Noa - 2013-03-17, 10:34 W wypadku, gdy ten zaczynał się gubić, dziewczyna wzmacniała swoje pomoce, działała mocniej wewnętrzną łydką, a także wodzą oraz zewnętrznymi, ograniczającymi pomocami. Powtarzała ćwiczenia tak długo, dopóty ten nie zaczął wykonywać ćwiczenia płynnie i bez różnego rodzaju zawahań. Cóż, oddanie jeźdźcowi nieco władzy z pewnością wyjdzie mu na dobre, aczkolwiek tutaj się liczyła głównie współpraca, a nie walka na każdym kroku. Jednakże w porównaniu do ostatnich jazd zdecydowanie było lepiej, chociażby biorąc pod uwagę, jak szło mu przejście do wyższego chodu, czyli do kłusa. Zdecydowanie jego właścicielka miała na niego dobry wpływ, a przecież głównie to się liczyło. Po paru minutach wyszła z karym na większe koło, pilnując jego ustawienia. W pewnym momencie usiadła w siodło, delikatnie się odchyliła, zaprzestała podążać za ruchem konia i jeśli to nie wystarczyło, by Colorado się zatrzymał, zastosowała jeszcze wstrzymujący ruch wodzy. Jeżeli zatrzymanie wyszło, pochwaliła karego głosowo i zastosowała sygnały do cofania. Dwa kroki w tył i od razu łydka, by ruszył stępem. Wyciągnęła komórkę z kieszeni i zerknęła na godzinę, sprawdzając, ile już się rozgrzewają. Stwierdzając, iż ogier powinien być już dostatecznie dobrze rozprężony, schowała telefon, rozluźniła nieco kontakt na wodzach, a w narożniku wewnętrzna łydka znalazła się przed popręgiem, zewnętrzna za, czyli sygnały do zagalopowania. Była przygotowana na wszelkiego rodzaju niespodzianki pod postacią brykania, zarzucania łbem i tym podobnych rzeczy. Po zagalopowaniu po prostu siedziała w siodle, dając ogierowi nieco luźniejszą wodzę i możliwość swobodniejszego galopu. W dowolnym dla niego tempie zrobili parę okrążeń, by odpowiednio rozgrzać go w tym chodzie.Colorado - 2013-03-17, 16:32 Powtarzanie ćwiczenia wywołało u niego małe znudzenie, ale też jednocześnie większe zaangażowanie w prace, by szybciej zakończyć ten proces. Z pewnością przyda mu się to ćwiczenie w przyszłości, jednak na razie miał takich rzeczy po chrapy w pysku ( ). Po parunastu minutach wpasował się w większe koło, pozostając w niezmiennym ustawieniu od mniej więcej początku treningu. Zdołał się już w miarę porządnie rozgrzać, oraz całkiem nieźle spienić. Na otrzymane sygnały do zatrzymania zareagował z lekkim opóźnieniem, acz poprawnie, dzięki czemu użycie wodzy było w tym momencie zupełnie niepotrzebne - Widać było znaczną poprawę między jego poprzednim, a teraźniejszym zachowaniem. Pochwała jedynie utwierdziła ogiera w jego świetności i zmobilizowała do dalszej pracy i starań - Dlatego też szybko załapał, o co chodzi z zatrzymaniem. Wykonywał już parokrotnie to ćwiczenie, jednak jeszcze w rodzinnej stadninie, tudzież raz na jego pierwszym treningu z Jessie, więc niewiele pamiętał. Na łydkę dodaną po wykonaniu paru kroków w tył zareagował natychmiastowo - Tym razem ruszył szybszym i elastyczniejszym stępem, jakby pokazywał brunetce swoją gotowość do ruszenia wyższymi chodami i pokonywania trudniejszych zadań. Nie trudno zgadnąć, iż karus w takim stanie niemal elektrycznie przeszedł do galopu w narożniku, wykonując wysokie i sprężyste foule. Tempo utrzymywał pośrednie, zatrzymując w sobie tą nutę niepewności, w końcu nie wiedział co teraz go czeka. Szyję starał się dogodnie wyciągać, by nie tylko wyglądać swobodnie, ale też się tak czuć.Noa - 2013-03-17, 16:33 Nie planowała zbytnio dzisiaj przemęczać karego, tak więc zdecydowała się, że dzisiaj poskaczą szereg oraz dwie przeszkody ułożone na skok wyskok. W każdym bądź razie po paru kółkach galopu, pół-wolta i odmienne ułożenie łydek, by ten zmienił nogę prowadzącą w galopie. Po tym na wprost nakierowała go na szereg. Pierwsza przeszkoda krzyżak szaro-niebieski 50cm, dwie foule czerwono-biała stacjonata 60cm, jedna foula i okser 70cm. Po tym na wprost, zmiana kierunku przez pół-woltę, zmiana nogi, cztery foule i dwa, beżowe krzyżaki na skok wyskok o wysokości 60cm. W wypadku najazdów jazda w pełnym siadzie, w miejscu wybicia mocniejsza łydka, pół-siad i oddanie wodzy. W razie jakichkolwiek problemów mocniejsza łydka, ewentualnie postukanie bacikiem o łopatkę. Każde prawidłowe przeskoczenie było chwalone głosowo. Jeśli ten chciał pobrykać, dała mu się nieco wyżyć, by spuścił nieco z pary. W razie jakichkolwiek błędów powtórzenie parkuru, by ten nie przyswoił sobie błędnego skoku, bądź najazdu.Colorado - 2013-03-17, 16:35 Po półwolcie zmienił nogę w galopie, po łuku wyjeżdżając w stronę ustawionego szeregu. Przed samymi przeszkodami znacząco przyspieszył, gdyż nie należały do najwyższych, toteż mógł sobie pozwolić na takie tempo. Przy skoku szaro-niebieskiego krzyżaka nawet się nie zawahał, samoistnie zostawiając nad nim niecałe 15 centymetrów zapasu. Po dwóch foule 60 centymetrowa stacjonata - Tutaj zadziałał nie mniej podobnie, przy lądowaniu z deka oddając z krzyża - Co było raczej znacznikiem uciechy rumaka. W końcu dziś nawet nie nastawiał się na żadne skoki, toteż miał powody do radości. Po cięższym lądowaniu wybił się z tylnych nóg niczym ze sprężyn, zawodowo baskilując nad przeszkodą. Na pierwszy rzut oka było widać, iż karus miał potężne serce do skoków. Talentu do tej dyscypliny mu Bozia nie pożałował, więc ogier traktował to jako... zabawę - Przyjemne z pożytecznym. Tym razem wylądował lżej niż poprzednio, co zazwyczaj dało się zaobserwować przy przeszkodach, których wysokość przekraczała mniej więcej 65cm. Po pokonanym szeregu na moment zgasł przechodząc do kłusa, dalej utrzymując niskie ustawienie. Można to było nazwać co najmniej złapaniem oddechu. Zaraz jednak skorygował się, potężnie wybijając do galopu na wprost. - Swoją drogą było to całkiem przyjemne odczucie dla jeźdźca,dla niejednego z pewnością - Jednak czy brunetka się do nich zalicza?
Następnie wyjechał półwoltę jednocześnie zmieniając kierunek i ponownie łapiąc równowagę w chodzie, zaraz po zmianie nogi. Po czterech foulach najechał na 60 centymetrowe krzyżaki skok-wyskok, z którymi nie miał większego problemu. Przepełniony energią porządnie wybijał z karku w górę, kończyny zbierając pod siebie. Zawsze dziwiło go to... Że żaden człowiek jeszcze nie pojął, iż wystarczy parę okazji do skoku, by uspokoić tą karą bestię. Noa - 2013-03-17, 16:37 Brunetka cieszyła się ze wszystkiego, co było oznaką współpracy, poza tym rzeczywiście odczucie przy takim "wyrwaniu" do przodu było całkiem przyjemne. Powtórzyła jeszcze raz parkur, chwaląc go głosowo za prawidłowe pokonanie i poprosiła stajennego o podwyższenie przeszkód. Krzyżak zmienił się w stacjonatę 70cm, stacjonata w okser 90cm, a okser w triplebarre o wysokości metra. Więcej nie zamierzała na tej jeździe skakać, tak więc pierwsza przeszkoda na skok wyskok miała 70cm, a druga 60cm. Na drugim treningu bardziej będzie się nastawiała na trening do zawodów klasy P, czyli i cięższy, dłuższy parkur, i przeszkody wyższe, bardziej skomplikowane, aczkolwiek miała jeszcze trochę czasu, tak więc nie zamierzała się spieszyć, by nie przeciążyć przypadkiem Colorado przed samymi zawodami. Ogółem, dzięki obserwacji Noa stwierdziła, iż wie, jak będą wyglądały treningi ujeżdżeniowe. Fakt faktem jeszcze dużo musiała się o karym dowiedzieć, ale trochę już go poznała, tak więc pierwsze wnioski może już wysuwać. W każdym bądź razie ze stępa (przeszli do niego, gdy stajenny podwyższał i ustawiał odpowiednio przeszkody) zagalopowanie i od razu dynamiczne tempo. Najazd na wprost, z pół-siadu do pełnego siadu i nieco więcej łydki, by dobrać odpowiednie tempo, by ten miał się jak wybić, aczkolwiek bez przesady, by przypadkiem nie wpadł na następną przeszkodę. W odpowiednim miejscu mocniejsza łydka, pół-siad i oddanie wodzy. Zaraz po stacjonacie podparcie łydką i powtórzenie pomocy by wybił się na okser, a po okserze ogółem bardziej skorygowany pomoce, gdyż triple barre wymagał nieco rozciągnięcia od ogiera. Po tym utrzymanie go w galopie, pół-wolta, odpowiedni sygnał do zmiany lotnej i na wprost na dwa krzyżaki na skok-wyskok. Przed nimi standardowe pomoce, aczkolwiek tu również pilnowała odpowiedniego tempa. Powtórzenie jeszcze raz parkuru, ewentualnie po raz kolejny, jeżeli pojawiły się jakieś błędy. Po tym przejście do kłusa, całkowicie luźna wodza by ten mógł się rozciągnąć. Dwa okrążenia w tymże chodzie, przejście do stępa, poluźnienie popręgu i rozstępowanie, a później do stajni.
ztColorado - 2013-03-17, 16:41 Eh no naprawdę nie mam siły na to odpisywać, zgubiłam wątek ._. W każdym bądź razie, przeszkody pokonał nienagannie, mimo ich dosyć dużej miary i wysokości. Był przystosowany do skoków, toteż nie trudno się dziwić. W chwili obecnej skupił się jedynie na przelatywaniu nad drągami, czy pokonywaniu cavalettii, dlatego mniej czy bardziej ważne elementy ujeżdżenia nie były dla niego istotne, wykonywał je poprawnie, jednak bez rewelacji (głównie z powodu zmęczenia userki). Nigdy nie przepadał za dyscypliną jaką było ujeżdżenie, więc wywiązywanie się ze swojego zadania traktował jako czyste skoki, bez zrzutek, oraz odpowiednie ustawienie i wykonywanie poleceń jeźdźca - Z czym nie miał większego problemu.
Po rozstępowaniu wyszedł z Noy, standardowo.
zt.Jackson - 2013-03-22, 20:36 Wprowadził na ten dość spory plac I So Bad, dając jej chwilę na zapoznanie się z nim. W końcu jeśli była ujeżdżeniowcem, mogła nie mieć częstego dostępu do tego typu miejsc. Parkur jako taki był ustawiony. Jack nie miał zamiaru go zmieniać. Było 5 przeszkód o wysokości max. 110 cm, co wystarczyło jak najbardziej. Z drugiej strony parkuru, były trzy przeszkódki przeznaczone do rozprężenia, o różnych wysokościach. Poklepał karą i staną obok jej, podciągając popręg, tak aby nie zjechał wraz z siodłem podczas wsiadania. Gdy skończył wsadził lewą nogę w strzemię i odbił się po to by chwilę potem znaleźć się już na grzbiecie konia. Gdy stała grzecznie- poklepał ją, od razu lokując nogi w strzemionach. Siedział na niej pierwszy raz, także nie miał pojęcia czego może się spodziewać, choć był podświadomie przekonany, że będzie ciekawie. Gdy kobyła wystartowała sam, systematycznie dążył, do zatrzymania jej, by ruszyła dopiero na jego znak. Był on konsekwentnym i stanowczym jeźdźcem, dlatego nie miał zamiaru odpuszczać,a do tego miał świetny dosiad, kształtowany niemalże przez całe życie, także ciężko było o upadek w jego przypadku. Choć nawet mistrzom zdarzają się niepowodzenia. Natomiast gdy ISB stała od początku posłusznie, dostała jeszcze pochwałę głosową i dopiero potem, chłopak wypchną ją z biodra, delikatnie impulsując łydką, tak aby ta ruszyła stępem. Na razie wodzę miał w pół napięte, aby dać karej rozstępować się swobodnie- chyba że sytuacja wymagała od początku rygoru- wtedy lejce były na kontakcie z pyskiem. Skierował klacz na wydeptaną ściankę, wiodącą wzdłuż płota. Od razu pilnował , aby tempo nie było zbyt wolne, ale także nie za szybkie. Miało być mocne i okrągłe, lecz stonowane. Prowadził ją przez jakieś 2/3 okrążenia w prawo, po czym zmienił kierunek, poprzez półwoltę kierując ją nadal po tym samym śladzie.I So Bad - 2013-03-22, 20:46 Bad to przebiegłe stworzenie, więc nigdy nie wiadomo, gdy cię zaskoczy. Ale co do jednego Jackson miał rację, będzie ciekawie. Bardzo ciekawie ;>. Zdradzić ci sekret ?
Stała posłusznie nie ruszając ku przodowi, szanowała jeźdźca i nie ignorowała jego impulsów, dlatego też ruszyła tylko wtedy, gdy dostała pomoce zapraszające do stępa. Krok był obszerny, powiem wielkie z niej bydle było, więc jako koń kryła sporo terenu.
Od razu bez problemowo weszła na kontakt, obniżając łeb i aktywnie zaczynając pracować grzbietem jak i szyją. Była doskonale ujeżdżona i jazda na niej była przyjemnością, ale jak zawsze musi być haczyk.
Taka jazda tylko dla zaufanych ludzi, więc Jacek sorry. Jackson - 2013-03-22, 20:58 Domyślał się, że tak bosko nie będzie przez cały trening, gdyż obiło mu się co nieco o uszy na temat Badzi i jej charakteru, ale nie na takich koniach się siedziało i nie z takimi pracowało. Miał jedynie nadzieję, że jakoś dojdą do wspólnego języka, ale to się okaże. Na razie nie wymagał od niej niczego, ale jeżeli ta już od razu weszła w ustawienie, podstawiła zad, to przecież nie będzie jeździł na wiszących wodzach, czyż nie? Zebrał je więc, wchodząc na kontakt z pyskiem klaczy. Po tej niedługiej rozgrzewce w stępie zaczął aktywną pracę dosiadem, ruszając partiami biodrowymi swego ciała, tak aby wspomóc kobyłkę w pracy. Łydki miał dociśnięte do boków konia, jednak ostrogi nie dotykały boczków, jeśli nie było takiej potrzeby. Mężczyzna miał dopracowany dosiad wręcz do perfekcji, zresztą co się dziwić, jak urodził się niemal w siodle. Poklepał karą za to hmmm, chwilowe (?!) posłuszeństwo. Raz na jakiś czas zafundował jej delikatną półparadę, która miała na celu skupienie uwagi zwierzęcia na jeźdźcu. Na razie nie mógł stwierdzić czy Badzia należy do wygodnych wierzchowców, choć zapowiadała się na komfortową "furę".
Po jakimś czasie zaczął dodawać niewielkie wolty w swej rozgrzewce, coby rozluźnić konia, do tego stopnia, aby mogli zacząć właściwą pracę. Podczas tych ćwiczeń naturalnie pracował dosiadem, starając się wygiąć bestię, za pomocą łydek. Nieco mocniej działał przy tym wewnętrzną łydką, aby ta owinęła się wokół niej. Zewnętrzna zaś, "cofnęła" się delikatnie w tył, by ta nie wpadała ani zadem ani łopatką do środka kółeczka. Wolty były wykonywane raz w lewą stronę, raz w prawą, aby nie zakręciło im się w głowach, oraz po to, aby sportowiec mógł się porozciągać i powyginać w obu kierunkach. Za każdą dobrze wykonaną woltę, była chwalona, co według Jacksona było bardzo ważne. Zawsze chwalił swoje konie, za każde, nawet najmniejsze sukcesy. Nie chciał jej zrażać do siebie, dlatego na pierwszej jeździe chciał być jak najbardziej delikatny, aczkolwiek pozostając przy tym stanowczym.I So Bad - 2013-03-22, 21:14 Cała rozgrzewka była dla Bad banalną wręcz sprawą, jednak była bardzo przydatna w pracy z akurat tym koniem. Zawsze po rozgrzewce kara robiła się lekka w pysku i jeszcze bardziej wygodniejsza pod siodłem.
Wolty i półwolty nie stanowiły dla niej żadnego problemu, poprawnie wykonywała każde ćwiczenie przyjmując pochwałę.
Czuła, że siedzi na niej doświadczony koniarz, w końcu nie popełniał błędów, które najczęściej dyskwalifikowały potencjalnych jeźdźców z jej grzbietu ;>.
Zamiotła ogonem, nadal aktywnie krocząc do przodu, radary mając bacznie nastawione ku przodowi.Jackson - 2013-03-22, 21:41 Jak do tej pory podobała mu się współpraca z tą niesamowitą istotą. Szczerze mówiąc, dawno nie współpracował z żadną klaczą. Cały czas zabierał na treningi ogiery, hmm. Czyżby Jack'a ciągnęło do chłopców? Ale w takim razie co z Jessie? Nie ważne, skupmy się na treningu.
Kobyłka owijała się wokół niego tak jak chciał, co podobało mu się. Była coraz bardziej miękka w pyszczku, co zapowiadało przyjemną jazdę, jednak co będzie to się okaże.
Po kilku woltkach, wjechał ponownie na ścieżce, na której nadal utrzymywał prawidłowe ustawienie. Kiedy wjechał na dłuższą część placu obciążył nieco bardziej wewnętrzną część ciała klacz, a także cofnął delikatnie zewnętrzną łydkę- ta wewnętrzna pozostała w tym samym miejscu co wcześniej. Chłopak solidnie angażował w pracę ruchy biodrem a tym samym dosiadem, aktywizując obie łydki, aby uzyskać pojedyncze ustępowanie od łydki. Skoro była ujeżdżeniowcem, trzeba było wykorzystać jej atuty do rozgrzewki. Po prawidłowo wykonanym ćwiczeniu dostała naturalnie nagrodę w postaci poklepania. Wrócił na ślad, na którym wypchał klacz z biodra adekwatnie do zakłusowania. Gdy panna przeszła w wyższy chód, chłopak kilka pierwszych kroków wysiedział, przyzwyczajając się rodzaju i sposoby poruszania się Bad. Następnie zaczął rytmicznie anglezować na zewnętrzną nogę konia. Jego czubek nosa, pępek i palce u stóp stanowiły pionową linię, także chłopak siedział prosto, a jego ręce były niezależne od reszty ciała. Prowadził karą dookoła wszystkich przeszkód, raz na jakiś czas przypominając Potworkowi o sobie, za pomocą półparady. Po kilku okrążeniach, wykonał obszerną półwoltę, zmieniając kierunek, nie zapominając także o nodze, na którą anglezował. Wykonał kolejne trzy/cztery okrążenia, pilnując prawidłowego ustawienia, zarówno u Badzi jak i u siebie. Po jakimś czasie wjechał na dość obszerną woltę, gdzie przysiadł w siodło, podążając teraz w kłusie ćwiczebnym. Utrzymywał stabilne tempo, nie pozwalając jej ani przyśpieszać, ani zwalniać niepotrzebnie. Na okręgu wyginał klacz, działając głównie łydkami i dosiadem. Z racji iż koniuch był wygodny, chłopak zdawał się być przyklejony do siodła. Z resztą trzymał się doskonale kolanami, do tego miał mocne oparcie na strzemieniu, co ułatwiało mu prawidłowy dosiad. Po kilku kółeczkach, wykonał ósemkę i zmienił kierunek podążania na wolcie. Zmieniła się także strona wygięcia kobyliska.I So Bad - 2013-03-22, 23:15 Czemu wokół moich postaci, sami geje ? O_o
Albo to Bad ich przyciąga , najpierw Ril, później Rob a na końcu Jackson .
Jakieś fatum nad nią zawisło.
Ustępowanie wykonała jak najbardziej prawidłowo, nie wypadając zadem ani żadną w łopatek. Parsknęła jedynie głośno na znak, że przyjęła pochwałę. Swoją drogą była to miła rzecz. ; )
W kłusie klacz zdawała się płynąc nad ziemią, ruch był płynny i akcentowany aż od samego ramienia po wyrzucany z impetem ku przodowi nadgarstek. Czarna kita z tyłu majtała się w rytm elastycznego i miękkiego kłusa. Podczas ćwiczeń na kole Bad skupiała się na sygnałach płynących od dosiadu, jednocześnie co jakiś czas przeżuwając wędzidło i pieniąc się tym samym na pysku.Jackson - 2013-03-23, 00:31 Widocznie Bad działa jak magnez.
Nie zmieniając tempa, ani swego położenia w odniesieniu do całego placu, ustawił nogi, adekwatnie do zagalopowania- wewnętrzna delikatnie leżała przed popręgiem, a zewnętrzna za nim. Chłopak wypchnął do tego klacz z biodra, wykonując nim charakterystyczny ruch do przodu, który nakłaniał ją do przejścia w wyższy chód. Pilnował przy tym, aby kara nie zadarła głowy i nie wypadła z ustawienia. Pozostał w dalszym ciągu na tej dość obszernej wolcie, aktywnie poruszał się w rytm kroków konia, od razu starając się wyczuć Ją i przyzwyczaić do chodu. Nadal starał się wygiąć delikatnie konia. Nie wymagał od niej dużo- jedynie minimalny łuk do środka, aby to wszystko miało ręce i nogi. Podpierał Badzie łydkami, coby nie zgasła mu, a szła aktywnie. Gdy występowały jakiekolwiek bryknięcia, fiknięcia, czy podobne rzeczy, wysiadywał wszystko, ewentualnie wykonywał delikatny półsiad, aby odciążyć kobyłę. Był przyzwyczajony do takich "wygibasów" w końcu posiadał takie cudeńko jak Casanova, który bez bryknięć i tej radości kilku miesięcznego źrebaka, nie potrafił egzystować. Jeśli jednak szła płynnie i czysto, pochwalił ją jeszcze raz- tym razem głosowo. Po kilku okrążeniach w galopie przeszedł do kłusa, spinając nieco mięśnie krzyża, jak i brzucha- głównie działając dosiadem- odchylił się do tyłu i "nacisnął" swą masą na zad ujeżdżeniowca, aby ta wstrzymała chód i przeszła w niższy. Na końcu dopiero zadziałał delikatnie wodzą.W kłusie, nie zaczynał anglezowania, gdyż trwał on dosłownie chwilę. Wykonał ósemkę, zmieniając sprawnie kierunek, po czym w podobny sposób co wcześniej zagalopował w przeciwną stronę, nadal pozostając na wolcie. Tym razem wymagał wygięcia w odwrotną stronę, nadal do środka koła.
Po kilku okrążeniach w tym chodzie, przytrzymał konia, sam siadając głębiej w siodło, odchylając się do tyłu, napinając brzuch i krzyż, aby Badzia przeszła do stępa. Jeżeli przez tą część treningu nie odstawiła żadnego numeru, poklepał ją obficie po łopatce chwaląc głośno.
-Dobra dziewczyna! Podobasz mi się już!- oznajmił jej po czym poluźnił delikatnie wodzę, dając jej rozprostować szyję i odpocząć chwilę, aby konisko się nie zajeździło tu i miało energię do dalszej pracy. Sam w tym czasie rozluźnił mięśnie, rozglądając się po parkurze i obmyślając już trasę. Jakoś nie miał dziś do tego głowy, więc przystał na spontanie- totalnym spontanie, ale podobno takie treningi są najlepsze.
Po upływie jakiś max. 10 min. pozbierał elegancko wodzę, wchodząc ponownie na kontakt, pracując chwilkę z pyszczkiem nad jego rozluźnieniem, oraz nad resztą ciała karej, po czym dał jej odpowiednią pomoc do zakłusowania. Jak na razie pozostał w tym chodzie. Naprowadził ISB na cztery drągi ustawione gdzieś w końcowej części parkury, pozostałe zapewne po jakiejś jeździe rekreacyjnej. Będąc już na wprost ich, starał się nakierować klacz na sam ich środek, odmierzając już z daleka kroki do pierwszej leżącej poprzeczki. Pilnował tempa, a także tego, aby dziewięciolatka nie wyłamała tej banalnej przeszkody, bo tak też mogło się zdarzyć. Kiedy nastąpiła już między pierwsze dwa drągi, chłopak uniósł delikatnie tyłek na podobę niewielkiego półsiadu, oddając jej nieco wodzy. Każdego drąga akcentował subtelnym muśnięciem łydki. Jeśli udało jej się prawidłowo pokonać tą sekwencję, poklepał ją chwaląc obficie, po czym naprowadził ją ponownie na ten specyfik.Noa - 2013-03-25, 20:47 Cóż, dzisiejszego dnia na parkurze ponownie znalazła się Noa i Colorado. Dziewczyna zatrzymała ogiera przy jednej z przeszkód, podciągnęła popręg oraz wyregulowała strzemiona. Wytok wzięty ze stajni przewiesiła przez jakiś stojak. Może będzie potrzebny, może nie...planowała zobaczyć, jak im pójdzie na dzisiejszym treningu. W każdym bądź razie po wymienionych wyżej czynnościach wsiadła zręcznie na karego, przytrzymując go delikatnie wodzami, jeśli próbował od razu ruszyć. Szybkie skorygowanie własnej sylwetki, luźna wodza oraz łydka do stępa, a także wypchnięcie z krzyża, by ten ruszył stępem.Colorado - 2013-03-25, 20:55 Przybył w to miejsce wraz z Noy, zatrzymując się posłusznie przy jednej z przeszkód. Podczas gdy ona kontrolowała sprzęt i tak dalej, ogier zwiesił luźno łeb i bawił się podłożem parkuru - O ile do niego dosięgnął. Bądź co bądź, skubał się po piersi. Ciężar jeźdźca, który wyczuł po krótkiej chwili zmusił go do skorygowania postawy i wczucia się w sygnały dawane przez dosiadającego. Nie trzeba było długo czekać, by powoli przeżuwający wędzidło karus ruszył przed siebie dosyć spiesznym stępem, zbierając się w okazałą całość, by nie być rozciągniętym na długość ściany.