To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Hala - Duża hala

Riley - 2013-01-26, 22:49

Ril widząc jak chętnie klacz wchodzi w kontakt, skinął na stajennego, który miał w zanadrzu przyszykowane przeszkody, które zaczął spokojnie składać. Nie chciał, aby klacz doznała szoku, widząc kolorowe belki, więc prowadził ją obok nich raz z jednej raz z drugiej strony, chcąc ją do nich przyzwyczaić. Hala była duża, więc mogli we względnym spokoju i odosobnieniu trenować sobie, skupiając się całkowicie na technice Bad i jej noszeniu się po parkurze, a raczej, prowizorycznym parkurku. Po chwili zapoznania się z przeszkodami, skierował Smolistą ponownie na ślad. Podtrzymywał ją łydką, chcąc utrzymać stałe tempo oraz aktywność. Gdy zaczęła zaokrąglać szyję oraz podstawiać zad, nie tracąc z nią kontaktu, ani nie zaprzestając masażu łydkami, złączył ręce, ustawiając je w normalnej pozycji. Rozpoczął wolty; wprowadził ją wpierw w jedną z większych, wymagając od niej przynajmniej minimalnego zgięcia, pracując aktywnie wodzą wewnętrzną, zewnętrzną pozostawiając napiętą, pilnując klaczowej szyi. Łydki oczywiście nie pozostawały bierne. Jedna wolta na prawą stronę i jedna na lewą. Wyczuwając pod sobą rozluźniającą się karuskę, poklepał ją po szyi.
Rozgrzewka miała być stricte skokowa z racji na rodzaj treningu, jaki mieli przed sobą. Wypchnięcie do kłusa z bioder, oraz impuls łydek. Po kilku krokach Bad, zaczął anglezować, odciążając przy tym jej grzbiet. Skierował ją na serpentynę; delikatnie masował wnętrze jej pyska wędzidłem, mocniej akcentując swoje anglezowanie na poprawną nogę w kłusie klaczy. Wjazd na długą ścianę – wsiadł w siodło oraz wysłał jej pomoce do kłusa wyciągniętego, następnie po zjechaniu na krótką – skrócenie jej wykroku. Pilnował tempa oraz aktywności, aby nie traciła przy zmianie długości swojego wykroku prędkości, nie szarpała, ani nie zwalniała zbytecznie. Następnie zmiana kierunku. Wolta /na prawą i lewą/ o średnicy 15-16m. Oczywiście; pilnował, aby nie wpadała ani nie wypadała zadem bądź łopatką, co się raczej nie miało zdarzyć, ale przezorny zawsze ubezpieczony. Po wolcie skierował ją na koło, najpierw niewielkie /10m/ z każdym okrążeniem zwiększając je, aż doszło do około 25m. W połowie okrążenia pomoce do zagalopowania w ustawieniu do wewnątrz, zewnętrzną nogę ustawiając za popręgiem, wewnętrzną na nim, zewnętrznym biodrem wypychając klacz do przodu, nie działając na wodzach. Usiadł w pełnym dosiadzie, poruszając się płynnie w ruch klaczy, śledząc go bardzo pilnie. Dwa koła na prawą nogę, oraz dwa na lewą, następnie wyjazd z koła na ślad i przejście do kłusa. Przytrzymał ją w razie, czego dosiadem, mocniej usadawiając się na samym środku siodła, pracując kośćmi kulszowymi, gdyby klacz chciała ponownie przejść do galopu.
Przed nimi ustawione były dwa drągi równoległe w odległości 2,5m od siebie pośrodku ich „placu” treningowego. Poprowadził klacz aktywnym kłusem roboczym, usadawiając się w dwupunktowym dosiadzie, dźwigając zadek ku górze, ustawiając się nad siodłem. Skierował Gadzinę na ósemkę, wykorzystując drągi jako miejsce przechodzenia z jednej połowy na drugą. Nie mogło to jednak być takie proste – między drągami zatrzymanie i stój, po czym przejście w stęp, następnie w połowie koła pomoce do zakłusowania. Kontrolował wielkość obu połówek, starając się aby były identycznej wielkości, oraz idealnej „okrągłości”. Po przejeździe na prawą nogę i lewą, ponowienie ćwiczenia oraz zmniejszenie średnicy kół z 15m na 10. Kiedy klacz przechodziła przez korytarz z drągów upewnił się czy idzie prosto, wpisując się w linię w razie czego korygując za pomocą nóg oraz dłoni wszelkie skrzywienia.

I So Bad - 2013-01-26, 23:38

Bad uważnie przyglądała się stajennemu i kolorowym belkom, które raczej nie były dla niej nowością, fakt faktem nie widziała ich już jakiś czas, ale to nie znaczy, że miała się ich obawiać.
Podczas wykonywania wolt kara ładnie wyginała się na boki, zarówno w prawą i lewą stronę, nie mając z tym najmniejszego problemu. W kłusie wygodny fotelik zszedł z głową jeszcze niżej ładnie pracując mięśniami grzbietu i szyi, również zadek włączając do pracy. Na długiej ścianie, potwora wyraźnie przyśpieszyła, wyrzucają szkity w powietrze bardzo energicznie, dupkę obniżyła idąc żwawo ku przodowi. Skracanie i wydłużanie kroku także nie stawiło dla niej żadnego nowego wyzwania. Więc wykonywane ćwiczenia typowo rozgrzewające były dla niej jedynie czymś na rozruszanie się.
Zagalopowanie było bardzo efektowne, bowiem kara zrobiła dziki naskok do galopu, zamiatając przy tym radośnie ogonem. Ale Riley jako jej pan, trener i jeździec od razu wiedział jak zapanować nad krnąbrnym kobyłem.
Po skończonym galopie, przyszła pora na pracę na drągach gdzie kara poradziła sobie znakomicie. Jedynie była nieco rozkojarzona przez wielką ekscytację, jaka buzowała w jej ciele. Ona mogła już na hurra skakać co najmniej metrowe przeszkody, oj stęskniło się konisko za skokami.

Riley - 2013-01-26, 23:55

Perfekcyjność jaką odznaczała się klacz była dla mężczyzny niczym niebiańskie poselstwo; nie musiał się z nią szarpać (jak było na początku ich burzliwej znajomości), walczyć niczym z morskim, antycznym potworem. Było to dla niego wielkim ułatwieniem, tym bardziej, że jego plecy miały się różnie, a gorset, czy jakkolwiek można było to nazwać, nie był zbyt wygodny i ograniczał mu troszeczkę ruch w odcinku lędźwiowym.
____Ponownie skinął na Pana konserwatora, który niczym struś pędziwiatr w mig ustawił kolejne elementy. Na sam początek podstawowe ćwiczenie gimnastyczne z wprowadzonym krzyżakiem. Szereg trzech drągów w odległości dla dużego konia w kłusie, gdzie podwójna odległość od ostatniego drąga prowadzi do pary stojaków, gdzie pośrodku położone były dwa drągi w formie krzyżaczka. Nie wiedział, czego ma spodziewać się po klaczy w skokach. Prowadził ją tylko i wyłącznie ujeżdżeniowo, chociaż… no ponoć była też bardzo skoczna. Musiał to sprawdzić.
____Skierował ją średnim kłusem na drągi, prosto przez sam ich środek, oraz przez drągi leżące między stojakami. Najpierw wjazd z lewej strony później z prawej. Znów skinął na konserwatora, którego poprosił o uniesienie drągów i umieszczenie ich końców w zaczepach stojaków, tak, aby utworzyły krzyżaka o wysokości 40cm na środku. Ponowny przejazd z lewej i prawej, skierowanie klaczy na drągi, następnie krzyżak do pokonania. Lekko oddał jej wodze, kierując ją po ,,lądowaniu” na lewo, później na prawo, przykładając jedną dłoń do jej szyi, drugą nieco bardziej od niej odciągając, trzymając się w lekkim dosiadzie ponad siodło.
____Nie wiedział czy nie ma przypadkiem tendencji do zbyt wysokiego wybijania się… więc postanowił przejść do techniki ,,wbijania się w grzywę” dzięki której nie będzie musiał narażać jej pysku na szarpnięcia. Podczas przejazdu przez drągi, Cunningham rozluźnił ramiona, pozwalając, aby łokcie przesunęły się do przodu. Przycisnął ręce mocniej do karku konia, jedną ręką łapiąc kawałek grzywy Badzi, przyciskając go kciukiem i palcem wskazującym. Nad przeszkodą oczywiście utrzymał pewną równowagę, nie tracąc pewności. Cóż to była niby za przeszkoda…
____Trzeba dodać jeszcze, że podczas najazdu na drągi ustalił energiczny acz nieśpieszny kłus. Zero zbędnego przyśpieszenia czy zwolnienia przed samą przeszkodą – płynne przejście.

I So Bad - 2013-01-27, 00:05

Jakby perfekcyjną nie była, nadal była Badzią a to wiązało się z jej zachowaniem często nieprzewidywalnym.
Kłusując płynnie, przeszła przez drągi bardzo uważnie, każdy przechodząc w równym tempie z tej samej nogi prowadzącej go przekraczając.
Widząc krzyżak klacz napaliła się bardzo na przeszkodę bowiem ostatnio skała na zawodach pod Robertem w klasie P a więc spory szmat czasu temu.
Kara sama wymierzyła sobie odskok, który był idealnie zgrany z sygnałem jaki wysłał jej jeździec do soku. Wybicie było bardzo elastyczne i miękkie, tak samo jak lądowanie. Wręcz jakby jeden foule galopu, który Ril przemierzył w półsiadzie. Nie fuczała, ani nie szarpała łbem dając brunetowi całkowite oparcie na swojej grzywie, dając mu tym samym poczucie bezpieczeństwa.
Ale koń jest tylko koniem, więc zaraz po oddanym skoku, potwora wyrwała dzikim galopem do przodu, ponosząc jednak nie brykając. Taki zew natury, nic nie poradzisz :lol2: .

Riley - 2013-01-27, 00:45

Nie chwal dnia przed zachodem słońca :lol2:
____Mężczyzna nienawidził skakać i przyznawała się do tego bez bicia. Klacz mu nie pomagała jednak :lol: Tak czy owak, kiedy po „skoku”, a raczej skoczku, Bad wyrwała się do galopu, pan Trener pozwolił jej przebiec tak kilka kroków, aby mogła samoistnie się uspokoić. Niektóre konie wybite z rytmu, ćwiczone w innej dyscyplinie niż skoki potrzebowały tego rozpędu dla zachowania równowagi. Miał nadzieję, że tak właśnie dzieje się w psychice karej – „nie potrafię złapać równowagi, pomoże mi w tym rozpęd”. Bądź, była tak rozochocona, że nie dała rady i poniosła się namiętności skoków, ot. Po 3-4 krokach galopu, usiadł mocniej w siodło, mocniej oddziałując kośćmi kulszowymi na grzbiet klaczy, łydki przykładając do jej boków, odchylając się delikatnie do tyłu, wypowiadając te same słowa co 90% jeźdźców - Zwolnij, Bad, zwolnij… – rzucając je stanowczym, tubalnym głosem, nie podnosząc go jednak do krzyku czy choćby nawet uzmysławiając jej przez ton i barwę jakieś swoje głębsze oburzenie, jeżeli chodziło o jej zachowanie.
____Kiedy pozwoliła mu kontrolować swój galop, zaczął delikatnie masować jej język wędzidłem, pracując aktywnie nadgarstkami. Skierował ją na ciasną woltę, chcąc skupić jej uwagę na zadaniu, jakie przed nią stanęło, a nie na buzującej energii gdzieś tam w głębi ciała. Nie specjalnie pilnował jej ustawienia itd. Pragnął, aby ta przede wszystkim przeszła w kłus, który miał nadzieję osiągnąć wyjeżdżając z wyżej wspomnianej wolty.

I So Bad - 2013-01-27, 00:52

Może warto poprosić ukochanego o poskakanie kobyły ? Zawsze wspólna forma spędzenia czasu i możliwość popatrzenia na własnego konia pod kimś innym. Jak się rusza i jakie błędy popełnia.
Raczej obstawiamy tą drugą wersję, która spowodowana jest nadmiarem skumulowanej energii w tym wielkim cielsku.
Ogarnięta szałem prędkości kobyła dalej gnała przed siebie dopóki nie usłyszała głosu Rila, w porę się ogarnęła zwalniając tempo aby mógł się pozbierać na jej grzbiecie, ale jeszcze nie przechodziła do kłusa co by go nie wybić z rytmu dopiero gdy ją o to poprosił grzecznie zmieniła chód na niższy.

Riley - 2013-01-27, 14:36

Jak najbardziej, nie był to głupi pomysł. Odczuwał pewien opór, bo jak to tak, nie potrafić skakać? Nie tyle, że nie umiał, co nie lubił. Traktował to jednak jednako – jako przyznanie się do swojej słabości, a postrzegany jako słabeusz i typ mamamyji, nie, to nie dla niego. Miało to też może jakiż związek z jego zdrowiem. Czasami dochodził do wniosku, że powinien sobie na jakiś czas odpuścić siodło. Zawsze przecież można pracować z ziemi i to z całkiem dobrymi i zadowalającymi wynikami.
____Poprowadził ją w kłusie na duże koło o średnicy 25-30m, w połowie pomoce do zagalopowania. Przysiadł mocniej w siodło, pozwalając klaczy na swobodny galop po kole. Teraz dopiero uświadamiał na jak duży wyczyn się porywał. WKKW? On i WKKW? Gdyby grał w nisko budżetowej komedii amerykańskiej, widownia na planie wiłaby się w agonalnym wrzasku i chichocie. Ril nie był źle wyszkolonym skoczkiem; wręcz odwrotnie. Kiedyś skakał bardzo dobrze, sprawiało mu to nawet radość. Poznał jednak, że ujeżdżenie ma w sobie o wiele więcej plusów nie tylko związanych z programem, lekkością koni i ich jednością z jeźdźcem. Stracił zapał na parkurze, przekładając go na dressage.
____Po dwóch kołach w galopie na P i L stronę, zwolnił ją do kłusa I ponownie, dwa na P i dwa na L. Skinął w między czasie na konserwatora, który szybkim truchcikiem zaczął układać na ziemi drągi.
____Szereg sześciu drągów pośrodku placu treningowego, a raczej tego kwadratu czy tam pola, z którego mogli swobodnie korzystać. Odległość między drągami została ustawiona na ok. 2,8-2,9m. Najpierw skierował ją kłusem, po linii serpentyny między drągami. Nie chcąc, aby na początku korytarze były zbyt ciasne, trafiał, w co trzeci drąg. Po jednym przejeździe, drugim, a następnie trzecim, zaczął już prowadzić karuskę co każdy drąg. Ćwiczenie zakończył przejazdem przez środek drągów (pragnę zwrócić jednak uwagę, że tym razem, w odróżnieniu od poprzedniego ćwiczenia, odległość między drągami umożliwia wykonanie jednego pełnego kroku między nimi). Powtórzenie ćwiczenia w obu kierunkach.
____Utrzymywał przy tym symetryczność serpentyny, pilnując klaczowego rozluźnienia i jej uwagi, oraz trzymając ją w jednym, równym tempie, średniego kłusa. Ruchowi klaczy cały czas towarzyszył miękki, delikatny i stały kontakt z Cunninghamowymi rękami. Ręce działały doprawdy delikatnie, jedynie w kryzysowych sytuacjach wysyłając jakiekolwiek impuls; sprawne działanie łydkami i dosiadem.
____Poklepał ją sowicie po szyi. Po czym zaczął odpuszczać jej kontaktu, oddając lekko wodze, nie rzucając ich jednak na szyję. Nie chciał przeginać; klacz dawno się nie ruszała, a niepotrzebne przemęczanie jej, mogło skończyć się źle. Kontuzje, zapaści, Bóg jeden wie, co jeszcze. Kłus swobodny po śladzie, po przejechaniu jednego pełnego okrążenia zwolnienie do stępa i pomoce do żucia z ręki i zniżenia się z ustawieniem. - No, zobaczymy co to z Tobą i skokami będzie. – odezwał się do niej spokojnym, miękkim tonem, poklepując po szyi, zaraz to zeskakując po kolejnym przejeździe z jej grzbietu, rozluźniając popręg. Przeprowadził ją pod trybunę, tam odnalazł jej derkę, narzucił ją na smolisty grzbiet i wyszedł, zamykając za nimi drzwi.
/zt.

Anonymous - 2013-01-27, 18:23

Klacz z chwili na chwile coraz bardziej się rozluźniała co bardzo satysfakcjonowało Aliss. Gdy wykonała z nią jeszcze parę ćwiczeń rozprężających w kłusie najechała na ścianę i usiadła mocniej w siodle przyciskając mocniej lewa łydkę i delikatnie wypychając biodrami dając jej sygnał do galopu na lewą nogę. Uważała by nie wjechać na pozostałych towarzyszy na hali, do tego dokładnie pilnując ustawienia klaczy. Alissa siedziała miękko w siodle, jakby przyklejona. Z kroku na krok wyczuwała rozluźnienie klaczy, a także ze swojej strony. Najechała z nią na woltę dokładnie pilnując ustawienia do wewnątrz poprzez wewnętrzną pół paradę i napięcie zewnętrznej wodzy, po zrobieniu paru wolt w galopie najechała na przekątną ustawiając prawą łydkę na popręgu, lewą za popręgiem dodatkowo przenosząc ciężar ciała na prawo i bardziej wypychając z prawego biodra, a także zmieniając ustawienie na prawo chcąc od klaczy zmiany nogi.
Encore Papillon - 2013-01-27, 21:38

{hm, nie wiem co zrobić, bo mój jeździec od 2 dni się nie pojawia :d ...}

Gdy ogier zobaczył 2'ga klacz, znów zarżał basem na całą halę, kompletnie ignorując jeźdźca na grzbiecie. Zanurkował łbem gwałtownie w dół, mało przyjemnie uderzając w rekę jeźdźca, po czym spiął mięśnie tylnych partii ciała, uskakując gwałtownie do boku, jak gdyby tuz przed nim wybuchła raca. Oddał zaraz z zadu, gdy tylko przednie kończyny dostknęły ziemi, po czym ruszył kłusem w stronę Coco <3

Christian Levrull - 2013-01-28, 14:31

Po wcześniejszym uspokojeniu i rozstępowaniu, wyszli.

{zt obydwoje, umówione, by nie blokować postaci. ;) Przy czym Enciak rozebrany i odprowadzony do boksu :lol: }

Encore Papillon - 2013-01-29, 14:36

Chaotycznie ale /zt :lol:
I So Bad - 2013-01-29, 21:13

Kara natomiast uwielbiała skakać, sprawiało jej to ogromną frajdę ale jej hodowcy uznali, że lepiej sprawdzi się ujeżdżeniowo, a poza tym ujeżdżenie jest podstawą dla skoków. No i oczywiście konie ujeżdżeniowe są droższe i pewnie to zadecydowało o ukierunkowaniu młodej paskudy.
Przejście w galop było bardzo płynne, od razu po odczuciu impulsu łydki i dosiadu, kara ruszyła spokojnym tempem, pozostając w ustawieniu i dając się łatwo, bez problemów prowadzić.
WKKW dla Bad byłaby to doskonała możliwość wyładowania nadmiaru energii, który kumuluje się w tym wielkim, umięśnionym cielsku. Z uwagi na jej charakter, pewność siebie i odwagę, raczej problemów przy pokonywaniu crossu by nie było.
Krocząc już kłusem uważnie przyglądała się drągom, wyginając podczas jazdy wężykiem, elastycznie zarówno na prawą jak i lewą stronę.
Przejazd przez środek, także został wykonany z ogromną uwagą i skupieniem, tak aby za każdym razem ta sama noga jako pierwsza przekraczała kolejny drąg. Świadczyło to o równości chodu i zaangażowaniu konia w pracę. Zawsze się starała zadowolić swego jeźdźca, jeśli tylko na to zasługiwał. A jej pan zasługiwał na to bardziej niż ktokolwiek inny.
Po rozstępowaniu, kara wyszła wraz z Rileyem do stajni.

/zt

Anonymous - 2013-01-31, 17:41

Brunet pojawił się na dużej hali, prowadząc w ręku siwego luzytana. Nie był pewien czy Americo już tutaj był, toteż dla własnego bezpieczeństwa zrobił z nim koło wokół hali z ziemi, zapoznając go ze wszelkimi strachami. Poklepał go po szyi, bo póki co sprawował się nienagannie. Podprowadził go do trybun i tam zatrzymał. Podpiął popręg o dwie dziurki i spuścił strzemiona. Wyregulował je na swoją wysokość i wsunął lewą stopę w strzemię, prawą zaś odbijając się od ziemi. Usiadł miękko w siodło, równomiernie rozkładając ciężar ciała. Zamknął od razu ogiera w pomocach do stój i posprawdzał dla pewności wszystkie paski, tym razem z siodła.
Ujął wodze w dłonie, póki co dając siwkowi luz na pysku. Dał mu impuls obiema łydkami i wypchnął biodrami, oczekując od niego ruchu naprzód w stępie.

Anonymous - 2013-01-31, 17:49

Jeszcze przed przeprowadzką Americo był na hali więc i ta nie zrobiła na nim większego wrażenia. Parsknął tylko. Na razie był spokojny więc potulnie stanął, żeby jeździec mógł wsiąść. Na razie cierpliwości nie tracił więc chłopak mógł spokojnie wszystko posprawdzać nie narażając się na gwałtowne ruchy ze strony siwka. Czując nacisk łydek luzytan ruszył stępa. Powoli zaczynał się rozkręcać. Kiedy to ostatnio był na treningu? Około dwóch miesięcy temu. W między czasie łaził sobie po padoku i się lenił. Teraz to była miła odmiana od słodkiego lenistwa, które jednak w końcu daje się we znaki.
Anonymous - 2013-01-31, 17:57

Ethan doskonale zdawał sobie sprawę, że luzytan przez cały czas idealny nie będzie. W końcu był ogierem, a im hormony uderzały do głowy zupełnie niespodziewanie. Dlatego też miał się na baczności. Wyprostował plecy i poruszał miednicą w rytm stępa siwego, wczuwając się w jego ruch. Nakierował go na pierwszy ślad, pilnując aktywnego i równego chodu. Stopniowo podbierał wodze, pulsując nimi aby siwek zainteresował się wędzidłem, które miał w pysku.
Zrobił z ogierem łącznie cztery okrążenia wokół hali, po dwa na jedną stronę. Skierował go na woltę w narożniku, zaczynając powoli proces rozgrzewania jego zastałych mięśni. Zaczął uważnie pilnować wygięcia, wchodząc z ogierem na głębszy, elastyczniejszy kontakt. Po wolcie, wyjechał na linię środkową, zaczynając kręcić z siwkiem ósemkę, rozpoczynając powoli zbierać America i ustawiać go na pomoce.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group