Aaren Wayford - 2017-03-07, 22:42 Unikała jego spojrzenia, jakiegokolwiek kontaktu wzrokowego, przez który mogłaby opuścić gardę.
- I tylko tyle masz mi do powiedzenia? - marszcząc brwi zacisnęła dłoń mocniej na rączce smyczy, przy okazji wzrok przenosząc stojącego przy jej nodze psa. Był jej jedynym wsparciem w tej nierównej walce, gdzie Tony mimo wszystko miał nad nią przewagę.
- Gdybyś chociaż powiedział, że wyjeżdżasz, dał znak życia mogłabym zrozumieć ten wyjazd, potrzebę izolacji od wszystkiego...- pozwalała słowom wydostawać się ze swoich ust samoczynnie, ogrom kłębiących się emocji i ich szeroka skala sprawiały, że nie panowała nad tym co działo się wewnątrz jej głowy i serca.
Podnosząc spojrzenie, wbiła je w zielone tęczówki jednocześnie czując jak tętno nabiera mocniejszego tempa. Sprawdzała samą siebie i to czy potrafi zachować dystans pomimo nawiązania kontaktu wzrokowego.Rooster - 2017-03-07, 22:47 Rooster cicho pisnął, trącając pyskiem rękę właścicielki i wkrótce usiadł. Trzymając łeb uniesiony, obserwował uważnie Tonego, który póki co nie zmieniał swojej pozycji. Niestety na jego niekorzyść grały emocje Aaren, która najwyraźniej nie potrafiła nad nimi zapanować i tym samym niepokoiła psa swoimi reakcjami. Dla niego to był jasny sygnał, że coś się dzieje nie tak, więc trzeba pilnować i reagować. Wystarczył zły ruch ze strony mężczyzny, aby owczarek zareagował i się na niego rzucił.Anthony Wayford - 2017-03-07, 23:01 W przeciwieństwie do Aaren pozostawał spokojny, nie pozwalając na to by jej silne emocje miały jakikolwiek wpływ na niego. Nie mógł tylko zapanować nad rosnącym dyskomfortem wywołanym obecnością Roostera, co jednak zostało między nimi - Tonym, a psem, który zapewne doskonale to wyczuwał, mimo iż mężczyzna nie pokazywał tego po sobie. Jego podświadomość podsunęła mu obraz Genevieve i jej psa. Ona też go przecież obwiniała, chciała się odciąć, zapomnieć... I wszystko na darmo.
Odetchnął głębiej, próbując odsunąć to skojarzenie na bok. - Nie pozwoliłabyś mi pojechać - odpowiedział, będąc o tym święcie przekonanym, choć Aaren prawdopodobnie rzeczywiście by go puściła. Był tego świadom, ale odchodząc bez zapowiedzi uniknął oglądania poczucia winy, które przypuszczalnie by ją ogarnęło. Smutku, niezrozumienia. Ominęły go pytania... Tak po prostu było wygodniej. Moment zawahania mógłby zniszczyć jego postanowienie, a to byłoby za wiele.Aaren Wayford - 2017-03-07, 23:09 Widziała zdenerwowanie psa, które sama u niego wywoływała swoim zachowaniem, głaszcząc go z wyczuciem po głowie, próbowała ochłonąć, co było niezwykle ciężkie w zaistniałej sytuacji, gdy serce mówiło jedno, a rozsądek drugie.
- Spokojnie nic się nie dzieje.- odezwała się do owczarka luzując mu smycz w ten sposób żeby mógł się swobodnie położyć jeśli tylko najdzie go taka ochota.
- Pozwoliłabym.- przecież wiedziała, że oboje mają swoje własne zawirowania psychiki, żadne z nich nie jest tak do końca normalne. Przynajmniej była by spokojna o to, że nic mu nie jest nawet jeśli jest kilkaset kilometrów stąd i nie odzywa się do niej.
- I co teraz? Co z nami? A może nie ma już żadnych nas? - z trudem przeszło jej przez usta ostanie pytanie, ale nadal się trzymała silnie i dzielnie radząc sobie z ciężkimi emocjami i jeszcze cięższą atmosferą.Rooster - 2017-03-07, 23:15 Owczarek dopiero oderwał spojrzenie od mężczyzny, gdy Aaren zaczęła go głaskać po głowie. Wtedy jego ciemny ogon zamiótł po chodniku, a orzechowe ślepia wpatrywały się w twarz właścicielki. Nawet język wypadł mu bokiem pyska, raczej nie dodając mu uroku. Opuszczając pysk, oparł się głową o Aaren, cały czas mając na oku Tonego, który nie mógł w żadnej chwili poczuć się ,,nie pilnowany". Póki co Rooster nie zamierzał się kłaść, teraz czując się na wygranej pozycji, chociaż te karty można było rozdać na wiele sposobów, nawet zachęcając go do zabawy.Anthony Wayford - 2017-03-07, 23:26 Pozwolił sobie na odpowiedź w postaci kwaśnego grymasu, niczego więcej. Był przekonany o słuszności swojego wyboru i już nic nie miało tego odmienić. Zresztą przeszłości nie sposób cofnąć, prawda?
- Wróciłem do Ciebie - odpowiedział, spoglądając po niej w ten sam niewzruszony sposób. - Przyznaj, że tylko na to czekałaś. Tęskniłaś. - Był na tyle arogancki, by przejść na taki rozmowy i przy tym nie przyznać, że sam jej potrzebował. Odepchnął ją, jednocześnie pragnąc by wszystko pozostało bez zmian. Ale nigdy nie powiedziałby tego na głos. To ją nieustannie zmuszał do takiego uniżenia wiedząc, że nie jest w stanie zaprzeczyć.Aaren Wayford - 2017-03-07, 23:34 Na chwilę spojrzała na Roostera, odpinając mu smycz i pozwalając mu pobiegać obok nich, wcześniej jednak założyła mu kaganiec tak na wszelki wypadek. - Pilnuj się.- rzuciła do owczarka odprowadzając go spojrzeniem, które następnie zaskoczone przeniosła na bruneta.
Słysząc jego słowa nie dowierzała własnym uszom, marszcząc brwi nie zawahała się przed tym, aby po prostu strzelić mu w twarz. Traktował ją jak zabawkę, którą nie zamierzała dla niego być w żadnym wypadku. Ani tym bardziej pozwalać mu na taki brak szacunku wobec samej siebie.
Piekła ją ręka, a jeszcze bardziej bolało ją serce, jak zwykle była naiwna i głupia.
- Myślisz, że tak po prostu o tym zapomnę? Tony ja już nie daję rady, nie zniosę kolejnej takiej akcji, gdy sobie wyjedziesz na parę miesięcy i zupełnie o mnie zapomnisz prowadząc alternatywne życie. Jeszcze niedawno mówiłeś o mieszkaniu razem, a później bez słowa mnie zostawiłeś. Skąd mogę wiedzieć czy nie jesteś z kimś innym, czy dalej Ci na mnie zależy? Może znów masz jakąś małolatę na boku. Twoje wcześniejsze zapewnienia nie mają żadnego pokrycia. Doskonale wiesz ile dla mnie znaczysz, ale ja już nie chcę cierpieć, przechodzić przez to kolejny i kolejny raz. Zastanów się, kim naprawdę dla Ciebie jestem, kim dla siebie jesteśmy. I nie rób sobie ze mnie żartów, dorośnij w końcu i zachowaj się chociaż raz odpowiedzialnie. - miała podniesiony i zdenerwowany głos, jednocześnie pomimo braku obecności psa tuż obok, nadal zachowywała dystans.Rooster - 2017-03-07, 23:40 Spuszczony ze smyczy, niemalże od razu wystrzelił w bok znowu prowadząc się z nosem przy samej ziemi. Nie odchodził jednak za daleko, wąchając każdy centymetr trawy. Zdążył nawet złapać jakiegoś kija i zacząć nim podrzucać dla zabawy, jednak szybko dotarł do niego niepokojący odgłos i jakiś ruch ze strony dwunogów, którzy i tak stali blisko. Owczarek momentalnie rzucił się biegiem w ich stronę, wślizgiem znajdując się ponownie między brunetką, a Wayfordem. Obniżając pysk na wysokość karku, stał bokiem do obojga, mając skierowany łeb w stronę mężczyzny. Powarkiwał na niego, jeżąc sierść i od czasu do czasu pokazując kły. Nie rzucił się, nie widział do końca co się stało, jednak coś się działo. Emocje, podniesiony głos właścicielki i to wystarczyło, aby ponownie znalazł się na swoim miejscu.Anthony Wayford - 2017-03-08, 00:11 Siła uderzenia sprawiła, że zwrócił twarz w bok, choć nawet na chwilę nie zmienił jej wyrazu. Była jak wykuta z kamienia, wyćwiczony grymas obojętności utrzymywał się na niej bez względu na wszystko, mimo iż skóra w miejscu uderzenia lekko się zaczerwieniła i zaczęła szczypać. W pewnym sensie spodziewał się tego, celowo próbował ją wytrącić z równowagi wiedząc, że wówczas zrzuci pozory obojętności, a gdy już wszystkie emocje opadną, spokornieje. Nie była tak silna, jakby sobie tego życzyła, przynajmniej w bezpośrednich kontaktach z nim.
Sam jednak nie był lepszy, bo choć teraz zdawał się nie czuć kompletnie niczego, to było to jedynie złudzenie. Za chwilę mogło być wręcz przeciwnie.
Nie do końca tego spodziewał się usłyszeć, co sprawiło że nerwowo zacisnął prawą dłoń tak mocno, aż poczuł paznokcie wbijające się w jej spód. Nie chciał uderzyć Aaren, po prostu jego światopogląd zaczął się powoli burzyć. Jeżeli coś zmieniło się przez te kilka miesięcy, to na pewno to, że mu się pogorszyło. Odszedł przerażony tym, że pozwolił brunetce zbliżyć się do tego stopnia. Im bliżej ze sobą byli, tym bardziej się bał odrzucenia, krzywdy czy wreszcie miłości we własnej osobie, która go przerastała. Było to zupełnie irracjonalne, ale nie potrafił się bronić inaczej niż ucieczką, która prowadziła go donikąd. Bo czy właśnie tym sposobem nie został właśnie zraniony? Miała prawo nie chcieć już tego znosić, nikt o zdrowych zmysłach nie chciał z nim przebywać, ale w jej przypadku brunet wypierał ten fakt, nie dopuszczał go do siebie. Miał w sobie głęboko zakorzenione przekonanie, że Aaren należała już w pełni do niego i nic temu nie przeszkodzi, co paradoksalnie nie chroniło go przed irracjonalnym lękiem, podejrzeniami, zazdrością...
Zbierał się do dłuższej odpowiedzi, ale warkot psa ponownie powstrzymał go przed odważniejszym czynem. Z trudem rozluźnił zaciśnięte palce, próbując zapanować nad tym chaosem w głowie. - Niczego nie rozumiesz. Musiałem to zrobić, bo mi na Tobie zależy. Nie ma nikogo innego - niby podczas wyjazdu w jego życiu pojawiła się Rosie, ale w formie nieproszonego gościa, była dla niego tylko kolejnym z licznych problemów i nawet nie pomyślał o niej przez sekundę, mimo iż słowa brunetki powinny go na to naprowadzić.Aaren Wayford - 2017-03-08, 00:27 - Rooster, spokój.- zdecydowanym i nieznoszącym sprzeciwu głosem upomniała owczarka, jednocześnie patrząc na niego. - Odejdź.- odesłała psa aby zajął się sobą, mając z tyłu głowy sytuację z Maximusem, gdzie konfrontacja Tonego z psem nie skończyła się najlepiej.
Swoimi wcześniejszymi słowami dała mu wyraźnie do zrozumienia, że tym razem nie pozwoli sobie wejść na głowę, nie da mu się zmanipulować i omotać tak jak zwykle. Znała te jego sztuczki i nie zamierzała po raz kolejny ułatwiać mu zadania, miał się zmierzyć z konsekwencjami swoich decyzji i sprostać im jak dorosły mężczyzna, a nie jak rozpuszczony chłopiec.
Nie dała mu się sprowokować do tego stopnia, aby opuścić gardę, nadal zachowywała chłodny dystans, nawet, gdy widziała pojawiające się oznaki zdenerwowania także u niego, to tylko dodało jej odwagi.
Wielokrotnie zapewniała go o tym, że będzie na niego czekać tyle czasu ile będzie potrzebował, wykazywała cierpliwość większą niż ktokolwiek wobec Tonego, dawała mu kolejne szansy. Starała się zrozumieć i sama przed sobą go wytłumaczyć. Ty razem zwyczajnie nie miała już na to sił, nie była w stanie po raz kolejny znosić rozstania z nim, kochała go całym sercem, ale każdym takim wyskokiem, dawał jej powody do obaw, łamał jej serce kawałek po kawałku, pozostawiając na nim kolejne rysy.
- To mi wyjaśnij, wytłumacz. Staram się zrozumieć Ciebie, Twój problem, ale przestań, choć raz być takim egoistą. Jeśli cokolwiek dla Ciebie jeszcze znaczę to spróbuj postawić się w mojej sytuacji, jakbyś zareagował jakbym tak nagle rozpłynęła się bez słowa na dowidzenia? Kocham Cię, rozumiesz? Ale każdym takim zagraniem tylko łamiesz mi serce. Wystarczyło powiedzieć, że potrzebujesz odpoczynku, chcesz przemyśleć pewne sprawy w samotności. Jak mam Ci zaufać Tony, gdy za każdym razem traktujesz mnie jak zabawkę, osobę, do której możesz wrócić, bo wiesz, że na Ciebie czeka. Kiedyś zranisz mnie tak bardzo, że nie będę już czekać. - próbowała uzmysłowić mu to, że zwyczajnie sprawia jej ból czymś takim. Była w stanie poświecić dla niego naprawdę wiele, ale miała też swoje granice, które teraz zaostrzały się, co raz mocniej.
- Nawet nie potrafię Ci uwierzyć chociaż bardzo bym chciała, tracisz moje zaufanie co raz bardziej.- odwróciła wzrok sama czując jak gorycz wzbiera w jej klatce piersiowej, a rosnąca gula zaciska powoli jej gardło. Nie podważała jego wierności, choć liczyła się z tym, że mógł wrócić do swojego poprzedniego stylu życia.
- Więc jeśli naprawdę Ci na nas zależy to pokaż mi, że warto o to walczyć.Rooster - 2017-03-08, 00:34 Odchylił ucho w jej stronę, gdy o dziwo kazała mu się wycofać. Niechętnie, dopiero po kolejnym haśle, zawinął się tak, by otrzeć się bokiem o Aaren, a jednocześnie móc mieć przekręcony pysk w stronę mężczyzny. Cały czas był zjeżony, jednak ustąpił i odsunął się na nie dużą odległość. Siadając tuż przy krawężniku, zwrócił się przodem w stronę dwunogów. Obserwował ich uważnie, mając postawione uszy. Spojrzeniem wodził od brunetki do Wayforda, czekając. Każdy ruch, postawa była analizowana przez psa. Jak to pies obronny, miał już w głowie od urodzenia pewne nawyki, które wraz z wiekiem wychodziły na zewnątrz. Najprawdopodobniej to tylko szkolenie, które miał za sobą trzymało go w ryzach, a Tony mógł spokojnie stać nie będąc zaatakowanym. Jednak wszystko miało swoje granice, za którymś razem słowo brunetki może nie wystarczyć, gdy brunet pokusi się o śmielsze gesty, które zwierzę odczyta jako przejaw agresji, bądź chęć wyrządzenia krzywdy jego właścicielce.Anthony Wayford - 2017-03-08, 01:07 Choćby bardzo chciał, nie potrafił się postawić w miejscu drugiej osoby. Nie potrafił zrozumieć samego siebie, a co dopiero kogoś innego... Tym samym nie mógł też nikomu wyjaśnić mechanizmów, którymi się kierował. Trudność nie polegała wyłącznie na tym, że nie mógł znaleźć właściwych słów, ale też w tym - i to przede wszystkim - że nie wierzył w to, że ktokolwiek mógłby go zrozumieć. Ale znowu pojawiał się rażący kontrast - to niezrozumienie doprowadzało go do szału. Nie mógł słuchać tego, co mówiła, dla niej wszystko było takie zero-jedynkowe, zupełnie jak dla niego (w końcu istniała tylko biel i czerń, nic pomiędzy), ale jej "system" był uboższy o wszystko to, z czym zmagał się Tony. Na tym etapie, na którym znajdowała się jego psychika, był odpowiednikiem pacjenta z poparzeniami trzeciego stopnia. WSZYSTKO go dotykało i sprawiało silny dyskomfort. Odruchem obronnym było odcięcie się, a gdy to nie poskutkowało, pojawiała się złość, kolejny sposób obrony. Doprowadzał tym do kryzysu, a kolejnym przewidywanym zachowaniem było nagłe przejście, przybranie skruszonej i bezradnej postawy. Aaren jednak najwyraźniej nie zdawała sobie sprawy, że to wszystko działo się bez żadnej kontroli. Tony tymczasem dawał się nieść emocjom i chcąc odeprzeć atak, szukał sposobu jakby tu się "odwdzięczyć". Złościł się nie wiadomo czym, rozmowa z nim w zasadzie nie miała sensu, bo nie dochodziło do odbioru przekazywanego komunikatu. Mogłaby mu mówić tysiące razy, że go kocha i tak dalej, a on dalej miałby z tyłu głowy ten cichy głosik pełen wątpliwości - czy na pewno? A może za tym tysiąc pierwszym razem zmieni zdanie? Może lepiej odejść zanim to zrobi? Ale jak odejść, skoro to właśnie ona się liczy, a nie nikt inny...? I tak dalej, i tak dalej.
- Nic już nie mów - wtrącił gdzieś w połowie jej monologu, ale gdy kontynuowała go dalej, musiał się silnie postarać by nie wybuchnąć. - Po prostu przyznaj mi rację. Wróć do mnie. Przy Tobie też mi odpierdala, ale bez Ciebie jest dziesięć razy gorzej - nie umiał nie skupiać się na sobie. Zresztą jego zachowanie doskonale potwierdzało wypowiedziane słowa. Mówił, mogłoby się zdawać, bez żadnego związku z tym, co przedtem mówiła Aaren. Jakby nic do niego nie docierało. W zestawieniu z tym, jak zachowywał się na samym początku, można było odnieść wrażenie, że tylko udawał, ale ostatnimi czasy niczym zaskakującym były tak gwałtowne zmiany nastroju. Nawet nie kontrolował już tego co robi, więc gdy wykonał gwałtowny ruch tylko po to by przeczesać włosy głęboko wplecionymi w nie palcami, nie zważył na to że Rooster w pierwszej sekundzie mógł to mylnie odebrać.Aaren Wayford - 2017-03-08, 01:20 Obejrzała się za Roosterem jednocześnie kontrolując, gdzie jest. Była z niego dumna na swój sposób, zachowywał spokój i przede wszystkim słuchał się, dodatkowo mają na uwadze bezpieczeństwo swojego człowieka. Czuła się przy nim bezpiecznie, chociaż Tony nie dawał jej powodów do tego, aby czuć się zagrożoną. Pokładała w psie dość spore nadzieje już na pierwszym etapie szkolenia zauważając łatwość w uczeniu się komend, czy przyswajaniu wiedzy. Chcąc go dalej pokierować w tym kierunku i rozwijać zarówno pod kątem fizyczności jak i posłuszeństwa, w planach miała kolejne szkolenie, po którym zamierzała powoli wprowadzać go w swoje wojskowe otoczenie.
Patrząc na niego przyglądała się jego mimice i zachowaniu, które odbiegało od normy, coś wyraźnie było nie tak i czuła to podskórnie, lecz nie miała pojęcia, czym właściwie to "coś" jest. Wiedziała, że brunet ma jakiś problem, zaburzenia psychiki, z którymi choć stara się sobie radzić to nie zawsze mu to wychodzi. Brala to pod uwagę, podobnie jak wtedy po tej kłótni we Włoszech, już wtedy nakierował ją na właściwy tor myślenia, mimo to nadal błądziła po omacku starając się go zrozumieć.
Podejrzewała, że właśnie to nie pozwala mu racjonalnie podejść do przedstawionych przez nią słów i argumentów, niby słyszał i zapewne rozumiał, bo mówiła do niego wprost, nie owijając w bawełnę.
Nie zareagowała na jego pierwsze słowa, dopiero po skończeniu swojej wypowiedzi milknąc i pozwalając mu mówić. Nie znosiła samej siebie za to, że tak łatwo mu ulegała, ale nie potrafiła inaczej. Tutaj pojawiał się problem jej psychiki, że ilekroć ją ranił to wciąż mu wybaczała nie potrafiąc funkcjonować normalnie bez jego obecności, potrzebowała go jak tlenu.
Podeszła bliżej tuż po tym jak brunet przeczesał nerwowym gestem swoje ciemne włosy, bez słowa wtuliła się w niego, tak jakby przed chwilą nic nie miało miejsca. Wsuwając głowę pod jego podbródek odezwała się krótko. - Nigdzie się nie wybieram.- nie przyznała mu racji, ale jednocześnie dała mu do zrozumienia, że nie chce już się kłócić. Padło przed chwilą wystarczająco dużo słów i nie było już potrzeby, aby ciągnąć to dalej. Miała jedynie cichą nadzieję, że chociaż część z tego co powiedziała, Tony weźmie pod uwagę.Anthony Wayford - 2017-03-08, 10:28 Nie zauważył, gdy zrobiła krok w jego stronę, więc na przytulenie zareagował w pierwszej sekundzie napięciem mięśni. Szybko się jednak poddał, co jednak nie wiązało się z zaznaniem spokoju. Nie opuszczały go wątpliwości, potrzebował powtarzających się zapewnień, jedno "nigdzie się nie wybieram" nie było wystarczające. Huczało mu w głowie, ale starał się nie pokazywać tego po sobie. Na pewno nie otwarcie, choć i bez tego na pierwszy rzut oka dało się dostrzec, że nic nie było w porządku. Ale z drugiej strony, czy kiedykolwiek wcześniej było...? Nawet stany euforii i mogłoby się zdawać zwykłych, ludzkich odruchów były tylko objawem. Mało co wynikało z jego woli. Czasami już nawet nie wiedział, kiedy jest sobą, a kiedy kimś innym. I co to w ogóle znaczy być sobą?
Objął mocno Aaren, jakby w obawie, że mogłaby mu uciec. Tym samym zaczął też na nowo zyskiwać pewność siebie, choć był to powolny proces. Nadzieje Aaren były płonne - Tony zupełnie nie kontrolował swoich zachowań. Gdyby oboje byli świadomi "mechanizmów", które warunkowały jego zachowanie, wiedzieliby że nie ranił z takową intencją, choć w momencie zadawania ran zdawał się być jak najbardziej poczytalny i świadomy swoich czynów. Był jedyną osobą, która była tego świadoma, co jednak z oczywistych względów nie czyniło go wiarygodnym "świadkiem". Nie potrafił też tego wytłumaczyć, zwyczajnie nie mogąc ogarnąć tego problemu umysłem. To tworzyło zamknięte koło, prawdziwą pułapkę, więzieniem z którego nie było wyjścia.Aaren Wayford - 2017-03-08, 16:52 Nie miała pojęcia, jaki chaos rozgrywał się teraz w jego głowie. Pomimo tego, że oboje byli teraz w martwym punkcie, Aaren chciała, aby chociaż przez chwilę było normalnie, potrzebowali siebie nawzajem i to był teraz jedyny punkt zaczepienia. Nie była w stanie mu pomóc nie znając przyczyny ani podłoża problemu, on sam tego nie wiedział.
Otulona silnymi ramionami rozluźniła pospinane dotąd mięśnie całkowicie oddając się bliskości bruneta, która miała na nią tak silny wpływ. Namacalnie czuła jego zdenerwowanie i skołowanie, dlatego pokrzepiająco zaczęła głaskać go dłonią po plecach przez materiał bluzy.
W jakiś dziwny sposób rozumiała, że cały ten wyjazd, czy wcześniejsza kłótnia nie były w pełni zależne od bruneta, działo się coś, co popychało go do takich zachowań i czego nie mógł się pozbyć.
- Chcesz się przejść ze mną i Roosterem na spacer? Chcę go puścić do innych psów żeby trochę pobiegał i się pobawił, wczoraj spędziliśmy kilka długich godzin w samolocie.- informując go o swoich zamiarach jednocześnie dala mu szansę na przebywanie w swoim towarzystwie. Niby wszystko sobie powiedzieli, ale powrót do tego, co było przed wyjazdem, pewnie jeszcze trochę im zajmie. Musiała na nowo się przed nim otworzyć i zaufać, co wcale nie było takie proste.
Odsuwając się od mężczyzny spojrzała na niego przez chwilę, zaraz oglądając się za owczarkiem, którego przywołała do siebie charakterystycznym gwizdnięciem.
Jeśli psisko przybiegło do nich, ruszyła spokojnym krokiem idąc obok bruneta, ale w pewnej odległości. Sama bała się spleść ich ręce, jakkolwiek nawiązać kontakt fizyczny, który tylko przysłoniłby jej zdroworozsądkowe myślenie. Milczała nie bardzo wiedząc, jaki temat mogłaby poruszyć, jej uwagę przykuł mężczyzna siedzący przy niewielkim stoliku zastawionym masą różnobarwnych tulipanów, najwyraźniej sprzedający świeżo ścięte kwiaty.