Eva - 2018-01-14, 14:33 Eva do Irlandii przywiozła powiększoną stawkę koni do zaprezentowania. Standardowo wzięła Disaster oraz nowego konia Kinda. Zadbała o to, aby konie dobrze zniosły podróż i aklimatyzację w tymczasowej stajni. W dniu zawodów pojawiła się u ogiera, który chwilowo był dla niej zagadką w kwestii charakteru. Miała jednak nadzieję, że start będzie dla nich udany. W stajni udało się jej ogarnąć go samego, chodziło oczywiście o wyczyszczenie go i osiodłanie. Kolejno zaprowadziła go na rozprężalnie, gdzie przy drobnej pomocy luzaków powiedzmy w miarę sprawnie rozgrzała do zawodów. Szczególną uwagę przyłożyli do dużej ilości stępu oraz kłusa, a także powyginali się. Krótki czas spędzili w samym galopie, głównie po to aby się wyczuć. W końcu krążąc w stępie czekali na luzaka, który zaprowadził ich w kierunku bramek startowych. Mieli drobne problemy przed wejściem do środka, bo ogier podekscytowany był chyba startem i lekko szalał. Udało im się ostatecznie jednak wejść do środka, choć tam wcale nie było lepiej. Eva dokonała jeszcze ostatnich poprawek, przyjmując odpowiedni dosiad, obierając odpowiednią pozycję za szyją ogiera i pewnie łapiąc wodzę. W porównaniu do klaczy z którą startowała i była firstem, ogier był deadem więc zupełnie inna technika i inne zasady. Po otwarciu się bramek miał trudności z wypchnięciem go do galopu, dopiero ponowne cmoknięcie i bacik zachęciły go do wyskoczenia. Jednak ten delikatny spóźniony zapłon spowodował, że wyskoczyli jako jedni z ostatnich. Jednak jego technika i tak w sumie to przewidywała. Utrzymywała go w stałym tempie, które pozwalało im zachować energię na sam koniec wyścigu - ostatnią prostą.Scho Can Do - 2018-01-14, 16:03 Dla Scho również była to kolejna gonitwa, jednak nie mniej ważna niż wszystkie poprzednie. Poprzednio ścigał się z nowym jeźdźcem, a teraz czekał go jednak wyścig z właścicielką w roli głównej - ludzkiej. Tym razem na wyścig udali się aż do Irlandii do Cork, gdzie wraz z rudą arabką dotarł dość sprawnie. Zniósł za równo podróż jak i aklimatyzację w nowej stajni naprawdę dobrze, nie było się czym specjalnie przejmować. Jak się to objawiało? Bez przeszkód pokazywał obcym swoje różki, akceptując tylko właścicielkę i luzaków którzy przyjechali z Orchardu. W dzień wyścigu był dość mocno pobudzony i podekscytowany, bo wiedział z czym się to będzie jadło. Ogier lubił się pokazywać, to też ktoś kto go prezentował przed publicznością i trzymał przy fotkach miał nie lada zadanie. Z jednej strony się prężył i pokazywał, acz z drugiej nieco ogierzył na prawo i lewo w szczególności w kierunku innych ogierów. Był pięknie wyczyszczony i ubrany w swój sprzęt wyścigowy, gdzie po wszystkich prezentacjach i innych udał się na rozgrzewkę. Tam się porządnie rozgrzał do wyścigu, ale z zachowaniem sił na sam bieg. Nieco się opierał przed wejściem do bramki, ale w końcu został do niej wprowadzony. Przebierał nogami w podłożu, kulił uszy i furkał nerwowo w oczekiwaniu na otwarcie się bramek startowych. Mieli drobne problemy z wyjściem z brami, aczkolwiek ogier w końcu z niej wyskoczył pojawiając się na torze. Mimo że wyskoczył jako jeden z ostatnich, był naprawdę szybki i pokazywał to dopiero na koniec. Nadrabianie długości teraz mogło mieć dla niego fatalny finał na końcu, bo mógłby opaść wtedy z sił i nie dobiec w czołówce. Galopował energicznie przed siebie, ale nie pędził bo to nie był jeszcze jego czas.James Stocke - 2018-01-14, 20:25 A ona kiedyś zachowywała się jak należy? Znaczy no jak najlepiej, ale to chyba na jedno wychodzi. James przywykł do pracy z karą, jak i z końmi trudniejszymi. Podchodził do jej wybryków ze stoickim spokojem, upominając ją jedynie jak za bardzo przesadzała. W razie co w ostateczności wspomógł się jednym z luzaków, bo nie było zbyt dużo czasu na jej wybryki. No właśnie był tego samego zdania, że ich wyjście nie należało do najgorszych. Z racji techniki klaczy nawet było im to na rękę-kopyto. Kara dopiero pokazywała pełnie mocy na ostatniej prostej, gdzie potrafiła wykręcić zawrotne prędkości. Konkurencja była duża i silna, ale kto poddaje się od razu na starcie? Którego rywala? Z wieloma końmi ścigała się już kilkukrotnie jak Soul czy Blue, które swoją drogą były jednymi z największych ich rywali. Nie warto było też lekceważyć Hero, który też wyczyniał różne cuda. Większość jednak jej rywali z Orchardu była tej samej techniki co ona, przynajmniej James to zaobserwował na poprzednich wyścigach Dlatego też zacznie nimi się na poważnie przejmować im bliżej będzie ostatniej prostej. Kto był Firstem już ich wyprzedził, ale James wszelkie rozpędy klaczy od razu krótko-stanowczo hamował. Powinna wiedzieć że to jeszcze nie jej czas zdecydowanie nie jej czas. James nie dał się łatwo wygryźć z ich toru, wiedząc że klacz też na to nie pozwoli. Była jednym z większych jak nie największych tu anglików, co było warto wykorzystać. Jednak wiedział też że pędzenie jej na łeb na szyję nie ma sensu. Idąc za pewne łeb łeb z Soulem, który biegł po torze obok zaczęli zbliżać się do pierwszego zakrętu. Schował się bardziej za jej szyją, kuląc się nieco bardziej też na grzbiecie z nieco większym wypięciem zadka ku górze. Zwolnił ją też przed tym zakrętem, by spokojnie poprowadzić ją w nim po ich torze. Kara miała zachować swoje energiczne choć nieco wolniejsze na nim tempo oraz zawalczyć o utrzymanie toru. Po wyjściu na prostą uniósł się ponownie nieco w siodle, powracając jednakże do poprzedniej pozycji i wysyłając klacz nieco bardziej w przód. Chodziło oczywiście o to, by wróciła do tempa z poprzedniej prostej. Jednocześnie krótko spojrzał się na przeciwników, oceniając gdzie teraz są i czy im zagrażają.Kind of Magic - 2018-01-15, 10:02 Podróż do Irlandii nie była pierwszą i zapewne nie ostatnią wycieczką, w młodym życiu Kinda, którą koń zniósł bez większych problemów. Całkowicie wyluzowany opuścił przyczepę po kilkugodzinnej podróży i dał się wprowadzić do boksu, gdzie bezstresowo zajął się zajadaniem sianka. W podobnym stylu czas zleciał mu aż do rozpoczęcia zawodów, w który to dzień powitał w swym boksie dziewczynę, która zajmowała się nim przed rozpoczęciem podróży, w jej trakcie i zaraz po przyjeździe. Jako, że do tej pory z jej strony nie spotkało go nic niepokojącego, to zwyczajnie pozwolił dziewczynę na wszelkie zabiegi, którym chciała go poddać i podobnie grzecznie zachowywał się podczas siodłania i ostatecznego wyprowadzenia na rozprężalnię. Miał dziś bardzo dobry humor, świetnie się czuł i był w doskonałej kondycji, dlatego też Eva faktycznie mogła mieć dobre przeczucia jeśli chodzi o wspólny start. Co jednak stanie się podczas biegu.. tego nie wie nikt.
Wejście do bramki nie poszło tak sprawnie jak powinno głównie ze względu na inne konie, które znajdowały się obok niego i które same z siebie szalały. Młodemu karusowi udzieliło się takie podejście i dlatego luzak musiał zakręcić z nim dwa czy trzy kółka, po których Magic w końcu pozwolił wprowadzić się do bramki. Uszy położone miał po sobie, dyszał ciężko, a gdy wejście otworzyło się, faktycznie trochę zaspał, by w chwilę później, przy perswazyjnej pomocy bacika, rozbudzić się i wypruć naprzód, za zadkami innych koni. Kontrolowany przez Ewę utrzymywał się w stałym tempie, radary stawiając przy tym na sztorc i w pełni skupiając się na przebieraniu nogami.Eight Belles - 2018-01-15, 19:27 Kara rozpędziła się do pożądanej przez jej jeźdźca prędkości, a jej masywność i wysokość pozwoliła jej ograniczyć ilość kroków, gdyż po prostu były ciut mniejsze. Oczywiście, próbowała przyblokować pozostałych i utrzymać swoje miejsce w grupie, jednak była przygotowana na ewentualne niepowodzenia, w końcu mieli początek gonitwy, a ona sama nie miała zamiaru jeszcze pędzić na łeb, na szyję. Wystarczyło jej, że obecnie znajdowała się w dość dobrej pozycji i takie miejsce miała zamiar przez jakiś czas zachowywać.
Przed zakrętem klacz zwolniła z lekka tempo, również dostosowując je do prowadzących i powoli zaczęła balansować ciałem, by każdy krok był odpowiednio wyważony i nie blokował jej swobodnego ruchu po łuku. Jednocześnie pilnowała, by nikt nie próbował zajechać jej drogi po wewnętrznej, a również próbowała nie dać się zblokować do bandy.
Wychodząc z zakrętu stopniowo zaczęła powracać do swojego poprzedniego tempa, choć jeśli konie z przodu je zwiększyły, to ona nie miała zamiaru pozostawać dłużna, w końcu mogłoby się to skończyć na tym, że byłaby ostatnia, a mimo jej siły nie można było być pewnym, że w odpowiednim momencie zdoła nadgonić grupę. Nie zwracała też większej uwagi na rywali, poniekąd mogli być oni dla niej zgubni i próbować prowokować ją do zwiększenia tempa tylko po to, by stracić więcej sił.Mistrz Gry - 2018-01-15, 20:27 Szybki start umożliwił NPC3 zbliżenie się do wewnętrznej krawędzi toru i objęcie prowadzącej pozycji do spółki z Disaster Response. Na dalszych, jednak równie dobrych pozycjach uplasowały się NPC1, NPC2, NPC4 i Daiquiri, które na ten moment nie wykazały między sobą większych różnic. Niemal równolegle biegły z nimi pozostałe konie nie licząc Scho Can do i NPC5, które przez zły start lekko odstały, co nigdy nikomu nie działało na korzyść. Póki co jednak było można mówić jedynie o wyraźnej przewadze dwóch pierwszych koni, a cała reszta mogła ulec zmianie tuż za rogiem...
Przed końmi pierwszy zakręt i wyjście na przeciwległą prostą.Eva - 2018-01-15, 23:29 Jak na razie plasowały się na czołówce stawki, biegnąc niemal łeb w łeb z koniem NPC3. Eva jednak miała świadomość, że to był początek wyścigu i jeszcze wszystko się może zmienić. Wiedziała że prócz biegnącego obok nich konia, były jeszcze ciutkę dalej równie twardzi i mocni konkurenci oraz ci co zamykali grupę. Jednak przed nimi jeszcze dwa zakręty i dwie proste, które mogły acz nie musiały im pomóc w dzisiejszym biegu. Los bywa taki przewrotny. Szybko zbliżyły się do pierwszego zakrętu, więc trzeba było się do niego przygotować. Eva mocniej skuliła się za szyją klaczy, wypychając zadek bardziej ku górze. Pewniej złapała wodzę, działając nimi znacząco na klacz by ta lekko zwolniła do zakrętu. Postarała się też o to, by klacz zawalczyła o zachowanie swojego toru i nie została przyblokowana/zepchnięta przez inne konie. Odpowiednio ją obciążyła podczas wyjeżdżania zakrętu, tak aby pokonali go w równowadze. W końcu się bezpiecznie się pojawiły na przeciwległej prostej, wyjeżdżając bezpiecznie zakręt. Już na samym jej początku klacz do mocniejszego tempa, a konkretniej do tego z poprzedniej prostej. Sama kobieta podniosła się ponownie w siodle, patrząc na tor przed nimi po którym prowadziła łaciatą.Liam - 2018-01-16, 00:17 Kolejna okazja do wystartowania w gonitwie spadła mu z nieba, dość dosłownie, ponieważ jego siostra potrzebowała wsparcia, by wszystkie jej cztery konie mogły wystartować, Liam nie miał zamiaru narzekać, choć wolałby konia znać, ale z żadnym z całej czwórki nie miał jeszcze tej przyjemności. Postanowił się mocno postarać, dlatego też cały czas na miejscu starał się krzątać wokół Baśka, stopniowo się z nim zapoznając, innymi słowy próbował się podlizać.
Niestety czas gonitwy zbliżał się wielkimi krokami, toteż mężczyzna szybko ogarnął siebie, po czym przeszedł od razu do siodłania ogiera, wspomagając się przy pracy luzakami, których i tak trzymał nieco na dystans, choć on nie był z tych, co odmawiali takowej pomocy, jednak jego siostra pewnie urwałaby mu łeb, ona sama wolała się wszystkim zajmować. Mimo to Liam był przepełniony dumą, ponieważ oporządzanie i siodłanie poszło mu w tempie ekspresowym, o ile ogier nie sprawiał mu większych trudności.
Rozgrzewkę rozpoczęli na torze, Hiszpan dołożył wiele starań, by była ona odpowiednio rozciągająca, kręcąc koła, od tych obszerniejszych, do tych całkowicie małych, zmieniał chody ze stępu na kłus i odwrotnie, często wchodził z ogierem na łuki, a za każde dobrze wykonane ćwiczenie chwalił Basha, w końcu to on tu grał pierwsze skrzypce.
Wprowadzanie do boksów startowych nigdy nie należało do przyjemności, jednak od tego się wszystko zaczynało. Trzeba było znieść luzaków, którzy często nieostrożnie wprowadzali konie, przy czym robiło się sporo zamieszania i protesty. Wiadomo, Liam dzisiaj pierwszy raz jechał na karoszu, to też nie miał pojęcia czego mógł się po nim spodziewać, wolał być przezorny, lepiej się go trzymać, niżeli już miałoby się coś dziać. W samej bramce doprowadził się do porządku, posprawdzał na ostatnią chwilę wszystkie rzeczy, uspokajał też Basha, emanował ekscytacją, ale też jakimś takim spokojem, typowym dla Liama.
Po otworzeniu bramek, wysłał ogiera mocno do przodu, pracując dłońmi i dosiadem, przyjął pochyloną, odciążającą pozycję i jak zwykle nie wspomagał się żadnymi cmokaniami, słowami, czy innymi dźwiękonaśladowczymi rzeczami. Wyszli niemal na końcu, jednak ważne było, że się udało, co już Liama ucieszyło. Sprowadził ogiera do grupy, tak by nie biec mocno od zewnętrznej (nie wiem, gdzie mają bramkę, bo teraz się okazało, że tam też nas nie ma), byłoby to dość niezwyczajne widowisko, ale jednak całkowicie zbędne w tej gonitwie. Starał się nadrobić z ogierem do grupy i jednocześnie znaleźć swoje miejsce w stawce.Aiden Craven - 2018-01-16, 15:12 W niedalekiej perspektywie wejścia w zakręt, Aiden zaczął stopniowo wytracać tempo galopu, co wynikało nie tyle co z jego działań, co z zachowania grupy koni. Chyba nikt nie był na tyle głupi, by wejść w zakręt w pełnym galopie, a że blondyn zajmował swoje miejsce z Soulem w środku, a nie na czele grupy, miał ułatwione zadanie. Zadbał jedynie o właściwy balans ciałem, tak by nie prowokować konia do zejścia na zewnętrzny tor. Jednocześnie upatrywał potencjalnej okazji do zajęcia lepszego miejsca, co wynikało przede wszystkim z dbania o swoją pozycję, choć jak zaważył, na razie była ona bardzo wygodna. Po pokonaniu zakrętu Aiden umożliwił karemu powrót do poprzedniego tempa, a właściwie pozwolił mu je nawet lekko podkręcić celem utrzymania stałej odległości od konkurentów z czoła stawki, bowiem utworzenie sporej przepaści byłoby zwyczajną głupotą. Co więcej, tym sposobem miał szansę "pozbyć" się konkurenta, któremu dosłownie siedział na ogonie, choć biegł po równoległym torze. Mowa oczywiście o NPC3, który usiłował objąć pozycję w samym środku,przy odrobinie szczęścia dla Aidena nieskutecznie, co oczywiście nie oznacza, że nagle porzucił technikę swojego konia; po prostu wykorzystywał lekko spóźniony start konkurenta.Bashayer - 2018-01-16, 16:52 Całą podróż do Irlandii zniósł bardzo dobrze i dość szybko zaaklimatyzował się w nowej stajni. Nie znał Liama, ale miał dość pokojowe nastawienie do ludzi i chętnie dawał się rozpieszczać smakołykami i innymi grzesznościami. Niemniej w trakcie czyszczenia jak i opieki ze strony brata właścicielki lub pomocy luzaków był grzeczny i cierpliwie znosił wszystkie zabiegi pielęgnacyjne, a także samo siodłanie.
Gotowy do wyjścia ze stajni razem z Liamem udał się na tor, gdzie rozpoczęli od rozgrzewki mającej za cel przygotowania konia do gonitwy i odpowiednie rozgrzanie przed startem. Arab był grzeczny i w pełni skoncentrowany na jeźdźcu, czasem tylko odezwał się głośnym rżeniem lub wyrwał do przodu próbując narzucić mężczyźnie swoje tempo.
Niestety nie wszystko mogło być takie kolorowe jak do tej pory przy wchodzeniu do boksów karosz pokazał w końcu rogi i zaczął się nerwowo cofać do tyłu. W pewnym momencie zadębował i dopiero po kilku kółkach stępa pozwalających mu ochłonąć, wciąż z trudem wszedł do środka.
Denerwował się i czuł rosnące podekscytowanie, przednią uporczywie grzebiąc w podłożu. Głównie przez to orz panujący chaos spóźnił się z wyjściem z bramki tuż po tym jak padł sygnał do galopu. Od samego początku odważnie idąc galopem wyciągał nos do przodu i próbował ustawić się gdzieś w środku stawki.
Dobrze przygotowany kondycyjnie, musiał tylko utrzymać stałe tempo i na samym końcu zaatakować, w momencie, w którym konie, które teraz budowały dystans zaczną opadać z sił. Skoncentrowany na biegu nie odpuszczał i gonił resztę jednocześnie mając na uwadze również Liama, który z pewnością będzie udzielał mu cennych wskazówek.Soul Eater - 2018-01-16, 18:32 Zbliżając się do zakrętu, zaczął wytracać swoje tempo, aby nie wpaść w niego z niebezpieczną prędkością. Reszta koni też zwalniała, więc było mu o tyle łatwiej, bo nie tracił do żadnego z koni zbyt dużego dystansu. Jeśli zostałby za bardzo w tyle, to mogłoby się to różnie skończyć. Po wyjściu na prostą ponownie przyspieszył, biegł nawet szybciej, by przegonić konia, któremu najbardziej siedział w tym momencie na ogonie. Nie używał do tego pełni swoich sił, starał się do tego podejść bardziej stopniowo uważając, że tamten podczas próby uciekania straci tych sił jeszcze więcej i w końcu może odpuści. Starał się trzymać stałą odległość , by od reszty biegnących koni nagle nie zaczęły dzielić go kilometry. Wykorzystywał przy tym swoje doświadczenie, oraz fakt, że miał dobrą kondycję. Ciężko było go zmęczyć. Mocno wbijając kopyta w ziemię wyrzucał nogi mocno do przodu, robiąc przy tym szerokie susy. Mało wysiłku, a pokonywał dzięki temu spory dystans. Nie zapominał przy tym o swojej technice. Dalej mimo wszystko trzymał się z tyłu.Delfinek - 2018-01-16, 19:27 Dla Delfina to kolejny wyścig, podobnej rangi jak ten z jej ulubieńcem, lecz bedącym jeszcze wiekszych wyzwaniem - Thunder w koncu nie do końca znała. Pozwoliła sobie na deczko dłuższe czyszczenie i rozgrzewkę, by pozwolić sobie na przyzwyczajenie się do klaczy, jak i klaczy do niej.
Po solidnym rozgrzaniu wprowadzono obie do bramki, gdzie Delfin nasunęła solidnie okulary na oczy i schowała się za szyję klaczy, łapiąc garstkę grzywy w palce pomiędzy wodze.
Ruszyli, znów słaby start. Znów skierowanie klaczy bliżej środka, jak tylko się dało i próba wyprzedzenia kompanów o podobnie słabym starcie, jednocześnie starając się nie nadszarpnąć sił klaczy. Lekkie smyrnięcis batem, przesuniecie nadgarstków a jeśli udało się wyprzedzić o pół długości ustaliła stałe tempo - aktywne, lecz nie mordercze.
//wybaczcie ze krótki ale pisany w pociągu//Disaster Response - 2018-01-16, 23:23 Dis biegła niemal machinalnie, dostrajając swoją prędkość do wymagań jeźdźca, ale też i do grupy. Blokowała rywali za sobą i starała się wodzić za nos, co by zachęcać pozostałych do przedwczesnego, wzmożonego wysiłku. Zbliżając się do zakrętu, zaczęła stopniowo wytracać tempo, uważając, by odpowiednio stawiać nogi i balansować równomiernie ciałem, aby w trakcie wyjazdu łuku nie wypaść z zakrętu. Zaczęła obciążać mocniej jedną stronę, sprawiając, że sama była dla siebie podporą. Starała się również nie przyklejać w kierunku bandy, ułatwiłaby tym samym ewentualne wyprzedzenie innej parze, a jak wiadomo nie tego by teraz chciała.
Wyjeżdżając z zakrętu zaczęła ponownie zwiększać tempo, do tego, które starała się zachować przed zakrętem. Była jeszcze naładowana energią, w końcu powoli była przyzwyczajana do trzymania siły w swojej technice. Teraz potrzebne jej były pokłady każdej energii, byleby tylko utrzymać się na torze.Eviline - 2018-01-17, 00:38 Ev nie popędzała ogiera, przed pierwszym zakrętem liczyło się dla niej zgranie rytmu i dopasowanie ze swoim podopiecznym, tak by dalsze etapy wyścigu przebiegały spokojnie, w końcu wszystko zawsze miała w głowie rozplanowane, a i tak wychodziło coś innego i w końcu trzeba było iść na żywioł, ale starała się również być rozsądna i umiejętnie prowadzić Hero po torze.
Przed zakrętem zaczęła spokojnie i stopniowo wytrącać tempo, uważając, by jej ogier odpowiednio się zachowywał, choć wiedziała, że on i tak jest zaaferowany swoją teraźniejszą pracą, więc nie da się łatwo wytrącić z równowagi przez inne konie.
Wchodząc w zakręt, zmieniła swój dosiad, pamiętając o równoważnym dociążaniu jednej strony z balansowaniem ciałem w momentach, w których ogier mógł nieco wybijać. Ev za każdym zakrętem, na każdej gonitwie robiła to dokładnie, może i nie wątpiła w swoje umiejętności, jednak wolała być ostrożniejsza, pewność siebie bywała zdradziecka.
W drugiej części łuku, zaczęła zachęcać ogiera do zwiększenia tempa, powracając tym samym do poprzedniego, a nawet powoli szukać czegoś lepszego, o ile znajdowało się blisko, jeśli wymagało to jakiegoś przesunięcia po torze, czy między końmi, nie widziała problemu, dopóki było to bezpieczne.Thunderhead - 2018-01-17, 00:40 Dla Thunder to był kolejny wyścig, kolejny w jej karierze. Jak na razie bezbłędnie szła naprzód, osiągając krok po kroku swój cel. Znała się z Delfinem z jednym z wyścigów, gdzie startowały już razem i wylądowały na najwyższym miejscu na pudle. Można powiedzieć że miały wtedy udany start, więc oby ten też taki był. Dobrze zniosła podróż do Irlandii i w zgodzie z drugim stawkowym koniem kobiety - Scho. Bez trudu zaaklimatyzowała się w nowej stajni, by w dzień zawodów tryskać energią i entuzjazmem. Ciepło powitała kobietę pod swoim boksem, by dać się porządnie wyczyścić i osiodłać. Wkrótce potem wylądowały w miejscu do rozgrzewki przed startem, gdzie solidnie się rozgrzały i przygotowały do wyścigu. Ich wejście do boksu na szczęście obyło się bez większych problemów, a w środku klacz przebierała kopytami o podłoże, kuliła uszy i nerwowo fukała. Podekscytowanie i nerwy nie wpłynęły na nią dobrze, bo z opóźnieniem wyskoczyła z bramki startowej. Po zrobieniu wielkiego susa w przód, klacz od razu przeszła do energicznego galopu. Zeszła przy tym bliżej środka, starając się nadgonić nieco stawkę. Jednak nie zamierzała przesadnie lecieć na łeb na szyję, bo musiała zachować energię i siłę na koniec.