Prościzna, prawda?
Łydka przy odskoku, przejście do łagodnego, stabilnego półsiadu z nieco silniejszym obciążeniem na prawą stronę by Afera wiedziała, na którą stronę potem działamy.
W locie minimalne oddanie wodzy i przyklejenie się kolanami do siodła. Przed dotknięciem przez ziemi wszystkimi czterema kopytami Sonja łagodnie wsunęła się w siodło. A gdy już wylądowały całkowicie, silny impuls do galopu, wypchnięcie z bioder. Potem przytrzymanie by wyjechały po prostej do ściany. Tam łagodny wjazd w zakręt, parę metrów po prostej i potem nieco ostry zakręt na dwójeczkę. Przy tym pilnowanie roboczego tempa, by zakręt nie był za trudny.
Zaraz po wyrównaniu chodu przed przeszkodą mocne doping łydeczką, nieco bardziej z tyłu, no i jeszcze finka nieco uniosła się nad siodło, żeby Afera mogła poczuć jakiś większy przypływ siły.
Potem znów łydka, dodanie wodzy, półsiad, siad w siodło, lądowanie.
Przy tym większe obciążenie na lewą stronę wyraźnie większe i jeszcze lekka łydka z lewej przed lądowaniem. "Galopujemy na lewo, na lewo!
Dziewczyna pozwoliła sobie nieco ściąć zakręt i mocno dynamicznym tempem poprowadzić klacz aż prawie pod ścianę. Jednak już tam mocno wstrzymała klacz krzyżem, po symbolicznej półparadzie i wprowadziła w miarę możliwości w łagodny zakręt i ładnie manewrowała wodzami, by naprowadzić łeb klaczy ku trzeciej przeszkodzie. Lewa łydka mocno dociśnięta, prawa cofnięta za popręg. No i wewnętrzna wodza nieco mocniej napięta, ale prawa nie odpuszczająca.
Chwilę przed przeszkodą jeszcze znów impulsy łydką bardziej z tyłu, by pobudzić zadek klaczy do efektywnego skoku. Przeszkoda identyczna jak poprzednia, stacjonata 70 cm. Wyzwanie już większe,e ale co to dla nich? <3
Łydka mocna przy wyskoku, przejście ew półsiad wraz z ruchem konia i przesunięcie łapek wzdłuż szyi klaczy, oddając w ten sposób wodze. Plecy proste praktycznie do końca, no i dziki uśmiech na ryjcu! Tak obowiązkowo. <3
Znów siad w siodło przed lądowaniem, ogarniecie kaczy i pilnowanie by galop szedł na prawo. Jak tak nie poszedł, to lotna! Wiem, że Fryta umie. <3
Tu dynamicznie poprowadziła klacz do ściany, pilnując łydeczkami i przyciskaniem bioderek by skarogniada nie gasła przypadkiem.
Potem łagodny zakręt , kolejny i znów doping łydkami bardziej z tyłu. Tutaj niestety się Saara nieco zbyt spięła i trochę podskoczyła na siodle w tym pełnym siadzie, ale zaraz i tak był skok, wiec szczęśliwie oddała łydkę i uniosła się w siodle, już znów rozluźniona.
Oddanie wodzy, plus nieco zdanie się na pomysły klaczy i jej plan działania. Teraz leciały oksera wysokości takiej jak poprzednie stacjonaty. Generalnie wiadomo, że w takiego nie wypada wlecieć za szybko, bo ciężko wycelować dobrze i wysoko wtedy. Ale Saara zdążyła się poznać, że Afera sama umie dobrze ogarnąć przeszkodę i tylko minimalnie starała się jej w tym pomagać.
Przed lądowaniem znów łagodny siad wiosło, znów większe obciążenie na prawą stronę. Jedna zaraz po całkowitym dotarciu na ziemie, klaczy a nie Sonji mam nadzieję, dziewczyna znów przeszła w półsiad, zgodnie z poleceniem. Taki oto sposobem potem przejechały wszystkie ściany, aż do mety. W narożnikach finka nieco obniżyła wewnętrzną, prawą łapkę z wodza, by klacz nie wahała się ładnie wyjeżdżać narożników.
Przed tą linią oznaczająca początek strefy zatrzymania półparada i pierwsze spięcie krzyżem, potem mocniejsze i totalne rozluźnienie. Póki skarogniada nie zatrzymała się do końca, Sonja jeszcze spinała ją lekko udami i mocno wodzami, jednak nie szarpała wędzidła, a raczej subtelnie nim ruszała. Takie półparady.
Potem szybki ukłon i wyjście z parkuru.
K O N I E C P R Z E J A Z D U
Przekłusowanie wolniutkie na rozprężalni, masa uścisków, rozstępowanie, pochwały, stajnia, ot.
zt.
Afera - 2013-06-10, 23:50 No to wróciła ze stajni u boku właścicielki co jakiś czas prychając sobie cicho. Po dotarciu na rozprężalnię, tak jak już Sonja wspomniała dużo stępa, a potem trochę kłusa i chwila galopu. Cały czas klacz wykonywała wszelkie polecenia bez sprzeciwów. Słowem było spokojnie. Po galopie przyjęła wszystkie pochwały, uściski itp. W końcu nadszedł czas na ich przejazd...
PRZEJAZD
Przybyła na parcour dość wolnym kłusem. Takim tempem dotarły przed linię startu, gdzie Fryta grzecznie się zatrzymała równo stawiając nóżki. Zdenerwowanie Sonji znów w małym stopniu przeniosło się na klacz, więc zaczęła nerwowo szastać ogonem cicho przy tym prychając. Podczas przejazdu pewnie jej przejdzie, tym bardziej, że i niepokój właścicielki był dużo mniejszy niż choćby podczas próby ujeżdżeniowej.
Przez jakiś czas jeszcze tkwiła niemal w bezruchu czekając na polecenie ruszenia, aż poczuła sygnał do kłusa. Skarogniada ruszyła szybkim, aktywnym tempem, aby zaraz po łuku dotrzeć do pierwszej przeszkody.
Nad trzema drągami poprzedzającymi jedynkę ładnie unosiła nóżki, a w odpowiednim miejscu odbiła się z tyłów, by przelecieć nad dość niskim krzyżakiem. Skakało się wyższe, więc dlaczego ten, o wysokości zaledwie 0,5m miałby sprawić klaczy trudność? Bez większych i mniejszych problemów wylądowała na prawą nogę amortyzując się na pęcinach. Lądowanie można było nazwać miękkim, także Sonja w tym wypadku uniknęła turbulencji.
Gdy już wszystkie kopyta Fryty dotknęły ziemi przeszła ona do aktywnego galopu. Zaraz potem wjechała w zakręt prowadzący do przeszkody nr 2. Tu nieco zwolniła, aczkolwiek nie utraciła zbyt wiele tego tempa. Ostatecznie ładnie pokonała zakręt zaraz wychodząc naprzeciw stacjonaty. Przed nią wyrównała tempo no i zaraz znów skok. Odbicie w mniej więcej dobrym miejscu, później lot, aż w końcu lądowanie, tym razem na nogę lewą.
Folblutka w dalszym ciągu kontynuowała galop, ale trzeba wejść w kolejny zakręt, który Sonja pozwoliła sobie nieco ściąć. Afera nieznacznie zwolniła, a zaraz po wyjeździe jak najprostszy najazd na trójkę. Znów odbicie w dobrym miejscu i lot nad przeszkodą. Klacz ładnie podciągnęła przody pod siebie, aby przypadkiem nie dotknąć drągu, a potem lądowanie na prawą. Po raz kolejny wyrównanie tempa, a obeszło się bez lotnej. Fryta umie, ale w tej chwili nie było potrzeby, aby zmieniać nogę w galopie. <3
Teraz dojazd prawie że do ściany, a potem kolejny zakręt, już łagodny, prowadzący do oksera. Afera minimalnie wydłużyła krok przed przeszkodą. Tym razem nie zwróciła większej uwagi na "podskok" amazonki w siodle i poprawnie odbiła się do skoku nad czwórką. Później lot z nieco bardziej wyciągniętą do przodu szyjką i lądowanie znów na prawą nogę. Dalej kontynuacja galopu aż do strefy zatrzymania, gdzie klacz zaraz przed linią mety oczywiście się zatrzymała. Nieco gwałtownie, ale jednak zatrzymała. Dalej chwila nieruchomości na ukłon i opuszczenie parcouru.
Na rozprężalni jeszcze trochę pokłusowała, następnie rozstępowanie i do stajni. <3
zt/Ruitershoeve - 2013-06-25, 13:36 Ruitershoeve po owym dłuższym odpoczynku, poczuł charakterystyczny nacisk siodła skokowego. Stał spokojnie, czekając, aż facet przygotuje go do następnego przejazdu odpowiednio. Ukradkiem patrzył na inne konie, które się kręciły w tym miejscu. Potem Chrisian wsiadł na jego grzbiet, i ruszył aktywnym stępem.
ROZGRZEWKA
Pojawili się na placu obok parkuru, of course, potem umiejętnie wszedł na odpowiedni kontakt z ręką mężczyzny, by następnie mocniej zacząć pracować zadem pod wpływem sygnałów z jego strony. Następnie zaczął wykręcać różnorakie koła, czy inne łuku, które wywodziły się spod jarzma mężczyzny. Wykonując je pokazywał jak najbardziej odpowiednie wygięcia, w końcu po części ujeżdżeniowej był na nie w tej chwili wyczulony. Potem po jakimś czasie przeszli do kłusa, ogier zrobił to elastycznie. Znowu zaczął się wyginać na woltach i innych stworach, a potem pod jego nogami pojawiały się cavaletti, nad którymi dobrze pracował grzbietem, dobrzy unosząc nogi w górę. Drągi zawsze będą święte! Wyciągał przy tym lekko głowę do przodu. Potem ruszyli do galopu, Ruiter wyskoczył sprawnie do tego chodu. Potem został wprowadzony na ósmekę, gdzie wykonywał lotne zmiany nogi, do tego potem przejeżdżał kolejne cavaletti, które nie sprawiły mu żadnego problemu. Na drugim śladzie najechał na sam środek koperty, odbił się w odpowiednim miejscu. Złożył się odpowiednio i wylądował miękko na pęcinach. Po skoku wjechał na małe koło, by potem najechać równym tempem na stacjonatę. Najechał prostopadle, odbił się i sprawnie przeleciał nad przeszkodą. Drągi nawet nie były w zasięgu jego kopyt. Kiedy wylądował znowu został wprowadzony na koło, by najechać na okser, w miejscu, gdzie była koperta. Uważnie zmierzył przeszkodę. Trzy foule przed dodał trochę i odbił się mocniej od ziemi. Rozciągnął się lekko nad przeszkodą, by potem po prostu wylądować. Po skoku otrzymał solidną pochwałę, by następnie przejść do kłusa, a potem do stępa. Stępowali na długiej wodzy..
PRZEJAZD
Będąc na pomocach, ruszył ku parkurowi. Kiedy doszedł spokojnie do ręki mężczyny, dodatkowo zaczął znowu angażować mocniej przy tym swój zgrabnie umięśniony zad, przeszedł do kłusu. By w pobliżu jury zatrzymać się na chwilę, by potem powrócić do kłusa. Na ścianie jego tempo uregulowało się. Zastrzygł uchem zastanawiając się, czemu facet naprowadza go na przeszkodę kłusem. Jednak idąc, dobrym, aktywnym i równym kłusem najechał na kopertę z koziołkami. W odpowiednim miejscu odbił się. Podciągnął potem przody pod mostek, zadnie lekko podgiął. Szyję wyciągnął do przodu, a grzbiet uaktywnił. Potem wylądował. Wylądował na nodze, na którą obciążał Christian, ponoć dzięki temu będzie im łatwiej <3 Po skoku wyjechał zakręt w dobrym, mocnym tempie. Już z pewnej odległości mógł spoglądać uważnie na dwójeczkę, która była stacjonatą. Po owym zakręcie, wyprostował swoje ciało i w takim, a nie innym stanie najechał na sam środek owej stacjonaty. Odbił się w optymalnym miejscu, wraz z łydką mężczyzny. Potem podciągnął wszystkie kończyny jak trzeba. Ukazał odpowiedni, dobrze wykonany baskil. Potem, kiedy już grawitacja powiedziała STOP, on miękko wylądował na pęcinach. Wylądował na lewo. Wyjechał dobrze kolejny zakręt tuż po skoku. Najechał prostopadle na trójkę, która była również stacjonatą. Odbił się, wraz ze wspomogą łydki Christiana. Przeleciał gładko nad przeszkodą, nie dotykając oczywiście drągów. Chcąc nie chcąc od zawsze był uczony, że one są święte. Po skoku, kiedy już wylądował, wyjechał na prawo i już kierował się w stronę oksera. Uważnie ocenił okser, mlasnął jęzorem, a potem przegryzł głośno wędziło, przerzucając je sobie nad zębami. Najechał na sam środek, i zgrabnie odbił się od ziemi. Podgiął kończyny, zapracował dobrze grzbietem i wyciągnął nochal do przodu. Grawitacja ściągnęła go w końcu do ziemi, więc wylądował na nogę, na którą obciążał mężczyzna. Wykonał obszerny zakręt, pozostając w dobrym tempie. Potem najechał równym krokiem na piątkę. Odbił się, wraz z łydką mężczyny, posyłając swoje cielsko w powietrze. Potem.. jak już przeleciał nad przeszkodą - GŁADKO, wylądował miękko na pęcinach. Po skoku wyjechał mocno zakręt, by najechać o prostym ciele na szereg sześć a i b. Skrócił się minimalnie przed przeszkodą, a potem wybił. Przyciągnął przody pod mostek, zadnie podgiął. Zaangażował grzbiet, i dobrze zapracował szyją, potem wylądował. Długo na niej nie pozostał, bo musiał się już odbić, aby pokonać drugi człon tego.. Wykonał to, wraz z aktywizującą łydką. Przeskoczył nad przeszkodą, nie dotykając jej oczywiście. Pokazał nad nią oczywiście dobry baskil. Wylądował, i ruszył na lewo. Potem skierowali się na metę, kiedy ją pokonali.. przeszedł do kłusa. Czując luz na pysku, wyciągnął pysk w przód. Mmm, wolność pyska. Na jego szyi były spore plamy potu, oraz wszelkie sieci żyłek. Po dzwonku opuścił stępem parkur, gdzie potem został rozstępowany, po czym opuścić teren zdawania odznak. /ztHarley Davidson - 2013-10-01, 15:10 ROZGRZEWKA
No dobrze, chwilę potem przejeżdżali czworobok... Więc możecie spytać - po co im ta druga rozgrzewka? Bo się nie rozgrzewali do skoków! No i ogierowi mięśnie mogły się troszeczkę zastać w tej chwili bezczynności. Na rozprężalni więc Harley dopiął popręg, znów wspiął się w siodło. No i heja! Znaczy stęp.
No więc tak - tym razem, nauczony poprzednią rozgrzewką, nie wszedł od razu na kontakt, ale na razie na luźnej wodzy ogiera rozgrzewał, starając się ciągle czegoś od niego wymagać, żeby nie było bezczynności i nudy. Zaczęły się zmiany tempa - stęp stój, stój stęp. Przeplatane były woltami, kółkami. Przewinęła się na pewno jakaś ósemka i serpentyna. Stopniowo też zaczął brać go na kontakt. Potem sygnał do zakłusowania, trochę kół i wolt w tym tempie i znów zabawa w zmiany - kłus stęp, stęp kłus - kilka kół i teraz trudniejszy level! Kłus stój, stój kłus. Nie pytajcie mnie, czemu Harłak nie wpadł na to podczas poprzednich rozgrzewek. Pamięć jego jest po prostu dziurawa jak szwajcarski ser i wypadły mu takowe ćwiczenia z głowy. Potem jeszcze zagalopowanie na prostej, przejście w dość luźną ósemkę. Żeby się jeszcze trochę rozgrzać i porozciągać - kilka kół w tym tempie. Z dwie, trzy wolty... No i jakieś niskie skoki przez przeszkody rozgrzewkowe, potem podniesienie poprzeczki i znowu trochę skakania. Udało mu się nawet wyprosić trochę drągów, żeby sobie nad nimi pokłusować - musiał sprawdzić, czy dziś też ogier zareaguje na nie tak jak to robił zawsze. Miał nadzieję, że nie. W każdym razie - przed wejściem na parkur chciał chociaż raz je przejść. Po tym Harley znów zwolnił ogiera do stępa i dał mu luźną wodzę. Wymagał od niego teraz tylko żwawego stępa. Ogółem to w kłusie i galopie prawie nie wychodził z półsiadu.
PRZEJAZD
Po wywołaniu ich Harley stopniowo zebrał ogra na kontakt, skierował się w stronę wjazdu na parkur. Teraz już się właściwie w ogóle nie denerwował. Wypchnął Carmargue z krzyża, dał znak łydkami do kłusa. I w takim oto tempie wkroczyli na tor. Ustawił gniadego na starcie, ogarnął się jeszcze szybko, jeśli o psychikę chodzi... I czekał na dzwonek startowy. Po usłyszeniu jego delikatnego, przyjemnego dla ucha dźwięku, dał ogierowi mocne pomoce dosiadem, ażeby to z miejsca wszedł w kłus. Sam przeszedł od razu w stabilny półsiad. Nie spodziewał się po ogierze żadnego wyłamania... Choć drągi mogły go nieco zestresować. Nie lubił ich. Znaczy ogier ich nie lubił. Kontrolował go więc czujnie, trzymał w najeździe na sam środek linii drągów. Przejeżdżali ten parkur wcześniej, więc ogier nie będzie raczej miał problemu... Za drągami dał gniademu łydkę, uniósł nieco ręce, gotów do oddania mu wodzy w baskilu. Przeszkoda może i była niska, miała te swoje 50cm... Ale Har wiedział, że jego koń-krewetka przeskoczy ją ze sporym zapasem. Zgrał się z ruchem konia, odpowiednio przenosząc swój ciężar ciała. W locie oczywiście pozwolił mu się wyciągnąć, obciążył trochę mocniej prawe strzemię, sugerując ogierowi odpowiednią nogę. Za przeszkodą pojechali prosto, potem zaokrąglony zakręt w prawo, starał się przed drugą przeszkodą zapewnić mu szeroki łuk, żeby ogier swobodnie zakręcił... Ale Kalmarowi pewnie mało to potrzebne. Przez cały czas utrzymywali stałe, równe tempo. Wyjeżdżali przy tym porządnie zakręty, żeby nie tracić rytmu. Harley nie miał jeszcze tyle doświadczenia, żeby bawić się w skracanie zakrętów i tego typu różnorakie, strategiczne triki... Nimi zajmie się na zawodach, o. Z pełnego dosiadu w galopie, przeszedł w półsiad - tak ze trzy foule przed przeszkodą. Jeśli ogier nie był skupiony na przejeździe i przeszkodach... To dostał półparadę. W miejscu dobrym do wybicia dla dość ekonomicznego, płaskiego nieco skoku dał mu pomoce do wybicia. Tym razem skakali oczywiście nad stacjonatą 70cm. I tutaj Harłak przygotowany był do oddania ogierowi wodzy. Nie zawadzał mu swoim ciężarem podczas skoku, znów się z nim zgrywając.Carmargue - 2013-10-01, 15:43 Carmar był w tej chwili na tyle rozluźniony, że w drodze na parkur szedł jak jakiś wałach. Spokojny, opanowany i w ogóle. Podczas podciągania popręgu zwróciły jedynie ucho w stronę Harleya, odwracając łeb w jego stronę. Od razu po tym jak chłopak wsiadł, ruszył stępem, nie czekając na żaden sygnał. Przejścia szły mu bardzo dobrze. Lubił te ćwiczenie. Potwierdzał swoją elektryczność, przechodząc w stój po tym, jak do jego głowy zawinęło się napięcie brzucha przez chłopaka. Ryjek miał luźno wyciągnięty, na wysokości nadpęcia. Wszelkie wolty i półwolty wykonywał w sposób prawidłowy. Co prawda przy ósemkach zachciało mu się powypadać trochę zadem, co też uczynił. Ot tak, dla hecy. Później jednak doszło do powrotu i ogier zaczął wykonywać to dobrze, ładnie ustawiając się na przeciwne pomoce. Serpentyny tak jak wcześniej bardzo go denerwowały. Było to dla niego kłopotliwe i irytujące ćwiczenie. Wygięcia było tutaj mało. Jedyne co pozostawało pozytywem było to, że gniady nie wypadał, ani nie wpadał zadem ani łopatką. Wszedł na kontakt tak, jak sobie tego życzył chłopak. Ryjek ładnie ustawiony, grzbiet zaokrąglony i kłus. Koła, wolty tak jak poprzednio dobrze wykonane. Przy przejściach początkowo reakcja nieco opóźniona. Chodź powinno być kłus-stój, było kłus-dwa kroki stępa-stój. Jeśli chodzi o przejścia kłus-stęp, wykonane wręcz wzorowo.
Zagalopował na prawidłową nogę, ponownie olśniewając swoim ruchem. Ale nie to tu było teraz ważne. Ósemka na sam początek, hmm, to go trochę zdziwiło. Szczególnie że w tej chwili galopowali. Ale mniejsza o to. Wykonał ją, na środku tworząc lotną, w czasie której ogier wybił się w górę. Takie to było bardzo ładne. Wolty, koła itd bardo dobre, szczególnie w tym chodzie. Chodź zgięcie idealne nie było, bo to już kwestia dłuższej pracy. Co do przeszkód rozgrzewkowych, było to dosyć wyniosłe. Ogier sadził dziś jeszcze bardziej niż na ostatnim treningu. Nie było mowy o normalnym skoku. Traktował to wszystko jak jakieś zawody. Wyższa poprzeczka szczególnie wzmogła jego wysokie loty. Chodź skoki były dosłownie BYCZE, technika nadal pozostawała bardzo dobra. Idealny baskil, otwarty zad, zaangażowany grzbiet i dobra praca szyją. Wszystkie warunki spełnione rzecz jasna, jeśli jeździec na to pozwalał.
Kiedy drągi ukazały się ponownie przed Calmarem, ten spanikował w takim stopniu, że spiął większość mięśni jak się tylko dało, ryj uniósł w górę, a szkity nad belkami unosił na wysokość piersi. Wręcz się ich bał !
Przejazd
Carmar bez jakichkolwiek sprzeciwów, wszedł na kontakt, spełniając przy okazji ładne warunki do zebrania. Wszedł na parkur, dokładnie obserwując przeszkody. Szukał od razu jakiegoś straszaka, którego mógłby się bać. Jednakże żadnego nie było. Poza rzecz jasna drągami, które bardzo go wybijały z równowagi psychicznej. Przeszedł do kłusa, już po momencie skierowany na drągi. Wlepił w nie bursztynowe oczy, momentalnie zaczynając się stroszyć. Rzecz jasna przeszedł je. Jednakże praca grzbietu była głęboko zaburzona, chodź można było zaobserwować wysoooką trakcję nóg. Przeszkoda pokonana w miarę normalnie, jak na ogiera. Zapas był, chodź nie do końca taki, jak zazwyczaj prezentował Calmar. Technika nadal pozostała jednak wręcz idealna. Wylądował na prawą nogę, w tym momencie już galopując. Tempo dobre, energiczne. Trakcja nóg w galopie wręcz perfekcyjna, zad podstawiony, przody z racji iż ogier miał bardzo dobrze rozwinięty grzbiet także, także bardzo dobrze pracujące. Ogólnie rzecz biorąc, pod górę. Koń będąc w tej chwili na kontakcie, wyszedł bardzo ładnie zakręt, okręcając się wokół łydki chłopaka i w każdej chwili utrzymując ten sam, jednostajny rytm. Spojrzał na stacjonatę. Nie potrafił sobie jeszcze domierzać, więc był skupiony na chłopaku. Nie wybił się jednak tak, jak ten mu podyktował. Instynktownie wręcz, wyskoczył foule przed, oddając bardzo wysoki, acz z deka płaski skok. No troszeczkę było mu daleko, ale nie stał tu jakiś wagon, żeby sobie z tym gniady nie poradził.Harley Davidson - 2013-10-01, 16:41 Za dwójeczką doprowadził go do krótkiej ściany, tutaj zakręcić w lewo i przed narożnikiem kolejny mocny zakręt, i conajmniej kilka fouli do następnej przeszkody - stacjonaty 70cm. Na nią też skierował Carmargue. Utrzymywali przez cały czas stałe tempo. Harley na oko stwierdził, że dobrze im przed przeszkodą wyjdzie punkt wybicia, więc nie ma co kombinować... Zaraz też przeszedł w półsiad, przytrzymał ogiera na najeździe i w odpowiednim momencie oddał mu wodze, żeby ten ładnie zabaskilował, wyciągnął szyję... Wiedział, że technikę gniadosza uznać można za zachwycającą - albo koń po dobrych rodzicach, albo po sporej pracy w tym aspekcie. Ale Kalmar młody... Więc Har obstawiał to pierwsze. Zaraz za przeszkodą jechali znów na wprost - dopiero po wyminięciu dwójki pokierował dosiadem ogra na prawo po łuku kształtem zbliżonym nieco do C. Ostatecznie jednak zapewnił mu prostą do najazdu. Mu samemu też łatwo było ocenić czy znów z miejscem wybicia wszystko w porządku. A, znowu im się udało w tym aspekcie. Trzeba przyznać, że Harłak nie lubił kombinowania. Kombinowanie na parkurach zdecydowanie mu nie wychodziło. Zdecydowanie. Bardzo. Przed nimi ostatnia już przeszkoda - okser 70x70cm. Tutaj Harley wyjątkowo się skupił na elastycznym oddaniu wodzy, bo nad tą przeszkodą ogier mógł tego potrzebować. Wspomógł go jeszcze, wskazując miejsce wybicia sygnałem łydki i ręki. W locie zasugerował Carowi lądowanie na nogę prawą, obciążając trochę bardziej strzemię po stronie, na którą miałby lądować... No i za przeszkodą prosta - nadal w galopie - zakręt 90 stopni, ładnie zaokrąglony - przynajmniej w wyobraźni jeźdźca i objechanie czymś podobnym do prostokąta całego prawie parkuru. Przy tym całym dojaździe do 'mety' jeździec cały czas pozostawał w półsiadzie. Dopiero w dozwolonym do tego miejscu usiadł w siodło i powoli zaczął ogiera zatrzymywać... Ale to już za linią mety. Wysłuchał ewentualnych uwag sędziów i w kłusie wyprowadził Carmargue z parkuru.
Na rozprężalni rozstępował go jeszcze porządnie. Przed stajnią oczywiście schłodził mu nogi, ogiera rozebrał, wytarł, wyczyścił i nagrodził sporym jabłkiem.
[z/t]Carmargue - 2013-10-05, 09:00 Carmar dogalopował do krótkiej ściany, ładnie akceptując w tym momencie pomoce chłopaka. Bardzo dobrze wychodził narożniki, nadal jednostajnie przy tym galopując. Widząc przed oczkami stacjonatę, dostosował się do pomocy chłopaka, wyskakując w momencie w którym doczekał się na sygnał od niego. Nawet jeśli się nie doczekał, to sam sobie skoczył, nie wyobrażając sobie wizji wyłamania. Zaprezentował bardzo dobrą technikę, z nieopuszczającym go zapasem. Po przeszkodzie wylądował na sugerowaną nogę. Widząc taki rodzaj zakrętu, nie wykonał go za pomocą wygięcie, tylko zrobił sobie półpiruet, twierdząc, że tak będzie łatwiej. Ponownie ustawił całe skupionko na Harłaczka. Spojrzał na przeszkodę i skoczył, wyciągając się przy okazji, bo przecież właśnie lecieli nad okserem, który z resztą przyczynił się do zaprezentowania techniki gniadego w najlepszych aspektach. Wylądował na lewo, gdyż nie ogarnął dobrze pomocy Davidsona. Była to w tej chwili wina wyłącznie konia. Wykonał jednak lotną przed zakrętem, twierdząc że jest mu nie wygodnie. Przegalopował ten "prostokąt". Zatrzymał się w danym momencie, czy tam przeszedł do któregoś z chodów, ogarnął jeszcze co tam sędziowie chcieli, po czym zwrócił się na rozprężalnie, stępując z bardzo nisko zawieszonym ryjkiem. Na jego ciele pojawił się już pot, który był winą głównie długą sierścią konia. Ojj, Harłaczku, dereczka się kłania.Emily - 2013-10-13, 10:08 Wjechała z Topciem na rozprężalnie. Z racji iż koń był już rozgrzany, ponieważ trafili tu bezpośrednio po czworoboku, postępowałam nim jeszcze moment i ponownie wzięła wodze na kontakt. W sumie ogier nie powinien być jakiś zmęczony. Dała mu sygnał do przejścia w kłus. Na długiej ścianie żądała dodania, a na krótkiej zostawała w ćwiczebnym, prosząc o skrócenie. Po trzech takich cyklach, wprowadziła ogiera na przekątną. Na niej preferowała kłus roboczy, w razie czego pilnie ogarniając konia dosiadem. Powtórzyła poprzednie ćwiczenie, po czym dała rudzielcowi sygnał do wjazdu na linię środkową, na której ustawione były drążki. Dopilnowała go w razie czego do końca, bo różnie to z nim bywało. Dała mu zapracować szyją i przeszła w niski półsiad. Jeśli wszystko było super fajnie, ogier dostał sygnał do przejścia w stęp, po dojechaniu do długiej ściany. Miał luz przez kolejne pół okrążenia, po czym Emily ponownie zaczęła brać go powoli na kontakt. W narożniku wypchnęła konia mocno z bioder, oddziałując łydkami, które wręcz nachalnie wymogły od rudego galopu. Dwa okrążenia, po jednym na każdą stronę (po przekątnej wystąpiła lotna) i najazd na samotnego krzyżaka, stojącego gdzieś tam. Miał mniej więcej 80 cm wysokości. W zakrętach wyraźnie pilnowała, żeby ogier się wygiął. Trwała w delikatnym półsiadzie. Do końca pilnowała konia, coby sobie nie zrobił żarciku i nie postanowił wyłamać. Przed przeszkodą wycofała się jeszcze z plecami, w locie półsiad i wyraźny sygnał do wylądowania na przeciwnej nodze. To samo w drugą i do stępa.
Emily nie dała dla swojego konika długo postępować. Po bardzo nie długim czasie, para została wywołana przez sędziego. Nie chcąc więc tracić czasu, pozbierała wodze, podpierając to łydeczką i oddała sygnał do przejścia w kłus. W tymże chodzie znaleźli się na parkurze. Przejeżdżając obok sędziów, ukłoniła im się. Rozejrzała się jeszcze po przeszkodach, prowadząc rudego wokół nich, po czym wprowadziła go na pierwszą przeszkodę, jaką były drążki zakończone krzyżakiem.
Przeszła w półsiad nad drążkami, akcentując łydką każdy krok konia. Na przeszkodzie wykonała niski półsiad, dając ogierowi sygnał do zagalopowania na prawą nogę. Trwała w siadzie odciążającym, dosiadem regulując tempo konia, w razie gdyby zechciał sobie być zbyt wesoły, bądź przeciwnie, zamulony. Różnie bywało. Zakręt do dwójki postarała się wyjechać jak najdalej. Wewnętrzna łydka wręcz maltretowała konia o zgięcie. Do stacjonaty im pasowało. Em wycofała się z plecami, łydki dociskała impulsywnie do boków i w odpowiednim momencie wysłała konia do wyskoku, dając sygnał do lądowania na lewo. Kolejny zakręt mieli dosyć ciasny. Przysiadła więc w pełny siad, wycofując zewnętrzne ramie. Jechała porządnie na prawej wodzy, tym razem żądając od konia wyjechania zakrętu, na zasadzie kwadratu. Rytm ponownie nie zawiódł, więc znów im pasowało. Dała mu tylko sygnał do skoku w odpowiednim momencie i przeszła sobie w półsiad.Anonymous - 2013-10-13, 10:40 edit. ;<