Anonymous - 2016-02-16, 13:50 Nikomu, nie licząc Holly, nie powiedział jeszcze o swoim nowym mieszkaniu. Mimo to miał nadzieję, że Aaren bez problemu dotrze pod wskazany adres. Nie był w stanie jej kierować, ledwo zachowywał przytomność, mimo ciągłych starań Isabelle o to, aby utrzymać go przytomnego. Rozpoznawszy swoją ulicę, podał Isabelle klucze, zaraz krótkim pomrukiem każąc Aaren się zatrzymać. Zdołał tylko otworzyć drzwi. Gdy tylko podjął próbę podniesienia się, ból ściągnął go do poprzedniej pozycji, uniemożliwiając samodzielne wyjście z auta. Zaciskając zęby, z pomocą Aaren wysiadł z niego z niemałym trudem.
Mieszkał na drugim piętrze, co było w sumie pocieszające zważywszy na to, że nawet pokonanie takiej ilości schodów było dla niego niemałym wyzwaniem. Musiał jednak puścić brzuch, aby móc wspierać się o ścianę, podczas gdy prawą rękę cały czas miał przewieszoną przez kark Aaren. Nie dbając o krwawe ślady, które po sobie zostawiał na ścianie, z pomocą brunetki wszedł na górę. Isabelle z kolei miała za zadanie wyprzedzić ich i otworzyć drzwi kluczami, które wręczył jej parę minut przedtem.
Będąc już w mieszkaniu, ruchem głowy wskazał Aaren koniec korytarza, sugerując przejście na sam koniec mieszkania. Tam stało dwuosobowe łóżko, na którym to usiadł i zanim zrobił cokolwiek innego, ściągnął przez głowę bluzę wraz z t-shirtem, które przesiąknięte krwią rzucił na ziemię.
- Dasz radę? - Zapytał tylko, patrząc na Aaren dość nieprzytomnie. Gdyby nie to, że znał jej umiejętności i kwalifikacje, prawdopodobnie nie wygłupiałby się ze szpitalem. Bądź co bądź, ale umrzeć nie chciał. Czuł się jednak na tyle stabilnie, aby zaryzykować. Osłabienie brało się raczej z utraty krwi i nadmiaru wrażeń, bo gdyby Genevieve zrobiła mu poważną krzywdę, prawdopodobnie już dawno byłoby po nim. Tymczasem nie zbierało mu się na plucie krwią, nie skręcało go też niemiłosiernie z bólu, więc mogli śmiało podejrzewać, że rana była powierzchowna. Wciąż niebezpieczna i paskudna, ale jednak nie zagrażająca jego życiu tak, jak miałoby to miejsce w przypadku uszkodzenia jakiegokolwiek organu.Aaren Wayford - 2016-02-16, 21:47 Zgodnie z jego przypuszczeniami, Aar dotarła pod wskazany adres szybciej niż zapewne wszyscy się spodziewali. Posiadanie sportowego auta miało czasem swoje zalety, co prawda nie był to jeszcze jej wymarzony Mustang, na którego powoli odkładała pieniądze, ale nawet białe BMW dawało radę w kryzysowych sytuacjach.
Zatrzymując się gdzieś na parkingu pod blokiem, zgasiła silnik prosząc Is o to, aby zabrała wszelkie potrzebne medykalia wraz z apteczką wojskową oraz tą z samochodu.
- Tony.- warknęła, nim zdążyła opuścić siedzenie kierowy. Nie minęło kilka sekund, gdy znalazła się tuż przy jego drzwiach, łapiąc go za prawą rękę przełożyła ją sobie na kark i trzymała prawą dłonią, natomiast lewą złapała go w pasie dłonią uciskając ranę i jednocześnie starając się zmniejszyć ból związany z wchodzeniem po schodach.
Chciała aby rana jak najmniej była narażona na ruch i szarpanie związane z ruchem mięśni, nie wiedziała jak mocno jest uszkodzona poprzez dźgnięcie nożem. Liczyła tylko na to, że po oględzinach będzie w stanie ocenić czy przedmiot nie naruszył żadnych narządów wewnętrznych oraz zatamować krwawienie.
Gdy Isabelle w porę otworzyła przed nimi drzwi, wprowadziła bruneta kierując się do wnętrza mieszkania, którego nie zdążyła nawet ogarnąć wzrokiem. Widząc jak Tony od razu szykuje się do zabiegu skinęła mu głową. Współpraca w tej chwili była najważniejsza, podobnie jak upływający czas.
- Is przygotuj mi wrzątek.- rzuciła, w międzyczasie sama odbierając od brunetki apteczki. Zdejmując kurtkę i bluzę rzuciła je gdzieś obok na ziemie, związała włosy zaraz chwytając po wszelkie niezbędne rzeczy. Dezynfekując dłonie alkoholem w postaci aerozolu, założyła na nie rękawiczki spoglądając kątem oka na bruneta. - Zrobię wszystko co jestem w stanie zrobić. Na jutro skombinuję Ci lekarza. Tymczasem musisz wytrzymać. Mam nadzieję, że masz na zmianę pościel. - rzuciła patrząc na łóżko, które teraz miało stanowić prowizoryczny stół operacyjny.
- Trochę zaboli na początku bo muszę ocenić jak głęboko wbił się nóż. Nie mam nic na znieczulenie, musisz wytrzymać. - wyjaśniła krótko i rzeczowo.
Podchodząc do bruneta delikatnie odwiązała bandaż, zdejmując po chwili nasiąknięte krwią opatrunki, które wyrzuciła do pustego plastikowego pudełeczka po apteczce samochodowej, wszystkie rzeczy znajdowały się teraz w tej wojskowej. - Is musisz wysterylizować igły, włóż je do wrzątku.- wydając krótkie i jasne polecenia skupiła się na tym, aby delikatnie zbadać obszar rany. Subtelnie badając opuszkami palców miejsce wkucia, chciała sprawdzić jak głęboko sięga i czy żadne narządy nie uległy uszkodzeniu.
- Nie jest tak źle. Jaką masz grupę krwii ?- spytała nie wyjaśniając nic więcej, nasączając kawałek gazy środkiem dezynfekującym powiodła po okolicach wkucia, starając się je zdezynfekować zanim, zacznie go zszywać. Krew sączyła się co raz wolniej, a wokół rany pojawiły się nawet miejsca, gdzie zaczęła krzepnąć. Mimo to podejrzewała, że bez podania jednostki krwi może być ciężko.Anonymous - 2016-02-17, 22:08 - Nie chcę tu nikogo - wtrącił, kiedy wspomniała o lekarzu. Wiedział, że nie byłaby to przypadkowa osoba, a raczej któraś z tych, którą Aaren znała i darzyła pewną dozą zaufania, ale mimo to... Nie. Gdyby miało to wyjść na zewnątrz, nawet nie zawracałby jej głowy i od razu udałby się do szpitala. Dopiero poważna, realna groźba utraty życia mogłaby go nakłonić do zmiany pozycji, ale nie czuł się jakby miał umrzeć.
Pozwolił jej odwinąć bandaże, które wkrótce odsłoniły paskudną ranę. Aby powstrzymać wzbierające obrzydzenie, położył się na łóżku, odchylając głowę do tyłu i przez chwilę patrząc w sufit, aż Aaren zebrała wszystkie niezbędne do opatrzenia rany. Wówczas zerknął na nią kątem oka i zaczął obserwować jej poczynania, zachowując względny spokój. Gdy opuszkami palców dotykała rany, wciągnął powietrze z cichym świstem, walcząc z towarzyszącym temu znośnym, aczkolwiek dokuczliwym bólem.
- Nie wiem. Nie pamiętam... ja pierdolę - stłumił głośne jęknięcie, odruchowo wyginając się i zaciskając palce obu dłoni na pościeli, gdy środek dezynfekujący wszedł w kontakt z raną. - Następnym razem mnie uprzedź - odezwał się niemrawo, wciąż zaciskając palce ilekroć odczuwał mocniejsze pieczenie. Na swoje szczęście miał pewne doświadczenie jeżeli chodzi o znoszenie bolesnych zabiegów bez znieczulenia. Wciąż wychodził z założenia, że nic nie mogło się równać wyjmowaniu tamponady z nosa lub połamanym żebrom, na które nikt nawet nie spojrzał.
Wracając jeszcze do grupy krwi - poważnie nie posiadał takiej wiedzy, zwyczajnie nigdy nie było mu to potrzebne. Nikt normalny chyba się nad tym nie zastanawiał, chociaż czasami taka wiedza ratowała życie... Jemu jednak raczej nic nie zagrażało. Może poza anemią i ogólnym osłabieniem.
Obrócił głowę w stronę Isabelle, ale już nic nie mówił.Aaren Wayford - 2016-02-17, 22:34 - Tony ja nie jestem lekarzem.- rzuciła, uprzedzając go zanim zdążyła jeszcze zrobić cokolwiek. - Postaram się pomóc, ale nie obiecuję, że podołam.- co prawda widok krwi i samej rany nie robił na niej wrażenia, to jednak była skłonna uznać, że w takim przypadku może po prostu zwątpić w swoje umiejętności. Sprawą determinującą wszystko była walka o życie przyjaciela i to w tej chwili liczyło się najbardziej, zależało jej i gotowa była podjąć wszelkie ryzyko.
- Będę się z nim konsultować.- dodała po chwili namysłu, doskonale wiedząc w jakiej sytuacji znalazł się brunet. Sama musiała kłamać jak najęta, gdy ostatnio wylądowała w szpitalu po postrzale.
- Oddychaj głęboko.- poprosiła widząc jak mężczyzna kładzie się na łóżku. Jego reakcja sprawiła, że delikatnie odsunęła nasączoną gazę od rany. - Kopnę Cię kiedyś w dupę za to pakowanie się w kłopoty.- zaśmiała się zimną dłoń przykładając do jego czoła, chciała sprawdzić czy przypadkiem temperatura ciała nie wzrosła, co mogłoby świadczyć o postępującym zakażeniu.
- Jasne, wybacz.- spoglądając w stronę Is, odebrała od niej kubek z wrzątkiem i igłami, które się w nim znajdowały. - Jak zacznę szyć będzie bolało, możemy robić przerwy. Mów kiedy będziesz chciał odpocząć.- spojrzała na niego z wyraźną troską w oczach, przygotowując nic, które wyjęła ze sterylnego opakowania, nawlokła na nie zagiętą igłę, gdy tylko zdążyły ostygnąć.
- Zaraz się wkuję, uprzedzam.- zakomunikowała mu, a następnie delikatnie nabrała skórę pomiędzy palce wkłuwając się w nią tak delikatnie jak tylko potrafiła. Zaczynając zabawę w krawcową obserwowała cały czas mimikę bruneta, śledząc każdą reakcję jaką po sobie pokazywał. Gdy tylko prosił to przestawała na chwilę dając mu tym samym odpocząć.Anonymous - 2016-02-18, 00:29 Nie miał teraz siły dyskutować z nią na ten temat. Czuł, że niebawem całkiem opadnie z sił, co było zwiastunem początku żmudnego procesu rehabilitacji i powrotu do zdrowia. Na ten moment całą nadzieję pokładał w Aaren wierząc, że nie tylko sobie z tym poradzi, ale też podejmie mądrą decyzję, gdy będzie to potrzebne. Kompromis, jaki mu zaproponowała, skwitował cichym westchnieniem. Nie zareagował nawet na ostrzeżenie, którym go uraczyła wymuszonym śmiechem. Czoło miał ciepłe i zroszone potem, ale jego temperatura nie powinna budzić niepokoju. Był po prostu trochę osłabiony i wciąż mocno rozemocjonowany.
Milczał od dłuższej chwili. Jedynie głośny, równy oddech i żywo śledzące sytuację oczy zdradzały, że był przytomny i obecnymi myślami przy tym, co mówiła do niego Aaren. Mimo ostrzeżenia, ból ponownie przeszył go na wskroś, powodując że ciałem bruneta targnął silny skurcz. Odetchnął głęboko, próbując nad sobą zapanować ze wszystkich sił. Zacisnął palce na materiale tak mocno, aż pobielały mu knykcie. Jednocześnie zacisnął zęby, nie pozwalając na to, by z jego gardła wydostawało się coś więcej niż stłumione odgłosy świadczące o tym, że musiało to kurewsko boleć. Najchętniej darłby się, tak po prostu zdzierałby gardło, klnąc i wyzywając tą popierdoloną laskę, która mu to zrobiła. Nic by to nie zmieniło, ale odwróciłby tym uwagę od swojego cierpienia.
Przerwał jej dopiero po dłuższej chwili, prosząc ją zachrypniętym głosem aby podała mu jego zmiętego, poplamionego krwią t-shirta. Rozdarł go, odrywając pasek materiału. Nie mógł pozwolić sobie na darcie mordy, nie tylko dlatego, że głupio by to wyglądało - co zresztą nic go nie obchodziło, tylko dlatego, że sąsiedzi byli problemem. I tak będzie się musiał pewnie zmierzyć z tłumaczeniem, dlaczego ślady krwi na klatce schodowej prowadzącą do jego mieszkania.
- Nie mógłbym się chociaż najebać? - Skomentował, wykrzywiając się i raczej nie mówiąc serio. To najpewniej szybciutko zaciągnęłoby go na drugi świat. Już miał zacisnąć zęby na wcześniej wspomnianym pasku materiału, aby pozwolić Aaren kontynuować szycie, gdy zadzwonił telefon, leżący obok, na łóżku. Odruchowo zerknął na wyświetlacz, dopiero teraz przypominając sobie o tym, że umówił się z Hayley. Piętnaście minut temu.
- Kurwa - sapnął, odkładając telefon i licząc na to, że Hayley po prostu odpuści po którymś sygnale z rzędu. Telefon rzeczywiście przestał dzwonić, więc po prostu skinął głową do Aaren i zacisnął zęby na materiale, który choć co prawda nie tłumił do końca odgłosów bruneta, to przynajmniej chronił go przed gryzieniem warg, języka czy wreszcie bolesnym zgrzytaniem zębów.
Niebawem dzwonek telefonu rozbrzmiał ponownie sprawiając, że nie mógł tego dłużej ignorować. Nie dając Aaren żadnego znaku, by przerwała, po prostu odebrał, wcześniej wyciągając z ust pasmo materiału.
- Hayley, naprawdę nie mogę teraz... - odezwał się słabo, wciąż mocno zachrypnięty, aż nagle przerwał. Dziewczyna mogła usłyszeć głośne syknięcie, po którym padło siarczyste przekleństwo. Prawie wypuścił telefon z ręki, co poskutkowało tym, że niechcący włączył tryb głośnomówiący. Słysząc jak głos Hayley roznosi się po całym pomieszczeniu, powtórnie zaklął, nie mając jednak siły pieprzyć się teraz z dotykowym ekranem. Puścił więc telefon na pościel.
- Jestem ranny, możesz po prostu zadzwonić później? - Zapytał, starając się mówić na tyle głośno, aby go dobrze zrozumiała. Nie zdawał sobie sprawy z tego, jak bardzo absurdalnie i niepokojąco to brzmiało, ale naprawdę była to ostatnia rzecz jaka go interesowała w tym momencie.Aaren Wayford - 2016-02-18, 01:01 Była świadoma tego jak wielka ciąży na niej odpowiedzialność, nie mogła zawieść zaufania Tonego, a tym bardziej pozwolić mu na to, aby tu odleciał lub wykrwawił się na własne życzenie. Istniała owszem druga opcja taka jak szpital, ale nie bez powodu kazał Isabelle dzwonić właśnie po nią, a nie po pogotowie.
Jako jedyna oprócz Tonego wiedziała, o co w tym wszystkim chodzi i dlaczego to wszystko wyglądało i skończyło się tak, a nie inaczej. Cieszyła się gdzieś w głębi, że to ją poprosił o pomoc i ufał jej na tyle by powierzyć w jej ręce swoje własne życie.
Starała się szyć tak, aby sprawiać mu jak najmniej bólu, szybko i konsekwentnie zamykając ranę, odsuwając ręce, gdy tylko zaczynał miotać się pod wpływem naturalnych reakcji ciała, które pod wpływem intensywnego bólu wręcz samoistnie się skręcało.
Podając mu koszulkę szybkim ruchem, wróciła do szycia przeciągając kolejne centymetry nici przez skórę mężczyzny. Niemal się nie odzywała skupiając się w pełni na swoim zadaniu, skupiona poprosiła tylko w międzyczasie Is o to, aby postawiła na łóżku lampkę, której światło na rozcięcie.
- Dałabym Ci alkohol ale jeszcze mi się tu wykrwawisz.- wyjaśniła delikatnie wycierając nadgarstkiem pot z własnego czoła, nie pozwoliła nawet swoim dłoniom na drżenie, cała spięta ale i zachowująca spokój, wykonywała kolejne zręczne ruchy dłonią powoli zbliżając się ku końcowi. - ... rozrzedza krew.- dodała po chwili , spoglądając na twarz bruneta i jego próbujące zacisnąć się na koszulce zęby. Słyszała jak próbuje krzyczeć aby załagodzić ból, jak całe ciało opiera się temu co z nim robiła. Musiała, bezwarunkowo skończyć swoją robotę nawet jeśli miałby zacząć rzucać się po tym łóżku jak dziki. - Dam Ci potem coś przeciwbólowego, ale muszę najpierw skończyć.- rozedrganym spojrzeniem powiodła po spiętych mięśniach i malującym się na jego twarzy cierpieniu.
Zerkając na dzwoniący telefon westchnęła głęboko, kontynuując to co miała skończyć, im szybciej skończy tym szybciej da mu odetchnąć i będzie mógł wreszcie odpocząć.
- Kurwa Tony ! - warknęła, gdy tylko poruszył się, aby sięgnąć po ten cholerny telefon, nieco szarpiąc za nić, gdy tylko się poruszył mogła wywołać tym silniejszy ból i jednocześnie narazić Tonego na jakiś błąd w swojej prowizorycznej sztuce lekarskiej. - Nie ruszaj się.- poprosiła już niego łagodniej w momencie, gdy zaczął rozmawiać z blondynką, którą chcąc nie chcąc rozpoznała po głosie.
- Proszę Cię, leż spokojnie.- rzuciła gdzieś pomiędzy wymianą zdań między brunetem na Hayley, starając się skupić nadal na zszywaniu rany, była już prawie u końca roboty. Rozmowa jaka odbywała się przez telefon trochę ją dekoncentrowała, próbując odciąć się od otoczenia zagryzła w skupieniu dolną wargę wykonując ostatnie ruchy dłonią. - Pogadacie sobie później gołąbeczki.- syknęła przez zaciśnięte zęby, naprawdę przeszkadzała jej ta rozmowa. Próbując zachować spokój, płynnie przeciągała nitkę, aż wreszcie finalnie ją zawiązując i odcinając koniec czystymi nożyczkami, które również zostały wcześniej poddane sterylizacji.
Dokładnie palcami jadąc po szwach sprawdziła jakość wykonanej roboty stwierdzając, że podołała zadaniu lepiej niż przypuszczała. Uśmiechając się pod nosem, rozejrzała się za apteczką, w której obecne były czyste opatrunki. - Musisz usiąść, chodź.- wyciągnęła w jego stronę rękę chcąc pomóc powoli mu się dźwignąć do pozycji siedzącej. - Tylko powoli.- ostrzegła zanim zdążył szarpnąć się i gwałtownie podnieść.Isabelle - 2016-02-18, 01:22 Milczała przez całą drogę do mieszkania. Cóż, nie uprzedził jej, że coś wynajął, zresztą... to nie było dla niej teraz istotne. Skupiała się na tym aby nie pozwolić Tonemu zasnąć, wiedząc, że może być to bardzo niebezpieczne, zważając na jego aktualny stan. Na szczęście brunetka nie marnowała czasu, w dość szybkim tempie znajdując drogę, gdzie mieszkał Tony. Wysiadając z wozu zaraz odebrała kluczę, po czym weszła pierwsza do budynku, udając się pod odpowiedni numer po czym otworzyła drzwi. Zamknęła je zaraz za bratem i Aaren.
Czuła się... dziwnie skrępowana, choć nie przeszkadzało jej to w funkcjonowaniu. Sytuacja nie wpływała na nią dobrze, ale wiedziała, że teraz nie może myśleć o sobie. Będzie dochodzić do siebie później, w swoim pokoju, a nie teraz.
Poproszona o przygotowanie wrzątku do wysterylizowania igieł, pospiesznie udała się do kuchni, gdzie nastawiła wodę w czajniku. Szukając po szafkach jakiegoś naczynia, by móc przelać wodę i przy okazji nie zrobić sobie krzywdy, okazywała swoje zniecierpliwienie tupiąc nogą o posadzkę. Nie, zdecydowanie nie była fanką takich wrażeń, o zgrozo.
Po chwili pojawiła się znów w sypialni, podając brunetce naczynie z igłami. Na samą myśl o nich po plecach przeszedł ją dreszcz i poczuła, jak zaczyna ją podświadomie boleć skóra. Jedyne jednak co dała po sobie poznać to zagryzienie dolnej wargi. Nie odzywała się, czuła, że to zbędne. Bo niby co wniosą głupie pytania typu "boli?" lub stwierdzenie "spokojnie" zupełnie nic, a wręcz przeciwnie mogą wywołać zupełnie inny skutek. A ona była i tak już dostatecznie na granicy emocjonalnej, nie potrzebowała pomocy.
Zamiast tego usiadła niedaleko, na podłodze, chcąc być gotową by pomóc, jeśli zostanie o to poproszona. Napięła mięśnie kręgosłupa, chcąc w ten sposób zapanować nad własnym ciałem, które na widok igieł niemal całe ją bolało.
Na dźwięk dzwonka tylko ściągnęła brwi. Osoba wybrała sobie kiepski moment. Zdziwiło ją jednak, że pomimo sytuacji Tony postanowił odebrać telefon. Słysząc w słuchawce charakterystyczne imię niemal powstrzymała się przed parsknięciem. Napięła mocniej mięśnie, a jej wzrok stał się wyraźnie chłodniejszy. Miałam tylko nadzieję, że laska się tu nie pojawi.Anonymous - 2016-02-18, 09:39 Rozmowa z Hayley przebiegła burzliwie, głównie przez to, że co chwilę skręcało Tonego z bólu. Oliwy do ognia dolały komentarze Aaren, które pierw ignorował, nieustannie próbując ją przegadać i dojść do porozumienia z blondynką. W końcu jednak sobie odpuścił, jeszcze zanim Hayley się rozłączyła, w rezultacie nawet się nie żegnając. Westchnął ze zrezygnowaniem, pozwalając brunetce na wykonanie kilku ostatnich szwów. Telefon od Hayley rozbudził go na nowo sprawiając, że w jednej chwili odechciało mu się spać, chociaż wciąż był wypompowany z sił. Miał jeszcze za wiele do załatwienia aby pozwolić sobie na odpoczynek.
Tymczasem podał Aaren rękę, wolno przenosząc się do pozycji siedzącej. Pozwolił jej na to, aby założyła mu świeży opatrunek, ale gdy skończyła, nie położył się z powrotem. Wychwyciwszy zza ramienia Aaren zimne spojrzenie Isabelle, którego zupełnie nie skojarzył z rozmową z Hayley, postanowił, że musi działać od razu.
- Pomóż mi dojść do łazienki - odezwał się do brunetki, wbijając w nią wzrok. Spodziewam się, że w pierwszej chwili spotkał się ze sprzeciwem - wszakże chociaż trochę musiał poleżeć - ale szybko go stłumił. - Mówię, kurwa, serio, cewnika mi nie założysz, więc przestań i po prostu mi pomóż - zażądał, przyciskając ją wzrokiem. Nie miał pojęcia, czy zrozumie, że to nie potrzeba fizjologiczna rzeczywiście go woła, tylko chęć odbycia rozmowy na osobności tak, aby nie wzbudzać podejrzeń Isabelle. Pod pretekstem pomocy mógł tam zaciągnąć Aaren, w końcu nie mieli przed sobą tajemnic .
Z pomocą brunetki wstał ostrożnie z łóżka i nieco zgarbiony, wspomagany przez Aaren wolnymi krokami udał się z nią do łazienki, cały czas zaciskając z bólu zęby. Mimo wszelkich starań szwy ciągnęły go nieznacznie, aczkolwiek boleśnie. Wreszcie znaleźli się jednak we wspomnianym pomieszczeniu. Zamknąwszy drzwi, oparł się o blat zlewu, podnosząc wzrok na Aaren i prosząc, aby stanęła tuż przy nim.
- Słuchaj, powiem to wprost. Genevieve sypnęła przy Isabelle o gwałcie - odezwał się cicho, nie tylko dlatego, że mówienie przychodziło mu z trudem. Nie sądził, aby Isabelle poszła za nimi i stała teraz pod drzwiami i podsłuchiwała, ale mimo to wolał ograniczyć ryzyko do minimum. Stąpał po zbyt cienkim lodzie. - Naprędce obróciłem to przeciwko niej i zrobiłem z niej puszczalską wariatkę, więc... Jakby Izka pytała się, czy cokolwiek wiesz, to nic nie mów, dobra? Ja jej wszystko jutro wyjaśnię. Ale prawdy poznać nie może - wytłumaczył, nie spuszczając z brunetki wzroku i mając nadzieję, że i tym razem bezinteresownie obroni mu dupę.
- I jeszcze jedno. Miałem dziś oddać Ryderowi kasę, więc jak możesz, to przekaż mu ją jutro. Nie chcę dostać kolejnej kosy - uśmiechnął się krzywo. - A teraz serio muszę się odlać - mruknął, odsuwając się od blatu aby podejść do kibla i załatwić swoje sprawy, o dziwo całkiem udolnie. Chyba do końca życia nie da rady się odwdzięczyć Aaren za znoszenie jego osoby .Aaren Wayford - 2016-02-18, 10:11 Pomagając brunetowi się podnieść śledziła wzorkiem zachowanie szwów podczas ruchu jego ciała. Mając je tuż przed sobą, umieściła na ranie podwójną gazę w miejscu szwów, a następnie wszystko ucisnęła bandażem, owijając nim pasie mężczyznę.
- Gotowe.- rzuciła oddychając z ulgą, nie sądziła, że ta chwila stresu i wręcz nadnormalnego skupienia tak bardzo wypruje ją z sił. Mając mroczki przed oczami lekko podparła się ręką o krawędź łóżka, uciekając przed wzorkiem Tonego, obejrzała się do tyłu w stronę Is próbując jednocześnie unormować swój oddech.
- Uspokój się bo Ci szwy pękną.- upomniała go spokojnie, gdy tylko zaczął wszczynać bunt. Zwlekła się z łóżka do pozycji stojącej, pomagając mu się podnieść i stanąć na własnych nogach. Dopiero jego wzrok upewnił ją w tym, że nie o sikanie tu chodzi. Wykazując zrozumienie spięła mocniej brwi, pomagając mu się dotoczyć do tej cholernej łazienki.
(Proponuję miesiąc noszenia na rączkach za to dźwiganie ! )
Docierając do łazienki, zamknęła za nimi drzwi tak, aby żadne słowo, które tu padnie nie wyszło poza te cztery ściany. - Mów o co chodzi ?- spytała stając naprzeciw, tak by plecami móc się oprzeć o ścianę. Nadal nie czuła się najlepiej, minimalne zawroty głowy zaczęły jej towarzyszyć odkąd odszedł cały stres, który do tej pory utrzymywał Rosjankę w ryzach.
- Rozumiem.- nie wykazała większej reakcji na pierwsze słowa, wszystko było oczywiste. Tony chciał chronić siostrę przed swoją mroczną przeszłością, co prawda nie pochwalała kolejnego wikłania się w kłamstwa. Z drugiej jednak strony sama postąpiłaby teraz podobnie, rodzina jest w końcu najważniejsza, a jak zdążyła zauważyć, Tonemu naprawdę zależało na młodej. - Będę Cię kryła, tylko nie plącz się więcej w takie gówno, pamiętasz jak to się skończyło. Wiesz co mam na myśli. - oczywiście chodziło jej o sytuację, w której postawił ją przed nagą prawdą tego jak mocno sam uwikłał ją w sieć swoich kłamstw. A później próbował popełnić samobójstwo próbując uciec od odpowiedzialności. - Dorwę Genevieve jak tylko będę mogła Cię zostawić samego.- rzuciła z dzikim błyskiem w oczach, mógł być pewien, że to co się stało nie pozostanie od tak, bez jej ingerencji. - Ale teraz jesteś na mnie skazany przez kilka dni. Mogę spać na kanapie.- uśmiechnęła się subtelnie, gdy tylko napięcie opadło chociaż na chwilę.
- Ryder poczeka, załatwię to.- zapewniła go, że tym ostatnim nie ma się co przejmować. Ostatnio jej stosunki z panem R nieco się ociepliły dlatego podejrzewała, że jeden dzień zwłoki nie powinien być problemem, szczególnie, gdy sama miała przekazać mu kasę.
- Dobra, nie patrzę.- zażartowała przymykając oczy i zadzierając wyżej głowę, czekała grzecznie aż skończy i będzie mogła go wyprowadzić pod rączkę z kibelka. <3 Anonymous - 2016-02-18, 10:42 Przemilczał słowa Aaren, wzrok chwilowo umiejscawiając w ziemi. Niestety część faktów będzie musiał odkryć przed Isabelle, to było nieuniknione. Jego historia miała w sobie za dużo nieścisłości aby mógł z powodzeniem wybielić swój wizerunek przed siostrą. Miał tylko nadzieję, że ta nie zmusi go do takich posunięć, jak chociażby przywołana próba samobójcza. Tak naprawdę była tylko sposobem na odwrócenie uwagi od największego problemu. Był w stanie zrobić nawet coś takiego, byle tylko nabrać wiarygodności. Z perspektywy czasu wydawało mu się to tak oderwane od rzeczywistości, jakby nigdy go nie dotyczyło.
Słysząc o Genevieve, jedynie wygiął kąciki warg w krzywym uśmiechu, nic nie mówiąc. Nie musiała przecież wiedzieć, że sam także nie zamierzał tego pozostawić bez odzewu. Z tą różnicą, że jego zemsta miała być o stokroć okrutniejsza. Podejrzewał, że tej wariatce nawet się to nie śniło... I dobrze.
- Nie musisz chodzić do pracy? - Zapytał, ot tak, dopiero teraz spoglądając w jej stronę. Nie żeby jakoś szczególnie mu przeszkadzała, ale spodziewał się, że przez ten czas... nie zdoła utrzymać Holly z daleka. Spodziewał się też, że Hayley postanowi sprawdzić, co tak naprawdę się stało. Przed nią chroniło go tylko to, że nie znała jego adresu, ale Holly? Mogła przyjść w każdej chwili, niczego nie wiedząc.
- Możesz też spać ze mną. Jeśli Ci to nie przeszkadza - wtrącił, przygryzając lekko wargę i chwilowo się prostując. Najgorzej, że Isabelle powinna wrócić do domu. Jeszcze dziś. Laura go zabije albo sama umrze ze strachu o życie młodej...
Wywrócił oczami w reakcji na jej żart. Gdy skończył, pochylił się nad zlewem aby wreszcie zmyć z rąk krew i opłukać, także brudną od krwi, spoconą twarz.
Później po prostu wyszedł z łazienki w towarzystwie Aaren i jakby nigdy nic wrócił do łóżka, na którym położył się na plecach. Obrócił tylko głowę w stronę siostry.
- Is? Chcesz tu zostać?Aaren Wayford - 2016-02-18, 10:55 Na ten jego uśmiech nie zareagowała jakoś specjalnie, tym występkiem Gene przekreśliła swój wizerunek w jej oczach na dobre. Do tej pory wierzyła, że jakkolwiek będzie w stanie jej pomóc, ściągnąć ją z powrotem na ziemię, najwyraźniej nie było już odwrotu od tego szaleństwa.
- Przyda mi się trochę wolnego, mogę pisać raporty tutaj.- uśmiechnęła się celowo, doskonale wiedziała, że będzie chciał pobyć sam albo z kimś bez jej obecności. - Wystarczy słowo, a pójdę oglądać trawnik przed blokiem, jasne ?- o ile Hayley była w stanie tolerować to do tej drugiej nie zamierzała kryć swojej niechęci. Była skłonna siedzieć i nie odzywać się, ale pamiętając jak zakończyło się ich ostatnie spotkanie była niemal pewna, że rudowłosa zechce ją sprowokować.
- Wiesz, że to propozycja nie do odrzucenia ? - mimowolnie się uśmiechnęła kiwając głową na boki. - Nie chciałaby Cię jednak uszkodzić przez sen.- westchnęła sama podchodząc do zlewu, gdy tylko brunet skończył myć ręce. Sama zrobiła to samo, w dodatku zmywając jego krew nie tylko z dłoni ale i z czoła czy policzków.
Ponownie chwytając mężczyznę usadziła go na łóżku, sama zajmując się sprzątaniem tego bałaganu jaki wyniknął z tej całej popapranej sytuacji. Gdy wszystko znalazło się na swoim miejscu, zerknęła na niewielkie plamy krwi, które pojawiły się na pościeli. Mogło być gorzej, a tak zapewne po jednym praniu znikną.
Siadając na brzegu zaczęła przeglądać pudełka z lekami przeciwbólowymi w momencie, gdy brunet podjął rozmowę z siostrą.Isabelle - 2016-02-18, 22:49 Nie wiedziała jak na to wszystko patrzeć. W jej mniemaniu nic tak na prawdę się ze sobą nie kleiło. Nie próbowała jednak w to brnąć, przynajmniej nie teraz. I tak w tym momencie zapewne wszystkiego by trzeźwo nie przemyślała, i chciała to zrobić na spokojnie.
Koedy wyszli, nie szła za nimi. Nawet nie wpadło jej do głowy, że w łazience będą knuć przeciw niej. Nie zdawała też sobie sprawy, że Tony okłamał ją, zrzucajac całą winę na Genevieve.
~ Nie, ja jednak wolałabym wrócić do domu.
Mruknęła, wzruszając ramionami.
Musiała, ciocia i tak pewnie się o nią martwiła.
Po ogarnięciu się i zabraniu swoich rzeczy, po prostu opuściła mieszkanie.
z/tAnonymous - 2016-02-19, 23:55 Wbrew zapewnieniom Aaren, wcale nie czuł się przekonany. Mimo to nie kontynuował tematu i uciął rozmowę niejasnym półuśmiechem, którego źródło było znane tylko jemu. Mógł się zacząć modlić, aby Holly nie przyszło do głowy złożenie niezapowiedzianej wizyty.
- Nie wiercisz się przez sen - wspomniał jedynie, nie zamierzając jej jednak przekonywać. W zasadzie było mu wszystko jedno. Najchętniej zostałby sam, ale nie mógł sobie na to pozwolić, nie tylko dlatego, że było to niewskazane.
- Powinnaś wrócić do domu - odezwał się cicho, ostrożnie nakrywając się kołdrą. - Ciocia będzie się martwić, jeżeli nie wrócisz. I pewnie powie ojcu, a to nam niepotrzebne - kontynuował, mrużąc nieco oczy. Oczami wyobraźni już widział to zamieszanie... - Aaren zamówi Ci taksówkę i pojedziesz, dobra? Spróbujesz odpocząć w normalnych warunkach i jeśli będziesz chciała, przyjedziesz jutro - zamilkł wreszcie, czasami samego siebie nie poznając, jeżeli chodziło o troskę, którą wykazywał względem Isabelle. Przynajmniej czasami zachowywał się jak na starszego brata przystało.
Niezależnie od podjętej decyzji i rozwoju sytuacji, po prostu okrył się i próbował zasnąć, co wcale nie było takie trudne.Aaren Wayford - 2016-02-20, 00:09 Spojrzała na twarz bruneta chwilowo pochmurniejąc dopiero teraz zdając sobie sprawę z tego co tak naprawdę wydarzyło się w parku. Atak Gienki wobec Tonego nie był czymś co można było od tak zignorować. Tym bardziej, że mężczyzna zamierzał się mścić. Sama obawa o życie Tonego, przymus przeprowadzenia „małej operacji” te wszystkie emocje i odczucia towarzyszące temu, położyły na jej barkach ogromne brzemię dzisiejszego dnia.
Odkładając apteczkę na parapet obejrzała się za siebie, spoglądając na Tonego z nikłym uśmiechem na utrapionej twarzy. - Mam coś dla Ciebie.- pomachała strzykawką, zaraz zerkając w stronę Isabelle.
- Tony ma rację, nie powinnaś martwić Laury.- obserwując dziewczynę podeszła do niej obejmując ją delikatnie. - Is, wszystko będzie dobrze. Zostanę z nim na noc. Pisz lub dzwoń kiedy tylko chcesz, jasne ?- delikatnie pogłaskała ją po plecach.
O ile brunetka zdecydowała się na wrócenie do domu taksówką, Aaren zamówiła ją pod blok jednocześnie odprowadzając dziewczynę na sam dół, gdzie poczekała aż wsiądzie do samochodu i ponownie zawitała w mieszkaniu.
Jeśli została z nimi to okryła ją jakimś kocem <3.
Podchodząc do bruneta usiadła tuż przy nim na łóżku, na wysokości jego pasa. - Chcesz coś przeciwbólowego ?- odgarniając kosmyk włosów z jego czoła ponownie sprawdziła temperaturę. - Powinieneś dużo pić teraz.- stawiając butelkę wody, którą wcześniej zgarnęła, gdzieś na szafce nocnej.Anonymous - 2016-02-20, 00:39 - Co to? - Zapytał, posyłając pytające spojrzenie Aaren, zanim jeszcze wysnuł jakiekolwiek podejrzenia. Miał pewne obiekcje jeżeli chodzi o strzykawki, chociaż nie miał żadnej fobii z tym związanej. Po prostu nie powinien przyjmować pewnych rzeczy. To był jeden z powodów, dla których unikał szpitala w sytuacjach wymagających podania mocniejszych leków - siały w nim spustoszenie. To było najprostsze i najszybsze rozwiązanie, ale mimo wszystko... bronił się przed tym. Wiedział, że ma szansę wyjść z tego obronną ręką tylko jeśli sprzeciwi się od razu.
- Nie - mruknął, chociaż wyraźnie było po nim widać, że cierpi. Nie było jednak dobrego rozwiązania. Leki w przeciętnej dawce nie miały na niego żadnego efektu, był na nie obojętny do pewnego momentu. W większej dawce szkodziły natomiast na organy, a rzyganie było ostatnim, na co miał teraz ochotę.
Było mu zimno, prawdopodobnie z wyczerpania. Wbrew temu ciągle się pocił i czuł się doprawdy paskudnie, dlatego też próbował po prostu zasnąć.
- Mogłabyś załatwić na jutro kroplówki, nie dam rady niczego jeść, ani pić - odpowiedział, niechętnie spoglądając na butelkę, z której pewnie skorzysta niebawem, mimo wszystko. Chociażby po to, aby pozbyć się nieprzyjemnej suchości w ustach.