To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Czworobok - Czworobok duży trawiasty

Otello - 2017-05-28, 13:16

Przeszedł do stępa w ramach zarządzonej przez Sugarmana przerwy. Nie czuł się jeszcze zmęczony na tym etapie, w końcu ledwie poczuł właściwy kierunek dzisiejszej pracy, ale mimo to przerwa nie wpłynęła na niego negatywnie, rozpraszając czy stresując go. Pozostał dość luźny, krocząc przed siebie niósł łeb nieco ponad wysokością kłębu, na swobodnie rozprostowanej szyi.
Po skończonej przerwie podniósł się z powrotem i szastnąwszy krótko ogonem, płynnie przeszedł do energicznego kłusa. Chwilę zajęło mu wrócenie do wcześniejszego rozluźnienia, jako że miały na nie wpływ wszelkie bodźce z otoczenia, na które Otello był (nad)wrażliwy. Tak samo Aaren musiała uważać na siłę, z jaką operowała poszczególnymi pomocami, bo ogierowi naprawdę nie trzeba było wiele, zarówno jeżeli chodzi o pomoce aktywizujące, wstrzymujące jak i te, które odpowiadały za ruch w bok. Stąd też musiała być bardzo precyzyjna, i o ile ten warunek został dopełniony, zadane przez Luke'a ćwiczenie prawdopodobnie wyszło tak, jak należy. Otello mimo młodego wieku i efektownych chodów, stosunkowo dobrze radził sobie z panowaniem nad swoimi odnóżami oraz równowagą, choć wyraźnie ciężej było mu na mniejszych średnicach, co zresztą było zrozumiałe.
Przed przejściem do wykonywania tych samych ćwiczeń na drugą stronę, parokrotnie przeszedł do stępa by ponownie zakłusować. Nie spodobała mu się trudność powstała podczas tych ćwiczeń, więc coraz częściej machał ogonem i gryzł wędzidło, co miało miejsce również w przypadku kół wykonywanych w drugą stronę, choć ta - załóżmy - była tę lepszą ogiera.
Dopiero po przerwie w stępie i następującym po niej zagalopowaniu z powrotem odpuścił, trochę schodząc z tonu. Nie szedł mocno do przodu, wręcz przeciwnie, mimo dużej i okrągłej foule był wyczuwalnie wycofany, jakby nie był pewien swego ruchu.

/Tak bardzo kupa :x. Ale już nie chciałam dłużej blokować.

Luke - 2017-05-30, 01:13

/będzie krótko i beznadziejnie bo padam ;_;

Brunet nieznacznie zmieniał miejsce z którego obserwował parę, chodząc niespiesznie zwykle wzdłuż długiej ściany czworoboku aby w danym momencie mieć najbardziej dogodną pozycję do śledzenia poczynań Aaren i jej wierzchowca. Nie za bardzo mógł dojść, co przestało leżeć gniadoszowi że aż się zaczął z tym obnosić, nie podejrzewał bowiem, że poszczególne ćwiczenia w takiej a nie innej konfiguracji mogą swoim umiarkowanym stopniem trudności wpłynąć na irytację ogiera, bowiem wydawało mu się, że nie są to rzeczy ponad jego miarę a i średnica koła, do której finalnie dochodziła brunetka podczas zmniejszania z jego perspektywy nie wydawała się za mała. Przyjrzał się więc trochę uważniej koleżance by zaraz krótko przemówić.
- Kiedy się denerwuje, upewnij się, że nie przytrzymujesz go żadną zblokowaną częścią ciała. Łydka wewnętrzna działa, okej, ale nie jednostajnie, zawsze musi mu dawać oddychać. (Niech się chłopaczyna czegoś może uczepić :lol: ) - Zaraz zdenerwowanie Otella jakoś uszło jednak pojawił się nowy problem w postaci wyraźnego wycofania w galopie. - Postaraj się bardziej otworzyć biodrem, nie możesz mieć zblokowanycch stawów bo to znacznie utrudnia mu robotę. Postaraj się bardziej akcentować ruch naprzód, wyobraź sobie, że wypadkowa twoich pomocy powinna odchodzić od linii równoległej do podłoża o jakieś 30 stopni w górę, daj mu długą ścianę albo łuk dużego koła na wyraźniejszą komendę "idź" a krótsze ściany lub zmniejszone łuki wykorzystaj do większego dociążenia zadu, pamiętaj o półparadach i podtrzymaniu impulsu! Postaraj się go bardziej rozbudzić ale niech to będzie z myślą o obudzeniu na Twoje działanie a nie po prostu na bieganie. Jeśli będzie oporny na przejścia tylko w ramach galopu, zacznij od przejść galop-kłus, tak będzie mu łatwiej zgrać się z pomocami w tym wyższym chodzie. W międzyczasie możesz wprowadzić krótkie przerwy na sam kłus, nic się nie stanie jak powoli i po troszku zaczniesz jeździć ćwiczebnym, przykładowo raz na jakiś czas woltę, tylko pamiętaj, żeby dosiadem go nie zamykać, bo zblokuje plecy. Generalnie nie bój się też improwizować na miarę jego możliwości. - Tutaj puściłby jej koleżeńskie oczko ale zapewne bardziej była skupiona na koniu niż na nim, w takim przypadku rzucił jeszcze tylko "Broda do góry!" mając na myśli rzeczywiście uniesienie podbródka, coby cała postawa dziewczyny była bardziej prawidłowa.

Unexpected - 2017-05-30, 23:09

Jessie napisał/a:
[...]


Poruszając się nadal kłusem zebranym, zjechali pod długą ścianę. Tam mniej więcej w jej połowie - na wysokości S, spróbowali zaraz nowego elementu w ich układzie. Faktycznie zrobienie łopatki do wewnątrz nie powinno być dla niego super trudne, bo przecież był wytrenowany i znał już takie elementy. Unex wygiął się zgodnie z pomocami od kobiety odwrotnie do kierunku ruchu, tylne nogi zostawił na linii prostej na śladzie. Natomiast przednie poruszają się równolegle do tylnych na osobnej ścieżce, mniej więcej na jeden krok po linii prostej. Poruszał się idealnie po trzech śladach, gdzie największą pracę robiła tylna wewnętrzna noga. Dojeżdżając do V zaczęli półwoltę do L, korzystając z wcześniej wypracowanego ustawienia. Kończąc ów ćwiczenie wrócili ciągiem z powrotem na ścianę, gdzie ogier krzyżował przednie i zadnie nogi z jednoczesnym ruchem w bok. Wracając na ścianę naprostował się i pojechali dalej na wprost kłusem zebranym. Po wyjściu na drugą długą ścianę powtórzyli te same ćwiczenia, które wykonali przed chwilą. Czyli parę metrów łopatki do wewnątrz, potem półwolta i z niej ciągiem na ścianę. Faktycznie ogier był już dość zmęczony, ale był wstanie jeszcze spokojnie dalej pracować. Nikt tu nie narzekał na wymagania, a raczej chyba się cieszył. Pojechali w zebraniu przez krótką ścianę, by wyjechać zaraz na długą przekątną. Tam bez zająknięcia przeszedł do kolejnego ćwiczenia, wyciągając kłus na przekątnej. Mocniej wchodząc zadem pod kłodę, zaczął harmonijnie poszerzać swoje ramy i wysunął przy tym nos w przód. Zaraz jednak przygotował się do kolejnej zmiany, by powrócić do kłusa zebranego. Pojechali kolejno do połowy krótkiej ściany czyli A, by w niej się zatrzymać. Przygotowany odpowiednio przez kobietę dał radę zrobić to poprawnie, by wytrzymać w pełnym stój około 5s. Kolejno cofnął się równo cztery kroki w tył, by potem od razu ruszyć stępem naprzód. Krótki odpoczynek w stępie pośrednim, gdzie parsknął z zadowoleniem na pochwały od właścicielki. Następnie zjechali na krótką przekątną KB, by z B ponownie wrócić na ścianę przez przekątną BH. Tam ogier z nie jaką radością przyjął możliwość odsapnięcia w luźniejszym ustawieniu, by po powrocie na ścianę jednak wrócić do poprzedniego. Dojeżdżając kolejno do C mieli ponownie zagalopować na prawa nogę. W zebraniu pojechali wzdłuż ściany, by w P zjechać na pół woltę do V. Podczas tej pół wolty otrzymał wewnętrzną wodzę na trzy-cztery kroki, ale nie posypał się przez to w ustawieniu. Dalej wrócili na ścianę i pojechali w zebraniu jakieś dwanaście metrów i odbili na przekątną EM. W jej połowie wykonali lotną zmianę nogi, co wyszło im dość poprawnie. Zmienili tym samym kierunek, a na długiej ścianie HK mieli wykonać wyciągnięcie galopu. Wykonując je tak samo jak w przypadku kłusa, by wrócić na krótką ścianę i skrócić się do galopu zebranego. Kolejno niczym w odbiciu lustrzanym wyjechał na przekątną FE, gdzie znowu wykonali lotną zmianę nogi. Dojeżdżając kolejno do C przeszli do kłusa zebranego, by w nim pojechać wzdłuż płotków. W połowie długiej ściany zeszli ponownie na koło o średnicy dwudziestu metrów, gdzie zachowując pełną równowagę i harmonię zszedł za kiełznem łbem w dół i przód - wykonując żucie z ręki. Potem powrócił do poprzedniego ustawienia i już roboczym kłusem pojechali wzdłuż ściany, by w A zjechać na linię środkową. Tam zgodnie z oczekiwaniami się zaraz zatrzymał, by ponownie ruszyć stępem i po rozstępowaniu wrócić do stajni.

z.t

Delfinek - 2017-06-06, 20:11

Przyprowadziła Grand na pusty czworobok. Ostatnia para właśnie opuściła jego teren, dlatego Delphine bez problemów korzystając z dobrej pogody wybrała właśnie to miejsce. Podprowadziła klacz pod stołek, gdzie wpierw dopięła do końca popręg, ustawiła odpowiednio strzemiona i trzymając klacz za kłąb i grzywę, weszła na stołek sprawnie ją dosiadając. O ile klacz stwarzała jakieś problemy, to Delphine siłą perswazji zwaną silnym trzymaniem i ogromną sprawnością fizyczną ją powstrzymała. Po wsiąściu przełożyła delikatnie bat do odpowiedniej ręki i wzięła pysk klaczy na lekki kontakt. W nim wprowadziła ją w rankach na teren czworoboku, gdzie od razu skręciła nią na lewo prowadząc po kole w stępie. Nie pozwalała jej na przyśpieszanie czy zwalnianie, narzucając od razu w miarę aktywne tempo. Poświęciła samemu stępowaniu dobre 15 minut, gdyż nie ukrywajmy, że pogoda sprzyjała rozgrzewaniu się koni. Od razu po okręgach w stępie poprosiła klacz o kłus lekką łydką i wypchnięciem z krzyża. Bacika nie używała, o ile nie było to konieczne, a mam nadzieję, że przy takich czynnościach nie było.
W kłusie zebrała jej nieznacznie kontakt, dodatkowo wspierała ją na narożnikach. Zamknęła jej rękę, nie pozwalając na machanie łbem w tą i tamtą, gdyż czekała je dziś doprawdy ciężka praca. Delphine od razu narzuciła sobie pomysł na trening, w szczególności, że dawniej ujeżdżenie było jej główną dyscypliną, teraz, kiedy więcej pracuje w wyścigowcami zeszło ono na boczny tor.
Trzymała ją w stałym, roboczym kłusie przez kolejne 10 minut, finalnie przechodząc do samego setna - wjechała nią na środek czworoboku i zaczęła kolejno wyjeżdżać najróżniejsze wolty. Pracowała na razie w kłusie anglezowanym, ażeby grzbiet klaczy nie był zbyt przeciążony na początkowym etapie współpracy. W późniejszym czasie, dokładniej po wyjechaniu wolty na 12 metrów szerokości przeszła w pełen siad. Dodała klaczy lekką łydkę i poprowadziła znów na ścianę, tym razem w drugim kierunku następnie posyłając jej delikatną półparadę. Po niej wypchnęła klacz z krzyża, dodała do tego kolejną aktywizującą łydkę i gładko zebrała kontakt. Zablokowała dłonie starając się trzymać pysk klaczy w odpowiednim zebraniu. Drobnymi ruchami dosiadu i łydek oraz pracą kontaktu kontrolowała jej chód, w tym pracę zadu czy odpowiednie, aktywne tempo. Nie zależało jej na śpieszeniu się, lecz dokładności, której od ujeżdżeniowców szczególnie trzeba wymagać. Na narożnikach wspierała łuk klaczy wewnętrzną łydką, natomiast wszelkie wypady zadu czy też tylnej nogi korygowała delikatnymi muśnięciami bata. Nie biła koni i wszelkie próby robienia tego przez inne osoby próbowała zakończyć, choć oczywiście czasami nie nadążała reagować w porę. Z tego pewnie względu pracowała w przeszłości w wieloma agresywnymi a w tym bojaźliwymi końmi.

Aaren Wayford - 2017-06-09, 20:25

Pomoce starała się stosować jak najsubtelniej tak, aby nie naciskać nimi na Otella i jednocześnie zbyt mocno go nie wstrzymywać. We wszystkim starała się mieć umiar, odpowiednią delikatność i precyzję. Otello podobnie jak jego przodkowie wywodzący się od Bad byli bardzo wrażliwi pod jeźdźcem, co jednocześnie było ogromną zaletą, którą jednak należało odpowiednio wykorzystać.
- Staram się siedzieć jak najbardziej luźno, może to po prostu te zbyt długie przerwy od jazdy konnej.- ostatnio miała mniej czasu na wsiadanie na Otello, wcześniej przecież wykluczył ją z treningu na pełen miesiąc, później brunetka miała parę spraw związanych z pracą, a te wiązały się z przerwami w jeździe, które nie służyły zarówno jej jak i gniadoszowi.
W galopie czuła, że koń nie prezentuje pełni swoich możliwości, galopuje nieśmiało i niepewnie. Tuż po słowach Luke'a starała się rozluźnić bardziej biodra i wyraźniej akcentować nimi ruch naprzód. Na długiej ścianie nieco odważniej zaproponowała mu kolejne kroki galopu. Pozwalała mu na swobodne niesienie głowy w takiej pozycji, w jakiej było mu wygodnie o ile pozostawał wciąż oparty na wędzidle i nie próbował uciekać z głową do góry. Dosiadem zachęcała go do troszkę żywszego tempa jednocześnie przechodząc do półsiadu, którym chciała odciążyć niego grzbiet wierzchowca. Miał się w końcu rozgalopować i uruchomić jeszcze bardziej mięśnie, dopiero przed krótką ścianą usiadła ponownie w siodło, gdzie zgodnie z sugestią Luczka mocniej dociążyła zad wierzchowca nie zapominając jednocześnie o zapraszaniu do odważniejszego galopu.
Chcąc nieco rozbudzić swojego nieśmiałego zwierza zaczęła stosować przejścia kłus galop, nie zapominając o aktywności chodów i swobodzie podczas tych przejść. Próbowała rozluźniać się jak najbardziej i otwierać biodrami, tak aby dać mu jak najwięcej luzu.
W pewnym momencie w kłusie, usiadła głębiej w siodło jadąc kłusem ćwiczebnym, który pomimo ekspresyjności chodów gniadosza był bardzo sprężysty i przyjemny do wysiedzenia. Tak jakby sam zabierał ją w siodło i wymuszał ruch luźnych stawów biodrowych. Po wyjechaniu półwolty i powrocie na ścianę zaprosiła Otella do galopu bezpośrednio w kłusa ćwiczebnego będąc ciekawa czy w jakiś sposób zmiana dosiadu wpłynie, na jakość galopu.

/też kupa, ale po takim czasie w końcu jest post :D

Otello - 2017-06-09, 23:18

💩💩💩

Przerwy we wspólnych treningach zdecydowanie im nie służyły. Trudno oczekiwać aby Aaren po przerwie od jakiejkolwiek jazdy wsiadła i pojechała tak, jakby nie zsiadała z konia. Otello czuł to nad wyraz dobrze, przez co chwilami się denerwował lub usztywniał, bo same starania ciemnowłosej nie były wystarczające. Tutaj mógł pomóc tylko czas i ilość wyjeżdżonych godzin. Mimo to ogólny obrazek nie był zły, gniady przeważnie szedł poprawnie, może jeszcze bez efektu "wow", ale Aaren nie powinna się czuć jeszcze gorzej po tej jeździe, bo nie szło jej źle, a Otello był tego najlepszym dowodem.
Jeżeli natomiast chodzi o galop, to gdy Aaren zaczęła wyraźniej pracować dosiadem, Otello także zmienił swój sposób poruszania. Co prawda nie przyszło mu to od razu, nie był szczególnie skory do otworzenia się. Jego galop nie był przez to płaski, ogierowi zwyczajnie brakowało tej iskry i swobody, których uzyskanie nie było proste. Pewnie gdyby nie to, że Aaren wciąż podtrzymywała impuls do galopu, przeszedłby do kłusa przy najbliżej okazji, zapatrzony w jakiś element. Dopiero po dłuższej chwili gdy zrozumiał, że będą jeszcze galopować przez dłuższą chwilę, przestał się opierać nie mając ochoty rzeźbić kolejnych kilometrów. Poszedł zatem na swego rodzaju ustępstwo, choć wynikało ono także z rosnącego rozluźnienia, które zaakcentował pojedynczym parsknięciem i lekkim opuszczeniem głowy. Wchodząc mocniej zadem pod kłodę, zaczął także ruszać łopatką w większym zakręcie, ogółem lekko się zaokrąglając, ale nie skracając foule, która była całkiem spora. On sam zresztą nie należał do najmniejszych.
Kiedy już galopował sobie tak w miarę luźno, do repertuaru ćwiczeń ponownie wkręciły przejścia do kłusa i ponowne zagalopowania. Tym razem przyjął to spokojnie i w zasadzie bez problemu, nie denerwując się niepotrzebnie. Dzięki temu każde z przejść było stosunkowo dobre, podobnie jak jakość poszczególnych chodów - zarówno w kłusie jak i galopie szedł w jednym ustawieniu, nie tak wysokim jak na początku, a poza tym poruszał się z większą lekkością.
Dopiero gdy Aaren przeszła w kłus ćwiczebny lekko podniósł głowę, jakby niepewien tej zmiany, ale skoro zdołała się zgrać z jego ekspresywnym ruchem to miał szansę na nowo wyluzować, by następnie znowu przejść do galopu. Niby dobrze, ale jednak gdy Aaren jechała w półsiadzie lepiej się bawił.

Luke - 2017-06-12, 16:26

kupa alert :lol2:

- Pamiętaj, on wyczuje dosłownie wszystko. To dla nas niepojęte, jak czułemu koniowi jeden delikatnie spięty mięsień będzie robił wielką różnicę, a tak naprawdę każdy z nas w siodle stale musi szukać rozluźnienia i równowagi, to kwestia umysłu, owszem, ale i bardzo długiej, regularnej i jak najczęstszej pracy nad tym. - Uzupełnił w reakcji na jej wypowiedź. Doskonale zdawał sobie sprawę z dobrych intencji każdego świadomego jeźdźca, żeby siedzieć jak najlepiej, ale też nie ma się co oszukiwać, nawet mistrzowie świata cały czas szukali tego "idealnego dosiadu", niestety ciało ludzkie nie jest ani trochę doskonałe i zawsze ma jakieś małe "ale" w zanadrzu.
Z aprobatą przyglądał się rozwojowi zdarzeń, sporadycznie kiwając głową albo uzewnętrzniając werbalnie krótką pochwałą zadowolenie z postępu. Kiedy brunetka już zaczęła wysiadywać kłus, Luke zerknął orientacyjnie na zegarek.
- Miejmy na uwadze, że Otello jest jeszcze stosunkowo młody i dopiero rozwija mięśnie pleców. Ty jesteś lżejsza niż ja i w tym aspekcie ja jestem tym niestety, który każe mu robić trochę więcej w pełnym siadzie ze względu na zawody. Na tym etapie z tego względu dobrze by było, gdybyś robiła dużo rzeczy na zmianę, nie kłusuj za długo w ćwiczebnym chociaż nie bój się go także, aczkolwiek wprowadzaj go dopiero po wstępnym rozgalopowaniu. Tak samo w galopie bardzo mi się podobało, jak chętniej się otworzył w odpowiedzi na Twój półsiad, także na pewno jest to coś, co także możemy częściej wprowadzać. - Posłał jej szczery, szeroki uśmiech, zaraz wracając wzrokiem do ogólnego wrażenia, to znaczy już znowu patrzył na nich jako na parę, całość, którą powinni tworzyć.
- Myślę, że nie będziemy przedłużać tego treningu niepotrzebnie, daj mu chwilę przerwy a kiedy już odsapnie pobaw się z nim jeszcze trochę, tak jak to robiłaś teraz, czyli kłus anglezowany i ćwiczebny, galop w pół i pełnym siadzie, do tego jeszcze troszkę przejść miedzy chodami aczkolwiek tutaj już nie przesadzajmy z ilością. Myśl o tym, żeby tworzyć coraz bardziej stabilne, elastyczne połączenie między Wami, nie tylko między Twoją ręką i jego pyskiem, ale wszędzie tam, gdzie to możliwe. Powinnaś dążyć do stosowania lekkich pomocy bo na takie mu najłatwiej będzie poprawnie odpowiadać. Swoją drogą myślę, że jeszcze troszkę się objeździ w takim duchu jak dziś i zaczniemy nowe elementy ruszać, zwroty na przodzie, ustępowania, te sprawy. - Już się Luczek rozmarzył o dalszej przyszłości aczkolwiek tę bliższą także miał zaplanowaną, na sam koniec treningu chciał już tylko usprawnić z Aaren w siodle cofanie, o czym poinformuje ją kiedy nadejdzie odpowiedni moment do zakończenia tej najbardziej męczącej pracy i już zostaną tylko w stępie.

Aaren Wayford - 2017-06-15, 22:29

Starała się dawać z siebie wszystko, pomimo odnoszonych wcześniej porażek we współpracy z gniadoszem, ponownie wracała pod jego boks, siodłała i wsiadała na grzbiet tego "małego" wypłosza, który jakiś czas temu urzekł ją nie tylko swoim ruchem i ekspresją, ale również tylko lekko przerażonym charakterem.
Czując zmianę w sposobie poruszania się konia poklepała go dłonią po szyi jednocześnie uśmiechając się krótko sama do siebie. Była z niego dumna i z siebie po części też, czerpała prawdziwą przyjemność z jazdy na gniadym, po raz pierwszy od dawna, po tych wszystkich odniesionych porażkach. Podtrzymała galop jeszcze chwilę i dopiero wtedy zaoferowała mu nieco więcej spokoju poprzez przejście do kłusa. Stosując przejścia dbała o ich regularność i spokój konia, nie chcąc ani tracić równowagi, ani go zbyt mocno forsować. Miały służyć zrelaksowaniu i rozluźnieniu, które Otello, co raz chętniej przyjmował.
Z kłusa ćwiczebnego przeszła w anglezowany, wykonując jeszcze zmianę kierunku, po której wykonała przejście do stępa i dała gniadoszowi chwilę odpocząć na długiej wodzy, jednak nie tracąc kontaktu.
- Rozumiem. Jak sam widzisz brakuje mi po prostu regularnej jazdy, ale myślę, że zdołam to nadrobić. Coś tam jeszcze pamiętam z tych kilku lat wstecz.- uśmiechnęła się jednocześnie patrząc na konia pod sobą i gładząc go dłonią wzdłuż grzebienia szyi.
Zgodnie z propozycją Luke'a powtórzyła zarówno kłus ćwiczebny jak i galop w półsiadzie oraz w pełnym siadzie na drugą stronę. Otworzyła go ponownie, sprawdzając czy reakcja na wyraźniejszą pracę dosiadem będzie znów taka sama. Oprócz wplatania przejść, starała się też pracować na kołach nie pomijając przy tym pilnowania łydkami zadu i łopatek ogiera. Po tej krótkiej zabawie, ale obfitującej, w co raz to nowe wyzwania przeszła do końcowego stępa podjeżdżając jednocześnie do Luczka.
- Końcówka dużo lepsza niż początek.- poklepała konia po szyi, tuż po tym jak go zatrzymała. Jednocześnie pod nosem mrucząc "dobry Synek" i głaszcząc go w ramach pochwały.
- Koniec na dzisiaj czy jeszcze chcesz mnie trochę pomęczyć?- zwróciła się bezpośrednio do pana trenera.

Grand Illusion - 2017-06-18, 23:27

Delphine napisał/a:
[...]


Przyszła za kobietą na pusty czworobok, bo ostatnia para właśnie opuszczała jego teren. Klacz cieszyła się z faktu że będzie tu sama i że jest to na świeżym powietrzu, to zawsze jakaś miła odmiana. Podeszła wraz z kobietą pod stołek, gdzie nieco się wierciła podczas poprawiania sprzętu i dosiadania grzbietu. Większość koni w zniecierpliwieniu się wierci, ale to raczej nie było nic groźnego dla kobiety. W końcu wiedziała jak sobie z tym poradzić nie? Klacz z początku była dość spięta i sztywna, ale powinno to z czasem zniknąć. Skierowała się z kobietą na teren czworoboku, gdzie skręciły zaraz w lewo po kole w stępie. Klacz z początku szła nieco leniwie, więc kobieta musiała podtrzymywać jej tempo do odpowiedniego. Nie mówię że też musiała ją katować pomocami, ale jednak musiała być czujna. Stępowały z dobre 15 minut, poświęcając temu chodowi dużo czasu. Dobra rozgrzewka zaczynała się właśnie od stępa, a pogoda sprzyjała ich rozgrzewce. Po okręgach w stępie klacz przeszła do kłusa, wchodząc w niego dla odmiany nieco za mocno. Nie mniej wystarczyła drobna korekta, a klacz znacznie lepiej wtedy szła pod kobietą. Tutaj klacz weszła w lepsze zaangażowanie zadu w pracę, pozostając na lekkim kontakcie z jej ręką. Ciężka praca powiadasz? To ona się chyba wypisuje :lol2: O ile otrzymywała odpowiednie pomoce prawidłowo wyjeżdżała narożniku, nie wypadając niczym z ustawienia i dobrze odginając się od jej pomocy. Nie tylko na wyścigowcach pracuje, bo przecież ma dwa klasyczne konie jeszcze. Kłusowały jeszcze przez kolejne 10 minut, by finalnie przejść do trudniejszych zadań - wyjeżdżania wolt. W tym celu zjechały bardziej na środek czworoboku, by zapracować nad wyjeżdżaniem łuków na woltach. Klacz całkiem poprawnie się na nich wyginała, by po ich wyjechaniu zjechać ponownie na ścianę ino w drugim kierunku. Po niej zaraz przeszły do galopu, co wyszło im znowu nieco za szybko w przejściu. Jednak ponownie drobna korekta wystarczyła klaczy, by iść odpowiednim tempem. Poruszała się z zadu naprzód, pozostając w ładnym zaokrągleniu w galopie i na kontakcie z jej ręką. Klacz nie lubiła się ślimaczyć, więc to raczej zdecydowanie odpadało. Na bacik nieco kuliła uszy, przyzwyczajona raczej do korekt nie bacikowych. Nikt nie posądzał ją o jej bicie, ale siwej się to nie podobało :lol2: Choć nie sądzę by musiała go też używać co rusz. Siwa nie była ani agresywna ani bojaźliwa, może nieco wredna.

Delfinek - 2017-06-19, 22:27

Po raz kolejny spowolniła Grand do stępa na krótkiej ścianie i ruszyła w tym chodzie kawałek, ażeby popchnąć ją do galopu po wyjechaniu na środek gdzie trzymała ją przez dwie foule w galopie na prawą nogę. Po nich poprosiła o zmianę nogi na lewą i skręciła na małą, 15 metrową woltę na prawo. Przetrzymywała ją w galopie na nieprawidłową nogę i dopiero wyjeżdżając z wolty i kierując się na przekątną zmieniła jej w locie nogę po raz kolejny. Łydkami pomogła zarysować odpowiedni łuk w narożniku, skąd wyjechała na przekątną prosząc klacz o wyciągnięcie kroku. Wsparła ją tym aktywizującymi łydkami za popręgiem, które z czasem zmieniły swoje położenie. Stało się to dokładniej w połowie przekątnej, gdzie lewa łydka znalazła się przed popręgiem a miednica nakazała klaczy skręt w tą stronę. Po sekundzie doszedł do tego lekki kontakt, lecz kobieta starała się wypracować jak najmniejszą kontrolę z wodzy, więc było to bardziej wsparcie niżeli podstawa skrętu.
Przejechały w połowie długiej ściany i po raz kolejny wróciły na lewo, gdzie jedna parada zwolniła klacz do kłusa. W nim ciało kobiety po raz kolejny zmieniło swoje położenie - lewa łydka przetrzymana była tuż za popręgiem, prawa natomiast działa lekkim popukiwaniem przed popręgiem. Lewa strona kontaktu była stała, niezmienna, natomiast prawa lekko drżała mobilizując klacz do odpowiedniego ułożenia potylicy. Dosiad wspierał klacz w ruchu w przód, tym samym po dojechaniu do krótkiej ściany w taki sposób wciąż działał tak samo, zmienił się natomiast kontakt - obie strony działały tak samo, natomiast łydki pomogły skręcić klaczą w prawo po ostrym łuku, by znów wyjechać na środek. Tutaj poprowadziła Grand prostą linią, o którą uważnie dbała i wzmacniając nieznacznie kontakt odchyliła tułów do tyłu prosząc klacz o kłus wyciągnięty poprzez łydkę i wypchnięcie z krzyża.

//brak weny, sorry

Grand Illusion - 2017-06-21, 21:02

Po raz kolejny zwolniły do stępa na krótkiej ścianie, gdzie poruszały się kawałek w tym chodzie. Klacz po tym kawałku miała zaraz przejść do galopu, więc była cały czas w pogotowiu do zmiany. Tak pojechały w kierunku środka jadąc na prawą nogę, by zrobić nie udaną lotną zmianę nogi na lewą. Prawdopodobnie zrobiły to przez kłus, by zagalopować dopiero wtedy na dobrą nogę. Dopiero zakładam że zjechały na 15m woltę w prawo. Pojechali na nieprawidłową nogę po wolcie, choć nie do końca było to idealne w jej wykonaniu. Potem skierowały się na przekątną, gdzie kolejna lotna nie weszła w życie. Pewnie znowu zwolnienie do kłusa i dopiero zmiana nogi i przy tym zagalopowanie. Powrót na ścianę, by wyjechać narożnik na przekątną i wyciągnąć na niej krok. Poprawnie wyciągnęła swój krok, poszerzając przy tym swoje ramy i wchodząc mocniej zadem pod kłodę. Dojeżdżając do połowy przekątnej skręcił w lewo, by dojechać do połowy ściany i tam znowu w lewo. Tam po chwili zwolniły do kłusa, gdzie pojechały zaraz dalej na wprost. Trwało to jednak chwilę, bo zaraz po ostrym łuku skręciły w prawo i znowu pojechały do środka. Pojechały po linii prostej, by zaraz ponownie wyciągnąć krok.
Delfinek - 2017-06-21, 21:58

Prosiła klacz o naprzemienne wydłużanie i skracanie kroku na najróżniejszych woltach i serpentynach. Jej sygnały były czytelne i silne, nie powinno być problemów z przestrzeganiem ich, a jeśli jakieś błędy zaistniały, to kobieta migiem je poprawiała.
Co rusz dawała klaczy aktywizującą łydkę, skracała którąś stronę wodzy albo wypychała ją z krzyża do lepszego wyciągania, bo wątpię by wszystko wychodziło perfekcyjnie. Po serpentynach skierowała klacz na wężyk o jednym łuku na krótkiej ścianie przy A, gdzie ustawieniem łydek trzymała łuk i stałe tempo, co w kłusie nie powinno sprawiać problemów. Podobnie myślę było z wężykiem na ścianie długiej, skąd kobieta wyjechała klaczą na przekątną. Dodała jej po zakręceniu półparadę i wypchnęła z krzyża, dodając łydkę i zamykając rękę ją do galopu. W X skierowała klacz na pierwszą z wolt, oczywiście łydkami i dosiadem kontrolowała łuk i tempo, starała się też czasami zdziałać aktywnizująco na zad, o ile ten został zaniedbywany. W taki sposób pokonały kilka kolejnych wolt.
/brak weny na treningi od XXX czasu, wybacz :(

Otello - 2017-06-22, 13:27

again 💩

Po tej solidnej, aczkolwiek zdrowej i nieprzemęczanej dawce galopu Otello wyluzował jeszcze bardziej, co było widoczne szczególnie podczas przejścia do stępa. Chyba po raz pierwszy podczas treningu sam z siebie chętnie obniżył szyję i dyskretnie żując wędzidło, stępował we wskazanym przez Aaren kierunku, odpoczywając i relaksując się po chwilowo przerwanych ćwiczeniach. Dzięki tej przerwie był gotów na nowo zmierzyć się z pozostałą porcją ćwiczeń; w niczym one nie odbiegały od tego, co robili przed chwilą, ale Otello nie wyglądał na jakkolwiek znudzonego czy zmęczonego tym faktem. Potwierdziło się, że mocniejsze działanie dosiadu miało na niego lepszy wpływ, niemal porównywalny z jazdą w półsiadzie. Nie do końca świadom radości, którą sprawił tym Aaren i zadowolenia, które zapewne odczuwał Luke patrząc na nich, galopował sobie z lekkością na tych swoich lekko pająkowatych nóżkach, bez spiny wykonując poszczególne zadania. Nie żeby go olśniło, bo pewnie dało się dostrzec jeszcze minimalne zgrzyty, ale ważny był kontrast z początkiem jazdy gdy ogier był całkiem niewspółpracujący.
Ostatecznie przeszedł do stępa, tym razem nie rozciągając się w dół. Chyba wyczuł, że to już koniec, bo wraz z zatrzymaniem i poklepaniem po szyi błyskawicznie się rozproszył i zaczął się rozglądać.

Luke - 2017-06-23, 21:15

- Zaraz kończymy, ale zrobimy sobie jeszcze troszkę małej pracy nad cofaniem. - Odpowiedział brunetce po czym przekroczył biały płotek wchodząc tym samym na czworobok. Zakładając, że dalej byli sami, mieli dużo wolnego miejsca na ścianach aby swobodnie ćwiczyć. - Postępuj chwilkę tak jak na początku jazdy, z lekkim kontaktem podtrzymując stęp pośredni, spróbuj go jeszcze zaprosić do lekkiego ustawienia ale uważaj, żeby go nie uwiesić na przodzie. Ja sobie stanę w jednym miejscu i kiedy będzie to dogodne zatrzymaj się na pierwszym śladzie gdzieś w mojej okolicy. W stój zostań kilka sekund, zapewne zdążę wtedy podejść i dopiero wtedy zaczynaj. W ramach przypomnienia, musisz mieć dobry ale nieciągnący kontakt, przesuwasz obie łydki do tyłu o długość dłoni, ewentualnie troszkę dalej, jednocześnie musisz odciążyć mu plecy i posyłasz impuls łydkami naprzemiennie, zaczynając od wewnętrznej. Może Ci pomóc lekkie, wyważone pulsowanie wodzy, natomiast ja będę stać przy jego łopatce i ręką wywierać lekki nacisk na klatkę piersiową, żeby nie poszedł do przodu a wiedział na pewno, że oczekujemy od niego ruchu w tył. Naszym celem jest, abyś mogła na spokojnie wykonać cofanie samodzielnie, bez mojej pomocy, ale też to, aby Otello zawsze na Ciebie czekał, nie dawaj mu myśleć, że za każdym razem kiedy się zatrzymujecie będzie cofanie, dlatego zawsze musisz odczekać kilka sekund w stój i dopiero zadecydować, czy będziesz się cofać czy jednak ruszacie znów naprzód, takie psikusy też mu rób. Po cofnięciu o kilka kroków albo ponownie się zatrzymuj, albo od razu posyłaj go w stępie do przodu. - Mówiąc to udał się w jakieś strategiczne miejsce, na tyle daleko od pierwszego śladu, aby Otello nie zatrzymywał się później sam z siebie przy nim, ale też na tyle blisko, aby w kilka sekund móc kilkoma większymi krokami znaleźć się przy parze. Jak mówił tak robił, zaczął od wspomagania sygnałów Aaren pulsującym naporem kilku palców na pierś gniadosza, z każdym kolejnym razem starając się swoją ingerencję ograniczyć jednocześnie cofając się z koniem i zatrzymując po kilku krokach kiedy polecał amazonce zakończyć ćwiczenie, po czym cofał się od razu o krok aby nie przeszkadzać w ewentualnym natychmiastowym ruszeniu stępem. Nie chciał, żeby przeciągało się to w nieskończoność, dlatego prosił koleżankę o robienie kół wokół jego położenia lub o zmiany kierunku, po których miała wracać w jego zasięg. Przy pierwszych kilku podejściach nagradzał ogiera kostką cukru którą podstawiał mu pod pysk po zakończeniu cofania, co oczywiście wcześniej zakomunikował dziewczynie żeby nie było niespodzianek, że ona rusza a on tu go dokarmia. Możliwie szybko przestał naciskać na pierś Otella przy kolejnych cofaniach a później już nawet nie podchodził, dając parze pole do popisu w dogadywaniu się ze sobą. Kiedy samodzielnie im wyszło raz jeszcze podszedł do Otka żeby raz jeszcze go nagrodzić cukrem oraz poklepać.
- Zuch chłopak. - Pochwalił konia przyjemnym głosem by zaraz swoją uwagę zwrócić ku Aaren. - Nic tylko jeździć. Więcej pewności siebie, dużo wyrozumiałości i pracy nad kontrolą ciała. I będzie dobrze, a my jesteśmy w kontakcie. Niedługo zawody, mam dobre przeczucia. - Uśmiechnął się do niej promiennie po czym raz jeszcze skierował swoje spojrzenie na zegarek. - To wy się jeszcze rozstępujcie przez jakieś pięć minut na totalnym luzie a ja uciekam, rozliczymy się w naturze. Trzymaj się! - Puścił jej na koniec oczko i odwrócił się, by ruszyć energicznym krokiem w stronę stajni żeby zdążyć z resztą zaplanowanych rzeczy na ten dzień.

zt

/niestety na razie za trening ze mną punkty przysługują jak za normalny trening ujeżdżeniowy, za to trening był za darmo jako, że jesteście spoko a to był Luczka debiut :lol2:

Grand Illusion - 2017-06-23, 21:35

Klacz naprzemiennie skracała i wydłużała krok na różnych woltach i serpentynach. Co w sumie dla niej było dość nowe, bo raczej nie robiła nigdy tego bezpośrednio na figurach. Mimo czytelnych sygnałów kobiety, klacz miała z tym jednak drobne problemy. Raczej z wydłużaniem kroku na figurze niż skracaniem, ale i tam nie było do końca idealnie. Poprawki z pewnością sporo wnosiły, a z pewnością każde powtórzenie było lepsze. Idealnie to nigdy nie ma, ale to nie znaczy że ktoś się od razu nie stara czy coś. Klacz się starała i naprawdę chciała, ale różnie jej to wychodziło. Po serpentynach skierowały się na wężyk o jednym łuku na krótkiej ścianie przy A, gdzie klacz postarała się o naprawdę dobre zarysowanie figury. Odpowiednio wyginała się od wewnętrznych pomocy, a ograniczona zewnętrznymi nie wypadała z ustawienia. Potem podobnie wykonały wężyk na długiej ścianie, skąd zjechały na przekątną. Tam zgodnie z poleceniem kobiety przeszła do galopu, by w X skierować się na pierwszą z wolt. Potem kolejne wykonały, wyginając się podobnie jak wcześniej na łukach.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group