Narcyza - 2013-03-12, 17:41 Poklepała klacz po szyi i ponownei naprowadziła na przeszkody, z lubością obserwując jak ta skacze. Kiedy pokonała je już dwa razy, dziewczyna postanowiła nie podwyższać, acz dwa foule od stacjonaty ustawiła kolejną, wysoką na mniej-więcej 70cm. Ponownie pokazała to klaczy i znów naprowadziła na korytarz z tej samej strony, co wcześniej.Insostenible - 2013-03-12, 19:34 Poklepana tknęła delikatnie pyskiem jej dłoń , nastawiając uszy na sztorc i mierząc ją wzrokiem.Przy okazji zgięła szyję gimnastykując się przed dalszą pracą x3.Znów ruszyła sprężystym kłusem , wyginając szyję w łuk i unosząc dumnie ogon , szkoda że nie robią jej zdjęć ,jej foty idealnie nadawałby się na gł. nagłówek jakieś stronki >3.Wracając do niej , wykonała wszystko bez zmian ,czyli skok , ładny baskil oraz miękkie lądowanie zakończone cichym stęknięciem . Obserwowała z ciekawością po zakończeniu jak Cyzia układa nową stacjonatę ,która była wyższa od innych o 20 cm insiak pobudził się nieco , były to jej dopiero drugie skoki na orchard , całe doświadczenie zdobyła na agro gdzie była wręcz rozchwytywana a tu taka zmiana ,która wręcz zmusiła ją do "małej" zmiany charakterku ,który był dosłownie wkurwiający i nie do zniesienia ~Zbaczyła ów przeszkodę ,zniżając pysia i zaraz próbując zrzucić drąga, jednak znając życie dziewczyna albo go podniosła albo nie pozwoliła jej tego zrobić,o.Po zapoznaniu się z nowym znajomym , ruszyła szybszym niż wcześniej kłusem jednak utrzymała stare ustawienie.Wszystko poszło sprawie , przy 70'tce lekko się zawahała jednak skoczyła równie ładnie co wcześniej lądując stosunkowo daleko od samej przeszkody.
/sry za taki gniot ale nie mam wny a nie chcę przedłużać xdNarcyza - 2013-03-12, 19:48 spoko, to ja już tym postem skończę. ^^
Jaki wkurzający? Jaki nie do zniesienia? Byłą taką dużą, cyziową, białą 'psytulanką', a nie wredną kobyłą. <3 Pochwaliła ją po przeskoczonym korytarzu i ponownie na niego naprowadziła. Gdy skoczyła, ponownie nagrodziła ją i podniosła wszystkie przeszkody o 10 centymetrów. Naprowadziła klacz na to raz, rozstępowała, założyła derkę i zaprowadziła do stajni. /ztDakota - 2013-03-13, 16:34 Przybyła w to miejsce razem ze Stradivariusem. Upewniła się, iż na hali nie ma żadnych innych istot i wtedy też spuściła ogiera z lonży, by zapoznał się z tym miejscem jeśli nigdy w nim nie bywał, a przy okazji rozciągnął mięśnie i rozgrzał się przed skokami. Sama za to ruszyła w stronę korytarza, by ustawić przeszkody. Ominęła czerwono-białą tasiemkę, czy co tam, biorąc się za pierwsze drągi. Na początku widniały trzy drągi, w dosyć jaskrawych barwach, które poprzedzały pierwszą przeszkodę - Krzyżaka 50cm. Tuż za nim po 3 foule stał krzyżak wyższy o 5cm, następna w kolejności po 5 foule była 70-centymetrowa stacjonata z desek, tak zwany 'gotowiec' którego po prostu przytaskała w to miejsce. Następnie podwójne cavaletti, mierzące 40cm na skok-wyskok w odległości 1 foule od siebie. Zaraz po tym kolejny krzyżak 50cm i tripplebarre 70cm, oraz okser 60cm, który był ostatnią przeszkodą w tym ustawieniu. 3 metry po okserze ustawiono kolejne pięć jaskrawych drągów i to by było na tyle. Ustawienie wszystkiego zajęło Dakocie do siedmiu czy dziesięciu minut, dlatego Strad musiał zając się sobą. Po skończonej robocie wyszła z korytarza, dotarła do konia i jeśli była taka potrzeba - Pogoniła go ze stępa do kłusa a następnie galopu, przedtem kierując się w stronę ściany. Miała za zadanie doprowadzić do tego, by pokonał w galopie parę okrążeń hali i zaczął choćby minimalnie współpracować z nią samą. W końcu był to ich pierwszy wspólny trening, więc nie wiedziała czego ma się spodziewać.Stradivarius - 2013-03-13, 17:03 Przybył wraz z Dakotą. Widząc przeszkody postawił uszy na sztor, spuszczony z lonży ruszył kłusem w ich kierunku i zatrzymał się by dotknąć ich chrapami. Szybko jednak stracił nimi zainteresowanie i ruszył galopem dookoła oczekując, aż pozwoli mu skakać. Po jakimś czasie zwolnił do kłusa, wygiął szyję w łuk i ruszył wzdłuż hali przecinając ogonem powietrze i spozierając na Dakotę. W końcu wyszła z korytarza i pogoniła go do galopu więc strzelił z zadu i ruszył wyższym chodem. Po pokonaniu dwóch okrążeń skierował się na pierwszą przeszkodę energicznym, stabilnym galopem. Przed nią stały trzy drągi, na których to unosił wyżej nogi. Wymierzył sobie optymalne miejsce odskoku i w tymże punkcie odbił się mocno z zadnich nóg, zaraz zginając w nadgarstkach przednie kończyny i podciągając je wraz z tylnymi. Wysunął szyję na tyle, na ile było trzeba. Pokonał krzyżaka z kilkudziesięciu centymetrowym zapasem. Po 3 foule czekała go kolejna koperta, wyższa o 5 centymetrów. Tym razem odbił się trochę słabiej co było zresztą zamierzone. Nie był mu potrzebny metrowy zapas. Baskilując nad przeszkodą wysunął pysk trochę mocniej szykując się do lądowania. Dalej galopem na dobrą nogę skierował się na stacjonatę o wysokości 70 cm. Tutaj odbił się ze zdecydowanie większą siłą przelatując nad przeszkodą ze sporym zapasem. Przednie nogi podciągnął pod pierś, a pysk mocno wysunął do przodu. Z cavaletti również nie było większych problemów. Przed przeszkodą znacznie przyspieszył w efekcie spóźniając się nieco. Wybił się mocno i błyskawicznie zgiął i podciągnął kończyny coby nie zahaczyć o drąg. Wylądował na tyle blisko, że mógł zrobić kilka kroków przed ponownym wyskokiem. Z następnym krzyżakiem poradził sobie lepiej niż z poprzednimi. Pozostało mu 20 cm zapasu więc nawet nie tak dużo. Zdarzało się pozostawić metr. Postawił uszy na sztorc i zadarł pysk do góry. Przed tripplebarrem odbił się mocno z zadnich kończyn, zaraz podciągając przednie do piersi i wysuwając pysk maksymalnie do przodu. Zaokrąglił przy tym grzbiet i przeleciał nad przeszkodą baskilując. Okser jednak wyminął, tak na zakończenie. Wrócił dopiero na drugi drążek i po nim płynnie przeszedł do kłusa zatrzymując się dopiero przy Dakocie.Dakota - 2013-03-13, 17:27 Obserwowała jego poczynania, każdy szczegół przelotu niczym wielki znawca, którym jednak nie była. Miała jakieś tam - Co prawda nie ogromne pojęcie na ten temat, ale jednak pewne ono było. - Dobry Stradziu - Pochwaliła go po pokonaniu ciągu przeszkód, zaraz jednak zabierając się za ostatniego oksera, którego nie raczył skoczyć. Odsunęła go od reszty na tyle, by karus mógł oddać pojedynczy skok właśnie nad nim, przy okazji nie wlatując na resztę stojaków z drągami. Miała nadzieję, iż teraz będzie miała wyraźniejszy podgląd jego możliwości, w końcu większość koni bardziej stara się, gdy mają określony cel, w tym wypadku popis nad skokiem oksera. By nie było tak całkiem łatwo, jego wysokość zmieniła się dosyć znacząco, bowiem mierzył on teraz niemal 90 centymetrów, całkiem sporo, choć co kto lubi. Nakierowała czterolatka na tą przeszkodę z galopu, hamując go do kłusa po lądowaniu, a następnie do stępa po jednym okrążeniu, by ochłonął. Za dobry skok pochwaliła go entuzjastycznie, zarówno głosem, smakołykiem, jak i pieszczotliwym gładzeniem po klatce piersiowej czy szyjce. Był młodym koniem, Dakota nie zamierzała go przemęczać nad tak wysokimi przeszkodami, by nie zepsuć go na przyszłość, nie ważne jak wielki potencjał posiada. Zmniejszyła wszystkie przeszkody w korytarzu do 50 cm, nie licząc cavalettek, które zyskały wysokość 30 cm. Stacjonata z desek oraz końcowy okser miały po 70cm. Po paru minutach przerwy znów nakierowała go na przeszkody, tym razem biegnąc koło konia. Nie wiedziała czego był uczony w przeszłości, jednak chciała sprawdzić, czy tempo galopu będzie dostosowywał do tempa jej biegu, czy pozostanie mu to obojętne. A może zacznie się wyścig z szatynką? Czyżby płynęła w nim krew folbluta? Haha Stradivarius - 2013-03-13, 17:38 Czekał, aż Dakota przesunie i zmieni wysokość oksera, następnie popędzony ruszył galopem na tą przeszkodę. Odbił się mocno po czym zgiął i wysoko podciągnął kończyny. Wysunąwszy pysk skierował jedno ucho w stronę dziewczyny. Po wylądowaniu kilka kroków jeszcze galopował na dobrą nogę po czym płynnie przeszedł do kłusa. W tymże chodzie zrobił jedno okrążenie utrzymując aktywne, szybkie tempo i mocno pracując zadem. Po pełnym kole przeszedł do stępa i wreszcie stanął przed Dakotą. Smakołyk chętnie przyjął i mamlał go póki się nie skończył. Trzeba się cieszyć chwilą. Ponownie nakierowany na przeszkody ruszył galopem, na początku równo z Dakotą. Nad każdą przeszkodą przelatywał jakby miała 10 centymetrów. Wysoko podciągał nogi, bardzo ładnie baskilował. Zapasu nie pozostawiał wiele. Tego od niego wymagano w Lucchetti. W połowie wyprzedził nieznacznie dziewczynę, by w końcu zwolnić przed okserem. Tam postanowił się jednak popisać. Odbił się na tyle mocno by pozostawić metr zapasu. Maksymalnie wyciągnął pysk, przednie kończyny zgiął w nadgarstkach i wraz z tylnymi podciągnął najmocniej jak umiał. Nad przeszkodą zawiesił się na chwilę by opaść z powrotem ku ziemi. Coś jak u Van Halena. Zwolnił do kłusa po 3 foule i zatrzymał się w narożniku. Na szyję wystąpiły krople potu, a mięśnie wyraźnie rysowały się pod skórą.Insostenible - 2013-03-13, 17:53
Narcyza napisał/a:
spoko, to ja już tym postem skończę. ^^
Jaki wkurzający? Jaki nie do zniesienia? Byłą taką dużą, cyziową, białą 'psytulanką', a nie wredną kobyłą. <3 Pochwaliła ją po przeskoczonym korytarzu i ponownie na niego naprowadziła. Gdy skoczyła, ponownie nagrodziła ją i podniosła wszystkie przeszkody o 10 centymetrów. Naprowadziła klacz na to raz, rozstępowała, założyła derkę i zaprowadziła do stajni. /zt
/nie o kończenie chodziło ale spoko xd
Nie znasz starego insiaka ,na pewno nie było by tak łatwo nawet zdobyć jej zaufanie.Pochwalona skierowała ku niej uszko zniżając lekko łeb i ponownie na niego natarła , mocniej angażując się do skoków , ukazując w pełni na jakim to jest poziomie ,o.I znów, po pochwaleniu i podwyższeniu ruszyła delikatnym galopem,by cały korytarz zaakcentować stęknięciem i kilkoma porządnymi brykami <3.Po rozstępowaniu i założeniu derki wyszła za Cyziakiem do stajni.
zt/Dakota - 2013-03-13, 18:07 Widząc, iż ogier świetnie sobie radzi ponownie pochwaliła go bardzo obficie, jednak tym razem bez smakołyka, a z większą ilością czułości... Pod postacią słów również. Kolejny raz dała mu odsapnąć, usiłując jakoś ubarwić karusowi te monotonne (bynajmniej dla niej) skoki. Zlikwidowała wszystkie przeszkody, stojaki wraz z drągami odkładając na bok tak, by w korytarzu pozostały jedynie 30 i 40 centymetrowe cavaletti. Podeszła do Strada podczepiając mu do ogłowia lonżę, z deka ją wydłużając. Ruszyła przed siebie na cavaletti, pokonując je niczym Szport koń, oczekując tego samego od karusa. Ona traktowała to jako zabawę, więc niech i on tak to potraktuje. Oczywiście wszystko w jednym chodzie - Kłusie, dlatego też niezbędna była wysoka akcja kończyn. Pokonali ten ciąg parokrotnie, znów powracając do 50 centymetrowych krzyżaków poustawianych rządek dalej. Sama skoczyła jednego z nich, starała się zrobić to na równi z koniem, usiłując skupić jego uwagę na tym co teraz wykonują nie tylko mową ciała, ale też słowami. Z jej ust coraz częściej płynęło dźwięczne 'Uwaga' natomiast przed samym skokiem ''Trzy, Czte-ry!''. Sęk w tym, iż Strad nie mógł przejść w galop, a męczyć się z krzyżakami w kłusie. Po pewnym czasie korytarz który teraz pokonywał ogier wyglądał następująco: 3 drągi, krzyżak 50cm, 3 cavaletti, krzyżak 50cm, 3 drągi itd. Wciąż w kłusie. Powoli ich trening dobiegał końca, dlatego też wymagania były coraz mniejsze. Dakota robiła większe przerwy widząc pierwsze oznaki zmęczenia u hanowera, bardziej entuzjastycznie nagradzała go za większy wysiłek. Szatynka była pod dużym wrażeniem widząc umiejętności Strada, dlatego też nie sposób zgadnąć, iż chętnie polata razem z nim. :>Stradivarius - 2013-03-13, 18:19 Dał się wygłaskać i wychwalić, w międzyczasie macając Dakotę chrapami. Na podczepienie lonży zareagował postawieniem uszu i parsknięciem. Skierowali się razem na cavaletti co go dość zdziwiło. Wysoko unosił nogi, szyję wygiął w efektowny łuk. Kilkakrotnie pokonali ciąg by po tym ruszyć na ustawione trochę dalej półmetrowe krzyżaki. Zagalopował na chwilę jednak zwolnił kiedy lonża mu się skończyła. Zaskoczony patrzył jak Dakota skacze przez kopertę. Sam wybił się trochę późno ale mocno podciągnął kończyny unikając strącenia drążka. Zdziwiło go, że z nim biegnie ale mimo wszystko ogarnął się przed drugą przeszkodą, wyrównał tempo stając wreszcie na równi z nią i odbił się w miejscu, które zdążył wcześniej wymierzyć. Przeszkody nie były wysokie toteż nie wymagały mocnego wysuwania szyi. Traktował to bardziej jako zabawę na koniec treningu. Po jakimś czasie pokonywał już korytarz składający się z drągów, krzyżaka, cavaletti itd. Na drążkach unosił nogi tylko trochę wyżej, z kolei przez cavaletti nie skakał, a prezentował wysoką akcję kończyn. Krzyżaki pokonywał jak ogrodzenie wczoraj - tak po prostu. Mimo wszystko bardzo się starał, dobrze baskilował nawet nad tak małymi dla niego przeszkodami.Dakota - 2013-03-13, 18:27 Po pokonaniu ostatniej przeszkody gwizdnęła na konia, jako iż stała trochę dalej, niż on. Jeśli nie zareagował po prostu podeszła i podczepiła ogierowi lonżę, chwaląc go nadmiernie, tym razem również i smakołykiem. Na koniec treningu rozstępowała konia spacerując z nim w najniższym chodzie przy ścianie, przy okazji wierzchem dłoni masując go na przemian po łopatce i wilgotnej szyi. Po parunastu okrążeniach po prostu wyszli. /ztStradivarius - 2013-03-13, 18:34 Na gwizdnięcie zadarł łeb i postawił uszy ale nie ruszył się z miejsca, jako że nie był przyzwyczajony do takiego przywoływania. Złapał smakołyk i mielił go w pysku przez całą drogę. Stępował energicznie ale o akcję nóg się nie martwił. Wyszedł wraz z Dakotą.
/ztJackson - 2013-03-15, 18:51 Wszedł do tej niewielkiej hali z karą klaczą od razu zamykając za nimi drzwi. Zatrzymał czarną damę i rozejrzał się po pomieszczeniu. Przeszkody były nieustawione, jedynie był niewielki zarys korytarza, jednak drągi walały się po ziemi w jednej kupie, stanowiąc coś wyglądającego jak jedna stała przeszkódka. W związku z tym miał dość spory teren, aby móc przed rozpoczęciem konkretnej pracy, polonżować konia, w ramach rozgrzewki. Przecież nie pozwoli aby ta pouszkadzała sobie ścięgien oraz mięśni.
Poklepał ją po łopatce, jeśli stała grzecznie, a następnie cofnął się kilka kroków w tył, tym samym rozwijając linkę łączącą ich. Zacmokał głośno, acz spokojnie, aby klacz ruszyła najniższym chodem. Stawiam, iż jednak próbowała wyrwać do przodu nieco wyższym chodem, jak nie najwyższym, jednak napięta wodza, która łączyła się z wędzidłem blokowała ją w pysku i skutecznie utrudniała pędzenie. Jeśli zaś nie chciała ruszyć, machnął końcówką lonży za jej zadem. Od razu skupił się na obserwacj jej kroków, nóg, całej postawy ciała. Zapewne jej ruch robił wrażenie skoro była ujeżdżeniowcem.I So Bad - 2013-03-16, 22:46 Zerknęła na lonżę, a później na Jacksona i dalej stała jak słup soli. Jeśli myśli, że będzie biegała na zawołanie to jest w wielkim błędzie. Jeszcze nie ten etap znajomości, aby Bad robiła wszystko to co chciał.
Widząc bat za swoim zadem od razu wyrzuciła zadnie kończyny w górę parskając przy tym wściekle. Zamiast stępa po okręgu, mężczyzna ujrzał dziki galop pełen salwy baranków i wierzgania, niczym salwa z karabinu maszynowego. Bad długo nie chodziła i nie miała okazji się wyżyć, a teraz czując zew wolności pozwoliła sobie na małą eksplozję. Była koniem, który kumulował w sobie energię i musiał ją pożytkować w jakikolwiek sposób, aby nie było w przyszłości takich akcji jak ta. Dobrze, że Jackson zabezpieczył jej nogi ochraniaczami inaczej dzikuska mogłaby się nabawić jakieś kontuzji. Dopiero po dziesięciominutowym występie kara przeszła do kłusa, nadal parskając i wydając charakterystyczne "chrapnięcia" z nozdrzy. Szastając ogonem wciąż jeszcze nabuzowana biegła energicznym wyciągniętym kłusem.Jackson - 2013-03-16, 22:58 Jackson, nie szastał jej za ogonem batem- jedynie machnął końcówką lonży - czytamy Lou <3 Ale mniejsza o to...
Czując jak Kara wyrywa się do dzikiego galopu, chłopak od razu zainterweniował, plącząc sobie lonżę wokół dłoni, aby mieć nad nią większą kontrolę, choć to nie był zbyt dobry pomysł, ale na pewno pomagał w większości przypadków. Napiął linkę i impulsyjnie przyhamowywał klacz. Jeśli nie pomagało, wstrzymał ja raz a porządnie, delikatnie mówiąc. Oczywiście nie szarpał jej nie wiadomo jak, po prostu starał się sprowadzić na ziemię. Kiedy tak się stało, pochwalił ją słowami,
-Dobry koń.- jeśli nie- nadal z nią walczył aby przeszła jednak do stępa. Tak jak i ISB, Jackson był nie mniej zawzięty w tym co robił. Nie odpuści, puki ona sobie nie da spokoju i nie chodziło tu o żadne zaufanie, miłość, czy nie wiadomo jaką sympatię. Po prostu chciał pokazać, że jest kimś w rodzaju przewodnika i koń miał po prostu w mniejszym lub większym stopniu go słuchać.
Gdy doszli już do jako takiego porozumienia, a Badzia stępowała, brunet chwalił ją raz po raz, a następnie po przebyciu kilku okrążeń zacmokał krótkotrwale aby ta przeszła w wyższy chód, jednak na pysku miał z nią napięty kontakt, nie pozwalający na mocne, gwałtowne wyrywanie się. Jeśli sama komenda głosowa nie wystarczyła- machnął końcem lonży. Obserwował w dalszym ciągu jej kroki.